sobota, 28 stycznia 2023

Czy Rusnia przebije głową mur?

 


Pamiętacie może jeszcze tych wszystkich wyciągniętych z d... "ekspertów" w rodzaju gejnerała Różańskiego przekonujących, że trzymanie wojska na wschód od Wisły to głupota, bo "rosyjskie rakiety je zniszczą". Mamy już 11 miesięcy inwazji na Ukrainę i możemy spytać, czy jakakolwiek ukraińska jednostka wojskowa została zniszczona przez rosyjskie rakiety? Przecież Rusnia nie potrafiła w ten sposób nawet porządnie uszkodzić lotnisk wykorzystywanych przez ukraińskie lotnictwo. I nic dziwnego, bo pierwszego dnia inwazji Ruscy wystrzelili na wszystkie ukraińskie cele mniej rakiet niż Amerykanie w 2017 r. na jedną syryjską bazę wojskową. Ukraińskie lotnictwo nadal działa, korzystając m.in. ze starych polskich Migów-29 wysłanych jako "części zamienne". (Ciekawostka: wszystkie zdatne do lotu ukraińskie Iły-76 wylądowały 24 lutego w Dęblinie.) Rosyjskie samoloty i śmigłowce nie zapuszczają się natomiast poza linię frontu. To sytuacja kuriozalna, bo Rusnia dysponuje ogromną przewagą lotniczą. Jak widać przewagę tę niweluje kiepskie planowanie. 

Powyżej: efektywność zwalczania skrzydlatych rakiet przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Zielonkawy - zestrzelone rakiety, czarny wystrzelone rakiety.


Rusnia prowadzi kampanię strategicznych bombardowań ukraińskiej infrastruktury od września. I co? Infrastruktura została poważnie uszkodzona, ale nadal się trzyma. Ukraińskie kanały telewizyjne jakoś nadają bez zakłóceń. Kolej działa i dostarcza sprzęt na front. Rusaki nie zdołały wywołać nowej fali uchodźców, katastrofy humanitarnej i załamania morale. Być może dlatego, że nie potrafią się skoncentrować na konkretnych, "węzłowych" celach i pomiędzy kolejnymi falami ataków rakietowo-dronowych zostawiają wielodniowe interwały. Dają w ten sposób ukraińskim energetykom i saperom (niewidzialnym bohaterom tej wojny!) czas na naprawę szkód, a obronie przeciwlotniczej czas na wypracowanie odpowiedniej taktyki i sprowadzenie zachodniego sprzętu. W styczniu Rusaki zrobiły sobie trzytygodniową przerwę w zmasowanych nalotach. Częściowo była ona skutkiem brawurowego ukraińskiego ataku na bazę Engels , ale i podmianki generała Surowikina na Gierasimowa. Być może też dostawy irańskich rakiet dla Rusni się opóźniają. Ponoć Ruscy zamówili ich tysiąc i liczą na powtórkę z salw z września i listopada.

Pamiętacie jak "eksperci" przewidywali, że w maju-czerwcu dojdzie do wielkiej bitwy pancernej o Donbas, przypominającej starcie na Łuku Kurskim? Skończyło się wielomiesięcznym szturmowaniem przez Rusaków Bachmutu - miasta wielkości Gniezna. Po utylizacji 25 tys. kryminalistów z Grupy Wagnera (to akurat bardzo mądre z ich strony, w czasie wojny też tak bym czyścił więzienia - ogółem z 50 tys. zwerbowanych więźniów, żyje ponoć jeszcze tylko jakieś 10 tys. ), atakujących w maoistowskim stylu taktyką ludzkiej fali, udało im się zdobyć miasteczko wielkości Góry Kalwarii, czyli Soledar. 

To, że pod koniec lutego lub na początku marca Sowieci zaczną nową ofensywę, jest oczywistością. I prawdopodobnie będą prowadzić ją na wszelkich możliwych kierunkach (pytanie czy też na Wołyń i Lwów...), tak jak w lutym. Nie będą przejmować się przeszkodami terenowymi, umocnieniami wroga, logistyką i innymi szczegółami. Atakować będą setki tysięcy mobików - część z nich po kilkumiesięcznym przeszkoleniu, część po kilkutygodniowym. (Przypominam, że w lutym i w marcu poniosła klęskę na Ukrainie rosyjska armia zawodowa.) Ciekawe, czy uda im się zbudować przewagę w artylerii - bez której nigdy sobie nie radzą - czy też Himarsy znów ją zniwelują.


Powyżej: Ekspert (Roman Kuźniar?) twierdzi, że Abramsy i Leopardy zagrażają zdrowiu Ukraińców :)

Pamiętacie jeszcze różnych gejnerałów Różańskich przekonujących, że Abrams to ch...wy czołg? No to teraz w Rusni mają straszliwy ból dupy, że Abramsy trafią na Ukrainie. W skromnej ilości 31 sztuk, ale to i tak Sowietów przeraża. Poza Abramsami będą brytyjskie Challengery II, francuskie AMX 10 i być może Leclerc oraz Leopardy II niemal z całej Europy. Razem z PT-91 Twardymi, zmodernizowanymi T-72, Strykerami, Bradleyami i innymi maszynami, zbierze się sprzętu na sześć brygad pancernych. Ludziom jojczącym, że Ukraińcy będą się długo szkolić na tym sprzęcie, przypominam, że szkolą się już od miesięcy. A czy Orkowie-czołgiści są jakoś specjalnie dobrze wyszkoleni? Chyba raczej nie.  Dotychczas w 100 proc. potwierdzono wizualnie utratę przez Orków na Ukrainie: 31 w miarę nowych czołgów T-90A, 10 T-90M i 3 T-90S. Niszczone są wersje przeznaczone na eksport. Nowe czołgi budowane przez Rusaków są wersjami uproszczonymi - np. ze starszymi rodzajami celowników. O ile Sowietów w czasie drugiej wojny światowej ratował lend-lease, to obecnie nie mają oni zbytnio skąd sprowadzać czołgów. No chyba, że użyją pojazdów północnokoreańskich, irańskich lub 30 T-34/85 sprowadzonych z Laosu... Lend-leasem dysponuje za to Ukraina. A pojawiają się pomysły lotniczego lend-leasu, czy zbudowania wielkich zakładów zbrojeniowych w Polsce mających zaopatrywać Ukrainę.  Nic dziwnego, że Sołowiow (nazwisko rodowe: Szapiro, więc to taki rosyjski Ben Shapiro :), tak się wścieka na wieść o zachodnich czołgach, które wkrótce będą palić rosyjski sprzęt na Ukrainie.



Przy okazji zabawne jest to, na jakich totalnych wałów wyszli Niemcy. Doczekaliśmy się czasów, że zaczyna rozgrywać ich Polska :) Pomysł naszego rządu z pancerną koalicją dla Ukrainy okazał się strzałem w dziesiątkę. Kryptokomuszy rząd Scholza oponował, ale okazało się, że nie ma władzy kulturowej nad swoim krajem. Do Niemców przylgnęła opinia totalnych ciot, a Scholz został rozjechany w memach. Ostatecznie się ugięli, po tym jak Wielki Murzyn - generał Lloyd Austin - osobiście opierdolił niemiecki rząd.  Zaiste Fryderyk II Wielki Pedał, przewraca się teraz w grobie, wystawiając zad do góry i licząc, że nawiedzi go Wielki Murzyn. 

Podsumowując: gdy różni "eksperci" w stylu gejnerała Różańskiego, Packa, Kozieja czy Romcia Kuźniara, coś "radzą", to należy zrobić dokładnie odwrotnie. Ekipa Romcia Kuźniara w BBN za prezydentury polskiego Petera Griffina  kleciła "strategie" mówiące, że nie grozi nam już wojna w Europie a Rusnia jest nastawiona pokojowo. Tymczasem różne Różańskie, Cieniuchy i Klichy tworzyły wielką wyrwę strategiczną w północno-wschodniej Polsce, otwierając wrogowi drogę na Warszawę. Specjalistka od zabijania dinozaurów kamieniami przekonywała, że w razie konfliktu u naszych granic "lepiej się zamknąć w domu" i nie pomagać napadniętemu. Gdyby trzymać się ich strategii, to w przypadku wojny, Warszawa stałaby się Chersoniem. Traktowanie tych "geniuszy" jako ekspertów jest więc przykładem szkodnictwa bądź totalnego kretynizmu.

