poniedziałek, 28 grudnia 2015

Największe sekrety: Hyperborea - Saeculum obscurum

Ilustracja muzyczna: David Sylvian - For the Love of Life (Monster Ending Theme)

"Historia Polaków, przynajmniej u jej początków, to – według wczesnych źródeł – coś w rodzaju przerażającego sennego koszmaru: są w niej krew i smród, zbrodnia i detronizacja, rozkładające się trupy i potworne myszy."
Jarosław Marek Rymkiewicz




Archeologia przynosi nam co jakiś czas sensacyjne odkrycia, które niestety nie znajdują rezonansu w wyobraźni narodu. To, że w małopolskich Maszkowicach, na Górze Zyndrama, dokopano się do potężnych kamiennych murów tajemniczego grodu sprzed 3,5 tys. lat - równie starego jak greckie Mykeny - ledwo się przewinęło w serwisach informacyjnych. Trudno jednak o to, by odkrycia te rozpalały wyboraźnię demosu, gdyż sami archeolodzy dopuszczają się poważnych zaniedbań. Ot, Kopiec Kraka w Krakowie był badany jedynie w czasach II RP przez ekipę prof. Józefa Żurowskiego, który nie zdołał dokończyć wykopalisk, bo nagle zmarł po "błahej operacji". Jego ludzie przekopali się zaledwie przez 4 proc. podstawy kopca i znaleźli scytyjskie okucie końca pasa datowane na VIII wiek. Znaleziono również tam drewniany słup, którego nawet nie zbadano dendrochronologicznie. Po wojnie badań nie kontynuowano. Nie przeprowadzono również żadnych poważnych badań Kopca Wandy - scytyjskiego kurhanu powiązanego "archeoastronomicznie" z Kopcem Krakusa/Wzgórzem Lasoty. Jak czytamy: "Swoją droga to jest bardzo dziwna i ciekawa sprawa, dlaczego kopiec Wandy usytuowany w miejscowości Mogiła pod Krakowem nie wzbudził zainteresowania archeologów. A przecież w latach sześćdziesiątych mieli do dyspozycji ogromne środki w ramach programu badań tzw. milenijnych i gdzie kopali - głownie w Wiślicy. Wymyślono bowiem, że to tam była stolica Wiślan. Oczywiście był duży sukces, stolicę tych Wiślan w Wislicy nawet znaleziono, szkoda tylko, że przez drobną pomyłkę uznano zabytki z XII w. za starsze lat 300. Tak się fałszowało historię w czasach PRL.A kopiec Wandy spokojnie czeka na swojego Schliemanna."

Czy badań tych nie przeprowadzano, bo potwierdziłyby istnienie wymienianych przez kronikarzy władców przedchrześcijańskiego imperium ze stolicą na ziemiach polskich? Pokazałaby, że organizmy państwowe istniały na Słowiańszczyźnie jeszcze na długo zanim grupa szwedzkich zabijaków założyła dynastię Rurykowiczów?



W kronikach biskupa Prokosza i Marcina Bielskiego zapisano, że na przełomie VII i VIII w. (a dokładniej w latach 694-728)  - czyli w czasach, w których powstał fragment scytyjskiego pasa odnaleziony w Kopcu Krakusa - panował w grodzie znanym jako Wawel król Krak I Scyta. Był on wodzem koczowników ze stepów wybranym na władcę Konfederacji Lechii. W czeskich legendach występuje on jako król Krok a w ruskich jako Karkaus. Miał on zadać klęskę Frankom, skutecznie walczyć z Sasami oraz zhołdować ziemie byłego państwa Samona. (Wędrówki ludów z V-VI w. sprawiły, że rozluźniły się więzi międzyplemienne w Konfederacji. Niektóre ziemie uniezależniły się od centrali. W 623 r. , za rządów króla Lechii Wisława III (613-652) wyodrębnił się Związek Samona i zadał w 631 r. wojskom frankońskim klęskę w bitwie pod Wogastimburgiem. Nie przetrwał jednak śmierci swojego wodza. O kryzysie w Lechii świadczyło opisane przez kronikarzy bezkrólewie w Konfederacji w latach 652-659 i rządy 12 wojewodów w latach 695-694. Wielu lokalnych władców brało więc sprawy w swoje ręce i prowadziło niezależną politykę.).




Następcą Kraka I Scyty, był według kronikarzy jego syn Krak II (728-733). Według legendy, zginął on zamordowany na polowaniu przez swojego brata Lecha V Zabójcę (733-755). Pochowano go w kurhanie w podkrakowskiej miejscowości Krakuszowice. Ludność lokalna powtarzała jeszcze ponad tysiąc lat później, że to mogiła zamordowanego króla Kraka II. Ciekawe skąd przyszedł im do głowy ten pomysł? Lech V Zabójca został wygnany a rządy przejęła jego siostra Wanda (735-740). Była ona kobietą-wojowniczką. (Liczne znaleziska archeologiczne wskazują, że wśród ludów stepowych zdarzało się dosyć często, że kobiety wsiadały na koń i walczyły na równi z mężczyznami. Sprawdzały się w taktyce "uderz i uciekaj". Starożytni Grecy stworzyli na tej podstawie mit o Amazonkach. Mit ten to po części propaganda wojenna oraz niestworzone historie o podłożu seksualnym. Opowieści o tym, że Amazonki usuwały sobie jedną pierś to totalna bzdura wzięta z nieporozumienia językowego - złego przetłumaczenia perskiego słowa "ha-mazan", czyli "wojownik" na greckie "a mazas", czyli "bez piersi".) Prowadziła wiele zwycięskich wojen, ale nie czuła się psychicznie na siłach, by założyć rodzinę i kontynuować dynastię. Po wielu naciskach na ożenek popełniła samobójstwo skacząc w pełnej zbroi i na koniu do Wisły. Pochowano ją w Kopcu Wandy. 6 lutego i 4 listopada można ze szczytu tej mogiły dostrzec Słońce wstające dokładnie nad Kopcem Krakusa a z Kopca Krakusa 2 maja i 10 sierpnia Słońce wstające nad Kopcem Wandy.

(Chronologię do tych legendarnych dziejów zapożyczyłem z książki Janusza Bieszka "Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna". Oparł ją tam na przekazach z kilkunastu średniowiecznych i renesansowych kronik, w dosyć logiczny sposób kompilując z nich spójną historię. Chronologia ta ma moim zdaniem jedynie charakter umowny - nie będę się upierał, że do pewnego wydarzenia doszło w roku X a do innego w roku Y. To nie ma aż takiego zdarzenia. Ważne są opisane tam procesy. W naszej historii jest tak dużo białych plam, że historyk musi się bardzo często posiłkować własną wyobraźnią, wizualizacjami i dedukcją.) 




Niektórzy badacze dopatrują się uderzających podobieństw w legendach o Kraku i jego rodzinie do starożytnych przekazów o królu Cyrusie (Kuraszu) Wielkim i perskiej dynastii Ahmenidzkiej. (O tych zadziwiających podobieństwach możemy przeczytać tutaj.) Nazwa Wawel jest tutaj zniekształconym Bab-El (Brama Bogów) , czyli Babilonem. Już kronikarz Mierzwa wskazuje, że "Krak kazał zabić Dratewce smoka wawelskiego, tak jak Cyrus Danielowi Babilońskiego". (Legenda mówiła, że prorok Daniel zabił smoka w Babilonie karmiąc go siarką, którą nafaszerowany był baran.) Skoro jednak legenda o Kraku i Smoku (Tiamat zwyciężona przez Marduka? Phython zabity przez Apolla? Jormungandr zabity przez Thora? Żmij zabity przez Peruna? ) jest tylko odległym echem perskich opowieści, to skąd się wzięła nad Wisłą? I kim był scytyjski władca, któremu postawiono wielki kurhan pod Krakowem? Czyż legenda o smoku oraz imię jakie przybrał nie były skutkiem snobowania się przez niego na perskiego Króla Królów?

Kroniki o tym milczą. Mówią jednak, że [o śmierci Wandy nastąpiły rządy 12 wojewodów w latach 740-760. W obliczu zagrożenia zewnętrznego powołano na tron króla Lecha VI Przemysława (760-780), który miał rządzić z Przemyśla i walczyć przeciwko Frankom, Sasom i uniezależnionym Roksolanom. Po krótkim epizodzie z Lechem VII Oszustem (780) i panowaniu Lecha VIII (780-800), które upłynęło na walkach z Sasami, nadszedł czas na rządy Lecha IX Walecznego (800-824), który walczył z Frankami. Według roczników frankońskich d'Eginharda Karol Wielki w 805 r.  wspomaga księcia Hunów Teodora przeciwko Bohemom i dowodzącym nimi księciu Lechowi i zdaje im klęskę koło miasta Cheb.  Czechy przyjmują w 815 r. chrzest, by zabezpieczyć się od najazdów frankijskich. (Jak widać Konfederacji Lechii mocno straciła zwartość.) Lech IX wspiera następnie Prawęgrów, Sasów i Czechów w walce z Karolem Wielkim - ale wysyła mu gratulacje, gdy król Franków zwycięża Saracenów w Hiszpanii. Syna Lecha IX, Popiel I Gnuśny (824-830) przenosi stolicę do Kruszwicy, która była ówczesnym centrum wodnego transportu śródlądowego. Jego syn Popiel II panuje prawdopodobnie w latach 830-840 a jego rządy przynoszą rozpad "Rzeszy Słowiańskiej" czyli Konfederacji Lechii. Jak podają kroniki, doszło do tego "przez nieuwagę przodków naszych".



Wśród swoich licznych żon Popiel II miał, według legend saską księżniczkę. Namówiła ona do go do spisku - otrucia podczas uczty 20 wojewodów Lechii. Popiel i jego żona zostali po tym zlinczowani a w granicę Konfederacji wkroczyły wojska saskiego margrabiego Brunona. Dekapitacja elit państwowych doprowadziła do powstań ludowych, buntów podbitych ludów i szeregu secesji poszczególnych plemion.




