sobota, 25 kwietnia 2020

Sny # 23: Dupameron


Instytut Wirusologii Wuhan, listopad 2019 r.

Ilustracja muzyczna: Flo Rida - Low

Generał Tsao Tsao obudził się na podłodze laboratorium. Strasznie bolała go głowa i nie pamiętał co robił przez ostatnie kilkanaście godzin. W powietrzu unosił się zapach wymiocin i alkoholu, a po podłodze walały się puste butelki. Jego koledzy leżeli nieprzytomni, tam gdzie popadnie. Z łazienki dobiegał ryk tygrysa. Jakaś goła panienka przemknęła się przez laboratorium zasłaniając sobie cipencję zmiętolonymi skrawkami ciuchów. Sprzęt laboratoryjny był rozpieprzony w drobny mak a w lodówce z wirusami chłodziło się piwo oraz czyjś obcięty palec. Generał Tsao Tsao już wszystko pojął. Wyciągnął z kieszeni komórkę i zadzwonił do towarzysza Xi Jinpinga:

- Yo Czarnuchu!... Mam złe wieści. Daliśmy dupy. Zgubiliśmy wirusa...


***

Z laboratorium w Wuhan została uwolniona chińska broń biologiczna - wirus supersraczki. Kilka tygodni później z Chin zaczęły napływać filmy pokazujące ludzi dostających rozwolnienia na ulicy.

***

Robert W. miał tremę, gdy zbliżał się do tronu ajatollaha. Czuł, że boli go brzuch. Szedł wolno, stąpając po pięknym perskim dywanie.
- Generał Sulejmani, był naprawdę wielkim człowiekiem... Jest mi naprawdę smutno, że zabili go ci amerykańscy bandyci... Chciałbym złożyć kondolencję...

Tama puściła. Na perski dywan.

***

Sytuacja stała się tak poważna, że w styczniu rząd ChRL wprowadził ostrą kwarantannę w Wuhan. A w tym czasie komunistyczne gówno zalewało cały świat zmuszając kolejne rządy do wprowadzania drakońskich obostrzeń. (W tym zakazu wychodzenia do lasu.) Wkrótce wszyscy musieli chodzić w maseczkach po ulicach, by wytrzymać ten zapach.

***

Ojciec Kurak wciąż nie był przekonany, że pandemia supersraczki jest realna. Choć fale gówna rozbijały się o okna jego domu, pisał: "Czas pokaże, że mamy do czynienia jedynie z wielkim eksperymentem socjotechnicznym. Po prostu nieco więcej osób starszych dostało chorób gastrycznych. Widać to szczególnie we Włoszech i Hiszpanii, gdzie dodatkowo takim dolegliwościom sprzyja dieta." Okna trzeszczały mu coraz mocniej pod naporem kaki.

***

Mirosław Salwowski przemierzał ulice w kaloszach i płaszczu przeciwdeszczowym. Uważał obecny kryzys za karę za grzechy "imprezowej chołoty". Napominał nielicznych przechodniów:
- Nie idźcie na tańce!
- Nie idziemy na tańce! Tańce są lamerskie. Idziemy do burdelu. Jesteśmy dziwkarskimi recenzentami i piszemy recenzje burdeli.

***

"Z przerażeniem skonstatowałem, że wszyscy wykupują ze sklepów Papier Toaletowa. Nie kupujcie Papieru Toaletowa. Papier Toaletowa został wymyślony przez pułkownika Iwana Toaletowa z Zarządu I KGB. To element strategicznej sowieckiej decepcji. Jeśli już koniecznie chcecie się podetrzeć, wykorzystajcie coś innego. Ja osobiście to robię tekstami Józefa Mackiewicza, zwłaszcza z archiwalnych wydań "Lwowa i Wilna" - pisał Michał Bonkowski, redaktor Wydawnictwa Piwnicznego.

Odchodził już od zmysłów na kwarantannie. Miał jednak to szczęście, że mógł prowadzić inteligentne konwersacje. Zasiadł do herbatki z Misiem Paddingtonem.
- Drogi Misiu Paddingtonie, co sądzisz o teorii Golicyna mówiącej, że rozłam sowiecko-chiński był falszywy? - mówiąc to nalewał misiowi herbatki do filiżanki.
- Myślę, że Golicyn nie miał w tym przypadku racji, gdyż nigdy nie pracował on na kierunku chińskim i słabo się orientował w tamtejszych sprawach. Relacje innych dezerterów zza Żelaznej i Bambusowej Kurtyny takich pułkownik Stanisław Łuniew wskazują, że rozłam sowiecko-chiński był wówczas autentyczny. Był prawdziwą walką o hegemonię wśród komunistów - odparł Miś Paddington.
- Misiu Paddingtonie, jesteś polrealistyczną kurwą - wycedził Bonkowski.

***



Wkrótce rozeszła się teoria mówiąca, że pandemia została wywołana przez sieci 5G. Nawet w tych krajach, w których o 5G nigdy nie było i nie będzie. Masowo palono maszty 3G mylone z masztami 5G.

***

Nawet, ci którzy nie zachorowali na chińską supersraczkę, czuli olbrzymi ból dupy.

Marcin Masło jak co dzień siedział w studiu telewizji internetowej wDupalu24. Miał na głowie kapelutek z folii aluminiowej i po raz kolejny przekonywał, że pandemia to ściema i że rząd chce nas wszystkich wykończyć za jej pomocą.

- Dzisiaj zaprosiłem do studia dwóch wybitnych, prawicowych, prokapitalistycznych ekspertów ekonomicznych, którzy podzielą się z państwem swoimi planami ratowania gospodarki: to Odbyteusz Jabłoński oraz Tomasz Hujbaś. Zabiorą nas w podróż do lat 90-tych, czyli czasów, gdy Polska była kapitalistyczną krainą mlekiem i miodem płynącą.

Odbyteusz wszedł tanecznym krokiem do studia, podśpiewując: "Americano, ksywa po tacie, handlował waflem na plaży w Juracie. Będę brał cię w aucie!". Na łysej głowie, zamiast kapelutka z folii aluminiowej miał prezerwatywę.

- Oj drogi Odbyteuszu, geniuszu ekonomii, przy którym Milton Friedman może się schować, kapitalistyczna solo tej ziemi, ekspercie Centrum im. Davida Ricardo, nie mający poza tym żadnego płatnego zajęcia, jaki masz plan na wydobycie naszej gospodarki z kryzysu? - Masło wpadł w ekstazę na samą myśl, że przebywa obok takiej krynicy mądrości.

- No cóż, receptą jest Ora et Labora. Musimy więcej pracować. Źródłem naszych nieszczęść jest to, że ci anykapitalistyczni, związkowi wichrzyciele w sierpniu '80 narzucili gospodarce wolne soboty oraz transmisję radiową mszy. To rozleniwiło tych roboli. My już 20 lat dokładamy do tego interesu a oni tylko są rozpieszczani socjałem - Odbyteusz mówiąc to przyjął typową dla siebie nadętą postawę.

- Muszę tutaj przerwać! Odkryłem bowiem tajny plan rządu! - ożywił się Hujbaś - Epidemia to ściema! Rząd chce doprowadzić do bankructwa wszystkich przedsiębiorców i zastąpić ich pisowskimi, na wzór Erdogana! A przecież ci wszyscy przedsiębiorcy z 1989 r. to bohaterowie! Ludzie tacy jak Aleksander Gawronik czy Ireneusz Sekuła, którzy doszli do majątków swoją ciężką pracą. Sekuła to nawet oddał życie za kapitalizm...

- Niesamowite, strasznie podła ta prometejska neosanacja, co nami rządzi... - zamartwiał się Masło.

- Tak, sanacyjna klika sprowadziła na nas klęskę, bo nie weszła w sojusz z niezwyciężonym Związkiem Sowieckim... - wciął się Odbyteusz.