Osobną kategorię w tej paradzie kretynów stanowią wyznawcy dupowidza Jackowskiego. W 2021 roku mówił on: "Mam wrażenie, że Putin przyszłościowo myśli o poprawie stosunków z Ukrainą. (...) Na pewno Putin idzie w kierunku pojednania jeśli chodzi o Ukrainę. Czyli całkiem pokojowe nastawienie." Na początku lutego 2022 r., gdy inwazja była już bardzo prawdopodobna, dupowidz Jackowski straszył, że Polska będzie w 2022 r. "podzielona na trzy części" i trzeba będzie z niej uciekać w "stronę Rumunii i Bułgarii" (pamiętacie różnych durnych trolli shite_eaterów pytających się mnie wówczas, czy będą uciekał do Rumunii? Stara sowiecka kalka propagandowa z lat 40-tych. Debile nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że Polska już nie graniczy z Rumunią :) Ogólnie dupowidz Jackowski nie ma szczęścia do przepowiedni politycznych - w 2020 r. spodziewał się, że w wyborach prezydenckich wygra Tusk. Nie trafia też z obstawianiem wyników sportowych. A swojemu przyjacielowi - gangsterowi "Pershingowi" poradził, by na feralny wyjazd do Zakopanego pojechał bez ochrony. A jeśli chodzi o znajdowanie zwłok, to też zaliczał spektakularne wpadki. Jedyne, co temu pajacowi się udaje to ośmieszanie badań nad zjawiskami paranormalnymi. 

Więc na przekór wyciągniętym z dupy "ekspertom", lipnym dupowidzom, ruskim trollom i innym shit_eaterom, kończę ten wątek melodią upamiętniającą przekazanie Challengerów II na Ukrainę.



***

Z phobosowych klimatów: Amerykanie ujawnili ciekawe zdjęcia z rozpoznania lotniczego, pokazujące metaliczną kulę lecącą nad Mosulem w kwietniu 2016 r.  Interesujące, że środowiska prorosyjskie na prawicy - takie jak Paul Joseph Watson - zaczęły bóldupić, że "UFO to zjawisko demoniczne".

***

Przydałby się odcinek z serii Sny...Tylu gównojadów aż się prosi o obśmianie...

sobota, 21 stycznia 2023

Kemet: 30-ty równoleżnik

 


Ilustracja muzyczna: Maurice Jarre - Lawrence of Arabia main theme

Jeden z hymnów z czasów XVIII dynastii opisuje jak "Bóg Amen" wchodził "do dwóch jaskiń", które są "pod stopami" Sfinksa. "Niebo wysyła wiadomość;\ słyszaną w Heliopolis,\ powtarzaną w Memfis przez targowisko twarzy,\ ułożoną w pisemny rozkaz Tota,\ skierowaną do miasta Amen (...)\ Teby dają odpowiedź,\ podają komunikat (...) wysyłają wiadomość,\ Bogowie działają zgodnie z rozkazem".

Sprawia to wrażenie opisu funkcjonowania wojskowego centrum dowodzenia. "Bogowie działają zgodnie z rozkazem"...

To co w czasach bogów miało znaczenie techniczne i funkcjonalne, w czasach ludzkich faraonów nabrało znaczenia kultowego. Świadczą o tym choćby inskrypcje znane jako Teksty Piramid znalezione w piramidzie Unasa w Sakkarze. Mowa była w nich o tym, że dusza faraona przechodzi po śmierci przez Wielką Piramidę i wychodząc jednym z tuneli "wentylacyjnych" idzie "wzdłuż wzroku Sfinksa" na wschód, gdzie trafia do podziemnego obiektu, w którym przechodzi skomplikowane procedury pozwalające jej wznieść się do nieba, razem z bogami. Chyba nie muszę przypominać, że bogowie Kemet podróżowali po niebie w swoich "barkach", a nazywano ich Neteru, czyli Obserwatorami.



Gdzie był jednak ów tajemniczy obiekt, do którego miała podążać "wzdłuż wzroku Sfinksa" dusza faraona? Z wielu poszlak wynika, że był położony na centralnym Synaju. (Pamiętacie jeszcze ten dziwny, "wzbogacony mineralnie" piasek, który znaleziono w jednej z ukrytych komnat Wielkiej Piramidy i który miał pochodzić właśnie z Synaju?) No, ale na Synaju jak dotąd nie znaleziono żadnych wielkich ruin będących pozostałością takiego kompleksu. Na środku półwyspu jest tylko płaska równina pokryta rozbitymi kawałkami wypalonych skał, wyróżniających się czarnym kolorem na tle dominujących na Synaju wapieni.


Sitchin wskazywał, że miejsce to zostało zniszczone w 2024 r. przed Chrystusem, w ramach tego samego uderzenia nuklearnego, które zmiotło również Sodomę, Gomorę i kilka innych miast położonych na południe od Morza Martwego. Pisałem już o tym szerzej w serii Atomowi Bogowie., tłumacząc całe tło wojny między bogami. Przypomnę tylko, że bardziej szczegółowy niż w Biblii opis tego uderzenia znajduje się w kananejskim "Eposie boga Erra" oraz w mezopotamskim "Tekście o Kaedolaomerze". Mowa tam było m.in. o użyciu "siedmiu broni" leżących we wnętrzu góry, które wzlatywały w niebo "świecąc blaskiem, od ziemi do nieba obleczone w szatę grozy". Wspominano tam również o pociskach niszczących miasta, wystrzeliwanych z pojazdu powietrznego jednego z bogów. W "Eposie boga Erra" jest wyraźna wzmianka, że zniszczono wówczas też "równinę przy Górze Najwyższej". "Iszum skierował się do Góry Najwyższej, Straszliwe Siedem, nieporównane, podążało za nim. Do Góry Najwyższej bohater przybył. Podniósł rękę - góra została zmiażdżona. Równinę przy Górze Najwyższej wytarł wówczas do czysta, w jej lasach ani jednego stojącego pnia nie zostawił". "Tekst o Kaedolaomerze" podaje nieco więcej szczegółów: "Ten, który wypala ogniem [Iszum] i ten, który powala złym wiatrem [Erra], dopuścili się razem swego zła. Ci dwaj zmusili bogów do ucieczki, bogowie uciekali przed paleniem ziemi. (...) To, co było wzniesione do Anu, by puszczać w ruch, usunęli w cień niebytu, sprawili, że oblicze tej rzeczy zgasło, miejsce jej spustoszyli". "Wzniesione do Anu" - Anu był najwyższym bogiem panteonu sumeryjskiego, a jego imię znaczyło "niebo". Mamy więc w tym tekście wyraźną wskazówkę, że w wyniku użycia jakiejś straszliwej broni, zniszczona została wielka instalacja łącząca Ziemię z Niebem. Zwolennicy paleoastronautyki powiedzieliby: towarowy port kosmiczny. Zwolennicy bardziej klasycznych teorii udają zaś, że wspomniane starożytne relacje nie istnieją. Tak jak teksty opisujące koniec Sumeru, wyraźnie mówiące, że ludzie umierali plując krwią, a bogowie uciekali przed "złym wiatrem" z zachodu i chmurą "świecącą na krawędziach". Pojawienie się tej plagi wiązano z "ciosem zadanym ziemi" w "dolinie pośród gór", w pobliżu "Miejsca Ryczących Tuneli".

Baj de łej: Podczas wykopalisk w syryjskim Tell Leilan, jednej ze stolic administracyjnych Akkadyjczyków, znaleziono... mikroplastik. Nie miał on jednak pochodzenia przemysłowego. To była ludzka tkanka przekształcona w wyniku "zjawiska plazmowego". Tłumaczone to jest tym, że nad miastem rozpętała się ogromna burza, podczas której tysiące piorunów usmażyło miasto, wraz z jego mieszkańcami. Archeolodzy oczywiście nie napiszą, że uderzono w nie bronią plazmową czy teslowską, ale że doszło do rzadkiego zjawiska znanego jako "bomba pyłowa". Po prostu stężenie pyłów w atmosferze było tak wielkie, że wywołało ogromną burzę z niszczycielskimi piorunami. Próbki pobrane z Zatoki Omańskiej, potwierdzają, że zapylenie atmosfery nad Bliskim Wschodem było wysokie pomiędzy 2300 r. p.n.e. a 1900 r. p.n.e. Próbek z dna morskiego nie da się jednak precyzyjnie datować, a margines błędu wynosi 300 lat. Teoretycznie ten okres podwyższonego zapylenia mógł więc być o wiele krótszy i bardziej skoncentrowany. Na przykład w okolicach roku 2024 przed Chrystusem.

Obiekt na środkowym Synaju oczywiście nie działał w odosobnieniu. Apokryficzna żydowska "Księga Jubileszów" nazywała Jerozolimę jedną z czterech miejsc Pana na Ziemi. Innymi były: góra Ararat, góra pośrodku Synaju i "ogród wieczności na "cedrowej górze". "Ogród wieczności, najświętszy ze świętych,\ jest zamieszkaniem Pana;\ i góra Synaj, w środku pustyni;\ i góra Syjon, środek pępka ziemi;\ Te trzy są stworzone jako miejsca święte, położone naprzeciw siebie".





Wspomniany "ogród wieczności na cedrowej górze" to libańskie Baalbek. Jak sama nazwa wskazuje, było to miejsce Pana czyli Baala. ("Baal" nie był imieniem konkretnego boga, tylko kurtuazyjnym określeniem "Pan".) Znajduje się tam olbrzymi kompleks świątyń rzymskich. Rzymianie tylko jednak upiększyli tamtejsze sanktuarium. Wcześniej sprawowali tam kult Fenicjanie. A kto przed nimi? W "Eposie o Gilgameszu" jest opisana wyprawa króla Gilgamesza do Góry Bogów w Libanie, z której ich pojazdy wznosiły się w niebo. Miejsce jest zorientowane astronomicznie - ale według osi północ-południe sprzed 50 tys. lat, z okresu, gdy Biegun Północny znajdował się na Grenlandii. Świątynia Jowisza w Baalbek została zbudowana na platformie z ogromnych kamiennych bloków. Niektóre z nich ważą po 800 ton. W pobliskim kamieniołomie znajduje się natomiast monolit ważący prawie 1200 ton. Według starożytnych legend, platforma w Baalbek była jedyną konstrukcją, która przetrwała Potop i nie lądowali bogowie po tym kataklizmie. (Byłem w Baalbek w 2019 r. i muszę przyznać, że miejsce robi wrażenie.)


W "Księdze Jubileszów" zapisano jednak, że Baalbek, Ararat i góra pośrodku Synaju są położone "naprzeciwko siebie". To wydaje się być absurdem - ale tylko na poziomie gruntu. Gdy patrzymy z góry, da się bowiem wpisać wszystkie te miejsca - i płaskowyż Giza! - w siatkę geograficzną. Sitchin nazywa ją "ścieżką podejścia", choć raczej można ją nazwać "ścieżką nawigacyjną". GZ to ona tej mapie oczywiście Giza, HL to pobliskie Heliopolis, KT to Góra Świętej Katarzyny na Synaju, US to bardziej wyróźniająca się góra Umm Shumer ("Matki Sumeru" czy raczej "Matki Strażników"), AR to Ararat, BK Baalbek, a JM Jerozolima.





Ararat to bardzo charakterystyczny, łatwo rozpoznawalny szczyt, świetnie pasujący jako punkt orientacyjny. Znany jest nam oczywiście z biblijnej historii o Noem. W mitologii perskiej, arką pozwalającą na przetrwanie Potopu była sama góra, czy raczej var - wielki bunkier wewnątrz niej. (Ciekawe czy irańskie "var" - "twierdza" było również źródłosłowem nazwy "Warszawa", przyniesionym choćby przez Scytów czy Sarmatów?) . Ararat jest obecnie świętą górą dla Ormian - Lenin ją złośliwie przekazał Ataturkowi, ale i tak się znalazła w herbie sowieckiej Armenii. :)




Ararat był również punktem zaczepienia siatki nawigacyjnej, na której przed Potopem bogowie zakładali miasta w Mezopotamii. Po kataklizmie, tamtejsze "schody do Nieba" nie nadawały się już jednak do użytku. Na miejsce powstania nowych wybrano Synaj. Półwysep stał się strefą neutralną pomiędzy boskimi dynastiami z Sumeru i Egiptu. Próby jego przejęcia, oraz pomocniczych instalacji w Libanie i kraju Kanaan były uznawane za casus belli. 



Zwraca na siebie uwagę również kluczowe położenie Jerozolimy na tej siatce. W Jerozolimie są też megality - tworzące platformę na której zbudowano Świątynię Salomona, a później Drugą Świątynię i Meczet Al-Aqsa. Według źródeł talmudycznych, ta platforma istniała już w czasach Dawida. Wcześniej miała mieć tam miejsce ofiara Izaaka. Gdy Pan  nakazał Abrahamowi rytualnie zarżnąć Izaaka, powiedział mu, że rozpozna z daleka miejsce, na którym ma to zrobić. To ciekawe, bo owo wzgórze jest dużo niższe choćby od pobliskiej Góry Oliwnej i niewiele się wyróżnia. No chyba, że były wówczas na nim jakieś budowle czy ruiny... Wzgórze świątynne w Jerozolimie nosi nazwę Moria, co można przetłumaczyć jako "góra naprowadzania". Pobliska Góra Syjon to "Góra Sygnału". Jest tam też w okolicy "Góra Obserwatorów". (Pamiętacie kim byli Neteru?). Pierwotna nazwa Jerozolimy to "Uru Szalem", czyli "Miasto Szalema". Szalem był bogiem rządzącym tym miejscem i posługiwał się symbolem sześcioramiennej gwiazdy. Kapłanem Szalema był Melchizedek, który pobłogosławił Abrahama. Podobieństwo słowa "Szalem" do hebrajskiego "Szalom" czy arabskiego "Salam" nie jest oczywiście przypadkowe. Szalem był bowiem bogiem-rozjemcą, który dostał Jerozolimę w ramach traktatu pokojowego między dwoma odłamami bogów.




Ta siatka nawigacyjna wychodzi poza Kemet i Bliski Wschód. Jej ślady możemy znaleźć również w starożytnej Grecji. (Jeden z pułkowników greckiego lotnictwa wojskowego podejrzewał, że piloci robią przekręty na paliwie, gdyż wpisują w protokołach takie same odległości lotu pomiędzy różnymi miastami o starożytnych korzeniach. Okazało się jednak, że te odległości rzeczywiście były identyczne - tworzyły siatkę geograficzną, na której ktoś zakładał starożytne miasta.)  Delfy - miejsce sławnej wyroczni Apolla - dzieli taka sama odległość od Jerozolimy i domniemanego miejsca portu kosmicznego na Synaju. Pomiędzy tym portem a Jerozolimą da się wyznaczyć korytarz do Delf o szerokości 11,5 stopnia, tak samo jak korytarz między Jerozolimą a Baalbek. Gdy wyznaczymy na mapie trójkąt o kącie 45 stopni z wierzchołkami w Delfach i Jerozolimie, to trzecim wierzchołkiem będzie Oaza Siwa . Co było w Oazie Siwa? Wyrocznia Amona-Ra, do której pielgrzymował Aleksander Wielki i gdzie ogłoszono go synem Amona. W wyroczni tej znajdował się kamień łudząco podobny do omphalosa z wyroczni delfickiej. Omphalos w Delfach miał symbolizować "pępek ziemi". A może raczej jeden z kamieni milowych siatki geograficznej?

Ta siatka nie miała charakteru regionalnego. Miała charakter globalny.


Piramidy w Gizie są położone bardzo blisko 30 równoleżnika. (Wielka Piramida: 29,98). Tak się dziwnym trafem zdarzyło, że na tej samej szerokości geograficznej położone są też m.in.: Eridu - kolebka cywilizacji sumeryjskiej, Ur, Persepolis, Harappa - jedno z centrów cywilizacji Doliny Indusu i tybetańska Lhasa. Dalej na wschodzie ten równoleżnik przecina środkowe Chiny i Wyspy Riukiu. Na zachodzie idzie m.in. przez marokańską prowincję Sus-Massa, której wybrzeże jest wskazywane jako jedną z bardzo prawdopodobnych lokalizacji Atlantydy, i przechodzi między Maderą a Wsypami Kanaryjskimi. Tak jakby ktoś zasiewał cywilizację na określonej szerokości geograficznej. Współcześnie przy 30 równoleżniku położone jest centrum kontroli lotów NASA w Houston. Port kosmiczny Cape Canaveral jest niecałe dwa stopnie bardziej na południe. 30 równoleżnik to bowiem mniej więcej optymalna szerokość geograficzna do wysyłania ładunków w Kosmos. 

Kto w odległej starożytności mierzył Ziemię? Po wskazówki odsyłam do swoich serii Phobos i Atomowi Bogowie. No chyba, że uważacie, że to wszystko to tylko zbiegi okoliczności lub wzorem profesora Macieja Giertycha uważacie, że piramidy zostały zbudowane przez masonów do ochrony przed dinozaurami :)

***

To już ostatni odcinek serii Kemet - no chyba, że ją kiedyś wznowię, gdy dotrę do nowych ciekawych materiałów. Obecnie czytam ciekawą książkę o doktorze Zahim Hawassie, długoletnim dyktatorze egipskich wykopalisk i strażniku tajemnic. Mało kto wie, że stypendium doktorskie w USA zapewniła mu Fundacja Edgara Cayce, a on jej się za to odwdzięczał pozwalając na badania wokół Sfinksa. Hawass jest też doskonale zapoznany z dorobkiem Zecharii Sitchina - Sitchin pomógł młodemu Hawassowi wydać książkę w USA. Nie powinno więc nas dziwić wspólne zdjęcie Hawassa z Robertem Bauvalem, Grahamem Hancockim i Robertem Schochiem - czołowymi propagatorami teorii alternatywnych o Sfinksie i Piramidach. 



Publicznie Hawass mówi jedno: wyzywa takich autorów od idiotów, pseudonaukowców i syjonistów. Prywatnie im chyba jednak kibicuje, bo wie, że wersja oficjalna nie trzyma się kupy. Czasem nawet powie za dużo. W jednym z odcinków "Tajemnic starożytnych grobowców" Hawass zabrał swoje amerykańskie stażystki do komór odciążających w Wielkiej Piramidzie. Jedna z nich - jego ulubiona - nie wytrzymała i się tam zsikała. Nakrzyczał na nią, że "zbeszcześciła Piramidę", która jest "święta" i "boska". "Boska". Hawass jest oficjalnie muzułmaninem, więc nie powinien używać takich określeń. No, ale w kraju Kemet bywa, że islam jedynie przykrywa wiarę w dawnych bogów, po których pamiątkami są m.in. Piramidy z Gizy i Sfinks.



sobota, 14 stycznia 2023

Kemet: Mapa Nieba

 


Ilustracja muzyczna: Hiroyuki Sawano - Eren the Coordinate

Jak na górze, tak na dole - mówi stara hermetyczna zasada. Stosowano ją już w czasach megalitycznych, planując ważne budowle tak, by były zorientowane astronomicznie lub odzwierciedlały układy ciał niebieskich.

Zapewne słyszeliście o teorii Roberta Bauvala i Grahama Hancocka mówiącej, że trzy główne piramidy w Gizie odzwierciedlają gwiazdy Pasa Oriona, konstelacji kojarzonej z Ozyrysem. Według nich Sfinks został zbudowany około 10 500 lat przed Chrystusem, a jego głowa przedstawiała wówczas głowę lwa (za czasów Starego Państwa egipskiego zniszczona przez erozję lwia głowa została przerobiona na głowę faraona Chefrena bądź jego ojca Cheopsa). Sfinks powstał w precesyjnej erze Lwa i konstelacja Lwa wschodziła na horyzoncie w równonoc wiosenną dokładnie na wschód od niego. Korelacja trzech dużych piramid z Pasem Oriona występuje nie tylko w Gizie. Według podobnego schematu zbudowano też piramidy w meksykańskim Teotihuacan i w chińskim Xian.


O tym pewnie słyszeliście... Ale ta mapa nieba nie ogranicza się do Płaskowyżu Gizy.

Wayne Herschel, badacz z Republiki Południowej Afryki, zauważył, że mamy do czynienia z wielką mapą nieba rozciągającą się  przez całe pole piramid - od Abu Ruwash na północy, po Meidum na południu. To teren rozciągający się na 90 km. 



Znajdująca się na północny zachód od Gizy piramida Dżedefre w Abu Roasz miała mieć podobną wysokość jak piramida Mykerinosa w Gizie. Była też pięknie wykończona białym wapieniem, czarnym granitem i złotem. Niestety została zniszczona już w bardzo dawnych czasach i od czasów rzymskich do XIX wieku wykorzystywana jako kamieniołom. W jej ruinach zachował się m.in. granitowy blat noszący ślady sugerujące obróbkę maszynową.  Piramida w Abu Roasz odzwierciedlała Syriusza - gwiazdę bogini Izydy.


Idąc stamtąd na południowych wschód wzdłuż mapy nieba przechodzimy przez Płaskowyż Gizy i docieramy do Zawayet al-Aryan. To miejsce symbolizuje Aldebarana. Odkopano tam wielką, ale niedokończoną piramidę.  Jej bok miał 200 m długości. Od 60 lat nikt tam jednak nie prowadził żadnych prac archeologicznych, a miejsce jest zamknięte dla turystów. Stanowi bowiem część bazy wojskowej.



Idźmy dalej. Trafimy do Abu Ghorab i Abusir. W Abu Ghorab jest odkopana świątynia Ra.  Jest zamknięta dla turystów, a rząd egipski pobiera 5000 dolarów za specjalne pozwolenie na wejście do niej. W Abusir ("miejscu Ozyrysa") jest natomiast kompleks piramid ze Starego Państwa. Piramid mocno zgruzowanych, bo wykorzystywano je jako miejsce do pozyskiwania kamieni. Reprezentują one Plejady. Co prawda ta konstelacja składa się z siedmiu głównych gwiazd widocznych z Ziemi (i 3 tys. mniej widocznych), a w Abusir są cztery główne piramidy, to zdjęcia satelitarne sugerują, że pod piaskiem mogą być tam jeszcze trzy piramidy. Do kompleksu Abusir i Abu Ghorab jeszcze wspomnę - bo odgrywają ważną rolę w tej historii. Abusir jest obecni zamknięte dla turystów, choć sądząc po zdjęciach z Google Maps, jeszcze kilka lat temu było otwarte. 




Bardziej na południe mamy Sakkarę. Tamtejsze piramidy odzwierciedlają konstelację Andromedy. Obiekty znajdujące się bardziej na południe - takie jak Dahszur i Meidum to chyba gwiazdozbiór Jaszczurki, ale mogę się mylić... (Będąc w Dahszur możecie zauważyć mur bazy wojskowej. Sporą część pola piramid stanowi poligon. To teren zamknięty, ale rząd egipski planuje przenieść stamtąd bazę i wybudować drogę prowadzącą od nowego Grand Egyptian Museum w Gizie do Dahszur i Meidum.)


Powyżej: Józef Czapski w Sakkarze.


Oczywiście wszystkie wymienione tu budowle stanowiące część mapy nieba nie powstały w tym samym czasie. Część zbudowali faraonowie ze Starego Państwa, a część była dużo, dużo starsza. Widać wyraźnie różnice jakości wykonania poszczególnych budowli. Ważne jest to, że tworzenie tej mapy nieba zainicjowano co najmniej 12,5 tys. lat temu - jeśli nie wcześniej, a po wielu tysiącach lat postanowiono projekt dokończyć na podstawie starego planu.




Według Herschela najważniejszym elementem tej mapy nieba były obiekty w Abusir i Abu Ghorab. Plejady stanowią część gwiazdozbioru Byka (pamiętacie sarkofagi dla świętych byków w Serapeum w Sakkarze?). Są "odciętą nogą" Byka - co sugeruje choćby dysk astronomiczny z Dendery.  Syriusz, Orion i Aldebaran wskazywały do nich drogę. A siedem gwiazd Plejad miało pokazywać pozycję gwiazdy bogów - na powyższej grafice pokazanej jako Sol 1. W Abu Ghorab była świątynia Ra z wielkim obeliskiem, wysokim na 36 m (dla porównania: największy, niedokończony obeliks Hatszepsut ma chyba 43 m). Obelisk ten miał być pokryty złotem. I wskazywał na pozycję Słońca na niebie. Ale nie naszego Słońca. Tylko Słońca wokół którego krążyła planeta bogów. Ta gwiazda nosi obecnie oznaczenie HD283271 i prawdopodobnie posiada planetę. 

Podobne układy architektoniczne jak w Abusir i Abu Ghorab (siedem gwiazd Plejad i Słońce bogów - lub w innej wersji dodatkowo dwie podobne gwiazdy do Sol 1, czyli Sol 2 i Sol 3) możemy znaleźć choćby w majowskim Tikal, w okolicach Stonehenge (zwróćcie uwagę na geoglif), czy nawet na płaskowyżu Cydonia na Marsie. Nawiązanie do Pasa Oriona, Plejad i Gwiazdy Bogów mamy też na Dysku z Nebry, wytworze wenedyjskim z epoki brązu. Mamy je też - a także do gwiazdozbioru Byka - w Gobekli Tepe.






W Gobekli Tepe mamy też inną ciekawą wskazówkę. Słońce i Ziemia są tam pokazane w pobliżu znaku Skorpiona. Tak się dziwnie składa, że nasze Słońce jest widoczne pomiędzy szczypcami Skorpiona, gdy patrzymy w niebo z okolic Gwiazdy Bogów znajdującej się w pobliżu Plejad.


Plejady pojawiają się w mitologiach wielu ludów z różnych odległych zakątków Ziemi. U Majów były one źródłem stworzenia. Dla Greków były one siedmioma siostrami, które ścigał Orion. U Indian Ameryki Północnej były siedmioma siostrami, które ścigał niedźwiedź. U australijskich Aborygenów były siedmioma siostrami, które ścigał ich zboczony ojciec, którego zamieniono w krokodyla. W Japonii też nazywano je siedmioma siostrami. A w Indiach były żonami siedmiu mędrców. Mit związany z Plejadami musiał mieć jakieś wspólne źródło. 



Nawiązanie do Plejad jako "odciętej nogi Byka" mamy natomiast w mitraizmie, tajnym irańskim kulcie popularnym w cesarstwie rzymskim wśród wojskowych. Kulcie, który mieszał się z chrześcijaństwem i wpłynął też na buddyzm tybetański.  




Według Sitchina, starożytni bogowie - zarówno ci z Sumeru jak i z Egiptu - przybyli z Nibiru, wciąż szukanej przez astronomów 10-tej planety Układu Słonecznego, mającej eliptyczną orbitę, po której obiegała ona Słońce w czasie 3600 lat. Za istnieniem takiego ciała niebieskiego przemawiają nie tylko starożytne przekazy, ale również liczne anomalie w Układzie Słonecznym. Nibiru miała być planetą wyrzuconą z innego układu gwiezdnego. Czy jednak na takim globie mogło utrzymać się życie? Nawet jeśli odpowiednią temperaturę zapewniały na nim siły geotermalne? Czy też była ona jedynie przystankiem dla obcej cywilizacji? Przystankiem lub raczej pojazdem... A może jednak bogowie budujący cywilizację w Kemet pochodzili z innego miejsca, niż ci z Sumeru? Nie znam odpowiedzi na te pytania.

Bogowie Egiptu - pomijając symboliczne przedstawienia w zwierzęcych maskach - wyglądali jednak tak jak ludzie. I byli nam na tyle bliscy genetycznie, by się z nami mieszać i mieć półboskie dzieci. Wiemy, że Set "bóg cudzoziemców" miał rude włosy. Ciekawe jak inni członkowie jego rodziny? (W Muzeum Cywilizacji Egipskiej przyjrzyjcie się mumii Ramzesa II. Czy te zachowane kosmyki blond włosów są naturalne czy farbowane? Nie pokażę Wam zdjęcia, bo fotografowanie tych mumii jest zakazane.) 



Być może pamiętacie odcinek serii Phobos - Obcy tacy jak my, w którym wskazywałem, m.in. na podstawie relacji Paula Hellyera, kanadyjskiego ministra obrony z lat 60-tych, że najprawdopodobniej istnieje rasa obcych niemal nie różniąca się od nas fizycznie. Często w literaturze ufologicznej są oni określani jako "nordyccy obcy".  Czasem jako miejsce swojego pochodzenia wskazują oni... Plejady.


***

Doceńcie ten wpis, bo podczas eksplorowania jednego z wymienionych tutaj miejsc nabawiłem się urazu stopy... Widzicie więc, jak się poświęcam dla odkrywania dawnych tajemnic. 

W kolejnym odcinku: Przyjrzymy się otoczeniu kraju Kemet, czyli miejscom stanowiącym część pewnej starożytnej siatki geograficznej. 

***

UPDATE: Jestem czytany również w Egipcie. Mój egipski przyjaciel - Wadah Abrahim Ewaian, przedstawiciel starego rodu z Gizy, poprosił mnie o dodanie do tego postu wzmianki o tym, że dzięki niemu dowiedziałem się o sekretach Abusir i Abu Ghorab. (Na poniższym zdjęciu widać w tle świątynię w Abusir.) Może on naprawdę dużo opowiedzieć o całym polu piramid i dawnym Kemet. Jeśli będziecie w Gizie, skontaktujcie się z nim, a coś Wam zaaranżuje. Jego numer:  +20 111 6000823.



sobota, 7 stycznia 2023

Kemet: Zagadka kamienia

 


Ilustracja muzyczna: Hans Zimmer - Gap (Dark Phoenix OST)

W 1992 r. na przyjęciu w położonym blisko piramid hotelu Mena House do Zecharii Sitchina zagadało dwóch Rosjan. Przedstawili się jako bliskowschodni korespondenci rosyjskich mediów. Można się było jednak domyślić, że pracują dla SWR, czyli dawnego Zarządu "K" KGB. Doskonale wiedzieli kim był Sitchin i wykazali się znajomością jego książek. Dopytywali się go m.in. czy bronie bogów mogły gdzieś przetrwać. Największe wrażenie na Sitchinie zrobiło jednak pytanie: Czy zdaje pan sobie sprawę, że piasek znaleziony w Wielkiej Piramidzie pochodził z Synaju?

O jakim piasku mowa? O tym, który w 1986 r. francuscy badacze Gilles Dormion i Jean-Patrice Goidin znaleźli w wysokiej na 5,5 m ukrytej komnacie pod Wielką Galerią. Zdołali oni przewiercić się do tej całkowicie wypełnionej piaskiem komory i pobrać próbki piasku, który określony został jako "wzbogacony mineralnie". W jaki sposób wzbogacony? Nie wiadomo. Sitchin też natrafił na dziwny piasek w Wielkiej Piramidzie. Podczas eksploracji Komnaty Królowej zauważył, że ktoś prowadził tam jakieś prace przy niszy w tej komorze. Zauważył, że wysypany tam został piasek przemieszany z jakimiś dziwnymi niebieskimi granulkami. Następnym razem dostrzegł, że umieszczono w tamtym miejscu drucianą siatkę. A podczas kolejnej eksploracji Wielkiej Piramidy ktoś mu spuścił kamień na głowę. Gdy wrócił z obandażowaną głową do hotelu, dostał od swojego przewodnika radę, by natychmiast wyjechał z Egiptu, bo komuś bardzo się nie podoba, to co robi.

Co jednak jakiś dziwny, "wzbogacony mineralnie" piasek z Synaju miałby robić w Wielkiej Piramidzie? Wszak wokół piramid piasku jest mnóstwo. Nie trzeba go sprowadzać z odległości setek kilometrów. A jeśli w przeszłości piasku wokół piramid nie było? Tylko czarna ziemia? Kemet? Wówczas i tak wygodniej było sprowadzać piasek barkami Nilem z plaż nad Morzem Śródziemnym czy z południa kraju. Co było w tym synajskim piasku? I czemu zasypano nim dużą tajną komnatę?



Jedno jest pewne: mieszkańcy Kemet byli dużo bardziej zaawansowanymi inżynierami budowlanymi, niż się wydaje archeologom. Nie tylko dlatego, że w Komorze Króla w Wielkiej Piramidzie dopasowali do siebie granitowe bloki z precyzją typową dla zaawansowanych projektów przemysłowych lub zbrojeniowych. Przyjrzyjmy się materiałowi, z którego zbudowali Wielką Piramidę i wiele innych budowli. W 1979 r. na II Międzynarodowym Kongresie Egiptologów w Grenoble, chemik, specjalista od skał, dr D. Klemm przedstawił wyniki swoich badań próbek kamieni z Piramidy Cheopsa. Ustalił, że w każdym badanym bloku kamiennym były składniki mineralne z różnych okolic Egiptu. W przypadku naturalnie powstałego bloku granitu jest to niemożliwe. Ponadto wewnątrz bloków było zbyt dużo pęcherzyków powietrza. W 1974 r. kalifornijski SRI przepuścił przez Wielką Piramidę fale o wysokiej częstotliwości. Powinny być odbijane przez bloki kamienne wewnątrz piramidy, a zostały pochłonięte. Okazało się, że bloki zawierają o wiele więcej wilgoci niż naturalny kamień. Profesor Joseph Davidovits, archeolog z Uniwersytetu Barry w Miami, odkrył natomiast w jednym z bloków... zatopiony ludzki włos. Nie miał żadnych wątpliwości, że bloki Wielkiej Piramidy zostały odlane. Inni archeologowie odrzucają taką możliwość, choć już w 1889 r.  C.E. Wilbour znalazł na wysepce Sehel koło Asuanu stellę z przepisem na produkcję "sztucznego kamienia". Przepis zawierał listę 29 minerałów, podpowiedzi gdzie je znaleźć i co z nimi zrobić. Stella wskazywała, że te wskazówki zostały podyktowane faraonowi Dżoserowi i jego architektowi Imhotepowi (czyli gostkom od Piramidy Schodkowej w Sakkarze) przez boga Chnuma. Prof. Davidovits odtworzył ów egipski cement i okazało się, że schnie on szybciej od współczesnego i jest bardziej odporny na czynniki klimatyczne.

Czemu jednak miała służyć ta piramidalna betonoza? Przecież nie wkurwianiu aktywistów miejskich :) Ustaliliśmy już, że trzy piramidy z Gizy nie były grobowcami i że Wielka Piramida ma cechy sugerujące, że była obiektem przemysłowym.

Amerykański inżynier Christopher Dunn napisał książkę "The Giza Power Plant", w której starał się dowieść, że Wielka Piramida była generatorem energii. Zwrócił on m.in. uwagę na to, że w Komnacie Królowej znaleziono na ścianach ślady chlorku cynku. Chlorek cynku powstaje w reakcji kwasu chlorowodorowego z cynkiem. Oprócz niego, efektem tej reakcji jest wodór. Czyli paliwo uznawane obecnie za przyszłość energetyki. Wodór można spalać w sposób "tradycyjny", ale jest on też pierwiastkiem wykorzystywanym w trakcie zimnej fuzji. Oczywiście uniwersyteccy profesorowie fizyki upierają się, że zimna fuzja przeczy prawom fizyki - bo nie chce im się oddawać własnych prac na makulaturę i szukać nowej pracy w McDonald's. Dużo kontrowersji wywołały choćby eksperymenty z sonofuzją - czyli zimną fuzją uzyskiwaną w wyniku ściśnięcia bąbelków wodoru z wykorzystaniem energii dźwiękowej. Przeprowadzający je amerykański naukowiec dr Rusi Taleyarkhan - badacz z laboratorium naukowego Oak Ridge finansowany przez DARPA - został napiętnowany jako "oszust", ale podobne efekty (choćby błyski niebieskiego światła w znikających bąbelkach wodoru) zauważyli też niemieccy fizycy w latach 40-tych. 




Według Dunna w Wielkiej Galerii wodór był poddawany "obróbce" dźwiękowej. W widocznych tam niszach były zainstalowane rezonatory Helmholtza. Tymczasem w podziemnej, "niedokończonej" komnacie maszyneria hydrauliczna wprawiała Wielką Piramidę w drgania harmoniczne. Co się działo później? Dunn pisał o wykorzystywaniu energii inercyjnej. Miała ona być wykorzystywana do produkcji mikrofal. Widzi on tutaj podobieństwa do technologii Tesli. Nie jestem fizykiem i niewiele z tego rozumiem. Ale pocieszam się, że niewiele rozumieją też profesorowie fizyki...

Teorię Dunna rozwinął Joseph Farrell w "Gwieździe śmierci z Gizy". Zauważa on, że boki Wielkiej Piramidy posiadają wgłębienia, podobne jak anteny paraboliczne. Nieprzypadkowe jest również to, że w wymiarach Wielkiej Piramidy zawarto odniesienia do pewnych stałych fizycznych, a także odległości ziemskich i kosmicznych. To zharmonizowanie było konieczne do optymalnego działania broni wysyłającej ogromne ilości energii na znaczne odległości. Broni, której bali się nawet bogowie, a którą opisano m.in. w hinduskim eposie "Mahabharata". Broni pozwalającej bez żadnego ostrzeżenia anihilować całe miasta.


Czy jednak mamy jakieś odniesienia w starożytnych źródłach sugerujące, że Wielka Piramida była bronią? Sitchin przytoczył historię zawartą na tabliczkach poświęconych sumeryjskim bogom Nergalowi i Ninurcie, poświęconą wojnie pomiędzy dwoma boskimi rodami. Po zakończeniu tej wojny, w ramach traktatu pokojowego, Ninurta dokonuje inspekcji "domu zbudowanego jak kopiec", w którym znajdują się instalacje, które mają zostać zdemilitaryzowane. W tekście tym opisane są m.in. Komnata Królowej, Wielka Galeria i Komnata Króla. Jest mowa o tym, że znajdowały się tam "świecące kamienie". W Wielkiej Galerii miały się one mienić tęczą. Wewnątrz sarkofagu również było jakieś urządzenie. Ninurta kazał to wszystko zdemontować i zniszczyć. Zrzucono też coś znajdującego się na szczycie Wielkiej Piramidy. Bogowie odetchnęli z ulgą. Przestała działać broń, której obawiali się bardziej od bomby atomowej. Upamiętniono to wydarzenie m.in. pieczęcią cylindryczną, na której ptak będący symbolem Ninurty unosi się między dwiema piramidami.

Według Sitchina, do wydarzeń tych doszło około 8670 roku przed Chrystusem. Trzysta lat wcześniej doszło do wojny pomiędzy Setem i Horusem. Piramidy stały już w 10 500 roku przed Chrystusem - o ile nie trochę wcześniej. Zostały zaprojektowane przez boga Ra, z inspiracji jego ojca Ptaaha. Sumerocentryczny Sitchin utożsamiał Ra z Mardukiem a Ptaacha z Enkim. Czy słusznie ich utożsamiał? To już inna sprawa...



W narracji Sitchina, około 3450 doszło do ponownego wykorzystania Wielkiej Piramidy. Tym razem jako więzienia dla boga. Marduk, w trakcie zamachu stanu, kazał aresztować swojego młodszego brata Dumuziego (Tammuza), ale podczas aresztowania Dumuzi został przypadkiem zabity. Wkurzyła się na to jego narzeczona, bogini Innana/Isztar. Boskie rody znów znalazły się na krawędzi wojny. By ocalić pokój, skazano więc Marduka na śmierć w Wielkiej Piramidzie. Zamknięto go tam, a szyb prowadzący w głąb piramidy zaczopowano granitowym blokiem. Szybko jednak doszło do ułaskawienia tego boga. By go wydostać z piramidy przebito tzw. odcinek C szybu studni - wyraźnie odbiegający jakością wykonania od innych tuneli. Przy okazji wysadzono też w powietrze jeden z bloków przy Wielkiej Galerii. Resztki tego bloku zostały później odkryte przez ludzi kalifa al-Mamuna, którzy przebili się do Wielkiej Piramidy w IX w. Zwrócili oni wówczas też uwagę na biały pył, który pokrywał Wielką Galerię. To też był skutek wysadzenia tzw. kamienia rampy.