 Po okresie bezkrólewia rządy powierzono Piastunowi (majordomusowi)  starszemu urzędnikowi zwanego w legendach Piastem, a w niektórych kronikach opisywanym jako Koszyszko. Dokonuje on reorganizacji państwa i przekazuje władzę swojemu synowi Ziemowitowi (862-892). Ziemowit zreformował wojsko, zmilitaryzował kraj i zaczął zakładać wsie służebne. Walczył z powodzeniem przeciwko Prusom, najeżdżał ziemie węgierskie, Państwo Wielkomorawskie i Czechy ( w jednej z bitew zraniono czeskiego księcia Bożywoja, którego wcześniej Ziemowit wspomagał przeciwko władcy frankijskiemu Ludwikowi Niemcowi. Ziemowit odbił od Czechów Śląsk i nadał swojemu synowi imię Wrocisław na cześć odzyskania Wrocławia). Niestety Ziemowit w 874 r. stracił Małopolskę z Krakowem na rzecz Wielkich Moraw.



Kroniki bawarskie podają, że 892 r. na zjeździe w Hansfeld zorganizowanym przez wschodniofrankijskiego władcę Arnulfa pojawili się Vratizolaus (Wrocisław) "z odległej Polski" "wraz ze swymi Wenedami" oraz król Węgier Kruszana. Uzgodniono tam wspólny najazd na Państwo Wielkomorawskie. Zostało on wkrótce potem totalnie spustoszone - szczególnie odznaczyli się w tym dziele Madziarzy. Wrocisław ginie 896 r. w zasadzce podczas wyprawy na Pomorze. Jego młodszy brat Lech X Dzielny (896-921) zwycięża koalicję pomorsko-kaszubsko-połabskiej w wielkiej bitwie, w której ginie sześciu wrogich książąt a czterech bierze do niewoli. W 904 r. korzystając z rozpadu Państwa Wielkomorawskiego odzyskuje Małopolskę z Krakowem. Z Welhradu do Krakowa przenosi się arcybiskup obrządku słowiańskiego. Syna Lecha X Dzielnego Ziemomysł (921-957) jest już prawdopodobnie chrześcijaninem i walczy ze zmiennym szczęście o odzyskanie dawnych prowincji Lechii. W tym czasie nowo powstała Rzesza Niemiecka, najpierw pod Henrykiem Ptasznikiem (Henrykiem Pająkiem :) a potem pod Ottonem I rozpoczyna Drang Nach Osten, metodą dziel i rządź, przekupstwem i skrytobójstwami dokonując stopniowego podboju podzielonych Słowian Połabskich. Są oni rozgrywani przez Niemców podobnie jak później Rosja będzie rozkładała Rzeczypospolitą. Podbój ten będzie ciągnął się jednak aż do XII w. i będzie kosztował Niemców wiele krwi, potu, łez i złota. Jak czytamy:


"Obodrzyci, którzy mieszkali na terenach dzisiejszych Niemiec, tak skutecznie dawali odpór Frankom Karola Wielkiego, że ten wydał zakaz handlu bronią ze Słowianami! Uważa się, że na 170 wypraw przeciw Słowianom, począwszy od państwa Karola Wielkiego, a skończywszy w 1125 r. na rajzie Fryderyka Rudobrodego, jedynie jedna trzecia przyniosła pożądany przez cesarstwo niemieckie skutek. Aż 20 wypraw skończyło się rozbiciem armii cesarskiej.

Przeciwnicy Franków najdłużej wytrwali też w pogaństwie, kładąc nawet zrąb pod własną państwowość. Wielokrotnie odrzucali przynoszone siłą przez Sasów chrześcijaństwo. Zdarzało się również, że chrzest przyjmował jedynie najbliższy dwór księcia, podczas gdy reszta kraju trwała przy dawnej wierze. Obodrzyci byli tak znaczną potęgą, że cesarz Henryk II zawarł z nimi – poganami! – przymierze przeciwko Bolesławowi Chrobremu, królowi chrześcijańskiemu. (...)

Polityczne rozgrywki ustawiły Piastów w kontrze do słowiańskiej awangardy na zachodzie – Obodrzyców, zajmujących południowe wybrzeże Bałtyku od Zatoki Kilońskiej po rzekę Warnow. A ci wojowniczy mieszkańcy Połabia, terenów zajętych przez Słowian od Odry aż po Łabę, wciąż mocno dawali się we znaki Cesarstwu Rzymskiemu Narodu Niemieckiego. Walcząc, nie przebierali w środkach, dawali łupnia tak Niemcom, jak i Duńczykom. „Cały ten lud oddany jest bałwochwalstwu, przebywa stale w ruchu i podróży, uprawia piractwo godzące z jednej strony w Duńczyków, z drugiej – w Sasów. Dlatego już nieraz i na wszelkie sposoby wielcy cesarze i kapłani zadawali sobie trud, by owe buntownicze i niewierne szczepy przywieść w jakiś sposób do uznania imienia Bożego i łaski wiary świętej” – pisał Helmold. Kilkakrotnie chrzczeni odrzucali nową wiarę, podejrzewając Sasów o fałszywe zamiary. Odpór był zawsze gwałtowny i przerażający. Helmold opisuje, jak w 1066 r. „Słowianie odniósłszy zwycięstwo spustoszyli całą ziemię hamburską ogniem i mieczem, zaś prawie wszystkich Szturmarów i Holzatów zabito albo uprowadzono w niewolę. Gród Hamburg zniszczono doszczętnie (...). Również w tym samym czasie Szlezwik, (...), bardzo bogate i ludne miasto plemion załabskich, leżące na krańcach duńskiego królestwa, został przez niespodziewany wypad Słowian w całości zniszczony. Daremnie książę Ordulf walczył często z Słowianami przez dwanaście lat, o które przeżył ojca; żadnego nie odniósł zwycięstwa, lecz wielokrotnie został pobity przez pogan, tak że nawet swoi z niego szydzili”. Zakonników ze zdobytych klasztorów Obodrzyci obwozili na pośmiewisko od grodu do grodu. Mnisi byli oskalpowani, a czaszki mieli rozcięte w kształt krzyża."



Syn Ziemomysła Mieszko I panuje w latach 957-992. Jest on pierwszym historycznie uznanym władcą Polski. Rządzi dobrze zorganizowanym , dysponującym dużą siłą militarną krajem o powierzchni blisko 200 tys. km kw. Z dokumentu "Dagome Iudex" (Domine ago me Iudex, czyli Panie kieruj mną Rozjemco) powstałego przed 990 r. wynika, że w skład tego kraju wchodzi i Szczecin, i Kraków, i Wrocław. Wszyscy wiemy, że w 972 r. Mieszkowi udaje się rozgromić wyprawę margrabiego Hodona pod Cedynią. Rzadko się jednak wspomina, że w 979 r. rozbija on wojska inwazyjne Ottona II, biorąc wielu jeńców. Cesarz prosi go pokój i oddaje mu za żonę księżniczkę Odę (a właściwie to pozwala mu ją porwać z klasztoru). Później Mieszko I wchodzi w sojusz ze Szwedami przeciwko Duńczykom i rozgramia wojska Swena Widłobrodego. To podczas tej wyprawy zaciąga na swoją służbę dużą ilość wikingów. Bierze udział również w wojnie domowej w Rzeszy, gdzie ostatecznie opowiada się po stronie Ottona III, któremu w prezencie daje wielbłąda. Władca Polan jest graczem na europejską skalę. Nasza historiografia wciąż jednak pokazuje go jako półbarbarzyńskiego władcę z zapyziałego krańca Europy. Czyżby już we wczesnym średniowieczu funkcjonował "przemysł pogardy" przeciwko wizjonerskim władcom z ziemi Polan, spadkobiercom Konfederacji Lechii?

***

PAMIĘĆ GENETYCZNA. Pomysł budowy Międzymorza oraz Ruch Prometejski inspirowany przez służby specjalne sanacyjnej II RP był niczym innym jak wejściem na szlak naszych przodków i próbą odbudowy Konfederacji Lechii. Podobne idee pojawiały się również w projektach Konfederacji Narodu w czasie drugiej wojny światowej. Były to plany Imperium Słowiańskiego, które co znamienne nie obejmowało Rosji.

***

W następnym odcinku serii Hyperborea - Imperator będzie nieco o Bolesławie Chrobrym, Ottonie III i papieżu Sylwestrze II, o planach zjednoczenia Europy i o tajemniczej siłach, które je torpedowały. W planach mam również kolejny odcinek serii Sny - poświęcony... Elżbiecie Batory i jej perwersjom (tak, to będzie lepsza historia o wampirach niż "Zmierzch" :)

Polecam również moją powieść: "Vril. Pułkownik Dowbor".

I wszystkiego najlepszego w Nowym 2016 Roku!

środa, 23 grudnia 2015

One Belt, One Road - czyli Berlin-Bagdad 2.0

W nadchodzących latach główne punkty zapalne na świecie będą leżały na trasie największego w dziejach projektu infrastukturalnego w dziejach - One Belt, One Road czyli Nowego Szlaku Jedwabnego. Chiński projekt mający połączyć Azję Wschodnią z Bliskim Wschodem i Europą można porównać do kolei Berlin-Bagdad, niemieckiego projektu komunikacyjnego który był prawdziwą przyczyną wybuchu I wojny światowej. (Pisałem o tym choćby w serii Inferno).




