poniedziałek, 23 maja 2016

Impresje z Korei i Okinawy

Jeśli łudziliście się, że Zimna Wojna się skończyła, to jesteście w cholernym błędzie. Wyjazd do Korei Płd., a zwłaszcza do Stefy Zdemilitaryzowanej (DMZ) uświadamia, że ten konflikt nadal trwa. Odwiedziłem m.in. Panmundżon (przekroczyłem nawet linię rozejmową przedzielającą jeden z baraków konferencyjnych), zajrzałem na Most Bez Powrotu i miejsce zamordowania kapitana Bonifasa, zszedłem do Trzeciego Tunelu Agresji (zbudowanego dla celów inwazji przez wojsko północnokoreańskie pod DMZ) oraz wziąłem udział w briefingu w Camp Bonifas.








Równie ciekawe jest przyjrzenie się efektom koreańskiego odprężenia z czasów Kim Jong Illa i Kim Dae Junga. Zobaczyć całą infrastrukturę przygotowaną dla obsługi strefy przemysłowej Kaesong i stać na peronie stacji Dorasan - na linii kolejowej mającej połączyć Seul z Pyongyangiem. Jak pisałem na Fejsie:

"Koreańczycy z Południa wspominają rządy Kim Jong Illa jako czas stabilizacji relacji z Pyongyangiem i nadziei na transformację. Wielki biznes robił kokosy w strefie przemysłowej Kaesong. Zbudował tam fabryki a robotnikom z Północy płacił jedną dziesiątą tego, co na Południu. Robotnicy byli szczęśliwi, bo to była dla nich ogromna kasa. Nawet gdy państwo zabierało im połowę zarobków (a nie 75 proc. jak chce Zandberg). Po tym wszystkim została na granicy stacja kolejowa widmo na linii łączącej Seul z Pyongyangiem."

Odwiedziłem również południowokoreańskie muzea wojskowe, na czele z Korean War Memorial. Jak pisałem:









"Korean War Memorial to muzeum wbijające w ziemię. Dużo fajnych eksponatów (w przymuzealnym parku m.in. B-52!), multimedialnych dioram (na jednej z nich T-34 naturalnej wielkości ruszający wieżyczką) a to wszystko okraszone niezwykle ekspresyjnymi, patriotycznymi filmikami. Można tam np. doświadczyć lądowania pod Incheon w jakości 4D, czyli z zapachami, wstrząsami i zmianami temperatury (niestety nie załapałem się na ten pokaz). Niesamowite muzeum poświęcone koreańskiej wojskowości od czasów starożytnych po współczesność. Przypomina ono o tym jak Wolny Świat pomógł Korei obronić się przed komunizmem (walczyły tam m.in. wojska z Etiopii, Kolumbii, Turcji czy Luksemburga). Zdjęcia z powitania jakie urządzono siłom Wolnego Świata w wyzwolonym Pyongyangu wyraźnie pokazują, kto był w tej wojnie po właściwej stronie. Spalone sprzęty domowe z ostrzelanego przez artylerię KRLD w 2010 r. południowokoreańskiego miasteczka przypominają zaś, że wojna nadal trwa. Odwiedziłem też muzeum więzienia Seodaemun użytkowanego przez japońską bezpiekę i powojenne reżimy wojskowe. Ostro pokazano tam techniki tortur. Dzięki technice cyfrowej można się tam nawet próbować wczuć w dolę więźnia, któremu wyrywają paznokcie, biją i podtapiają. (Takie muzeum musi w końcu powstać w areszcie na Rakowieckiej!) Koreańczycy podchodzą do swojej przeszłości w sposób, który wywołałby u Normana Davisa krwawą biegunkę."


W Incheon oczywiście pokłoniłem się pomnikowi Ostatniego Boga Wojny, gen. Douglasa MacArthura. W Korean War Memorial jest jego fajka.





