sobota, 29 lutego 2020

eXtinction: Ludzki wirus



Ilustracja muzyczna: Pikotaro - Everyone Must Die

Czy w opowieściach "foliarzy" dotyczących śmiercionośnych szczepionek może kryć się ziarno prawdy? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie. Foliarze są wszak foliarzami. W nawet najmniejszy sposób pisząc źle o szczepionkach automatycznie narażasz się na śmieszność i jesteś klasyfikowany jako świr. No cóż, dlatego nie będę tutaj pisał ogólnie o szczepionkach. Zamiast tego zajmę się jedną konkretną szczepionką.

Na początku lat 90. WHO przeprowadziła masowy program szczepień przeciwko tężcowi w Meksyku, na Filipinach i w Nikaragui. Program ten nie wzbudzał najmniejszych kontrowersji, aż do momentu, w którym katolicka organizacja Comite Pro Vida de Mexico postanowiła przyjrzeć się składowi szczepionki. Jej podejrzenia wzbudziło to, że była ona aplikowana tylko kobietom w wieku rozrodczym - mężczyznom i dzieciom już nie. Testy laboratoryjne wykazały, że szczepionka zawierała hormon hCG. Dziwne było już samo to, że ta substancja znalazła się w jej składzie. hCG jest bowiem hormonem związanym z ciążą - koniecznym do jej donoszenia. W połączeniu z innymi składnikami szczepionki sprawiał jednak, że w organizmie kobiety były wytwarzane przeciwciała zwalczające hCG. W wyniku tego dochodziło do poronień. Co ciekawe szczepionkę podawano kobietom w trzech dawkach, w krótkich odstępach czasu, choć jedna dawka szczepionki przeciwko tężcowi zwykle wystarczy, by chronić przed tą chorobą przez 10 lat. Comite Pro Vida zrobił research i odkrył, że Fundacja Rockefellera wspólnie z Radą ds. Ludności (sponsorowaną przez Rockefellerów), Bankiem Światowym, UNDP i Fundacją Forda pracowały wcześniej nad stworzeniem szczepionki antypłodnościowej z wykorzystaniem hCG. W 1988 r. w prestiżowym czasopiśmie medycznym "Lancet" ukazał się artykuł poświęcony tej szczepionce. WHO początkowo odrzucało ustalenia Comite Pro Vida twierdząc, że to grupa uprzedzona do niej. Cztery niezależne testy potwierdziły jednak obecność hCG w szczepionkach. WHO zmieniała więc wersję: szczepionki miały zostać "przypadkiem" zanieczyszczone.



Fundacja Rockefellera ma długą tradycję angażowania się w projekty eugeniczne - również w Republice Weimarskiej i Trzeciej Rzeszy. Finansowała m.in. powstanie Instytutu Psychiatrii Kaisera Wilhelma, w którym wielką szychą był Ernst Rudin - twórca nazistowskiego programu eugenicznego. Jeszcze w 1940 r. niemieckie ośrodki eugeniczne zwiedzał Leon Whitney, sekretarz wykonawczy finansowego przez Rockefellerów Amerykańskiego Towarzystwa Eugenicznego. Bardzo mu się podobało, to co robią Niemcy i napisał po podróży, że: "While we were pussy-footing around... the Germans were calling a spade a spade". Granty od Rockefellerów dostawał również m.in. Otmar Freiherr von Verschuer, niemiecki eugenik skupiający się na badaniach bliźniąt (jego asystentem był Joseph Mengele).  Uniknął on Procesów Norymberskich a amerykański eugenik Paul Popenoe przysyłał mu do okupowanych Niemiec paczki z kawą i czekoladą. W 1948 r. został członkiem-korespondentem Amerykańskiego Towarzystwa na Rzecz Ludzkiej Genetyki, którym kierował Herman Josef Muller, wykładowca Rockefeller University, a wcześniej Instytutu Badań nad Mózgiem im. Kaisera Wilhelma. Verschuer znalazł też zatrudnienie w finansowanym przez Rockefellerów Biurze ds. Ludzkiej Dziedziczności w Kopenhadze. W jednym z listów przyznawał, że w 1947 r. wysłał tam wyniki "badań" z Auschwitz.



Fundacja Rockefellera finansowała nie tylko zbrodniczych konowałów w Niemczech. W 1931 r. Rockefeller Institute for Medical Research zapłacił za badania prowadzone w Portoryko przez dra Corneliusa Rhoadsa. Rhoads był onkologiem i jednocześnie specjalistą od broni chemicznej. Podczas swoich badań celowo wywoływał raka u mieszkańców wyspy, by obserwować jak się on rozwija. Badania zostały przerwane, po tym jak w 1932 r. wyciekł list, w którym pisał: "Portorykańczycy to bez wątpienia najbrudniejsza, najbardziej leniwa, najbardziej zdegenerowana i złodziejska rasa ludzi zamieszkujących kiedykolwiek tę półkulę. Tym, czego potrzebuje ta wyspa nie są publiczne działania zdrowotne, ale tsunami lub coś, co by totalnie eksterminowało populację. Zrobiłem wszystko co mogłem, by przyspieszyć proces eksterminacji, zabijając ośmiu z nich". Rhodes nie trafił za to do więzienia, ale  pomagał później zakładać ośrodki badań nad broniami biologicznymi w Marylandzie, Utah i Panamie.



Portoryko stało się natomiast poligonem dla działań depopulacyjnych (a równolegle dla testowania modelu gospodarki opartej na bardzo taniej sile roboczej). Dużo uwagi wyspie poświęcał w latach 50-tych i 60-tych Nelson Rockefeller. Jednym ze skutków było to, że w 1965 r. 35 proc. portorykańskich kobiet w wieku rozrodczym było wysterylizowanych. Jego brat John D. Rockefeller III kontrolował politykę rodziny dotyczącą walki ze wzrostem populacji ludzkiej. W 1961 r. stwierdził, że przyrost ludności to drugi pod względem wagi problem, z którym musi mierzyć się ludzkość. Za pierwszy problem uznał broń nuklearną. (A teraz przypomnijmy sobie serię Phobos i to co płk Corso mówił o roli broni nuklearnej w kosmicznym odstraszaniu.) Alan Greg, będący  w latach 1919-1956 szefem wydziału medycznego Fundacji Rockefellera, porównywał natomiast ludzkość do komórek rakowych pasożytujących na organizmie Ziemi. Dla kogo chciał oczyścić Ziemię z tego "raka"?



Od czasów makabrycznych eksperymentów eugenicznych sprzed 80 lat technika poszła do przodu. Przykładem jest na historia z zeszłej dekady. We wrześniu 2001 r. mała kalifornijska spółka biotechnologiczna Epicyte ogłosiła, że stworzyła zmodyfikowaną genetycznie kukurydzę... zabijającą spermę. Użyła do tego przeciwciał z organizmów kobiet chorujących na pewien rodzaj niepłodności. Ogłosiła również, że będzie współpracować nad rozwijaniem tej technologii z koncernem Dow Chemical (poprzez firmę Dow AgroSciences) i firmą Novartis. Epicyte prognozowała, że do 2007 r. ta kukurydza powinna być już komercyjnie dostępna. W 2004 r. ta spółka została jednak przejęta przez inną małą spółkę a wszelkie wieści o tym odkryciu ucichły. Oczywiście pojawiły się plotki, że spermicydalna kukrydza GMO jest gdzieś testowana. No cóż, w ostatnich latach toczy się naukowa debata na temat spadku ilości testosteronu i spermy produkowanej u mężczyzn. Naukowcy prawdę mówiąc nie mają pojęcia, co za to odpowiada i wysuwają najróżniejsze teorie - od pornografii, poprzez wi-fi, po zachodnią dietę. Tak się akurat składa, że zachodnia dieta stała się przez ostatnie kilkanaście lat bogata w zmodyfikowaną genetycznie soję (o której będzie też w tej serii blogowej) a od lat 70-tych jest bogata w syrop glukozowo-fruktozowy wytwarzany z kukurydzy.

Czyżby więc foliarze mieli rację i "elity" rzeczywiście chcą wybić i wysterylizować sporą część ludzkości? Jeśli tak, to skąd im przyszedł do głowy taki pomysł? Odpowiedzi będziemy szukać w tej serii blogowej. Przyjrzymy się bliżej agrobiznesowi, genetycznym modyfikacjom, dziwnym epidemiom a także takim ideologicznym rakom jak feminizm. A w kolejnym odcinku serii eXtinction wrócimy do "czasów sprzed Potopu" - a także XVIII-wiecznego, pierwszego "naukowego" ludobójstwa.

I pamiętajcie: Everyone must die!

***


Uwaga świata skupia się obecnie na epidemii koronawirusa. Wszystko co się dotychczas wydarzyło sprawiło, że podtrzymuje swoje stanowisko: koronawirus to chińska broń biologiczna, która została wypuszczona z laboratorium w Wuhan w ramach walki frakcji, ale wymknęła się spod kontroli. Wirus został przygotowany na wypadek zmiękczenia Tajwanu przed inwazją, więc jest o wiele bardziej zabójczy dla Azjatów niż dla Białych. Ale oczywiście na "Aryjczyków" też działa - szczególnie tych starszych. Duże żniwo zbiera w Iranie, gdzie zachorowała m.in. wiceprezydent tego kraju - w 1979 r. rzeczniczka bojówkarzy zajmujących ambasadę USA zwana "Krzyczącą Mary".  Władze Iranu oczywiście tuszują skalę epidemii. Tuszują też Amerykanie - ale robią to w bardziej subtelny sposób: przebadali u siebie zaledwie ponad 400 ludzi, gdy np. w Korei Południowej przebadano 45 tys.  Nie ma badań, nie ma wykrytych przypadków, nie ma paniki - proste! Jest jednak spore ryzyko, że epidemia i ewentualna recesja sprawią, że Bernie Sanders zostanie prezydentem. (Przynajmniej wprowadzi MMT :) W Watykanie panika z powodu choroby papieża Franciszka. Mi się to skojarzyło z serialem "Nowy Papież". A Erdogan wypuszczający do Europy "zarażonych" nachodźców... Oj będzie się działo...

sobota, 22 lutego 2020

Bernie Sanders - czerwony militarysta


Harley Quinn (eks-dziewczyna Jokera w uniwersum DC) głosowała na Berniego :) A przynajmniej taki żarcik umieszczono w filmie "Ptaki Nocy". Ale oczywiście Bernie cieszy się poparciem nie tylko jakiejś wariatki z komiksu. Amerykańskie służby poinformowały senatora Sandersa, że jego kampania ma skryte wsparcie Rosji. Rosyjskie tajne służby chciałby ponoć, by Bernie wygrał z Trumpem. To ciekawa obserwacja, bo jeszcze niedawno przekonywały, że to Trump cieszy się poparciem rosyjskich służb. Może więc jedne służby (np. GRU) wspierają Trumpa a inne (SWR) Sandersa? A może na Kremlu znów się z ch... na rozumy zamienili? Załóżmy, że w opowiastkach o tym jak Rosja pomagała Trumpowi wygrać wybory jest jakieś ziarno prawdy. Np., na Kremlu pogniewali się na Hillary, że wzięła pieniądze a nie wywiązała się z obietnicy dotyczącej zniesienia Ustawy Magnickiego i na złość jej wspierali Trumpa biorąc za dobrą monetę jego kampanijne przechwałki jak to zaprowadzi pokój z Rosją. To potem Rosja musiała się srogo zawieść, bo Trump nic Rosji nie dał poza nowymi sankcjami i przerzucaniem większych sił na flankę wschodnią NATO. Putin został ze swoim resetem jak Braun z wojną irańską... Czyżby więc teraz liczył na to, że wspierając Berniego da prezydenturę "komuniście" i "pacyfiście"? Jeśli tak, to powinien natychmiast wypieprzyć na zbity pysk tych debili z amerykańskich rezydentur SWR i GRU, którzy mu to doradzili.

