sobota, 18 grudnia 2021

Kiedy schrzaniono Amerykę?

 


Ilustracja muzyczna: Johnny Cash - Hurt

W przedostatnim odcinku serii "11" postawiłem tezę, że zamachy z 11 września 2001 r. nadeszły niejako "w pakiecie" ze wstąpieniem Chin do WTO. Nie da się ukryć, że konsekwencje obu zdarzeń doprowadziły w długim terminie do osłabienia amerykańskiego supermocarstwa oraz uderzyły w dobrobyt jego mieszkańców. Jednocześnie trwały w USA procesy podkopujące ład społeczny. Współodpowiedzialność za to ponoszą dwie administracje: Busha Jra i Clintona. Administracja Obamy, choć doprowadziła do pewnych korekt strategicznych, to nie zmieniła głównego kursu. Działania administracji Trumpa, będące próbami odwrócenia niekorzystnych procesów, były spóźnione o co najmniej 15 lat i sabotowane przez Głębokie Państwo. O administracji Brandona szkoda pisać - takiego popisu nieudolności nie widzieliśmy w najnowszej historii USA. Nawet Gerald Ford i Jimmy Carter wyrastają przy Bidenie na mężów stanu...

Czy 20 lat temu uwierzylibyście, że antifiarski motłoch będzie obalał pomniki w Waszyngtonie a dzieci będą mogły zmieniać płeć?

Kiedy jednak te procesy gnilne się zaczęły?


Clinton był wspólnikiem Busha seniora i Barry'ego Seala przy okazji Iran-Contra. W 1992 r. Głębokie Państwo obstawiało więc dwa, a nawet trzy (jeśli liczyć Rossa Perota) konie w wyścigu wyborczym. Bush był tym prezydentem, który pozwolił zagnieździć się bezpieczniackiej oligarchii w krajach byłego bloku sowieckiego, był jednym z najbardziej propekińskich amerykańskich prezydentów i wystawił amerykański przemysł na globalizacyjny cios decydując się na włączenie Meksyku do strefy wolnego handlu z USA i Kanadą. To Bush ogłaszał w 1991 r. w ONZ powstanie Nowego Porządku Świata. Procesy gnilne w USA były jednak wtedy trudne do dostrzeżenia. Stany Zjednoczone były jedynym supermocarstwem, triumfatorem Zimnej Wojny i wojny w Zatoce Perskiej, krajem, któremu wszyscy zazdrościli wówczas dobrobytu. Wystarczy spojrzeć na ówczesne amerykańskie filmy - jedyną propagandą w nich była wówczas narracja rodem z "Top Gun" czy "Rambo". Mniejszości LPG majaczyły gdzieś tam na horyzoncie w kontekście epidemii AIDS a o zaimkach mówiono jedynie na lekcjach gramatyki angielskiej...


Ronald Reagan kojarzy się nam jako prezydent, który za pomocą wyścigu zbrojeń doprowadził Związek Sowiecki do faktycznego bankructwa. A przy tym wyciągnął Amerykę z kryzysu, w jakim była za rządów Cartera i Forda. Pewne oznaki kryzysu supermocarstwowości były jednak już widoczne za jego rządów. Amerykański przemysł odczuwał już wtedy negatywne skutki globalizacji - przegrywał konkurencję z japońskim. Reagan wymusił jednak na Japonii Porozumienie Plaza, które wymusiło na niej urealnienie kursu jena i zatrzymało jej mocarstwowy wzlot (szkoda, że czegoś takiego nie zrobiono z Chinami w latach 90-tych). Czasy Reagana to też wielka deregulacja i ogromny wzrost znaczenia branży finansowej. Wielu ludzi widzi w tym zaczątki kryzysu z 2008 r. i fali globalizacyjnej z lat 90. Niewielu jednak zwraca uwagę na to, że Reagan po prostu musiał działać według pewnego scenariusza - od upadku systemu Globalnego Ładu z Bretton Woods, funkcjonował w Wolnym Świecie system Globalnego Minotuara, w którym USA zapewniały popyt na dobra produkowane przez inne kraje a w zamian reszta świata lokowała swoje pieniądze na Wall Street. Kryzysowe czasy Cartera i Forda to okres budowania zrębów tego systemu. 



Czyżby więc zawinił Nixon decydując się w 1971 r. na opuszczenie systemu z Bretton Woods? Jego kadencja to także szok naftowy, na którym zbudowano zręby systemu Wielkiego Minotaura. A także nagły zwrot dyplomatyczny ku Czerwonym Chinom. Nixon też jednak miał małe pole do manewru. Musiał grać figurami, które dostał w spadku po poprzedniej administracji. System z Bretton Woods był w 1971 r. już nie do obrony. Zmiany społeczne, które zaszły w USA, też były ekstremalnie trudne do odwrócenia. Nixon zrobił co mógł pacyfikując te macki Hydry, które mogły wyrządzić najwięcej szkód i dbał o amerykańską projekcję siły na świecie. Gdyby nie Watergate, to Sajgon nie upadłby co najmniej do 1977 r. Nixon był zresztą politykiem osaczanym przez Głębokie Państwo - i ostatecznie zmuszonym przez nie do rezygnacji z prezydentury. Rak toczący Amerykę zalągł się więc już wcześniej...


Nixon de facto obejmował w 1969 r. władzę nad Ameryką Charliego Mansona. Kto jednak do takiego syfu doprowadził? 10 lat wcześniej nie do pomyślenia było, by jakieś naćpane hipisowskie mendy pluły na weteranów wojennych, panienki z dobrych domów paliły staniki a Czarni swoje dzielnice. Do tej zmiany kulturowej w USA doszło więc w bardzo krótkim czasie - w latach 1963-1969. Za rządów Lyndona Johnsona.



Lyndon Johnson jest znany głównie z czterech powodów: zamachu na JFK, wojny wietnamskiej, programu Wielkiego Społeczeństwa i równouprawnienia obywatelskiego dla Murzynów. Był więc on jednym z głównych konspiratorów, którzy stali za zabójstwem prezydenta Kennedy'ego. (Swojej sekretarce powiedział dzień przed zamachem: Jutro ten skurwysyn przestanie mnie wkurwiać!) Doprowadził do zaangażowania militarnego USA w Wietnamie na dużą skalę, ale jednocześnie prowadził tę wojnę tak, by jej broń Boże nie wygrać. Jak to trafnie określił płk Corso, była to wojna think-tankowa, której strategię układali cywilni "eksperci" zamiast doświadczonych wojskowych. Wojna, która miała być, według Corso, katalizatorem zmian społecznych w USA. Wietnam generował też ogromne koszty. Ale jeszcze więcej kosztowało Wielkie Społeczeństwo - projekt, który skończył się wybebeszeniem tradycyjnej tkanki społecznej wielkich miast i przekształceniem metropolii takich jak Detroit czy Chicago w shithole. Projekt prowadzący do powstania niewydolnego systemu opieki medycznej oraz szkół masowo produkujących debili. A prawa obywatelskie dla Czarnych? Czy nie powinniśmy tego zaliczyć do wielkich osiągnięć LBJ? No cóż, prezydent podpisując Ustawę o Prawach Obywatelskich, stwierdził: "To teraz Czarnuchy będą na nas głosować przez kolejne 100 lat". O ile w latach 50-tych społeczność afroamerykańska dorabiała się swojej klasy średniej i sporej grupy dobrze opłacanych robotników wykwalifikowanych, tak po "reformach" Wielkiego Społeczeństwa stała się grupą skazaną na życie z socjału w gettach oraz ogłupianą przez zlewaczały system edukacji, kulturę masową i narkotyki dostarczane przez CIA.

Ameryka przeszła w latach 60-tych przez proces prania mózgu, podobny jak pokazany w filmie Alana Pakuli "The Parallax View". Proces ten zaczął się od traumatycznego zdarzenia - "ofiary złożonej z króla" na oczach narodu.



Czyżby punktem zwrotnym było więc zabójstwo JFK? Problem w tym, że Kennedy nie był wystarczająco silny i przebiegły, by się uchronić przed zamachem. Podpisał na siebie wyrok, bo przeciwstawił się tym, którzy wysunęli go do władzy - CIA, FBI, mafii... Głębokiemu Państwu.

Punktem zwrotnym były więc moim zdaniem wybory z 1960 r. JFK wygrał w nich z Nixonem w skali całego kraju ledwie 113 tys. głosów. Decydujące okazały się głosy z Illinois i Teksasu. W pierwszym stanie przewaga JFK wynosiła zaledwie 9 tys. głosów - i została ona zapewniona przez kupowanie głosów przez mafię oraz skorumpowane demokratyczne władze Chicago. W Teksasie 46 tys. dosypanych głosów było najprawdopodobniej efektem pracy machiny Lyndona Johnsona, który już wcześniej fałszował tam wybory na swoją korzyść. Wcześniej CIA oraz FBI zapewniały Kennedy'emu odpowiednie przecieki podczas kampanii wyborczej. Wyraźnie nie chciały zwycięstwa Nixona. Czyżby się bały ówczesnego wiceprezydenta?