Seul oraz Incheon to poza tym jednak bardzo żywe miasta w umiejętny sposób łączące nowoczesność z przaśnością. Jak pisałem:





"Wczoraj wieczorem popijałem soju z koreańskim znajomym zagryzając smażoną z warzywami koreańską kaszanką. Dzisiaj zaś miałem dzień intensywnego zwiedzania. Zacząłem od fajnego muzeum admirała Yi Sin Sina (adm. Togo mówił: Możecie mnie porównywać z Nelsonem, ale przy Yi Sin Sinie jestem tylko bosmanem), później zwiedziłem dawny pałac cesarski Gyeongbokgung i przyległe muzeum folkloru koreańskiego, potem histersko-tradycyjne uliczki dzielnicy Bukchon a na końcu zajrzałem do katolickiej katedry otoczonej przez zakupowo-knajpianą dzielnicę. W pałacu i okolicach kręci się dużo dziewcząt w tradycyjnych strojach. Chętnie pozują do fotek - przecież się przebrały w te ciuszki, by na nie zwracano uwagę: ) Miasto żyje i rozkwita. A na głównym placu ustawili namioty krewni ofiar katastrofy promu Sewol. Urządzili tam wystawę i kapliczkę. Domagają się kar dla winnych i wydobycia wszystkich zwłok z wraku. Gdyby Seulem rządziła HGW, to by ich straż miejska pogoniła a pomnik króla Saejonga nie zostałby postawiony, bo "zaburzałby architektoniczną jedność placu"...


"W dzielnicy Gangnam (tak, tej z popularnej piosenki) odwiedziłem futurologiczny salon wystawowy Samsunga. Spróbowałem ich VR Gear (sprzętu do wirtualnej rzeczywistości) i obejrzałem sobie jak Samsung wyobraża sobie dom i zakupy w przyszłości. W przejściu podziemnym do stacji Gangnam klimaty jednak jak z okolic Ronda Dmowskiego - sklepiki z tanimi ciuchami i punkty gastronomiczne. Nikt się tam nie zrzyma i nie narzeka "co powie o nas zagranica". Odcinek drogi powrotnej od terminalu lotniczego do wiejskiej miejscowości w której jest mój hotel pokonałem bezpłatnym pociągiem Maglev (technologia Ecobee). W knajpie dla lokalsów starsza "karczmarka" (przypominająca panią z GS-u) w pewnym momencie przełączyła telewizor na relację z kongresu innowacji i chwilę przyglądała się pokazywanym tam gadżetom. Dotarło do mnie, że prawdziwa nowoczesność MUSI koegzystować z przaśnością."

"Mieszkam na tej samej wyspie, na której mieści się lotnisko w Incheon. Powstała ona z połączenia dwóch wysp, w wyniku wydzierania ziemi morzu. Mam blisko do plaży. Niestety nie jest zbyt czysta, ale widok na morze i okoliczne wysepki jest piękny. Są tu sosnowe lasy a okolica jest bardzo wiejska. Tutaj psy się wiąże przy budzie. smile emoticon W knajpie, w której zjadłem kolację, jedzą też lokalsi. A do posiłki biorą po buteleczce souju na głowę. Taka buteleczka jest w takiej cenie jak piwo."

Robi wrażenie również Okinawa. Po części jej historyczne miejsca, po części turystyczne zakątki i plaże. Pod wpływem emocji chwili pisałem:









