sobota, 25 lutego 2023

Rok j*bania Rassiji

 


Ilustracja muzyczna: Volodymyr Zelenski drip

Pierwszy rok wojny na Ukrainie możemy podsumować pytaniem: i kto rano był w Kijowie a wieczorem w Warszawie? :)

Wizyta Joe Bidena w ukraińskiej stolicy był dla Rosji potężnym kopniakiem w cztery litery. Nic tak nie obrazowało jej strategicznej klęski jak widok amerykańskiego prezydenta swobodnie przechadzającego się ulicami Kijowa, w rok po tym jak Departament Stanu wzywał obywateli USA do pilnego opuszczenia Ukrainy. Warto również zauważyć, że Joe Biden jest pierwszym od czasów George'a W. Busha amerykańskim prezydentem, który odwiedził Kijów. (Tego samego Busha, który ostrzegał Obamę w 2009 r., że Putin chce zająć Krym i zaatakować Ukrainę.) Symbole symbolami, ale w zakulisowych rozmowach padły konkrety. Kilka nocy później ukraińskie rakiety spadły na rosyjski koszary w Mariupolu oddalne o ponad 80 km od linii frontu i leżące na granicy strzału dla Himarsów z dotychczas używaną amunicją. Wcześniej zapowiedziano, że Ukraina dostanie pociski GLSDB do Himarsów mające zasięg do 150 km. Możliwe, że w tym tygodniu widzieliśmy ich debiut bojowy.


Nic dziwnego więc, że "historyczne" przemówienie Putina mogło być już tylko tradycyjnym sowieckim bóldupieniem o nazistach i biolaboratoriach (jakoś żadnego z tych laboratoriów Ruscy nie pokazali). Dygnitarze obecni na tej nasiadówce przysypiali, a najważniejszą rzeczą, jaką zapamiętali z tej imprezy był moment, gdy turbogej Wołodin położył Miedwiediewowi dłoń na kolanie. 



Wizyta Wujka Joe w Warszawie była fajnym dopełnieniem tej podróży. Trochę jestem rozczarowany, że podczas przemówienia w Arkadach Kubickiego, Biden nie rzucał opowiastkami o swoim psie, ale fajnie że ogólnie fajnie, że wykonał wobec nas taki gest. (A także, ku rozpaczy libków pozytywnie wyraził się o zabezpieczaniu przez nas granicy białoruskiej przed nachodźcami. Libki mogą być też rozczarowane, że Biden poświęcił mniej czasu Czajkowskiemu, Tusskowi i Kopertnikowi niż dzieciom na scenie, ale powinni wiedzieć, że dzieci są zawsze priorytetem dla Wujka Joe.) Naprawdę podobała mi się atmosfera spotkania Bidena z prezydentem Dudą i premierem Morawieckim. Widać też Biden, reprezentujący starą, prozwiązkową część Partii Demokratycznej, polubił Polskę. Oczywiście to nie osobiste sympatie są najważniejsze w polityce międzynarodowej, a interesy strategiczne. A te mamy obecnie z Amerykanami zbieżne.

Cieszy to, że Biden po raz kolejny pominął Berlin w swoich europejskich wojażach. Ostatnim prezydentem, który złożył oficjalną wizytę w niemieckiej stolicy był Barack Hussein Obama - najbardziej lamerski prezydent USA od czasów Jimmy'ego Cartera. Jak zauważył Sławomir Dębski:

"Słyszałem od kogoś, że czasie szczytu NATO w Warszawie, podczas rozmowy Duda-Obama, na każdą propozycję ze strony polskiej Obama pytał: a co na to Niemcy? Czy skonsultowaliście to już z Berlinem? Wrażenie było takie, że administracja Obamy traktowała Polskę jak państwo uzależnione politycznie od Niemiec. To się zmieniło za Trumpa i dalej tak jest. Niemcy były od 30 lat, od upadku Muru Berlińskiego głównym amerykańskim sojusznikiem w Europie. Upadek Muru został zdefiniowany przez środowiska demokratyczne, zwłaszcza od Clintona, jako sukces amerykańskiej polityki. Nawet większy niż wygrana w II wojnie światowej. Oni wokół tego zbudowali legendę. Problem, który powstał obecnie wynikał z tego, że Niemcy i ich polityka wobec Rosji po pierwsze nie tylko poniosła całkowite fiasko, skompromitowała się na całej linii, ale także w dużej części właśnie ta polityka ponosi odpowiedzialność za rosyjską agresję na Ukrainę. Zaproponowali Zachodowi karmienie bestii. Polityka polegająca na karmieniu bestii także interesami i integralnością terytorialną sąsiadów rosyjskiej bestii okazała się niebezpieczna nie tylko dla najbliższego sąsiedztwa Rosji, ale okazała groźna dla interesów Stanów Zjednoczonych. To wymusiło na Amerykanach zmianę. Prezydent Biden przyjeżdża do Polski w chwili, gdy okazuje się, że skuteczna polityka Polski wobec Niemiec polega na polityce faktów dokonanych. Konsultacja z Niemcami, które w swojej polityce dążyły do tego, żeby pomagać jak najmniej Ukrainie i robić to jak najwolniej, do niczego dobrego by nie doprowadziła, a można powiedzieć, byłaby sprzeczna z polityką Stanów Zjednoczonych, prezydenta Bidena, interesami wolnego świata, więc dlatego prezydent Biden pokazuje, swoją obecnością, swoim przemówieniem programowym, że świat potrzebuje bardziej polityki takiej, jaką prowadzi Polska, niż ta którą prowadzą Niemcy. W tym sensie jest to z całą pewnością pewna zmiana akcentów w polityce amerykańskiej, bardzo trudna, zwłaszcza dla demokratów, ponieważ demokraci, do ubiegłego roku, także administracja Bidena, starali się Niemcy ochronić. Te słowa o konieczności utrzymania jedności, utrzymania sojuszu Europy, wolnego świata, wobec Rosji oznaczało de facto podciąganie Niemiec do mainstreamu. To Niemcy wypadły poza mainstream wolnego świata, a administracja Bidena przez ostatni rok starała je się tam dociągać. Polska Amerykanom w tym pomagała między innymi polityką faktów dokonanych. My musimy obecną sytuację wykorzystywać do tego, aby kształtować politykę wolnego świata zgodnie z naszymi interesami, a naszym interesem jest niewątpliwie szybkie zwycięstwo Ukrainy w tej wojnie, bo też nie chodzi o to, żeby Ukraina wygrała za 10 lat, gdy się wykrwawi."

(koniec cytatu)


Ciekawym akcentem wizyty prezydenta Bidena była też... Msza św. odprawiona w hotelu Mariott w Środę Popielcową. Biden jak widać jest bardzo mocno przywiązany do katolickich rytuałów, wyznaczających niegdyś cykl życia irlandzkiej społeczności w USA. Aż przypomniały mi się memy pojawiające się po wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Roe vs Wade. Biden mówiący do telefonu: "Tak, Ojcze Święty, zrobiłem to, co nakazałeś". Aż dziw, że rosyjska propaganda nie eksploatuje wątku jezuickiego spisku przeciwko duposławnej Rassiji realizowanego przez katolickich prezydentów Bidena i Dudę :) Można też nieźle wkręcać naszych antyklerykalnych libków - jeszcze z byłego seminarzysty Szymona Kotłownii zrobić "agenta Watykanu" :)

Niewątpliwie ostatni rok naruszył wiele tabu w globalnej i polityce oraz pogrzebał wiele mitów. Okazało się choćby, że o kant d... można rozbić opowiastki Bartosiaka i kolesi z amerykańskich think-tanku o wszechpotężnych rosyjskich bąblach antydostępowych, przez które nic nie przeleci. Ukraiński atak na bazę lotnictwa strategicznego w Engels, położoną za Wołgą, pokazuje jak bardzo think-tankowi analitycy bywają oderwani od rzeczywistości. Tak samo można się pośmiać z tez Zychowicza, przedstawionych choćby w końcówce "Germanofila", o tym, że powinniśmy polegać w kwestiach obronnych nie na "niepewnych USA", ale na Niemcach. Możnaby napisać wiele tomów książek o takich nietrafionych prognozach...

Sam też muszę się jednak uderzyć w piersi. Nie przewidziałem pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Uważałem, że Rosja nie zrobi czegoś tak kretyńskiego. Widząc nieudolne przygotowania propagandowe do wojny, na miesiąc przed inwazją pisałem:

"Inwazja na pełną skalę byłaby przede wszystkim złamaniem wiecznie aktualnych zaleceń Sun Tzu. Po co, prowadzić wojnę, skoro można przejąć kontrolę nad Ukrainą metodami pokojowymi, za pomocą prorosyjskich polityków? W lutym 2021 r. otwarcie prorosyjska Platforma za Życiem miała w sondażach nawet 23 proc. głosów i wyprzedzała partie Zełenskiego i Poroszenki. Obecnie jej poparcie spadło poniżej 10 proc. W największym stopniu do erozji jej poparcia przyczyniła się Rosja - strasząc zwykłych Ukraińców, że przerobi ich miasta i wioski w Donbas. Karzełek Putin musi być jakimś zakamuflowanym agentem "banderowców". Na miejscu nierobów z Łubianki sprawdziłbym, czy jego ojciec nie był w czasie wojny jakimś zdrajcą i "faszystowskim podlcem".

Dużo więcej sensu miałoby dla Rosji przeprowadzenie ograniczonej inwazji. W planie minimum - aneksji Donieckiej i Ługańskiej Republiki Chujowej. W planie optymalnym wyrąbanie korytarza lądowego do Krymu. W planie maksymalnym przebicie się aż do Naddniestrza. Choć można zadziałać jak w bajce o Piotrusiu i wilku - koncentrować wojska tyle razy nad granicą z Ukrainą, aż w końcu nikt już nie będzie wierzył Ukraińcom, że są zagrożeni inwazją."

(koniec cytatu)

Choć pisałem w sposób bardzo ostrożny, to tamten wpis spotkał się z potężnym bólem d... u bolszewickich trolli. Niejaki shit_eater przekonywał, że biedna Rassija jest prowokowana przez NATO do wojny (już zaraz miały zostać na Ukrainie zainstalowane rakiety hipersoniczne!), by "odwrócić uwagę od szczepionek". Jakiś bóldupiący troll podpisał się wówczas zetką. Bardzo trafne.


Po paru miesiącach różni analitycy wojskowi przyznali mi rację: Rassija mogłaby zrealizować plan, gdyby był on ograniczony do uderzenia na południu - na Chersoń, Mikołajów i Odessę. Zamiast tego próbowała jednak zrobić w Kijowie powtórkę z Kabulu 1979 - zabić Zełenskiego i przerzucić z lotniska do stolicy wojska powietrznodesantowe. (Zapomnieli, że w 1979 r. taka akcja udała im się, bo atakowali sojusznika, który totalnie nie spodziewał się ataku. Prezydent Amin próbował się nawet dodzwonić do ambasady sowieckiej, by poprosić ją o obronę przed niezidentyfikowanymi "puczystami" atakującymi jego pałac.) 

Kluczowe okazało się to, że administracja Bidena zagrała na jesieni 2021 r. w otwarte karty: poinformowała wszystkich o szykowanej rosyjskiej agresji. Rusnia musiała się wówczas tłumaczyć, że nic takiego nie planuje i przesuwać kolejne terminy ataku. I jednocześnie przesadziła z maskirowką - ale wobec własnych żołnierzy i oficerów. Zakończyło się to totalną kompromitacją rosyjskich sił lądowych, lotnictwa, marynarki wojennej, służb specjalnych i dyplomacji. Rosję przed szybkim upadkiem uratowali jedynie kompetentni technokraci z banku centralnego i ministerstwa finansów, w rodzaju Elwiry Nabiuliny. 

W jednym się jednak zgadzam z prorosyjskimi trollami - Putin odegrał rolę historyczną. Jak car Mikołaj II czy Andropow. Uruchomił siły, który doprowadzą w długim terminie do totalnego przekształcenia Rosji, Europy i świata. Nie takiego jednak jak wyobrażali sobie różni Sykulscy i Wielkodupscy.

***

W mediach społecznościowych linkuje dużo mniej lub bardziej ciekawych tekstów. Rocznicowo sporo się ich zebrało. Polecam szczególnie te:

Dobry wywiad z pułkownikiem Sierhijem Hrabskim poświęcony dziejom tej wojny i scenariuszom na przyszłość.




Oczywiście warto też zaglądać do dobrych źródeł z informacjami na temat przebiegu wojny.

Mapę DeepState - pokazującą bardzo dokładnie zmiany sytuacji na froncie od kwietnia - pewnie znacie.

Blog Zapiski Czynione po Drodze - ciekawą kronikę wojny - pewnie też odwiedzacie.

Listę w 100 proc. zweryfikowanych rosyjskich strat sprzętowych skompilowaną przez Oryx też warto czasem sprawdzać. 

***

Ciekawie czyta się moje archiwalne wpisy.

W tym z 19 lutego 2022 r.  ewidentnie się pomyliłem - spodziewałem się "małej wojny". 

W tym z 26 lutego 2022 r. przewidywałem już jednak, że Ruskim nie uda się zdobyć Kijowa.

***

Nie zaskoczy Was pewnie to, że czytam "prawicowe" tygodniki. I moje wrażenia są takie: w "Gazecie Polskiej" nie ma już co prawda ś.p. doktora Targalskiego (który już wiele lat temu obśmiewał rusofilskich debili, z których teraz wszyscy się śmiejemy), ale dobre analizy piszą Piotr Grochmalski i Antoni Rybczyński. W "Sieciach" absolutnie warto poczytać Budzisza i Maciejewskiego. A co ma do zaproponowania "Do Rzeczy"? Nudne wysrywy Warzechy i kuriozalne tekściki Wojciecha "Mielonki" Golonki, który raczy nas mądrościami w stylu "a może lepiej, gdyby Ukraina się poddała?" lub "na wojnie zarabiają koncerny zbrojeniowe". 

Prawdziwą aberracją jest przedstawianiem polityki Orbana wobec wojny na Ukrainie jako "słusznej alternatywy". Co bowiem Węgry zyskały na swoim stanowisku? Nic, poza najwyższą inflacją w Europie. Orban jest w swych rachubach podobnym głupcem jak ta stara dziwka Edward Benesz. Liczył pewnie na zajęcie Zakarpacia w razie upadku Ukrainy. Powinien jeszcze raz przyjrzeć się mapie i zwrócić uwagę na to, że tylko Nizina Pannońska oddzialałaby wówczas Rosję od Serbii. Orban może pajacować z polityką "wielowektorową" tylko dlatego, że Ukraina oddziela go od Rosji. 

Warzecha i inni "geniusze geopolityki" udają, że nie wiedzą, że to, co proponują jest realizacją doktryny Ewy Kopacz, czyli "lepiej się zamknąć w domu i napierdalać kamieniami dinozaury". Rola Polski dla podtrzymywania ukraińskiego oporu jest kluczowa. Gdybyśmy realizowali politykę proponowaną przez konfiarzy - politykę de facto niemiecką! - mielibyśmy obecnie rosyjskie wojska na całym łuku od Sambora po Grodno i wzdłuż granicy z Obwodem Królewieckim. Rozochocony słabością Polski i Zachodu karzełek Putin szykowałby się do kolejnych podbojów. Kapitał zagraniczny uciekałby z naszego kraju, złoty by się totalnie załamał, inflację mielibyśmy z 40-procentową, stopy procentowe na poziomie 20 procent i powszechną służbę wojskową. Konfiarskie lolki płakałyby, że wcielono ich w kamasze - nie na weekendowe szkolenia, a na rok czy dwa lata. 

Paradoksalnie, ci którzy nie lubią Ukraińców, powinni im cały czas mocno kibicować. Gdyby bowiem Putin odniósł łatwe zwycięstwo nad Ukrainą, przypomniałby sobie o pretensjach Chruszczowa, by przyłączyć do sowieckiej Ukrainy Przemyśl, Zamość i Chełm. FSB stałaby się wówczas największym animatorem banderyzmu. 

***

W pewnej rasistowskiej książce przeczytałem bardzo ciekawą rzecz. O sukcesie danego narodu decydują głównie trzy rzeczy: geny, kultura i ekosystem. Moim zdaniem Rosjanie mają akurat dobre geny - dużo ładnych kobiet i silnych, wytrzymałych mężczyzn (o klasycznym wyglądzie Wiktora Buta :). Średnie IQ wyższe niż choćby u Hiszpanów. Pod względem genetycznym Rosjanki stanowią o wiele lepszy materiał od Niemek. Niestety Rosja posiada ekstremalnie ch...wą kulturę, która poważnie ogranicza jej rozwój. Jej kultura to mieszkanka zdegenerowanego prawosławia (czy raczej duposławia), mongolskiego systemu okupacyjnego, pruskiego zmilitaryzowanego biurokratyzmu, sowietyzmu i mafijnego turbokapitalizmu. Na to nakłada się morderczy ekosystem, który wymusił powstanie nieefektywnej kultury pracy, bylejakość inwestycji i brak poszanowania dla życia ludzkiego. Tym, którzy chcą zgłębić ten problem polecam książkę Andrieja Burowskiego "Odrodził się koszmar rosyjskiej historii". Bo klasycznych dzieł Kucharzewskiego i Pipesa, chyba polecać nie muszę... Wyrobionym czytelnikom też chyba nie muszę zachwalać dzieł Włodzimierza Bączkowskiego, który proroczo przekonywał, że "Ostatecznie wypłynie z Rosji czarny nacjonalizm".

***

3,2,1... do bólu d... cwelotrolli Prigożyna w komentarzach

sobota, 18 lutego 2023

Chińskie balony z Phobosa

 


Ilustracja muzyczna: Top Gun Maverick Theme

Każdy, kto zna historię obu wojen światowych, mógł mieć ostatnio uczucie deja vu. Oto bowiem samoloty myśliwskie znów walczą z balonami. Tym razem jednak nie mieliśmy do czynienia z zeppelinowym blitzem nad Londynem. Doszło natomiast do ciekawego crossoveru. Chińczycy wysyłali balony nad USA wykorzystując odkryty przez Japończyków przed II wojną światową prąd strumieniowy - powietrzną autostradę prowadzącą znad Azji Wschodniej do Ameryki Północnej. O ile Japończycy wykorzystywali ten prąd do wysyłania nad USA małych balonów z podwieszonymi bombami, to Chińczycy wykorzystują go jako autostradę dla swoich aerostatów szpiegowskich.




Tym razem jednak wielki chiński balon nad USA wywołał sensację w mediach,  sprowokował powstanie ogromnej ilości memów, a także poważną dyskusję nad stanem amerykańskiej obrony przeciwlotniczej. Po długim zwlekaniu, zestrzelono go u wybrzeży Karoliny Południowej.  (O ile pierwszym wrogim obiektem zestrzelonym przez F-15 był Mig-21, przez F-14 Su-22, przez F-16 Mig-21, przez F-18 też Mig-21, przez F-35 dron, to przez F-22 chiński balon.) 




Jego szczątki wydobyto z oceanu. Zachowały się jego sensory, nie ma więc żadnych wątpliwości, że ten balon spełniał misję szpiegowską. Wcześniej o pojawianiu się tego rodzaju obiektów w swoich przestrzeniach powietrznych donosiło 12 krajów, w tym Japonia i Tajwan.  Cztery miesiące wcześniej jeden z nich rozbił się u wybrzeży Hawajów. Baza tych aerostatów znajduje się na Hajnanie. Balony te nie są wykorzystywane do robienia zdjęć lotniczych, ale do przechwytywania komunikacji elektronicznej. Mogą również służyć jako platformy dla ataków EMP. 




Balony szpiegowskie ostatnio pojawiły się też nad Ukrainą i Rumunią, ale były to bardzo prymitywne rosyjskie ustrojostwa z podwieszonymi kawałkami złomu mającymi za zadanie... zakłócać działanie radarów. Jeden z takich obiektów macie na powyższej fotce. 

Te memiczne zdarzenia przesłoniły jednak dwa o wiele ciekawsze incydenty: zestrzelenia tajemniczych obiektów nad Alaską i Jeziorem Huron.

"Nazywamy je obiektami, a nie balonami, z wyraźnego powodu" - mówiło oświadczenie Pentagonu. Wskazano w nim, że nie wiadomo, czym te obiekty były i na jakiej zasadzie unosiły się w powietrzu. Później Narodowa Rada Bezpieczeństwa stwierdziła, że prawdopodobnie trzy zestrzelone obiekty nie były pochodzenia chińskiego.  Pentagon nagle zmienił wersję, twierdząc, że były to prawdopodobnie obiekty komercyjne. Biden również powiedział, że nie były one związane z Chinami. Jednocześnie puszczono w obieg wersję mówiącą, że zestrzelony nad Alaską obiekt mógł być wartym 12 dolarów hobbystycznym balonem meteorologicznym.  NORAD oficjalnie poinformował o odwołaniu poszukiwań szczątków obiektów zestrzelonych nad Alaską i nad Jeziorem Huron.  Sprawa wydaje się być zamknięta.

ALE...

Mały, hobbystyczny balon meteorologiczny nie pasował do obiektu zestrzelonego nad Alaską. Tamten obiekt miał być cylindryczny i wielkości małego samochodu. Piloci nie wiedzieli, co to jest i twierdzili, że obiekt zakłócał ich elektronikę pokładową. Ponadto Pentagon twierdził, że rozpoczął zbieranie szczątków tego obiektu. 



Podobnie zagadkowy był obiekt zestrzelony nad Jeziorem Huron. Z nagrań z kokpitów biorących udział w akcji jego zestrzelenia, wynika, że byli oni mocno zaskoczeni, tym co zobaczyli. Twierdzili, że ten obiekt nie był balonem. Był czymś ośmiokątnym i szybko się obracał. Pierwsza rakieta w niego nie trafiła.