Nixon był bez wątpienia jednym z najzręczniejszych amerykańskich polityków. I osobą dobrze przygotowaną do pełnienia stanowiska prezydenta. Jako wiceprezydent, przez osiem lat, obserwował jak w praktyce działa administracja. Wcześniej jako senator i kongresmen demaskował komunistycznych agentów. Znał więc wiele brudów establiszmentu. (Co ciekawe bracia Kennedy przyjaźnili się z senatorem Josephem McCarthym.) Miał też znakomitą wiedzę ogólną. (Jeden z funkcjonariuszy CIA wspominał, jak udzielał prezydentowi Nixonowi briefingu dotyczącego sytuacji w Afryce. Nixon zrobił mu wówczas wykład o historii jednego z mniej znanych państw afrykańskich.) Nixon nie dałby się zastrzelić w Dallas. Nie wprowadziłby czegoś takiego jak program Wielkiego Społeczeństwa. Rozsądniej podszedłby też do zaangażowania USA w Wietnamie i do kwestii rasowych. Z Nixonem rządzącym przez dwie kadencje do 1969 r. transformacja społeczna USA w idiokratyczny hippisowski shithole nie byłaby możliwa. Dostatnia, spokojna, rodzinna, patriotyczna Ameryka lat 50-tych przetrwałaby kolejną dekadę. Co najmniej. Można się spodziewać, że wybory w 1968 r. wygrałby Bobby Kennedy - ale reprezentując tradycyjny, robotniczy słowiańsko-włosko-irlandzki elektorat demokratów. W 1976 r. władzę mógłby przejąć po nim gubernator Kalifornii Ronald Reagan i rządzić aż do 1985 r., gdy pałeczkę po nim zamiast Busha przejąłby na przykład Bob Dole... Inspirowane przez globalistów zmiany społeczne w USA opóźniłyby się więc o jakieś 30 lat. Mielibyśmy więc obecnie Amerykę jak w 1991 r. Bez zjebanego pokolenia SJW, bez idiotycznych zaimków, bez BLM, bez tej całej durnej propagandy na Netflixie... 

Oczywiście Ameryka to front najważniejszy, ale nie jedyny. Inspirowane procesy rozkładu objęły bowiem też Europę Zachodnią. Porównajmy Francję, RFN, Włochy i Szwecję z roku 1966 z obecną Francją, Niemcami, Włochami i Szwecją. Jaki był tam dostęp do nieruchomości mieszkalnych wtedy a jaki jest obecnie, na ile starczała pensja robotnika, jaki był poziom edukacji, jaki stan bezpieczeństwa na ulicach... Czy można więc mówić o postępie czy raczej o regresie? Czy polityków, finansistów, wykładowców akademickich, nauczycieli i artystów, którzy doprowadzili do tego regresu nie należałoby napiętnować jako zdrajców Zachodu?

***

Zmarły niedawno senator Bob Dole, weteran kampanii włoskiej, pośmiertnie strollował demokratów. Na jego pogrzebie odczytano bowiem jego ostatnie przesłanie. Zażartował w nim, że "pewnie jestem teraz nadal uprawniony do głosowania w Chicago".

Joe Biden, odnosząc się do przyszłorocznych wyborów "midterms" do Kongresu, powiedział, że nie ważne kto, głosuje, ważne, kto liczy głosy.  Oczywiście nie miałby on szans już wygrać w uczciwych wyborach prezydenckich.

Wobec dużej niepopularności i nieudolności Kamali Harris, demokraci myślą już na tym, kim zastąpić Bidena. Kamalę stale podgryza resortowy gej Pete Buttigieg. Do startu zaczyna się też jednak pozycjonować... Hillary.  Czy będziemy więc mieć w 2024 r. kolejny pojedynek między nią a Trumpem? Powrót wielkiej wojny memowej! 

***


Dezercja na Białoruś Emila Czeczki, żołnierza 16 Dywizji Zmechanizowanej, na tle historycznym nie jest niczym wyjątkowym. Podczas Zimnej Wojny były przypadki, gdy amerykańscy żołnierze stacjonujący w Strefie Zdemilitaryzowanej w Korei - a więc ludzie, którzy powinni być dogłębnie sprawdzeni - uciekali do Korei Północnej. Zawsze się może zdarzyć jakiś pojeb, który ma nieźle nasrane w głowie. Co ciekawe, Czeczko ponoć był... korwinistą.

Ten epizod skojarzył mi się też z casusem Lee Harveya Oswalda - innego słynnego dezertera. Według analizy przeprowadzonej przez generała Iona Mihaia Pacepę, Oswald został najprawdopodobniej zwerbowany przez Sowietów już podczas służby w Japonii. (Oczywiście Oswald też związał się z amerykańskimi służbami i zaplątał w dziwną grę. Do końca prawdopodobnie pozostał jednak lojalny wobec Sowietów.) Jest już badany wątek, czy Czeczko mógł pracować dla Białorusinów wcześniej. 

No cóż, żyjemy w czasach, gdy agentura sama się ujawnia. Przy okazji nawet Mateusz Piskorski się uaktywnił wraz z innymi żywymi trupami z "Bezmyśli Polskiej". Niezwykle interesująco prezentuje się w tym kontekście wpis Rosatiego (byłego członka rady nadzorczej FOZZ) o "białoruskim bastionie wolności" i wizyta synalka Mariana Banasia w Mińsku. Poczekajmy jeszcze trochę, więcej tego tałatajstwa zdejmie maski... Ujawniona agentura, to bezwartościowa agentura. 

***

Za tydzień Boże Narodzenie, ale już teraz życzę Szanownym Czytelnikom (Azariaszowi też!) miłych Świąt Bożego Narodzenia tudzież Szczodrych Godów/Przesilenia Zimowego!








sobota, 11 grudnia 2021

11: Pentagram

 


Analizowanie zamachów z 11 września 2001 r. przez pryzmat zjawiska synchroniczności  oraz wątków okultystycznych wydaje się być czystym wariactwem. Nie zapominajmy jednak, że wielu przedstawicieli elit (Hitler, Churchill, Reagan...) okultyzm traktowało całkowicie na serio. Spójrzmy więc na ten epizod historii ich oczami...

Ilustracja muzyczna:: Ozzy Osbourne - Gets Me Through

Wielu samozwańczych "demonologów" zwraca uwagę na to, że Pentagon jest budynkiem opartym na planie pentagramu, a pentagram to jak wiadomo "satanizm". No nie do końca... Pentagram jest przede wszystkim znakiem ochronnym. Ma chronić przed demonami oraz innymi siłami zła (także tymi, które przyzywamy). Przerwanie pentagramu oznacza przerwanie ochrony. Atak na Pentagon w dniu 11 września 2001 r. był więc takim przerwaniem pentagramu - symbolicznym przerwaniem obrony Ameryki. I do tego połączonym z krwawą ofiarą - złożoną z ludzi, którzy byli na pokładzie Lotu 77. (Zidentyfikowano genetycznie szczątki wszystkich pasażerów tego lotu, z wyjątkiem pięciu porywaczy. Zwolennicy  rozpowszechnianej przez tajne służby dezinformacyjnej teoryjki o rakiecie zakamuflowanej jako samolot, która miała uderzyć w Pentagon, jakoś przechodzą nad tym do porządku dziennego.)


Pentagon zaczęto budować 11 września 1941 r. Do przerwania "pentagramu" doszło więc dokładnie w 70-tą rocznicę tego wydarzenia. Liczba 70 ma swoje starotestamentowe, symboliczne znaczenie. To okres przez który Jerozolima i Babilon miały pozostać zburzone. Pentagon leży na 77. południku. I rozbił się o niego samolot zarejestrowany jako Lot nr 77. 77 to liczba tzw. Zemsty Lameka. Lamek, jeden z przedpotopowych patriarchów z Księgi Rodzaju, mówił: "Jeżeli Kain miał być pomszczony siedmiokrotnie, to Lamek siedemdziesiąt siedem razy!". Zemsta Lameka jest jednym z motywów masońskich legend. Lamek miał być bowiem przodkiem Hirama Abifa, fenickiego budowniczego Świątyni Jerozolimskiej, uznawanego za mitycznego założyciela wolnomularstwa. Warto więc zapytać kto miałby się mścić na amerykańskich siłach zbrojnych i za co? Jaki Babilon miał leżeć w gruzach przez 70 lat? No cóż, amerykańskie siły zbrojne rozstrzygnęły dwie wojny światowe i zimną wojnę. Okres 70 lat od jesieni 1941 r. był okresem niekwestionowanej globalnej potęgi USA. Atak z 11 września miał być więc symbolicznym złamaniem tej potęgi oraz przerwaniem "bariery ochronnej".


Swoją symbolikę miał też atak na WTC. Wielu okultystom kojarzył się z kartą tarota "Wieża", pokazująca płonącą wieżę trafioną piorunem boskiego gniewu. Widać czasem na tej karcie ludzi spadających z górnych pięter tej budowli. Karta ta oznacza zwykle wielkie nieszczęście. 