"Okinawa jest przepiękna na swój sposób. W każdą szczelinę betonowej aglomeracji wciska się intensywna zieleń. Tutaj palmy rosną przy ulicach a nad kwiatowymi rabatkami latają duże motyle o ciemnobłękitnych skrzydłach. Pięknie wygląda zrekonstruowany zamek Shuri - siedziba dawnych władców Ryukyu. (Okinawa została podbita przez Japończyków dopiero w 1609 r. A w latach 70-tych XIX w. zaanektowana.) Tutaj wszędzie na nas spoglądają rzeźby chińsko wyglądających lwów. Okinawa to też japońska Kępa Oksywska. O pełnej determinacji obronie wyspy przypominają podziemne tunele Dawnej Kwatery Marynarki Wojennej. Ostatni ich obrońcy wytrwali do 7 września 1945 r. Popełnili samobójstwa nieświadomi końca wojny. Współczesne oblicze Okinawy to zaś ulica Kikusai-dori pełna sklepów z odjechanymi pamiątkami, gdzie rozbrzmiewa J-pop. Gdy jadłem sashimi w knajpie w pobliżu mojego lokum, na półce obok mojego stolika stał rządek mang "Naruto". Skoczyłem jeszcze do marketu po przecenione bento na śniadanie. (Jutro chyba kupię mleko truskawkowe i Jumpa smile emoticon Wracając z knajpy musiałem nawigować po opustoszałych uliczkach za pomocą komórki - inaczej można tu łatwo zabłądzić. W nocy słychać tu żaby, za dnia głośne cykady. Jak w jakimś "Higurashi"... smile emoticon"



" Na południu wyspy zaznajomiałem się z wężami, łaziłem po wielkiej jaskini, próbowałem lokalnych ciastek i pozwalałem, by gryzły mnie rybki - wszystko w Okinawa World, czyli pół-skansenie pół-parku rozrywki (oglądaliście Amagai Brilliant Park? smile emoticon. Potem skoczyłem do Muzeum Pokoju w pobliżu Mabuni - miejsca ostatniego bastionu oporu na wyspie w 1945 r. To tam zginął płk Isamu Cho. Samo muzeum naprawdę daje do myślenia - dobrze pokazuje realia walk na Okinawie, również zbrodnie japońskich sił zbrojnych popełnione na mieszkańcach wyspy. Mówi również o tym jak w latach 1945-1972 pod amerykańską okupacją żyli Okinawczycy. Udało im się doprowadzić do powrotu Wysp Ryukyu do Japonii, ale baz się nie pozbyli, co wciąż wywołuje silny resentyment. Trudno się temu dziwić, gdyż amerykański tajfun stali zabił tutaj więcej osób niż łącznie w Hiroszimie i Nagasaki. Jedną czwartą populacji wyspy. Może Trump przeniesie bazy. Make the Okinawa great again! Samo muzeum jest pięknie położone przy nadmorskich klifach. Daje to wszystko dużo do myślenia..."





"Dzisiaj przez chwilę byłem fotografem modelek w bikini. Tzn. dwie młode Japonki poprosiły bym im zrobił fotkę ich aparatem smile emoticon Byliśmy niemal jedynymi ludźmi na pięknej, naturalnej plaży na południe od Nanjo. Woda tam miała turkusowy kolor a w załomach koralowych skał pływały małe rybki. Tuż obok plaży znajdowało się święte miejsce, gdzie przed tysiącami lat zstąpiła z nieba bogini i zaprowadziła cywilizację na Okinawie. - Atsui! - czyli gorąco, rzuciła do mnie uśmiechając się i poprawiając biustonosz (miseczka C) plażowiczka. Koleżanka poprawiła jej z tyłu strój. Zrozumiałem słowo "ketsu", czyli tyłek. No cóż, nie bez powodu w niemal każdym popularnym anime jest odcinek ze strojami kąpielowymi..."

"Okinawa pożegnała mnie w pięknym stylu. Nad lotniskiem, położonym tuż przy morzu, w deszczu, z pięknym hukiem przeleciały 4 myśliwce ( chyba F-16). Cudowna scena... Niemal jak Migi nad zamkiem w Budapeszcie na filmie "Szpieg"."

***

Newsy z kraju i ze świata oczywiście śledziłem. Z zaciekawieniem przyglądałem się audytowi w służbach specjalnych oraz sprawie zatrzymania Mateusza Piskorskiego. Może wkrótce coś skrobnę na ten temat. Oczywiście zabiorę się również za nową serię - Euphoria (nie mylić z hentaiem "Euphoria" :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz