sobota, 22 maja 2021

Pakt Piłsudski- Stalin?

 


Nową książkę Krzysztofa Raka "Piłsudski między Stalinem a Hitlerem" przeczytałem z dużym zainteresowaniem, choć bynajmniej nie jest to lektura łatwa. To potężna cegła, w której autor - czasem w naprawdę mało porywający sposób - omawia tony dokumentów dyplomatycznych z lat 20. i 30. Na szczęście tworzy na ich podstawie spójną narrację, którą łopatologicznie wyjaśnia czytelnikom. Jaka to narracja? O polityce wielowektorowej Piłsudskiego. Zaczyna od mrocznych czasów Locarno - opowiada jak Aleksander Skrzyński, konserwatywny minister spraw zagranicznych, poniósł  klęskę na froncie dyplomatycznym, a to, że pierdołowatej demokratycznej władzy nie udało  się choćby w małym stopniu przeszkodzić w odprężeniu w relacjach między Niemcami a Francją stało się jedną z przyczyn zamachu majowego. Piłsudski próbował się początkowo dogadać z niemieckim ministrem spraw zagranicznych Gustawem Stresemannem, by znormalizować stosunki między Berlinem a Warszawą. Niemcy twardo jednak stały na stanowisku, że nie może być żadnego porozumienia z Polską, póki nie zostaną nam odebrane przynajmniej Pomorze i Górny Śląsk. Za pomocą wojny gospodarcze chciały wymusić na nas zrzeczenie się najbardziej rozwiniętych gospodarczo części naszego terytorium. Piłsudski szukał więc manewru w porozumieniu z Sowietami, którzy wówczas byli niezadowoleni ze zbliżenia Niemiec do Francji i Wielkiej Brytanii. (Sowieci proponowali jakąś formę porozumienia już Skrzyńskiemu, ale on nie zdecydował się wówczas na podjęcie gry.) Z różnych przyczyn prace nad polsko-sowieckim paktem normalizującym stosunki straszliwie się wlekły, ale na początku lat 30. doszło do znacznego przyspieszenia rozmów, co było w dużym stopniu spowodowane rysującą się wizją porozumienia w sprawie zbrojeń niemieckich. (Kanclerz von Pappen proponował wówczas Francuzom integrację gospodarczą Europy Zachodniej.) Polsce groziło więc, że zostanie pierwszą ofiarą appeasmentu, a Sowieci obawiali się, że francusko-niemieckie porozumienie pokrzyżuje im plany dotyczące wywołania nowej wojny światowej. Pakt został zawarty 25 lipca 1932 r. i otworzył drogę do zadziwiającej odwilży w relacjach między Warszawą a Moskwą. Piłsudski szykując się na wojnę prewencyjną przeciwko Niemcom (w którą Sowieci mocno wierzyli) zabezpieczał sobie w ten sposób tyły. Gdy Hitler, w obawie przed polską inwazją zaczął mięknąć i wysłać przyjazne sygnały wobec naszego kraju, Piłsudski nadal grał wykorzystując coraz lepsze relacje z Sowietami jako środek nacisku na Niemcy. Stalin w pewnym momencie proponował mu podział stref wpływów w państwach bałtyckich. Wówczas Piłsudski spasował, zwłaszcza, że negocjacje z Niemcami w sprawie normalizacji stosunków były na dobrej drodze. Polska weszła w okres "wielowektorowej" polityki równych odległości między Berlinem a Moskwą. Stalin zrozumiał, że Warszawa nie będzie jego sojusznikiem już w 1934 r. Hitlerowi miał nadzieję na ścisły sojusz aż do stycznia 1939 r.




Niezwykle ważną rolę w tajnych rokowaniach z ludźmi Piłsudskiego odegrał Karol Radek, członek kremlowskiej wierchuszki, doradca Stalina, były trockista oraz spolonizowany Żyd, który wziął sobie pseudonim od jednego z bohaterów "Syzyfowych prac" i twierdził, że Mickiewicz "był większy od Marksa". (O osobowości oraz inteligencji Radka świadczy choćby wymiana jego zdań z Woroszyłowem. Woroszyłow: Ponoć jesteście ogonem Trockiego. Radek: Lepiej być ogonem Trockiego, niż dupą Stalina.)  Radek w lipcu 1933 r. poufnie spotkał się z ministrem Beckiem w Warszawie. Szef polskiego MSZ powiedział mu wówczas, że Hitler będzie dążył do wojny z ZSRR i chce w nią wciągnąć również Polskę. Polska jednak rozumie, że taka wojna byłaby dla Niemiec okazją do "wyrównania rachunków z nami". Podobny był przekaz pułkownika Bogusława Miedzińskiego, ówczesnego redaktora naczelnego "Gazety Polskiej". Odwiedzając w kwietniu i maju 1933 r. Moskwę powiedział Radkowi, że w razie niemieckiego ataku na Sowiety, Polska zostałaby sprowadzona do roli satelity Rzeszy. W wypadku przegranej Hitlera, odczułaby furię zwycięzców. W wypadku wygranej Niemiec, stałaby się państwem całkowicie podporządkowanym Rzeszy. Polscy wojskowi sondowali na jesieni 1933 r. Sowietów, czy w przypadku wojny naszego kraju przeciwko Niemcom byliby skłonni dostarczać Polsce amunicję i ewentualnie wspomóc nas swoim lotnictwem. Rak tym kwestiom poświęca zdecydowanie zbyt mało uwagi, ale można odnieść wrażenie, że w tym rozmowach były korzenie pewnych decyzji podejmowanych przez naszych generałów (Rómmel, Thomee, Langner...) we wrześniu 1939 r.

Spodziewam się, że książka Raka będzie omawiana przez historyków w sposób niezwykle sztampowy.  Bartosiak z Cenckiewiczem będą pewnie popisywać się swoim pustosłowiem i banałami, a Zychowicz skrzętnie pominie jej fragmenty przeczące jego teoriom. Jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach. A różnych - tylko z pozoru drobnych - ciekawostek jest w książce Raka całkiem sporo. Dowiadujemy się w niej m.in. o:

- negocjacjach prowadzonych od jesieni 1925 r. z komunistami przez majora Kazimierza Kierzkowskiego, komendanta głównego Związku Strzeleckiego. Ten współpracownik Piłsudskiego sondował ich przed planowanym zamachem stanu, zapewne wiedząc, że są oni ramieniem sowieckiego wywiadu. Piłsudski chciał w ten sposób nawiązać kontakty bezpośrednio z Sowietami. Zapewne chodziło mu, by nie przeszkadzali mu w objęciu władzy i nie bronili swoich endeckich sojuszników.

- Roman Dmowski napisał straszliwie prosowiecki artykuł do "Gazety Warszawskiej", w którym twierdził, że Polska weźmie udział w antybolszewickiej krucjacie u boku Anglii, Francji i Niemiec. Artykuł wyglądał tak jakby był inspirowany przez sowieckie poselstwo. Moskwa wykorzystywała go w swojej propagandzie. 