Ilustracja muzyczna: Hiroyuki Savano - Battle Continues


Bernie Sanders był w latach 1981-1989 burmistrzem miasta Burlington w Vermont. W tym mieście znajduje się fabryka koncernu GE, w której produkuje się działka Gatlinga. W 1985 r. przed fabryką doszło do demonstracji grupki lewaków protestujących przeciwko temu, że produkowany tam sprzęt jest wykorzystywany do walki z komunistami w Ameryce Łacińskiej. Bernie wysłał przeciwko tym lewakom policję, jednemu z nich zagroził zwolnieniem z administracji miejskiej, jeśli będzie kontynuował polityczny aktywizm. Bernie był oczywiście w dobrych relacjach z GE i chwalił koncern, że dobrze płaci robotnikom w tej fabryce i pozwala im na zakładanie związków zawodowych.



Gdy Bernie zasiadał w Kongresie i w Senacie, wielokrotnie wspierał w głosowaniach potrzeby koncernów zbrojeniowych. Gorąco popierał m.in. przyznanie funduszów na myśliwce F-35.  I trudno się temu dziwić, bo dostawał datki na kampanię od koncernów zbrojeniowych: Lockheed Martin, Northrop Grumman, BAE Systems i United Technologies. Jego szef gabinetu i doradca kampanijny z 2016 r. był lobbystą pracującym dla Boeinga.




Bernie zapewnia swoich lewackich zwolenników, że w 1991 r. głosował przeciwko wojnie w Zatoce Perskiej i w 2003 r. przeciwko wojnie w Iraku. Nie wspomina, że w 2003 r., już po inwazji na Irak, głosował za ustawą wspierającą działania prezydenta Busha na Bliskim Wschodzie, w szerszej wojnie przeciwko terroryzmowi. W 2001 r. głosował za wojną w Afganistanie. Tak samo popierał działania administracji Obamy w Iraku, Afganistanie, Jemenie, Libii, Pakistanie i Somalii. ( W przypadku operacji w Libii początkowo ją popierał, a później gdy kraj się pogrążył w chaosie, zaczął twierdzić, że jednak była zła - co nie miało już jednak żadnego znaczenia.) W 1999 r. Sanders głosował za poparciem dla bombardowań Jugosławii. Gdy przed jego biurem odbyła się demonstracja lewaków protestujących przeciwko tej wojnie, Bernie swoim starym zwyczajem wezwał policję, by sprzątnęła ich z ulicy. 

Z ankiety przeprowadzonej przez "New York Times" w lutym 2020 r. wynika, że Bernie poparłby... prewencyjne uderzenie na Iran i Koreę Północną! Oczywiście tłumaczone to jest jako uderzenie mające zapobiec testom nuklearnym. Bernie wskazuje też, że Rosja powinna być uznawana przez USA za wroga podobnie jak Chiny - warunkiem normalnych stosunków z ChRL miałoby być uszanowanie przez nie autonomii Hongkongu i zamknięcie obozów koncentracyjnych w Xinjangu. Sanders atakuje Trumpa z prawej flanki krytykując go, że za mało przywalił Rosji i Chinom!
Kongresmen Ro Khanna, wiceszef kampanii Sandersa, twierdzi w rozmowie z "The Atlantic", że Bernie jako prezydent będzie kontynuował operacje wymuszania wolności żeglugi w Zatoce Perskiej i na Morzu Południowo-Wschińskim a także utrzyma amerykańską obecność wojskową w krajach sojuszniczych.




W 2016 r. w sondażu przeprowadzonym dla "Military Times" Bernie cieszył się drugim pod względem wielkości poparciem wśród amerykańskich żołnierzy. (Pierwsze miejsce miał w nim oczywiście Trump.) Dostał też setki tysięcy dolarów datków od pracowników sektora zbrojeniowego. Popularność Berniego można wytłumaczyć tym, że zawsze darzył szacunkiem weteranów i walczył, by mieli godną pomoc socjalną i opiekę zdrowotną. Gdy oddziały Gwardii Narodowej z Vermont wracały z Afganistanu, zawsze witał je na lotnisku.

Jak pogodzić militaryzm Berniego Sandersa z jego socjalistycznymi czy też wręcz "komunistycznymi" poglądami? No cóż, wśród Czerwonych zawsze było mnóstwo militarystów. Nieprzypadkowo pruski agent Karl Marx chciał zmilitaryzować społeczeństwo budując cywilne armie pracy. Engels był analitykiem wojskowości. O militaryzmie Lenina, Trockiego, Stalina, Mao, Pol Pota i Castro chyba nie muszę wspominać?