Po tym weekendzie zestrzeleń, amerykańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego stworzyła nową grupę zadaniową zajmującą się niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.  Republikański senator Marco Rubio stwierdził, że UFO od wielu lat pojawiają się w zastrzeżonej przestrzeni powietrznej USA i że "nie wiadomo skąd pochodzą". Inny republikański senator, John Neely Kennedy, wypowiedział się w podobnym duchu, na koniec krótkiego briefingu mówiąc: "Zamykajcie drzwi na noc". Na utajnionym posiedzeniu senackiej komisji musiał usłyszeć od ludzi z Pentagonu, coś co nim wstrząsnęło...

Każdy kto czytał moją serię Phobos, nie będzie zaskoczony tego rodzaju wypowiedziami amerykańskich prominentów. Choć pastor Chojecki opowiada kocopały o tym, że "UFO to wymysł Sowietów", to tak się akurat składa, że to Pentagon w ostatnich latach najmocniej podsycał zainteresowanie opinii publicznej tym fenomenem (zwróćcie uwagę ile ciekawych programów poświęconych UFO jest na kanałach typu National Geographic). Tymczasem środowiska prosowieckie ostatnio starają się przekonywać, że  UFO to operacja psychologiczna Amerykanów. Towarzysz Edward Snowden stwierdził nawet, że ma ona uwagę odwrócić uwagę od wysadzenia Nord Streamu. (O tym, że Nord Stream został wysadzony w powietrze w wyniku amerykańsko-norweskiej specjalnej operacji gazociągowej pisał Seymur Hersh, czyli koleś, który nagłośnił masakrę w My Lai i wątpił w to, że Skripała otruli agenci GRU. Obecnie jednak nikogo już nie obchodzi Nord Stream - okazał się on całkowicie niepotrzebny. Europa przetrwała bez niego zimę. Szczątki tego gazociągu to wielki pomnik niemieckiej głupoty. Jeżeli rewelacje Hersha są prawdziwe, to bardzo dobrze świadczą o administracji Bidena. Pokazują, że potrafiła potraktować Niemców brutalnie. Może nie tak brutalnie, jak na to zasługują, ale był to krok w dobrym kierunku.) W prorosyjskiej części netu natychmiast zaczęto propagować też wersję, że "UFO ma odwrócić uwagę od szczepionek" i szykowana jest "lipna inwazja obcych".

Stanowisko wobec UFO jakie prezentują cwelotrolle Prigożyna jest jednak oczywiście krańcowo odmienne od tego jakie zajmują decydenci z Kremla za zamkniętymi drzwiami. Generał SWR doniósł, że Putin dostał dwa raporty dotyczące tajemniczych obiektów zestrzelonych przez Amerykanów. Jeden, poważniejszy, od Patruszewa. Drugi od Michaiła Kowalczuka - znanego z ezoterycznych zainteresowań. Raport Kowalczuka był zatytułowany: "Wpływ cywilizacji pozaziemskich na katastrofy naturalne i zdarzenia polityczne". Być może do myślenia dał im niedawny incydent z Wołgogradu. Podczas wizyty karzełka Putina (czy jego sobowtóra) na rocznicę zakończenia bitwy stalingradzkiej, kilku pilotów cywilnych linii lotniczych zaobserwowało nad miastem UFO zmieniające kolory. 

No cóż, śmiałem się kiedyś z kolegą, że gdy zakończy się pandemia, zacznie się III wojna światową, która zostanie zakończona w wyniku inwazji obcych, później okaże się, że obcymi są demony, a na końcu objawi się Ozjasz Goldberg-Mikke i stwierdzi, że świat jest stworzoną przez niego symulacją mającą pokazać ludziom jak zły jest socjalizm :)))))) No, ale teraz sądzę, że jak Korwin coś takiego powie, to zostanie to uznane za "teatrzyk dla gojów" :)

***

Podane przez Generała SWR straty bezpowrotne (zabici, ciężko ranni, zaginieni, jeńcy, dezerterzy) sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej do 18 lutego 2023 r.: 143 178. Straty bezpowrotne prywatnych firm wojskowych nie tylko Wagnera): 49 267. Straty bezpowrotne Rosgwardii: 6632. 

sobota, 11 lutego 2023

Sny: Koty dra Targalskiego mówią mądrzejsze rzeczy niż Sykulski

 


Osobom, które czytają mój blog dopiero od niedawna wyjaśniam, że seria Sny to ostra, obrazoburcza i czasem totalnie absurdalna satyra, która może wywoływać ostry ból tylnej części ciała u niektórych czytelników. No cóż, seria ma też swoich fanów, którzy domagali się kolejnego jej odcinka. Przyda się bowiem obśmiać naszych krajowych bolszewików oraz inne kuriozalne postacie.

***


Sławomir Pytong, przywódca Górskiego Veta, inicjator kampanii Stop Amerykanizacji Oscypka, miał w oczach łzy wzruszenia. Oto bowiem spełnił swoje największe marzenie: miał przed sobą towarzysza Xi Jingpinga, przywódcę "konfucjańskich" Chin bohatersko stawiających opór złym amerykańskim imperialistom w Korei, na Morzu Południowochińskim, w Tybecie, Xinjangu, Hongkongu i w Wuhanie. Chciał mu złożyć hołd jako największemu na świecie "wolnościowcowi", sprzeciwiającemu się polityce lockdownów pandemicznych. Stał przed nim w góralskim kapeluszu i wełnianej pelerynie. W rękach trzymał dary dla Wielkiego Przywódcy: oscypek i ciupagę z napisem "Zakopane". Przemówił:

- Na szczyście! Na zdrowie! Na te Boże Narodzenie! Hej!

Towarzysz Xi Jinping spojrzał na niego z ukosa. Tłumacz szeptał mu do ucha. Oblicze Xi Jinpinga stało się pochmurne. Słowa "na zdrowie" zinterpretował jako krytykę swojej polityki pandemicznej. Słowa "na te Boże Narodzenie" były natomiast totalnie nieakceptowalne w świetle marksizmu-leninizmu. Ciupaga stanowiła groźbę. No i to Górskie Veto, za bardzo kojarzyło się z Tybetem. Xi wezwał gestem swoich podwładnych. Przez chwilę ich opieprzał po mandaryńsku, po czym wydał jedno proste polecenie. Do sali wkroczyli funkcjonariusze ubrani w kombinezony biohazard, chwycili Pytonga i wynieśli go z sali.

- Nie!!! Co to ma być?! Gdzie mi to wsadzacie!!! - darł się Pytong.

Trafił do łagru, gdzie pracował 12 godzin dziennie, sklejając figurki panienek z Genshina. Pierwszego dnia ośmielił się poprosić o przerwę na pójście do toalety. Jego podniesioną rękę wypatrzył generał Tsao Tsao przechadzający się po łagrowej manufakturze i napawający się cierpieniami wrogów ludu. 

- Co jest Czarnuchu?! - spytał chiński generał.

- Chciałbym na chwilę do toalety...

- Pewnie chciałbyś jeszcze płatnego urlopu, świadczeń socjalnych i możliwości zrzeszania się w wolnych związkach zawodowych Czarnuchu?

- Nie, bo to byłby socjalizm...

Trzask! Trzask! Trzask! Generał Tsao Tsao zaczął go okładać bambusowym kijem. - Za dużo byś chciał Czarnuchu! Żadnych przerw na toaletę! Będzie sklejali, aż się zesrali!

Pytong miał w oczach łzy wzruszenia. - Jak to dobrze, że żyję w konfucjańskich Chinach, a nie w tej socjalistyczno-etatystycznej zamerykanizowanej Polsce...

***



Ronald Robiący Laseczki i Pafnucy Serwacy w wywiadzie dla internetowego magazynu "Chujowy Szlak" opowiadali o straszliwym incydencie. O tym jak zostali napadnięci na ulicy przez "polskich faszystów". 