W tej historii ważna jest też symbolika liczb. (Zawsze gdy mówię ezoterykom, że jestem numerologiczną "33", to zyskuje ich respekt. :) Dwie wieże przypominały jedenastkę – tak więc Kanał 11 z Nowego Jorku używał ich w swoim logo. 11 IX Amerykanie zapisują jako 911. 9 + 1 + 1= 11. 11 IX był 254 dniem roku 2001. 2 + 5+ 4 = 11. Do końca roku zostało 111 dni. Tego dnia wypadała też 10-ta rocznica wygłoszenia przez George'a H.W. Busha przemówienia w ONZ, w którym wspominał on o "Nowym Porządku Świata". Lot nr 11 uderzył jako pierwszy w WTC. Miał on na swym pokładzie 92 osoby. 9+2=11. Lot 77 (7 razy 11) miał 65. 6+5=11. 11 marca 2004 r., 911 dni po zamachach na WTC i Pentagon, doszło w Madrycie do największegozamachu terrorystycznego w Europie. "11" to w numerologii jedna z liczb mistrzowskich (podobnie jak "33").



12 X 2000r. doszło do ataku na ,,USS Cole”. W USA jest to Dzień Kolumba. Jak wiemy, w 1492r. Kolumb wypłynął za Słupy Herkulesa w stronę Nowego Świata. Na hiszpańskich monetach umieszczono później symbol 2 kolumn – Słupów Herkulesa czyli Ceuty i Gibraltaru. Na pierwszych amerykańskich dolarach pojawia się ten sam symbol – 2 kolumny oplecione przez węża. Później przekształciły się one w jedną kolumnę a później w znak $. Skały Ceuty i Gibraltaru czyli Słupy Herkulesa miały być ustawione według grecko-rzymskiej mitologii przez tego półboga w trakcie wykonywania przez niego jego 11-stej pracy. Miał on znaleźć złote jabłka z ogrodu Hesperyd strzeżone przez smoka Ladona. Wyręczył się w tym zadaniu tytanem Atlasem, w zamian za to podtrzymując niebo w jego zastępstwie. Na Atlantydzie miało rządzić 7 par bliźniąt – potomków Atlasa. W XVI w. Roger Bacon napisał dzieło pt. ,,Nowa Atlantyda”, w którym opisał państwo za oceanem będące wielką potęgą dzięki technice. Symbolem tego państwa miały być 2 kolumny sięgające nieba. ,,Bin Laden” znaczy ,,syn Ladena”. W językach semickich nie ma samogłosek, więc może też znaczyć ,,syn Ladona”. 11 IX wygląda też jak antyteza opowieści o Samsonie. Samson w samobójczym ataku zabił elitę Filistynów, gdy zburzył 2 kolumny podtrzymujące świątynię. No i niektórzy z Was pewnie też pamiętają pewnie też teledysk do "Imagine" Lennona - piosenki opowiadającej o świecie bez Boga, granic i prywatnej własności ("Imagine there's no Lennon/It's easy if you try!") - w którym cały czas, przez wielkie okno na środku pokoju rozpościera się widok na wieże WTC...

No cóż, żyjemy w "społeczeństwie spektaklu". A zamachy z 11 września był spektaklem - zarówno dla ludu, jak i dla Wtajemniczonych.

***

To już ostatni odcinek serii "11". Mam nadzieję, że się Wam podobała, choć mam też świadomość, że kolesie twierdzący, że nie było żadnych zamachów, wież WTC i Pentagonu, nie byli zadowoleni.

***

Rosyjska strategia wobec Ukrainy przypomina bajkę o Piotrusiu i wilku. Cyrk z koncentracją wojsk na granicy, groźbami i prowokacjami będą powtarzać tyle razy, aż wszystkim się to znudzi. Gdy Ruscy będą realnie gotowi na atak, nikt już nie będzie Ukraińcom wierzył, że są zagrożeni.


Dobrze, że Biden zagroził Rosji ostrymi sankcjami, jeśli dokona ona inwazji. Gdyby tego nie zrobił skompromitowałby się totalnie. Jednocześnie jednak pokazał swoją miękkość - godząc się na rozmowy z Rosją w sprawie statusu Ukrainy. W rozmowie z Zełenskim musiał później zapewniać, że nie porzuca Ukrainy - wcześniej pojawiły się przecieki, że naciska na Kijów, by dał pełną autonomię Donbasowi. Z projektu ustawy budżetowej zniknęły zaś sankcje przeciwko Nordstream 2. Administracja Bidena wysyła więc sprzeczne sygnały. Pokazuje Rosji że się waha i jest słaba. A to jest oczywiście zachętą do eskalowania przez karzełka Putina-Chujłę agresji przeciwko bratniemu słowiańskiemu narodowi.

Karygodne niezdecydowanie wykazuje też w relacjach z Pekinem. Z jednej strony urządza szopkę z "dyplomatycznym bojkotem" olimpiady w Pekinie. ("Avengers ogłaszają dyplomatyczny bojkot Thanosa".) Z drugiej blokuje ustawę zakazującą importu paneli słonecznych i samochodów elektrycznych budowanych w chińskich obozach koncentracyjnych.

A Chiny oczywiście nadal się tuczą amerykańską awangardową techniką. Dowodem na to jest choćby prototyp ich nowego silnika hipersonicznego, oparty na projekcie zarzuconym przez NASA 20 lat temu.

Ps. Być może Wam umknęła ta wiadomość, ale kilka dni temu szef indyjskiego sztabu generalnego zginął w katastrofie śmigłowca. Na początku 2020 r. podobny wypadek zdarzył się szefowi sztabu generalnego Republiki Chińskiej (Tajwanu). Ciekawe, czy planiści obu zdarzeń są w Pekinie?

***

Mój komentarz do ujawnionych taśm z Michnikiem obściskującym, całującym i romantycznie trzymającym za rączkę gejnerała Jarucwelskiego, wyznającym mu miłość i mówiącym, że ma na niego ochotę: Od lat powtarzam, że Jarucwelski zrobił scenę zazdrości, gdy dowiedział się, że Michnik był na plebanii u ks. Jankowskiego...

No cóż, LPG to ludzie a nie ideologia.

sobota, 4 grudnia 2021

11: Konsekwencje

 



Ilustracja muzyczna: Eminem - Mosh

Szanowni Czytelnicy! Mam dla was zagadkę. Kto przyznał się do pomysłu zamachów z 11 IX i był z tego bardzo dumny? Nie, nie Talibowie! Dwóch pułkowników służących w armii Czerwonych Chin! Płk Qiao Ling i płk Wang Xiangsui napisali kilka lat wcześniej książkę pt. ,,Unrestricted warfare”. Stwierdzili w niej, że USA można pokonać tylko przez tzw. wojnę asymetryczną czyli min. wielkie uderzenia terrorystyczne. Chwalili Osamę bin Ladena a jako jeden z potencjalnych celów wymieniali WTC. Po 11 IX zostali uznani niemal za bohaterów narodowych. W wywiadzie dla komunistycznej gazety z Hongkongu ,,Takung Pao” stwierdzili min.:, że Amerykanie zasłużyli sobie na te zamachy. Wyraźnie cieszyła ich myśl, że znajdą one wielu naśladowców. Proponowali też użyć przeciwko USA V-tą kolumnę w postaci nielegalnych imigrantów. Skwitowali to wszystko stwierdzeniem, że zamachy z 11 IX w dłuższej perspektywie są ,,dobre dla Chin”.



Przez całą noc po zamachach pracownicy komunistycznej telewizji pracowali nad propagandowym dvd poświęconym temu wydarzeniu. W efekcie przepletli zdjęcia wydarzeń z Nowego Jorku i Waszyngtonu z fragmentami ,,King Konga” i ,,Godzilli”, dodali do tego muzykę operową, motyw ze "Szczęk" i propagandowe przyśpiewki o tym jaka to Ameryka była zła, ale spotkała ją kara ze strony uciśnionych narodów Ziemi. Całość powstała pod patronatem agencji Xinhua, pekińskiej telewizji i ogólnochińskiej centralnej telewizji. Została określona jako ,,materiał edukacyjny.” W tym czasie Jang Zemin obsesyjnie, w kółko oglądał puszczany na video moment uderzenia samolotu w WTC.


    Niedługo po amerykańskim ataku na Afganistan dowódca wojsk Talibów Jalaluddin Haqqani, w trakcie wizyty w Islamabadzie, stwierdził, że Czerwone Chiny pomagają Talibom w walce przeciwko USA. Jaka była to pomoc? W kompleksie Tora Bora po walkach znaleziono duże ilości chińskiej broni i amunicji. Reporter telewizji Sky David Chater widział chińskich muzułmanów walczących po stronie Talibów. ,,Debka” dowiedziała się, że w pierwszych amerykańskich bombardowaniach zabito 15 Chińczyków a 3 chińskich ochroniarzy zabiły amerykańskie siły specjalne podczas zasadzki na Basira Al.-Masri – jednego z dowódców Al.-Qaedy. Związki Czerwonych Chin z Talibami trwały już jednak od kilku lat. W 1998r. Osama bin Laden sprzedał Chińczykom kilka rakiet Cruise – niewypałów wystrzelonych przeciwko jego obozom szkoleniowym. ( Wpisuje się to w schemat afery o nazwie ,,Chinagate”.) 

Faktem jest, że zamachy z 11 września 2001 r. były darem z niebios dla ChRL. W ich konsekwencji USA przez kolejnych 15 lat zajmowały się porządkowaniem bliskowschodniego pierdzielnika - marnowaniem bilionów dolarów i tysięcy żołnierzy na "zaprowadzanie demokracji" w afgańskim oraz irackim shithole'u. I przez to poświęcały mniej uwagi swojemu wrogowi strategicznemu - Chinom oraz sprzymierzonej z nimi Rosji. 