W czasach ludzkich faraonów Wielka Piramida nabrała natomiast znaczenia kultowego. W "Tekstach Piramid" odkrytych w Sakkarze opisano jak dusza faraona przechodzi przez nią po śmierci i wychodząc szybem wentylacyjnym, idąc "wzdłuż wzroku Sfinksa" dociera do pewnego obiektu na Synaju, gdzie przechodzi szczegółowe procedury w podziemnych komorach, a następnie wznosi się ku gwiazdom, by dołączyć do bogów, czyli do "Neteru" - Obserwatorów...

***

W kolejnym odcinku serii Kemet poznamy prawdziwe znaczenie hermetycznej maksymy "Jak na górze, tak na dole". Przyjrzymy się całemu polu piramid rozciągającemu się na kilkadziesiąt kilometrów. I co te pole miało pokazywać. 

W tym tygodniu zamieściłem dwa posty - pierwszy poświęcony ś.p. Benedyktowi XVI i sprawom ukraińskim. Komentarze na tamte tematy proszę więc zamieszczać pod tamtym postem. 

piątek, 6 stycznia 2023

Benedykt XVI - niewygodny papież

 


Ilustracja muzyczna: Laibach - God is God

Zmarły papież Benedykt XVI był człowiekiem z innej, lepszej epoki. Był z pokolenia naznaczonego doświadczeniami II wojny światowej i powojennej prosperity. Pokolenia obserwującego jak jego świat był w ostatnich dekadach niszczony przez globalistyczną elitkę. I pokolenia, które samo przyczyniło się w latach 60-tych do samozniszczenia tego świata. Bardzo symboliczna była droga Josepha Ratzingera - od ultraliberalnego soborowego destruktora do konserwatywnego kardynała i papieża próbującego zatrzymać proces gnicia Zachodu.

Pontyfikat Benedykta XVI był też naznaczony wielką tajemnicą. Tajemnicą wewnętrznej wojny w Watykanie, która doprowadziła do abdykacji papieża. W ciekawy sposób o tej wojnie mówił ks. Andrzej Kobyliński. (Przepraszam, że cytuję tak gówniany, fakenewsowy, szwabski portal jak Onet, ale i zepsuty zegar dwa razy dziennie wskazuje właściwą godzinę.) Mówił on:

"Mówi ksiądz profesor o ciemnej stronie mocy w Kościele katolickim?

Mówię o tzw. drugiej stronie, bo takiego właśnie sformułowania – druga strona – używał sam Joseph Ratzinger. 5 lutego 2019 r. potwierdził ten fakt papież Franciszek w trakcie konferencji na pokładzie samolotu w drodze powrotnej z pielgrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Opór w samym Kościele przeciwko działaniom podejmowanym przez papieża Ratzingera był tak silny, że dalsze sprawowanie urzędu następcy św. Piotra stało się niemożliwe. Miałem wówczas na ten temat cenne informacje z pierwszej ręki: z niemieckiego otoczenia Benedykta XVI oraz z redakcji prestiżowego czasopisma włoskich jezuitów "La Civiltà Cattolica", którego każdy numer jest zatwierdzany przed publikacją przez watykański Sekretariat Stanu.

Ratzinger wytrzymał jako papież osiem lat.

Wytrzymał, ale już od 2010 r. rezygnacja zaczęła wisieć w powietrzu. Ja osobiście właśnie w r. 2010 zacząłem myśleć o tym, że abdykacja będzie czymś koniecznym. Już wówczas w Kościele panowało piekło rozpętane przez przeciwników linii doktrynalnej, którą reprezentował papież Benedykt XVI.

Księże profesorze, co to znaczy piekło?

Upraszczając można powiedzieć, że osią konfliktu było starcie skrzydła konserwatywnego ze skrzydłem liberalnym i vice versa. Oczywiście mamy z tym do czynienia od stuleci. Nie tylko w chrześcijaństwie czy katolicyzmie. Jednak w trakcie pontyfikatu papieża Ratzingera doszło do czołowego zderzenia. Rok 2010 nazywany jest przez wielu watykanistów "rokiem strasznym" i był efektem starć Benedykta XVI z tą tzw. drugą stroną. Te starcia zaczęły się jeszcze, kiedy niemiecki kardynał był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Na Wielki Piątek 2005 r. Ratzinger przygotował rozważania do Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum.

(...)


Co Ratzinger nazywał brudem w Kościele? Pedofilię, wykorzystywanie seksualne podwładnych?

To też. Wówczas, w 2005 r. Ratzinger naprawdę był postrzegany jako nadzieja na uporządkowanie w Kościele wielu złych rzeczy. Miał w tym już swoje zasługi – od końca lat 80. optował za tym, żeby zmienić Kodeks Prawa Kanonicznego, zaostrzając przepisy dotyczące pedofilii. Chodziło m.in. o podwyższenie dolnej granicy wieku ofiar i nakaz przesyłania do Rzymu z całego świata dokumentów dotyczących pedofilii klerykalnej. Te zmiany, głównie dzięki Ratzingerowi wprowadzono w 2001 r. Piszę o tym szczegółowo w moim najnowszym artykule naukowym pt. "Odpowiedź Kościoła katolickiego na problem wykorzystywania seksualnego osób nieletnich przez duchownych w latach 1984-2022". Studium zostało opublikowane na łamach czasopisma "Teologia i Moralność".

Rozumiem, że to też miało znaczenie w czasie konklawe w 2005 r.

Zdecydowanie tak. Dużym wstrząsem dla kardynałów na całym świecie był dramat pedofilii klerykalnej, który wybuchł w USA w 2002 r. Istniało ryzyko, że to piekło rozleje się po całym świecie. Trzeba pamiętać o jeszcze jednej sprawie, a mianowicie o tym, że w 1998 r. Ratzinger rozpoczął formalne postępowanie w Kongregacji Nauki Wiary przeciwko założycielowi zgromadzenia Legionistów Chrystusa Marcialowi Macielowi Degollado.

Degollado to pedofil, biseksualista, narkoman, przestępca seksualny, zaprzyjaźniony z wieloma potężnymi ludźmi w Watykanie.

Również z księdzem Stanisławem Dziwiszem.

Formalny akt oskarżenia przeciwko Degollado został przygotowany w Kongregacji Nauki Wiary 18 lutego 1999 r. Niestety, po upływie kilku miesięcy ofiary otrzymały oficjalne pismo, podpisane 24 grudnia 1999 r. o zawieszeniu postępowania.

Do przerwania postępowania przeciwko Degollado przyczynił się ksiądz Stanisław Dziwisz?

Nie mam takiej wiedzy. Uważam, że powinniśmy poznać precyzyjną odpowiedź na to pytanie.

Księże profesorze, kto to zablokował?

Druga strona. Andere Seite.

Dlaczego ksiądz mówi po niemiecku?



Ponieważ po raz pierwszy to pojęcie jako cytowana wypowiedź Ratzingera pojawiło się w prasie niemieckiej. Artykuł opisywał dyskusję między Ratzingerem a kardynałem Christophem Schönbornem, arcybiskupem Wiednia w sprawie dramatycznej sprawy kardynała Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa wiedeńskiego odsuniętego ze stanowiska w r. 1995. Dziennikarze śledczy badający przestępstwa seksualne Groëra szacują, iż kardynał z Wiednia mógł wykorzystać "ponad dwa tys. chłopców i młodych mężczyzn". Jednak do jego śmierci w 2003 r. Watykan nigdy nie potępił publicznie jego zachowań. Ratzinger w rozmowie z Schönbornem mówił, że to dlatego, że wygrała ta "andere Seite", że ta druga strona była silniejsza. To też pokazuje potężne napięcie, jakie panowało w Watykanie i w latach 90. i na początku lat dwutysięcznych, kiedy to liderem obozu stojącego na stanowisku konieczności oczyszczenia Kościoła stał kardynał Ratzinger.

W 2005 r. ta "andere Seite" przegrała, skoro Ratzinger został papieżem.