- Będą teraz nasze nieruchomości przejmować za bezcen na licytacjach - lamentował Hujbaś. - A przecież tyle się natrudziliśmy znajdując w Ameryce Południowej 150-letnich Żydów, którzy nam je odstąpili za złotówkę.

- Dodajmy, że Tomasz Hujbaś jest wielkim ekspertem od ekonomii. Bo jak sam piszę, trochę się nią interesuje. Ma też wielkie osiągnięcia jako przedsiębiorca - wyjaśniał Masło.

- Tak, w 2001 r. moje stowarzyszenie skutecznie doprowadziło do wyroku Trybunału Konstytucyjnego likwidującego ograniczenia dla podwyżek czynszów w prywatnych kamienicach. Pomogliśmy w ten sposób wielu przedsiębiorcom, którzy wcześniej przez 20 lat tylko dokładali do tego interesu! W 2014 r. interweniowaliśmy w prokuraturze przeciwko ściganiu właścicieli kamienic, którzy pozbywali się z nich darmozjadów. Pisaliśmy wówczas: "Nawet drastyczne odcięcie dostaw wody nie pozbawia lokatorów dostępu do wody. Podkreślamy, że każdy dostawca wody jest zobowiązany posiadać zastępcze źródło poboru wody. Ponadto woda jest do nabycia praktycznie w każdym sklepie spożywczym." I teraz, nas, którzy tyle zrobiliśmy dla gospodarki ciąga się po sądach i komisjach! - żalił się Hujbaś. (Fragment przytoczonego pisma jest autentyczny. Dwunożna istota, którą tutaj obśmiewam, rzeczywiście coś takiego napisała.)

- Ale, są jacyś neosanacyjni, jakobińscy socjaliści, którzy tak wspaniałym przedsiębiorcom jak wy, chcą rzucać kłody pod nogi. Mówią, że wyrzucaliście na bruk powstańców warszawskich... - zauważył Masło.

- Powstańcy warszawscy to pisowscy socjaliści! Popierając ich, popierasz psucie pieniądza i rujnującą 3 proc. hiperinflację! - oburzył się Hujbaś.

- Właśnie, londyńska klika która wywołała Powstanie Warszawskie wbrew bohaterskiemu Związkowi Radzieckiemu i towarzyszowi Stalinowi jest winna zniszczenia Warszawy. Nie rozumiem, czemu się ją co roku czci 1 sierpnia. Tak samo nie rozumiem kultu tzw. Żołnierzy Wyklętych a już zupełną aberracją jest czczenie klechów-wichrzycieli takich jak Popiełuszko czy Blachnicki. Młodzież powinna czcić prawdziwych bohaterów. Ludzi takich jak generał Czesław Kiszczak - przekonywał Odbyteusz

- Oj, jakie mądre słowa, przez które przebija prawicowy realizm, nawiązujący do Aleksandra Bocheńskiego... - Masło aż dostał maślanych oczu.

JEBUT!!!

Jedna ze ścian studia się zawaliła. Przez gruzy wskoczył do niego koleś ubrany w tani czarnej marynarce ochroniarza. Rzucił na środek pomieszczenia futurystyczny granat. Masło, Odbyteusz i Hujbaś przerażeni skryli się pod biurkiem. Minęła minuta a granat nie eksplodował. Niepewnie wychylili się zza biurka.

- A psubraty! To był tylko mój termos! A ja jestem Hiperprekariusz! - oświadczył koleś w czarnej marynarce. - Byłbym Hiperrobociarzem, ale przenieśliście skurwysyny wszystkie fabryki do Chin w ramach swojej chorej, neoliberalnej ideologii!

W ślad za Hiperprekariuszem do studia wkroczyło dwóch mężczyzn ubranych w drogie garnitury. To byli Towarzysz Powell i Towarzysz X.

- A tutaj mamy ideologiczne rupiecie z lat 90. Tych, którzy nie zrozumieli mądrości etapu ani tego, że nauki ekonomiczne się rozwijają - tłumaczył Towarzysz Powell Towarzyszowi X.

Masło poczuł, że to ostatnia szansa, by się przeciwstawić banksterskiemu walcowi parowemu. Niemal płacząc, wyrzucił z siebie wszystkie żale:

- Nie możecie zwiększać bilansu Fedu poprzez nieograniczone QE, uniemożliwiacie znalezienie rynkowi poziomu równowagi cen, powinniście powrócić do zdrowego pieniądza opartego na złocie a przynajmniej na ropie naftowej...

- A drukarka robi BRRRRRRRRR....  - odparł Towarzysz Powell.


sobota, 18 kwietnia 2020

eXtinction: Globalne ocipienie


Ilustracja muzyczna: Wonder Woman Suite

"Naród nie jest kobiecy, ani męski"
 Eva Peron Duarte

"Nienawidzę feministek, nie cierpię tego, co one robią, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego!"
 Marlene Dietrich

Jak myślicie, kto bardziej przyczynił się do polityczno-społecznej empancypacji kobiet w XX w.: Wonder Woman czy gen. Erich Ludendorff? Oczywiście, że bóg wojny totalnej ze Swarzędza. Nie ulega wątpliwości, że totalna mobilizacja narodów walczących w I wojnie światowej mocniej pchnęła sprawę kobiecą do przodu niż działania wszystkich feministek (czy też działaczek, które po kilkudziesięciu latach od ich śmierci zaliczono do feministek). Większy udział kobiet w życiu politycznym był koncesją za ich udział w wysiłku wojennym a większy ich udział w życiu gospodarczym stał się koniecznością. Sam wysiłek wojenny doprowadził do tego, że z mody zniknęły krępujące je stroje rodem z XIX wieku. Swoje też zrobiły prozaiczne wynalazki takie jak podpaski czy szampony trwale zmieniające życie kobiet. Postęp techniczny - napędzany przez obie wojny światowe i Zimną Wojnę - sprawił, że prace domowe stały się łatwiejsze. Bynajmniej nie deprecjonuje wysiłku nielicznych aktywistek, które przed 1918 r. walczyły o prawa kobiet. Uważam jednak, że ich wysiłek byłby jałowy, gdyby nie cieszyły się przychylnością potężnych mężczyzn. To, że w Polsce kobiety zyskały prawa wyborcze w 1918 r. było wyłącznie kaprysem Piłsudskiego i Moraczewskiego. To, że prezydent Wilson nadał im te prawa w USA też nie było wynikiem nacisków jakiś mitycznych feministek - jedyną znacząca organizacją feministyczną w USA była wówczas kobieca sekcja Ku Klux Klanu. W postępowo-masońskiej Francji było dużo więcej "bojowniczek o prawa kobiet" niż w "zacofanej Polsce" czy na amerykańskiej prowincji. I co? I prawa wyborcze kobiety uzyskały tam dopiero w 1946 r. Francuskie elity bały się wcześniej im je przyznać, bo uważały, że kobiety będą słuchać się księży zamiast barona Rothschilda.




Tak się jakoś dziwnie złożyło, że gdy w latach 60-tych tworzono kolejną falę feminizmu, kobiety już od dawna cieszyły się na Zachodzie wszelkimi możliwymi prawami. (No może poza prawem do wyskrobania własnego dziecka - ale i tak w wielu krajach je wprowadzono jeszcze zanim powstały tam jakieś znaczące ruchy feministyczne.) Zarówno w USA jak i w RFN, był to okres dobrobytu. Praca i mieszkania były tam wówczas o wiele bardziej dostępne niż w ostatnich latach. Nikt nie słyszał o śmieciówkach. Przeciwko czemu więc buntowały się te wszystkie radykalnie lewicowe ruchy? Przeciwko keynsowsko-newdealowskiej wersji kapitalizmu, która zapewniała im dobrobyt, możliwość swobodnego ćpania i słuchania Jima Morrisona. Ruchy te były częścią mechanizmu prowadzącego do rozmontowania ówczesnego systemu powszechnego dobrobytu i przekształcenia go w globalistyczny ład liberalny. (Widać to choćby po "dokonaniach" ruchu Black Power. Od jego powstania sytuacja czarnej społeczności w USA pogorszyła się.) Wśród tych nowych ruchów specyficzną rolę odegrał ówczesny feminizm. Warto więc zapytać przeciwko czemu się on tak właściwie buntował?



Na pewno nie przeciwko purytanizmowi obyczajowemu. Lata 60-te na Zachodzie były bowiem okresem niesamowitej swobody seksualnej. Wszyscy spali ze wszystkimi i mieli gdzieś, co sądzą na ten temat ich rodzice z "Najwspanialszego Pokolenia", nauczyciele, księża, pastorzy czy rabini. Lasencje od Charliego Mansona łaziły sobie nago po ulicach i nikomu to nie przeszkadzało. Antykoncepcja była równie powszechnie dostępna jak narkotyki. Gdzie więc ten "straszny purytanizm" i "opresyjny patriarchat"? Czasy współczesne są o wiele bardziej purytańskie a feministki w tym purytanizmie przodują bóldupiąc z powodu każdego obrazka na którym atrakcyjna seksualnie kobieta jest pokazana w kontekście erotycznym.




Za inaugurację "nowoczesnego" ruchu feministycznego w USA uznaje się  protesty z 1968 r. przeciwko wyborom Miss America. 1968 rok był w Stanach Zjednoczonych bardzo burzliwy. Wybuchały zamieszki związane z wojną wietnamską oraz sprawami rasowymi. A co było wówczas największym problemem działaczek feministycznych? Wybory Miss. Strasznie je oburzało, że jakieś ładne lasencje próbują robić karierę na swojej urodzie. W proteście przeciwko temu konkursowi feministki paliły m.in. biustonosze (wielu z nich raczej nie potrzebne), sztuczne rzęsy czy nawet lakiery do włosów (nie wiem, czy któraś z nich odniosła jakieś obrażenia po wrzuceniu takiego zasobnika w ogień). Ich aktywizm przejawiał się w tamtych czasach również w tym, że oskarżały o molestowanie seksualne lewackich, studenckich aktywistów. Część oskarżonych była gejami, inni nie musieli żadnych dziewczyn molestować - było przecież mnóstwo takich, które dobrowolnie nadstawiały im wszystkie otwory. Podobną oskarżycielską pasję wymierzoną w lewackich aktywistów można było zauważyć również u ówczesnych niemieckich feministek. I to ludzi dziwiło, bo szczególnie te niemieckie były wyjątkowo nieatrakcyjnie seksualnie. Pachniało to więc z daleka prowokatorską robotą.


Przypomnę zresztą, co pisałem w serii Euphoria:

"Dla CIA przez wiele lat pracowała również Gloria Steinem , jedna z "matek" ruchu feministycznego. Wiele wskazuje, że działała dla Agencji nawet wówczas, gdy głosiła swoje radykalne, feministyczne tezy. Oficerem prowadzącym Steinem był Cord Meyer, szycha z samego serca Agencji, były członek Unii Światowych Federalistów. (Jego była żona, malarka Mary Pinchot Meyer, została kochanką JFK i rzekomo dostarczała mu LSD od Timothy'ego Leary, twórcy "rewolucji psychoaktywnej" lat '60-tych. Została zamordowana w październiku 1964 r.) Steinem pracowała też z kubańskim uchodźcą Carlosem Bringierem zaangażowanym w ustawkę z Oswaldem, była dziewczyną Johna Stanleya Pottingera, szychy z Departamentu Sprawiedliwości w czasach Nixona, Forda i Cartera, którego obwiniano o tuszowanie sprawy zabójstwa Martina Luthera Kinga i kochanką Henry'ego Kissingera."

Steinem miała jeszcze w miarę "mieszczańskie' poglądy. I naprawdę za młodu nie wyglądała źle (na co wskazuje je zdjęcie jako króliczka Playboya). Później jednak na wierzch tej feministycznej zupy wypłynęły m.in. takie dziwaczne postacie jak Andrea Dworkin. Fotki nie wstawiam, byście mogli w spokoju zjeść obiad. W każdym bądź razie ta czołowa przedstawicielka antypornograficznego nurtu feminizmu co jakiś czas skarżyła się, że jest "molestowana seksualnie". Raz miał ją molestować kolega... "obcesowo podając słuchawkę telefoniczną". (W Polsce przez kompletnych debili antypornograficzne środowiska prawicowe mocno jest promowana jej koleżanka Gail Dines, która pokazała swoje podwójne standardy m.in. przy sprawie fałszywie oskarżonych o gwałt zawodników lacrosse z Uniwersytetu Duke.) W latach 70 zaczął się umacniać w ruchu feministycznym bardzo silny nurt antyseksualny a jednocześnie opowiadający się za rozwiązaniami depopulacyjnymi.



W Niemczech nestorką tego ruchu jest Alice Schwarzer - koleżanka znanego pedofila Daniela Cohn-Bendita.  Ostatnio jej gwiazda nieco przygasła, bo w 2016 r. skazano ją za to, że w latach 80-tych ukrywała równowartość 4 mln euro na tajnym koncie w Szwajcarii. Skąd miała te pieniądze? Nie wiadomo. W każdym bądź razie już w latach 70-tych została obwołana "papieżycą niemieckiego feminizmu". Tak się akurat składa, że kilka lat temu kupiłem od niemieckich nihilistów ("Nie wierzymy w nic, kompletnie w nic, rozumiesz?") książkę "Retrospektywa feminizmu" autorstwa dr Kerstin Steinbach. Autorka jest niemiecką ginekolog, a przy tym antychrześcijańską marksistką i reichstką. Bardzo ostro atakuje feminizm z proseksualnych pozycji ideologicznych Wilhelma Reicha. Wiele z jej poglądów może szokować, ale lektura była ciekawa (zwłaszcza, że w książce był bogaty materiał ilustracyjny :). Steinbach dogrzebała się do tego, co w latach 70-tych pisała Schwarzer i jej uczennice. I jak się okazuje, tamte feministki prezentowały stanowisko mocno purytańskie a przy tym silnie antynaukowe. Pisały np., że tampony mogą zabijać! Czasopismo "Courage" donosiło w 1981 r. o śmiertelnej chorobie przypominającej grypę wywoływanej przez tampony.

"Jednym z naszych sukcesów jest stosowanie miodu, czosnku i jogurtu zamiast dopochwowych lekarstw, tabletek, maści i kauteryzacji przy niektórych chorobach" - pisała Schwarzer w książce "Mała różnica" z 1975 r. (Nie wiem ile kobiet  mnie czyta, ale może któraś z Was mnie oświeci. Czy wkładanie czosnku w waginę jest nadal zalecaną terapią?) Kontynuujmy tę jazdę bez trzymanki. W tej samej książce Schwarzer pisała, że:

"orgazm pochwowy nie istnieje. Jest fizjologicznym absurdem, bowiem pochwa ma tyle zakończeń nerwowych co jelito grube, a to znaczy: prawie wcale. Jej główna część może być operowana bez znieczulenia".

I znów pytanie do dziewczyn: czy rzeczywiście pozwoliłybyście na operowanie swojej waginy bez znieczulenia? Pytanie do męskiej części czytelników: jak zareagowała wasza kobieta, gdy próbowaliście włożyć jej palec w tylną dziurkę? Na pewno w ciekawy sposób :) Więc jak można pisać, że jelito grube nie ma prawie zakończeń nerwowych?

Schwarzer z tego, że prawdopodobnie nigdy nie miała orgazmu wyciągnęła wniosek, że waginy u wszystkich kobiet są prawie pozbawione zakończeń nerwowych. Żadna kobieta nie osiąga więc przyjemności z seksu. Więc każdy heteroseksualny stosunek seksualny jest gwałtem. Jej kontynuatorki rozwinęły tę ideę twierdząc, że należy im się "zapłata za gwałt"! Na bzdurze mówiącej, że orgazm waginalny nie istnieje zbudowano teorię mówiącą, że seks to forma eksploatacji kobiet narzucona przez patriarchat panujący od tysięcy lat.

A co było wcześniej? Utopia  "szlachetnego dzikusa" podobna jak w pracach Rousseau i Weishaupta. Schwarzer pisała w "Małej różnicy", o tym, że rzekomo "przed naszą erą" istniały w Basenie Morza Śródziemnego "wysoko ucywilizowane ludy barbarzyńskie", w których "panował matriarchat" a mężczyźni byli "niżsi od kobiet", "od pierwszego dnia zajmowali się narodzonym potomstwem" i byli "bardziej kokieteryjni i bojaźliwi". Oczywiście archeolodzy nigdy nie natrafili na ślady żadnej z tych cywilizacji wziętych przez Schwarzer ze swojej "prawie niewrażliwej" kiszki stolcowej. Współczesna nauka dopuszcza to, że u zarania neolitu mogły w różnych miejscach występować społeczności matriarchalne, ale nie ma na to żadnych dowodów. Matriarchat przetrwał później tylko w kilku prymitywnych społecznościach takich jak Irokezi, ale i tam mocno różnił się od feministycznych fantazji Schwarzer. Oczywiście feministki nie uznają "patriarchalnej nauki' i nadal głoszą swoje brednie.

W przekazie dla normalsów feministki przekonują, że walczą o równość. Gdyby jednak walczyły o równość to opowiadałyby się za powszechną służbą wojskową kobiet - tak jak np. u kurdyjskich marksistów czy w Izraelu, a także za zrównaniem wieku emerytalnego obu płci, czy wprowadzeniem opieki naprzemiennej po rozwodach. Nie chodzi im jednak o żadną równość, tylko o przywileje dla jednej płci. Ale oczywiście nie dla wszystkich - bo starają się przecież utrudniać życie dziewczynom, które swoją pracę opierają na urodzie (np. doprowadziły do wyrzucenia z pracy przez F1 hostess).



Nie da się ukryć, że nasze role płciowe są zdeterminowane funkcjami biologicznymi. Historyk wojskowości Martin van Crevald zauważył, że męskie życie jest zwykle cenione mniej od kobiecego, dlatego, że kobiety są demograficznymi "wąskimi gardłami". Teoretycznie jedna może urodzić kilkanaście dzieci, gdy jeden mężczyzna może zapłodnić setki kobiet. Jeśli więc chcecie dokonać ludobójstwa - załatwiajcie w pierwszej kolejności kobiety wroga. Świadomość tego, że życie mężczyzny jest mniej warte od życia kobiety wymagała jednak stworzenia mechanizmu kompensującego - uznania, że osiągnięcia mężczyzny są więcej warte niż osiągnięcia kobiet. Poległych bohaterów wojen musimy celebrować dlatego, by następne pokolenia mężczyzn były gotowe w tych wojnach walczyć. (Zauważcie, że nawet kucharze, fryzjerzy i projektanci mody są bardziej cenieni od kucharek, fryzjerek i projektantek.) Pod wpływem feminizmu zaczęto jednak podważać męskie dokonania i forsować narrację o "opresyjnym patriarchacie" niosącym za sobą tylko "rasizm, seksizm i opresję". Młodzi chłopcy w krajach Zachodu są uczeni, by wstydzili się swojej "toksycznej męskości". Osiągnięcia mężczyzn są deprecjonowane a kobiet afirmowane. To sprawia, że płci męskiej mniej się chce wszystkiego. Więc do ich zastąpienia szykują się kolejne fali migracji agresywnych samców z krajów o średnim IQ poniżej 80.



Dr Steinbach twierdzi, że motywacja wielu feministek była prozaiczna. Chciały w latach 60-tych i 70-tych stłamszenia swobody seksualnej, po to by odzyskać szanse na rynku matrymonialnym. "Feminizm w jego społecznym wymiarze był wspomaganym przez państwo ruchem córeczek z klasy średniej i wyższej, które, licząc na dożywotnie utrzymanie przez płacącego ojca swej przyszłej rodziny, chciały wykorzystać uniwersytet jako targowisko małżeńskie. W obliczu spadku cen na rynku cip, który nastąpił w skutek humanizacji seksualności w Lepszych Czasach dzięki pigułce antykoncepcyjnej i pełnemu zatrudnieniu, feminiści niesamowicie szybko przystąpili do odkręcania koła historii" - pisze Steinbach.

Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że feminizm tego nurtu dążył przede wszystkim do zapędzenia mężczyzn w tryby życia rodzinnego - ale dla odmiany z dominującą rolą kobiety. To się jednak w dużym stopniu nie udało. Po co bowiem facetowi małżeństwo skoro seks jest stosunkowo łatwo dostępny, usługi sprzątające można wynająć, zjeść na mieście a potrzeby posiadania obsranego dzieciaka jakoś się nie ma? Po co komuś zrzędząca maciora, która deklaruje, że nie będzie nic w domu robić i jeszcze odmawia seksu? Wchodząc w związek małżeński ryzykuje się rozwód, czyli utratę majątku i dodatkowo możliwość wrobienia w przemoc domową czy pedofilię. Trudno się więc dziwić, że małżeństwo przegrywa obecnie z konkubinatami. Pojawiły się też trendy będące radykalną reakcją na feminizm typu ruch MGTOW czy incele.  Feministki próbują uszczelnić system walcząc z pornografią czy usługami seksualnymi. To jednak wywoła wyłącznie opłakane skutki. (Nie bez powodu św. Augustyn i św. Tomasz z Akwinu uznawali prostytucję za zjawisko, które powinno się do pewnego stopnia tolerować. I nie bez powodu za jedną z najważniejszych reform Solona uznano stworzenie w Atenach państwowego burdelu, który był dostępny cenowo dla wszystkich i w którym pracowały wyłącznie cudzoziemki.)

Widzimy więc też desperackie starania, by zmienić gusta seksualne mężczyzn. Propaguje się m.in. ruch "body positivity" przekonujący, że brzydsze panienki są tak naprawdę bardzo atrakcyjne. Zwłaszcza te monstrualnie grube. (Inna sprawa, że tym grubym robi się krzywdę zdrowotną przekonując je, że ich tusza jest "piękna".)



No cóż, problemem dla wielu kobiet może być to, gdy mężczyzna nie szuka sobie partnerki za wszelką cenę. Tylko czeka i mądrze wybiera. Przykład Silvio Berlusconiego - najbardziej prokobiecego polityka europejskiego :) - pokazuje, że nawet na stare lata można być otoczony wianuszkiem kobiet. (Wróżbitka z taoistycznej świątyni Wang Tai-sina w Hongkongu powiedziała mi: "Będziesz dużo kłócił się z dziewczynami. Ale nie przejmuj się. Na starość charakter będzie ci łagodniał, a panienek będziesz miał dużo.").



A przecież technologia się rozwija i za jakiś czas będziemy mieć niesamowicie realistyczne seksroboty. Każdy będzie mógł kupić sobie robotyczną kobietę będącą pod względem dotykowym niemal nie do odróżnienia od prawdziwej - a przy tym dopasowaną do naszych preferencji pod względem wyglądu i osobowości. Kto by się wówczas decydował na szwedzki model życia rodzinnego?



Feminizm staje się też ideologią schyłkową za sprawą transgenderyzmu. Skoro mamy 56 płci, to czemu mielibyśmy akurat traktować wyjątkowo kobiety? Zwłaszcza, że przekonuje się nas teraz, że "kobieta też może mieć penisa"?  Widząc jak transpłciowy młody zapaśnik czy bokser robi na ringu mokrą plamę z biologicznej kobiety widzimy jak działa postęp. Pewna idea spełniła już swoje zadanie, czas więc ją wysłać na śmietnik historii i sięgnąć po nowy etap niszczenia gatunku ludzkiego.