- To prawdopodobnie na polecenie Piłsudskiego Oddział II tuszował polskie wątki operacji "Trust". Co ciekawe, Dmowski utrzymywał kontakty z rosyjskimi fałszywymi emigrantami z "Trustu".

- Wiaczesław Mienżyński, polskojęzyczny szef OGPU, sabotował... współpracę niemiecko-sowiecką realizowaną w ramach układu z Rapallo. Zachował się jego memoriał, w którym domaga się on "gruntownego przeglądu" relacji z Niemcami i skarży, że Niemcy nasyłają do ZSRR szpiegów w ramach współpracy wojskowej.

- Feliks Dzierżyński, po tym jak skłonił KC do poparcia zamachu majowego, zaczął twierdzić, że Polska szykuje się do ataku na ZSRR i że w pierwszym etapie wojny należy... zostawić Polakom Białoruś i część Ukrainy i "dopiero później kontratakować".

- Śmigły-Rydz był namaszczony na następcę Piłsudskiego już w 1933 r. Tak przynajmniej wynika z relacji Radka, który spotkał się z nim wówczas w Warszawie.

- To nie Hitler, ale Stalin odpowiadał za zerwanie niemiecko-sowieckiej współpracy wojskowej. III Rzeszy zależało wówczas na jej kontynuacji i próbowała ugłaskać Sowietów m.in. przyznaniem im kredytu na korzystnych warunkach. Goering przekonywał sowieckich dyplomatów, że Hitler nie jest nastawiony antysowiecko. 

- Niemieccy dyplomaci straszliwie buldupili, że Radek odwiedził w 1933 r. Gdynię i wpisał się do miejskiej księgi pamiątkowej. Uznali to za demonstrację uznania przez Sowietów polskich praw do "Korytarza".

Po lekturze książki Raka odniosłem wrażenie, że ówcześni niemieccy dyplomaci byli strasznymi dyletantami a sowieckie tajne służby karmiły Stalina paranoiczną dezinformacją. Rak przytacza na kartach swojej pracy bardzo dużo notatek z rozmów niemieckich dyplomatów z ich sowieckimi odpowiednikami. Paplali oni tam o wszystkim, zdradzając Moskwie tajemnice polityki Niemiec. Niemcy poważnie przy tym liczyli na to, że Polska "zwróci" Niemcom Pomorze i Śląsk, jeśli zaproponuje się jej przejęcie Litwy. (Żadnemu z "wielkich niemieckich strategów" nie przyszło do głowy, by próbować podporządkować sobie Polskę za pomocą penetracji gospodarczej.) Rak przytacza również wiele dokumentów świadczących o tym jak kiepsko była zorientowana w sytuacji międzynarodowej dyplomacja sowiecka i jej  tajne służby. Mamy więc zupełnie fantastyczne raporty oparte na "wysoko postawionych źródłach" i mówiące, że "już wkrótce" dojdzie do polsko-francusko-angielsko-japońskiej inwazji na ZSRR. 

Baj de łej: Jędrzej "Kretyn" Giertych wielokrotnie odgrażał się, że przedstawi "dowody" mówiące, że przewrót majowy był finansowany przez Brytyjczyków. Z książki Raka wyraźnie wynika, że on powielał sowiecką, paranoiczną dezinformację, a Brytyjczycy ograniczyli się w maju 1926 r. do wysłania wyrazów poparcia... rządowi Witosa.

Podsumowując: nowa książka Krzysztofa Raka mówi o tym jak Piłsudski prowadził politykę wielowektorową. I jakie były granice tej polityki. Niestety nie rozstrzyga ona, jak Marszałek postąpiłby w 1939 r. Mogłoby się jednak okazać, że szukałby porozumienia nie z Niemcami, a z Sowietami. Argumenty przytoczone przez Becka i Miedzieńskiego w 1933 r. przeciwko sojuszowi z Hitlerem były tak samo aktualne w 1939 r. a między Warszawą a Moskwą istniało wówczas wiele "cienkich, czerwonych nici" opisanych przeze mnie m.in. w seriach: Archanioł, Prometeusz i Niepodległa. Problemem był jednak seryjny morderca i paranoik będący przywódcą ZSRR. Stalin  miał już wówczas pewność, że Hitler zacznie wojnę z mocarstwami zachodnimi, więc postanowił mu pomóc. Jak wiemy, mocno się na tym przejechał - kosztowało go to klęskę w 1941 r. i utratę okazji do podboju Europy. Ciekawe jak by się to wszystko potoczyło, gdyby w 1939 r. ZSRR zachował neutralność...

***



Były amerykański prezydent Barack Hussein Obama stwierdził, że ujawnione niedawno przez Pentagon filmy przedstawiające UFO są prawdziwe. "Nie wiemy, czym one są i jak się poruszają" - rżnął głupa Obama. 

Nieco wcześniej ujawniono film z lipca 2019 r. przedstawiający UFO nurkujące w wodach oceanu u wybrzeży Virginii. Porucznik Ryan Graves, pilot amerykańskiej marynarki wojennej, stwierdził, że wojskowi obserwowali te obiekty codziennie przez dwa lata.

Jeden z byłych oficerów US Navy stwierdził, że technologia, która obserwujemy jest do przodu wobec ziemskiej technologii od 100 lat do 1000 lat.

Luis Elizondo - do 2012 r. szef oficjalnego programu badań nad UFO w Pentagonie, powiedział, że rząd USA dysponuje "egzotycznym metalem" z rozbitego pojazdu obcych.

Teraz już pewnie rozumiecie, że seria Phobos była nie tyle o tym co było, ale też o tym, co będzie. Również serie Demiurg, Atomowi Bogowie i Pontifex miały charakter zapowiedzi.

Oto bowiem powstała naukowa analiza dotycząca Cudu Słońca w Fatimie. Z analizy rozkładu cieni na zdjęciach wykonanych tamtego dnia w tej portugalskiej miejscowości wynika, że były nad nią dwa źródła światła na niebie - Słońce lekko skryte za chmurami i świetlista kula, która nisko przeleciała nad ziemią. 

O Cudzie Słońca w Fatimie pisałem w jednym z odcinków serii Pontifex (w komentarzach niestety zesrał się wówczas niejaki Michał Bąkowski, skutecznie zabijając dyskusję na temat treści wpisu. A było o czym dyskutować, bo wspomniałemo związkach Stolicy Apostolskiej z młodoturkami, o intrygach podczas I wojny światowej, a także o dziwnym detente papiestwa z bolszewikami - wystarczająco dużo dziwnych faktów, by Grzegorz Braun z Patlewiczem dostali zawału). Była w tym wpisie udokumentowana wzmianka, że iberyjskie środowiska okultystyczne przewidziały, że 13 maja 1917 r. dojdzie do cudownego zdarzenia mającego wielki wpływ na losy świata. Powtórzę więc w tym miejscu pytanie z serii Pontifex: dlaczego Matka Boska w Fatimie jest brunetką, w Gietrzewałdzie ma piękne rude włosy, na Siekierkach jest słowiańską blondynką a w Akicie ma skośne oczy?

***

W środę zaszczepiłem się  szczepionką Johnson & Johnson. Wybrałem szczepionkę jednodawkową, taką przeciwko której zrobiono największy czarny PR. I jak dotąd nie zaobserwowałem u siebie żadnych znaczących efektów ubocznych. NOP przejawił się u mnie tylko tym, że sięgnąłem po numer "Szczerbca" z 2003 r. 

(Dlaczego Rafał Pankowski nie chce się zaszczepić? Bo boi się NOP)

Spodziewam się, że za chwilę odezwą się w komentarzach antyszczepionkowcy piszący, że "zaprzedałem się big pharmie". Jakoś środowiska antyszczepionkowe specjalnie nie krytykują Sputnika V czy szczepionki Sinovac. Chińska "big pharma" jest dla nich ok? Oczywiście wielu ludzi może obawiać się efektów ubocznych szczepienia - wystąpiły one u tysięcy ludzi na miliony zaszczepionych. Foliarstwo przekonuje nas, że nie powinniśmy bać się wirusa. Być może ma rację. Ale jednocześnie twierdzi, że powinniśmy śmiertelnie bać się szczepionek. Ja się jakoś nie bałem. 


sobota, 15 maja 2021

Konwergencja wirusa

 


Jeśli nadal uważacie, że Covid-19 tak po prostu przeniósł się z nietoperza na człowieka, to jesteście strasznie naiwni i niedoinformowani. Śledczy z amerykańskiego Departamentu Stanu dogrzebali się bowiem do chińskiego opracowania naukowego z 2015 r. pt. "Nowe gatunki wirusów stworzonych przez człowieka jako broń biologiczna", w którym znalazła się propozycja by wykorzystać koronawirusy takie jak SARS do zaatakowania wrogich krajów. Tego typu atak miałby przede wszystkim na celu doprowadzenie do przeciążenia ich szpitali. W 2015 r. została też wydana przez chińskie Wojskowe Wydawnictwo Nauk Medycznych książka "Nienaturalne pochodzenie SARS i bronie genetyczne oparte na wirusach stworzonych przez człowieka", której autorzy wskazywali na potencjał tego typu wirusów w atakach biologicznych. (Być może chodzi o ten sam raport, wydany pod innymi tytułami.) Jej redaktorami byli: Xu Dezhong, profesor epidemiologii na Uniwersytecie Medycznym Sił Powietrznych i Li Feng, wiceszef działu prewencji epidemicznej w departamencie logistyki Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Naukowe argumenty za tym, że Covid-19 wydostał się z laboratorium w Wuhan zostały dobrze podsumowane w tym artykule Biuletynu Naukowców Nuklearnych. Zresztą działania podjęte przez Chiny sprowadzające się do tuszowania źródła pandemii są oczywistym przyznaniem się przez Pekin do winy.

Oczywiście Chińczycy nie są jedynymi winowajcami w tej historii. Amerykański Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych w latach 2014-2020 przekazał 3,75 mln USD organizacji EcoHealth Alliance, na studia nad przenoszeniem się koronawirusów z nietoperzy na ludzi. 600 tys. USD z tej sumy poszło do Instytutu Wirusologii Wuhan, na badania nad modyfikacjami koronawirusów. Wirusolodzy z Wuhan chwalili się w 2015 r. w amerykańskim czasopiśmie naukowym, że udało im się stworzyć "zakaźnego klona" koronawirusa występującego u nietoperzy. Za przyznawanie im grantów odpowiadał dr Anthony Fauci - ten sam koleś, który ustala w USA strategię walki z koronawirusem. Na początku pandemii wyraźnie ją lekceważył, a teraz przekonuje np., że maseczki trzeba będzie nosić wiecznie.


Przenikanie się świata chińskich komunistów i amerykańskich globalistów nie jest oczywiście niczym nowym i tylko skrajni naiwniacy w rodzaju Michała Bąkowskiego mogą myśleć, że CIA i FBI zajmują się przeciwdziałaniem takiej aktywności. Hunter Biden, syn prezydenta, miał chińską sekretarkę JiaQi Bao,  która oczywiście nie tylko umawiała mu spotkania i rezerwowała loty, ale również świadczyła usługi seksualne. Pracowała ona dla niego w ramach wspólnego biznesu Huntera z chińskim biznesmenem-aferzystą Patrickiem Ho, o którym Hunter mówił, że "zna szefa chińskich szpiegów". Co ciekawe JiaQi pomagała Hunterowi w "opposition research" czyli w szukaniu brudów na Trumpa podczas kampanii z 2020 r. Przypominam, że Hunter Biden to koleś, który sam przyznał, że kiedyś na głodzie narkotykowym palił ser parmezan, bo pomylił go z crackiem. To również koleś, który zapomniał odebrać z warsztatu swojego laptopa, na którym były zdjęcia sugerujące, że nie tylko zażywa narkotyki oraz imprezuje z nieletnimi i pełnoletnimi dziwkami, ale też mógł uprawiać seks z chłopcem.


Oczywiście poziom zjebania prezydenckiego syna jest tak wielki, że wykorzystywanie tych materiałów do szantażu traci sens. Wszyscy bowiem wiedzą, że jest on totalnym zjebem.

W hrabstwie Maricopa w Arizonie trwa audyt głosów. Przeliczono już ich dopiero kilkanaście procent, ale natrafiano na spore nieprawidłowości - nie zgadzała się zwykle liczba głosów w skrzynkach i na protokołach. Baza danych dotycząca głosowania za pomocą maszyn wyborczych gdzieś zniknęła a władze stanów nie chciały wydać routerów i haseł. Maricopa to najludniejsze hrabstwo Arizony. Jeśli okaże się, że Biden ukradł w nim zwycięstwo, to oznacza, że ukradł je też w całej Arizonie. Arizona to jednak tylko 11 głosów elektorskich spośród 306 zdobytych przez Bidena. Bez podobnych audytów w Georgii, Pennsylwanii, Wisconsin czy Michigan, nie da się więc zrobić. Rozwiązaniem mogłoby być poddanie Bidena i Harris impeachmentowi, ale najwcześniej byłoby to możliwe dopiero po 2022 r. - zresztą i tak by pewnie RINO to zablokowali. Więc zarówno w przypadku pandemii jak i wyborów mamy do czynienia z sytuacją w stylu: "Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi".

***

Starcia pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami wspieranymi przez Iran, toczą się obecnie już na czterech frontach: w Gazie, na Zachodnim Brzegu, w miastach Izraela o arabskiej bądź mieszanej populacji oraz na granicy z Libanem. Nie jest to jeszcze konflikt o dużej intensywności, ale oczywiście może się jeszcze rozlać. Ja mam natomiast wrażenie, że Netanjahu zapłacił Hamasowi, by on dla niego taką mini-wojenkę wywołał. W ten sposób chce on ocalić swój rząd i nie pójść do więzienia za korupcję. (Zauważcie jak ostry jest izraelski system: premierowi grozi więzienie za branie korzyści majątkowych będących jak na standardy europejskie nędznymi ochłapami. Sławek Nowak i Marian Banaś mogą się śmiać z Netanjahu, że jest dziadem.) 

Wspólnota interesów władz Izraela i Hamasu pokazuje, że zarówno ci, którzy wklejają sobie teraz do profilówek znaczki "I stand with Israel" jak i ci wklejający "Wolna Palestyna!" są naiwniakami nadmiernie ekscytującymi się ruchawką w regionie świata, który już stracił na znaczeniu. Ale cóż, są tacy, którzy uważają, że losy świata decydowały się w syryjskim Kurdystanie lub Górskim Karabachu...

***

Mam pewien dylemat - jedni Czytelnicy chcą, bym robił wpisy o wydarzeniach współczesnych, inni o historii XX wieku, jeszcze inni chcą serii ufologicznych i paleoastronautycznych. Ja sam nie mam obecnie koncepcji większej serii a ciągnie mnie do weekendowych podróży po kraju. Na kolejny wpis szykuję recenzję książki Raka o Piłsudskim i Stalinie, a później się zobaczy :)


sobota, 8 maja 2021

Atomowi Bogowie: Najstarsza Rasa

 


Ilustracja muzyczna: Shingeki no Kyojin Final Season Opening - My War

Gdyby ktoś Wam powiedział, że w środku nocy odwiedziły go dwie nagie lasencje z Kosmosu i próbowały wykorzystać seksualnie, to zapewne uznalibyście go za niezłego bajarza. A gdyby się przy swojej opowieści upierał i twierdził, że był wcześniej porwany przez Obcych, to patrzylibyście na niego z politowaniem i lekkim przerażaniem. Ot, kolejny wariat. Opowieść Petera Khoury'ego, Australijczyka pochodzenia libańskiego, na pierwszy rzut oka brzmi jak rojenia wariata. Utrzymywał on bowiem, że w 26 lipca 1992 r. obudził się w środku nocy i zobaczył, że na jego łóżku siedzą dwie nagie kobiety. Jedna z nich miała azjatycki wygląd, druga była "nordycką" platynową blondyną z niebieskimi oczami, które sprawiały wrażenie, że są dwa-trzy razy większe od normalnych, ludzkich oczu. 


Blondynka zaczęła mu przyciskać biust do twarzy. Khoury się opierał i w pewnym momencie ugryzł ją w sutek. Obie lasencje zszokowane odmową odpuściły i po prostu zniknęły. Brzmi jak z taniego pornosa? No to, czytajcie dalej, bo będzie jeszcze dziwniej. Gdy Khoury poszedł do łazienki, by się odlać, zauważył, że jego penis jest ciasno owinięty dwoma blond włosami pod napletkiem (perwersyjne te sucze z Kosmosu...). Koleś był na tyle przytomny, że schował te włosy w plastikowej saszetce jako dowód. Totalne wariactwo? No nie do końca, bo kilka lat później jeden z tych włosów został poddany badaniom DNA. Wyszło na jaw, że zawierał on bardzo rzadką chińską linię DNA mitochondrialnego oraz markery genetyczne typowe dla Celtów i Basków. Prawdopodobieństwo tego, że spotkacie naturalnie platynową blondynę mającą przodków zarówno w jakiejś chińskiej mniejszości jak i wśród Celtów oraz Basków jest bliskie zeru, a sfabrykowanie takiego dowodu przez "zwykłego wariata" było w latach 90. absolutnie niemożliwe. 


Być może warto byłoby porównać DNA z tamtego włosa z materiałem genetycznym z mumii europejsko wyglądających ludzi znajdowanych na pustyni Taklamakan w Xinjangu. Wiele z tych mumii ma rude bądź blond włosy. Chińczycy oczywiście blokują wszelkie badania na temat tej tajemniczej starożytnej cywilizacji, gdyż ich wyniki kłóciłyby się z ich oficjalną narracją historyczną, która jest mocno podszyta przekonaniem o wyższości cywilizacyjnej Chińczyków Han nad Ujgurami i innymi "barbarzyńcami". Skąd jednak mieliby się tysiące lat temu wziąć rudowłosi ludzie na zachodnich kresach Chin?
 



Współczesna nauka, dzięki rozwojowi badań nad ludzkim genomem, doszła do tego, że nasz gatunek powstał około 300 tys. lat temu w Afryce i stamtąd się rozprzestrzenił po całym świecie. Ekspansja homo sapiens sapiens była przerywana kataklizmami takimi, jak eksplozja superwulkanu Toba na Sumatrze, która 75 tys. lat temu zabiła 90 proc. ludzkości. 70 tys. lat temu miało dojść do drugiej migracji z Afryki, która dała początek wszystkim współcześnie znanym haplogrupom DNA, w tym oczywiście "aryjskiej" haplogrupie R1a1, wykształconej 10,5 tys. lat temu na stepach Azji Środkowej. Ta haplogrupa jest najczęściej spotykana u przedstawicieli ludów słowiańskich, mieszkańców północnych Indii (szczególnie z wyższych kast) oraz niektórych ludów irańskich i ałtajskich. Tych, którzy są zainteresowani tym kiedy i gdzie pojawiały się poszczególne haplogrupy i jaki był wpływ na to wielkich kataklizmów, odsyłam do znakomitej książki Bogusława Andrzeja Dębka "Początki ludów. Europejczycy. Słowianie."



I w ten sposób miała powstać ludzkość w całym swoim zróżnicowaniu: od Pigmejów po Irlandczyków. Od mieszkańców Singapuru i Hongkongu mający średnie IQ wynoszące 108, po Buszmenów z Kalahari mających średnie IQ wynoszące zaledwie 54. Czy te nierówności w IQ są skutkiem samoistnych mutacji DNA, mieszania się haplogrup czy też innych domieszek oraz interwencji? Wszak przy okazji pandemii mogliśmy się dowiedzieć, że geny neandertalczyków chronią przed ciężkim przebiegiem Covid-19.  Neandertalczycy bardzo długo byli przedstawiani przez oficjalną naukę jako gatunek regresywny, wręcz upośledzony. Obecnie wiadomo jednak, że byli silniejsi i bardziej inteligentni niż homo sapiens sapiens. I wygląda na to, że zmieszali się z przedstawicielami naszego gatunku w Europie i w Azji. W Afryce, nigdy ich ponoć nie było (i może to tłumaczy różnice w średnim IQ). A przecież oprócz neandertalczyków mieliśmy też Denisowian, którzy pozostawili swój ślad genetyczny mieszkańcom Azji Wschodniej oraz ludzi z Flores, przywodzących na myśl hobbitów. To dodatkowo komplikuje nam obraz kształtowania się ludzkich haplogrup.



Z badaniami genetycznymi i lingwistycznymi sugerującymi, że 300 tys. lat temu kolebką gatunku homo sapiens sapiens była Afryka, koresponduje też mitologia bliskowschodnia. Akkadyjski epos Atra-hasis opowiadał o stworzeniu ludzkości przez bogów Annunaki w ABZU - czyli "dolnym świecie". ABZU jest współcześnie interpretowane jako "zaświaty" czy "piekło", ale wiemy, że z Sumeru pływały okręty kupieckie do tego miejsca. Zachowane opisy sugerują, że była to Afryka. "Dolny świat" jest też grą słów, gdyż były tam kopalnie eksploatowane przez bogów (w Zimbabwe znaleziono ślady aktywności górniczej sprzed 100 tys. lat). I stworzyli oni człowieka właśnie do pracy w kopalniach. Zrobili to mieszając DNA hominidów z własnym materiałem genetycznym. "Atra-hasis" opisuje przebieg eksperymentu, wraz z nieudanymi próbami - ludźmi cierpiącymi na choroby genetyczne, które zaczęto rozpoznawać dopiero w XX w.  Zecharia Sitchin wskazywał, że w tej opowieści podano chronologię - opartą na sar, czyli liczących 3600 lat okresach, po upływie których Nibiru - planeta bogów - była widoczna na niebie. Zliczenie tych okresów sugerowało, że do stworzenia człowieka doszło około 300 tys. lat temu.


Część prac nad kreacją ludzkości była wykonywana na Bliskim Wschodzie, w miejscu, które w Biblii jest określane jako Ogród Eden. Opis z Księgi Rodzaju wskazuje na przybliżone położenie geograficzne tego miejsca: w pobliżu rzek Tygrys, Eufrat, "Piszon" i "Gichon". David Rohl, przekonująco twierdzi, że "Gichon" to rzeka Araks, a "Piszon" to Kuzył Uzom. Biblijny Eden był więc położony gdzieś na obszarze między północnym Iranem, północnym Irakiem, zachodnią Turcją i południową Armenią. (Rohl twierdzi, że dokładnie w irańskiej dolinie Tebriz). Zauważmy też, że w Księdze Rodzaju jest mowa o tym, że decyzję o stworzeniu człowieka "na nasz obraz i podobieństwo" podjęli "Elohim" - czyli "bogowie". W liczbie mnogiej. (Bibliści mają spory problem, by wiarygodnie wytłumaczyć, dlaczego zastosowano akurat w tym miejscu liczbę mnogą.) Jest też tam dziwaczna wzmianka, że Bóg "kopał rów w ziemi" (Rdz 2,6). Nie miał pomocników do takiej roboty?


Księga Rodzaju nigdzie nie mówi jednak, że w Edenie została stworzona CAŁA ludzkość. Wręcz przeciwnie. Oto bowiem, po incydencie z Kainem i Ablem dowiadujemy się, że już jacyś inni ludzie wówczas na Ziemi mieszkali.  

"Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli, i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!»  Ale Pan mu powiedział: «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!» Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu. Kain zbliżył się do swej żony, a ona poczęła i urodziła Henocha. Gdy Kain zbudował miasto, nazwał je imieniem swego syna: Henoch." (Rdz 4, 14 -17)

Biblia wyraźnie więc wskazuje, że istniał wówczas na wschód od Edenu jakiś kraj Nod, w którym Kain poznał swoją żonę i zbudował miasto. A skoro zbudował całe miasto, to musieli istnieć ludzie, które by je zasiedlili. I cywilizacja przynajmniej na poziomie późnego neolitu. Kto stworzył tamtych ludzi? Zauważmy, że w Księdze Rodzaju są dwa opisy stworzenia. W rozdziale pierwszym jest opis symboliczny - kreacja w ciągu siedmiu dni i nakaz, by ludzie "czynili sobie Ziemię poddaną". W rozdziale drugim jest zaś mowa, że człowieka stworzono, by uprawiał i doglądał ogrodu. Czyli tak jak w mitologii sumeryjsko-akkadejskiej: ludzie zostali stworzeni do ciężkiej pracy.  A kogo się tworzy do ciężkiej pracy? Inteligenta czy średnio rozgarniętego osiłka?

Czyżby więc w ogrodzie Eden nie została stworzona ludzkość, ale jej część? Zauważmy, że Sumerowie również wskazywali, że ich bogowie stworzyli nie tyle ludzi, co "czarnogłowych". (BLM?) Czyli ich. A z tego narodu "wybranego" wywodził się przecież Abraham - przodek ludu, który przekazał potomności narrację z Księgi Rodzaju.

W dawnych wiekach wielu uczonych zastanawiało się nad koncepcją Preadamitów, czyli ludzi żyjących na Ziemi przed biblijnym Adamem. W Kabale pojawiło się natomiast pojęcie "Adam Kadmon", czyli doskonałego Adama stworzonego przed tym znanym z Księgi Rodzaju. Wyraźnie więc dzielono akt stworzenia na dwa odrębne epizody. I taki scenariusz też jest prawdopodobny w świetle badań naukowych.Pierwsze szczątki neandertalczyków są bowiem datowane na 430 tys. lat i pochodzą z Europy. Gdzie więc powstał ten gatunek człowieka, skoro homo sapiens sapiens pojawił się dopiero 300 tys. lat temu w Afryce?  Kim byli przodkowie neandertalczyków?


Ze 20 lat temu wpadła mi w ręce książka Michaela Cremo i Richarda Thompsona "Zakazana archeologia". W drobiazgowy i rzetelny sposób jest tam krytykowana oficjalna narracja mówiąca, że homo erectus, homo habilis i austrolopitek były przodkami homo sapiens. Wskazywane są dowody na to, że te gatunki mogły żyć obok siebie (tak jak współcześnie też dochodzi do kryptozoologicznych obserwacji dwunożnych hominidów). Opisane są też tam znaleziska wskazujące na to, że gatunek ludzki zamieszkiwał Ziemię wcześniej niż 100 tys. - 400 tys. lat temu. Podane są źródła informacji dotyczące znalezisk, okoliczności tych odkryć itp. Sam wykaz tych znalezisk liczy 14 stron! Kilka przykładów:

830 tys. lat - Trinil, Indonezja - kości udowe człowieka, łamane kości, węgiel drzewny, paleniska

1 mln - 1,5 mln lat - Buenos Aires - czaszka człowieka

1 mln - 1,9 mln lat - Trinil - ząb człowieka

1,7 mln - 2 mln - Olduwai, Tanzania - eolity, narzędzia peleolityczne, kamienie-bolas, narzędzia kościane, kamienny krąg (odkrycia małżeństwa Leakeyów z lat 60-tych i 70-tych, przypisane prymitywnym homo habilis)

2 mln - Nampa, Idaho - gliniana figurka

2 mln  - 2,5 mln  - Red Crag, Anglia - przewiercone zęby i rzeźbiona muszla

2 mln - 3 mln - Miramar, Argentyna - szczęka człowieka, paleniska, żużel, przepalona ziemia, narzędzia paleolityczne i neolityczne

4 mln - 7 mln - Antwerpia - nacinane muszle, narzędzia paleolityczne, nacinane kości, odciski palców i stóp człowieka

5 mln - 12 mln - formacja Enterrean, Argentyna - narzędzia paleolityczne, ślady ognia, nacinane kości, łamane kości, kości ze śladami skrobania, przepalone kości

9 mln - 55 mln - wzgórze Tuolumne Table, Kalifornia - narzędzia neolityczne i paleolityczne, paciorek kamienny, szczęka człowieka, fragmenty czaszki człowieka, szkielet człowieka

Całkiem sporo jest tam wymienionych podobnych znalezisk z datowaniem do kilku milionów lat. Znajdowano jednak też rzeczy o wiele starsze!