Chris Matthews, publicysta MSNBC i zarazem były autor przemówień Jimmy'ego Cartera, porównał Berniego do Fidela Castro i zasugerował, że jego socjalizm doprowadziłby do masowych egzekucji w nowojorskim Central Parku. Project Veritas nagrał jakiś czas temu jednego z organizatorów kampanii Sandersa w Iowa Kyla Jurka  mówiącego, że "gułagi nie były takie złe" i że amerykańskie społeczeństwo potrzebuje reedukacji, by polubić "socjalizm". Zapewne sam by do takiego gułagu trafił, jak tysiące millenialsów idiotów, którzy rozczarowaliby się, że ich idol jest jednak militarystą...

Demokraci obecnie próbują powstrzymać drogę Sandersa do nominacji. Głównie dlatego, że stoi na drodze Hillary. Ich plan jest taki, by nominację dostał Bloomberg lub Buttiegieg (funkcjonarusz wywiadu marynarki wojennej). Zwycięzca ma w lipcu-sierpniu ogłosić, że Hillary będzie u jego boku kandydatką na wiceprezydenta. Z kampanii Bloomberga już poszedł przeciek, że rozważa on Hillary jako kandydatkę na wiceprezydenta.  Czy Demokraci dokonają więc redystrybucji głosów oddanych na Sandersa? Czy też znów zapłacą Berniemu, by się wycofał i zbudował sobie nowy dom? Czy też może Bernie - rocznik 1941 - zejdzie na zawał serca?

***



Sprawę pochodzenia koronawirusa w ciekawy sposób naświetlił prof. Frances Boyle, amerykański specjalista od broni biologicznej. Widzi on źródło tej epidemii w badaniach nad SARS prowadzonych w laboratorium BSL-3 na Uniwersytecie Karoliny Północnej. W badaniach tych uczestniczył Zheng-Li Shi, ekspert z... Instytutu Wirusologicznego Wuhan. Wcześniej chińska Narodowa Fundacja Nauk Przyrodniczych dała duży grant Uniwersytetowi Karoliny Północnej. W ten sposób zapłaciła za to, by chiński ekspert od wojny biologicznej został włączony do ekipy zajmującej się koronawirusem. Wirus został więc de facto zakupiony w USA przez Chińczyków. Modyfikowali go później w Wuhan - z myślą o inwazji na Tajwan!

Warto też się zapoznać z sesjami "zdalnego widzenia" sprzed wybuchu epidemii.

***

A już za jakiś czas kolejna seria blogowa - eXtinction. Łączy się ona w pewnym stopniu z serią Phobos. W jej klimat może Was wprowadzić piosenka Pikotaro - "Everyone must die".

sobota, 8 lutego 2020

Kto jest chińskim Berią?


Powyżej: Corona-chan razem z Ebola-chan jako jeźdźcy Apokalipsy

Ilustracja muzyczna: Ceasar Clown Theme - One Piece OST

1 lutego na chińskim portalu Tencent, na stronie ze statystykami dotyczącymi epidemii koronawirusa, pojawiły się szokujące dane mówiące o 150 tys. potwierdzonych zachorowań w Chinach oraz aż o 24,6 tys. zgonach. Dane te były zbliżonych do tych przewidzianych przez model opublikowany jakiś czas wcześniej przez prestiżowe czasopismo medyczne "Lancet". Statystyki te szybko zostały zdjęte i zastąpione oficjalnymi mówiącymi o kilkuset zgonach.

Pojawiła się również relacja pracownika jednego z domów pogrzebowych w Wuhan. Twierdzi on, że od 28 stycznia krematoria pracują tam 24 h na dobę i palą około 100 ciał dziennie. Pracownik ten dostarczył zdjęć pokazujących worki ze zwłokami leżące w długich rzędach w kostnicy. W kilku miejscach nad Wuhan unosił się w ostatnich dniach dym z kominów, choć przecież tamtejsze zakłady przemysłowe nie pracują.

Wielu ludzi ekscytowało się tym, że w Wuhan zbudowano w ciągu tygodnia wielki szpital. Okazuje się jednak, że ten szpital bardziej przypomina umieralnię. Wielka sala, w której stoją obok siebie proste łóżka, brak aparatury, toalet i lekarzy... Ludzie podejrzani o bycie nosicielami wirusa są siłą wyprowadzani ze swoich domów.  Blokada komunikacyjna w Chinach rozszerza się. Doszła już do prowincji nadmorskich. W mieście Zhejiang, leżącym zaledwie 175 km, od Szanghaju, milicja pozwala ludziom wychodzić z domów raz na dwa dni, by zrobili najpotrzebniejsze zakupy. Częściową blokadę wprowadzono już w Kantonie i Szenzen. Kwarantannę wprowadzono na granicy Hongkongu. 

Epidemia jest dużym ciosem dla chińskiej gospodarki. Sparaliżowała prowincję Hubei będącą ważnym centrum przemysłowym i komunikacyjnym - i to w okolicach Nowego Roku Księżycowego. Teraz rozprzestrzenia się na prowincje nadmorskie będące centrami gospodarczymi kraju. Poważnie zakłóca łańcuchy dostaw i stała się dla międzynarodowych korporacji wielkim bodźcem, by przemyślały swoją zależność od centrów produkcyjnych w Chinach. Może doprowadzić do upadku dziesiątki tysięcy małych chińskich spółek. Już mamy do czynienia z praktyczną blokadą komunikacyjną Chin, która uderza m.in. w projekty realizowane w ramach Nowego Szlaku Jedwabnego. Państwa Trzeciego Świata boją się wpuszczać do siebie chińskich robotników realizujących te inwestycje. (Wyobraźmy sobie jak epidemią poradziłyby sobie kraje afrykańskie, w których Czerwone Chiny są tak aktywne. A co by było, gdyby wirus dotarł do Wenezueli, gdzie już praktycznie nie ma publicznej służby zdrowia?) Koronawirus wzmacnia argumenty niepodległościowców z Hongkongu. Wirus doprowadził też do załamania handlu pomiędzy Chinami a Korea Północną - a w samej KRLD też się rozprzestrzenia.  Przede wszystkim jednak mocno uderza w Komunistyczną Partię Chin i prezydenta Xi Jinpinga, który ostatnio jakoś zapadł się pod ziemię.  Epidemia może okazać się dla chińskich komunistów tym samym co Czarnobyl dla komunistów sowieckich.



Kto jednak stoi za tą katastrofą? Dr Francis Boyle, amerykański specjalista od broni biologicznej, twierdzi, że koronawirus jest bronią biologiczną i że WHO jest tego doskonale świadoma. Biały Dom wszczyna własne śledztwo w tej sprawie. Chińczycy nie chcą wpuścić do kraju amerykańskich mikrobiologów ani podzielić się ze światem danymi o materiale biologicznym łączonym z wybuchem epidemii. Wiadomo, że w Wuhan działa rządowe chińskie laboratorium zajmujące się najbardziej zjadliwymi wirusami, zapewne dla celów wojny biologicznej. Wiemy też, że od grudnia chińskie władze tuszowały epidemię. Teorię o tym, że wirusa przywieźli do Chin "wrodzy amerykańscy imperialiści" można włożyć między bajki. Systemy monitoringu video i rozpoznawania twarzy są w Chinach już tak zaawansowane, że CIA przestała prowadzić na terenie tego kraju operacje HUMINT. Jest niemożliwym, by jacyś biali z zewnątrz mogli przemyć do Chin wirusa i wypuścić go w Wuhan.

W grę wchodzą więc jedynie dwa scenariusze: ucieczka wirusa z laboratorium broni biologicznych w Wuhan lub celowe wypuszczenie go przez kogoś z chińskich władz. To, że wirus jest najbardziej zjadliwy dla azjatyckich mężczyzn nie jest argumentem przeciwko wersji mówiącej o tym, że jest chińską bronią biologiczną. Chińczycy mogli go przygotowywać przeciwko Tajwanowi czy Japonii a nawet przeciwko buntującym się mieszkańcom Hongkongu.




Zajmijmy się więc scenariuszem mówiącym, że wirus został wypuszczony celowo, na polecenie kogoś z chińskich władz. Takie działanie byłoby gigantycznym aktem sabotażu przeciwko władzy Xi Jinpinga. Przypomnijmy, że Xi zdobył w Chinach najbardziej dyktatorską władzę od czasów Mao, zastępując tym samym dotychczasowe kolektywne kierownictwo. Zgodnie z przyjętym w ChRL zwyczajem politycznym na początku tej dekady powinien przekazać władzę następcy. Chce on jednak rządzić aż do śmierci a jego "myśl" oficjalnie wpisano do konstytucji jako podstawę ustrojową. Xi stał za wielkimi czystkami wewnątrz Partii a zwykłym Chińczykom mocno przykręcił śrubę wprowadzając oparty na sztucznej inteligencji, totalitarny System Zaufania Społecznego. Setki tysięcy Ujgurów zamknął w obozach koncentracyjnych i nasilił też walkę z chrześcijaństwem. Chiny za rządów Xi stały się znów krajem totalitarnym. Zdobycie przez niego władzy absolutnej oczywiście nie podobało się ludziom reprezentującym te frakcje w ChRL, które przegrały z nim rywalizację.



I tu dochodzimy do osoby wicepremiera Wanga Qishana.  Czy jest on chińskim Berią? Nie chodzi mi o Berię w rozumieniu chruszczowowskiej propagandy, tylko Berię bohatera i gruzińskiego patriotę, który, jak to opisałem w serii Prometeusz, próbował od środka zniszczyć komunizm (i był bardzo blisko swojego celu). Czy Wang chce zniszczyć chiński komunizm od środka, czy też tylko walczy o polityczne przetrwanie z Xi Jinpingiem?

W 2003 r., w czasie epidemii SARS, Wang został uznany za zbawcę Pekinu. To sprawiło, że jego kariera polityczna nabrała tempa. W 2012 r. Xi Jinping uczynił go głównym wykonawcą czystki wewnątrzpartyjnej, czyli tzw. kampanii antykorupcyjnej. Wang zyskał w ten sposób olbrzymią wiedzę o grzeszkach towarzyszy, a także możliwość sterowania ich karierami i skłócania frakcji wewnątrz KPCh. Przestał pełnić to stanowisko w 2017 r. A w ostatnich miesiącach pojawiły się przecieki, że Xi chce go pozbawić funkcji wicepremiera.

Wang w młodości, w czasie Rewolucji Kulturalnej, zesłany do wiejskiej komuny, gdzie musiał pracować na roli. Poznał tam wówczas Xi Jinpinga. Xi nie zraził się wtedy do komunizmu. Wręcz przeciwnie, postanowił zostać kiedyś przywódcą KPCh. A Wang? Co wówczas myślał?



W latach 80-tych zaczął robić karierę w bankowości. Stworzył m.in. pierwszy chiński bank inwestycyjny CICC. Rozpoczął pionierską współpracę z bankiem Morgan Stanley i ogólnie miał opinię człowieka bardzo przychylnego Wall Street. W 1997 r. pomógł chronić Chiny przed azjatyckim kryzysem finansowym. Henry Paulson, były amerykański sekretarz skarbu, przyjaźni się z nim i twierdzi, że Wang to "chiński patriota, który jednak rozumie USA i wie ile oba kraje korzystają na swoich relacjach gospodarczych". A poza tym według Paulsona z Wangiem można długo rozmawiać o historii i prowadzić filozoficzne debaty. Poza tym Wang ma "pokręcone poczucie humoru". Ciekawe czy epidemia koronawirusa też jest przejawem tego "pokręconego poczucia humoru".

We wrześniu 2017 r. Wang spotkał się, bez informowania o tym mediów, ze... Stevenem Bannonem. Ponoć rozmawiali o nacjonalizmie ekonomicznym i ruchach populistycznych... To o tyle ciekawe, że Bannon mocno promuje Guo Wenguia, ukrywającego się w USA chińskiego miliardera i zarazem byłego współpracownika wywiadu wojskowego ChRL, który dzieli się wieloma rewelacjami na temat Xi Jinpinga, majątków chińskich przywódców, wywiadowczych powiązań Huawei i operacji chińskich tajnych służb.

***



A u Demokratów szykuje się wewnętrzna wojenka w trakcie kampanii wyborczej. Zarówno Bernie Sanders jak i burmistrz Pete Buttiegieg ogłosili zwycięstwo w prawyborach w Iowa. Przez dwa dni nie można było zliczyć wyników, bo apka, za pomocą której to robiono była wadliwa. Za tą apką stali weterani kampanii Hillary Clinton i Obamy, a ich firma dostawała wcześniej granty od Sorosa, a jej szef wpłacał pieniądze na kampanię Buttigiega. Oszustwo było aż zbyt oczywiste: ludzie Hillary ustawili prawybory pod Buttigiega, turbogeja, który miał epizod służby w wywiadzie marynarki wojennej. Jak stwierdziła Hillary, "nikt nie lubi Sandersa". Scenariusz jest taki, by Buttiegieg odebrał Berniemu nominację a w sierpniu ogłosił, że Hillary będzie jego kandydatką na wiceprezydenta. Zwolennicy Berniego są jednak ostro wkurwieni na "burmistrza Cheata". Ta kampania wyborcza może się więc skończyć rozpadem Partii Demokratycznej. No chyba, że znów zapłacą Berniemu, by się wycofał. Na miejscu Trumpa zapłaciłbym jednak Berniemu, by się nie wycofywał.

***

Nie wiem, czy zauważyliście, że jakiś czas temu doszło do zestrzelenia nad Afganistanem samolotu, który należał prawdopodobnie do CIA. Leciał nim prawdopodobnie Michael D'Andrea, czyli "ajatollah Mike", szef misji CIA w Iranie. Ale Irańczycy też ponoszą straty. Pod Aleppo zginął bowiem dowódca Sił Quds w Syrii generał Asghar Bashpur.




sobota, 1 lutego 2020

Ziętek-Wielomska, czyli idiokracja i frustracja


Powyżej: mem stworzony przez Jana Cyraniaka. W środku chyba scena z serialu "Nowy papież" a po prawej realia życia małżeństwa Wielomskich.

Prawicowy internet żył niedawno prawyborami w Konfederacji i związanymi z nimi różnymi zawirowaniami. Przy okazji analizowania wewnętrznych wojenek w Konfie, tylko nieliczni zwrócili uwagę na to, że o nominację prezydencką ubiegała się tam też Hillary Clinton Magdalena Ziętek-Wielomska, żona tzw. profesora Adama Wielkodupskiego Wielomskiego, którego obśmiewam na swoich blogach już od ponad 10 lat. Niewielu prawicowych obserwatorów przejmowało się kandydatką, którą zdobyła śladowe poparcie i niewielu zwróciło uwagę na jej kuriozalne przemówienie wygłoszone na konwencji Konfy.

Cóż takiego tam powiedziała? A m.in. palnęła, że:


"Kobiety są z natury konserwatywne. Pragną duchowego i materialnego ładu. Tak, nie lubią ryzyka, ale także unikają grzechów ryzykanctwa, brawury, rozpusty, próżności intelektualnej.

To nie kobiety stworzyły rewolucję. To nie kobiety promowały fałszywe ideologie, pod których hasłami rewolucja wkraczała w kolejne fazy.I to nie kobiety wymyśliły socjalizm.

Luter był mężczyzną, Wolter, Robespierre, Marks, Lenin, Adorno i Horkheimer byli mężczyznami. I Adolf Hitler też był mężczyzną!

Można by rzec: Mężczyźni mężczyznom zgotowali ten los. A przy okazji, nam, kobietom."



Już fragment mówiący o tym, że "kobiety (...) unikają grzechów (...) rozpusty" sprawił, że parsknąłem śmiechem :) Skoro kobiety "unikają rozpusty" to skąd tyle roznegliżowanych lasencji na Instagramie, łatwych panienek na Tinderze i galerianek dających d..., by zarobić na torebkę? Oczywiście profesor Wielomska może powtarzać za innymi feministkami, że wszystkie je zmusiła do tego "bieda". Naprawdę? Miley Cyrus jest zdzirą dlatego, że jest biedna? A Kardashianki? Wielomska powiela wymyślony przez jakiś gejów w epoce wiktoriańskiej mit mówiący, że kobiety to istoty brzydzące się seksem. Mit kolportowany również przez resortowych inceli osobników takich hrabia Jędrzej Zdzisław Pafnucy etc., którzy mają głównie do czynienia z dziewczynami nie atrakcyjnymi seksualnie i/lub nie dotykalskimi. A wystarczy się przecież rozejrzeć...

(Oczywiście istnienie zboczonych kobiet w niczym mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie! Uważam, że są one potrzebne cywilizacji. Dostarczają nam przecież rozrywki.)



"To nie kobiety promowały fałszywe ideologie". Doprawdy? Ziętek-Wielomska jest doktor czegoś tam (chyba filozofii) a nigdy nie słyszała o Aleksandrze Kołłontaj, która przespała się ze wszystkimi marynarzami na Aurorze, by zrobić z nich bolszewików? Nazwisko Nadieżdy Krupskiej też jest jej obce? A Róży Luksemburg? Klary Zetkin? Emmy Goldman? "Ketsu-no" Any Pauker?




Teza, że "to nie kobiety stworzyły rewolucję" jest również dyskusyjna. Doktor Ziętek-Wielomska nigdy zapewne nie słyszała o Jiang Qing, żonie Mao, która współkierowała Rewolucją Kulturalną? Incydent inaugurujący tę orgię przemocy został zresztą wywołany przez dziewczęta z jednego z liceów. Młode psychopatki skatowały swoją nauczycielkę. Więc jak to jest z tym dążeniem kobiet do "duchowego i materialnego ładu"?



Może doktor Ziętek-Wielomska zgłębiając historię idei nie miała czasu na poznawanie historii powszechnej XX wieku. Ale zapewne ma jakieś tam pojęcie o historii Rewolucji Francuskiej. Przecież przebywa w środowisku, które analizuje nawet to jakie pantalony nosił Ludwik XVI. I jakoś jej umknęło to, że kobiety brały czynny udział w marszu na Wersal i w rewolucyjnych masakrach? Zakrawa to na olbrzymie nieuctwo pani doktor. Nieuctwo, które mnie nie dziwi, bo na polskojęzycznych uniwersytetach roi się od totalnych kretynów z tytułami naukowymi. Przykładem na to jest zresztą jej mąż - Adam Wielomski. Parę lat temu spłodził on tekst w którym oskarżał piłsudczyków o wywołanie Powstania Warszawskiego. Tekst został zjechany za miałkość i rażące błędy w nim zawarte. Wielomski dopytywany na jakie źródła się powoływał, odparł że korzystał tylko z... pracy magisterskiej swojego studenta ze śmieciowej uczelni. No cóż, już samo to, że Wielomski został profesorem świadczy o tym, że nasz system akademicki trzeba totalnie zaorać i zbudować od nowa. Przed wojną ten intelektualny żul nie miałby szans nawet na zdobycie matury.



Do porażającego nieuctwa doktor Ziętek-Wielomskiej już się jednak zdołaliśmy przyzwyczaić. Bardziej porażające jest to, że na konwencji "ultraprawicowej" koalicji przemawia ona jak feministyczny Hitler. Przesada? W poniższym fragmencie przemówienia naszej niedoszłej Hillary Clinton wykropkowałem słowa "mężczyzną" i "mężczyznami". W miejsce kropek wstawcie słowa: "Żydem" i "Żydami".



"I to nie kobiety wymyśliły socjalizm. Luter był..., Wolter, Robespierre, Marks, Lenin, Adorno i Horkheimer byli ... I Adolf Hitler też był ...!"

Wydaje się, że jak na razie ogranicza się ona w swych planach do zamykania mężczyzn w "domowych gettach", gdzie mają pracować na kobiety. Wydaje się też, że profesor Wielomski wyobraża sobie, że w tym getcie jest Adamem Czerniakowem (bo już chyba nie Chaimem Rumkowskim...). Mimo to (a może właśnie dlatego?), w przemówieniu Ziętek-Wielomskiej czuć ogromną frustrację:


"Rewolucja to jeden wielki proces rugowania etyki z życia publicznego! To proces demoralizowania całych społeczeństw! Promowania rozwiązłości, niewierności małżeńskiej, gnuśności duchowej, nieróbstwa i pasożytnictwa.

Droga do przywrócenia normalności wiedzie przez kobiety! To My, kobiety, mamy stać na straży etyki! W życiu prywatnym i w życiu publicznym! Ufajmy sobie i tej olbrzymiej sile, która w nas tkwi. Nie jesteśmy lalkami w rękach mężczyzn. To My musimy wymagać od mężczyzn, aby mieli silny kręgosłup moralny, bo jakże często mylą racjonalność ze zwykłą podłością."

Czy wzmianki o "rozwiązłości, niewierności małżeńskiej, gnuśności duchowej, nieróbstwie, pasożytnictwie, braku kręgosłupa moralnego i myleniu racjonalności ze zwykłą podłością" odnoszą się do Adama Wielomskiego?  Czy też może boli ją brak uwagi ze strony Ozjasza Goldeberga?

Zastanawia przede wszystkim to dlaczego Adam Wielomski związał się z taką kobietą i tak ostentacyjnie publicznie zaczął okazywać jej uczucia. Żaden facet przy zdrowych zmysłach, by przecież tego nie zrobił. A Wielomski przecież sprawia wrażenie dosyć wybrednego. Kilka lat temu pozwolił sobie na żarcik, że panienki z katolickich grup ubierają się tak nieatrakcyjnie, że będą tak jak Maryja "zawsze dziewicami". Ale przecież lasencje, z załączonej przez niego fotki wcale nie wyglądają źle (no może poza drugą z lewej, której fatalnie dobrano kieckę). A na pewno wyglądają i ubierają się dużo lepiej od jego żony. No i ten żarcik z Matki Boskiej u "katolika" Wielomskiego. Jakby żywcem wzięty z gejowskiego baru...

Wróćmy jednak do kuriozalnych wywodów Ziętek-Wielomskiej, bo powiedziała ona:


"Koneczny pisał dalej, że „gdzie panuje bezetyczność, tam poczucie narodowe osłabia się (…); im bardziej ktoś boi się etyki w życiu publicznym, tym niżej ceni idee narodowe”.
Etyka w życiu publicznym! (...)
Droga do przywrócenia normalności wiedzie przez kobiety! To My, kobiety, mamy stać na straży etyki! W życiu prywatnym i w życiu publicznym! (...) Naszą tradycją jest cywilizacja łacińska, w której kobiety pełniły i mają pełnić kluczową rolę, bo etyka ma pełnić kluczową rolę!"