Ale cóż, to jak się sprawy dalej potoczą zobaczymy dopiero po pandemii...

***

To już ostatni odcinek serii eXtinction. Została ona przyćmiona przez pandemię koronawirusa. Ale być może pozwoliła też zrozumieć pewne aspekty kryzysu trapiącego Ziemię.

W kwestii pandemii na pewno jeszcze wypłynie wiele bardzo ciekawych informacji, które Wam przybliżę. Kończąc tę serię chciałbym jednak zwrócić Wam uwagę na to, co może się wydarzyć po pandemii.

Moją uwagę zwróciły ostatnio filmy Dicka Allgire - "remote viewera", czyli człowieka, wyszkolonego w wojskowej technice "zdalnego widzenia" używanej przez parapsychicznych szpiegów. W poniższym filmie pokazuje on wizje pustych miast, które miał w zeszłym roku. Widział również kopanie masowych grobów. Zwróćcie uwagę na fragment od 6:57. Pokazuje on przekazanie władzy wojsku przez Kongres a także nowy system ekonomiczny - oparty zapewne na państwowej kryptowalucie. Mowa też o masowych przesiedleniach. Być może w związku zamieszkami w wielkich miastach (a może jakąś inną katastrofą?). Ten system oparty na pieniądzu elektronicznym jest zgodny z moimi intuicjami.


Na innym filmiku twierdzi, że obecny kryzys jest obserwowany przez... Obcych. Inny remote viewer twierdzi, że skutkiem tego załamania będzie powstanie "świata rodem z sci-fi". Czyżby miała się sprawdzić moja teoria Marszu Wyzwoleńczego z serii Phobos?



A już wkrótce kolejna seria: Exile.  Choć jestem namawiany też do kontynuacji serii Sny..,.

sobota, 11 kwietnia 2020

Corona-chan Origins




 Jeśli macie godzinę czasu wolnego (a na pewno macie - a jak Wam dzieciarnia przeszkadza, to wyleczcie ją z ADHD staroświecką metodą: Siedź gnoju i się ucz! :), to obejrzyjcie film dokumentalny, który wkleiłem powyżej. Jeśli zdejmą z YouTube, to poszukajcie na innych serwisach: "1st documentary movie on the origin of CCP virus, Tracking Down the Origin of the Wuhan Coronavirus". Warto obejrzeć, gdyż ten dokument miażdży oficjalną narrację dotyczącą pochodzenia wirusa Wuhan.



Oficjalna narracja mówi, że koronawirus przeskoczył z nietoperza na człowieka. Miało się to stać na bazarze w Wuhan, gdzie sprzedawano nietoperzową zupę. Wersja ta została utrwalona nawet w memach. Wspomniany targ odgrywa podobną rolę w tej historii jak brzoza w propagandowej narracji smoleńskiej. (Przypomnijmy: nie mogło się o nią złamać skrzydło samolotu, zwłaszcza, że maszyna była wówczas nad tym drzewem a samo drzewo było złamane już kilka dni wcześniej.) Nawet z danych oficjalnie podawanych przez Chińczyków wynika, że jedna trzecia wczesnych, grudniowych przypadków zachorowań nie miała żadnego związku z tym targiem. Na targu zaś nigdy nie sprzedawano zupy z nietoperza!



Czemu więc chińska propaganda tak się uparła przy tej zupie nietoperzowej? Bo Corona-chan jest w 88 proc. podobna do dwóch koronawirusów, które kilka lat wcześniej wyizolowali z organizmów nietoperzy naukowcy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w swoim instytucie w Nankinie. Do nowego wirusa przeklejono proteiny S, występujące wcześniej u wirusa SARS. (Te proteiny decydują o tym jak łatwo wirus może zarażać komórki. Są one jak klucz do zamka.) Indyjscy naukowcy zidentyfikowali też w nowym koronawirusie sekwencję, która występuje poza tym tylko w dwóch innych wirusach: HIV i w syntetycznym koronawirusie nad którym pracowała w Wuhan przez kilka lat dr. Shi Zhengli.  Ta czołowa chińska wirusolog pracowała m.in. nad odkryciem mechanizmu, który pozwoliłby zarażać ludzi syntetycznym koronawirusem.



Po tym, gdy w Wuhan wybuchała epidemią Covid-19, naukowcy z miejscowego Instytutu Wirusologii, otwarcie mówili, że wirus wymknął się z laboratorium. 3 lutego dr Wu Xiaohua oskarżył Shi Zhengli, o to, że jej styl zarządzania przyczynił się do ucieczki wirusa. 14 lutego Chen Quanjiao, inny naukowiec z tego instytutu napisał, że winnym wypuszczenia wirusa była dyrektor generalna Instytutu Wang Yanyi. (co ciekawe nie należąca do KPCh, ale do satelickiej Chińskiej Partii Zhi Gong).  W połowie lutego Instytut mocno dementował pogłoski, że pacjentem zero była Huang Yanling, świeża absolwentka zatrudniona w tej placówce. Coś jednak było na rzeczy, bo Instytut szybko wyciął ze swoich stron internetowych wszelkie wzmianki o niej oraz jej zdjęcia.



Poprzednio pisałem, że epidemia była tuszowana w Wuhan przez dwa miesiące. Okazuje się, że mogło być tak nawet dłużej. W listopadzie 2019 r. amerykańskie Narodowe Centrum Wywiadu Medycznego (NCIM) ostrzega Radę Bezpieczeństwa Narodowego, że w Wuhan doszło do pandemii, która może przybrać "apokaliptyczną skalę". Świadczą o tym przechwycone transmisje komunikacyjne a także zdjęcia satelitarne. Nie wiadomo, co z tą wiedzą zrobiono. Już na przełomie listopada i grudnia pojawiają się we Włoszech pierwsze przypadki "dziwnego zapalenia płuc" - lekarze pierwszy raz stykają się z taką chorobą. 29 stycznia Peter Navarro - główny doradca handlowy Trumpa, autor książki "Death by China" - pisze memorandum dla Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w którym ostrzega przed pandemią z Wuhan, która może zabić od 500 tys. do 2 mln Amerykanów i przynieść straty gospodarcze idące w 6 bln dolarów. Zostaje wówczas wyśmiany przez "ekspertów" z NSC, którzy uważają, że nie należy zaostrzać konfrontacji z Chinami. 23 lutego Navarro przekazuje drugie memorandum Trumpowi, co skłania prezydenta do decyzji o wstrzymaniu komunikacji lotniczej z Chinami a później z Europą. Navarro już wówczas wskazuje lek na malarię hydroxychloroquinę jako potencjalne lekarstwo na Covid-19 i ściera się później w tej kwestii z drem Anthonym Faucim.  Jak widać w USA nadal istnieje potężne lobby, które nie by zbyt mocno dociskano Chiny.



Jeden z komentatorów wspomniał pod poprzednim wpisem, że widzi w tym spisku przejaw konwergencji. To bardzo dobra obserwacja. Przykładem takiej konwergencji jest choćby szef WHO Tedros Adhanom. Ten marksista z Etiopii został wybrany na szefa WHO dzięki silnemu chińskiem lobbingowi. Podczas obecnego kryzysu reprezentował interesy ChRL i robił wszystko, by sabotować wysiłki innych krajów mające na celu pokonanie pandemii. Wcześniej m.in. mianował ambasadorem dobrej woli WHO... Roberta Mugabe. Jednocześnie utrzymywał bliskie relacje z Fundacją Billa i Melindy Gatesów oraz Fundacją Clintonów. Było mocno zaangażowany m.in. w promowanie aborcji w Afryce. Przypomnijmy, że WHO to organizacja, która w 2012 r. opracowała tzw. standardy edukacji seksualnej w Europie mówiące m.in. o rozmawianiu z czterolatkami o masturbacji. 