Na chwilę przegrała. Kiedy Ratzinger zostaje papieżem, to jedną z jego pierwszych decyzji jest ponowne otwarcie postępowania procesowego przeciwko założycielowi Legionistów Chrystusa. Jednak, moim zdaniem, w tym czasie Ratzinger zdawał sobie także sprawę z tego, że było już za późno na głęboką reformę wewnętrzną Kościoła jako instytucji. Miał świadomość potęgi struktur grzechu.

(...)

31 sierpnia 2005 r., cztery miesiące po wyborze, 265. następca św. Piotra podejmuje decyzję, jakiej żaden inny papież nie podjął przez 2000 lat istnienia Kościoła – zatwierdza dokument zakazujący przyjmowania do seminariów i udzielania święceń kapłańskich osobom, które "praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną kulturę gejowską".

Oficjalny tytuł tego dokumentu brzmi następująco: "Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń". I ten dokument, który był już gotowy w wersji roboczej w połowie lat 90. wywołał wielką burzę w Kościele. Został zdecydowanie odrzucony w wielu krajach świata. Papież spotkał się z wielkim oporem. W 2018 r. mówiłem o tym szeroko w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Dlaczego wcześniej Jan Paweł II takiego dokumentu nie podpisał?

Nie wiem. To jest jedno z najważniejszych pytań dotyczących pontyfikatu Jana Pawła II. Trzeba pytać, jakie racje przeważyły, że Jan Paweł II nie zlecił publikacji tego dokumentu. Benedykt zrobił to od razu, na początku pontyfikatu. Ta decyzja wywołała ostrą krytykę w kręgach kościelnych w wielu krajach. Kiedy 4 listopada 2005 r. ten dokument opublikowano, wiele episkopatów i zgromadzeń zakonnych otwarcie się sprzeciwiło, powiedziało, że nie będzie go wcielać w życie."(...)



Gdzie jest teraz ta "andere Seite"?

W dużej, białej skrzyni… 23 marca 2013 r. papież Franciszek odwiedził swego poprzednika Benedykta XVI, przebywającego w Castel Gandolfo. Na zdjęciach z tego spotkania widać dwóch siedzących i rozmawiających ze sobą papieży, a między nimi na stole stoi duża biała skrzynia, pudło. Były w niej tajne dokumenty, jakie Ratzinger postanowił przekazać osobiście papieżowi Franciszkowi. Papież emeryt zabrał je z Watykanu do Castel Gandolfo. Wśród nich były m.in. raporty specjalnej komisji śledczej, powołanej 24 kwietnia 2012 r. w celu wyjaśnienia watykańskich intryg, skandali i kradzieży papieskich dokumentów. Według części komentatorów w raporcie, sporządzonym przez emerytowanych dostojników Kurii Rzymskiej, kardynałów: Juliana Herranza, Jozefa Tomko i Salvatore De Giorgi może znajdować się klucz do wyjaśnienia wszystkich okoliczności abdykacji papieża."

(koniec cytatu)

Martel w "Sodomie" twierdził, że do abdykacji Benedykta XVI skłoniło m.in. to co odkrył podczas wizyty apostolskiej na Kubie. Tamtejszy episkopat - blisko związany z komunistyczną bezpieką - miał być totalnie pogrążony w aferach gejowsko-pedofilskich. 

Trafnej obserwacji dokonał również profesor Andrzej Nowak:

"Przeczytałem niedawno wspaniałą biografię Benedykta XVI pióra Petera Seewalda, w której przypomniano skalę niebywałej agresji skierowanej przeciwko temu papieżowi i Kościołowi przez system medialnego kłamstwa. Powiedziałbym, że zwłaszcza ta niemiecka szkoła kłamstwa wobec Benedykta XVI odsłania się w tej biografii jako coś niezwykle pouczającego i przerażającego jednocześnie. Tę niemiecką szkołę kłamstwa widzę w bardzo dużej części mediów w Polsce współcześnie, skupia się na atakach na Kościół, na papieża św. Jana Pawła II. Atak został podjęty od początku pontyfikatu Benedykta XVI, ale nasilił się zwłaszcza po jego wspaniałym wykładzie w Ratyzbonie, po przywróceniu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X – każda okazja była wykorzystywana do tego, by wyrywając z kontekstu jakieś zdanie z nauczania papieża zaatakować go jako absolutnego wroga każdego człowieka, wroga współczesności. Ta skala kłamstwa jest niewątpliwie zjawiskiem, w kontekście którego trzeba zobaczyć nie tylko decyzję o odejściu z urzędu następcy św. Piotra, ale także całej walki, jaką toczyć musiał Benedykt XVI przez osiem lat swojego pontyfikatu."

(koniec cytatu)

Pamiętajmy również, że Benedykt XVI był również wielkim przyjacielem Polski. U Niemców to bardzo rzadkie. No chyba, że uznamy, że Bawaria nie jest częścią Niemiec...

Nie mam też żadnych wątpliwości, że nawet mocno schorowany Benedykt XVI wykazałby się większym zrozumieniem wojny na Ukrainie od  uprzedzonego wobec "gringos" peronisty Franciszka.

***

O okolicznościach cichego puczu w Watykanie i pedofilskich związkach ludzi, którzy uczynili kardynała Bergoglio papieżem pisałem już w odcinku serii Pontifex: Cichy pucz. Warto do niego powrócić. Jak i do całej serii Pontifex.

O Benedykcie XVI wspomniałem również w serii Phobos. Przypomnijmy zatem poruszone tam wątki dotyczące niedawno zmarłego papieża:

"W 2006 roku papież Benedykt XVI odwołał ze stanowiska szefa Obserwatorium Watykańskiego i swojego doradcy naukowego człowieka bardzo sceptycznie nastawionego do istnienia Obcych. Jego następcą uczynił jezuitę Gabriela Funesa, który w 2008 r. stwierdził, że nie ma konfliktu pomiędzy wiarą w Boga a wiarą w obce cywilizacje. "Obcy może być moim bratem". Jego podwładny, o. Guy Consolmagno, powiedział natomiast w 2010 r., że Obcy może mieć duszę i trzeba go ochrzcić "niezależnie od tego, ile ma macek". Dodał też, że ludzie byliby naprawdę zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak mocno Watykan angażuje się w nowoczesne badania naukowe. (...) Zaskakującym sygnałem dotyczącym tego, jak Stolica Apostolska postrzega fenomen UFO jest również to, że Watykan szeroko otworzył swoje archiwa dla ufologa Michaela Hesemanna. Hesemann napisał dzięki temu kilka dobrych książek historycznych - np. poświęconych Piusowi XII i dawnym relikwiom. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest on też czołowym niemieckim ufologiem, który kiedyś robił m.in. wywiady z kontaktowcem Billym Meierem. I ten czołowy niemiecki ufolog napisał wspólnie z Georgiem Ratzingerem książkę "Mój brat papież". "

(koniec cytatu)

Jednym z moich marzeń jest to, by następnym papieżem został katolicki alt-rightowy, antykomunistyczny ezoteryk. By uczynił swoimi współpracownikiem księdza Natanka. I by jedną z pierwszych jego decyzji jako papieża było ekskomunikowanie całej rodziny Giertychów i Terlikowskiego. Amen.

***


Według Generała SWR, doszło do ciekawego zdarzenia w związku z ukraińskim sylwestrowym celnym strzałem w Makijewce. Na naradzie Putina z przedstawicielami resortów siłowych wystąpiło spięcie pomiędzy wojskowymi a Patruszewem. Wojskowi początkowo twierdzili, że w Makijewce zginęło 88 ludzi, później, że 105. Patruszew twierdził, że co najmniej 290. Później FSB wspólnie z Ministerstwem ds. Sytuacji Nadzwyczajnych ustaliły, że było 312 zabitych i zaginionych oraz 157 rannych, których nazwiska ustalono.

Generał FSB podał też dane o stratach bezpowrotnych (zabitych, zaginionych, bardzo ciężko rannych, dezerterach), które Putin dostał na dzień 31 grudnia 2022 r. Wynoszą one w przypadku sił zbrojnych: 104 186 ludzi. W przypadku prywatnych firm wojskowych: 33 902. Rosgwardia: 5941. FSB: 1118. Ministerstw ds. Sytuacji Nadzwyczajnych: 297.

***

W tym tygodniu wyjątkowo dwa wpisy. W sobotę pojawi się też nowy wpis z serii Kemet.