Nowy Szlak Jedwabny to projekt zainicjowany w 2013 r. przez chińskiego prezydenta Xi Jinpinga (nad koncepcją tą pracowano jednak zapewne w Pekinie od wielu lat a pierwsze kroki do jej uruchomienia podjęto już w zeszłej dekadzie). To plan silniejszego transportowego złączenia Chin z Europą. Ma on zarówno stymulować rozwój gospodarczy biedniejszych, zachodnich prowincji ChRL, mocno zwiększyć wymianę handlową Chin z Europą, uczynić juana walutą bardziej popularną w rozliczeniach międzynarodowych i dać impuls rozwojowy krajom przez które będzie przechodziła ta droga handlowa. Ma on połączyć 64 kraje generujące łącznie 29 proc. światowego PKB i zamieszkane przez 63 proc. populacji Ziemi. Wymiana handlowa między Chinami a krajami leżącymi wzdłuż Nowego Szlaku Jedwabnego ma przekroczyć 2,5 bln juanów (390 mld USD) rocznie a  wartość inwestycji w tę drogę handlową ma sięgnąć 1,5 bln juanów. Inwestycje te obejmują blisko 900 projektów, w tym budowę 15 nowych portów. Morska część Szlaku ma łączyć Chiny z Azją Południowo-Wschodnią, Indiami, Bliskim Wschodem i Afryką. Część lądowa ma biec od Zachodnich Chin przez Azję Środkową i Syberię do Europy. Ten olbrzymi projekt ma zostać zrealizowany do 2040 r. Chińscy planiści szacują, że o ile obecnie transport towarów koleją z Londynu do Pekinu trwa około dwóch tygodni, to w 2025 r. ma zająć 9 dni. M.in. dzięki chińskim kolejom szybkich prędkości, które zostaną zbudowane na tej drodze handlowej. Finansowaniu projektów wchodzących w skład Nowego Jedwabnego Szlaku ma służyć założony w tym roku Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) - instytucja założona w tym roku, wśród której założycieli znalazła się m.in. Polska (choć stało się to po sprzecznych sygnałach wysyłanych przez rząd Kopacz).
Lądowa część szlaku ma składać się z trzech korytarzy transportowych. Południowy ma iść jednym rozgałęzieniem do Singapuru, drugim poprzez Birmę, Indie i Pakistan do Teherenu, gdzie będzie łączyć się z centralnym korytarzem idącym przez postsowieckie republiki Azji Środkowej. Następnie będzie on kierował się przez Turcję, Bałkany, Węgry, Austrię, południowe Niemcy i Francję do Londynu i Antwerpii. Północny korytarz - mający największe moce transportowe - ma przechodzić przez Mongolię , Rosję i Białoruś do Polski a stamtąd iść do Hamburga i Rotterdamu. Polska jest w chińskich planach głównym hubem przesyłowym na Europę - wrotami do UE. Namiastką tego korytarza jest już połączenie kolejowe Chengdu–Łódź, które jak na razie jest wykorzystywane w małym zakresie, ale w przyszłości, wraz z realizacją chińskich planów może nabierać ono dużo większego znaczenia. (Do rangi symbolu urasta to, że o ile globalizacja gospodarcza  w zachodnim, neoliberalnym stylu wykończyła łódzki przemysł, to globalizacja w chińskim stylu daje miastu szansę na rozwój.) W chińskim planie strategicznym zyskujemy już z samej racji naszego położenia geograficznego. 



Próbą blokady morskiej odnogi Nowego Szlaku Jedwabnego jest konflikt na Morzu Południowochińskim. Chińczycy wpadli tam w pułapkę - budując instalacje wojskowe mające służyć ochronie żeglugi na spornych wysepkach (i robiąc to w bardzo prowokacyjny sposób) zaostrzyli konflikt z państwami sąsiednimi a Amerykanie sprytnie to wykorzystują. 



Być może prawdziwym powodem istnienia Państwa Islamskiego jest to, że służy ono kampanii destabilizacyjnej mającej zablokować bliskowschodnią nitkę Szlaku. Wynikałoby z tego, że Państwo Islamskie istnieje we wspólnym amerykańsko-rosyjskim interesie. Amerykanie blokują drogę Chinom, Rosja eliminuje alternatywy korytarz transportowy - sama chce mieć monopol na transport towarów z Chin do Europy. To również tłumaczy dlaczego wojna w Syrii jest prowadzona tak, by nikt jej nie wygrał - ani Assad, ani rebelianci. O tym, że Rosja wspiera zarówno Assada jak i Państwo Islamskie pisałem już na tym blogu wielokrotnie. O tym, że Amerykanie wspierają islamskich reblientów powszechnie wiadomo. Okazuje się jednak, że USA udzielają też wsparcia Assadowi. Symur Hersh w "New Yorkerze" pisał ostatnio o "rebelii" w Pentagonie przeciwko syryjskiej polityce Białego Domu. Wojskowi mieli uznać, że umiarkowani rebelianci nie istnieją - wszyscy są dżihadystami - więc zaczęli przekazywać assadowskim służbom informacje wywiadowcze jako pośredników wykorzystując Niemcy, Rosję oraz Izrael (który jednocześnie udziela pomocy medycznej i nie tylko jej "umiarkowanym rebeliantom"). W żaden akt niesubordynacji Pentagonu nie wierzę. Wojskowi specjaliści od tajnych wojen bez szemrania wykonywali rozkazy administracji Busha i Obamy - w tym dotyczące najbardziej kontrowersyjnych aspektów ich polityki. Czemu mieliby nagle oburzać się na wspieranie dżihadystów w Syrii ? Niedawno wyszło na jaw, że niemiecka BND otworzyła placówkę w Damaszku wymieniającą tajne informacje z assadowskimi służbami. BND jest czasem nazywana niemiecką filią CIA i jest zobligowana przez prawo przekazywać Amerykanom wszelkie informacje o jakie oni ją poproszą. Trudno sobie wyobrazić, by ta eskapada do Syrii odbyła się bez wiedzy CIA. Sama CIA zaś wspierała rebeliantów w ten sposób, by nie uzyskali oni przewagi na polu bitwy. Chodziło nie o obalenie reżimu, ale o trwałą destablizację Syrii oraz krajów sąsiednich. Celem tej kampanii powinien również stać się Egipt a zwłaszcza Synaj - chodzi o stworzenie zagrożenia dla Kanału Sueskiego. (Taki też jest powód wywołanej przez Irańczyków wojny domowej w Jemenie.)



Wielkie protesty przeciwko Erdoganowi w Turcji i wyciągnięcie przez proamerykańską frakcję Gullena jego afer korupcyjnych zbiegło się dziwnym trafem z zacieśnieniem współpracy turecko-chińskiej. Na wyeliminowanie Turcji z Nowego Jedwabnego Szlaku zależy również Rosji. Stąd tak ostre działania "One Punch Mana" Erdogana wobec Ruskich. Można się spodziewać prób skłócenia Turcji i Chin poprzez ujgurską rebelię w Xinjangu.



Rosja zaatakowała w 2014 r. Ukrainę dlatego, że Chiny początkowo planowały przeprowadzić odnogę Szlaku przez ukraińskie terytorium północny korytarz Szlaku. Teraz będzie on przechodził przez Białoruś, którą Rosja będzie się starała wchłonąć. Tak samo będzie zagrażała nitce szlaku idącej przez Gruzję. Putin-Hujło i jego agresywna polityka jest więc głównym zagrożeniem dla chińskiego projektu. Rosyjski prezydent zachowuje się jakby był zachodnim agentem mającym zniszczyć gospodarczo Rosję, storpedować Nowy Szlak Jedwabny i przerzucić ukradzione narodowi rosyjskiemu bogactwa do nowojorskich banków. (Richard Tomlinson, dezerter z MI6, twierdził, że Putin pracował dla brytyjskich tajnych służb. Wiarygodność tych informacji jest jednak dosyć wątpliwa.) W interesie Chin jest więc usunięcie Putina-Hujły i zastąpienie go przywódcą bardziej skłonnym do kooperacji. (Najlepszym wyborem byłby... Aleksander Łukaszenka, który jest prochiński i zarazem postrzegany przez samych Rosjan jako odpowiedni przywódca dla ich kraju, prezydent mogący zapewnić porządek a przy tym swojski człowiek z ludu.)

Projekt Nowego Szlaku Jedwabnego ma również wielkie implikacje dla Polski. Nie ograniczają się one jedynie do wielkiej gospodarczej szansy. Chiny widzą w Polsce główny hub przeładunkowy swoich towarów na Europę. Powinny więc dyscyplinować Rosję, by powstrzymywała się przed agresją w Europie Środkowo-Wschodniej. To leży w naszym interesie i może być jednym z filarów naszego bezpieczeństwa.



Gdy w grudniu 2014 r. odbywał się w Belgradzie szczyt Europa Środkowa - Chiny (16+1) ówczesna premier Ewa Kopacz ostentacyjnie go zlekceważyła i jako jedyny szef rządu z naszego regionu nie pojawiła się na nim. Nowa ekipa rządząca podeszła do chińskiej szansy w bardziej odpowiedzialny sposób. Na listopadowym szczycie Europa Środkowa - Chiny był obecny prezydent Andrzej Duda, którego przyjmowano w Państwie Środka z najwyższymi honorami. Podczas gdy polskie telewizje koncentrowały się  głównie na prezydenckim spacerze na oblodzonym Wielkim Murze, chińskie państwowe media komentując wizytę podkreślały, że Polska  jest dla Chin jednym z najważniejszych partnerów. Był im łatwo głosić to przesłanie, bo obecne władze Polski wykazały zainteresowanie chińskim projektem Nowego Szlaku Jedwabnego (One Belt, One Road).  – Polskie władze i przedsiębiorstwa są bardzo zainteresowane inwestycjami planowanymi w ramach tego ambitnego projektu. Polska może odegrać w nim kluczową rolę dzięki swemu położeniu geograficznemu, dzięki doświadczonym biznesom z różnych branż - mówił prezydent Duda. 

Polska zaczęła lawirować pomiędzy USA a Chinami. To fundamentalny zwrot w naszej polityce zagranicznej. Media totalnie to przemilczały a wy w tym czasie ekscytowaliście się awanturą o trybunał konstytucyjny oraz manifami emerytów z komitetu obrony plutokracji. (Chciałoby się zacytować Stonogę: "Wy głupie Polaczki! Was powinno się jeb...ć!"). Obce mocarstwa będą starały się podgrzewać sytuację w Polsce. Nowa ekipa uderza przecież w interesy rosyjskie (uderzenie w agenturę Rosji, kwestie energetyczne, konsolidacja regionu), niemieckie (bliskowschodnio-afrykańscy najeźdźcy, pakiet klimatyczny) i amerykańskie (Nowy Szlak Jedwabny, "Patrioty", TTIP). Zauważcie, że płk Du(p)sza - ten gostek, co miał w gabinecie herb FSB i podpisywał umowę o współpracy SKW z putinowskimi służbami miał również utrzymywać podejrzane kontakty z Amerykanami. Już mi się marzą procesy pokazowe podczas których, tacy pajace będą przyznawać się do równoczesnej współpracy z FSB, BND i CIA...

Przeszkodą dla budowy Nowego Szlaku Jedwabnego może być również obecny ustrój ChRL. Przeszły one od komunizmu do totalitarnego kapitalizmu zachowując wszechwładzę Partii. Xi Jinping ostrzega jednak, że KPCh może "zatonąć jak Titanic". Zanim Nowy Szlak Jedwabny zostanie ukończony, Partia może przestać istnieć a Chiny stać się krajem mniej lub bardziej demokratycznym (z naciskiem na "mniej"). To zdjęłoby z Chin wielkie wizerunkowe odium i pozwoliło na normalizację stosunków z Tajwanem i Japonią - a w przyszłości na połączenie sił z Tokio. Taki sojusz oznaczałby przerwanie pacyficznej bariery budowanej przez USA przy współpracy z krajami regionu. Powstałby wielki blok geopolityczny od Japonii do Białorusi a nawet do Polski. Azjatycko-europejski blok w kontrze do trawionego polityczną poprawnością i neoliberalizmem Zachodu. Scenariusz, w którym mielibyśmy wielką rolę do spełnienia...

***

Wszystkim moim Czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.


sobota, 19 grudnia 2015

Największe sekrety - Hyperborea: Flagellum Dei

Ilustracja muzyczna: Mad Max Fury Road Theme

"Na pożegnanie
Awiłłowi Leszkowi, Tyberyusz Klaudyusz
grób ten z czterma framugami, na ośm
urn popielnych, jeszcze za życia, jemu jedynie,
dla zaszczytu, na zupełną własność oddał"



Taki napis na płycie marmurowej (w oryginale po łacinie) odkrył w muzeum w Udine w 1843 r. polski historyk Tadeusz Wolański. Tyberiusz Klaudiusz to cesarz rzymski panujący w latach 14-37. A kim jest ten enigmatyczny Leszek Awiłło, któremu za życia władca imperium stawia mauzoleum?
Historia o nim milczy. Niektórzy identyfikują go z występującym w niektórych średniowiecznych kronikach królem Lechii Leszkiem IV-tym, synem Lecha III zwanego przez Rzymian Ariowitem.



O Ariowicie (Ariovistusie) wspomina w "Wojnie galijskiej" Juliusz Cezar. Był on potężnym barbarzyńskim władcą, który ze swoją hordą przekroczył Ren i napotkał na armię Cezara. Negocjacje nic nie dały. Ariowit twierdził, że był w Galii jeszcze przed Cezarem i że się z niej nie ruszy. Wojska rzymskie dokonały więc niespodziewanego ataku na siły Ariowita. Odniosły zwycięstwo, ale wojna się nie skończyła. Jedenastu średniowiecznych kronikarzy, w ty Wincenty Kadłubek, identyfikuje Ariowita z królem Leszkiem III, który miał walczyć z Rzymianami w Galii oraz w Ilirii. Miał on odnieść trzy duże zwycięstwa w konfrontacji zbrojnej z Cezarem. Wojska scytyjskie w tym czasie wspomogły Partów w zwycięskiej bitwie z Krassusem pod Karrami.  Cezar zaoferował pokój i by go przypieczętować wydał swoją siostrę Julię Cesaris Major za Ariowita. Z tego związku miał urodzić się Leszek Awiłło - pół-Rzymianin, siostrzeniec Cezara, uhonorowany przez cesarza Tyberiusza. Julia dostała w prezencie Serbię, Leszek III Bawarię. Według biskupa Długosza siostra Cezara była założycielką Lublina, biskup Bogufał twierdził zaś, że Leszek III Ariowit odwiedził Rzym jako sojusznik Republiki. Czyżby kronikarzy poniosła fantazja? Okazuje się,  że siostra Cezara Julia przebywała z jakiegoś powodu na granicy imperium - w mieście nazwanym jej imieniem, znanym dzisiaj jako Wiedeń.

Nad największą bawarską rzeką Lech powstało miasto Lecha. Czeska kronika z XI w., powołując się na frankijską "Kronikę Augsburską" podawała, że "rzeka Lech po łacinie Vindelicum zwana, obadwa te nazwiska ma od Polaków, których nazywają Lechami i Lechitami, albo Vindelami czyli podług dawnego zwyczaju Sarmatami (...) między Renem a Wisłą mieszkali Zambrowie, których taż kronika mniema bydź Polakami; że ich August z tąd wyruszył, i wielkie wojny z Polakami w stronach Morza Germańskiego toczył".



Senat rzymski uznał, że Bawarię przyznano bezprawnie przeznaczono na posag dla Julii. Prowincję miał odzyskać elitarny Legion Marsowy. Został on wybity w 9 r. n.e. przez barbarzyńców zwanych "Lechami" nad rzeką Lech w miejscu znanym do dzisiaj jako Lechfeld. (Polecam odsłuchanie tej prelekcji.) W tym samym roku trzy legiony pod wodzą Warusa zostały rozgromione w zasadzce w Lesie Teutoburskim przez koalicję plemion zamieszkujących Germanię. Było to pospolite ruszenie Słowian, Germanów (w tym plemion o słowiańsko brzmiących nazwach takich jak Suewowie) i Franków. Rzymianie nazywali Germanami wszystkich barbarzyńców osiadłych na wschód od Renu nie wyróżniając ich etnosu. Wodzem zwycięskiej armii barbarzyńskiej był Arminiusz, syn Segimerusa (Segimierza?) wodza plemienia Cherusków. Według biskupa Prokosza, w bitwie w Lesie Teutoburskim Lechici zdobyli na Rzymianach sztandar z orłem białym, który zaadoptowali jako swój symbol. W XVI w. Marcin Luter zniemczył Arminiuszowi imię na Herman i w ten sposób narodził się wielki mit o niemieckim wodzu, który zadał największą klęskę Rzymowi. Można jednak śmiało postawić tezę, że Arminiusz prowadził wojska Konfederacji Lechii a kampania w germańskich lasach była powiązana z wojną o Bawarię. W 12 r. n.e. wojska rzymskie po zaciętych bojach zdobyły miasto Lecha i zburzyły go. Zbudowały na jego miejscu miasto Augusta znane dzisiaj jako Augsburg, położony nad rzeką Lech. Bawaria wróciła do Rzymu, ale Imperium zostało wyparte za Ren.



Granica pomiędzy Rzymem a Konfederacją Lechii co jakiś czas płonęła. Do większości starć dochodziło nad Dunajem. Rzymscy historycy rozpisywali się o zaciętych bitwach z Sarmatami. Najbardziej znanym tego typu konfliktem były wojny markomańskie z lat 167-180.  Jak czytamy w popularnej encyklopedii: "W 167 roku Markomanowie, Kwadowie i mniejsze plemiona germańskie przedarły się przez Dunaj, rozpoczynając w ten sposób tzw. wojny markomańskie. Jazygowie, na wieść o wtargnięciu dawnych sojuszników do rzymskich prowincji, skierowali swoje uderzenie na zachód na Panonię oraz w 167 zajęli Dację. W 169 Sarmaci znowu przekroczyli Dunaj i najechali Panonię. W roku 175 Jazygowie zostali pokonani przez Marka Aureliusza w potyczce na zamarzniętym Dunaju, barwnie opisanej przez Kasjusza Diona. Zawarty wtedy pokój między Markiem Aureliuszem, który przyjął tytuł Sarmaticus, a Sarmatami, uczczony został wybiciem odpowiednich monet cesarskich, a Sarmaci musieli przyjąć ciężkie warunki: nakazano im trzymać się z dala od Dunaju i dostarczać armii rzymskiej rekrutów. Jednak wkrótce walki zostały wznowione i wojna Jazygów i Germanów z Rzymianami trwały aż do śmierci Marka Aureliusza. Jego następca, Kommodus zawarł z nimi pokój, w myśl którego barbarzyńcy zobowiązali się dostarczać rekrutów do rzymskiej armii i trzymać się w odległości 15 km od granicy. Wojska rzymskie zasilone zostały kontyngentem 8000 jeźdźców jazygockich, z czego około 5500 musiało udać się na służbę wojskową do Brytanii. Stacjonowali oni na północnej granicy w oddziałach po 500 żołnierzy, m.in. w rzymskiej twierdzy w Chester, stanowiącej jeden z punktów obronnych Wału Hadriana, oraz w twierdzach w Bremetennacum (w Ribchester koło Lancasteru) i Morbium. Większość z nich nie powróciła już do ojczyzny. W Bremetennacum założono osadę weteranów, która istniała jeszcze na początku V wieku n.e."

Pokazana na początku filmu "Gladiator" bitwa wojsk cesarza Marka Aureliusza z barbarzyńcami jest bitwą stoczoną przeciw Sarmatom. Były to ostatnie przebłyski chwały Rzymu. Tak jak później Chiny broniły się przed ludami koczowniczymi budując Wielki Mur, tak Rzym zmuszony był utrzymywać system fortyfikacji limes na swoich granicach.



Eksplozja geograficzna w Lechii w połączeniu zapewne z klęskami żywiołowymi w Skandynawii oraz na Wielkim Stepie doprowadziła do wzmożenia naporu konfederacji plemion na Imperium Rzymskie. Rozpoczęła się wielka fala migracyjna przypominającą obecną inwazję na Europę ludów bliskowschodnio-afrykańskich. W roku 405 armia ponad 200 tys. Ariów-Słowian i sprzymierzonych plemon przekroczyła Dunaj i Alpy uderzając na Italię. Była ona dowodzona przez Radagaisusa zwanego też przez Rzymian Radagastusem. W średniowiecznych kronikach ten wódz to Radogoszcz - król Lechii w latach 388-394, który po przekazaniu władzy synowi Witosławowi II oddał się przygotowaniom do wyprawy mającej zniszczyć znienawidzone przez niego Rzym i chrześcijaństwo. Wojska Radogoszcza zostały pokonane w 406 r. pod Florencją przez rzymskiego wodza, pół-Wandala Stylichiona, wspieranego przez barbarzyńskich sojuszników. Rzym przetrwał wówczas jedynie dlatego, że udało mu się zastosować zasadę "dziel i rządź". W tym czasie Corsico, młodszy syn Radogoszcza przekroczył Ren z 200 tys. imigrantów - Wandalów, Herulów, Suewów, Burgundów i Alanów. Rzymskim legionom i posiłkującym ich wojskom frankijskim nie udało się zatrzymać tej inwazji.




Od III w. wschodnia część Imperium Rzymskiego najeżdżana była przez Gotów. Współcześni historycy bezrefleksyjnie twierdzą, że Goci, zwani niekiedy Gepidami, byli ludem germańskim pochodzącym ze Szwecji i zupełnie poważnie powtarzają legendę, że naród ten przybył ze Skandynawii na... trzech statkach. Tymczasem już Herodot pisał, że już w VI w. przed Chrystusem Dariusz Wielki prowadził walki z Getami w Tracji. Grecy jako siedzibę Gotów wskazywali tereny nad Morzem Czarny. Współczesne wykopaliska potwierdzają obecność Gotów w tym miejscu, ale oficjalna historiografia wciąż twierdzi, że przybyli oni tam ze Skandynawii, mimo że niewiele jest skandynawskich śladów w gockiej kulturze materialnej. Wykluczają odwrotny kierunek migracji. (Co ciekawe współczesna archeologia wskazuje, że ludność słowiańska migrowała we wczesnym średniowieczu do Szwecji, Norwegii i nawet na Islandię, gdzie mieszała się z miejscowymi.) Niektórzy badacze wskazują jednak, że Goci nie byli ludem o jednolitym etnosie. Raczej wieloetniczną hordą o silnych wpływach sarmackich - grobowce sarmackich arystokratek znajdowano pomiędzy grobami gockimi pod Hrubieszowem. Można uznać Gotów za lud wchodzący w skład Konfederacji Lechii.




W 251 r. w walkach z Gotami w Tracji ginie rzymski cesarz Decjusz. W 267 r. Goci łupią Efez i prawie udaje im się zdobyć Ateny. W 269 r. z Naddniestrza wypływa flota gocka i atakuje Bizancjum oraz Tesaloniki. W 271 r. cesarz Aurelian zmuszony jest ewakuować Dację. W 377 r. wybucha powstanie Gotów w Tracji - imigrantów gnębionych przez rzymską administrację. Powstańcom idzie na pomoc gocka armia, która pokonuje w 378 r. pod Adrianopolem armię cesarza Walensa (którego za swojego przodka uważa... Lech Wałęsa :)  W 395 r. Goci palą Ateny. W 410 r. Wizygoci pod wodzą Alaryka zdobywają Rzym, gdzie łupią skarb zrabowany ze Świątyni Jerozolimskiej. Przenoszą się we francuskie Pireneje i do Hiszpanii, gdzie tworzą swoje państwa. (Ich stolica Rhedae będzie znana później jako Rennes le Chateau - miejsce, gdzie pod koniec XIX w. ks. Berenger Sauniere znalazł tajemniczy skarb. W tych okolicach w 1944 r. tajemnicze wykopaliska prowadziło Deutsche Ahnenerbe chronione przez Dywizję SS "Das Reich". ) Wchodzą w układ z Rzymem i wspierają go w walkach przeciwko Hunom. W 472 r. zbuntowany gocki dowódca armii rzymskiej Rycymer łupi Rzym. W 476 r. gocki wódz Odoaker obala ostatniego cesarza Rzymu.




Państwo Ostrogotów w północnej Italii zostaje podbite w VI w. przez Bizancjum. W 711 r. arabscy najeźdźcy podbijają królestwo toledańskie - państwo Wizygotów. Z gockiej spuścizny niektórym Hiszpankom zostają blond włosy a Hiszpanom mordercze instynkty. Dziwnym trafem do gockiego dziedzictwa z jakiegoś powodu odwoływali się historyczni władcy Polski. Na grobowcu Bolesława Chrobrego wyryty był napis: "Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum".




Polscy władcy uważali się również za spadkobierców innego ludu pustoszącego Imperium Rzymskie: Wandalów. Wandalowie przybyli znad Morza Azowskiego nad Odrę w IV w. przed Chrystusem. Ich pierwszy król Antyriusz służył w oddziale scytyjskich najemników walczących dla Aleksandra Wielkiego przeciwko Persom. Miał być mężem gockiej księżniczki. Kroniki Prokosza, Bielskiego, Dzierzwy i Miorsza podają, że w XIII w. p.n.e. na króla Lechii wybrano  Alana II. Później objął władzę jego syn Wandal, którego imieniem nazwano Wisłę. Biskup Długosz pisał, że jeszcze w XV w. Wisłę nazywano rzeką Wandalów. Ludzie żyjący we wczesnym średniowieczu mieli trudności w odróżnieniu Wandalów od Słowian i Wenetów. Jeszcze w XIX w. Niemcy mówili na Słowian "Wenden" a Estończycy nazywali ich "Windami". Wandalowie wraz ze spokrewnionymi ludami Burgundów i Suewów wyemigrowali do Francji (Burgundowie utworzyli tam państwo Burgundia) a później przeszli do Hiszpanii. Od Wandalów pochodzi m.in. nazwa Andaluzja. Później przemieścili się do Afryki Północnej, gdzie zdobyli Kartaginę a w 439 r. spalili rzymską flotę w bitwie koło przylądka Bon. W 455 r. złupili Rzym. Do rodaków nad Wisłą wysłali z Kartaginy poselstwo z prezentem - rzymską chorągwią z orłem białym.





W VI w. wybitny bizantyński wódz Belizariusz podbił północnoafrykańskie państwo Wandalów. Część jego białej ludności eksterminował, część sprzedał w niewolę, część przesiedlił, część sama uciekła i się rozproszyła.

Dziedzictwo Wandalów było jednak kultywowane na ziemiach polskich. Mieszko I był nazywany władcą Wandalów. Jak czytamy w popularnej encyklopedii:  "Prawdopodobnie pierwszy ślad o rzekomym wandalskim pochodzeniu Słowian zachodnich pojawił się w 796 roku w Annales Alamanici (łac. Roczniki Alemańskie). Autor utrzymuje tam: Pipinus... perrexit in regionem Wandalorum, et ipsi Wandali venerunt obvium (łac. Pepin odwiedził tereny zamieszkane przez Wandalów, a tamci wyszli mu na spotkanie). Zgodnie z prawdą historyczną wyprawa ta zaprowadziła jednak władcę Longobardów do kraju Awarów.
Z kolei 795 rok w Annales Sangallenses (Roczniki z Sankt Gallen) zakończony jest krótką wstawką Wandali conquisiti sunt (Wandalowie zostali podbici). Pozwala to twierdzić, że ówcześni skrybowie mogli pomylić Wandalów z Awarami, którzy od najazdu Pepina pogrążyli się w krwawej wojnie domowejWe wspomnianych wcześniej Annales Alamanici najazd Karola Wielkiego na plemiona Słowian połabskich z 790 roku jeszcze raz zawiera się w sformułowaniu (...) perrexit in regionem Wandalorum. Gerhard z Augsburga w pisanej w latach 983 - 993 hagiografii świętego Ulryka (Miracula Sancti Oudalrici) niejednokrotnie nazwał Mieszka Iwodzem Wandalów (dux Wandalorum, Misico nomine). Cytowany fragment dotyczył legendy, według której zraniony zatrutą strzałą władca uniknął śmierci dzięki pomocy biskupa Augsburga, Ulryka. Był to pierwszy dowód jednoznacznie wskazujący na przodków dzisiejszych Polaków. Roczniki Augustiańskie wspominają z kolei: Exercitus Saxonum a Wandalis trucidatur (łac. Armia saska pokonana przez Wandalów). W Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum (łac. Dzieje Kościoła hamburskiego)Adama z Bremy znaleźć można dłuższy fragment: Sclavania igitur, amplissima Germaniae provintia, a Winulis incolitur, qui olim dicti sum Wandali; decies maior esse fertur nostra Saxonia, presertim si Boemiam et eos, qui trans Oddaram sunt, Polanos, quaia nec habitu nec lingua discrepant, in partem adiecreris Sclavaniae (łac. Słowiańszczyzna, największy z krajów germańskich, jest zamieszkana przez Winnilów, których dawniej zwano Wandalami. Jest to kraj przypuszczalnie większy nawet od naszej Saksonii; szczególnie jeżeli uwzględnimy w nim Czechów i Polan zza Odry, jako że nie różnią się te ludy ani obyczajem, ani językiem).Niektórzy historycy sformułowanie Winnilowie uważają za zwykły błąd kronikarski, zaś domniemane wandalskie pochodzenie Słowian zachodnich za efekt pomyłki językowej (niem. Wenden - Słowianie; wyraz oparty niewątpliwie na łacińskim określeniu Venedi, jakim określano Wenedów).

(...)

Narastającą wokół zagadnienia atmosferę mitu pogłębił jeszcze bardziej żyjący w czasach panowania Władysława Łokietka franciszkanin krakowski Dzierzwa. W swoim wywodzie pisał on:  Przede wszystkim należy wiedzieć, że Polacy pochodzą z rodu Jafeta, syna Noego. Ów Jafet, wśród licznych spłodzonych przez siebie synów, miał również jednego imieniem Jawan, którego Polacy zwą Iwan (..). Jawan zrodził Philirę, Philira zrodził Alana, Alan zrodził Anchizesa, An-chizes zrodził Eneasza, Eneasz zrodził Askaniusza, Askaniusz zrodził Pamfi-liusza, Pamfiliusz zrodził Reasilwę, Reasilwa zrodził Alanusa, Alanus — który jako pierwszy przybył do Europy — zrodził Negnona, Negnon zaś zrodził czterech synów, z których pierworodnym był Wandal, od którego wywodzą się Wandalici, zwani obecnie Polakami.

(..)

Już w XII wieku angielski kardynał Gerwazy z Tilbury pisał w swoim Otia Imperialia, iż Polacy "określani są mianem Wandalów i sami tak siebie nazywają". Podobne myśli wyraził Albert Krantz (1450 - 1517) w Wandalia sive historia de Wandalorum vera origine, (...), gdzie konsekwentnie łączy historię starożytnych Wandalów z historią Słowian. Powtórzył to również Flavio Blondi, a po nim wreszcie Maciej Miechowita w Tractatus de duabus Sarmatis (Traktat o dwóch Sarmacjach) z 1517 roku. Dzieło to, uważane jest za jedno z pierwszych, które wspomina o tzw. elemencie sarmackim w pochodzeniu Lechitów, choć nie zrywa jednoznacznie z wątkiem wandalskim."



Po zniszczeniu cesarstwa zachodniorzymskiego, Konfederacja Lechii zaczęła pustoszyć Bizancjum. Występowała podczas tych najazdów pod nowym brandem: "Słowianie". Byliśmy okrutnymi najeźdźcami. Ówczesnym ISIS. Jak czytamy:



"Słowianie atakowali Bizancjum od początku VI w. „W zdobytym kraju mordowali w okrutny sposób mężczyzn i zaganiali do niewoli dzieci i kobiety, niszcząc dobytek, którego nie mogli zabrać” – pisał o nich historyk Prokopiusz z Cezarei (a znał się na rzeczy – spod jego pióra wyszła „Historia wojen”). Słowianie często sprzymierzali się z Hunami, Awarami i Bułgarami przeciwko Bizancjum – dzięki politycznym talentom te sojusze sprzyjały im samym. Początkowo nie zdobywali grodów, omijali je lub uciekali się do podstępu, np. wywabiania mieszkańców na zewnątrz. Jednak szybko się uczyli i doskonalili sztukę wojenną.

W 548 roku dokonali przełomu. Słowiańska armia wkroczyła na teren Dalmacji. Najazd był tak potężny, że nikt nie przyszedł z pomocą twierdzom, padającym jedna po drugiej. Piętnastotysięczna rzymska armia, która wędrowała za Słowianami, nie odważyła się ich zaatakować. Napastnicy odeszli, zabierając ze sobą potężną kolumnę niewolników. W czasie tej wyprawy po raz pierwszy pokusili się o atak na grody (zdobyli m.in. Toperos w Tracji).

W odpowiedzi cesarz Justynian postanowił wzmocnić północne peryferia, budując dodatkowe twierdze. Mimo to 3 lata później zagony słowiańskie zatrzymały się na umocnieniach 50 km od Konstantynopola! Schwytanego dowódcę jednego z cesarskich grodów obdarli ze skóry i żywcem spalili. Kilkadziesiąt lat później Słowianie wkroczyli do Tesalonii, przedostali się przez Peloponez i dotarli aż na Kretę.

KOBIETY I FORTELE

W jaki sposób barbarzyńcy radzili sobie z wysoko rozwiniętą cywilizacją cesarzy bizantyjskich? Słowianie byli sprytni: wykorzystywali zaangażowanie Bizancjum w wojny z Persją. Atakując miasta, używali machin oblężniczych, wielkich kusz do wyrzucania kamieni, strzał, padliny lub płonących żagwi. Stosowali wieże oblężnicze, rozmiarami przewyższające mury obleganych grodów. Dla pokonanych byli bezlitośni.

W 617 roku słowiańska armia oblegała Saloniki, nazywane przez nich Sołuniem, trwale zapisując się w historii miasta. „O świcie całe plemię barbarzyńców wzniosło okrzyk wojenny i zmasowanym atakiem ruszyło na miasto ze wszystkich stron. Jedni ciągnęli katapulty i wznosili zapory z głazów, inni nadbiegali ciągnąc drabiny, aby wspiąć się na mury miasta. Jeszcze inni rzucali oszczepy, które niczym burza gradowa spadły na mury obronne. Był to widok wprawiający w osłupienie. Nad miastem unosiła się chmara kamieni i strzał, które niczym chmura zakryły niebo” – pisał Symeon Meaphrastes. Miasto musiał ratować osobiście jego opiekun święty Demetriusz, zstępując z nieba – dodaje kronikarz [z „Miraculi Sancti Demetrii” napisanych przez arcybiskupa Salonik Jana wynika, że interwencja świętego miała miejsce podczas najazdu w 597 r.].

W latach 610–617 Słowianie nękali najazdami Bałkany, sprawiając, że zromanizowane ludy zamieszkujące te okolice uciekały lub chroniły się w górach.

Prokopiusz, opisując armię najeźdźców, pisał o piechocie uzbrojonej we włócznie, zatrute strzały, łuki oraz tarcze. Walczyć mieli w szyku luźnym, który Bizantyjczykom wydawał się bezładny. Co ciekawe, kiedy w 626 roku wspólna armia Awarów i Słowian uciekła spod murów Konstantynopola, obrońcy wśród trupów znajdowali także zwłoki kobiet wojowników. Kobiet, które do walki stawały ramię w ramię z mężczyznami!

Wielu ówczesnych pisarzy podkreśla, że barbarzyńcy lubili walkę partyzancką, atak z zasadzki, jednocześnie unikając konfrontacji w otwartych bitwach. Pseudo-Maurycy odnotował, że chętnie uciekali się do rozmaitych forteli, bardzo sprawnie przekraczali rzeki. Potrafili też ukrywać się przez wiele godzin pod wodą, używając do oddychania jedynie trzcinek.

Tajemnica sukcesu wąsatych wojowników może tkwić w znakomitym rozpoznaniu. I to nie czysto wojskowym. Kupcy z całej Słowiańszczyzny ciągnęli na południe z towarem – w tym przede wszystkim z niewolnikami. Handlarze mogli być i często bywali szpiegami. Pewna historia z VI wieku opowiada o wędrowcach słowiańskich, którzy szli bez broni, niosąc jedynie gęśle. Dość to dziwne zachowanie jak na niespokojne czasy. Schwytanych kupców dostarczono przed oblicze cesarza Maurycego, który – by ich olśnić – pokazał im potęgę państwa bizantyjskiego. Jednocześnie sam wskazał im potencjalne łupy..."





Ze Słowianami zasymilował się okrutny azjatycki naród koczowniczy - Bułgarzy, z którymi Biznancjum walczyło przez kilkaset lat. Zasymilowała się ze Słowianami również część Wikingów - osiadli w Nowogrodzie i Kijowie Waregowie, których najazdy dochodziły do Konstantynopola a nawet do... Bagdadu. To z ich skandynawskiego języka pochodzi słowo "Ruś" (od "rus" czyli wiosłować). (Z Waregami kojarzy mi się Pauk - frontmen rosyjskiego zespołu "Korrozija Metalla. Pauk ma nie tylko odpowiednią prezencję, ale również poglądy. Kontestował system sowiecki w latach 80-tych a obecnie jest antyputinowski. Popierał Rewolucję na Majdanie. Stosuje często symbolikę pogańską i neonazistowską. Przede wszystkim jednak potrafi się bawić. Na scenie towarzyszą mu zawsze całkowicie rozbierające się panienki. W X w. gostek pewnie czułby się doskonale :)

To nasi przodkowie zniszczyli Cesarstwo Rzymskie.

Byli hordą, która wbijała niemowlęta na sztachety. Dziką bandą rodem z "Mad Maxa".

Naszym przeznaczeniem od zarania dziejów jest bowiem podpalanie Europy...

***

W następnym odcinku serii Hyperborea - Saeculum obscurum, będzie nieco o Kraku, Wandzie, Popielu, pierwszych, przedchrześcijańskich Piastach, niemieckim Drang nach Osten i rozpadzie Konfederacji Lechii.

***

PAMIĘĆ GENETYCZNA. Jak to możliwe, by przedstawiciele różnych narodów, religii i ras tworzyli zgraną machinę militarną - hordę? Możliwe. Mieliśmy przykłady tego również w XX w. Gen. Stanisław Bułak-Bałachowicz, w ogniu rosyjskiej wojny domowej stworzył oddział złożony z Polaków, Rosjan, Białorusinów, Łotyszy, Estończyków, Finów i Żydów. Najpierw walczył dla białego generała Judenicza, później dla Estończyków, potem stał się częścią Wojska Polskiego a potem na zlecenie służb wywiadowczych II RP przekształcił się on w białoruską armię powstańczą. Tak jak Goci i Wandalowie tworzyli własne państwa na terenie Imperium Rzymskiego. Tak Bułak-Bałachowicz stworzył powstańczą administrację białoruską na terenie Sowdepii.  Sposób dowodzenia Bułaka-Bałachowicza i jego podejście do własnych ludzi było bardzo turańskie. "Historię moją w czasie wojny wypisałem rzetelnie na skórze wrogów, do dziś dnia zapomnieć mnie nie mogą" - wspominał Bałachowicz.