W filmie dokumentalnym poświęconym pochodzeniu wirusa Wuhan, jeden z ekspertów twierdzi, że walczymy nie tyle z biologicznym wirusem, co wirusem komunizmu. Trudno się nie zgodzić z tą opinią. Choć Komunistyczna Partia Chin obecnie głęboko wierzy w XIX wieczny, opisywany przez Marksa, wilczy kapitalizm, to jednak wciąż w ogromnym stopniu zachowuje się jak typowa partia komunistyczna dbająca jedynie o utrzymanie totalitarnej władzy nad własnym narodem i podporządkowanie sobie innych krajów.

Miejmy jednak nadzieję, że każdy szwindel ma swoje granice. Wirus komunizmu zaatakował nas też 10 kwietnia 2010 r. (Biorąc pod uwagę pracę dla komunistycznych tajnych służb osobników zaangażowanych w ten spisek oraz w tuszowanie sprawy, a także symbolikę całego zdarzenia - mogę pisać o wirusie komunizmu.) Wówczas wydawało się, że potęga Rosji rośnie i że kraj ten w ramach obamowsko-merklowskiego resetu będzie odgrywał coraz większą rolę w naszej części Europy. Środowiska sprzeciwiające się rosyjskiemu imperializmowi miały być trwale zmarginalizowane. Nagłą miłością do Putina i wszystkiego, co rosyjskie zapałały nie tylko środowiska resortowe, ale również liberałowie od "zielonej wyspy" i spora część prawicy. Nawet Episkopat podpisywał jakiś świstek o pojednaniu z jakimś pajacem z KGB przebranym za prawosławnego arcybiskupa. Minęło dziesięć lat i długofalowe skutki Smoleńska sprowadzają się już tylko do tego, że w Polsce rządzi formacja  polityczna, która wówczas miała być zmarginalizowana a w ostatnich latach sprowadzała do Polski amerykańskich żołnierzy i amerykański gaz. Wpływy Rosji w regionie mocno spadły. Kreml nastawił przeciwko sobie Ukraińców - choć mógł ich kraj stopniowo wchłaniać metodą Sun Tzu. Po wojnie na Ukrainie, zestrzeleniu MH17, zamachu na Skripala oraz serii partackich operacji GRU, Rosja robi za "czarnego luda" a Putinem straszy się niegrzeczne liberalne dzieci. W Polsce otwarty proputinizm prezentują jedynie emeryci resortowi, niektórzy politycy Pajdokracji. (Zwróćcie uwagę jak niektórzy "prawicowcy" z giertychowym czy nawet "mackiewiczowskim" rodowodem mentalnym obsrywają II RP i Polskie Państwo Podziemne a jednocześnie strasznie się oburzają, gdy ktoś powie coś złego o Rosji, Chinach czy Iranie.) Mam nadzieję, że za kilka lat Chiny będą traktowane podobnie ostro jak Rosja. A chińskie lobby zepchnięte do podobnej niszy jak środowiska otwarcie rusofilskie.

Pamiętajmy: komunizm (i jego mutacje w rodzaju putinizmu) to wirus. I trzeba pokonać go kwarantanną tych, którzy zostali nim zarażeni. Inną sprawą jest oczywiście pochodzenie tego wirusa. Michał Bąkowski uważa, że przeszedł on na Marksa z nietoperza. Ja twierdzę, że to wirus syntetyczny, wyprodukowany do celów depopulacji Ziemi.

***

Jak już wspomniałem, każde, nawet największe, zło ma swoje granice. Mówi o tym również historia o Zmartwychwstaniu Pańskim. Choć więc sytuacja wokół nas jest niewesoła a wielu ludzi jojczy, że nie może iść do Kościoła (tak jakby chodzili tam wcześniej...) lub do lasu (wyrzucić śmiecie), to życzę Wam radosnych Świąt Wielkiej Nocy!




sobota, 4 kwietnia 2020

Kogo zabija Corona-chan?


Ilustracja muzyczna: Kayano Ai - Dear You

W ostatnich tygodniach słyszymy często, że Corona-chan, to "zwykła grypa", a przynajmniej nie zabija szczególnie wielu ludzi. Różni internetowi "mędrcy" twierdzą, że Włosi i Hiszpanie zawyżają statystyki dotyczące zgonów i masowo zaliczają  ludzi, którzy zmarli na różne inne choroby do zabitych przez Covid-19. Może warto więc by sprawdzić jak ilość zgonów w dotkniętych pandemią regionach Włoch wygląda w porównaniu ze średnią z ostatnich lat? No cóż, już to sprawdzono.

Przyjrzyjmy się np. miejscowości Nembro w Prowincji Bergamo. Liczyła ona do niedawna 11, 6 tys. mieszkańców. Średnia liczba zgonów w pierwszym kwartale z ostatnich kilku lat wynosiła tam 35. W tym roku, do 24 marca sięgnęła 158. W Pesaro liczba zgonów była w tym okresie 6,1 razy większa od średniej z ostatnich lat. W Bergamo 10,4 razy większa. Oficjalne dane nie tylko nie zawyżają liczby zgonów na Covid-19, ale ją wręcz ZANIŻAJĄ. Tak mówią np. włoscy lekarze. I to sugerują oficjalne statystyki. We wspomnianym wcześniej Nembro na koronawirusa oficjalnie zmarło "jedynie" 31 ludzi. We włoskich statystykach jako zmarli na koronawirusa są odnotowani jedynie, ci którzy odeszli w szpitalach. Ci którzy zmarli w domach opieki, czy własnych mieszkaniach już nie.   W lokalnych gazetach w lutym i marcu nagle zaczęto drukować po kilkanaście stron nekrologów.  Lombardia to najbogatsza włoska prowincja. Służba zdrowia stoi tam na bardzo wysokim poziomie. A mimo to już dawno przestała sobie radzić z lawiną zachorowań na chińskiego wirusa. Niektórzy cytują raport mówiący, że 99 proc. zmarłych cierpiała na choroby współtowarzyszące. Ale tymi chorobami często są schorzenia, które nie zabijają nas z dnia na dzień, takie jak nadciśnienie, cukrzyca czy arytmia. Gdyby nie wirus Wuhan, bardzo wielu spośród tych ludzi mogłoby sobie pożyć jeszcze przez wiele lat.

Słyszymy argumenty, że Włosi "nadmuchali epidemię", by "wyciągać pieniądze z Unii i ratować swoją bankrutującą gospodarkę". Takie argumenty świadczą jedynie o tym, że ci, którzy je poruszają totalnie nie wiedzą jak funkcjonuje strefa euro i mają żenująco słabe pojęcie o sprawach gospodarczych. Piszę to, jako człowiek, który przez ostatnie dziesięć lat napisał setki stron o kryzysie w strefie euro, tysiące stron przeczytał, przeprowadził masę wywiadów i miał okazję zamienić parę słów z ludźmi, którzy podejmowali decyzje w sprawie kryzysu. Rozumiem, że argumentu o "leniwych włoskich podludziach, chcących wyłudzić kasę z Unii" może użyć "Wyborcza" czy jakiś Helmut z Reichu czerpiący wiedzę o świecie z "Bilda". Ale poważnym ludziom to już nie przystoi.