38 mln - 45 mln - Delemont, Szwajcaria - szkielet człowieka

38 mln - 55 mln - Barton Cliff, Anglia - rzeźbiony kamień

45 mln - 55 mln - Laon, Francja - kula z kredy, nacinane fragmenty drewna

65 mln - 144 mln - Saint-Jean de Livet, Francja - metalowe rury w pokładach z kredy

150 mln - Turkmenia - odciski stóp człowieka

213-248 mln - Newada - odcisk buta

260 mln - 320 mln - Heavener, Oklahoma - ściana z bloków kamiennych

260 mln - 320 mln - Morrisonville, Illinois - złoty łańcuszek

280 mln - 320 mln - Wilburton, Oklahoma - przedmiot wykonany ze srebra

286 mln - 320 mln - hrabstwo Rockcastle, Kentucky - ślady przypominające odciski stóp człowieka

286 mln - 320 mln - Macoupin, Illinois - szkielet człowieka

286 mln -360 mln - Webster, Iowa - rzeźbiony kamień

312 mln - Wilburton, Oklahoma - żelazny kubek

320 mln - 360 mln - Tweed, Anglia - złota nić w kamieniu

360 mln - 408 mln - kamieniołom Kingoodie, Szkocja - żelazny gwóźdź w bloku kamiennym

505 mln - 590 mln - Antelope Spring, Utah - odcisk buta

ponad 600 mln - Dorchester, Massachusetts - metaliczny wazonik




Najstarszym artefaktem opisanym przez Cremo i Thompsona są metalowe, żłobione kule odkrywane w RPA w warstwach sprzed 2,8 mld lat! Zdjęcie jednej z takich kulek macie powyżej. Oczywiście naukowcy twierdzą, że coś takiego powstało naturalnie. No bo przecież kto miałby coś takiego wyprodukować wówczas na Ziemi, która była zamieszkana jedynie przez mikroby? To, że mogły być one częścią jakiejś pozaziemskiej sondy jest oczywiście odrzucane a priori. 

Nawet jeśli 90 proc. znalezisk opisanych przez Cremo i Thomsona jest fałszywkami lub pomyłkami, to pozostałe 10 proc. nakazywałoby cofnąć historię gatunku ludzkiego o co najmniej kilka milionów lat w przeszłość. Zauważmy następującą prawidłowość: znaleziska datowane na kilka milionów lat wstecz świadczą co najwyżej o kulturze neolitycznej. Te starsze - datowane na kilkadziesiąt lub kilkaset milionów lat - o czymś dużo bardziej zaawansowanym cywilizacyjnie. Ta cywilizacja jest  jakby "punktowa". Ale jednak pewne artefakty świadczą o tym, że jej twórcy byli nam fizycznie bardzo podobni.

I tu wracamy do opowieści, od której zacząłem ten wpis. Czy zwróciliście uwagę, że w starożytnych mitologiach bogowie zwykle wyglądają tak jak ludzie. Bywa, że mają olbrzymi wzrost, niebieską skórę, skrzydła lub jakiś hełm upodobniający ich do zwierząt. Generalnie jednak są na tyle bliscy genetycznie ludziom, że się z nimi mieszają. Mają ludzkie kochanki, dzieci itp. Pamiętacie jeszcze mój wpis z serii Phobos poświęcony rasom obcych?

Flashback: Phobos - Obcy tacy jak my

Przytoczyłem tam relację Paula Hellyera - byłego kanadyjskiego ministra obrony - mówiącą, że w latach 60-tych NATO miało świadomość istnienia czterech ras obcych odwiedzających Ziemię. Z tego jedna rasa miała wyglądać tak jak ludzie. Przytoczyłem też relację sierżanta sztabowego Roberta Deana, który w latach 60-tych w kwaterze NATO w Brukseli miał okazję zapoznać się z raportem mówiącym o czterech różnych rasach obcych, z których jedna wygląda jak ludzie. Zacytowałem również opowieści o kobietach - szpiegach "nordyckich" obcych, kręcących się wokół zaawansowanych amerykańskich projektów. I z każdym elementem układanki, ta historia wygląda coraz mniej wariacko.



Dlaczego jednak obcy mieliby wyglądać tak jak my? A co jeśli gatunek ludzki nie powstał na Ziemi? A co jeśli Ziemia jest tylko jednym z punktów we Wszechświecie, w którym on występuje? A co jeśli jesteśmy porzuconą kolonią, o której Oni zaczęli sobie przypominać?

***

Zaskoczeni konkluzją serii? To chyba ostatni wpis w ramach tego cyklu. No chyba, że dotrę do kolejnych ciekawych przekazów...

sobota, 1 maja 2021

Atomowi Bogowie: Mury Jerycha

 


Ilustracja muzyczna: Ilustracja muzyczna -  The Bangles - Walk like an Egyptian

"Tajtelbaum Niuta miała małego fiuta" - stwierdził profesor Władysław Bartoszewski. Że jego wypowiedź jest fejkowa? To nie szkodzi, bo cała biografia Rywki vel Niuty Tajtelbaum to jeden wielki bezczelny fejk. "Poważne media" kolportowały historyjkę o tym jak młoda dziewczyna, bojowniczka Gwardii Ludowej, wchodzi do siedziby Gestapo na Szucha z pistoletem z tłumikiem, zabija gestapowców i spokojnie sobie stamtąd wychodzi przez nikogo nawet nie legitymowana. A następnie organizuje akcję "Wieniec" i parę innych spektakularnych uderzeń w Niemców (naprawdę wykonanych przez AK). Niutę uhonorowano za to muralem przy warszawskiej stacji metra Centrum. Tymczasem okazało się, że ta "dzielna bojowniczka" brała udział jedynie w napadzie na zakład krawiecki oraz być może również w spieprzonym napadzie na bank. Ale co ma wspólnego jakaś Niuta z głównym tematem tej serii blogowej? Ano sporo. Skoro bowiem tak bezczelnie głupio jest fałszowana całkiem "świeża" historia, wydarzenia których ostatni świadkowie jeszcze żyją, to jak zakłamana została historia odległa, taka w przypadku której są jedynie nieliczne i skąpe źródła? A taka, w której główna narracja opiera się na świętych księgach?

"Fox, przecież pobożni Żydzi to świętobliwi ludzie, którzy nie konfabulowali w swoich świętych księgach" - napisze mi zaraz w komentarzach jakiś naiwniak. Skoro nie konfabulowali, to rozumiem, że w 100 proc. prawdziwa jest opisana w Talmudzie historia o tym jak asyryjski władca Nabuchodonozor zerżnął judejskiego króla Sedecjasza i jego synów 100-metrowym kutasem?