***
Polecam moją powieść "Vril. Pułkownik Dowbor".  Występują w niej silne akcenty turańskie :)

sobota, 12 grudnia 2015

Donald Trump - przyjaciel Sinn Fein

Gdybym był Amerykaninem, to na pewno głosowałbym na Donalda Trumpa. Jako Polak mam co prawda zastrzeżenia do jego koncepcji polityki zagranicznej USA, ale też dużo sympatii za to jak uderza w polityczną poprawność w USA. Jego zwycięstwo będzie ciosem dla liberalnego establiszmentu ze Wschodniego Wybrzeża i Kalifornii - a to w długim terminie oznacza silną i bardziej aktywną Amerykę. Amerykę zwycięską.

Trump przypomina mi gubernatora Hueya Longa, o którym pisałem w serii Steamroller. Mam nadzieję, że go nie zastrzelą przed wyborami. Bo odstrzelić go medialnie po prostu się nie da. Jego słowa o czasowym  zakazie wpuszczania muzułmanów do USA zaszkodziły mu w minimalnym stopniu. Wśród wielu wyborców zostały nawet przyjęte z entuzjazmem. 



Brytyjski establiszment dokonał więc wrzutki: przypomniał, że w 1995 r. Trump był gwiazdą zbiórki datków na irlandzkich republikanów zorganizowanej w Nowym Jorku przez organizację Przyjaciele Sinn Fein.  Trump spotkał się z przywódcą Sinn Fein Gerrym Adamsem, który określił Trumpa jako "kartę atutową" (Trump card) jego partii.  Kilka miesięcy później Provisional IRA dokonała krwawego zamachu bombowego w finansowej dzielnicy Londynu Canary Wharf.


Głównym źródłem wsparcia finansowego dla Sinn Fein jest amerykański biznes i diaspora irlandzka w USA. FBI nie robi nic by zatrzymać ten napływ kapitału. I dobrze. USA prowadzą w ten sposób swoją tajną wojnę ze swoimi dawnymi kolonizatorami. A irlandzka konspiracja jest w tej wojnie sojusznikiem Waszyngtonu, tak jak polska konspiracja była sojusznikiem USA na początku XX w. w spisku mającym zniszczenie trzech zaborczych monarchii. Trump wspierając finansowo Sinn Fein (samo wejście na kolację z Adamsem łączyło się z datkiem na rzecz partii) jedynie zapunktował w moich oczach.

***

Zachęcam do czytania mojej powieści "Vril. Pułkownik Dowbor". Może być ona dobrym prezentem świątecznym!

A w przygotowaniu oczywiście następne części serii Hyperborea.

sobota, 5 grudnia 2015

Największe sekrety: Hyperborea - Lechina

Co znajdowało się na ziemiach Polski i sporej części Europy Środkowo-Wschodniej zanim nastała na nich era chrześcijańska? Według oficjalnej wersji od VI-VII w. osiedlali się na tych terenach Słowianie, którzy przyszli z Ukrainy, a skąd się wzięli nad Dnieprem nie wiadomo. Słowianie przejęli tereny od różnych plemion, z których część była bliżej nie zidentyfikowana, część germańska a część celtycka.

Ilustracja muzyczna: Dawid Hallmann - Dziedzictwo





W VI w. nad całym regionem miał panować koczowniczy lud Awarów, który wziął się znikąd, najeżdżał Europę Zachodnią i Południową, zostawił po sobie niewiele śladów i rozpłynął się bez śladu (jeśli nie liczyć zamieszkującego Dagestan małego narodu Awarów). Wraz z Awarami Europę mieli najeżdżać Słowianie. Przed Awarami rządzić mieli w Europie Środkowo-Wschodniej Hunowie - koczowniczy lud, który przybył znad chińskiej granicy, najeżdżał Europę Zachodnią i Południową po czym rozpłynął się bez śladu. Współcześni historycy wskazują coraz częściej, że Hunowie nie byli jednolitym etnosem ale pospolitym ruszeniem ze stepów. Wśród Hunów byli przedstawiciele najrozmaitszych ludów, w tym Słowiańskich a także rzymscy dezerterzy. Wraz z Hunami Europę najeżdżali ich słowiańscy sojusznicy - Serbowie i Chorwaci. (Według oficjalnej chorwackiej historiografii, Chorwaci żyli na przełomie V i VI w. przed Chrystusem na pograniczu Iranu i Turkmenistanu.) W IX i X w. w miejsce Hunów z azjatyckich stepów przybyli na Nizinę Pannońską Węgrzy. Nie byli oni jednolitym etnosem - wśród węgierskich plemion, dwa były pochodzenia tureckiego, co z dumą podkreślają węgierscy nacjonaliści z Jobbiku. Madziarska konfederacja plemion jakoś nie rozpłynęła się w historii zamieniając się w naród węgierski, który z kolei uznawał się za dumnego spadkobiercę spadkobiercę Hunów, tak jak Polacy dawniej uważali się za spadkobierców innej koczowniczej konfederacji - Sarmatów.

Rzymscy historycy i geografowie dzielili  barbarzyńskie tereny na wschód  na Germanię i Sarmację. Germanami nazywali wszystkich osiadłych barbarzyńców z tego terenu, bez względu na to, czy należeli oni do plemion uznawanych obecnie za germańskie. Nazwa Germania została zresztą zapożyczona z celtyckiego określenia "ziemie sąsiadów". (Ślad tego można znaleźć w języku hiszpańskim gdzie słowo "hermanos" oznacza "bracia".) Wśród narodów wchodzących w skład Germanii wybijał się lud Wenedów lub Wenetów.



Zamieszkiwali oni szmat terenu między Renem a Bugiem, wtedy gdy przodkowie Niemców klepali biedę w południowej Szwecji. Wenetowie przyszli na ziemie polskie i niemieckie już w jednej z pierwszych fal migracji neolitycznych i przynieśli ze sobą rolnictwo. To oni stworzyli kulturę łużycką i zbudowali Biskupin.  Mówili prawdopodobnie jakimś archaicznym indoeuropejskim językiem przypominającym sanskryt lub perski. Nazwami pochodzenia weneckiego są m.in.: Wisła, Warta czy Odra. Od Neurów, ich wschodniego odłamu pochodzą takie nazwy rzek jak Narew, Nur czy Neretwa. Wenetowie zostawili swój ślad w całej Europie. Część z nich przekroczyła Ren i osiedliła się na atlantyckim wybrzeżu Francji, gdzie założyła twierdzę Brześć - Brest. O bitwach morskich z Wenetami - w których Rzymianie najczęściej ponosili porażki - oraz o podboju i eksterminacji tego ludu pisze Juliusz Cezar w "Wojnie galijskiej". Wspomina, że Wenetowie nazywali się sami Armorykanami, czyli Pomorzanami. Inny odłam Wenetów osiadł nad Adriatykiem, w okolicach gdzie obecnie znajdują się miasta Wenecja i Brescia. Został zromanizowany. Jeszcze inne weneckie plemię osiadło na tureckim wybrzeżu Morza Czarnego i była nazywana przez Greków Enetoi. Są oni wymieniani przez greckich historyków wśród ludów, które poszły na pomoc oblężonej przez Achajów Troi. (Zainteresowanych oficjalną historią Wenetów polecam książkę Marka Gędka "Tajemnice początków Polski. Fascynująca historia ludu Wenetów".)





Rzymianie nazywali czasem ziemie barbarzyńców zza Renu i Alp Sarmacją Europejską. Była jeszcze Sarmacja Azjatycka rozciągająca się od Ukrainy po Iran. Swoją nazwę zawdzięcza koczowniczemu ludowi Sarmatów, który najeżdżał Europę i prowadził wiele wojen z Rzymem. Grecy mówili z kolei o Scytii Europejskiej i Azjatyckiej oraz o koczowniczym ludzie Scytów najeżdżającym Europę. Współczesna nauka określa obie te plemienne konfederacje jako ludy indoaryjskie "pochodzenia irańskiego", zbliżone do Ariów, którzy podbili Indie. Rzymianie Sarmatami określali wszystkich barbarzyńców z Europy Wschodniej prowadzący koczowniczy tryb życia - czyli gospodarkę przystosowaną do środowiska naturalnego Wielkiego Stepu. Spośród ludów żyjących w Scytii wyróżniali m.in. Alanów, którzy wspólnie z Hunami i Chorwatami najeżdżali Europę. Część Sarmatów służyła w rzymskiej armii jako ciężka kawaleria i była osiedlana na Wyspach Brytyjskich.  Zarówno Scytowie jak i Sarmaci czy Alanowie rozpłynęli się bez śladu w historii. Część badaczy wskazuje, że zlali się z ludnością słowiańską. (Można o tym przeczytać np. w książce Richarda Brzezinskiego i Mariusza Mielczarka "The Sarmatians 600 BC - AD 450" wydaną przez Osprey Publishing. Autorzy sugerują, że Alanowie zmieszali się ze Słowianami i stali się przodkami Polaków. Część Alanów przeszła z Ukrainy na Kaukaz i stała się przodkami Osetyjczyków, Część wyemigrowała do Goth-Alanii czyli współczesnej Katalonii, na której mieszkańców Hiszpanie z niejasnych przyczyn mówią "Polacos".)






Skąd się więc w tym tyglu wzięli Słowianie i zniknęli Wentowie, Scytowie i Sarmaci? Zakończone w 2013 r. międzynarodowe badania genetyczne wykazały, że jesteśmy na ziemiach polskich autochtonami. Prog. dr. Grzybowski w z UMK w Bydgoszczy ogłosił, że Polacy mają zarówno w linii żeńskiej jak i męskiej genetyczną haplogrupę R1a1a7 in situ od conajmniej 7 tys. lat. Inne badania wskazały na obecność tej haplogrupy na ziemiach polskich o 10, 7 tys. lat - czyli od pierwszej osadniczej fali neolitycznej! Oznacza to, że lud Wenetów-Pomorzan był ludem prasłowiańskim. (Co potwierdza średniowieczne przekazy np. gockiego kronikarza Jordanesa mówiące, że Wenetowie byli odłamem Słowian.) 





R1a1 to haplogrupa tożsama z pradawną ludnością indoeuropejską - aryjską. Procentowo najwięcej w Europie ludzi z tymi genami jest wśród Serbów Łużyckich (63 proc.) i w Polsce (57,5-60 proc.). Na Ukrainie 48 proc., w Rosji 47 proc., na Litwie 41 proc., na Białorusi 40 proc., na Węgrzech 37 proc., w Czechach 30 proc., w Serbii 25 proc. a w Niemczech zaledwie 16 proc. W Afganistanie 51 proc., na niektórych obszarach Indii oraz Iranu 65 proc., w Tadżykistanie 63 proc., w Kirgistanie 64 proc. Popularność haplogrupy aryjskiej w Polsce jest więc podobna jak wśród wyższych kast w Indiach.

Zarówno Wenetowie jak i Sarmaci, Scytowie, Alanowie byli moim zdaniem tym samym ludem, który był inaczej nazywany przez ludy ościenne, inaczej gospodarował na stepach a inaczej w staropolskich puszczach, na różnych obszarach podlegał obcym wpływom kulturowym (na zachodzie celtyckim i germańskim, na wschodzie azjatyckim), ale tworzył jedną konfederację plemion: coś w stylu ówczesnego NATO czy Unii Europejskiej z wolnym przepływem osób i towarów. W skład konfederacji wchodziły również plemiona pochodzenia tureckiego, ugrofińskiego, bałtyjskiego a nawet germańskiego.  Pomiędzy plemionami konfederacji dochodziło od czasu do czasu do konfliktów, ale w obliczu zagrożenia zewnętrznego jednoczyła się ona w jeden sprawny organizm. Tak jak Orda Tatarska. Konfederacja ta nosi w niektórych polskich kronikach nazwę Lechii. Słowo Lech ma pochodzenie sanskryckie i oznacza "Pana". Można więc powiedzieć, że stanowiliśmy aryjską rasę panów.



Czemu uważam, że istniał taki organizm ponadpaństwowy między Renem a Azją Środkową? Dlatego, że zadawał on ogromne klęski ówczesnym imperiom. W VII w. przed Chrystusem najazd scytyjski pustoszy tereny obecnego Izraela i dochodzi do Morza Śródziemnego.  W VI w. przed Chrystusem armia króla perskiego zostaje rozgromiona w Azji Środkowej przez Scytów a sam Cyrus zabity a jego głowa zamknięta w bukłaku z winem. Klęską kończy się wielka wyprawa króla perskiego Dariusza w stepy nadczarnomorskie. Resztkom jego armii udaje się uciec tylko dlatego, że greccy najemnicy nie dali się przekupić Scytom i nie poddali im mostów pontonowych na Dunaju. Zanim Aleksander Wielki wyruszył przeciwko Persom, walczył ze swoją armią na północy - w tak zwanej wyprawie naddunajskiej. Biskup Jan Długosz cytował rzekomą korespondencję Aleksandra z Arystotelesem, w której macedoński władca pisał, że zajął stolicę Lechów Carodom. Ostatecznie jednak barbarzyński przeciwnik z północy okazał się dla Aleksandra zbyt silny i musiał się on wycofać stamtąd bez nabytków terytorialnych. W późniejszym okresie Konfederacja Lechii stawiała opór Imperium Rzymskiemu tamując jego ekspansję w Europie. Nie zapominano też jednak o bliskowschodnim teatrze działań wojennych - w 58 r. pne wojska scytyjskie przyczyniły się do rozgromienia przez Partów wojsk Marka Crassusa pod Karrami.

Aryjska konfederacja była dosyć zaawansowana cywilizacyjnie. Pozostawiła po sobie m.in..... małe piramidy. Znaleziono je na Kujawach i przypisano kulturze pucharów lejkowatych, która była kulturą wenecką. Jak czytamy:



"Oglądamy rekonstrukcję wnętrza piramidy. Na Kujawach budowano je około 3,5 tysiąca lat p.n.e. - tysiąc lat wcześniej niż w Egipcie. Przetrwały w lasach, usypane z ziemi i obłożone wielkimi głazami, długie na sto metrów i wysokie na dwa-trzy metry.Doktor archeologii Piotr Papiernik otwiera wystawę w Izbicy Kujawskiej. Jest 6 września 2014 roku.Przyszedł burmistrz i okoliczni rolnicy, przyjechali naukowcy z Łodzi i Poznania. Podziwiają zawartość grobowców.
"Są to - zdaje się - największe i najokazalsze groby tego rodzaju w Polsce i może w ogóle w tej części Europy " - pisał prof. Konrad Jażdżewski, jeden z największych polskich archeologów, który zaczął je badać już w 1934 roku.
Po 80 latach dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej w Izbicy Kujawskiej ma powstać muzeum budowniczych "polskich piramid". - Do Stonehenge w Anglii jeżdżą tłumy tylko po to, aby zobaczyć kilka kamieni. My możemy je też przyciągnąć, bo mamy coś lepszego - uważa Sławomir Kopyść z zarządu województwa kujawsko-pomorskiego. (...)



Inni archeolodzy będą ją badać na południu kraju. Natrafią na najstarszy na świecie rysunek pojazdu kołowego! Wykonano go na glinianym naczyniu odkopanym w pozostałościach osady z lat 3635-3370 p.n.e. w Bronocicach koło Krakowa. "

Śladami starożytnej cywilizacji są też m.in. kopce Kraka i Wandy w Krakowie (w kopcu Kraka odnaleziono scytyjską broń), krakowskie Wzgórze Lasoty a także na wpół legendarne przekazy o częściowo zalanych wodą podziemnych komorach pod Łysą Górą w których mieli być chowani królowie Lechii.

Polski XIX-wieczny badacz Tadeusz Wolański zbierał inne dowody materialne istnienia aryjskiej konfederacji Lechii: monety. Widniały na nich wizerunki przedchrześcijańskich władców oraz dawnych bóstw.





O przedchrześcijańskich królach Polski i Lechii pisały m.in. kroniki: Jana Długosza, Wincentego Kadłubka, Nakorsza Warmisza, Wojnana, Miorsza, anonimowa Historya Polski z XI w., kronika Mateusza Cholewy, Gawła Mnicha i Michała Kanclerza, Dzierzwy, Bogufała, Marcina Bielskiego, Alessandro Guagniniego, Marcina Kromera. Najpełniejszy poczet królów Lechii wymieniała napisana rzekomo w X w. kronika Prokosza (biskupa krakowskiego, Włocha Prochusa). Joachim Lelewel uznał ją za XVIII-wieczne fałszerstwo, ale 1) Lelewel sam fałszował dzieje dawnej Polski (na czym go złapano - polecam wysłuchać tej prelekcji) 2) domniemany fałszerz miał dostęp do bardzo starych dokumentów, gdyż często opisywał fakty i miejsca, które archeologowie potwierdzili dopiero w XX w. 3) komentarze do Kroniki Prokosza powstały już w XVI w.  
Poczet królów Lechii skompilowany ze średniowiecznych kronik możemy znaleźć w książce Janusza Bieszka "Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna". Królowie ci byli władcami obieralnymi na wiecach. Pierwszy z nich - król Sarmata przybył na tereny obecnej Polski z irańskiego Elamu i panował około 1800 r. pne. Jego następca król Kodan miał być założycielem Gdańska. (Na mapie Pomponiusza Meli z w I w pne Zatoka Gdańska jest oznaczona jako Codanovia. W 2013 r. odkryto na Wyspie Spichrzów w Gdańsku skamieniałe pale fundamentowe sprzed kilku tysięcy lat.) Później rządzili m.in. Lech I Wielki (1729-1679 pne), Lasota (zm. 1479 pne), Szczyt - założyciel Szczecina (panował w XV w. pne), Wandal (panował od 1272 r. pne) - którego imieniem nazywano początkowo Wisłę - Wandalu.

Możliwe, że te poczty królów Lechii to tylko wytwór fantazji średniowiecznych i renesansowych kronikarzy. Dziwnym trafem historycy nie dyskwalifikują jako wymysłów innych informacji podawanych przez tych dziejopisów. Wszak wiadomo, że historia Polski zaczęła się dopiero w 966 r. a Polanie przybyli na te tereny znikąd, obejmując je z rąk ludów, które rozpłynęły się w powietrzu. 

PAMIĘĆ GENETYCZNA. W Wojsku Polskim II RP prowadzono pogadanki dla żołnierzy w trakcie których mówiono im o tym, że Słowianie w starożytności zajmowali nie tylko dużą część wschodnich Niemiec i Bawarię, ale również wybrzeża Morza Północnego. Naród był głęboko przekonany, że musi odzyskać dawne słowiańskie tereny na zachodzie. Środkiem do odzyskania tych terenów była wojna. Rozkazy generała Romana Abrahama i gen. Juliusza Rómmla mówiły m.in. o "powtórzeniu Psiego Pola pod Wrocławiem" i wyzwoleniu ziem słowiańskich spod niemieckiego panowania. To m.in. dlatego uruchomiono siatki Dywersji Pozafrontowej aż na Łużycach.


Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby w Polsce zamiast "bliskowschodniego" chrześcijaństwa narodową religią był "aryjski" i mający długą i chlubną tradycję militarną buddyzm?

W następnym odcinku cyklu Hyperborea: Flagellum Dei - o tym jak zmiażdżyliśmy Imperium Rzymskie i o mało co nie zniszczyliśmy Bizancjum. 

***

Polecam oczywiście moją powieść "Vril. Pułkownik Dowbor"