Wyjaśnię to łopatologicznie: nie ma żadnego sensu, by Włosi zawyżali statystyki dotyczące koronawirusa, gdyż nie mają z tego ŻADNYCH korzyści ekonomicznych. Kasy z Unii nie mogą w ten sposób wyłudzić. Niemcy nie chcą im dać wsparcia z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM) i od samego początku wiedziano, że tak będzie. Unia Europejska dopiero tworzy mechanizmy wsparcia na wypadek takich kryzysów a to co oferuje - marne 100 mld euro na całą UE - to tylko okruszki w porównaniu z potrzebami. Gospodarka Włoch przed kryzysem koronawirusowym wcale nie miała się źle - oczywiście według włoskich standardów. Wzrost PKB w 2019 r., wyniósł według MFW 0 proc., ale na 2020 r. przewidywano 0,5 proc., czyli spodziewano się lekkiego przyspieszenia. Wskaźnik PMI pokazujący koniunkturę we włoskim sektorze usług jeszcze w lutym wynosił 52,1 pkt, co oznaczało ekspansję. W marcu spadł do 17,4 pkt, czyli rekordowo niskiego poziomu oznaczającego głęboką depresję. Włoska gospodarka została zmiażdżona przez epidemię - żaden rząd na świecie nie zrobiłby czegoś takiego, tylko po to, by "wyłudzić kasę z Unii".
 Twierdzenie, że włoska gospodarka wcześniej "bankrutowała" jest również oznaką dyletantyzmu ludzi je głoszących. To prawda, że Włochy są bardzo mocno zadłużone, ale jakie to ma znaczenie w sytuacji, gdy Europejski Bank Centralny jest gotowy wykupić na pniu każdą ilość ich obligacji? Przed kryzysem koronawirusowym część włoskiego długu miała ujemną rentowność, a to oznacza, że banki i fundusze były gotowe dopłacać do posiadania tych papierów, które były im potrzebne choćby jako zastaw do transakcji repo i innych spekulacji. To, że dany kraj ma ogromne zadłużenie nie znaczy wcale, że jest "bankrutem". Gdyby stosować taką kretyńską logikę, to można by powiedzieć, że Bułgaria jest państwem bogatszym niż Japonia. Ale cóż, taka logika jest stosowana, bo poziom edukacji jest u nas żenująco niski a większość krajowej prasy omawiając sprawy ekonomiczne ogranicza się do pisania o kredytach frankowych, o tym, co podrożało w Biedronce i jojczenia na "rozdawnictwo".



Do soboty we Włoszech zmarło na koronawirusa 14,6 tys. osób. Mówimy tu o zaniżonych, oficjalnych danych. To więcej niż np. liczba włoskich żołnierzy poległych w 1917 r. pod Caporetto, czyli w czasie największej klęski militarnej Włoch w I wojnie światowej. W Hiszpanii oficjalna liczba zmarłych na Covid-19 przekroczyła 11 tys. To więcej niż po obu stronach w 1936 r. podczas szturmów Madrytu.  Oczywiście słyszymy też różnych kretynów mówiących, że Hiszpanie zawyżają dane, by "wyciągnąć pieniądze z Unii". No cóż, w ostatnich latach wzrost PKB Hiszpanii był wyższy niż wzrost gospodarczy w Niemczech. A miejscowy rząd robił wszystko, by tuszować epidemię. Kwarantannę wprowadził dopiero, gdy umierało kilkaset ludzi dziennie. Ale nadal słyszymy, że to "zwykła grypa". Zwykła jak grypa hiszpanka? Tamta pandemia sprzed 100 lat zabiła kilkadziesiąt milionów ludzi. Szacunki zabitych są bardzo mało precyzyjne - od 17 mln do 100 mln. Oczywiście wielu spośród zmarłych to ludzie starzy, chorzy i osłabieni głodem. Można też twierdzić, że znacznie więcej osób się z niej wyleczyło niż na nią zmarło. Wśród chorujących na tamtą "zwykłą grypę" byli m.in. Ignacy Jan Paderewski i Józef Piłsudski. Obaj mogli na jesieni 1918 r. na nią umrzeć, co kosztowałoby nas pewnie utratę niepodległości. Taka tam "zwykła grypa", co się nią przejmować...



W USA mieliśmy do soboty 7,2 tys. zmarłych na koronawirusa. To więcej niż zabiły Amerykanów przez kilkanaście lat wojny w Iraku i w Afganistanie.  No i co Amerykanie też "zawyżają statystyki", by "wyciągnąć pieniądze na swoją zbankrutowaną gospodarkę"?  No cóż, różni "eksperci" przekonują nas, że globaliści przeprowadzając krach i wpędzając USA w najgłębszą recesję w historii, chcą się uratować przed krachem, który kiedyś tam by w przyszłości nastąpił (krachem wieszczonym przez tych "ekspertów" od kilku dekad). USA mają więc zbankrutować, bo są zadłużone na olbrzymie sumy (mniejsza z tym, że właścicielem blisko 40 proc. tego długu jest Fed oraz instytucje rządowe, a w rękach cudzoziemców znajduje się tylko około 30 proc.) a dolar jest "nic nie warty" (mniejsza z tym, że spółki i banki z całego świata są zadłużone na dziesiątki bilionów dolarów a teraz bardzo pilnie potrzebują tej waluty, co sprawia, że niemal wszystkie waluty świata w ostatnich tygodniach mocno osłabły wobec dolara) i za chwilę zostanie zastąpiony "zdrową walutą" taką jak chiński juan (nadal wymienialny jedynie w ograniczonym stopniu), rosyjski rubel (który stracił od początku roku 20 proc. wobec dolara) czy jakaś waluta oparta na złocie (mniejsza z tym, że podczas Wielkiego Kryzysu  państwa, które najdłużej trzymały sztywny kurs swoich walut do złota, wpadły w najgłębsze recesje, mniejsza również o to, że standard złota był jedną z przyczyn Wielkiego Kryzysu, kryzysu z 1914 r. i Wielkiego Głodu w Irlandii, i mniejsza o to, że od lat 20. nauki ekonomiczne posunęły się na tyle do przodu, by odrzucić fetysz waluty złotej), ropie naftowej (która staniała od początku roku o 60 proc.) czy wielbłądzim gównie (wszak to też surowiec naturalny, w teorii więcej wart od "powietrza" na którym opierają się takie waluty jak dolar).


W trakcie obecnego kryzysu nie słychać jakoś narzekań ekonomicznych liberałów na "rozdawnictwo" i rządowy "socjał". Janusze Biznesu narzekają wręcz, że rząd chce im dać za mało kasy. Nie słychać darwinistyczno-korwinistycznych bon motów w stylu "niech zginą słabi, a przetrwają najsilniejsi", ani że "zamiast dawać rybę, należy dawać wędkę" ( czyli zagrożonym firmom zamiast pieniędzy, przekazywać papier do drukarek i zszywacze) i "że należy zabezpieczać się na trudne czasy, tak jak wiewiórki gromadzą orzechy". Słychać za to narzekania, że pomaga się bankom. No cóż, w latach 1929-1933 w USA nie pomagano bankom i skończyło się to jak się skończyło - wystarczyć poczytać Miltona Friedmana. Rządy z całego świata już sięgnęły po pomysł Andy'ego Younga z rozdawaniem kasy ludziom. Mam nadzieję, że w ślad za tym pójdzie MMT, modernizacja infrastruktury i Plan Chicago.



No i w końcu okazało się, że sporą część pracy, którą wykonywaliśmy w biurach możemy bez żadnego problemu wykonywać zdalnie. Wyszło też na to, że w wielu korporacjach praca większości pracowników nie wnosi żadnej, ale to absolutnie żadnej wartości dodanej. Piszę to jako koleś, który w czasie tego kryzysu pracuje więcej niż wcześniej, podczas gdy korpoludki nudzą się oglądając Netflixa czy użerają z dzieciarnią. Z drugiej strony niektórzy zyskali teraz możliwość masturbowania się w pracy - mogą wdrożyć radę z "Wilka z Wall Street" :)

Ale skończmy już te dygresje i wróćmy do meritum, czyli do Corony-chan. Ilu ludzi naprawdę zabiła ona w Chinach? I dlaczego powinniśmy uważać Komunistyczną Partię Chin za organizację wrogą ludzkości?