A więc okazało się, że małżeństwo Wielomskich kieruje się "etyką" w życiu publicznym. Czym ta etyka się przejawia?



Cholernie etyczne jest choćby gloryfikowanie przez Ziętek-Wielomską znanego szarlatana i psychopatycznego agenta bezpieki Józefa Kosseckiego.  Kossecki jako TW "X" i konsultant "Rybak" pozostawił po sobie kilkadziesiąt tomów donosów. Donosił na wszystkich swoich znajomych - od prymasa Wyszyńskiego po Michnika. Był też wykładowcą w Akademii Spraw Wewnętrznych i ormowcem - w latach 80. twórcą programu szkoleniowego dla ORMO. Ziętek-Wielomska chwali go jako twórcę "cybernetyki społecznej" - prawda jest jednak taka, że ta cała "cybernetyka społeczna" została przez Kosseckiego w części zerżnięta od innych a w części uzupełniona bełkotem. Kossecki to podobny szarlatan jak Tymochowicz, ale w III RP osiągnął jeszcze bardziej marne wyniki swoich zabiegów politycznych. Ziętek-Wielomska była zaś seminarzystką Kosseckiego.


Powyżej: Mem z profilu Czytam profesora Wielomskiego i konserwatyzm.pl dla beki

Małżeństwo Wielomskich jest znane również z apologii gejnerała Jarucwelskiego. Ciekawe, co było najbardziej etyczną rzeczą zrobioną przez gejnerała? Zabójstwo błogosławionego ks. Popiełuszki czy też może masakry z Grudnia '70? A może doprowadzenie milionów Polaków do nędzy w latach 80., wypchnięcie setek tysięcy młodych ludzi na emigrację i dogadanie się Rockefellerem w sprawie opylenia masy upadłościowej po gospodarce PRL?



Wielomscy są też wielkimi apologetami Putina - takiego gostka nieustalonej narodowości, który ma za zadanie rozkradać Rosję i sprawiać, by robiła za "czarnego luda" dla globalistów. Co takiego etycznego zrobił Putin, że Wielomscy tak go kochają? Może napadanie na w żaden sposób nie zagrażający Rosji kraje takie jak Gruzja i Ukraina tak spodobało się Wielomskim? Może wysadzanie w powietrze bloków mieszkalnych w Rosji i zwalanie to na Czeczenów? Może kumplowanie się z Kadyrowem? Może bezczeszczenie zwłok w Smoleńsku? A może bardzo etyczne jest bezczelne stosowanie sankcjonowanego przez państwo systemu dopingu w sporcie? A oskarżanie Polaków o udział w Holokauście?

(Baj de łej: Parę lat temu Episkopat podpisał porozumienie z kagiebowską Rosyjską Cerkwią Prawosławną. Tysiące rusofilskich durniów i pożyteczni idioci w stylu Terlikowskiego rozpływali się nad tym dokumentem i potępiali jego krytyków. Wyobrażali sobie, że wspólnie Kościół i Cerkiew nawrócą Europę. I po kilkunastu miesiącach z tego porozumienia został jeden wielki ch... Episkopat zapomniał o nim po tym jak Rosja napadła na Ukrainę.)

Wielomscy rozpływają się też w miłości do Chińskiej Republiki Ludowej. Toż to najbardziej etyczne państwo świata! Szczególnie etyczny jest tam System Kontroli Społecznej - czyli oryginalna odmiana technologicznego totalitaryzmu. Rozumiem, że Wielomscy przymykają oczy na wsadzanie Ujgurów do obozów koncentracyjnych czy na prześladowania "satanistów" z Tybetu, ale ciekawi mnie czy podoba im się też prześladowanie Kościoła Katolickiego w Chinach i przymusowe aborcje?

Wielkodupski roi nawet o "katechonicznej osi Paryż-Berlin-Moskwa". Rozumiem, że katechonem jest już dla niego Angela Merkel i niemieccy miłośnicy Grossraumwirschaft, niszczenia tożsamości narodowej, przyjmowania masowej imigracji z Trzeciego Świata oraz promowania LGBTQ? I że katechonem jest też kreatura Rotszyldów z Francji, która wysyła policję na ulice, by strzelała do protestujących strażaków?

No cóż, Wielomscy sami tych głupot nie wymyślili. Spora część kocopałów, które wypisują jest rozwinięciem "myśli" Macieja Giertycha (tego dziadzia od dinozaurów, co kadził Jarucwelskiemu licząc, że to jemu a nie Geremkowi i Wałęsie przekaże władzę) i Jędrzeja Giertycha.

Flashback: Giertychowie - sowieccy endecy

Ale cóż, cieszy mnie przynajmniej to, że nawet część wyborców Konfederacji uważa Wielomskich za zjebów. Ponad dziesięć lat ich obśmiewania przeze mnie może okazało się kroplą drążącą skałę. Cieszy mnie też to, że konfiarze zaczęli uważać Maxa Kolonkę za pojeba. Jak go za niego uważałem już w wtedy, gdy oni zachwycali się nim. No bo przecież powiedział parę ciepłych słów o Ruchu Narodowym i robi loda Putinowi, więc musi mieć rację! Czekam aż właściwe wnioski zostaną wyciągnięte przez nich również w przypadku innych guru wziętych z d...

***

A za tydzień może powrócę do sprawy koronawirusa. Z ciekawą hipotezą...