sobota, 30 grudnia 2023

Ile mamy jeszcze czasu?

 


Człowiek wyglądający jak Putin powiedział Xi Jinpingowi, że chce przez pięć lat prowadzić wojnę na Ukrainie, czyli zakończyć ją do wiosny 2027 r. Oznacza to, że Ukraina ma być pokonana w wojnie na wyniszczenie, w której zamiast wielkich ofensyw będzie seria małych Verdun w stylu Bachmutu i Awdijewki. Oczywiście ta strategia będzie kosztowna również dla strony rosyjskiej (biorąc pod uwagę jej straty we wspomnianych bitwach), ale Rusnia jest przekonana, że stać ją na zapłacenie takiej ceny. Wyraźnie liczy na to, że Ukraina po kilku latach wojny pozycyjnej załamie się w podobny sposób jak carska Rosja, kajzerowskie Niemcy czy Austro-Węgry. Pojawiają się też kolejne oznaki zaostrzania reżimu wewnętrznego w Rassiji. Widać więc wyraźnie, że wojna służy transformacji rosyjskiego państwa w stronę zmilitaryzowanego, totalitarnego reżimu, korzystającego z chińskich rozwiązań. Jest oczywiście też plan B, na wypadek, gdyby coś się spieprzyło po drodze. Można ogłosić oficjalnie śmierć Putina i wyciągnąć z łagru Nawalnego jako wielkiego resortowego "demokratę". Ów wielki "demokrata", "prześladowany" przez władzę, jakimś dziwnym trafem tweetuje z kolonii karnej na dalekiej Północy. Szkoda, że nie ponarzekał w tweecie na kiepskie wi-fi w celi...

Oczywiście Rusnia traktuje Ukrainę tylko jako wstęp do generalnej konfrontacji z NATO. Amerykański wywiad twierdzi, że Kreml wstępnie zaplanował wojnę z Polską na 2028 r. Współgra to ze słowami Zełenskiego o tym, że Rassija zaatakuje w 2028 r. państwa bałtyckie. Oczywiście nic nie jest przesądzone. Ten harmonogram może się przesunąć lub całkowicie zawalić. Nie ulega jednak wątpliwości, że państwo polskie powinno mocno przygotowywać się na ten scenariusz. Wojna jest przecież kwestią życia lub śmierci dla państwa i w jej obliczu wszystkie inne sprawy powinny zejść na bok.

O tym, że mamy jedynie kilka lat czasu, aż Rosja odbuduje swój potencjał agresywny przekonuje choćby Marek Budzisz w swojej "Pauzie strategicznej". Wskazuje on również jak nasi zachodnioeuropejscy "sojusznicy" są beznadziejnie przygotowani na działania wojenne. Brak dostatecznej gotowości dotyczy również USA, które zmagają się m.in. z kryzysem rekrutacji do wojska. Budzisz wskazuje jak mocno Waszyngton liczy na to, że spełnimy zapowiedź poprzedniego rządu mówiącej o stworzeniu 300-tysięcznej armii. Przekonująco wyjaśnia jednak, że to zadanie nie uda się bez przywrócenia poboru powszechnego, choćby i w elastycznej formie (podobnej jak na Łotwie). Moim zdaniem, poborem powinny zostać objęte również dziewczyny. Uniknie się w ten sposób oskarżeń o to, że pobór jest kolejną formą dyskryminacji mężczyzn (kolejną obok m.in. nierównego wieku emerytalnego). Skoro Julki mają energię, by bazgrać po murach kościołów i wydzierać się na ulicach, to będą miały ją również, by pełzać w błocie na poligonie.  Sowieckie doświadczenia z II wojny światowej pokazują, że kobiety doskonale sprawdzają się w wojsku. Komunizujące Julki powinny trochę doświadczyć komunizmu wojennego na własnej skórze...

Ze strony rosyjskiej trwa testowanie nowego rządu. Zaczęło się od zakłócania sygnału GPS nad Polską, a w piątek nad naszym terytorium przez 3 minuty leciała rakieta manewrująca. Oczywiście te rakiety wykonują różne nieoczekiwane manewry, by zmylić ukraińską obronę przeciwlotniczą, ale te manewry są wcześniej zaprogramowane. Opcja przelotu nad Polską musiała się więc znaleźć w programie. Jeśli więc Tussk i jego przydupasy myślały, że stosunki z Moskwą będą podobnie łatwe jak w latach resetu, to się przeliczą.

Co robi (nie)rząd w obliczu zagrożenia militarnego? Gmera przy kontraktach zbrojeniowych z Koreą Południową. Próbuje się z nich wyślizgnąć, by w miejsce koreańskich czołgów i artylerii kupić Leopardy i inny niemiecki szmelc płonący na zaporoskich polach. Swoimi kombinacjami już do orgazmu doprowadzili arcyonucowca Panasiuka. Zrobić dobrze takiemu dwunożnemu kawałkowi gówna jak towarzysz Kutasiuk - naprawdę trzeba mieć do tego talent.


Przy okazji wprowadzania dupokracji do mediów publicznych, ekipa centrolewu zdecydowała o zaprzestaniu działalności przez kanał TVP World. Kanał ten był obecny w amerykańskich kablówkach i chętnie oglądali go anglojęzyczni eksperci. Był on uznawany za głos naszego regionu, pokazujący ludziom Zachodu, co się dzieje na Ukrainie czy  w państwach bałtyckich. Niestety redakcja TVP World nie uświadamiała wcześniej Zachodu o naturze obecnej ekipy rządzącej, bo wielu zagranicznych ekspertów współpracujących z tym kanałem było autentycznie zszokowanych rosyjsko-białoruskimi standardami wdrożonymi przez rząd Tusska. Postrzegali to jako krok będący bardzo na rękę Rosji i jej machinie propagandowej. Oburzał się z tego powodu choćby Sergej Sumlenny, znany ukraińsko-niemiecki politolog, który od lat ostrzegał przed rosyjską agresją i ludobójczymi planami Rosji. Co zrobili debilnirazem? Zaczęli go oskarżać o to, że jest "rosyjskim agentem". `Można to uznać za zwycięstwo idiokracji. Dla libka biorącego "wiedzę" o świecie z TVNu czy Wyborczej "rosyjskimi agentami", są ci, którzy Rosji autentycznie szkodzili (choćby tylko propagandowo), a  największymi bohaterami walki z Rosją są gejnerałowie Nosek, Pytel czy Różański. Tylko czekać, aż Piątek z Pińskim i Wiejskim zrobią z Panasiuka nowego Giedroyicia.

***

W Święta Bożego Narodzenia oczywiście miałem nieco więcej czasu na lektury. Przeczytałem m.in. wspomnianą wyżej "Pauzę strategiczną" Budzisza. To książka niewątpliwie ciekawa, choć jednocześnie dosyć ciężka. Większa część jej treści to bowiem streszczenie debat strategicznych toczonych na Zachodzie i w Rosji. Można z niej jednak wyłowić wiele ciekawych informacji oraz interpretacji. Budzisz twierdzi choćby, że Rassiji niewiele brakowało, by wiosną 2022 r. osiągnąć sporą część swoich celów wojennych. Toczyły się wszak wówczas rozmowy pokojowe, w których Ukraina była gotowa pójść na duże ustępstwa, by zakończyć wojnę. Rozmowy te zostały zakończone po odkryciu masowych grobów w Buczy oraz po wizycie Borisa Johnsona w Kijowie (bodajże 9 kwietnia 2022 r.). Brytyjski premier skutecznie przekonał ekipę Zełenskiego do przerwania negocjacji. Dobrze pamiętam jak wyły z tego powodu środowiska onucowskie...

Bardzo ciekawa jest również "Polska na wojnie" Parafianowicza. Pomijając zakończenie tej książki (będące zwyczajnym ideologicznym pieprzeniem o konieczności współpracy z Niemcami i Brukselą), przytaczana jest tam masa insiderskich historii dotyczących naszego wsparcia dla Ukrainy i gier dyplomatycznych towarzyszących temu konfliktowi. Przypomina to miejscami film "Wojna Charliego Wilsona" - naszym odpowiednikiem byłaby "Wojna Michała Dworczyka". To ów doradca premiera Morawieckiego okazał się bardzo zdolnym architektem systemu wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Nie sposób się nie uśmiechnąć choćby czytając jak sugerujemy Ukrom, by po prostu "ukradli" Migi-29, które im zostawimy w skrzyniach w lesie. Można sobie przypomnieć okres, gdy nasza polityka zagraniczna była hiperskuteczna. Parafianowicz opisuje też przyczyny pogorszenia naszych relacji z Ukrainą. Podstawową było gwiazdorzenie Zełenskiego, który uznał, że jest wszechmocny na scenie międzynarodowej i jako nowy Mahatma Gandhi "nie potrzebuje asystentów" takich jak prezydent Duda. Zełenski autentycznie miał na za złe, że nie uruchomiliśmy Artykułu 5 po Przewodowie - choć generał Załużny od razu zadzwonił do nas z przeprosinami. Na to nałożyła się ideologiczna i oderwana od rzeczywistości koncepcja durnia patentowanego Jake'a Sullivana, by jednak trzymać się oparcia europejskiego bezpieczeństwa na Niemcach. Skończyło się więc tym, że gdy w kwietniu 2023 r. Zełenski odwiedzał Warszawę, Morawiecki przygotowywał już zamknięcie polskiego rynku dla ukraińskiego zboża. Co ciekawe, sam Kaczyński był cały czas mocno sceptycznie nastawiony do relacji z Ukrainą, widząc w niej głównie postsowieckie państwo przeżarte korupcją. Opisane są tam debaty naszych VIP-ów z pierwszych tygodni wojny. Wojskowi (generałowie Andrzejczak i Piotrowski?) przekonywali cały czas, że Kijów padnie lada dzień i że "następne 72 godziny będą kluczowe". Powtarzali to codziennie. W końcu przedstawiciel ABW powiedział: "Z naszych informacji wynika, że na przejściach granicznych z Ukrainą wróciła korupcja. To wskazuje, że sytuacja została opanowana a państwo ukraińskie się utrzyma". Co ciekawe, nasza Służba Wywiadu Wojskowego trafnie przewidziała, że dojdzie do pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Inne służby prognozowały jedynie ograniczoną rosyjską ofensywę w kierunku Krymu. W książce Parafianowicza jest też ciekawy rozdział dotyczący awarii prezydenckiego Boeinga  z marca 2023 r. Prezydent Duda leciał wówczas na spotkanie z Bidenem w Rzeszowie, gdzie go przekonał do wysłania starych T-72 na Ukrainę. Biden wcześniej miał obiekcje przed "eskalowaniem" konfliktu (te obiekcje były m.in. skutkiem pierdolenia durnia patentowanego Jake'a Sullivana). Boeing był fabrycznie niemal nowy i awaria trymera nie powinna się w nim wydarzyć.

Zdecydowanie najlepiej czytało mi się "Demona zza miedzy" Witolda Jurasza. Opisuje on w nim swoją misję w ambasadzie polskiej w Mińsku w latach 2010-2012. Jest tam rozdział o Smoleńsku. Choć Jurasz cały czas asekuracyjnie się zarzeka, że nie było tam żadnego zamachu, to jednak przytacza poszlaki wskazujące, że do zamachu doszło. Przede wszystkim to, że jeszcze przed momentem rozpadu Tupolewa, dostał telefon od polskiego dyplomaty będącego na lotnisku w Smoleńsku mówiącego, że Moskale powiedzieli mu, że samolot wykonał nieudane podejście do lądowania. Kłamliwa wersja katastrofy była więc rozpowszechniana przez Rassiję już na kilka minut przed smoleńskimi eksplozjami. Jurasz wskazywał również, że białoruskie służby zachowywały się tak jakby były przekonane o tym, że doszło do zamachu - starannie obfotografowały one choćby wrakowisko. O ile Tussk sprawiał na miejscu wrażenie mocno przestraszonego, to ludzie z jego otoczenia zachowywali się jak buce i wywoływali zażenowanie nawet u dyplomatów z długim esbeckim stażem. Kilka miesięcy później doszło natomiast do zabawnej sytuacji podczas międzylądowania w Witebsku samolotu z prezydentową Komorowską. W lotniskowym saloniku siedział tam również Wajda. Zastępca białoruskiej Służby Ochrony Prezydenta zwrócił Juraszowi uwagę, że to ten koleś, co się brzydko wyrażał o ś.p. prezydencie Kaczyńskim i zaproponował, że zrobi tej swołoczy rewizję osobistą. Jurasz obawiał się prowokacji, więc zaprotestował. - Ale musimy go w jakiś sposób ukarać. Nie damy mu herbaty! - zadeklarował białoruski bezpieczniak. I później Wajda kilkakrotnie głośno narzekał, że nie może się doprosić, by ktoś mu przyniósł herbatę :)

Jurasz sporo uwagi poświęca głupocie MSZ rządzonego przez Sikorskiego. Przypomina m.in., że wysłało ono białoruskim opozycjonistom PIT-y pocztą do ich domów na Białorusi. Sam Sikorski mocno ośmieszył się podczas wizyty w Mińsku. Spotykając się z Władimirem Makiejem, ówczesnym szefem administracji prezydenckiej, powiedział mu: "Dobrze mówisz po angielsku, gdzie się tak nauczyłeś". "W GRU. A ty gdzie się nauczyłeś angielskiego?" - odparł Makiej. "Ja na Oxfordzie. A później byłem w Afganistanie, na wojnie którą my wygraliśmy, a wy przegraliście" - odrzekł Sikorski. Makiej wówczas powiedział, że dobrze że też był w Afganistanie i dobrze, że się nie spotkali, bo by wówczas Sikorskiego zastrzelił. Później Sikorski z niemieckim, gejowskim ministrem Westerwellem spotkał się z Łukaszenką. Westerwelle powiedział Baćce, że powinien szanować mniejszości etniczne, czyli mniejszość polską. Sikorski dodał, że również powinien szanować mniejszości seksualne. Baćka stwierdził, że właściwie to jest liberałem i niech sobie geje robią co chcą "byle nie na mieście", ale może ich zamknąć w obozie w Puszczy Białowieskiej, "pardon, nie powinienem mówić przy Niemcu o obozach, ale to będzie zwykły obóz a nie koncentracyjny", po czym dodał, że nie ma nic przeciwko lesbijkom i lubi sobie na nie popatrzeć. Tego typu opowieści jest w książce Jurasza o wiele więcej - więc naprawdę warto ją przeczytać.

***


Wszystkim Czytelnikom życzę szalonych i udanych imprez sylwestrowych i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Oczywiście, jeśli będziecie mieć okazję strzelać fajerwerkami (czy czymś mocniejszym - jeśli na przykład jesteście blogerem Jaszczurem lub jego kolegą), to strzelajcie na pełnej k...! Jeśli wasz sąsiad ma irytującego psa - wiecznie szczekającego, wyjącego na balkonie i srającego po chodniku - to wykorzystajcie tę wyjątkową noc do zemsty :) Ukrom życzę, by w Noc Sylwestrową trafili w jakiś duży moskalski okręt w Sewastopolu lub w bombowce strategiczne ładnie ustawione na lotnisku w Engelsie :)



sobota, 23 grudnia 2023

To kiedy pożar Reichstagu?

 


Stosunek tuskoidów do TVP był jak dotąd schizofreniczny. Gdy sami nią zarządzali w latach 2010-2015, robili tam dosyć głupią i paździerzową propagandę z silnymi akcentami wchodzenia w tyłek putinowskiej Rosji. Gdy TVP została przejęta przez PiS (w wyniku nowych ustaw i kruczków prawnych - a nie bandyckiego najścia na gabinet prezesa), libki zaczęły jojczyć, że robi ona straszliwą pisowską propagandę. Śmiały się, że "nikt tego nie ogląda", a jednocześnie - zwłaszcza gdy przegrywali kolejne wybory - przekonywały, że ich przegrana to wina "skutecznej propagandy TVP". Ich zdaniem TVP była więc zarówno przeciwskuteczna jak i bardzo skuteczna propagandowo. Widzicie w tym jakąś logikę? Nie ważne. Ostatnie wybory parlamentarne rozwiązały ten paradoks. PiS przegrał pomimo posiadania kontroli nad TVP, której przekaz wyraźnie stracił skuteczność. Libki powinny więc machnąć ręką na to, co się mówi w TVP, bo przecież to im specjalnie zaszkodzi. Tussk mógł przyjąć strategię budowania fałszywej jedności narodowej i rozbijania środowisk pisowskich od środka. Strategia taka byłaby bardzo opłacalna w długim terminie, ale wymagałaby pokazania elektoratowi pisowskiemu, że "nie jesteśmy tacy straszni jak nas malują w TVP i w Gazecie Polskiej". Mogli sobie pozwolić na to, by TVP w dotychczasowym kształcie funkcjonowała przez parę miesięcy, czy nawet rok, a później zacząć na nią naciski finansowe lub próbować przejąć na drodze ustawowej. Ale nie, Tussk wybrał na ministra kultury dawnego pułkownika jeUOPu, byłego ministra spraw wewnętrznych, który dał się nagrać w Sowie, a później wysłał swoich ludzi, by szarpali się z Latkowskim o laptopa. (Powtórzmy: upadek ekipy PO-PSL w 2015 r. był skutkiem nieudolności tego kolesia.) Wybrał go z określonym zadaniem do wykonania. Jak to zadanie zostało wykonane: takimi samymi metodami jak we wczesnej putinowskiej Rosji, przy okazji przejęcia telewizji NTV. Wyłączenie sygnału TVP Info, regionalnych anten TVP3 i TVP World (co wywołało oburzenie renomowanych zachodnich analityków współpracujących z tą anglojęzyczną stacją), likwidacja witryn internetowych, szybkie usunięcie z serwisu VOD niewygodnych dla nowej władzy dokumentów takich jak "Reset", najazd karków na gabinet prezesa TVP, złamanie ręki interweniującej posłance - wszystko to oczywiście bez żadnej podkładki prawnej. Jak określił to profesor Stanisław Żerko "praworządność weszła na pełnej k...wie". Nawet na przewodniczącego rady nadzorczej TVP wyznaczono "memicznie" wyglądającego adwokata, zajmującego się wcześniej m.in. obroną narkogangsterów. 

 No ale oczywiście to wszystko, by stworzyć "wolne i demokratyczne" media. Jak więc przebiega budowa tych powolnych i dupokratycznych mediów? W dniu tego medialnego puczu o 19:30, zamiast Wiadomości, widzowie TVP zobaczyli na antenie jakiegoś nieudacznika z łapanki, który robił miny jak Kisielow w Rassiji 1 i pouczał ich, że byli dotychczas głupkami łykającymi propagandę, a teraz zamiast zupy będzie podawał im "czystą wodę". WTF? "Kapitan Pizda - bohater na jakiego nie zasługujemy" - skomentował jeden z moich czytelników. Następnego dnia - nadludzkim wysiłkiem - ekipa owego dupokratycznego superbohatera skleciła neo-wiadomości, które były paździerzowym cringem, który wstyd byłoby nawet puścić na tak gównianym kanale jak News24. Nic dziwnego, że wyszło to tak słabo, skoro neo-TVP współtworzą zombie, które pracowały na Woronicza jeszcze w stanie wojennym.

Taka putinada powinna zaniepokoić każdego logicznie myślącego Polaka. Ale niestety spora część priwislańców ma kłopoty z logicznym myśleniem. Nie rozumie, że skoro można bez żadnej podkładki prawnej nagle wyłączyć sygnał jednego z głównych mediów w kraju, to pewnie będzie można też za pomocą zwykłej uchwały skonfiskować oszczędności emerytalne, podnieść wiek emerytalny nawet i do 80 lat czy kwaterować ludziom w mieszkaniach nielegalnych imigrantów znad granicy białoruskiej. Jakby nie patrzeć głównym uzasadnieniem faktycznej likwidacji programów informacyjnych TVP było to, że były one opozycyjne wobec nowej władzy. Tylko takie uzasadnienie padało z ust polityków koalicji rządzącej. Żadnego innego argumentu nie było. Piękna ta dupokracja! Taka putinowska...

W całej tej aferze dziwi stanowisko prezydenta Dudy. TVN-u bronił bardzo zajadle. Podobnie jak sędziów Sądu Najwyższego, którzy plują teraz na jego prerogatywy. Bronił też generałów-nieudaczników. Swoich ludzi w TVP jakoś specjalnie nie broni. Nie wygłosił żadnego orędzia. A przecież mógł coś takiego zrobić, nawet gdyby mu go nie puścili w TVP. Erdogan - podczas prawdziwego zamachu stanu - wygłosił orędzie poprzez apkę na komórce i zmobilizował swoich zwolenników. Czy się więc prezydent Duda czegoś obawia? Czy obiecano mu jakieś fajne stanowisko po zakończeniu kadencji? Nie wiem, ale wygląda to słabo. Oczywiście sam PiS też jest częściowo sam sobie winny. Przez ostatnie osiem lat mógł rozliczać ludzi Tusska i Komoruskiego, mógł też budować prawicowe media prywatne - a nawet Republice nie dał miejsca na MUXach. Naprawdę nie mogę się nadziwić, czemu sędziowska kasta skazała w jakiejś bzdurnej sprawie Kamińskiego i Wąsika - ekipa Tusska powinna przecież ozłocić tych polityków PiS, za to, że zbyt słabo ją rozliczali.

Muszę jednak przyznać, że dziennikarze TVP naprawdę mi zaimponowali. Pomijając nieliczne wyjątki (niestety na stanowiskach kierowniczych), nie przeszli na stronę wroga. Nie próbowali się do niego koniunkturalnie przymilać. Stawili opór - jak dotąd nie pozwalając opanować uzurpatorom choćby budynku przy Placu Powstańców Warszawy. Domyślali się pewnie od miesięcy, że mogą spotkać ich czystki. Że tuskoidy im nie odpuszczą. I sami też nie odpuszczali. Cisnęli libków do końca. Niektórzy twierdzą, że robili propagandę. Na czym jednak polegała ta propaganda? Na pokazywaniu polityków obecnej koalicji bez upiększeń, takimi nędznymi kreaturami jakimi oni są. Dziennikarze TVP naprawdę wierzyli w to, co przekazują. To najbardziej ideowi ludzi z obozu PiS. Ludzie tacy jak Rachoń czy Kłeczek w sumie lepiej by się sprawdzili na stanowiskach partyjnych i rządowych niż wielu z tych mdłych parlamentarzystów PiS, tych którym nawet nie chciało się wygrywać wyborów.

Warto również zwrócić uwagę na międzynarodowy kontekst całej akcji. W dniu najścia na TVP, w Warszawie przebywała komisarz Jourova  i cyknęła sobie sweet focię z Markiem Brzezińskim. Biden wysłał natomiast Tusskowi list gratulacyjny. Nie ulega wątpliwości, że cała akcja miała poparcie Brukseli i Waszyngtonu. Bruksela podejmuje ostatnio działania mające ograniczyć wolność słowa - pozwała choćby portal X, za "dopuszczenie do rozpowszechniania dezinformacji". "Sir! Nie może Pan tego pisać! Nie może Pan postować tego mema! Proszę zamieścić mema zatwierdzonego przez UE!" - taki jest przekaz unijnych urzędników. Ich marzeniem jest to, by media w całej Europie produkowały jednakowy przekaz. Mniej więcej tak jak w Niemczech. Niemieckie media są śmiertelnie nudne i unikają krytyki władz RFN. Spośród międzynarodowych kanałów informacyjnych nie ma niczego bardziej drętwego niż Deutsche Welle. Globaliści chcą, by taki system gównodziennikarstwa był standardem światowym. "Wszystko jest ok, imigranci ubogacają społeczeństwo, a ty jedz sojową papkę z gównem, bo jest zdrowa!". 

Ponieważ te działania są prowadzone również przez Stany Zjednoczone w innych krajach, to również Amerykanom należy się odgryźć wojną propagandową będącą obcą ingerencją w ich wybory. Skoro oni od dekad mówią innym krajom, jakie powinny mieć rządy, to myślę, że my też możemy zaingerować w ich procesy demokratyczne. Życzę więc Amerykanom, by znów mieli Trumpa jako prezydenta - z Kanye Westem jako wiceprezydentem :) I żeby na nagrobku Mareczka Brzezińskiego napisano, że "zmarł z powodu bólu d... po przegranej wojnie memowej".

***

"Co ty, bronisz Holeckiej!" - taki argument można często usłyszeć podczas debat dotyczących TVP. Nie, nie bronię Holeckiej. Jakbym rządził TVP, to bym sam ją wysłał na emeryturę. Uważam bowiem, że prezenterkami powinny być młode i ładne kobiety. W TVP za rządów prezesa Kurskiego było ich akurat sporo. Lubiłem m.in. Emilię Ziemnicką, Małgorzatę Opczowską, Annę Bogusiewicz i Martę Piasecką. Teraz niestety tych prezenterek nie pokazują w neo-TVP. Zamiast nich w jedynym programie (gówno)informacyjnym puszczają Kapitana Pizdę. I to przesada, bo porno nie powinno się puszczać w telewizji publicznej o 19:30.

***

Myślałem, że nie będzie mi się chciało robić wpisu rankiem 23-go grudnia, ale niestety historia znów przyspieszyła. 

Jeszcze raz życzę więc Szanownym Czytelniczkom Cudownych Świąt Bożego Narodzenia, podczas której na chwilę oderwiemy się od krajowego i globalnego syfu. Wesoła Chanuka już była - przynajmniej w Sejmie. Wszystkim trollom, którzy chcieliby mnie wkurwiać swoimi głupimi komentarzami życzę natomiast świątecznego ch... w dupie! Ho ho ho! Merry Christmass!






sobota, 16 grudnia 2023

Ha-ha-ha-nuka Gerszoma Brauna

 


Ilustracja muzyczna: Eric Schwartz - Crank that Kosha Boy

Za każdym razem, gdy Grzegorz Braun mówi "Szczęść Boże!", to pewnie myśli "Niech będzie błogosławiony Sabataj Cwi!". I tak należy interpretować incydent z hanukową gaśnicą w cyrku zwanym Sejmem.


Przyznam się - śmiałem się do rozpuku, z akcji jaką on odwalił. Śmieli się jednak nawet sami Żydzi, o czym świadczył choćby taniec z gaśnicą na uczcie chanukowej w łódzkiej gminie żydowskiej. No bo nie sposób było się nie uśmiechnąć widząc Brauna przyprószonego proszkiem z gaśnicy i reakcję ezgaltowanej kobieciny, która mu weszła w strumień. (A teraz twierdzi ona, że w wyniku porażenia proszkiem z gaśnicy  "nie może mówić", co jednak nie przeszkadza jej udzielać wywiadów. Czyżby chciała zostać polskim Georgem Floydem? "I can't breath!" :). Naprawdę żałuję, że Kanye West nie został posłem do naszego Sejmu - świetnie by razem z Gerszomem Braunem niszczyli autorytet tej instytucji.

Śmiech, śmiechem, ale akcja sabatejskiego reżysera przyniesie pewne konsekwencje. Niektóre złe, niektóre dobre,  niektóre neutralne.

Rządząca koalicja dupokratyczna wykorzysta ten incydent do przykręcenia śruby wszelkim potencjalnym krytykom za pomocą nowych praw o "mowie nienawiści". Docelowo polskojęzyczna debata publiczna ma bowiem wyglądać w ten sposób:

- Wszystkich nas zachwyca rotacyjny marszałek Hu*ownia i wszyscy uważamy, że jest Szymon Kotłownia wieeeeeeelkim maaaaarszałkiem jest...

- Ale jak tak nie uważam...

- Jak to nie uważasz!!! Ty nienawistniku!!!

Wielu ludzi również uważa, że prowokacja posła Brauna ma sprawić, że Polska znów będzie postrzegana jako kraj straszliwych antysemitów. Ja bym się o to nie martwił. Państwo Izrael bowiem w ostatnich tygodniach propagandowo samo zapięło się w dupala - choćby nie kontrolując tego, co różni idioci służący w jego armii wrzucają do mediów społecznościowych. Sympatia światowej opinii publicznej mocno przechyliła się na stronę palestyńską. Antysyjonizm jest najmodniejszy od lat 40-tych. Zachodnia młodzież podśpiewuje sobie "From the river to the sea, Palestine will be free" i pali flagi izraelskie. Mocno gardłują za Izraelem w Europie jedynie... prawicowi prorosyjscy populiści tacy jak Wilders, Le Pen czy Orban. W tej sytuacji można na antysyjonizmie ugrać więcej niż na filosemityzmie w stylu pierwszej dekady XXI wieku.

Braun na pewno fatalnie rozegrał tę sprawę propagandowo. Zamiast pieprzyć o "satanistycznym obrzędzie" powinien powiedzieć, że zrobił to w proteście przeciwko izraelskim bombardowaniom Strefy Gazy i "holokaustowi dokonywanemu przez Izrael na Palestyńczykach". Przyklasnęłaby mu cała "postępowa opinia publiczna" na świecie. 


Dobrym aspektem performence'u posła Brauna jest to, że uderzy on w Konfę, czyli w cichego koalicjanta TuSSka. Jak już wskazywałem, bez zepchnięcia  Konfy pod próg wyborczy nie zaistnieje na prawo od PiS żadne sensowne ugrupowanie nacjonalistyczne - sensowne czyli wolne od rosyjskiej agentury, projanuszowych libków i płaskoziemców. Jak to powiedział minister Nitras? "Jak będziemy rządzić z Konfederacją, to my zajmiemy się rządzeniem a Konfederacja wami?" Może poseł Braun źle to zrozumiał. 




Ciekawe też czy Braun stanie się Jokerem, który będzie miał tabuny siejących chaos naśladowców? Jak na razie zakładam, że przebieranie się za niego będzie bardzo popularne w Purim.

A co do samej Chanuki... Uroczystość zapalenia świecznika w Sejmie zorganizował Chabad, czyli organizacja złośliwie nazywana przez ortodoksyjnych Żydów "religią najbardziej zbliżoną do judaizmu". Wbrew temu, co mówi sabatejczyk Braun, Chabad jest nieco mniej "talmudyczny", o czym świadczy choćby to, że prowadzi działania prozelickie. Dali się złowić Chabadowi m.in. Ivanka Trump i Javier Milei. 

Patlewicz, czyli jeden z akolitów Brauna, zbłaźnił się pisząc, że Chanuka upamiętnia "mord skrytobójczy Judyty na Holofernesie". Gostek chyba oglądał "świerszczyki" na lekcjach religii, skoro wypisuje takie głupoty. Chanuka upamiętnia bowiem Powstanie Machabejskie, a nie historyjkę z Księgi Judyty. (Notabene pełna historycznych bzdur Księga Judyty jest częścią katolickiego kanonu biblijnego, a Kościół wskazywał, że starożytna różowowłosa yandere Judyta biegająca z zakrwawionym nożem i odciętą głową była prefiguracją... Maryi.) Powstanie Machabejskie uratowało żydowski monoteizm przed asymilicją z kulturą grecką. To czy to uratowanie wyszło światu na dobre to inna sprawa. Jezus pewnie i tak pojawiłby się na świecie. Skoro nie wśród Żydów, to może wśród Ormian...


Czy jednak chanukija powinna pojawiać się w (Kne)Sejmie? Żydów w Polsce jest obecnie mniej niż Hindusów, a Divali przedstawiciele naszych władz jakoś nie świętują. A można by przecież w Sejmie z tej okazji zapalić takie ładne hinduskie lampki z indyjskimi swastykami. Podobnie można by przeprowadzać tam ceremonie rodzimowierskie czy islamskie. Ktoś powie, że z Żydami łączą nas dużo większe związki historyczne niż z Hindusami, ale przypomnę, że owe związki są od wieków pożywką dla kontrowersji oraz negatywnych emocji. Ceremonia zapalania świecznika chanukowego jest postrzegana przez sporą część Polaków po prostu jako przykład na to, że jedna z mniejszości chce być uprzywilejowana wobec innych. Ta ceremonia - sama w sobie nieszkodliwa - po prostu drażni. Oczywiście wszyscy rytualnie potępiają antysemityzm Brauna, ale wielu spośród rzucających na niego przekleństwa prywatnie cieszy się z numeru jaki on odwalił. Piszę to, sam mając w domu małą chanukię (którą wygrałem w konkursie wiedzy o Izraelu) i będąc od lat posądzany przez różnych zjebów o bycie zarówno "agentem Mossadu" jak i "typowym polskim antysemitą".

A co do samego antysemityzmu, to warto przytoczyć fragment rozmowy oberpolitruka Wiktora Grosza z generałem Berlingiem. Grosz usilnie dopytywał się go, co sądzi o Żydach. Zirytowany Berling odparł mu: "Lubię ładne Żydówki". 

I w sumie ja też, tylko bardziej w stylu Scarlett Johansson niż Gal Gadot.

***


A wszystkim Czytelnikom życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia/Szczodrych Godów!



sobota, 9 grudnia 2023

Libki porzucą Ukrainę

 


Zaryzykuje pesymistyczną prognozę, że wojna na Ukrainie niczego libków nie nauczyła. Tak jak z wielkim entuzjazmem wklejali sobie flagi ukraińskie do profilówek, uczestniczyli w zrzutkach na bayraktary czy udzielali pomocy uchodźcom z Ukrainy, z takim samym entuzjazmem spora część z nich przyklaśnie wymuszonemu na Ukrainie rozejmowi, będącego jej faktycznym rozbiorem. A jak jeszcze ogłoszą śmierć Putina i nadejście nowej ekipy na Kremlu mającej "modernizować" i "demokratyzować" Rassiję, to polityczny orgazm wśród libków będzie powszechny. Nic nie cieszy jak wymuszony, kruchy pokój, będący wstępem do większej i bardziej krwawej wojny.

Pamiętam dobrze czasy resetu z lat 2008-2013 i z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że ówczesne zachwyty "modernizującą się" Rosją bardzo przypominały ochy i achy nad transami startującymi w wyborach miss. Jacy to onx pięknx i odważnx! Tak samo Rassija - gdy staje się politycznym transem, czyli udaje normalny i cywilizowany kraj (jakim nigdy nie była), to liberalna część opinii publicznej zamienia się w endeko-sowieciarzy z Klubów (Bez)Myśli (Anty)Polskiej i gotowa jest dać się pociąć za możliwość possania katechona karzełkowi Putinowi, zapijaczonemu żulowi Miedwiediewowi czy innej kreaturze z Kremla i Łubianki.

Ostatnio mieliśmy do czynienia z zablokowaniem w Kongresie USA pakietu pomocy dla Ukrainy. To sytuacja przywodząca na myśl kryzys naszego parlamentaryzmu w połowie XVII w. Blokującymi byli republikanie, w tym ewangelikalne bibliozjeby w stylu Mike'a Johnsona, przewodniczącego Izby Republikańskiej. Obsadzają się oni w roli podobnej jak bibliozjebowski hetman Janusz Radziwiłł i reszta innowierczej opozycji wobec króla Jana Kazimierza. Warto jednak zauważyć, że sama administracja Bidena spieprzyła w tej sprawie kilka kwestii. Przede wszystkim za bardzo dozowała pomoc wojskową. Trzeba było przepchnąć jej dużo więcej, gdy był inny układ sił w Kongresie i dużo większa wiara w możliwości Ukrainy. Zwłaszcza, że ta pomoc - idąca ledwie w kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie - to suma bardzo niewielka w porównaniu z całością wydatków Pentagonu, a pozwalająca na zniszczenie ogromnych ilości rosyjskiego sprzętu.

O zbytnim dozowaniu Ukrainie sprzętu mówił m.in. amerykański ekspert JP Lindsley. Przysłane Ukrainie Himarsy nazwał on "darmową próbką", która zachęciła Polskę i inne kraje do ich zakupów za miliardy dolarów. Wiadomo, że niemiecki opór przed przekazywaniem czołgów Ukrainie, przyczyniła się do tego, że Ukry nie zdołały w pełni wykorzystać skutków zeszłorocznej zwycięskiej ofensywy w obwodzie charkowskim. (Mniejsza z tym, że Leopardy okazały się typowym niemieckim gównianym szmelcem, łatwo niszczonym przez orków.) Ale do ograniczenia ukraińskich sukcesów przyczyniła się też niechęć administracji Bidena do przekazywania Ukrainie rakiet dalekiego zasięgu. Jack Sullivan, doradca Bidena, wraz z innymi durniami, przekonywał, że użycie tych rakiet "sprowokuje Rosję". Sprowokuje do czego? Przecież już i tak prowadzi ona wojnę i bombarduje Ukrainę. Ukraińskie drony biły nie tylko w most krymski, czy cele na Krymie, ale również w Moskwę, bazy lotnicze w Pskowie i w Engelsie (czyli za Wołgą!). I co? I gówno. Każdemu, kto straszył, że takie działania doprowadzą do "niebezpiecznej eskalacji" można powiedzieć: I jak pan teraz wygląda? Jak ch... wielbłąda!

Choć rozwiały się obawy przed eskalacją konfliktu, to Amerykanie przekazali Ukrainie tylko... 20 pocisków dalekiego zasięgu ATACMS. Nadal więc się boją, by nie zadali bolszewickiej swołoczy zbyt dużych strat. Nawet rosyjski turboliberał Garry Kasparow napisał: "Biały Dom, nie chce by Ukraina wygrała. Pytanie brzmi: dlaczego. Ponieważ tego nie powiedzą, odpowiedź jest czymś, z czego powodu byliby zawstydzeni lub straciliby na tym politycznie. Myślę więc, że oni wciąż próbują układów z Rosją oraz Iranem, zamiast je pokonać". 

Doniesienia o "Bilda" o tajnym amerykańsko-niemieckim porozumieniu, by dostarczać Ukrainie tylko tyle pomocy, by mogła się bronić, a nie mogła odbić terenów okupowanych, wydają się więc prawdopodobne. Wygląda na to, że Biden, po fiasku ukraińskiej kontrofensywy zwątpił w możliwość zbrojnego rozstrzygnięcia tego konfliktu - czyli popełnił ten sam błąd, co Truman zimą 1950 r. w przypadku Korei. Stąd też zablokowanie przez Bidena pomysłu na to, by były brytyjski minister obrony Ben Wallace został sekretarzem generalnym NATO i zaproponowanie na to stanowisko Ursuli von der Leyen, czyli kobieciny, która wcześniej rozłożyła Bundeswehrę na łopatki. To wyjaśnia również działania ambasady USA wymierzone w rząd PiS i wsparcie dla dotychczasowej opozycji. Po prostu nie chcą, by kluczowym państwem kierował rząd ostro antyrosyjski i zarazem antyniemiecki.

Ta strategia jest oczywiście skazana na klęskę. Rassija potraktuje wymuszony rozejm jako swoje zwycięstwo i potwierdzenie tego, że decyzja o rozpoczęciu wojny była słuszna. Natychmiast zacznie przygotowywać się do kolejnego, większego starcia w ciągu kilku lat. 

(Każdemu debilowi, który będzie jojczył, że "Rosji nie wolno upokarzać", odpowiem, że to właśnie jej totalne upokorzenie będzie dopiero fundamentem pokoju. To, że po 1918 r. Niemcy planowali kolejną wojnę światową nie było skutkiem tego, że zostali "upokorzeni" w Wersalu, ale tego, że zostali za mało upokorzeni. Poza kilkumiesięczną okupacją Zagłębia Ruhry, wojska sojusznicze nie zajęły terytorium Niemiec "właściwych". Zupełnie inaczej było po 1945 r. - niemieckie miasta leżały w gruzach, ludność z terenów wschodnich masakrowana na szlakach ucieczki, kobiety zbiorowo gwałcone przez Sowietów, a grupa - niestety zbyt mała - przywódców politycznych i dowódców wojskowych została powieszona. To sprawiło, że Niemcy stali się społeczeństwem bojącym się wojny.)

Jak na razie mamy duże szczęście, bo Ukraina wciąż walczy. Tak, nie udało jej się odbić terenów Zaporoża. Utknęli na linii obronnej, którą świniorosy zbudowały, gdy Zachód spierał się o to ile Ukrom wysłać tych gównianych Leopardów. Ale kiepsko idzie bolszewickiej swołoczy prowadzenie akcji ofensywnych. Pod Awdijewką, na 23 potwierdzone sztuki wyeliminowanego ukraińskiego sprzętu bojowego przypada 311 sztuk wyeliminowanego sprzętu rosyjskiego. Wszystko w walce o zadupie pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Ukraińcy mają wciąż wielkie szczęście, bo Świniorosy jeszcze nie nauczyły się prowadzić działań ofensywnych. Szczęściem Ukrainy jest też to, że rosyjskie lotnictwo nie potrafi prowadzić kampanii bombardowań strategicznych. Ukraina zdołała też już de facto wygrać kampanię morską - rosyjska Flota Czarnomorska totalnie się skompromitowała nie potrafiąc przeprowadzić blokady morskiej, tracąc wiele okrętów i de facto wycofując swoje siły z Sewastopola do Noworosyjska. (No cóż, mówimy o flocie, która podczas inwazji na Gruzję wymyśliła sobie "zwycięską bitwę" z gruzińskimi okrętami, które wówczas stały w porcie Poti, unieruchomione ze względów technicznych. Pasmem klęsk były też działania tej floty w drugiej wojnie światowej. Flota Czarnomorska jest więc największym zbiorowiskiem ciot w całych siłach zbrojnych ŚwinioRosji. Jej dowódcy tak mocno ssą pałkę, że mogliby konkurować na obciąganie z gejnerałem Różańskim. ) 

 Oznaką tego, że Rosja wyczuła osłabienie woli USA do prowadzenia wojny, jest to, że odpaliła ona dywersję strategiczną w postaci ataku Hamasu na Izrael. (Drobna obserwacja: wielu ludzi krytykujących Izrael za obracanie w gruzy Strefy Gazy, nie miałoby nic przeciwko, gdyby podobnie potraktować paryskie przedmieścia i inne ośrodki zamieszkałe przez kryminogennych nachodźców.) Dywersja okazała się skuteczna. Cały świat patrzy bowiem na Strefę Gazy, a stracił z oczu Ukrainę. Amerykańskie bibliozjeby z Kongresu rzuciły się na pomoc dla swojej duchowej ojczyzny, czyli Izraela - choć Izrael dobrze sobie radzi z zabijaniem Palestyńczyków i nie potrzebuje w tym pomocy USA. Drugą dywersją strategiczną jest szopka odwalona przez komunistyczny reżim Wenezueli z aneksją większości terytorium Gujany. Trzecią dywersją może być coś, co odpali Korea Płn.  A Ameryka daje się w ten sposób robić...

Oczywiście możemy krytykować kongresmenów-bibliozjebów za to, że nie widzą interesu w pomaganiu przez USA Ukrainie. To, że nie widzą jednak w tym interesu jest jednak klęską amerykańskiej i ukraińskiej machiny propagandowej. Grzała ona bowiem tylko jedną stronę spektrum politycznego. Połączono ukraińską walkę o utrzymanie niepodległości i obronę przed rosyjskim ludobójstwem ze sprawami LGBT, feminizmem i społeczeństwem ot(w)artym. A trzeba było też wykorzystać narracje trafiające do ucha przedstawicieli prawicy. Z sondaży wynika, że wśród republikanów rezonowały choćby tematy związane z przestępstwami seksualnymi świniorosów na Ukrainie - w tym z przypadkami pedofilii - a także z przypadkami prześladowań ewangelikalnych protestantów na terenach okupowanych. Można by do tego dołączyć przykłady gloryfikowania przez Rassiję sowieckiego komunizmu, przypomnieć, że jest ona w zasadzie krajem libertyńskim, o zastraszających statystykach rozwodów, aborcji i narkomanii. Można było wskazać, że wśród rosyjskich elit roi się od gejów. Można było pokazać amerykańskim republikanom, jak Rassija i Białoruś organizowały wspólnie z libkami kryzys imigracyjny na granicy NATO. Można przypomnieć jak Rassija kuma się z Iranem, Hamasem, talibami, ChRL, Koreą Północną, Wenezuelą i Kubą. Można było pięknie rozkręcić maccartystowskie nastroje w USA. Ale tego nie zrobiono...

Nie podsycano antysowieckich nastrojów na amerykańskiej prawicy, bo demokraci uznali, że należy ową prawicę wcisnąć w szufladkę zwolenników strasznego rosyjskiego dyktatora. To dlatego na przykład powiązany rodzinnie z amerykańskimi służbami Tucker Curlson tłoczy do głów republikanów prorosyjską propagandę. To dlatego propotinowscy są inni prowocy pracujący dla Fedziów. Takie mają po po prostu zadanie służbowe. Podobny schemat widzimy w Europie. Masz popierać wszystkie, nawet najgłupsze pomysły globalistów z Brukseli i Berlina, bo inaczej będziesz strasznym "populistą". "Populiści" mają być oczywiście zagospodarowani przez służbowe, werbalnie proputinowskie partyjki takie jak francuski Front Narodowy czy niemiecka AfD. 

Taka strategia nie udała się jednak w Polsce. Nasza największa partia "populistyczna", czyli PiS prowadziła politykę proukriańską, proamerykańską i antyrosyjską. Takie są fakty. Tylko debil o mózgu zniszczonym przez heroinę czy rosyjski agent może twierdzić inaczej. Oczywiście PiS nie walczył z rosyjską agenturą tak jak powinien - choćby serial "Reset" powinien powstać kilka lat wcześniej, podobnie jak Komisja ds. Rosyjskich Wpływów. PiS w oczach amerykańskich demokratów i globalistów z Brukseli (nie mówiąc już o Berlinie) nie był jednak wymarzonym "namiestnikiem", bo choć wdrażał wiele brukselskich pomysłów, to w przypadku niektórych nie robił tego z entuzjazmem, grał na czas, czy wręcz stosował sabotaż. Kwestia wymiany tej ekipy na inną nie była aż taka trudna. Ważniejszą kwestią będzie jej podmianka na inną "prawicę"  - czyli na Trzecią Nogę i Konfę. Konfa jest idealna do roli koncesjonowanej opozycji, bo dużo w niej libków i rosyjskiej agentury wpływu. Może więc odgrywać rolę "prorosyjskich populistów". Konfa będąc jednak cichym koalicjantem koalicji dupokratycznej ryzykuje zejście w następnych wyborach pod próg. Autentyczni nacjonaliści Konfą bowiem gardzą jako ugrupowaniem libkowskim i promoskiewskim. Stąd na ostatnim Marszu Niepodległości okrzyki: "Konfa wy śmiecie, ludzi oszukujecie!". Zniszczenie Konfy jest bowiem szansą na powstanie autentycznie nacjonalistycznego ugrupowania, które będzie mogło dyscyplinować PiS z prawej strony, a w innych układzie powyborczym kontynuować tę rolę jako jego koalicjant. 

 ***

Odnośnie śmierci Henry'ego Kissingera - polecam Wam ciekawy artykuł znanego Wam autora o ustawionej wojnie Jom Kippur. 

sobota, 2 grudnia 2023

Hongkong: Miasto przeciwko supermocarstwu + Requiem dla Kissingera

 


Znany Wam autor miał niedawno wykład dotyczący Rewolucji Parasolek z 2014 r. w Hongkongu oraz o późniejszej walce mieszkańców tej metropolii przeciwko komunistom z Pekinu. Walki, niestety, na chwilę obecną, przegranej. Jest tam też trochę obserwacji dotyczących samej ChRL i natury jej ustroju oraz sytuacji w Republice Chińskiej (Tajwanie).

***

Miałem ochotę na tym zakończyć ten wpis, ale muszę się odnieść do śmierci Henry'ego Kissingerga. Tak się niefortunnie złożyło, że jego obszerna i barwna biografia wymagałaby długiej serii sążnistych wpisów blogowych, a ja dzisiaj nie mam za bardzo czasu nawet na jeden dłuższy wpis. Ograniczę się więc tylko do zaznaczenia pewnych wątków z jego bogatego życiorysu.


W odróżnieniu od materialistów uważam, że dusza ludzka egzystuje po śmierci ciała. I myślę, że Henry rozpoczął nowy etap kariery - został doradcą politycznym Szatana.




Czy Henry był jednak wcieleniem zła? O ile lewica lubi mu zarzucać "zbrodnie wojenne" takie jak bombardowania Kambodży czy danie zielonego światła dla zamachu stanu Pinocheta, to moim zdaniem niektóre kontrowersyjne decyzje Kissingera były w pełni uzasadnione. Część z tych decyzji była po prostu genialna. Jego mistrzowskim posunięciem było choćby wyreżyserowanie wojny Yom Kippur (Izrael miał dać się pobić Egiptowi w początkowej jej fazie), co otworzyło drogę do pokoju między Izraelem i Egiptem. Wojna też i równie wyreżyserowany kryzys naftowy stały się także fundamentem systemu gospodarczego Wielkiego Minotaura, funkcjonującego do 2008 r. 




Problem z Henrym Kissingerem polegał jednak na tym, że nie wiadomo do końca dla kogo on pracował. Karierę rozpoczynał w amerykańskim wywiadzie wojskowym w czasie drugiej wojny światowej. Michał Goleniewski, dezerter z peerelowskich służb, twierdził, że Kissinger został zwerbowany przez polskojęzyczny wywiad wojskowy w czasie służby w Niemczech. Miał mieć pseudonim "Bor" (Bór?). Goleniewski zeznawał to, kiedy Henry był raczej mało znanym politologiem. Nikt jednak w aktach IPN nie dokopał się żadnych informacji o tym rzekomym werbunku. Polityka Kissingera względem ChRL i ZSRR zawsze budziła jednak wiele domysłów, a w ostatnich latach Henry działał wręcz jako płatny lobbysta na rzecz Moskwy i Pekinu. Był jednym z tych, którzy sprzedawali światu bajeczkę o mądrym, racjonalnym Putinie i pozytywnej roli komunistycznych Chin w globalnym porządku. Nic dziwnego, że sobowtór Putina wysłał po jego śmierci kondolencje

Oczywiście też była spora różnica pomiędzy oficjalnym a realnym wizerunkiem Kissingera. Wszyscy chyba pamiętamy jego bon mot o telefonie do prezydenta Europy. To niejako wyznaczało strategię wspierania integracji europejskiej w stylu globalistycznym, w oparciu o Niemcy. W zaciszu gabinetu Henry był większym realistą. Na taśmach Nixona zachowała się choćby jego bardzo trafna ocena niemieckiego kanclerza Willy'ego Brandta: "Trochę głupi. Leniwy. Lubi sobie wypić".




Największą tajemnicą w życiorysie Kissingera jest jednak NSM 200, czyli memorandum z 1974 r. mówiące o konieczności depopulacji Trzeciego Świata.  Zagadką nie jest jednak to czemu Kissinger oraz inni ówcześni decydenci myśleli wówczas o ograniczeniu wzrostu liczebności ras o niższym IQ. Zagadką jest to, czemu z tej polityki zrezygnowano czy raczej przekierowaną ją przeciwko białym mieszkańcom Europy i Ameryki. Ówczesny Kissinger byłby całkowicie wyklęty przez współczesnych politycznie poprawnych libków i lewaków za to, że był rasistą. Pytanie więc, kto i kiedy przestawił wajhę w realizacji memorandum NSM 200? I czy da się ją znów przestawić?