- Napadli na nas polscy zwolennicy Azowa. Było ich kilkunastu. Mieli maczety oraz karabiny maszynowe - z dramatyzmem w głosie relacjonował Serwacy.

- Tak... Wychłostali nas katechonami po twarzach... - rozmarzył się Ronald.

- He?! Ale nic takiego nie było... - nieśmiało próbował protestować Serwacy.

- A ich katechony były takie wielkie! Katechoniczne! Byli tacy nonszalanccy, brutalni... I zgwałcili nas. We wszystkie otwory... 

- Ej! Nie zrobili tego!!! - oburzał się Serwacy. Nie mógł jednak przerwać fantazji Ronalda.

- Nawet w uszy i dziurki od nosa! Byliśmy cali pokryci ich katechonicznymi wydzielinami!

***

JAK TEN INCYDENT WYGLĄDAŁ NAPRAWDĘ:

Ronald i Serwacy przechadzali się ulicą głośno narzekając na polski faszyzm, antykomunizm, politykę historyczną i rusofobię.

- Rusofobia jest antykatechoniczna, więc równa się homofobii... - narzekał Ronald.

Bum! Nagle Serwacy poczuł lekkie szturchnięcie.

- Ratunku! Atakuje mnie  Azooooooooow! Himarsami! - darł się wniebogłosy.

To nie był jednak Azow. Przypadkiem wpadł na niego chudy koleś w rozciągniętym różowym sweterku, idący trzymając za rękę podobnego kolesia. Jego partner lekko go skarcił:

- Przeeeeeeeeproś paaaaaana!

- Przeeeeepraszam cukiereczku!

To byli członkowie Grupy Performatywnej Chłopaki.

- Hej, co robicie dzisiaj wieczorem!? Może chcecie ze mną pooglądać xxxportal - zagaił do nich Ronald.

***

Incydent z napaścią na Pafnucego Serwacego i Ronalda Robiącego Laseczki został przedstawiony w onucowskiej części netu jako przykład "wyjątkowego zezwierzęcenia polskich banderofilów". "Przez trzy dni i noce kontemplowałem zdjęcie Ronalda Robiącego Laseczki" - napisał poruszony tą sprawą Łukasz Narzeka.  Swoje dorzucił do tej narracji również Piotr Kutasiuk, czołowy onucowiec na Twitterze.

"Polscy banderowcy przez 30 dni i nocy brutalnie gwałcili...."

Trzask! Dał mu plaskacza w kark Leonid Swidridow, ubrany w mundur oficera KGB. - Źle!!! Towarzyszu Kutasiuk!!! Ile razy mam wam mówić, byście pisali bardziej dramatycznie!

"brutalnie gwałcili ich pociskami od Himarsów, dostarczonymi przez NATO" - dokończył Kutasiuk.

- Dobrze towarzyszu! A teraz dodajcie, że w ramach specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej zniszczyły 43243213111 spośród 20 dostarczonych kijowskiemu reżimowi Himarsów! 

- "Pod Bachmutem zdołało w ciągu jednego dnia wyeliminować 2,5 mln ukraińskich faszystów" - tweetował Kutasiuk.

- Świetnie towarzyszu! Dostaniecie za to Order Bohatera Związku Radzieckiego! I specjalną nagrodę! - Swiridow postawił na stole i otworzył konserwę z czymś przypominającym masę kałową. Kutasiuk rzucił się do jej wcinania, bez użycia rąk. - Am am am am am!!! - wydawał głośne odgłosy podczas jedzenia. 

- A teraz jak się już posililiście towarzyszu, to wracajcie do pracy! Napiszcie coś o polskich bandytach z AK i NSZ!

"Jak poinformowało Sowinformbiuro, proces Okulickiego i innych przywódców polskich band skrytobójczo zabijających żołnierzy Armii Czerwonej..."

Bang! Mózg Swidridowa opryskał cały pokój. Kutasiuk poczuł coś twardego...

- To bardzo przyjemne towarzyszu Prigożyn, ale już jestem w trwałym związku z towarzyszem...

Tratatata!!! Romuld "Rajs" Bury pociągnął za spust i zrobił polskojęzycznemu sowieciarzowi z tyłka dymiące zgliszcza. - Tępy chuj! - splunął "Bury" na jego truchło. 

***

Wracając do domu zauważyłem pod swoją klatką księdza Issekaiowicza-Zaleskiana. 



- Jak się masz! Zapraszam na kebaba do lokalu prowadzonego przez mojego kuzyna! - wręczył mi ulotkę.

- Dziękuję. Ormianie robią naprawdę dobre kebaby. Ale niestety nie jestem teraz głodny... 

- 12,90 zł za średniego kebaba z ostrym sosem na cienkim cieście. Super promocja! - przekonywał mnie ks. Issekaiowicz.

- Ale naprawdę nie chcę mi się jeść...

- Zachcę ci się, jeśli docenisz wkład Ormian w naszą cywilizację.

- Ależ doceniam, choćby rolę ks. Grzegorza Piramowicza...

Ks. Issekaiowicz zaczął wyciągać fotografie przedstawiające słynnych Ormian:




- Hajk Bżyszkian, marszałek Bagramian, Anastas Mikojan, Serj Tankian, doktor Kevorkian, Kim Kardashian. Zajebista dupa!

- Hej! Nie wyrażaj się tak o matce moich dzieci! - zwrócił mu uwagę przechodzący obok Kanye West.

- Zamknij się azerski banderowcu!!! - odwarknął mu ormiański duchowny, po czym wrócił do prób przekonywania mnie. - Chyba przyznasz, że Kim Kardashian to najpiękniejsza kobieta na świecie!

- No nie wiem... Trochę mi się z twarzy nie podoba...

- Ehhhhhh... Jak możesz mówić takie rzeczy! Pewnie stałeś po stronie Azerów w czasie wojny w Arcachu!

- Zgodnie z prawem międzynarodowym Karabach stanowi terytorium Azerbejdżanu, a Ormianie dopuszczali się wcześniej na jego terenach czystek etnicznych...

- Ehhhh.... Mamy tutaj azerskiego lobbystę! Redaktorze Kebabowicz! Pomocy! - ks. Issekaiowicz wezwał znanego korespondenta wojennego Witolda Kebabowicza. Naburmuszony Kebabowicz od razu przystąpił do ataku:

- Jak możesz nie popierać Armenii!!! Armenia to ostoja chrześcijaństwa i cywilizacji zachodniej!

- Ale też kraj tradycyjnie prorosyjski...

- Nieprawda! Ty ignorancie! Ormianie nigdy nie byli prorosyjscy! To najbardziej proamerykański i chrześcijański naród na świecie! 

- To dlaczego nie próbują ułożyć sobie przyjaznych relacji z Gruzją?

- .... - redaktor Kebabowicz nie potrafił odpowiedzieć, więc skierował dyskusję na inne tory - To Armenia i Kurdowie bronią nas przed Turcją!

- Ale Turcja nas nie atakuje i raczej nie ma na to szans... Turcja to nikłe zagrożenie w porównaniu z Rosją czy z Chinami... Stanowi zagrożenie co najwyżej dla Kurdów i Armenii.

- Kurdowie i Armenia z łatwością mogą skopać dupy Turkom! Ormiańskie drony są 100 razy lepsze od tych całych tureckich Bayraktarów! A Azerbejdżan przegrał wojnę w Arcachu!