Gdy w VI w. przed Chrystusem kapłani jerozolimscy odkryli w świątynnym magazynie zwój Księgi Powtórzonego Prawa, wywołało to wielką sensację. Nikt bowiem wcześniej - z kapłanami włącznie - nie znał tej księgi i nie stosował się do zawartych tam przepisów. Podobny szok wywołało ogłoszenie ludowi jerozolimskiego przez Ezdrasza i Nehemiasza zasad prawa mojżeszowego po powrocie z niewoli babilońskiej. Lud wówczas zapłakał. Nigdy wcześniej nie słyszał bowiem, że musi stosować się do tak ostrych przepisów, nakazujących m.in. oddalenie cudzoziemskich żon. Lud miał prawo jednak nie znać tych nakazów i zakazów. Bo większości z nich nie znali jego przodkowie. Nie znał ich ani mądry król Salomon mający harem złożony z cudzoziemskich żon i oddający cześć ich bogom. Nie znał ich wielki król Dawid, również współżyjący z cudzoziemskimi pięknościami i służący jako najemnik u Filistynów. Nie znał ich nawet Mojżesz, który miał żonę Madianitkę (a drugą żonę pochodzącą ponoć z Etiopii). Czy Mojżesz więc napisał prawo zawarte w Torze czy też jest ono dopiero wytworem umysłu judejskich kapłanów, czyli gostków składających w jedno ze świąt w ofierze "kozła dla Azazela" i odprawiających inne dziwaczne gusła ?

W judaizmie i chrześcijaństwie przyjęto, że Pięcioksiąg napisał Mojżesz. No może poza fragmentem mówiącym o śmierci tegoż Mojżesza. (Ciekawe czy Mojżesz też napisał o swoim przedśmiertnym rozkazie nakazującym eksterminację Madianitów - swoich dobroczyńców? Czy też ten rozkaz to tylko późniejszy dopisek jakiegoś kapłana?) Nie wiadomo za bardzo w jakim alfabecie to spisał, bo alfabet hebrajski powstał dopiero w X w. p.n.e., czyli kilkaset lat po Mojżeszu. Być może posługiwał się on alfabetem wczesnosemickim, którego ślady odkryto na Synaju w miejscach aktywności ludzkiej z XVIII w. p.n.e. Być może pisał, tak jak go nauczono - czyli egipskimi hieroglifami. Ale dla kogo miałby pisać? Dla niepiśmiennych niewolników i pastuchów? A może było tak, że przez stulecia opowieść o Mojżeszu była przekazywana w formie ustnej?  Jej rdzeń był zbyt znany, by go fałszować. Może go tylko nieco wyolbrzymiono. Ale wszelkie dodatki, w postaci "Prawa Mojżeszowego" to jedynie późniejsze dopowiedzenie.



Większość biblistów i historyków długo utrzymywało, że Mojżesz żył gdzieś w XIII w. Z jakiegoś idiotycznego powodu uznali oni, że do eksodusu mogło dojść akurat w okolicach panowania Ramzesa II, czyli wówczas, gdy Egipt był supermocarstwem. O głupocie takiego poglądu świadczy choćby dowód materialny w postaci Stelli Marneptaha pochodzącej z około 1360 r. p.n.e., na której znajduje się wzmianka, że "Izrael został podbity" przez Egipt. Jak wskazałem w poprzednim odcinku serii Atomowi Bogowie, chronologia podana w Biblii - liczona od budowy Świątyni jerozolimskiej - umieszcza eksodus w XV w. przed Chrystusem. Teofil z Antiochii, biskup żyjący w II w. n.e., pisał, powołując się na egipskiego historyka Manethona, że Żydów zniewolił faraon o imieniu Tethmozis (Thotmes?) a wyszli oni z Egiptu za panowania faraona Amazisa. Prawdopodobnie faraonem "Tethmozisem" był Thotmes I (1525-1515 p.n.e.), który wyprawiał się zbrojnie aż nad górny Eufrat. W Księdze Wyjścia (1,10) jest mowa, że obrócił on Żydów w niewolników, bo obawiał się, że sprzymierzą się z wrogami Egiptu, czyli z innymi ludami semickimi. Faraonem, za którego czasów doszło do eksodusu był według Sitchina Amenhotep II, którego panowanie część badaczy datuje na lata 1454-1419 p.n.e. Sitchin wskazuje 1433 r. p.n.e. jako datę eksodusu. Są jednak też badacze twierdzący, że do wyjścia z Egiptu doszło w XVII w. p.n.e. - co zbiegło się z drugim okresem przejściowym w historii Egiptu, czyli okresem słabości tego państwa. Osłabienie państwa miałoby być związane z jakimś kataklizmem (plagami?). Przekonująco ta teoria została przedstawiona w tym filmie dokumentalnym. Niestety biblijna narracja o eksodusie nie przekazała nam żadnych imion faraonów i jakby celowo zaciemnia okoliczności historyczne tego zdarzenia. Mamy więc do czynienia z dwoma prawdopodobnymi wariantami tej historii: albo do eksodusu doszło w XV w. p.n.e. a opisy plag egipskich zostały straszliwie przesadzone albo w XVII w. p.n.e. i plagi doprowadziły do załamania państwa egipskiego. Jest też nowa chronologia egipska Davida Rohla,  wskazująca, że poszczególni faraonowie współrządzili państwem i w związku z tym ich listy panowania (zakładające, że jeden rządził po drugim) są spieprzone. W tym scenariuszu do załamania porządku społecznego w  drugim okresie przejściowym doszło w XV w. p.n.e., datą eksodusu był 1446 r. p.n.e. a faraonem, rządzącym w tym czasie był Dedumose II.

Powszechnie przyjęto, że Żydzi uciekali z Egiptu na Synaj. Synaj był jednak wówczas terytorium egipskim i znajdowały się na nim egipskie twierdze. Zatopienie wojska faraona w morzu nie mogło więc nastąpić w tzw. Morzu Sitowia, tylko raczej w Zatoce Akaba. (Czy wody wlały się do tej zatoki w wyniku jakiegoś kataklizmu sejsmicznego, tak jak tysiące lat temu wlały się na obecne Morze Czarne zatapiając tam tysiące osad ludzkich?). Góra Synaj (Dżebel al-Musa) nie jest też górą na którą zstąpił tajemniczy "Pan" w chmurze ognia i dymu, by przekazać Mojżeszowi 10 przykazań. Prawdziwą "Górą Mojżesza" był saudyjski wulkan Dżebel Al-Lawz znajdująca się w dawnym kraju Madianitów. Pasuje on do opisu topograficznego z Księgi Wyjścia, a na równinie znajdującej się pod nim znajdowano zakopaną złotą biżuterię. W pobliżu są miejsca kojarzone w lokalnej tradycji z Mojżeszem (np. Żródło Mojżesza), a także resztki ołtarza z namalowanym wizerunkiem cielca. (Co ciekawe, obecnie znajduje się tam saudyjska baza rakietowa. Podczas jej budowy zdarzyło się, że jeden z filipińskich robotników wszedł do jaskini w tej górze. Wyszedł z niej po kilku godzinach oszalały - opowiadał, że był tam duch, który mu śpiewał. No cóż, według arabskich wierzeń, w takich miejscach zdarzało się spotykać dżiny a jedna z tych istot objawiła się w jaskini Mahometowi...)