Bynajmniej nie propaguje tutaj teorii mówiącej, że zamachy z 11 września przeprowadzono, by sprowokować Amerykanów do realizacji tej katastrofalnej strategii. Zamachy te posłużyły tylko jako WYGODNY PRETEKST do jej wdrożenia. Ona była przygotowywana już kilka lat wcześniej.


Najbardziej przeceniany politolog na świecie, czyli Zbigniew Brzeziński opublikował w 1997 r. książkę pt. ,,Na wielkiej szachownicy”. Pierdzielił w niej androny w o strategicznym znaczeniu  Azji Środkowej jako kluczu do panowania nad światem. Twierdził też, że amerykańska opinia publiczna nie poprze militarnej przygody w tym rejonie, dopóki nie zdarzy się ,,drugie Pearl Harbour”. W tym samym roku paramilitarne oddziały CIA zaczęły infiltrować Afganistan. W 1998 r. do tych tajnych operacji został wciągnięty rząd Uzbekistanu. Rok później CIA i NSA zaczęły umieszczać w Afganistanie urządzenia nasłuchowe. Rok 1999 jest też według George’a Teneta rokiem tworzenia tam silnej siatki CIA.

   We IX 2000r. Centralną Azję objeżdża gen. Tommy Franks namawiając przywódców tych krajów do współpracy  wojskowej z USA.Armie tych państw zaczynają ćwiczyć wspólnie z siłami zbrojnymi USA i  z gwardiami narodowymi poszczególnych stanów. Armia kirgiska z Gwardią Narodową Montany, kazachska z Gwardią Narodową Arizony, uzbecka z Gwardią Narodową Luizjany. W IV 2000r. zaczyna się z kolei rozbudowa bazy sił zbrojnych USA w Katarze używanej później jako centrum dowodzenia w czasie operacji ,,Iraqi Freedom.”

  19 XII 2000r. ,,Washington Post” pisze, że niektóre kręgi w USA chcą się sprzymierzyć z Rosją w sprawie obalenia reżimu Talibów. 15 III 2001r. ,,Janes Intelligence Review” pisze już o wymierzonym w Talibów sojuszu amerykańsko- rosyjsko- indyjsko- irańskim. 26 VI 2001r. ,,India Reacts” donosi o tym, że USA, Rosja, Indie, Tadżykistan, Uzbekistan i Iran stworzą wspólny front przeciwko rządzącemu Afganistanem reżimowi. W VI 2001r. na zebraniu WNP prezydent Putin oznajmia, że atak przeciwko Talibom może się wydarzyć, niewykluczone że z rosyjskim udziałem.

    W międzyczasie ,,Guardian” donosi, że dr Jeffrey Starr – wysłannik Pentagonu odwiedził w styczniu Tadżykistan. Reporterka ,,Guardiana” Felicity Lawrence pisze ponadto, że amerykańscy rangersi szkolą kirgiski Specnaz a tadżyccy i uzbeccy komandosi trenują na Alasce i w Montanie. Jak później stwierdził gen. William Kernan plany operacji ,,Enduring Freedom” opracowano już w V 2001r. Z kolei były doradca Reagana ds. bezpieczeństwa narodowego Robert McFarlane twierdzi, że pasztuński lider Abdul Haq przybył w sierpniu do Peszawaru, by organizować partyzantkę przeciwko Talibom.

    Pod koniec 2000r. ekspert ds. terroryzmu Richard Clarke opracował plan zaatakowania baz AL.-Qaedy. Został on przyjęty 4 IX 2001r. i wzmocniony – teraz miano w całości ,,wyeliminować” Al.-Qaedę. Trafił on na biurko prezydenta Busha 7 IX. Nie zdołał on go jednak do końca przeanalizować do chwili zamachów na WTC. Z kolei 15 IX George Tenet przedstawił prezydentowi dokładny plan wojny w Afganistanie – taki sam jaki zrealizowano w X i XI 2001r. Ponadto zaprezentował Bushowi plan ,,Worldwide Attack Matrix” przewidujący uderzenia przeciwko Al.-Qaedzie w 80 krajach. Już wtedy miał on jak widać dokładne plany, których stworzenie wymagało czasu a przeprowadzenie przed 11 IX wywołałoby wielkie kontrowersje.

   Również armia była przygotowana. Oddziały zmierzały w chwili zamachów na swoje pozycje – na zaplanowane wcześniej manewry dziwnym trafem pokrywające się z rozmieszczeniem sił USA w związku z wojną w Afganistanie. Od 15 IX do 20 X miały trwać w Omanie manewry ,,Swift Sword” z udziałem 22 000 żołnierzy brytyjskich. Od 8 X do 1 XI w Egipcie operacja ,,Bright Star” z udziałem 23 000 żołnierzy USA oraz 50 000 natowskich, egipskich i jordańskich. Wszyscy czekali na ,,nowe Pearl Harbour.”

Widać więc, że to dwie amerykańskie administracje - Clintona i Busha Jra - przygotowywały ten zwrot strategiczny. Zwrot dla Ameryki i dla świata katastrofalny. Miały one możliwość powstrzymania zamachów z 11 września 2001 r. Nawet jakby do tych zamachów doszło, ekipa Busha mogła sprawę rozstrzygnąć inaczej: przeprowadzić krótką ekspedycję karną w Afganistanie. W 2002 r. wycofać się stamtąd i przekazać odpowiedzialność za ten kraj Pakistanowi, w zamian za wsparcie finansowe oraz inwestycje infrastrukturalne. Iraku nie trzeba było atakować - bardziej opłacalne byłoby zniesienie sankcji i wciągnięcie go w proces pokojowy z Izraelem (Saddam był gotowy w nim uczestniczyć już w 1994 r.) oraz budowanie sunnickiej osi przeciwko Iranowi. 


Wdepnięcie USA w bliskowschodni shithole zbiegło się w czasie z wejściem Chin do WTO (11 grudnia 2001 r.), czyli ruchem, który totalnie zdemolował gospodarki Zachodu. Ośmielę się stwierdzić, że oba zdarzenia - atak na WTC i akcesja ChRL do WTO - były częścią "geopolitycznego pakietu". Przypomnę, że Chiny do WTO wprowadzone zostały z inicjatywy administracji Clintona, a proces ten doprowadziła do końca administracja Busha. 

Dodajmy do tego zmiany społeczne, które przeprowadzono w USA przez ostatnie 20 lat. Czy w 2001 r. wyobrażalibyście sobie, że amerykańska popkultura będzie tak przeładowana propagandą jak teraz? Czy spodziewaliście się tych wszystkich cyrków z transami, zaimkami i BLM? Czy możliwe było wówczas do wyobrażenia, że paru szmaciarzy z antify wykroi sobie na kilka tygodni w dużym mieście własne tragikomiczne quasi-państewko? 

Czy mieliśmy więc do czynienia z "kontrolowanym wyburzaniem" Ładu Zachodniego? Wygląda na to, że tak. Czy czyni to ludzi z administracji Clintona i Busha zdrajcami? W sensie klasycznym  - tak. Dlaczego jednak zdecydowali się oni na tak rażącą zdradę własnego kraju? 



Lenin mawiał: Kadry decydują o wszystkim. A jakie kadry były reprezentowane w obu administracjach? Bill Clinton był najprawdopodobniej związany z CIA od końcówki lat 60-tych, gdy jako prowokator w ruchu "antywojennym" jeździł sobie po świecie. Później, jako gubernator Arkansas, brał udział w Iran-Contra i patronował narkotykowemu lotniczemu szlakowi przemytniczemu Barry'ego Seala. George W. Bush to oczywiście syn byłego dyrektora CIA, sam mający związki z CIA od lat 70-tych. Barry Seal rzekomo dysponował taśmą na której George W. i Jeb rozmawiają z nim o dużej transakcji narkotykowej. Barack Hussein Obama? Oczywiste związki CIA - osobiste i poprzez rodzinę. 

"Fox, jak tak możesz pisać, CIA to przecież bohaterowie wolnego świata/skrajna antykomunistyczna prawica!" - oburzy się część moich czytelników. Tak? A dlaczego generał Douglas MacArthur uważał ludzi z OSS, czyli poprzedniczki CIA za komuchów? No bo, Agencję kreowały uprzywilejowane libki ze Wschodniego Wybrzeża.

Nie zapominajmy też tego, co mówił płk Philip J. Corso - znany nam z serii "Matrioszka" i "Phobos": "CIA była lojalna wobec KGB, a KGB wobec CIA". Agencje wywiadowcze takie jak CIA są lojalne wobec siebie samych, wobec swych wrogów i wobec szpiegowskiego rzemiosła. Dopiero na dalszym miejscu jest lojalność wobec własnego kraju. Tak samo uprzywilejowane liberalne elity stawiają lojalność wobec swojego kraju na odrębnym miejscu. Na pierwszym jest zawsze lojalność wobec własnej kasty i podobnych im sitw z reszty świata. Dobrobytem zwykłych ludzi się nie przejmują  - choć przecież ludzie ci są konsumentami dóbr sprzedawanych przez ich firmy. Ciekawie więc brzmią rewelacje Catherine Austin Fitts, mówiące o tym, że latach 90-tych "elity" uznały, że trendy demograficzne w USA sprawiają, że dbanie o to państwo przestaje się opłacać. Starzenie się społeczeństwa powoduje bowiem, że coraz więcej trzeba wydawać na emerytury i świadczenia. Jedno z rozwiązań, które przyjęto według Fitts? Obniżyć średnią długość życia. I stąd na przykład granty od arcyzdrajcy dra Fauciego dla chińskiego wojskowego laboratorium w Wuhan...

