sobota, 25 lutego 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Dzień M

Ilustracja muzyczna: Zack Hemsey - The Runner




Stalinowi wydawało się, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Wszystko toczyło się niemal według planu. Niemcy ugrzęzły w konflikcie z mocarstwami zachodnimi a ZSRR szykował się do tego, by zadać im zdradziecki cios w plecy. Błyskawicznymi uderzeniami dobić Finlandię, zająć pola naftowe Rumunii, przebić się stamtąd na Węgry i do Austrii, przewalić się przez Polskę na Berlin i Pragę, dojść aż do atlantyckiego wybrzeża Francji. Przewaga w ludziach i sprzęcie oraz element zaskoczenia przemawiały za sukcesem. Hitler zaatakował jednak wcześniej Stalina i pokrzyżował ten plan. Sowieckie wojska nie przygotowane do obrony bezładnie się błąkały po zachodniej części ZSRR, na lotniskach porzucono tysiące samolotów a ogromne składy gromadzonego przez lata materiału wojennego wpadły w ręce Niemców. - Wszystko przesraliśmy - skomentował to Stalin. Jak jednak do tego doszło? Czemu Rzesza zdołała tak bardzo zaskoczyć Sowietów? Gdzie podział się "znakomity", "owiany legendami" sowiecki wywiad?




Rosyjski historyk Władimir Karpow napisał: "Prawdziwą zbrodnią, za którą należałoby rozstrzelać Berię zaraz na początku wojny, była dezinformacja, jakiej się dopuścił w odniesieniu do zamiarów i sił hitlerowskich Niemiec. Oficjalnie Beria nie był niemieckim szpiegiem, ale przysługi, jakie oddał Niemcom i krzywda, jaką wyrządził naszej armii, są równe temu, co mogłaby przynieść wielka organizacja szpiegostwa i sabotażu". Nie ma w tym przesady. Beria rozpoczął rządy w NKWD od odwołania i aresztowania sporej części zagranicznych rezydentów. Wielu z nich rozstrzelano. Podobne czystki zostały przeprowadzone w GRU. W kluczowych ambasadach zabrakło attache wojskowych. W Berlinie nie było rezydenta aż do września 1939 r. Z dwóch funkcjonariuszy NKWD w ambasadzie, jeden nie znał niemieckiego. Później rezydentem został mianowany znany z niekompetencji Ajmak Kobułow. Rezydentura w Londynie została zlikwidowana w lutym 1940 r. i reaktywowana dopiero pod koniec roku. Przerwano kontakty z siatką z Cambridge a szczególnie kazano ich unikać z Kimem Philbym. Aż do 1944 r. ciążyły na tym sowieckim superszpiegu podejrzenia, że zaprzedał się Brytyjczykom i Niemcom. (Bajeczkami są więc teorie mówiące, że Philby zorganizował zamach na Gibraltarze.) Richard Sorge, sowiecki superszpieg w Japonii, nagle stał się w oczach centrali zdrajcą, którego starano się ściągnąć do Moskwy i rozstrzelać. Jego meldunki dotyczące niemieckich przygotowań do wojny z ZSRR, w tym ten mówiący, że atak nastąpi 22 czerwca 1941 r., ignorowano. Siatka Czerwonej Orkiestry w Niemczech została w potraktowana w lekceważący sposób. Beria zabronił Kobułowowi kontaktowania się z jej szefem Arvidem Harnackiem. Siatce kazano się skupić przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa sowieckim placówkom dyplomatycznym (!) i zbieraniu informacji dotyczących niemieckiej opozycji. Storpedowano plan wykradzenia z sejfu Goeringa tajnych dokumentów dotyczących przygotowań do wojny z Sowietami. Raporty dotyczące niemieckich planów militarnych albo trafiały do kosza w centrali na Łubiance, albo były przeinaczane i w ocenzurowanej wersji przedstawiane Stalinowi, który na jednym z takich meldunków dopisał: "Tow. Mierkułow. Możecie odesłać swoje źródło w sztabie generalnym niemieckiego lotnictwa do dupy. To nie źródło, to dezinformator. J. St.". Dezinformacja była skuteczna, gdyż do końcówki 1943 r. sowiecki wywiad cywilny nie posiadał własnej służby analitycznej a najważniejsze, syntetyczne raporty sytuacyjne przekazywane Stalinowi kompilowało najwyższe kierownictwo.  Jeden z agentów o pseudonimie "Carmen" pisał do centrali: "Dlaczego nikt nie reaguje na moje apele? Co się dzieje? Żądam, aby moje komunikaty były przekazywane najwyższej władzy". Beria zanotował 21 czerwca 1941 r. w jednym z dokumentów: "Ostatnimi czasy wielu pracowników kadrowych dopuszcza się skrajnych prowokacji i sieją panikę. Agenci "Sokół", "Carmen" i "Wierny", winni systematycznej dezinformacji, powinni zgnić w obozach jako wspólnicy międzynarodowych prowokatorów pragnących poróżnić nas z Niemcami. Inni agenci powinni otrzymać poważne ostrzeżenie." Tego samego dnia sowieckie ambasador w Berlinie Diekanozow, bliski współpracownik Berii, pisał: "I. Achmedow otrzymał od naszego agenta informację, według której jutro, w niedzielę 22 czerwca, Niemcy zaatakują ZSRR. Powiedziałem mu, a także jego przełożonemu Kobułowowi, żeby nie zwracali uwagi na podobne bujdy, i poradziłem naszym dyplomatom, żeby wybrali się jutro na piknik".



Podobna polityka była kontynuowana po 22 czerwca. Centrala nakazała rezydentowi w Berlinie skontaktować się z Harnackiem, choć wiadomo było, że ambasada była otoczona a jej pracownicy pilnowani przez Gestapo. Siatce Czerwonej Orkiestry w Berlinie przekazano wadliwy sprzęt radiowy i nie podano częstotliwości, na której będzie nadawać Moskwa. Siatka Leopolda Treppera w Belgii w ogóle nie dostała radiostacji. Nakazano połączenie siatek NKGB i GRU, co przyczyniło się do ich wpadki. Radiotelegrafiści z Brukseli nadawali całymi godzinami i zostali łatwo namierzeni w grudniu 1941 r. Nie zniszczyli szyfrów, a w jednej z przechwyconych wiadomości Abwehra znalazła nazwiska i adresy wszystkich członków Czerwonej Orkiestry w Berlinie. Jeden z radiotelegrafistów siatki zmuszony przez Niemców do współpracy umieścił w depeszach umówione sygnały mówiące centrali, że siatka została rozbita. Zostały one zignorowane a centrala podała w jednej z depeszy nazwisko Willy Lehmanna, sowieckiego agenta w centrali Gestapo. W 1945 r. ci agenci Czerwonej Orkiestry, którzy przeżyli, zostali wsadzeni za kraty na Łubiance. Kontrastuje to z podejściem Berii do jego osobistych siatek zagranicznych - niemal wszyscy jego agenci i agentki z tej grupy przetrwali wojnę bez szwanku. Igor Kiedrow, funkcjonariusz wywiadu zagranicznego, napisał na początku 1939 r. raport alarmujący, że Beria niszczy siatki wywiadu w Niemczech.  Został aresztowany. Jego ojciec M.S. Kiedrow, ten sam który w 1921 r. odkrył związki Berii z Musawatem, w kwietniu 1939 r. interweniował w tej sprawie u prokuratora Andrieja Wyszyńskiego. Powiedział mu, że wrogowie ludu przeniknęli na szczyty władzy. Napisał na kartce ich nazwiska: "Beria" i "Mierkułow". Były mieńszewik, autor nakazu aresztowania Lenina, Wyszyński powiedział o tym Berii. Starszy Kiedrow został aresztowany. Stalin chciał go zachować przy życiu, ale Beria potajemnie go rozstrzelał w 1941 r. Wcześniej wykończył jego syna.

Beria pozwalał również Niemcom na działania rozpoznawcze w ZSRR. W marcu 1940 r. wydał rozkaz, by nie strzelać do niemieckich samolotów rozpoznawczych naruszających sowiecką przestrzeń powietrzną. Pozwolił też, by po ZSRR jeździły niemieckie ekipy poszukujące grobów wojennych.



Tego że niemiecki atak nastąpi, domyślano się jednak na Kremlu. Stalin uważał jednak, że ma wystarczająco dużo czasu, by uderzyć pierwszy. Początkowo planowano atak na 1942 r. Po upadku Francji prace jednak gwałtownie przyspieszono i przesunięto datę najprawdopodobniej na sierpień 1941 r. W kwietniu 1941 r. zdecydowano o tym, że ofensywa nastąpi jeszcze wcześniej, być może na początku lipca. (W kwietniu doszło do ataku Niemiec na Jugosławię, który został sprowokowany przez zamach stanu w Belgradzie dokonany wspólnymi siłami przez... sowieckie, brytyjskie i amerykańskie tajne służby. Te ostatnie reprezentował William "Dziki Bill" Donovan, późniejszy szef OSS, który tak mocno zachwalał NKWD i wyrażał nadzieję, że USA też będą miały taką tajną służbę.)



Według rosyjskiego autora Marka Sołonina, wojna miała zacząć się od prowokacji - zbombardowania Grodna przez sowieckie samoloty pomalowane w niemieckie barwy. Do prowokacji miało dojść po południu 22 czerwca 1941 r. ! Siły sowieckie w tym rejonie nie za bardzo wiedziały rankiem tego dnia, czy ich pozycje są bombardowane przez swoich czy przez "faszystów". Osoby z dowództwa lotnictwa i obrony przeciwlotniczej tej armii zostały w ciągu kilku dni zlikwidowane przez NKWD. Wcześniej doszło do kolejnej fali czystek w wojsku. W maju i czerwcu aresztowano m.in.: dowódcę sił powietrznych Rygaczowa, dowódcę obrony przeciwlotniczej Sterna i dowódcę Bałtyckiego Okręgu Wojskowego Łoktionowa. Czystki były kontynuowane również po 22 czerwca, co wprowadzało dodatkowy chaos w systemie dowodzenia.





Sowiecka armia załamała się błyskawicznie. Jej klęska została dobrze odmalowana w książkach takich autorów jak Władimir Bieszanow, Mark Sołonin czy Wiktor Suworow. Jej przyczyną był przede wszystkim gwałtowny upadek morale, na który nałożyło się fatalne dowodzenie, brak doktryny obronnej i słabe wyszkolenie. Armia Czerwona okazała się być bezgłową masą pozbawioną chęci do walki. Sowieccy sołdaci masowo się poddawali, uciekali z pola bitwy i porzucali sprzęt. Jeden z gruzińskich oficerów służący w oddziałach rozpoznawczych przy niemieckiej Grupie Armii Północ wspominał następującą scenę z czerwca 1941 r. : niemiecka kolumna ciągnęła się aż po horyzont. Równolegle do niej posuwała się w drugą stronę tak samo długa kolumna sowieckich żołnierzy. Uzbrojonych żołnierzy, którymi Niemcy się specjalnie nie przejmowali. Gruzin zapytał sołdatów: - Gdzie idziecie chłopcy?! Odpowiedzieli mu: - Nie wiesz, gdzie można złożyć broń? Ludność cywilna również traktowała Niemców jak wyzwolicieli.

Pod koniec czerwca Stalin się załamał (lub udawał, że przechodzi załamanie). Szczerbakow, szef Sowinformbiura, zwany Sowieckim Goebbelsem (przy okazji pierwszy żydożerca ZSRR) rzucił hasło, by zastąpić Wodza Mołotowem. Politbiuro nie było jednak na to gotowe. Obawiano się, że bez Stalina chaos się pogłębi. Skończyło się na tym, że zmuszono Stalina do podzielenia się władzą. Powstał Państwowy Komitet Obrony, który do końca wojny był kolektywnym ciałem rządzącym ZSRR. Nie powstrzymało to jednak kolejnych klęsk militarnych Sowietów. We wrześniu Stalin zaczął wysyłać sowieckie rezerwy złota do USA i błagał Amerykanów, by przysłali do niego swoją armię, by broniła ZSRR. Obiecywał, że będzie ona podlegać całkowicie amerykańskiemu dowództwu. Snuto plany stworzenia sowieckiego rządu emigracyjnego w Ameryce i bano się tego, że Waszyngton może uznać emigracyjny rząd Kierieńskiego.



Sytuacja wyglądała beznadziejnie. Na początku października Niemcy ruszyli na Moskwę i łamali kolejne rubieże sowieckiego oporu. 7 października na obrzeżach Moskwy nie było już sowieckich żołnierzy. Wkrótce potem rozpoczęto minowanie budynków w mieście. Na ulicach wzniesiono barykady. Ewakuacja urzędów przybrała paniczne oblicze. 16 października w mieście rozpoczęły się zamieszki. Plądrowano sklepy i partyjne lokale. Publicznie palono komunistyczne książki i legitymacje partyjne. Niszczono portrety i popiersia przywódców. Na rogatkach miasta robotnicza milicja kontrolowała samochody i zatrzymywała partyjnych dygnitarzy. Zaatakowany przez robotników został m.in. Anastas Mikojan. Pisał o tych dniach: "Bardzo szybko rozkład materialny przeniósł się na obyczaje. (...) Młode dziewczęta oddawały się wielbicielom. (...) Mężczyźni byli zszokowani perwersyjnymi decyzjami dziewcząt i ich nieukrywanym cynizmem. (...) Służba zdrowia również poszła w rozsypkę. W szpitalu przestano zajmować się chorymi." Marszałek Żukow radził poddać Moskwę a 16 października miał zostać ewakuowany Stalin. Beria przekonywał wszystkich, by opuścić miasto. Jemu wyznaczono zadanie pozostania na miejscu i stworzenia rządu kolaboracyjnego. I wtedy nastąpił niespodziewany przełom.



 Stalin udał się do obdarzonej zdolnościami parapsychicznymi niewidomej staruszki Matriony Moskiewskiej. Ona pacnęła go pięścią w czoło i powiedziała mu: "Czerwony kogut zadziobie czarnego. Wygrana będzie po twojej stronie. Nie opuszczaj Moskwy". Postanowił zostać. W Moskwie wprowadzono stan wyjątkowy a do miasta szybko sprowadzono dodatkowe siły, które wystarczyły do odrzucenia wyczerpanych niemieckich wojsk spod stolicy. Oddziały idące na front były błogosławione kopią ikony Matki Boskiej Kazańskiej. W 1942 r. pod Stalingradem, w sporej części muzułmańskie wojska, były błogosławione czaszką Tamerlana. Gdyby wojna się przedłużyła a Armia Czerwona w jeszcze większym stopniu utraciła swój etnicznie słowiański komponent, błogosławiono by ją pewnie relikwiami Buddy...



Druga szansa na zniszczenie ZSRR pojawiła się w 1942 r. Marszałek Bagramian doprowadził do zagłady dwóch frontów pod Charkowem. Niemieckie wojska ruszyły na Kaukaz, by zdobyć azerskie złoża ropy w Baku. Spanikowany marszałek Budionny przekonywał: "Zostawmy w cholerę te mandarynkowe sady Abchazji! Po co nam ich bronić?".


W tym czasie Beria poprzez swoje gruzińskie siatki w Berlinie i Paryżu prowadził ożywioną wymianę z Niemcami. Obiecywał, że w zamian za niepodległość Gruzji podda Rzeszy cały Kaukaz. Jednocześnie wziął się za własne porządki. W Gruzji wypuszczono na wolność więźniów politycznych, powstały rady narodowe a na ulicach Tbilisi słychać było, że ze strony Niemców nie należy się niczego obawiać, bo Hitler chce zjednoczyć cały Kaukaz. Utworzono kaukaskie narodowe jednostki wojskowe w Armii Czerwonej, w których rugowano język rosyjski. Gdy dowódca 46. Armii gen. Sergackow chciał przesunąć dywizje strzelców górskich z nad południowej granicy na kaukaskie przełęcze, został spoliczkowany przez Berię, który powiedział mu: - Chcesz wydać Batumi Turkom?! Sergackow został wkrótce potem zastąpiony znajomym Berii gen. Leslidze. Przełęcze obsadziły gruzińskie jednostki, które we wrześniu 1942 r. oddały je bez walki Niemcom. Przygotowywano w Tbilisi rząd kolaboracyjny z prof. Konstantinem Gamsachurdią na czele. W sierpniu wybuchło w Czeczenii powstanie, za którym oficjalnie stała Narodowo-Socjalistyczna Partia Braci Kaukaskich. Sultan Albogaczew, szef czeczeńsko-inguskiej NKWD pisał wówczas do dowódcy powstania Tierłojewa, że rozpoczął walkę zbyt wcześnie i radzil mu się dobrze ukryć. Pisał, że dla niepoznaki każe spalić jego dom i aresztować rodzinę. Spora część czeczeńsko-inguskiego NKWD, w tym kierownik wydziału ds. walki z "bandytyzmem" przeszła na stronę powstańców.






Niemcy jednak po raz kolejny w historii okazali się totalnymi kretynami. Wstrzymali ofensywę na południe, choć mieli otwartą drogę do Baku i Tbilisi. Nie ogłosili niepodległości państw Kaukazu. Siły, które mogli z powodzeniem wykorzystać do uderzenia na Baku, wysłali na Stalingrad - choć wystarczyłoby przejść jedynie do obrony na tym odcinku przed ewentualną sowiecką kontrofensywą. Jak powiedział pewien Anglik: "Nienawiść prowadzi do wojny, a wy Niemcy wszystkie wojny przegrywacie".

***

Kolejny odcinek serii "Prometeusz" będzie poświęcony polskojęzycznym komunistom i kulisom wewnątrzpartyjnej wojny w PPR. Kto wystawiał towarzyszy na śmierć likwidatorom z AK i Niemcom.

***

Z nowszy rzeczy: znalazła się taśma z 2000 r., na której chiński biznesmen Johny Chung opowiada jak nielegalnie finansował kampanię Clintona. Kasa pochodziła oczywiście od chińskich tajnych służb. Taśma była ubezpieczeniem na życie. Chung obawiał się losu Rona Browna oraz innych zlikwidowanych świadków. W przypadku Clintonów dowody na powiązania z komunistycznymi tajnymi służbami są dużo mocniejsze od dossier CIA poświęconego rzekomym związkom Trumpa z Rosją. A jakoś nie słychać, że Clintonowie to chińscy agenci.

I wychodzi na to, że John Podesta jednak GMD - na co wskazuje to dziwne video.  Ale skoro CNN mówi, że Pizzagate to fake news, to musi być fake news...

sobota, 18 lutego 2017

Po Kim Jong Namie i po generale Flynnie...




Zabójstwo Kim Jong Nama, przyrodniego brata północnokoreańskiego dyktatora Kim Jong Una, można traktować jako kolejny "postmodernistyczny" zamach spełniający rolę widowiska. Kim Jong Nam został zabity na lotnisku w Kuala Lumpur (całkiem przyjemny port lotniczy...) przez dwie agentki, które prysnęły w niego trucizną. Jedna z nich nosiła t-shirt z napisem "LOL".  Kim Jong Nam był uznawany za bardziej ludzkiego, normalnego, przedstawiciela rządzącej dynastii. Mieszkał w Makau, pod ochroną chińskich służb i już w 2012 r. stał się celem zamachu. Nigdy nie widział się ze swoim bratem i obiecywał, że będzie trzymał się z dala od polityki. Reżim w Pyonyangu z pewnością jednak obawiał się, że Chiny mogą uczynić Kim Jong Nama liderem zastępczej ekipy, która zostałaby zainstalowana w Korei Północnej, gdy Kim Jong Un stanie się niewygodny dla Pekinu. Ostatnio obawy przed takim scenariuszem zapewne się nasiliły. Trump oskarżał przecież Chiny o to, że nie pomagają USA w sprawie Korei Północnej. Przy okazji Chińskiego Nowego Roku doszło zaś do rozmów chinskiego ambasadora w Waszyngtonie z Jaredem Kushnerem oraz Ivanką.  Kim Jong Un mógł się więc przestraszyć, że Chiny chcą go poświęcić w ramach operacji mającej na celu uniknięcie wojny handlowej z USA.


Ofiarą tajnej wojny stał się również ostatnio rufowy admirał Floyd gen. Michael Flynn, którego nagrano w grudniu podczas rozmowy telefonicznej z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie. Oficjalnym powodem dymisji Flynna ze stanowiska prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego było to, że dezinformował on wiceprezydenta Pence'a na temat treści tej rozmowy. Wersja ta jednak wygląda na wątpliwą. Flynn upiera się, że podczas rozmowy nie przekroczył on żadnych granic i jego słowa zdaje się być potwierdzone przez reakcję FBI: nie wszczęło przeciwko niemu śledztwa i uznało, że podczas dochodzenia dobrze z nią kooperował i nic nie ukrywał. Być może rozmawiał z ambasadorem o sankcjach nałożonych na Rosję w odwecie za cyberataki na serwery DNC i Podesty - cyberataki, których nie było. Flynn mógł prowadzić negocjacje zapoznawcze w imieniu prezydenta-elekta (ileż podobnych kanałów negocjacyjnych było w grze w historii amerykańskiej prezydentury...) i został odwołany dlatego, że służby zagroziły: albo głowa Flynna albo przekazujemy szczegóły negocjacji do "Washington Post" (którego właściciel Jeff Bezos zgarnął jakiś czas temu wielki kontrakt na chmurę informatyczną dla jednego z projektów CIA). Mamy do czynienia z podobnym mechanizmem jak w przypadku Watergate i spisku przeciwko Nixonowi.

Dlaczego Flynn stał się celem ataku? Przede wszystkim był osobą świetnie znającą amerykańskie głębokie państwo od wewnątrz. Był przecież szefem wywiadu wojskowego DIA za Obamy. Jak słusznie zauważył Matthew Tyrmand, nie miał też większych złudzeń co do "katechoniczności" Rosji nazywając ją kiedyś wprost "kleptokracją". Ale zaangażował się w bardzo ciekawą grę z Rosją - mającą prowadzić m.in. do zmiany syryjskiego przywódcy, zniszczenia Państwa Islamskiego oraz ograniczenia wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie. Flynn osobiście ustalał elementy tej gry z Rosjanami, Erdoganem, al-Sisim, libańskim prezydentem Aunem, królem Jordanii oraz Izraelczykami. W ramach tego dealu, Rosja miała wydać Amerykanom Snowdena-Winnickiego a Amerykanie Gulena Turkom. Jednocześnie zwiększono dostawy uzbrojenia dla koalicji rebeliancko-amerykańsko-kurdyjskiej a na południu Syrii jordańskie siły specjalne wraz z rebeliantami zaatakowały siły assadowskie. Flynn też przygotowywał się do ujawnienia dokumentów dotyczących umowy z Iranem wskazujących na to jak ta umowa jest rzekomo niekorzystna dla USA. W tle tego wszystkiego jest tajny izraelsko-saudyjski proces pokojowy oraz propozycja ministra Liebermana skierowana do Hamasu: my wam odbudujemy Gazę, wy w zamian wypuście naszych jeńców i oddajcie zwłoki naszych żołnierzy. Odejście Flynna jest więc źle oceniane przez Turcję oraz Izrael a także przez... Japonię, która uważała generała za ważnego pośrednika w relacjach z Trumpem, za swojego lobbystę.



Nie przeceniałbym wpływu odejścia Flynna na rzekomy zwrot administracji Trumpa w relacjach z Rosją: wezwanie Rosji, by zwróciła Krym Ukrainie i zakończyła wojnę w Donbasie. Takich sygnałów było wcześniej więcej, ale media oraz tacy dupoeksperci jak arcyidiota Roman Kuźniar (piszący o "Trumputinie" w dniu odwołania Flynna:) celowo ich nie nagłaśniali. A tak się akurat składa, że USA nie podjęły jak na razie ŻADNEJ akcji, którą można uznać za prorosyjską. Jest za to dalszy przerzut wojsk do Europy Środkowo-Wschodniej, objazd sojuszniczych państw przez gen. Mattisa, zapowiedzi obrony sojuszników, ruganie Rosji przez Tillersona i ambasador Halley, kontrakty na nowy sprzęt dla sił zbrojnych i plany znacznego zwiększenia wydatków na obronę. (Trump ostatnio zdziwił niektórych pisząc ciepły list do przywódcy Kosowa. A czego się spodziewaliście? USA mają zrezygnować ze swojej wielkiej bazy i oddać ją Serbom? :) Rosja znów odpowiada małymi prowokacjami, ale na o wiele mniejszą skalę niż za Obamy. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że Trump chce z nią negocjować z pozycji siły - i Szojgu nawet się do tej wiedzy przyznał. Trump natomiast stwierdził, że Putin nie pali się do negocjacji, bo jego ludzie chcą konfrontacji z Zachodem. Prorosyjscy komentatorzy mają już ból dupy, że Trump będzie wojennym prezydentem...



Znany prawicowy bloger Aleksander Ścios, napisał ostatnio (w komentarzu pod swoim tekstem):
"Na koniec „kontrowersyjna" uwaga – bardzo liczę na to, że ludzie służb USA uczynią wszystko co w ich mocy, by kadencja Trumpa zakończyła się jak najszybciej. W ten sposób najlepiej przysłużą się swojemu krajowi. " Muszę Pana Ściosa zmartwić. Ci sami ludzie, którzy według Ściosa mieliby skrócić kadencję Trumpa (czyżby marzyło mu się nowe Dallas?) jakoś zaakceptowali to, że skrócono kadencję Lecha Kaczyńskiego. Pewni ludzie w Polsce liczyli też na to, że ci sami ludzie pomogą im skrócić kadencję obecnych polskich władz.



No cóż, Ścios i ściosopodobni solidarnościowi naiwniacy wyobrażają sobie, że w CIA siedzą sami ostrzy antykomuniści w reaganowskim stylu. Nic bardziej błędnego! CIA powstała na bazie kadr OSS, która była bastionem liberałów i progressywistów ze Wschodniego Wybrzeża. Była zinfiltrowana przez sowieckie służby, wspierała komunistów takich jak Ho Chi Minh, Mao, Tito i Marcuse. To ludzie z OSS zabili gen. Pattona. To ludzi z OSS nie chciał wpuszczać do swojego królestwa gen. MacArthur. Nie bez powodu James Jesus Angleton podejrzewał o krecią robotę ludzi z samych szczytów CIA. To się niewiele zmieniło przez 70 lat, bo kierować CIA zaczęło pokolenie liberałów z 1968 r. John Brennan, szef CIA za ostatnich lat Obamy (nawrócony na islam podczas kierowania placówką CIA w Rijadzie), przyznał się, że w wyborach prezydenckich z 1976 r. głosował na kandydata partii komunistycznej Gusa Halla.  Jego poprzednik Leon Panetta przyjaźnił się z komunistami a w latach 80-tych wspierał sandinistowską Nikaraguę.  I tego typu ludzie wchodzą w skład amerykańskiego głębokiego państwa, które zaatakowało administrację Trumpa. To Brennan wykreował lipną narrację o rosyjskich koneksjach Trumpa. Assange wskazuje, że obecnie mamy do czynienia z wielką operacją destabilizacyjną CIA.  Ludzie z pewnej frakcji w służbach otwarcie przyznają, że chcą, by Trump zmarł w więzieniu.  Będą atakować jego otoczenie - np. Bannona - i przychylnych mu ludzi w resortach siłowych. Są doniesienia, że NSA podsłuchuje telefon prezydenta  a prywatna firma wywiadowcza, w której władzach zasiada Panetta zbiera brudy na administrację.

Oczywiście Trump ma również wielu wrogów w Partii Republikańskiej. To prawdopodobnie Rence Priebus stoi za rzeką przecieków z Białego Domu.  W książce "Game of Thorns"  historyk Dough Wead wskazuje, że rodzina Bushów i ludzie wobec niej lojalni grali podczas kampanii wyborczej na zwycięstwo Hillary, sabotując kampanię Trumpa. Z  oficjalnych danych o finansowaniu kampanii wynika zaś, że pracownicy funduszów Sorosa na masową skalę wpłacali datki na Jeba Busha, Johna Kasicha, Marca Rubio, Paula Ryana, Lindseya Grahama i ...Johna McCaine'a. To ciekawe, że Ścios i ściosopodobni biadają nad ingerencją Sorosa w polską scenę polityczną po stronie sił Ubekistanu a jednocześnie kupują narrację sił finansowanych przez Sorosa dotyczącą amerykańskiej administracji.

W aferze z Flynnem może być również trzecie dno. Po dymisji generała Hillary Clinton triumfalnie zatweetowała, że to konsekwencja... Pizzagate, czyli pedofilskiej afery z Podestą. W międzyczasie "New York Times" powołując się na służby podał, że sprawdzane są kontakty z Rosją także innych byłych doradców Trumpa: Cartera Page'a, Paula Manaforta i... Rogera Stone'a. W przypadku Page i Manaforta mamy do czynienia z odgrzewanymi kotletami i postaciami z drugiego szeregu, które nie pełnią żadnej roli w administracji. Straszono nimi przy okazji poprzednich kampanii dezinformacyjnych. W przypadku Stone'a sprawa jest dużo ciekawsza - nigdy nie zajmował się on Rosją, jest politycznym strategiem, który służył jeszcze Nixonowi i autorem książek, m.in. o zamachu na JFK, administracji Nixona, grzeszkach Bushów i Clintonów. Zajmował się m.in. ... Pizzagatge i badał to, kto tak naprawdę dokonał włamu na serwery pocztowe DNC i Podesty. Robert David Steele, były agent CIA (któremu niezbyt ufam), twierdzi, że Flynn zdobył listę wysokiej rangi amerykańskich pedofilów... Jeśli taka siatka rzeczywiście istniała, to musiała być kontrolowana przez transgraniczne głębokie państwo.



***

Jakiś czas temu, pewien autor w mainstreamie (prowadzący ciekawego bloga - Spiskowa Teoria Wszystkiego) napisał o teorii mówiącej, że papież Benedykt XVI został obalony w 2013 r. przez tajne służby Obamy i Podesty. Powiązana z nimi i ze środowiskami pedofilskimi tzw. mafią z Sankt Gallen kardynała Dannelsa zainstalowała na jego miejsce papieża Franciszka. Niedawno Franciszek wypowiedział się bardzo pozytywnie o tzw. Social Justice Warriors, działaczach broniących nielegalnej imigracji, politycznej poprawności, ekologicznych absurdów i różnych innych sługusów globalistycznego wielkiego kapitału. Przestrzegł też przed "ksenofobami i populistami". W innej wypowiedzi stwierdził, że "islamski terroryzm nie istnieje"! Zaprzągł też Kościół do odwalenia brudnej roboty za CIA w dziele destabilizowania Filipin.  I wysłał sprzeciwiającego się jego modernistycznemu kursowi kard. Burke'a na wyspę Guam.  Jednocześnie w mało wiarygodnych źródłach pojawiły się doniesienia o szykowanej na końcówkę roku dymisji papieża Franciszka.  Miejmy nadzieję, że Pius XIII, młody amerykański papież, wyślę go na emeryturę na Filipiny. Niech trochę poewangelizuje Duterte...



A ci Narodowi Polscy Idioci jak zwykle narzekają, że "pastor Chujecki z Marianem Kowalskim Franciszka obrażają". No cóż, powinno się Was... bo jesteście... warci.

***

Oczywiście cykl "Prometeusz" jeszcze się będzie ukazywał. Czekajcie więc na następne jego odcinki...

sobota, 11 lutego 2017

Największe sekrety: Prometeusz - Willa Szczęścia

Ilustracja muzyczna: Dawid Hallmann - Deprymujący deszcz



W sierpniu 1939 r. Ławrentij Beria w rozmowie ze swoim synem Sergo bardzo negatywnie ocenił pakt sowiecko-niemiecki. Użył przy tym zadziwiająco niesowieckiego argumentu: "On odetnie nas od cywilizacji zachodniej". Twierdził, że sprzeciwiał się temu układowi, ale Stalin oraz wielkoruska frakcja w partii na czele ze Żdanowem była bardzo mocno za nim. Nie wspominał oczywiście, że pakt był fundamentem strategii Stalina przewidującej rozpętanie drugiej wojny światowej - wplątanie Niemców w wojnę z mocarstwami zachodnimi a potem zadanie Trzeciej Rzeszy ciosu w plecy. Stalin nie mógł więc z paktu zrezygnować. Berii pozostało więc sabotowanie porozumienia dwóch diabłów.




Miał w tym zresztą doświadczenie. W 1925 r. podlegli mu funkcjonariusze gruzińskiej OGPU aresztowali grupę niemieckich inżynierów, co (wraz z podobną akcją Dzierżyńskiego w Moskwie) opóźniło o rok podpisanie porozumienia o współpracy Republiki Weimarskiej z ZSRR. W 1939 r. Beria, według prof. Francoise Thome, próbował sabotować niemiecko-sowieckie negocjacje przedstawiając Stalinowi raport wskazujący, że Jeżow spiskował przeciwko niemu wspólnie z niemieckimi generałami. Prawdopodobnie próbował również odciągnąć uwagę ZSRR od Europy i związać jego siły na Dalekim Wschodzie. Temu służył konflikt pod Nomonhan (w sowieckiej historiografii: bitwa pod Chałchyngoł), czyli mini-wojna sowiecko-japońska na pograniczu Mongolii oraz Mandżukuo. Jak szczegółowo wykazał Władimir Bieszanow, starcie to zostało sprowokowane przez mongolską kawalerię z wojsk pogranicznych, która zapuściła się kilkadziesiąt kilometrów w głąb Mandżukuo. Tak się akurat składało, że mongolscy pogranicznicy podlegali de facto NKWD a cała Mongolia była bardziej uzależniona od Sowietów niż Mandżukuo od Japonii. Nie ma więc mowy, by Mongołowie na własną rękę dokonali takiej prowokacji. Wojna na Dalekim Wschodzie - zakończona dopiero 16 września 1939 r. - była jednym z powodów opóźnienia sowieckiej inwazji na Polskę. Być może Beria mnożył również inne przeszkody, stąd nieustanne przesuwanie daty inwazji, która miała pierwotnie nastąpić już 8 września.



O tym, że III Rzesza i ZSRR podzieliły się Europą w tajnym protokole do paktu o nieagresji informował USA oraz kilka innych krajów (nawet Estonię) niemiecki dyplomata Hans-Heinrich Herwarth von Bittenfeld (Hans von Herwarth). Na Zachód przedostał się jednak również jakimś nieznanym kanałem stenogram z przemówienia rzekomo wygłoszonego przez Stalina 19 sierpnia 1939 r. na obradach Biura Politycznego. Stalin mówił tam otwarcie o tym, że za pomocą paktu skieruje uderzenie Niemiec na Zachód a później zaatakuje osłabione Niemcy. Prof. Thome twierdzi, że to był prawdopodobnie falsyfikat spreparowany przez Berię, który chciał w ten sposób ostrzec Zachód przed prawdziwymi zamiarami Stalina.



O tym, że dojdzie do sowieckiej inwazji wiedział we wrześniu marszałek Śmigły-Rydz i nasze tajne służby. Wiedzieliśmy to dzięki radiowywiadowi (w tym informacjom od Japończyków) i osobowym źródłom informacji. Na bieżąco dopływały do nas informacje o przesuwanych datach sowieckiego ataku, do czego musieliśmy dostosowywać swoją strategię. To była gra na czas: gdyby alianci zachodni uderzyli w porę, Sowieci nie zaatakowaliby. Pisałem o tym bardzo szczegółowo w serii Wrześniowa Mgła:

Flashback: Największe sekrety: Wrześniowa Mgła - Przewidziana inwazja



Systematycznie ewakuowano na południe wojska z zagrożonych obszarów (takich, na których zostałyby łatwo odcięte w razie sowieckiej inwazji) - np. z województwa wileńskiego. 16 września samoloty Brygady Pościgowej przewoziły polskim wojskom rozkazy nakazujące "opustoszenie wojenne kraju" i natychmiastową ewakuację na Przedmoście. Jak podaje Bogdan Konstantynowicz:
 "Godz. 04.45 rano dnia 17 września 1939 roku - Sztab Glowny Marszalka Rydza Śmigłego otrzymuje ostateczne potwierdzenie wiadomosci o agresji sowieckiej na Polske. O godz. 05.00 rano odebrano w Kołomyi informację szefa wywiadu KOP o działaniach Armii Czerwonej "z pewnością wzdłuż całej granicy Państwa". O godz. 05.00 rano gen. Stachiewicz telefonuje do Marszałka Rydza Śmigłego - omawiana jest agresja Armii Czerwonej, a pierwszy jednoznaczny rozkaz Marszałka Rydza - Śmigłego nakazuje walczyć z nowym agresorem, co potwierdzal pulkownik Jaklicz. Marszałek Rydz - Śmigły wydał dla generała Łuczyńskiego w Tarnopolu i Jatelnickiego w Mikulińcach jednoznaczne rozkazy do obrony rzeki Seret i rejonu Czortkowa w celu osłonięcia od wschodu Lwowa i Karpat Wschodnich. (...) Naczelny Wódz Marszałek Rydz Śmigły przybył ze swej kwatery w Kołomyi do Sztabu Głównego około godz. 06 rano 17 września i w obecności paru oficerów wysłuchał meldunków wywiadowczych o powstałej sytuacji: wzdłuż całej wschodniej granicy państwa nastąpiła inwazja armii sowieckiej; nikt z oficerów Sztabu Głównego, ani tez Marszałek, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Przekroczenie granicy przez Sowietów traktowano jako 'casus belli' i dlatego o godzinie 02.00 dnia 17 września 1939 roku ppłk Kotarba wydal rozkaz do walki z Armią Czerwoną na Podolu. O godzinie 06.00 rano rozkaz taki potwierdził KOP na Polesiu. Już wczesnym rankiem 17 września Marszałek Rydz Śmigły argumentował, ze po agresji sowieckiej "walka stawała się niemożliwa na własnej ziemi, ale ze trzeba ją kontynuować na terenie sojuszników i ze najracjonalniej będzie, jeżeli wszystkie siły, które tylko będą mogły, przejdą do Rumunii, względnie na Węgry, skąd można je będzie w ten czy inny sposób przetransportować do Francji, tam odtworzyć wojsko i u boku Francuzów dalej walczyć z Niemcami" (...) Naczelny Wódz z dużym opanowaniem i spokojem, wg generała Wacława Teofila Stachiewicza, rozważał nowo powstałą sytuację, ale "postanowień, do których doszedł w czasie rozmowy w Sztabie (godziny 06 - 09.00 rano dnia 17 września 1939 roku), nie ujął jeszcze w formie ostatecznej decyzji. Miał ją podać dopiero po odbyciu narady z premierem i ministrem spraw zagranicznych. Narada ta miała się odbyć niezwłocznie w jego kwaterze, dokąd też wyjechał".



Po naradzie, o godz. 21 Naczelny Wódz wydał ogólną dyrektywę: ""Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii." Czemu nagle uznał, że z Sowietami DA SIĘ PERTRAKTOWAĆ w sprawie wyjścia naszych wojsk do Węgier i Rumunii? Dariusz Baliszewski wskazuje, że ta dyrektywa mówiąca, że należy unikać starć z Sowietami jakby przewidywała, że ZSRR może stać się sojusznikiem Polski a polskie wojsko walczyć u boku sowieckiego przeciwko Niemcom. Skąd jednak takie przekonanie? Czyżby nasze władze wiedziały, że ktoś na Kremlu podejmie się roli protektora polskich wojsk? Czy tajne kanały porozumienia z Berią działały również we wrześniu 1939 r. i złożył on takie zapewnienia? 


W każdym bądź razie Śmigły-Rydz zachował ostrożną postawę - ogólna dyrektywa mówiła de facto, by wojska opuściły kraj i nie dały się brać do niewoli. Pułkownik Jaklicz po jej wydaniu wydzwaniał do jednostek na Kresach i wydawał im konkretne rozkazy bojowe. Czemu więc polski rząd popełnił fatalny błąd nie wypowiadając wojny ZSRR? Żadnego błędu nie było. Wojny Niemcom też nie wypowiedzieliśmy. Zgodnie z prawem międzynarodowym strona napadnięta nie musi wypowiadać wojny napastnikowi. Przemówienie prezydenta Mościckiego oraz szereg aktów urzędowych polskich władz z tamtych dni jednoznacznie nazywał sowiecki postępek agresją. Sztab Naczelnego Wodza 21 września określił nawet Sowietów jako głównego wroga. Szczegółowo pisze o tym m.in. Konstantynowicz. ""Dnia 17 września 1939. Telefonogram do Konsulatu R.P. w Czerniowcach. Natychmiast nadać depeszę claris następującej treści do Paryza, Londynu, Rzymu, Waszyngtonu, Tokio, Bukaresztu: 'W dniu dzisiejszym wojska sowieckie dokonały agresji przeciwko Polsce przekraczając granicę w szeregu punktów znacznymi oddziałami. Polskie oddziały stawiły opór zbrojny. Wobec przewagi sił prowadzą walkę odwrotową. Założyliśmy w Moskwie protest. Działanie to jest klasycznym przykładem agresji.' Beck" 



Dawały o sobie znać jednak też inne siły. Już o 8.00 rano z tajemniczego źródła rozkaz "z Sowietami" nie walczyć dostaje gen. Mieczysław Smorawiński, dowódca zgrupowania we Włodzimierzu Wołyńskim. O 12.45 rozkazuje on swoim wojskom; "Żadnej walki nie przyjmować. Ja o zamiarach Rosji nic nie wiem, nie możemy posądzić ZSSR o agresję". 17 września rano, czyli na wiele godzin przed sformułowaniem ogólnej dyrektywy, oddziały znajdujące się we wschodnich województwach II RP otrzymują z równie tajemniczych źródeł rozkazy mówiące, by poddawać się Sowietom. Do niektórych strażnic KOP w nocy z 16 na 17 września ktoś dzwonił mówiąc, że za kilka godzin wkroczą Sowieci i by ich traktować jako sojuszników. 16 września w Tarnopolu władze cywilne miasta ogłaszały, że następnego dnia wkroczy do miasta armia sowiecka i by ją traktować jak sojuszniczą. Nieco wcześniej przebywał tam gen. Sikorski i konferował z cywilnymi władzami miasta.



Gen, Sikorski bierze udział 11 września we Lwowie w naradzie spiskowców planujących zamach stanu. "Na porannym, w dniu 11 września, zebraniu uczestniczyli Karol Popiel, gen. broni Józef Haller, gen. M. Kukiel, redaktor Zygmunt Nowakowski (brat Tempki, szefa Stronnictwa Pracy na Śląsku). Był prezes Adam Kułakowski, pulkownik Boguslawski i gen. Lucjan Zeligowski. Już 11 wrzesnia 1939 roku Zygmunt Tempka vel Nowakowski widział też w gronie nowej wladzy gen. dyw. Sosnkowskiego." Bogdan Konstantynowicz przytacza relacje mówiące, że ze spiskowcami spotkał się również gen. Iwan Sierow z NKWD, który przebywał rzekomo we Lwowie w przebraniu polskiego pułkownika. Nawet jeśli do spotkania nie doszło to spiskowcy związani z gen. Sikorskim i gen. Sosnkowskim sabotują rozkaz Naczelnego Wodza o ściągnięciu wojsk na Przedmoście Rumuńskie. Sosnkowski koncentruje je wokół Lwowa. Jak pisałem w czwartym odcinku serii Wrześniowa Mgła - Bracia Słowianie:

"b) spiskowcy ze Lwowa otrzymali zapewnienie, że Sowieci wejdą do Polski jako sojusznicy c) spiskowcy starali się zgromadzić jak największe siły we Lwowie i okolicach łamiąc rozkazy Naczelnego Wodza dotyczące ewakuacji na Przedmoście d) spiskowcy liczyli na to, że polskie wojska zostaną internowane przez Sowietów a potem w ZSRR powstanie nowa armia polska do walki przeciwko Niemcom. W tym scenariuszu doszłoby również do zawarcia sojuszu anglo-francusko-polsko-sowieckiego."



Gdy Sowieci podchodzą pod Lwów, miasto zostaje im poddane, mimo możliwości dalszej obrony przez jego komendanta gen. Władysława Langnera. Po podpisaniu dokumentów kapitulacyjnych gen. Langner mówi: ""Z Niemcami prowadzimy wojnę. Miasto biło się z nimi przez 10 dni. Oni, Germanie, wrogowie całej Słowiańszczyzny. Wy jesteście Słowianie...". Bracia Słowianie zapraszają go do Moskwy na rozmowy związane z "formalnościami kapitulacyjnymi". 20 listopada gen. Langner całkiem swobodnie przekracza jednak granicę z Rumunią i udaje się do Francji, gdzie nikt mu nie zadaje "zbędnych pytań". Z relacji rotmistrza Jerzego Klimkowskiego wynika, że w listopadzie 1939 r. generał Sikorski prowadził tajne rozmowy na temat utworzenia polskiej armii w ZSRR. Można uznać Klimkowskiego za autora mało wiarygodnego, ale przecież wybitny historyk Władysław Pobóg-Malinowski pisze, że w czerwcu 1940 r. Sikorski prowadził w Londynie rozmowy o utworzeniu armii polskiej w ZSRR z Sowietami poprzez Stefana Litauera. Czyli prowadził je z NKWD i Berią. Możliwe więc, że już w 1939 r. Beria utrzymywał kontakty z profrancuską opozycją w Polsce - środowiskiem gen. Sikorskiego. 



W nieco innym świetle wyglądają więc kontakty gen. Rómmla z sowieckimi dyplomatami i próba utworzenia przez niego prosowieckiego - ale jednocześnie antyniemieckiego - rządu w oblężonej Warszawie. Próbę tę storpedował prezydent Starzyński, który jednak 26 września objeżdżając Warszawę ostrzegał ludność, że "wraz z Niemcami wejdą do miasta Moskale, których nie należy jednak traktować wrogo, gdyż są naszymi sojusznikami"! (Warszawska Praga miała, według pierwszych wytycznych paktu niemiecko-sowieckiego przypaść Sowietom.) Powołanie prosowieckiego rządu przez Rómmla byłoby wyraźną prowokacją uderzającą w pakt niemiecko-sowiecki i zostałoby fatalnie odebrane przez Niemców.



Z relacji Sergo Berii oraz poszlak zebranych przez prof. Thome, że Beria ostro sprzeciwiał się decyzji Stalina o rozstrzelaniu polskich oficerów. Beria argumentował, że to znakomici wojskowi, którzy mogą przydać się Armii Czerwonej w planowanej wojnie przeciwko Niemcom. Szef NKWD wyraźnie chciał utworzenia polskiej armii w ZSRR. Problem leżał jednak w tym, że Bolszewią rządziła wówczas Partia a nie tajne służby (jak od czasów Andropowa) a żywoty szefów tajnych służb bywały krótkie. Stalin zaś miał wyraźny polski kompleks - nie tylko z 1920 r. Obawiał się polskiego spisku i doskonale pamiętał jak wielu Polaków i osób polskiego pochodzenia zetknęło się ze sprawą jego teczki (płk Bielecki z Ochrany, Malinowski, Dzierżyński, Mieńżyński, Tuchaczewski, Kosior, Balicki...). Na przełomie 1939 i 1940 r. namiętnie oglądał operę "Iwan Susanin", która opowiadała lipną historię o dzielnym ruskim chłopie, który uratował życie carowi przed polskimi żołnierzami wyprowadzając naszą konnicę na leśne bagna, gdzie się potopiła. (Historia ta została wymyślona przez rodzinę Susaninów, którzy w ten sposób wyłudzili od cara zasiłek.) Niczym zahipnotyzowany wpatrywał się sceny przedstawiające polskich jeźdźców ginących w lesie. (Podczas każdego przedstawienia jadł jaja na twardo, które obierał ze skorupek. Jeden z sowieckich psychiatrów widząc to przypomniał sobie przypadek seryjnego mordercy, paranoika, który jadł tylko jaja ugotowane na twardo uważając, że to jedyny artykuł spożywczy, którego nie da się zatruć.) Teraz pragnął odegrać tę scenę w rzeczywistości. Gdy więc Beria jako jedyny zagłosował na posiedzeniu Politbiura przeciwko rozstrzelaniu polskich oficerów, wywołał wściekłość Stalina, który zagroził, że na jego miejsce mianuje Żdanowa, który wykona ten rozkaz lepiej. Beria się ugiął, bo spełnienie groźby Stalina oznaczałoby załamanie jego planu zniszczenia ZSRR od środka. W drugim głosowaniu decyzję podjęto już jednomyślnie. Gdy przyszło do utworzenia trójki wydającej wyroki śmierci na oficerach, Beria wykreślił z niej swoje nazwisko i wpisał swojego zastępcę Kobułowa. Tak jak Piłat umywał od tej sprawy ręce. Pozostało mu jedynie sabotowanie decyzji Stalina.



Około 400 oficerów z trzech obozów jenieckich zostało ocalonych od śmierci, według niejasnych decyzji NKWD. Rotmistrz Józef Czapski pisał: "Nasuwa się pytanie, na podstawie jakiego kryterium zostali wybrani. Często zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że nie było żadnej wyraźnej przesłanki politycznej czy innej, która uzasadniałaby decyzję o ocaleniu właśnie tych 70 oficerów, których ze Starobielska przewieziono do Griazowca  (...) Była tam cała gama stopni i przekonań, od generała Wołkowickiego do szeregowca, od ludzi, którzy zrobili sobie krasnyj ugołok , do skrajnych zwolenników ONR".  Daniel Bargiełowski zauważył, że zastosowano zasadę "Arki Noego", wybrano "po dwóch przedstawicieli jednego gatunku": dwóch arystokratów, dwóch księży, dwóch endeków, dwóch Żydów, dwóch homoseksualistów... Prof. Thome wskazuje, że ocalono też wielu oficerów związanych z Ruchem Prometejskim. Zebrani w Griazowcu jeńcy z trzech obozów mieli okazję wymienić doświadczenia i zgromadzić ważne świadectwa zbrodni. Niektóre z tych przypadków były zadziwiające. Prof. Stanisław Swaniewicz został cofnięty prawie spod dołu śmierci - pozwolono mu obserować jak kolejne transporty jeńców są wywożone do lasu a później autobusy, które ich przewoziły wracały puste. (Dr. Baliszewski twierdzi, że kilku a być może kilkunastu Polakom udało się nawet uciec z miejsca egzekucji w Katyniu.) Tak jakby z premedytacją ocalono ważnych świadków Katynia, takich jak ks. Peszkowski.  Zbrodnię przeprowadzono zaś tak, by łatwo natrafiono na jej ślady. Sierow dziwił się "jak można było to tak spartolić, ja na Ukrainie sprawę załatwiłem tak, że nigdy ich nie znajdą". Według relacji premiera Leona Kozłowskiego, egzekucje w Katyniu obserwowali oficerowie niemieckich służb będący gościami NKWD. Po 1941 r. doskonale wiedzieli więc, gdzie szukać mogił. Zresztą nasza organizacja wywiadowcza "Muszkieterowie" już w 1940 r. zdobyła dowody masakry.