Pomińmy jednak liczne kontrowersje dotyczące peregrynacji Izraelitów po pustyni. Przejdźmy do clue tego odcinka, czyli do zburzenia Jerycha. W Księdze Jozuego, w rozdziale 6, opisano jak Izraelici zburzyli potężne, dochodzące do 6 m wysokości mury tej metropolii, za pomocą Arki Przymierza i trąb. W latach 30. John Garstang datował zburzenie Jerycha na okres między 1400 r. p.n.e. a 1380 r. p.n.e. Kathleen Kenyon później datowała to wydarzenie na około 1560 r. p.n.e. I znów mamy problem: każda z tych wersji pasuje do jednej z dwóch konkurencyjnych chronologii eksodusu. Nie to jest tu jednak kluczowe. Najważniejsze jest odkrycie Kenyon mówiące, że najpierw coś zburzyło mury Jerycha "do zewnątrz" a później miasto ogarnął wielki pożar "o ekstremalnej temperaturze". Z dokonanych przez nią wykopalisk wynika, że zburzone tuż przed pożarem były również domy wewnątrz miasta. Kenyon twierdzi, że to skutki działania machin oblężniczych armii egipskiej. Czy te machiny oblężnicze mogły jednak wywołać wielką falę uderzeniową, która zniszczyłaby nie tylko mury, ale również domy wewnątrz miasta? Ta fala poprzedziła wielki pożar. 


Jozue zakazał Izraelitom plądrować Jerycho. Każdy, kto wyniósłby cokolwiek z jego zgliszczy miał zostać ukamienowany. Miasto zostało objęte klątwą i nie wolno było nic na jego miejscu budować. Czy na rumowisku znajdowało coś co zagrażało zdrowiu i życiu przyszłych pokoleń?

I. M. Blake i Cynthia Weber opublikowali w latach 60. artykuł wskazujący na to, że kości zwierzęce z okolic Jerycha datowane od średniej epoki brązu po epokę żelaza wykazywały radioaktywność. Sugerowali oni, że skażone radioaktywnie mogły być tamtejsze źródła wody. Istotnie w II Księdze Królewskiej jest mowa o cudzie proroka Elizeusza, który oczyścił źródło w pobliżu Jerycha. Mieszkańcy okolicy skarżyli mu się wcześniej, że "woda jest niezdrowa a ziemia nie rodzi". Przez tysiące lat istniała tam wielka metropolia, w której kwitła aktywność ludzka, aż nagle gdzieś w XVI lub XIV w. p.n.e. miasto zostało spustoszone przez falę uderzeniową i pożar, a w tamtejsze źródła wody zostały radioaktywnie skażone. Jakieś skojarzenia? 


W historii tej pojawia się tajemniczy artefakt - Arka Przymierza, za pomocą, której Mojżesz komunikował się ze swoim bóstwem. Arka była przedmiotem niezwykłym. Zabijała bowiem, tych, którzy oddawali jej cześć. Jak czytamy w Drugiej Księdze Samuela (6, 6-8):

"Gdy przybyli na klepisko Nakona, Uzza wyciągnął rękę w stronę Arki Bożej i podtrzymał ją, gdyż woły szarpnęły. I zapłonął gniew Pana przeciwko Uzzie i poraził go tam Bóg za ten postępek, tak że umarł przy Arce Bożej.  A Dawid strapił się, dlatego że Pan dotknął takim ciosem Uzzę, i nazwał to miejsce Peres-Uzza".

Wcześniej Arka była łupem Filistynów, ale postanowili oni ją oddać Izraelitom, bo jej obecność sprowadzała na nich choroby. 1 Sm 5,6: "Ręka Pańska zaciążyła nad mieszkańcami Aszdodu i przeraziła ich. Ukarał On guzami tak mieszkańców Aszdodu, jak i jego okolic."


Król Dawid bał się później wprowadzić Arkę do swojego domu. W Świątyni zbliżać się mogli do niej jedynie kapłani ubrani w specjalne szaty - i to tylko od święta, zmieniając się i zachowując środki ostrożności. W 1933 r. Frederick Roberts, dziekan wydziału inżynierii w Lewis Institute of Technology, opublikował artykuł, w którym dowodził, że Arka Przymierza była wielkim kondensatorem. I to by tłumaczyło śmierć Uzzy po dotknięciu jej powierzchni. Nie tłumaczy to jednak "guzów', jakie dostali mieszkańcy Aszdodu.


Dziwnych guzów nabawił się też na głowie Mojżesz na Górze Synaj. Na słynnej rzeźbie Michała Anioła zostały one przedstawione jako rogi. Wj 34, 30: "Gdy Aaron i Izraelici zobaczyli Mojżesza z dala i ujrzeli, że skóra na jego twarzy promienieje, bali się zbliżyć do niego." Czy to skutek kontaktu z Panem i jego pojazdem? Czy też coś co lud wziął za tablice dziesięciu przykazań, było tak naprawdę potężnym źródłem energii umieszczonym w Arce?

Wspieranie przez bogów poszczególnych wodzów, królów i faraonów nie było traktowane przez starożytnych jako coś nadzwyczajnego. Tak jak obecnie Rosja czy USA prowadzą swoje wojny hybrydowe, tak dawniej prowadzili je bogowie. Uczestnicy tych wojen nie musieli znać ich przyczyn. Nie wiemy więc czemu postanowiono przemieścić potomków Abrahama z Egiptu w okolice dawnego "centrum kontroli lotów" w Jerozolimie. Być może jednak któremuś z Atomowych Bogów chodziło o wyhodowanie sobie rzeszy fanatycznych wyznawców, którzy mniej lub bardziej świadomie będą mu pomagać w sterowaniu rozwojem ludzkości.

Bez wątpienia  spotkanie na Synaju zmieniło historię. Kontakt z technologią bogów doprowadził do powstania mitu, wokół którego skupił się naród, który uznał się za "Wybrany". Fajerwerk w postaci zburzenia starej twierdzy broniącej przeprawy przez Jordan umocnił tę narrację. Do mitu dorobiono Prawo i cały system kontroli jego przestrzegania. Wybraństwo narodu zaczęło się jednak o wiele wcześniej - od rodu, który wiernie służył bogom w Sumerze. W Nippur, a później w Ur Chaldejskim, mieście z wielkim zigguratem boga Księżyca Sina. Tego od którego pochodzi nazwa "Synaj" i który miał się później wycofać na tereny Arabii, gdzie był znany jako bóg Księżyca Hubal, czczony też jako Allah.

Flashback: Demiurg - Prorok istoty o wielu imionach

***

A w następnym odcinku serii Atomowi Bogowie - nieco o pochodzeniu ludzkości. Być może będzie on dopiero za dwa tygodnie...