Jeśli przyjrzycie się uważnie prognozom Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), to zauważycie, że mowa jest w nich o świecie, w którym USA nie są już największym supermocarstwem i są zastąpione przez koncert mocarstw, w tym takich bandyckich państw jak Rosja i Chiny. W świecie tym zwykli ludzie "nic posiadają", jedzą mięso jedynie w święta i "są szczęśliwi". Zupełnie jak w Korei Północnej...

Jeśli myśleliście, że 11 września 2001 r. to prehistoria, to się grubo pomyliliście. Jego skutki odczuwamy do dzisiaj. To historia, która wciąż się dzieje na naszych oczach. Zastanawiacie się pewnie nad możliwą motywacją zdradzieckich "elit". Chyba macie krótką pamięć - dałem już Wam bowiem wskazówki w ostatnim odcinku serii "Matrioszka", a także w seriach "Extinction", "Demiurg" i "Phobos" i "Atomowi bogowie".

***

Kolejny odcinek serii "11" - odcinek jedenasty i ostatni - będzie poświęcony "magicznemu" aspektowi zamachów z 11 września 2001 r.

***


2 grudnia minęła 80-ta rocznica "oficjalnej" śmierci marszałka Śmigłego-Rydza. Godne uroczystości upamiętniające marszałka zostały zorganizowane przez Jana Józefa Kasprzyka, prezesa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Z jego inicjatywy IPN dokonał też ekshumacji w Kwaterze 139 na Powązkach. Miejmy nadzieję, że przybliży nas ona do rozwikłania tajemnicy losów Śmigłego w Warszawie. Wszyscy ci, którzy znają moją twórczość, wiedzą, że wielokrotnie miażdżyłem już propagowane przez dupoprawicę i komunę mity na temat tej postaci. Mity częstokroć stworzone przez pokracznych przydupasów gen. Władysława Sikorskiego - jednego z największych szkodników w naszych dziejach. 

Wpadła mi kiedyś do rąk "Wielka Księga Zdrajców Polskich" napisana przez Radosława Patlowicza, czyli jednego z akolitów Gerszona Brauna. Patlowicz do zdrajców zaliczył tam m.in.: marszałka Śmigłego, Józefa Becka, płka Pełczyńskiego, Lecha Kaczyńskiego i... króla Zygmunta Starego. Często nie pisze, na rzecz kogo ci "zdrajcy" pracowali. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, kogo w tej książce nie wymieniono. Jak można się było spodziewać, nie ma w niej św. Stanisława - skazanego na śmierć za zdradę przez sąd złożony z polskich biskupów. Nie ma też takich postaci jak: Józef Retinger, Izydor Modelski, Stanisław Kot, Stanisław Stroński, Stanisław Mikołajczyk, czy Oskar Lange. Nie ma oczywiście generała Sikorskiego, który znalazł się w "Małej księdze bohaterów Polski" (!) Patlewicza. Nie ma wielu groźnych TW komunistycznej bezpieki i stalinowskich sędziów. Jest Geremek, Mazowiecki i Adamowicz - nie ma Wałęsy i Kuronia. Nie ma też nikogo z rodzinki Gertichów/Giertychów. Nie ma Mateusza Piskorskiego, ani innych ludzi, za których zaręczał Braun. No cóż, taka to koślawa, dupoprawicowa wizja historii...

sobota, 27 listopada 2021

11: Instytut

 


Według notatki FAA sporządzonej na podstawie relacji telefonującej z lotu nr 11 stewardessy Amy Sweeney ,,o 9:20 [ literówka. Powinno być ,,8:20”] pasażer z miejsca 10B zastrzelił pasażera z miejsca 9B”. Ustalono, że na miejscu 10B siedział Satam Al.-Suqami a na miejscu 9B Daniel Lewin- biznesmen, dawniej żołnierz Sayaret Maktal – izraelskich komandosów.  Później zmieniono słowo ,,zastrzelił” na ,,zadźgał”, ale mimo to nadal ciekawa notatka. Porywacz był w stanie pokonać izraelskiego komandosa w walce wręcz. Interesujące jest również to, że Lewin, mający wówczas zaledwie 31 lat, był potentatem z branży IT, współzałożycielem spółki Akamai Technologies. Był pierwszą ofiarą zamachów z 11 września 2001 r. A mimo to jakoś nie wykreowano jego patriotycznej legendy. Tak jakby chciano spuścić zasłonę milczenia na jego zgon. Tak jak by nie był on przypadkowo w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie...




Popularna wśród konspirologów teoria mówi, że 911 był operacją Mosadu - operacją przeprowadzoną "za plecami" amerykańskich tajnych służb. Jak można jednak twierdzić, że operacja ta była przeprowadzona "za plecami" Amerykanów, skoro (jak to wykazałem w poprzednich odcinkach) miała ona przyzwolenie ze strony CIA, FBI, DIA i NORADu? Pomoc operacyjna Mosadu nie była właściwie potrzebna. Zadanie przecież zlecono innym bliskowschodnim podwykonawcom - tajnym służbom saudyjskim oraz pakistańskiemu wywiadowi wojskowemu ISI. Naprawdę nie trzeba było przebierać chasydów za arabskich terrorystów... Teoryjki o tym, że to Mosad zorganizował 911 są prawdopodobnie rozpowszechniane przez izraelskie służby wywiadowcze, które w ten sposób budują mit swojej wszechmocy. Co jednak robili funkcjonariusze izraelskich tajnych służb, gdy doszło do zamachów z 11 września? 

Tańczyli.


Ilustracja muzyczna: The Killers - Human

11 IX 2001r. o 14:30 zostało aresztowanych w Nowym Jorku 5 Izraelczyków: Sivan i Paul Kurzberg, Oded Ellner, Omer Marmari i Yaron Shmuel. Sąsiad zgłosił na policję ich dziwne zachowanie. Mieli filmować płonące wieże WTC z dachu budynku przy Liberty State Park i zachowywać się przy tym bardzo hałaśliwie – tak jakby się cieszyli ze zdarzenia. Zatrzymano ich w vanie należącym do firmy ,,Urban Moving Systems”. Jeden z nich miał przy sobie 2 paszporty. Inny 4700 USD w skarpecie. Jeden z nich przyznał: ,,Naszym zadaniem było udokumentować zdarzenie.” Zostali  deportowani 20 XI 2001r. FBI stwierdziło, że co najmniej 2 z nich pracowało dla Mossadu. Po przybyciu do Izraela stwierdzili, że byli torturowani. Szef ich firmy Dominick Suter uciekł 14 IX 2001r. do Izraela. Z kolei 16 X 2001r. w Chicago aresztowano innych Izraelczyków: Moshe Elmakiasa, Rona Katara i Ayelet Reisler. Znaleziono przy nich kasetę video z dokładnym widokiem Sears Tower. Poruszali się vanem z napisem ,,Moving Systems Incorporated”.

 Czemu "jedna z najlepszych agencji wywiadowczych świata" wysłała 5 zwracających na siebie uwagę idiotów do banalnego zadania – skręcenia czegoś, co pokazują telewizje całego świata? Czy pracują w niej kretyni, czy też może cała ta szopka miała za zadanie odwrócenie od czegoś uwagi lub sianie dezinformacji?

W XII 2001r. przeciekł do prasy raport DEA z VI 2001r. poświęcony aktywności szpiegowskiej w USA tzw. izraelskiego kręgu studentów sztuki. Nazwany on został tak dlatego, że wiele osób powiązanych ze śledztwem podawało się za studentów Akademii Sztuk Pięknych im. Bezalela w Jerozolimie, mimo że ich nazwisk nie było wówczas w bazie danych tej szkoły. Niektórzy z nich twierdzili, że są studentami Uniwersytetu Jerozolimskiego – taka uczelnia wtedy nie istniała. Okazało się natomiast, że w czasie służby wojskowej odbywali oni przeszkolenie wywiadowcze, szkolenie w wojskach łączności i kursy saperskie. Raport DEA oparty był na dziesiątkach raportów polowych. Niektóre z tych meldunków dotyczyły szpiegowania amerykańskich baz wojskowych, tak jak ten z 30 IV 2001r. dotyczący Tinker AFB w Oklahomie. Działalność Kręgu miała się też wiązać z dochodzeniami DEA w sprawie handlu ecstasy w Kalifornii, Teksasie, Nowym Jorku i na Florydzie. 22 III 2001r. wydano alert dotyczący obywateli izraelskich zainteresowanych rządowymi urzędnikami i budynkami. Krąg miał rozpocząć swą operacje w I 2000r. Według ,,Der Spiegel” od XII 2000 do IV 2001 r. śledził on Attę i Alshehiego w mieście Hollywood na Florydzie. Jak się później okazało Izraelczycy śledzili 10 z 19 porywaczy. A skoro śledzili ich, to pewnie zauważyli, że przebywają oni w ciekawym towarzystwie...

Izraelczycy zapewne śledzili siatkę al-Kaidy w USA, bo bali się, że może ona dokonać tam ataków na cele żydowskie: porwać samolot El-Al, czy wysadzić jakąś synagogę. Na wszelki wypadek podzielili się swoją wiedzą z amerykańskimi służbami. Dwóch agentów Mossadu przybyło do Waszyngtonu 8 VIII 2001r. i ostrzegło Amerykanów, że 50-200 terrorystów prześlizgnęło się do USA i planują porwać samoloty. 23 VIII 2001r. dostarczono Amerykanom listę terrorystów, na której znaleźli się: Mohammed Atta, Marwan Alshehhi, Khalid Almidhar i Nawaf Alhazmi. To, że Amerykanie nie podjęli żadnej akcji przeciwko wystawionym im terrorystom musiało dać Izraelczykom dużo do myślenia... Czy uznali oni, że zamiast przeszkadzać, lepiej będzie zbierać informacje kompromitujące administrację Busha? Reakcja Amerykanów była jednak stosunkowo szybka. Rozbili oni krąg "studentów sztuki".

23 XI 2001r. ,,Washington Post” podał, że od 11 IX zatrzymano 60 Izraelczyków. Według innych źródeł przed 11 IX deportowano co najmniej 80. 12-15 XII ,,Fox News” pokazała głośną serię reportaży o Kręgu, co stało się powodem gwałtownych protestów organizacji żydowskich takich jak: ADL, JINSA i CAMERA. Jednakże już 15 III 2002r. pozytywnie do sprawy Kręgu odniosło się żydowskie pismo ,,Forward”. Stwierdzono tam, że należy pamiętać, iż Izraelczycy z Kręgu szpiegowali przeciwko wspólnemu wrogowi – islamskim fundamentalistom. 7 V 2002r. anonimowy rządowy informator wyznał magazynowi ,,Salon”, że Krąg był tylko zasłoną dymną. ,,Studenci sztuki” mieli tylko robić dziwne rzeczy i dać się złapać. To miało odwrócić uwagę od prawdziwych agentów monitorujących al-Kaidę. Czy może raczej od szpiegów wewnątrz administracji Busha?

      W międzyczasie izraelska firma kurierska Odigo, Inc przyznała, że 11 IX 2001r. na 2 godziny przed atakiem na WTC jej nowojorskie biuro zostało powiadomione o mającym nastąpić ataku. Wszystkie szczegóły przekazano FBI. Inna izraelska firma - Zim - 4 IX 2001r. zakończyła zapowiedzianą pół roku wcześniej przeprowadzkę z WTC do Norfolk w stanie Wirginia. W chwili ataku było w WTC 10 jej pracowników, ale zdołali się oni ewakuować. Mniej szczęścia miała inna spółka – Clear Forest. W wyniku ataku zginęło 14 jej pracowników. Była to jedyna firma izraelska, która ucierpiała w zamachu na WTC.


Szczęściarzem był też Larry Silverstein - nowojorski magnat rynku nieruchomości. W lipcu 2001 r. wynajął on 99 lat kompleks WTC. Ubezpieczył go początkowo na 1,5 mld USD, chciał później na 5 mld USD, ale stanęło na 3,5 mld USD. W sądzie wywalczył 4,6 mld USD odszkodowania. Choć każdego ranka w dni powszednie zjawiał się w swoim biurze w budynku WTC 7, to akurat 11 września 2001 r. ten jeden jedyny raz go tam nie było. Bo miał wizytę u lekarza. WTC 7 to ten budynek kompleksu WTC, który w podejrzanie uporządkowany sposób zawalił się, mimo iż nic w niego nie uderzyło. Dziwnym zbiegiem okoliczności w WTC 7 część swoich archiwów trzymał SEC, czyli Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Biura też miały tam też... Departament Obrony i CIA.


Benjamin Netanjahu, spytany 12 września 2001 r. o potencjalne skutki zamachów dla Izraela nieopatrznie palnął: "Są bardzo dobre". Po chwili dodał: "No może nie bardzo dobre, ale wygenerują natychmiastową sympatię". 

Rzeczywiście wykreowały sporo sympatii do Izraela - głównie na prawicy. Czy jednak sytuacja strategiczna Izraela zmieniła się przez to na lepsze? Państwo Palestyńskie nie powstało - ale dlatego, że i tak miało małe szanse na powstanie, po tym jak Arafat dostał w 2000 r. zielone światło na nową Intifadę. Izrael odgrodził się murem od Palestyńczyków, ale pod naciskiem administracji Busha wycofał się ze Strefy Gazy. Wojna z Hezbollahem z 2006 r. nie wyszła mu. Saddam Husajn nie stanowił dla Izraela zagrożenia od dekady a jego obalenie oddało Irak irańskiej agenturze i pozwoliło Teheranowi na budowę "lądowego korytarza" aż do Libanu. Wojna domowa w Syrii była tylko kolejną kostką domina. Dla Izraela sprawa skończyła się więc bez spektakularnych zysków strategicznych, ale też bez większych strat. Za to sam Izrael, wobec osłabienia swojego głównego protektora, zaczął dryfować w stronę Rosji i Chin. I przy okazji pogodził się z Saudyjczykami - co nie powinno być jednak żadnym większym zaskoczeniem.

Nie każdy Żyd identyfikuje się z Państwem Izrael. Zwłaszcza nie każdy amerykański Żyd. Virtual Jewish Library - czyli instytucja arcyżydowska - publikuje na swoim portalu jednak ciekawe "listy Żydów" (niczym Leszek Bubel :) z kilku ostatnich amerykańskich administracji. I tak administracja Busha Jra prezentowała się pod tym względem dosyć średnio: zwracała w niej na siebie uwagę jedynie ich koncentracja w Pentagonie - Douglas Feith, Paul Wolfowitz, Dov Zakheim plus Elliot Abrams w NSC i Lewis Libby w biurze wiceprezydenta. W administracji Obamy osoby pochodzenia żydowskiego zajmowały głównie stanowiska ekonomiczne (z wyjątkami takimi jak Anthony Blinken czy Wendy Sherman). W administracji Trumpa - oczywiście Jared oraz Ivanka - a poza tym głównie stanowiska ekonomiczne. W administracji Bidena natomiast, mamy i Departament Stanu, i Skarbu, Bezpieczeństwa Wewnętrznego i CDC...



Jewish Virtual Library ma też na swoim portalu ciekawe dane dotyczącego tego jak w każdych wyborach prezydenckich w USA od 1916 r. rozkładało się poparcie dla poszczególnych kandydatów wśród społeczności żydowskiej. Ostatnim republikaninem, który wygrał wśród tej społeczności był Harding w 1920 r. (ale tylko dlatego, że 38 proc. Żydów oddało głos na socjalistę Dobbsa). W 2000 r. Bush zdobył tylko 19 proc. głosów żydowskich. Większe znaczenie dla jego zwycięstwa wyborczego miały głosy... Arabów na Florydzie. Ale oczywiście dużo ważniejsze są głosy ewangelikalne - czyli kolesi postrzegających "misję dziejową Izraela" jak pastor Chojecki...

***

W kolejnym odcinku serii "11" - konsekwencje strategiczne zamachów. Cui bono?


sobota, 20 listopada 2021

11: Drony

 


Ilustracja muzyczna: Kylie Minogue - On A Night Like This

W kwietniu 2001 r. telewizja "Fox" wyemitowała pilotowy odcinek serialu "The Lone Gunman", czyli spin-offu "X-files". W odcinku tym główni bohaterowie wpadli na trop spisku Głębokiego Państwa mającego na celu rozbicie samolotu pasażerskiego o WTC. W spisku tym obyło się bez islamskich porywaczy - kontrolę nad pasażerskim Boeingiem przejęto zdalnie, za pomocą zaawansowanego systemu elektronicznego. Wielu ludzi, którzy oglądali wówczas ten odcinek pomyślało sobie wówczas: "He, he... Fajny pomysł, ale to czysta fikcja".

Tak się jakoś jednak dziwnie złożyło, że w październiku 2001 r. złożono w USA wniosek patentowy na system pozwalający na zdalne przejęcie kontroli nad samolotem pasażerskim. System pozwoliłby na "zignorowanie" autopilota i działań dokonywanych przez załogę, zaprowadziłby samolot w żądane miejsce i posadził go na lotnisku. We wniosku patentowym powołano się na badania koncernu Honeywell i NASA z lat 90. Istotnie Honeywell prowadził wówczas teksty, w których kilkanaście razy udało mu się dokonać automatycznego lądowania specjalnie przerobionego samolotu.

W sierpniu 2001 r. koncern Raytheon przeprowadził natomiast w bazie lotniczej Holloman testy systemu precyzyjnego naprowadzania JPALS. Podczas nich kilkanaście razy dokonano automatycznych lądowań Boeinga 727.


No cóż, sterowane radiowo drony po raz pierwszy pojawiły się w armii USA już podczas I wojny światowej. Technologia ta była jednak wówczas jeszcze bardzo niedoskonała, więc nie używano jej na dużą skalę. Rozwój elektroniki sprawił jednak, że w latach 90. drony bojowe z prawdziwego zdarzenia stały się śmiercionośną bronią. W kwietniu 2001 r. dron Global Hawk  przeleciał bez międzylądowania z USA do Australii. Został on zbudowany przez koncern Northrop Grumman, ale jego system nawigacyjny stworzyła korporacja Raytheon. System ten pozwalał operatorowi na jednoczesną kontrolę nad czterema UAV.