Obok tych około 400 uratowanych oficerów, ocalona została również grupa zgromadzona w tzw. Willi Szczęścia w Małachówce pod Moskwą. Na przywódcę tej grupy został wybrany płk Zygmunt Berling, który jednak nie spełnił pokładanych w nim przez Berię nadziei. W 1939 r. był postacią znajdującą się wyraźnie na bocznym torze i nie miał żadnego autorytetu w wojsku. Jak czytamy w "Kontrefekcie renegata" Daniela Bargiełowskiego, Berling zrażał też wszystkich swoją zbyt daleko idącą służalczością wobec Sowietów. Nie udało się więc zwerbować wielu oficerów do tej grupy mającej stanowić "kompanię kadrową" przyszłej armii polskiej w ZSRR. Było tam kilku oficerów o komunizujących poglądach i kilku wojskowych o słabym charakterze (np. pułkownik Nałęcz-Bukojemski, który był w 1939 r. bohaterem walk z Sowietami, ale był też alkoholikiem i dał się zwerbować do Małachowki, bo cierpiał bez wódki). Beria starał się dobrać do niej nieco lepszego materiału ludzkiego - np. rotmistrza Narcyza Łopianowskiego, który w 1939 r. w Grodnie i pod Kodziowcami skutecznie niszczył sowieckie czołgi. (Jak podaje Wikipedia:  Po wstępnej selekcji przeprowadzonej przez NKWD rtm. Łopianowski znalazł się na liście 395 polskich oficerów , którzy uniknęli śmierci w wyniku tzw.zbrodni katyńskiej. Decydującym argumentem za wpisaniem Łopianowskiego na tą listę miał być podziw władz radzieckich (zwłaszcza Ławrientija Berii) dla jego bohaterstwa w bitwie pod Kodziowcami.) Projekt można jednak uznać za porażkę.



 Beria miał w rezerwie kilku szanowanych polskich generałów, których uchronił od egzekucji: Władysława Andersa, Wacława Przeździeckiego, Mieczysława Borutę-Spiechowicza, Mariana Żegotę-Januszajtisa oraz Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Negocjował z nimi utworzenie armii polskiej w ZSRR. Gen, Żegota-Januszajtis dzięki Berii zyskał nawet możliwość wygłaszania wykładów dla generałów Armii Czerwonej i NKWD poświęconych armii niemieckiej i wojnie z 1939 r. Po tym jak Niemcy zaatakowały w czerwcu 1941 r. ZSRR i doszło do zawarcia paktu Sikorski-Majski,  generałowie ci wyszli z więzienia na Łubiance i zaczęli organizować armię polską w ZSRR. Anders wyjechał z więzienia w samochodzie Berii. Według Sergo Berii mieszkał potem przez pewien czas u jego rodziny a opiekowała się nim Nina Beria.



Armia Andersa była fenomenem - oto bowiem więźniowie łagrów dostali broń do ręki, pozwolono im się zorganizować i stworzyć ośrodek władzy wewnątrz Związku Sowieckiego nie podległy Kremlowi. Prof. Thome przedstawia Berię jako protektora tej armii. Anders w swoich wspomnieniach bardzo ciepło wyraża się o przydzielonym mu przez niego do pomocy generała NKWD Gieorgija Siergiejewicza Żukowa. Twierdzi m.in., że należy mu się Order Polonia Restituta za zaangażowanie z jakim wyciągał Polaków z łagrów i więzień. Fraternizacja była daleko posunięta: gen. Boruta-Spiechowicz chwalił się pamiątkową szablą od NKWD. Beria miał swoje plany dotyczące armii Andersa. Chciał by stacjonowała ona na Kaukazie. W momencie klęski ZSRR w wojnie z Niemcami przejęłaby rolę podobną jak odegrał Korpus Czechosłowacki na Syberii w 1918 r. - to ona sprawowałaby władzę w tej części rozpadającego się imperium. Armia Andersa miała więc posłużyć odzyskaniu niepodległości przez Gruzję. Nie bez znaczenia było to, że w armii tej służyli gruzińscy oficerowie kontraktowi - np. prokurator mjr Aleksander Kipiani, znany przed wojną z działalności antybolszewickiej. 



W nieco innym świetle należy więc spojrzeć na epizod z jesieni 1941 r., gdy grupa polskich oficerów z organizacji Muszkieterowie przekroczyła front niemiecko-sowiecki i przekazała w Buzułuku gen. Andersowi rozkazy od marszałka Śmigłego Rydza nakazujące zaatakowanie, w stosownym momencie Sowietów. NKWD nie czyniło przeszkód w dotarciu tej misji do Andersa. Wszystko wskazuje również, że pomogło Muszkieterom w przerzuceniu z Moskwy do Warszawy premiera Leona Kozłowskiego, który w listopadzie i grudniu 1941 r. brał tam udział w rozmowach dotyczących utworzenia proniemieckiego rządu polskiego. 




Gdy w wyniku polityki Stalina armia Andersa była zmuszona opuścić ZSRR (pierwszy raz w historii grupa byłych więźniów Gułagu wyszła ze Związku Sowieckiego z bronią w ręku), Beria przyjął to z mieszanymi uczuciami. Za pozytywy uznał to, że będzie ona stacjonowała w Iranie oraz północnym Iraku. W razie potrzeby może więc wkroczyć na Kaukaz razem z wojskami brytyjskimi. W 1943 r. szef NKWD polecił zaś Ticie, by współpracował z Andersem jeśli jego armia znajdzie się na Bałkanach. Samemu Andersowi mówił zaś, by zostawił grupę zaufanych oficerów w ZSRR. Obiecywał, że uplasuje ich na szczytach władzy nowej Polski. 



Czy ludzie ci znaleźli się później w armii Berlinga? Poszlaki na ten temat są zbyt szczupłe. Zwraca uwagę jednak to, że Beria wyraźnie dążył, by władzę w podbitej Polsce sprawowali nie kominternowcy (z którymi Berling był skonfliktowany), ale wojskowi - jak za sanacji. Taki służalec jak Berling dążył do zachowania w swym wojsku przedwojennych polskich form, ceremoniału i kapelanów a w 1944 r. w memoriale do Stalina prosił, by Lwów znalazł się w granicach nowej Polski. Sam nie miałby odwagi, by wykazać się inicjatywą w tej sprawie - za tymi jego pomysłami musiała stać Łubianka. Beria podobny schemat wykorzysta tworząc inne formacje narodowe w ZSRR - Legion Czechosłowacki, rumuńską i węgierską dywizję, jugosłowiańską brygadę (stworzoną na bazie wziętego do niewoli chorwackiego pułku!) czy Komitet Wolne Niemcy

***



Berii nie udało się uratować państw bałtyckich, choć nieco przedłużył ich istnienie. To jego pomysł doprowadził do utrzymania przez odrębnego bytu z rządami kolaboracyjnymi, ale po niemieckim zwycięstwie nad Francją, Stalin postanowił skończyć z tymi "półśrodkami". Beria bezskutecznie próbował ratować przywódców państw bałtyckich - Laidonera i Ulmanisa, wciągając ich na papierze do swojej sieci agenturalnej. Zdołał za to uratować Finlandię. Po tym jak w marcu 1940 r. sowieckie wojska przełamały fińską obronę na Linii Mannerheima, przedstawił Stalinowi mocno podkręcony raport mówiący, że Francuzi chcą zaatakować instalacje naftowe w Baku. Wojnę szybko zakończono i przerzucono wojska na Kaukaz. 



Z kolei raport Berii dotyczący Turcji sprawił, że Mołotow zażądał w październiku 1940 r. od Niemców kontroli nad Cieśniną Dardanele i wspólnej okupacji Turcji. To było dla Berlina dzwonkiem alarmowym, co do sowieckich intencji i przesądziło o realizacji planu "Barbarossa".

***

W następnym odcinku serii Prometeusz o sowieckiej katastrofie militarnej z lat 1941-42 i o tym jak do niej przyczynił się Beria. Czy była wówczas szansa na zniszczenie sowieckiego komunizmu?