- Aha, czyli sprawa się wyjaśniła. Kurdowie i Armenia obronią nas przed Turcją...

- Co ty pieprzysz ignorancie! Nie będziesz tak mówił, gdy tureckie wojska pojawią się pod Krakowem! Poza tym jesteś ignorantem, bo nie doceniasz strategicznego znaczenia syryjskiej wioski Deir al-Bdziababub!

- Jakie jest niby strategiczne znaczenie syryjskiej wioski Deir al-Bdziababub?

- Jak można być tak głupim i tego nie wiedzieć? Tam się ważą losy świata! Po zdobyciu Deir al-Bdzaibabub, Państwo Islamskie może nacierać na al-Madziabud! A jak przejdzie przez al-Madziabud to wyjdzie na skrzyżowanie dróg z al-Hadziabud do al-Wadziabud, a wówczas może podbić całą Europę!

- Myślałem, że Państwo Islamskie zostało zniszczone...

- Ty chyba jesteś opłacany przez Erdogana! Uprawiasz proturecki trolling! Zaprzeczasz draniu ludobójstwu dokonanego na Ormianach!

- Ale ja nigdy nie zaprzeczałem...

- A to faszystowski podlec! Pewnie jeszcze banderowiec zaprzecza ludobójstwu na Wołyniu! - włączył się do dyskusji ks. Issekaiowicz.

- Wypraszam sobie takie insynuacje! W zeszłym roku byłem na uroczystościach wołyńskich...

- W zeszłym roku?! Powinieneś być na nich codziennie!!! - wściekał się ormiański duchowny.

Następnego dnia ustawił się wraz z ponurym redaktorem Kebabowiczem pod moim oknem. Trzymał w rękach wielkie radio tranzystorowe, z którego puszczał "Areials" System of Down. 

***



Z dziejów Resetu. Jest rok 2013. Katechon Cyryl, metropolita Sodomsko-Gomorski, odwiedza Polskę, by podpisać jakiś durny świstek papieru. Liberalny publicysta katolicki Tomasz Talikowski jest straszliwie podekscytowany, bo widzi w tym przełom dziejowy otwierający drogę do sojuszu polskiego Kościoła z sowiecką Cerkwią w walce o wartości (m)oralne.

- Wysławiajtie Władymira Władymirowicza, jewo katechon oczień wielijkij... - Cyryl śpiewał cerkiewny hymn i błogosławił sierpem i młotem.

- O rajciu, o rajciu, o kurcze balszkę! Katechon wspólnie z nami będzie walczył o wielodzietność i przeciwko gazetkom z rozebranymi paniami! Pomoże też zwalczać ciasny nacjonalizm! - ekscytował się Talikowski. 

Uklęknął przed Cyrylem, prosząc o błogosławieństwo.

Cyryl rozpiął rozporek i wyciągnął swojego katechona...

***

Marcin Żymierski, szef telewizji WDupalu24, prowadził transmisję sprzed toi-toia, podczas której wpadł w typowy dla siebie "geopolityczny" słowotok:

- Pamiętacie jak mówiłem, że żadnej wojny nie będzie?  I co? I jest. A my jesteśmy przecież zbyt małymi misiami, by postawić się Putinowi. Powinniśmy się zamknąć w domach...

Tuż obok, równolegle miał streama pewien znany aktor w furażerce. 



- Specjalnie dla programu "Jackass" Telewizji Narodowej, Aleksander Jabłonowski - mówił to z chytryśnym uśmieszkiem. Wziął rozpęd i BUM!!! Pierdzielnął w toitoia. Przenośna sławojka przewróciła się na redaktora Żymierskiego. Wyskoczył z niej ubabrany w brązowej substancji Ludwiczek. Plask! Rozpaćkał tę substancję Żymierskiemu na glacy. Obok łaził w samych gaciach Porębini podśpiewując: - Bandiera Rosa! Bandiera Rosa!

Karzełek Putin zatrzymał filmik. - I my za to płacimy? - spojrzał gniewnie na swoich współpracowników. 

- No cóż... Nikogo lepszego nie udało nam się znaleźć... - tłumaczył się Patruszew.

- Ale to bardzo zabawne! Czemu czegoś takiego nie robimy u siebie! Chciałbym zobaczyć Miedwiediewa przeskakującego kanałek ściekowy na trójkołowym rowerku! To będzie viralowy hit! - ekscytował się Putin.

Jedynie Kadyrow zdawał sobie sprawę, że atak na Ukrainę - z punktu strategicznego całkowity Jackass - miał za zadanie jedynie sprawić, że Rosja zamieni się w gigantycznego patostreamerskiego mema. Ten cel operacji specjalnej został w 100 procentach wypełniony. 


sobota, 4 lutego 2023

Casus belli - Gruzja 2008

 


O nędzy intelektualnej wielu polskojęzycznych i zagranicznych "ekspertów" świadczy nie tylko to, że gadają oni głupoty na temat wojny prowadzonej na Ukrainie. Kompromitują się oni też mówiąc o innych konfliktach zbrojnych - a szczególnie o wojnie w Gruzji z 2008 r. Najczęściej powtarzaną przez nich bzdurą dotyczącą tamtego konfliktu jest to, że "Saakaszwili niepotrzebnie sprowokował Rosję, atakując Osetię Południową". Jak za chwilę wyjaśnię, takie twierdzenia to totalny idiotyzm, a zarazem jedno z najskuteczniejszych rosyjskich kłamstw. Skuteczne dlatego, że w czasach niesławnego resetu, Zachód tego łgarstwa nie dementował.

Tematowi okoliczności wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej jest poświęcony znakomity film dokumentalny Michała Orzechowskiego "Casus belli. Po co komu ta wojna?" (dostępny do obejrzenia w VOD TVP). Warto po jego obejrzeniu sięgnąć do książki Iraklego Matcharashvilego "2008 rok. Wojna rosyjsko-gruzińska", a także do książki "Wojny Putina" Marcela Van Herpena. Fakty przedstawione w tych źródłach są nie do podważenia: to Rosja wówczas zaczęła wojnę, a nie Gruzja.

Orzechowski w swoim filmie dokumentalnym zwraca uwagę na rzecz oczywistą, acz notorycznie pomijaną przez "ekspertów": co stanowiło casus belli? Od jakiego zdarzenia rozpoczęła się wojna? Przypomina, że w regionie Cchinwali/Osetii Południowej obowiązywało od kilkunastu lat porozumienie rozejmowe, które określało maksymalną liczebność stacjonujących tam rosyjskich sił "pokojowych" oraz uzbrojenie jakie mogą one mieć. Wprowadzenie na teren Osetii Południowej większych sił, uzbrojonych w broń ofensywną automatycznie stanowiło złamanie porozumienia rozejmowego. A więc początek wojny. Tak się akurat złożyło, że na dzień przed rozpoczęciem przez Gruzinów ostrzału Cchinwali, przez tunel Roki były przerzucane duże rosyjskie siły pancerne. Gruziński wywiad podsłuchał komunikację radiową pomiędzy rosyjskimi agresorami oraz ich osetyńskimi marionetkami. To, że duże wojska rosyjskie zostały wprowadzone na teren Osetii Południowej przed gruzińskim kontratakiem poświadczają również relacje Rosjan i Osetyńców zebrane w książce Matcharashvilego. 

Powyżej: zniszczony gruziński czołg T-72 na ulicach Cchinwali. Jak widać, po "huraganowym" gruzińskim ostrzale miasta nie ma śladów - w oknach nawet są szyby. 

Totalną propagandową bzdurą są również bajdurzenia o tym, że w gruzińskim "huraganowym" ostrzale Cchinwali zginęło "kilka tysięcy cywilów". Pojawiały się nawet twierdzenia o 8 tys. zabitych (W 2008 r. widziałem taką liczbę w ogłoszeniu zapraszającą na mszę upamiętniającą osetyńskie ofiary wojny. Ogłoszenie to wisiało w pobliżu wejścia do prawosławnej katedry św. Marii Magdaleny na warszawskiej Pradze. To cerkiew położona obok siedziby abpa gen. Sawy, zwierzchnika polskiej cerkwii prawosławnej, TW "Jurek",  znanego z pisania głupich listów do gejowsko-kagiebowskiego "katechona" Cyryla sodomsko-gomorskiego.) W całym Cchinwali mieszka obecnie 30 tys. ludzi, a liczba mieszańców jakoś specjalnie nie spadła w wyniku wojny. Nawet oficjalne rosyjskie dane mówią o tym, że w konflikcie zginęło tylko 162 osetyńskich "cywilów", ale zaliczono do tej grupy zapewne "ochotników" w dresach i z kałachami, którzy poszli wojować z Gruzją, czy raczej rabować gruzińskie wioski. Z osetyńskich relacji wynika, że całe miasto Cchinwali zostało już na kilka dni przed wybuchem wojny ewakuowane do Rosji - by zrobić miejsce dla wojsk rosyjskich.

Zresztą atak na Gruzję zaczął się już na wiele dni przed 7 sierpnia 2008 r. Od wielu dni wcześniej gruzińskie wioski były ostrzeliwane z terytorium Osetii Południowej. Rosyjscy dywersanci zakładali natomiast miny na gruzińskich drogach. Jeśli to nie jest agresją, to co nią jest? Tak samo Rusnia zachowywała się w dniach poprzedzających inwazję na Ukrainę. Wówczas również zmyślała historyjki o "nieustannym, huraganowym ostrzale Doniecka". Van Herpen wylicza w swojej książce konkretne przykłady przygotowań Rusni do agresji na Gruzję - takie jak choćby przejęcie całkowitej władzy nad Osetią Południową przez rosyjskich wojskowych i funkcjonariuszy FSB, czy też odbudowa przez rosyjskie wojska inżynieryjne linii kolejowej w Abchazji, która była nieczynna od dekad, a jedynym sensownym jej zastosowaniem był transport materiałów dla wojska. Oczywiście, gdy przytoczymy te argumenty prorosyjskim zjebom takim jak profesor Adam Wielkodupski, to usłyszymy w odpowiedzi: Łałałała uga buga łubu dubu zesrałem się w majty katechon! Czy podobny bełkot...


Czemu jednak Saakaszwili zdecydował się na uderzenie w rosyjskie wojska gromadzące się w Cinchwali? Czy nie było to szaleństwem? Czy nie mógł dłużej poczekać? Rzut oka na mapę pokazuje, że nie za bardzo miał możliwość czekania. Cchinwali to klucz do powstrzymania agresji. Stamtąd prowadzi dolina rozszerzająca się w kształt lejka. Gdy czołgi wyjeżdżają z tej doliny, zajmują kluczową autostradę łączącą wschód i zachód kraju. Do Tbilisi mają stamtąd 67 km. To trochę tak, jakby wojska orków znalazły się na autostradzie na zachód o Siedlec... Trzydniowa bitwa o Cchinwali była więc desperacką próbą powstrzymania sił agresora przed przebiciem się do stolicy. Decyzja Saakaszwilego była jak najbardziej racjonalna, ale siły jakimi dysponował były zbyt małe, by powstrzymać wroga. Bitwa o Cchinwali była więc kupieniem czasu na interwencję dyplomatyczną mającą obronić Gruzję.


Jak zapewne pamiętacie, rosyjska ofensywa zatrzymała się na autostradzie tuż za miastem Gori. Również wojska rosyjskie atakujące z terenu Abchazji zatrzymały natarcia prowadzone wzdłuż wybrzeża i w stronę miasta Kutaisi. To dlaczego do tego doszło jest przedmiotem sporów. Jedni widzą w tym skutek interwencji dyplomatycznej francuskiego prezydenta Sarkozy'ego, inni wyprawy Lecha Kaczyńskiego i innych prezydentów państw naszego regionu na wiec w Tbilisi. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć tego sporu - nie wiem, co siedziało wówczas w głowie Putina i dlaczego postanowił przerwać inwazję. Być może wówczas jeszcze za bardzo asekurancko wyczekiwał ostrzejszej odpowiedzi Zachodu - co sugerował jego były doradca a obecnie emigrant-opozycjonista Andriej Iłłarionow. Faktem jest jednak to, że Putin wykazał się wówczas zbyt słabymi nerwami, Zachód specjalnie ostro nie zareagował, a Gruzini uznali Lecha Kaczyńskiego za bohatera, który pomógł ocalić ich kraj. 



Orzechowski zwraca jednak uwagę w swoim filmie, że Rosja chciała później "dokończyć sprawę" z Gruzją. Przygotowywała się do uderzenia "dobijającego". Znów koncentrowała wojska, a na terytorium Gruzji pojawiły się oddziały zwiadowcze Specnazu. Gdy Saakaszwili powiadomił o tym Kaczyńskiego, nasz prezydent postanowił pojechać do Gruzji - nad samą linię rozejmową z Osetią. Wymyślił prowokację mającą utrudnić Rosji przygotowania do ataku. Doszło do niej pod wioską Achałgori. Media wówczas pisały o "serii strzałów nad głowami prezydentów". To była rzeczywiście seria strzałów, ale oddana w powietrze - ostrzegawczo, przed zdezorientowaną rosyjską obsadę posterunku, nie wiedzącą, co to za kolumna samochodów się zbliża. Wiadomość o strzałach oddanych do polskiego prezydenta poszła w świat, a Rusakom posypały się plany inwazji. Trzeba było je na chwilę wstrzymać, by nie przyciągać nadmiernej uwagi NATO, później nadeszła zima i nie było warunków do ataku, a potem... wymyślono inną koncepcję podboju. "Geniusze" z ABW napisali natomiast raport mówiący, że incydent w Achałgori był gruzińską prowokacją, na co miała głównie wskazywać "mowa ciała" Saakaszwilego. (Dzisiaj pewnie autorzy tego gniota bóldupią, że im obcięto  emerytury i noszą kapelutki z folii aluminiowej, by się ochronić przed Pegasusem...) A co do mowy ciała, to Saakaszwili wspominał, że zaszokowało go to, że Kaczyński z uśmiechem na ustach przechadzał się po drodze pod Achałgori, mimo świszczących kul. 

(A teraz w ramach ćwiczeń zerknijcie na ten archiwalny tekst niejakiego Andrzeja Paulukiewicza z "Wprost" i policzcie w nim rosyjskie propagandowe kłamstwa. I porównajcie to z tym, co Paulukiewicz pisał o "wolnościowcu" Łukaszence.)  

O ile spora część mieszkańców Polski uważa, że Putin - "absolutnie nie był zdolny do zabicia Kaczyńskiego i nie miał żadnego motywu" (a jednocześnie wierzy w niezwykle rozbudowane teoryjki mówiące, że wszechmocny karzełek Putin ustawił wybory prezydenckie w USA w 2016 r., doprowadził do brexitu i zagłady dinozaurów) - to w krajach byłego ZSRR mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Przekonanie o tym, że w Smoleńsku do zamachu jest tam powszechne. Niedawno mówił o tym były ukraiński prezydent Juszczenko - sam ofiara nieudanego rosyjskiego zamachu. Niczym pies Pawłowa wytresowany na Łubiance zareagował na to ks. Isakowicz-Zaleski, od razu bóldupiąc, że Juszczenko "gloryfikuje UPA".  No cóż, jakie to wszystko przewidywalne... Czekam teraz, aż Tomasz Piątek zacznie przekonywać, że Juszczenko oskarżając Rosję o zamach w Smoleńsku działa na rzecz Putina.


Sprawę z Saakaszwilim załatwiono inaczej. Choć jego rządy oznaczały dla Gruzinów wyjście z przerażającej nędzy z czasów Saakaszwilego, oczyszczenie kraju z mafii, budowę sprawnej i zdigitalizowanej administracji, wielką rozbudowę infrastruktury i sektora turystycznego, a także ożywienie kultury, to Gruzini w 2013 r. wybrali prezydentem Bidzinę Iwaniszwilego, oligarchę, który zbił majątek w Rosji a obiecywał "ciepłą wodę w kranie". Od tego momentu Gruzja pogrążyła się w zastoju gospodarczym, a kolejne wybory były fałszowane. Jej obecny rząd zajmuje szokująco przyjazne stanowisko wobec Rosji. Saakaszwili, po  pozbawieniu go obywatelstwa gruzińskiego przez prorosyjskie władze Gruzji a ukraińskiego przez proniemieckiego prezydenta Ukrainy Poroszenkę, stał się bezpaństwowcem. Na jesieni 2021 r. wrócił do Gruzji i został aresztowany. Poświęcił się, by jego partia zdobyła dobry wynik w wyborach samorządowych. Unia Europejska obiecywała mu bowiem, że jeśli jego stronnictwo dobrze wypadnie w tych wyborach, to będzie naciskać na przyspieszone wybory parlamentarne. UE oczywiście później olała Saakaszwilego, a wybory zostały znów sfałszowane. Saakaszwili trafił do aresztu pod bzdurnymi zarzutami - m.in. "nadużycia władzy", czyli skorzystania z prezydenckiego prawa łaski - a z aresztu do szpitala.


Saakaszwili jest obecnie straszliwie wychudzony. W ciągu roku stracił 40 kg. Niezależne badania wykazały w jego organizmie ślady trucia metalami ciężkimi. W tym tygodniu uniemożliwiono byłemu prezydentowi przeniesienie na szpitalny OIOM. Skorumpowane władze Gruzji przekonują, że Saakaszwili symuluje i że jest zdrowy jak ryba, a to że źle wygląda, to skutek tego że pije koniak.

Według Generała SWR, Putin ogląda czasem transmisje na żywo z kliniki, w której jest przetrzymywany Saakaszwili. Cieszy się ze stanu, w którym znalazł się jego wróg. Podobną "rozrywkę" miał wcześniej Janukowycz. W swojej posiadłości oglądał na żywo wraz z rodziną i znajomymi transmisje na żywo z celi, w której była przetrzymywana Julia Tymoszenko. Łukaszenko natomiast ogląda sobie podobne transmisje z celi, w której więziona jest Sofia Sapiega, partnerka Romana Pratasewicza, partnera założyciela serwisu Nexta, porwanego na Białoruś wraz z całym samolotem linii Ryanair. Rosja domaga się wydania swojej obywatelki Sapiegi (co sugeruje, że mogła być czerwoną jaskółką), ale Łukaszenka odmawia. Lubi sobie popatrzeć na filmy, w której robią jej rewizje osobiste. Tak sobie myślę, że komedia "Borat" byłaby bardziej zabawna, gdyby zamiast Bogu ducha winnych Kazachów wzięto tam na celownik prawdziwych sowieciarzy - karzełka Putina, Łukaszenkę, Janukowycza i ich polskojęzycznych wielbicieli w rodzaju Panasiuka. "Panasiuk. Podpatrzone w Ameryce, aby Bolszewia rosła w siłę i dostatek".

*** 

Często można się spotkać z opinią, że Cchinwali "nie jest gruzińskim miastem", bo jest zamieszkane przez Osetyńców, którzy chcą się połączyć z Osetią Północną będącą częścią Rosji. Chinwali było jednak gruzińskim miastem już od starożytności, a jeszcze na początku XX w. więcej niż Osetyńców mieszkało w nim... Żydów. Wymiana ludności - z gruzińskiej i żydowskiej na osetyńską zaczęła się tam dopiero w latach 20-tych, gdy Osetia Południowa zyskała status autonomiczny. Na początku lat 90-tych Osetyńcy przeprowadzali tam natomiast czystki etniczne na Gruzinach.



Na Kaukazie jest powiedzenie: "Chcesz obrazić górala, nazwij go Osetyńcem". Naród ten jest tam bowiem powszechnie znienawidzony za wysługiwanie się Ruskim. Sami Ruscy gardzą przy tym Osetyńcami, wrzucając ich do jednego worka z innymi ludami Kaukazu. W czasie wojen czeczeńskich zdarzało się, że rosyjscy żołnierze handlujący z Czeczenami, całkowicie bezinteresownie ujawniali im miejsca stacjonowania żołnierzy osetyńskich. Podczas obecnej wojny na Ukrainie zdarzało się natomiast, że kadyrowcy zabijali Osetyńców walczących po stronie rosyjskiej. Z powodu dużych strat i złego traktowania przez armię rosyjską, część Osetyńców zdezerterowało z frontu ukraińskiego i wróciło do kraju. 

Trochę to smutne, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że Osetyńcy to potomkowie Alanów, czyli ludu blisko spokrewnionego ze Scytami (czy też będącego jednym z ich odłamów), czyli przodkami sporej części Polaków. Jak widać, w pewnych warunkach dumny naród może się mocno zdegenerować.

 ***

Ciekawe rzeczy dzieją się w samej Rusni. "Pojebany pułkownik", wiecznie naburmuszony Girkin - obrażony na Kreml - zaczął już radzić orkom jak oddawać się do niewoli całymi oddziałami.  Inny pułkownik - tym razem FSB - Gienadij Gudkow, twierdzi, że Putin jest w stanie ostrej psychozy i grozi ludziom ze swojego otoczenia.  Gudkow to ciekawa postać, były deputowany do Dumy, który został pozbawiony mandatu i wyemigrował do Bułgarii. Zastanawiam się czasem, czy to nie on jest "Generałem SWR".

***

Tak sobie czasem patrzę na statystyki bloga i widzę, że mam też trochę gości z zagranicy. Zadziwiająco dużo z Francji, tak po kilkuset (zwykle po ponad 200 tygodniowo). Czyta mnie tamtejsza polska diaspora czy też ktoś korzysta z Google Translatora? Mam też gości na podobną lub nieco mniejszą skalę z Niemiec, Wielkiej Brytanii, USA oraz Izraela. W czasie serii Kemet czytało mnie też kilkadziesiąt osób w Egipcie. Z Rosji pojawia się zwykle kilkadziesiąt - stokilkadziesiąt wejść tygodniowo. Ile z nich z prigożinowskiej farmy trolli w Olgino? W komentarzach zdradza ich zwykle dziwaczna polszczyzna, czasem nawet mieszanie liter alfabetu łacińskiego i cyrylicy jak w słowie "xirurg". Jeśli mieszkacie w innych krajach i mnie czytacie, to dajcie znać.

Poniżej statystyki za okres 10.01.2023-17.01.2023. Zwracam uwagę na Egipt.