Co ciekawe wielu ludzi powiązanych z tą firmą zginęło na pokładach samolotów porwanych 11 września 2001 r. Na pokładzie lotu 77: Stanley Hall – dyrektor programu wojny elektronicznej Raytheona  nazywany przez swoich ludzi ,,mentorem”. Lot nr 11: Peter Gay – wiceprezydent operacji dla systemów elektronicznych z filii w El Segundo zajmującej się programem ,,Global Hawk”. Towarzyszyli mu Kenneth Waldie – starszy inżynier kontroli jakości systemów elektronicznych oraz David Kovalvin – starszy inżynier kontroli jakości systemów mechanicznych. Lot 175: Herbert Homer – jeden z dyrektorów Raytheonu. Była też tam duża liczba osób powiązanych z wojskiem. Np. lot 77: William Caswell – naukowiec marynarki wojennej od supertajnych programów. Czy to zbieg okoliczności, likwidacja niewygodnych świadków czy coś innego?

Tymczasem:


Na kilka dni przed atakami na WTC i Pentagon grupa wysokich rangą wojskowych odwołała swe lotnicze rezerwacje. CBS doniosło, że również prokurator generalny John Ashcroft zaprzestał latania po 26 VII 2001 r. Gdy po zamachu na WTC spytano go się na konferencji prasowej o przyczynę tego zachowania, szybko i bez słowa opuścił pomieszczenie. Jak wiadomo Departamentowi Sprawiedliwości bezpośrednio podlega FBI. Być może Ashcroft czytał więc raporty Petera Wrighta i Coleen Rowley.


10 IX 2001r. przekazano ostrzeżenie przed lataniem Williemu Brownowi – czarnemu burmistrzowi San Francisco. Brown to patron kariery politycznej Kamali Harris. (Po latach twierdził, że "wydymała sobie drogę na szczyt".) Kamala była jego kochanką, a w zamian załatwił on jej wygraną w wyborach na prokuratora okręgowego. Na tym stanowisku oczywiście uwalała śledztwa dotyczące sponsorów kampanii swojego "sugar daddy'ego".

 3 IX 2001 r. FAA zabroniła pisarzowi Salmanowi Rushdiemu wchodzić na pokład samolotów. Przed laty Rushdi został zaocznie skazany na śmierć przez irański reżim za ,,obrazę Koranu”. Ewentualne zabójstwo tego przynudzacza na pokładzie jednego z porwanych samolotów byłoby ogromnym zwycięstwem propagandowym dla islamskich fundamentalistów.




Wielu szefów korporacji mających swe siedziby w WTC uniknęło śmierci w jego gruzach, gdyż przyjęli oni zaproszenie na bankiet wydany przez Warrena Buffetta – jednego z najbogatszych ludzi świata. Impreza ta odbyła się rankiem 11 IX 2001 r. w bazie sił powietrznych USA Offutt w Nebrasce. Dziwna lokalizacja jak na imprezę. Czy  to przypadek, że jest to siedziba Dowództwa  Strategicznych Sił Powietrznych USA? Czy to przypadek, że 11 IX na chwilę zatrzymał się tam prezydent Bush?


 W Pentagonie najwyższym rangą wojskowym, który zginął w zamachu był gen. Timothy J. Maude – zastępca szefa personelu Departamentu Obrony. Niewątpliwie pełnił on ważną biurokratyczną funkcję (zajmował się kwestiami rekrutacji do wojska a także... problematyką LGBT), ale był jedynym generałem, który poniósł tam śmierć. A wszak w Pentagonie roi się od generałów. Czy ma to jakiś związek z odwołanymi rezerwacjami?

Dlaczego więc pewne osoby ostrzeżono, by w pewnych dniach nie latały samolotami rejsowymi a grupę specjalistów od wojny elektronicznej umieszczono w konkretnych samolotach akurat 11 września 2001 r.? 

Przypomnijmy: pewien podejrzany Saudyjczyk wyleciał z Florydy 13 września 2001 r. prywatnym odrzutowcem trzymanym jakimś dziwnym trafem w hangarze należącym do koncernu Raytheon. Mohamed Atta miał natomiast w swojej liście mailingowej wielu ludzi z amerykańskiego i kanadyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Kilku świadków widziało go też na przyjęciu w bazie lotniczej Maxwell, gdzie rzekomo miał odbyć jakiś kurs. W bazie Maxwell prowadzono akurat prace nad projektem zdalnie sterowanego myśliwca.

Nie wiem na ile możliwe technicznie było zdalne przejęcie kontroli nad samolotami pasażerskimi w dniu 11 września 2001 r. Czy wymagało do zainstalowania w nich dodatkowych urządzeń lub oprogramowania? Nie ma pojęcia. Gdyby jednak taka opcja była wykonalna, to rozwiązywałaby kilka problemów dla spiskowców. Porywacze nie musieliby być pilotami wojskowymi najwyższej klasy, by rozbić pasażerskiego Boeinga o ścianę Pentagonu. Nie o dach tego bardzo rozległego kompleksu biurowego - ale o ścianę. Wcześniej wykonując ostry skręt na niskiej wysokości i lecąc do celu tuż nad latarniami ulicznymi.







Co ciekawe, ściana w którą uderzył ich samolot została wcześniej poddana modernizacji i wzmocnieniu, co mocno ograniczyło później zniszczenia w samym Pentagonie. 

Problem mógł pojawić się jednak z lotem 93. Było nim odbicie kokpitu przez pasażerów. Gdyby obezwładnili porywaczy a uwolniony pilot powiedziałby przez radio, że coś nie tak z systemem sterowania samolotem...

***

Następny odcinek serii "11" będzie poświęcony jednemu z najbardziej kontrowersyjnych i błędnie interpretowanych aspektów zamachów z 11 września.

***

Pierwszą fazę bitwy na granicy wygraliśmy. Wbrew kolesiom jojczącym "olaboga! Biełarusy nas czapkami nakryją!". Wygraliśmy ją nie tylko na samej granicy, ale też na froncie propagandowym. Wbrew wysiłkom różnych CNN-ów, zwykli ludzie na Zachodzie sympatyzują w tym starciu z Polską. A u nas libki-cipki nasrały sobie na głowę. Widok "szturmu zombie" na granicę i "biednych dzieci" rzucających kamieniami musiał otrzeźwić wielu ludzi, którzy wcześniej wsłuchiwali się w syrenie śpiewy hujmanitarystów.

Oczywiście Baćka, Putin oraz sprzyjający im zachodni i krajowi zdrajcy nie zakończą jeszcze agresji. Ale może zamknięcie ruchu kolejowego przez Kuźnicę trochę ich otrzeźwi. Nawet Chińczycy się tym zaniepokoili.

***



Z USA nadeszła wczoraj wieczorem wspaniała wiadomość: Kyle Rittenhouse został uniewinniony ze wszystkich zarzutów! Ława przysięgłych nie dała się zastraszyć, sędzia okazał się porządnym kolesiem a prokurator totalnym wałem.



 Innego wyroku być nie powinno. Jeden z antifiarzy postrzelonych przez Kyle'a - Geige Grosskreutz (austriacki urzędnik, który nadał jego przodkom to nazwisko musiał być bardzo złośliwy) - nieopatrznie przyznał, że Rittenhouse działał w samoobronie. Jeden z antifiarskich napastników celował do niego z pistoletu, inny w swej głupocie szarżował na niego z deskorolką. Wszyscy trzej antifiarze mieli bogatą kryminalną kartotekę. Joseph Rosenbaum był pedofilem winnym molestowania pięciorga dzieci. (Firma Ben & Jerry's wypuściła na rynek limitowaną serię lodów z podobizną "bohatera Josepha Rosenbauma" na opakowaniu. Złośliwcy skomentowali to, że nawet po śmierci Rosenbaum próbuje znaleźć się w ustach dzieci.) Tuż przed tym jak Kyle oddał do niego celny strzał, krzyczał on do niego: "Strzel do mnie Czarnuchu!". Chcącemu nie dzieje się krzywda...



Co ciekawe, dziewczyna Anthony'ego Hubera - jednego z zastrzelonych Antifiarzy - stwierdziła, że ma "dużo sympatii" do Kyle'a. Po ogłoszeniu wyroku podeszła do niego i przekazała mu karteczkę ze swoim numerem telefonu. Jeszcze raz prawicowiec okazał się prawdziwym chadem. Tak jest, sojowe cucki, libki-cipki. 

***

Kamala Harris została wczoraj na godzinę p.o. prezydenta USA. I pewnie więcej już nie osiągnie, bo wewnątrz administracji toczy się gra by ją uwalić i zastąpić Buttigiegiem. Prezydent Joe Biden przekazał jej tymczasowo władzę, na mocy 25 poprawki, bo przechodził akurat zabieg kolonoskopii. Wygląda na to, że ma problem, który dotyka wielu innych starszych ludzi. I dlatego, podczas wizyty w Watykanie musiał zmienić garnitur. Sic transit gloria mundi. Dobrze sprawę podsumował Roger Stone.

sobota, 13 listopada 2021

Granica: Hold the Line!

 


Ilustracja muzyczna: Akari Nanawo - Raika

Więc pytacie się mnie, o opinię o kryzysie na granicy białoruskiej. No cóż, wydawało mi się, że to sprawa oczywista: Od tego jest granica, by nie pozwolać żadnemu skurwysynowi nielegalnie jej przekroczyć!

Idiotyczno-łzawymi "argumentami" libko-komuny, lgbetarian oraz innych "hujmanitarystów" nie będę się tutaj zajmował, bo po co tracić czas na wysrywy idiotów wierzących w historyjki o rasowym kocie, który w kilka przyczłapał z Afganistanu nad granicę białoruską? Jak ktoś skanduje "gdzie są dzieci z Michałowa?!" to z góry zakładam, że jest pedofilem. 

Zatrzymam się na dłużej tylko przy jednym "argumencie" libków - utylitarnym. W komentarzach pod poprzednim wpisem jeden libkowski Jełop (kryptosowieciarz) stwierdził, że można by pozatrudniać nachodźców na budowach lub wcielić do "Legii Cudzoziemskiej" i z ich pomocą "podbić Białoruś"! Cały czas pisał przy tym, że to dzielni "Afgańczycy" uciekający przed szariatem. Zaiste narracja wskazująca, że jej autor ma wiedzę o świecie na poziomie WOSu z gimnazjum... Po pierwsze, znaczna większość nachodźców to nie Afgańczycy, tylko iraccy Kurdowie. Repetowicz napisał do nich apel na Facebooku,  by nie korzystali ze szlaku migracyjnego stworzonego przez Łukaszenkę, ale ch... jakoś nie usłuchały naszego wielkiego eksperta. Wcielanie nachodźców do jakiejś "Legii Cudzoziemców" nie ma sensu, ze względu na to co sobą reprezentuje ten motłoch. Dużą jego część stanowią kolesie, którzy porzucali nowoczesny amerykański sprzęt wojskowy, kiedy widzieli gostka z ISIS czy taliba na horyzoncie. To banda ćpunów, która nie miała ochoty walczyć za własny kraj czy plemię, więc skąd przekonanie, że chcieliby walczyć za Polskę? Są tam oczywiście też ludzie stanowiący lepszy materiał żołnierski - terroryści z ISIS, szyickich bojówek z Iraku czy kurdyjscy bojownicy. Kolesie z ISIS potrafią jednak co najwyżej obciąć głowę związanemu zakładnikowi czy podłożyć bombę na bazarze. Gdy trafiają na zorganizowany opór - dostają wpierdol. Kurdowie z YPG, co prawda - dzięki ogromnemu wsparciu natowskiego lotnictwa i sił specjalnych - zdołali powstrzymać ISIS, ale w starciu z regularną armią dostają zwykle wpierdol. I myślą, że na karabinie M16 jest przycisk powodujący, że kule przyspieszają :) W gronie nachodźców są też jednak profesjonalni żołnierze sił specjalnych - wyszkoleni przez Kadyrowa czy GRU. Ale tych oczywiście trzeba by od razu zamykać w tajnych więzieniach w Klewkach. Skoro więc nachodźcy nie nadają się na żołnierzy "Legii Cudzoziemskiej" to może nadaliby się na budowie? Patrząc jak posługują się łopatami przy zasiekach granicznych widzę, że to ch...wi budowlańcy. Jeśli libkowskim Januszom Biznesu brakuje imigrantów, których mogliby oszukiwać przy wypłacie, to rząd Morawieckiego może im sprowadzić więcej Ukraińców, Uzbeków czy Hindusów... Są lepiej wykwalifikowani od "inżynierów" z bliskowschodnio-afrykańskich shitholów i przede wszystkim dostają się do Polski w normalny sposób - przez przejścia graniczne. Jeśli więc jakiś nachodźca czyta to na swoim smartfoniku w obozowisku pod granicą i marzy o tym, by układać libkom kafelki w sraczach, to niech się uda do ambasady RP w Mińsku (albo jeszcze lepiej - do ambasady RFN) i złoży odpowiedni wniosek. 

(W sumie można by spełnić postulat libków - i przyjąć nachodźców. Pod warunkiem, że zostaliby zakwaterowani w Miasteczku Wilanów. Każdy libek bóldupiący, że musi spłacać ogromny kredyt we frankach na swoje wypasione mieszkanie, miałby umorzoną część długu, jeśli przyjąłby do siebie jednego nachodźcę. Ciekawe ilu byłoby chętnych?)



Zastanawiałem się nad tym, czy nie można rozładować ten kryzys humanitarny wysyłając nachodźców prosto do Niemiec. Propozycja kusząca, bo zrzucilibyśmy problem na naszych wiarołomnych pseudosojuszników z Berlina. Myślę jednak, że w momencie, gdy pociągi z nachodźcami zaczęłyby docierać do Frankfurtu, Niemcy zamknęliby granicę z Polską i zostalibyśmy wykluczeni ze strefy Schengen. Sami musielibyśmy się użerać z tym tałatajstwem. Poza tym, rozszczelnienie granicy zawsze jest niebezpiecznym precedensem. Jeśli z przyczyn "hujmanitarnych" przekraczają ją tabuny nielegalnych imigrantów, to w ślad za nimi idą przemytnicy narkotyków, terroryści, dywersanci a na koniec obce wojska. Dlatego też należy bronić granicy za wszelką cenę. Niech płacz libków, będzie muzyką dla naszych uszu. Na Zachodzie zyskujemy dzięki temu wielką sympatię wśród zwykłych ludzi.

Niestety chyba jesteśmy stroną jakiejś kretyńskiej konwencji o zakazie min przeciwpiechotnych. Gdybyśmy jej nie podpisali, to mielibyśmy dużą część problemu z głowy. Białoruski specnaz przekracza granicę? Wpierdziela się na pole minowe a później pokazujemy w telewizji leżących w naszym szpitalu, pozbawionych nóg ludzi Łukaszenki złapanych na naszym terytorium. Możemy jednak być nieco bardziej kreatywni w obronie poszczególnych odcinków granicy. Oni nam puszczają nagrany płacz dzieci? My w środku nocy walimy w obozowisko nachodźców z LRAD lub puszczamy im nasze wojskowe pieśni na cały regulator. Lub białoruski rock antyłukaszenkowski. Napierają na zasieki? Cysterna ze świńską gnojówką w pogotowiu. 

Baćka wyraźnie się sfrajerzył organizując kryzys imigracyjny na granicy. Myślał, że tak jak Erdogan będzie kosił kasę od Unii. Gdyby to zrobił w 2015 r. odniósłby sukces. Rząd Kopacz przyjąłby nachodźców z otwartymi sercami i odbytami. Kanclerz Merkel by to pobłogosławiła. Czasy się jednak zmieniły. Społeczeństwa zachodnie nie chcą nowej fali nachodźców a rząd Morawieckiego nie może skapitulować w obliczu najazdu, bo odwróciliby się od niego nawet najbardziej hardkorowi wyznawcy. Na naszej granicy pojawili się brytyjscy żołnierze mający nas wspierać a Turcja (która wcześniej przekazywała nam dane o nachodźcach) mocno ograniczyła przyloty do Mińska. Baćce zostaje więc: dalsze walenie głową w polski mur lub próby przepchnięcia nachodźców poprzez Ukrainę. Liczę na to, że Zełenski (który niedawno pokazowo uderzył w oligarchów) wraz z prawosektorowcami i azowcami pokażą klasę. Ciekawe czy endecka komuna będzie broniła nachodźców przed "banderowcami"?

(Proponuję hasło: Łukaszenka - zdrajca Słowiańszczyzny!)

Realnym niebezpieczeństwem jest potencjalne wykorzystanie przez Rosję kryzysu humanitarnego do ataku na Ukrainę od północy, przez Białoruś. Wojska rosyjskie i sojusznicze (m.in. ormiańskie) ćwiczyły ostatnio na manewrach "operację humanitarną" - ochronę obozu dla uchodźców. Łatwo sobie wyobrazić, gdzie taki obóz może się znaleźć.

Wiele oczywiście będzie zależało od sygnałów wysyłanych przez USA. Na zdemenciałego pedofila nie ma co liczyć, ani na patentowanego idiotę będącego jego doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego. Nieco optymistycznie nastraja reakcja Blinkena - jednego z bardzo nielicznych kompetentnych przedstawicieli tej skrajnie nieudolnej administracji. Stąd na przykład robienie rabanu o koncentrację rosyjskich wojsk nad granicą ukraińską. W takich sytuacjach należy dmuchać na zimne...

***

Ktoś ma może jakieś info jak na inwazję nachodźców reaguje białoruski elektorat z Hajnówki? Nie mam na myśli wnuka tego śmiecia z Informacji Wojskowej, ale zwykłych ludzi... Cieszą się z "marszu wyzwoleńczego" czy też klną na Baćkę i w duchu dziękują Stalinowi za to, że zostawił tę część Podlasia w Polsce?

***

W przyszłym tygodniu mam nadzieję znów Was katować serią "11". Ale może się zdarzyć, że nie będę miał czasu i wpis zostanie przesunięty o tydzień.