Oficjalne chińskie dane mówią, że koronawirusem zaraziło się 82,5 tys. mieszkańców ChRL a zmarło na niego 3,3 tys. osób. W świetle tego jak epidemia kształtuje się w Europie i USA można powiedzieć, że to dane wyciągnięte z dupy towarzysza Xi Jinpinga. Tego zdania są amerykańskie tajne służby.   Doradcy naukowi premiera Borisa Johnsona są przekonani, że Chiny mogły zaniżyć liczbę zachorowań u siebie czterdziestokrotnie.  Mieszkańcy Wuhan podejrzewają, że w tamtejszych krematoriach spalono ponad 40 tys. osób zmarłych na koronawirusa. W Wuhan jest osiem krematoriów. Od 23 marca do 4 kwietnia (chińskiego Święta Zmarłych) wydają one urny. W tempie po 500 urn dziennie. Przez 12 dni daje to 48 tys. urn. A przecież w trakcie epidemii wstrzymano wydawanie urn. Przez dwa tygodnie wcześniej wydano ich 16 tys. To już jakieś 64 tys. w samym w Wuhan. To zbieżne z tym, co mówił miliarder Guo Wengui - o 50 tys. zmarłych w Wuhan do początku lutego. W styczniu pojawiło się necie nagranie, na którym jedna z chińskich pielęgniarek mówi o 90 tys. zakażonych w Chinach, gdy oficjalnie było ich 1975. 1 lutego na portalu Tencent pojawiły się - szybko podmienione na "właściwe" dane mówiące o 24589 zgonów na koronawirusa w ChRL, gdy oficjalnie było wtedy ich tylko 304. Wyciekły też dokumenty pokazujące, że w prowincji Shandong statystyki zarażonych zaniżono 52-krotnie. Liczba zabitych przez tę epidemię w Chinach może więc wynosić kilkaset tysięcy. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet doszła do miliona.

W Wuhan kwarantannę wprowadzono 23 stycznia 2020 r. - czyli dopiero po tym jak pojawiły się pierwsze przypadki zachorowań w USA, w Korei Płd. i w Tajlandii. W połowie grudnia było już jednak w Wuhan ponad 200 przypadków zachorowań. Są dokumenty mówiące, że do pierwszych zachorowań doszło już w połowie listopada. Chińczycy doskonale zdawali sobie sprawę z zagrożenia - we wrześniu przeprowadzili w Wuhan ćwiczenia dotyczące reakcji na pojawienie się "nowego koronawirusa". Ten wirus jest chińską bronią biologiczną. W Wuhan przez kilka lat eksperymentowano z koronawirusem podobnym do SARS i powiązanym z nietoperzami.

 31 grudnia władze Republiki Chińskiej (Tajwaniu) alarmowały WHO o śmiertelnej chorobie w Chinach - WHO to olała. W tym czasie w Chinach bezpieka prześladowała lekarzy alarmujących o szalejącej epidemii. Bezpieka ich zresztą nęka do dzisiaj. Chińskie laboratoria, które potwierdziły, że nowy wirus jest podobny do SARS dostały wówczas polecenie od Komisji Zdrowia Prowincji Hubei, by przerwały testy i zniszczyły próbki. W Wuhan jeszcze w drugiej połowie stycznia zezwalano na wielotysięczne imprezy publiczne. Według analizy przeprowadzonej przez badaczy z Uniwersytetu Southampton, gdyby kwarantannę wprowadzono o tydzień wcześniej, to globalne zachorowania na koronawirusa byłyby o 66 proc. mniejsze. Gdyby zrobiono to dwa tygodnie wcześniej, to liczba infekcji byłaby o 86 proc. niższa. Gdyby kwarantanna została zaś wprowadzona trzy tygodnie wcześniej, to zachorowań byłoby mniej o 95 proc. Covid-19 byłby więc lokalnym, chińskim epizodem. (Gdyby jednak kwarantanna została wprowadzona trzy tygodnie później, liczba zachorowań byłaby 18 razy większa.)

Chiny przez dwa miesiące tuszowały epidemię i pozwoliły, by rozlała się ona po całym świecie. Do samych USA przybyło w styczniu i lutym blisko 760 tys. podróżnych z Chin. Ilu z nich było zarażonych? Ilu celowo rozprzestrzeniało to cholerstwo? W necie krążą filmy pokazujące, jak przybysze z Chin maniakalnie dotykają różnych przycisków i powierzchni w sklepach w USA, tak jakby byli jakimiś wirusowymi kamikaze. Wcześniej widziałem podobne filmy z Wuhan - typu, że jakaś kobieta ślini klamki od samochodów zaparkowanych na ulicy, lub jakiś dziadzio pluje na przyciski w windzie.

Teraz Chiny przekonują świat, że ich reakcja na epidemię była "modelowa" i "heroiczna" oraz próbują zatrzeć złe wrażenie sprzedając deficytowy sprzęt medyczny Europejczykom. Okazuje się jednak, że ten sprzęt to często buble lub wręcz rzeczy, które są zakażone. Upłynniają w Europie np. maseczki, które nie spełniają nawet chińskich norm. Z jednej chińskich fabryk wyciekł film, na którym jeden z jej pracowników wyciera sobie buty maseczkami chirurgicznymi i śmieje się z tego, że pojadą one do innych krajów. 

Naprawdę więc nie rozumiem, tego że mamy tylu idiotów, którzy chwalą Chiny za ich postawę w trakcie pandemii. Jak to z idiotami bywa, są oni mocno niekonsekwentni. Twierdzą, że w Polsce czy w USA kwarantanna oznacza "komunizm" a jak się ich zapytać o jeszcze bardziej drakońską kwarantannę w Wuhan, to mówią, że polityka Komunistycznej Partii Chin była mądra. Ale cóż, to dokładnie ci sami ludzie, którzy wcześniej mówili, że Chiny to kraj wolności w odróżnieniu od "komunistycznych USA" czy Polski. Rozumiem, że takie opinie wygłasza np. taki Jan Fijor  - TW "Bereta" (zadziwiająco podobny do znanego funkcjonariusza bezpieki Ireneusza Jabłońskiego - czy gejnerał Kiszczak celowo dobierał sobie kolesi o fallicznym wyglądzie? ) czy inny resortowiec. No ale mamy też libertarian nie zauważających, że w Chinach wdraża się totalitarny system nadzoru elektronicznego (System Zaufania Społecznego) czy katolickich tradsów nie zauważających tego, że w Chinach bezpieka wsadza do więzień przedsoborowych biskupów. No cóż, to wynik infantylizmu naszego systemu edukacji. Dziwicie się, że nauczycielki z telewizyjnej szkoły przedstawiają tak niski poziom? A jak to się stało, że wasze dzieci chodząc do szkoły stawały się głupie? Jak to się stało, że taki intelektualny żul jak Wielomski został profesorem? Czemu w II RP prezydentami byli profesorowie a u zarania III RP wybrano na prezydenta człowieka z marginesu społecznego?

Wróćmy jednak do meritum. Globaliści z Czerwonych Chin wyprodukowali koronawirusa. Później w niewyjaśnionych okolicznościach wyrwał się im z laboratorium. Potem przez dwa miesiące tuszowali to, że doszło do epidemii. I zapewniali świat, że wirus jest niegroźny. Nie przenosi się między ludźmi. A wspierała ich w tym WHO. Organizacja przez nich skorumpowana i kierowana przez marksistowskiego doktorka z Etiopii. Jeśli się z tym nie zgadzacie, to podajcie jakieś racjonalne argumenty, że Chiny i WHO  przez pierwsze trzy tygodnie stycznia rzeczywiście powstrzymywały epidemię. Jeśli tych argumentów nie macie i nadal bronicie Chin przed "imperialistycznymi spiskami", to jesteście takimi samymi śmieciami jak sympatycy Sowietów w II RP czy na Zachodzie w czasie Zimnej Wojny. I trzeba was poddać kwarantannie po przenosicie wirusa głupoty.




***

A do serii eXtinction wrócimy po Wielkanocy. Szykuje się też kolejna seria historyczna Exile!

Ból dupy agentury wpływu za 3,2,1...