sobota, 7 maja 2016

Krótka historia sabotażu lotniczego: Flota Pacyfiku

Ilustracja muzyczna: Schwarzesmarken Ending

W sierpniu 2011 r. miałem okazję rozmawiać w Mińsku z dwoma weteranami wojny afgańskiej, oficerami sowieckiego Specnazu. Na pytanie o Smoleńsk jeden z nich bez żadnego skrępowania odpowiedział: "U nas było mnóstwo takich katastrof. Całe dowództwo Floty Pacyfiku nam w jednej z nich załatwili. Wiadomo, kto je wszystkie robił. Czekiści." Natychmiast nasunęły mi się pytania: czy to możliwe, by w jednej katastrofie lotniczej zginęło całe dowództwo najsilniejszej floty ZSRR, siły mającej za zadanie wykonać pierwsze uderzenie nuklearne na USA?



A jednak do takiej katastrofy doszło. 7 lutego 1981 r. rozbił się przy starcie z lotniska Puszkino pod Leningradem TU-104A wojskowych sił powietrznych ZSRR. Zginął w niej dowódca Floty Pacyfiku admirał Emil Spiridonow oraz 11 admirałów, trzech generałów lotnictwa, 11 kapitanów pierwszej rangi (w tym dowódcy atomowych okrętów podwodnych), trzech pułkowników, poza tym oficerowie oraz kilka żon i córek dowódców. Łącznie 44 pasażerów i 6 członków załogi. Na wieść o tym pogromie, postawiono siły zbrojne ZSRR w stan podwyższonej gotowości bojowej. Zastanawiano się, kto stał za tą masakrą. Amerykanie? Chińczycy? Czy to początek ataku na Związek Sowiecki?
Przyczyn katastrofy nie ustalono do dzisiaj.

Jedna z oficjalnych wersji mówiła o tym, że w samolocie źle rozmieszczono bagaż i przy ostrym starcie przesunął się on tak, że środek ciężkości Tupolewa przesunął się za bardzo do tyłu, bądź na jedną z burt, co doprowadziło do upadku. Inna badana wersja mówi o tym, że w zbiornikach na skrzydłach było zbyt dużo paliwa, co sprawiło, że samolot był przeciążony. Większość pasażerów zginęła najprawdopodobniej w olbrzymiej eksplozji - wybuchu paliwa. Jeden z członków załogi - mechanik pokładowy starszy lejtnant Zubariew - został znaleziony w śniegu kilkadziesiąt metrów od wraku. Siła uderzenia wyrzuciła go z kokpitu. Skonał w drodze do szpitala.

O katastrofie w Puszkino opowiada ten rosyjski film dokumentalny. Zrobiony pod oficjalną narrację, ale wciąż interesujący. To, że wciąż nie ustalono oficjalnej przyczyny katastrofy od początku był źródłem wielu domysłów i jak dowiedli tego moi rozmówcy z Mińska, wojskowi zapewne zawsze podejrzewali, że była to robota KGB.

Do lotniczej rzezi sowieckich admirałów doszło w czasie szczególnym. 1981 r. był już ostatnim momentem, w którym ZSRR mógł pokusić się o rozpętanie III Wojny Światowej.

Flashback: Największe sekrety - Raport Lokomotywy

Jak pisał Leszek Moczulski w "Uważam Rze Historia" z sierpnia 2013 r. w artykule "Początek końca dominacji":

"W 1979 dochodzi do gwałtownego przyspieszenia. W styczniu wojska wietnamskie zajmują propekińską Kambodżę, miesiąc później Chińczycy w odwecie wkraczają do Wietnamu, niszcząc umocnienia nadgraniczne i urządzenia przemysłowe. Dochodzi do rozejmu, ale pozycje sowieckie na Półwyspie Indochińskim zostały wzmocnione. W lipcu władzę w Iraku przejmuje antyirański Saddam Husajn i ożywia kontakty z Moskwą. W tym samym czasie prokubańscy sandiniści zagarniają władzę w Nikaragui; Sowieci uzyskują trwały przyczółek na kontynencie amerykańskim.



Kluczowe znaczenie ma zwycięska rewolucja islamska w Iranie. Jest ona skrajnie antyamerykańska. Chomeini obejmuje władzę w lutym, w marcu Iran występuje z CENTO, parę dni później idą w jego ślady Pakistan i Turcja. Amerykański system sojuszy zostaje rozerwany. Konflikt osiąga apogeum, gdy w listopadzie tłum – inspirowany nie wiadomo przez kogo – zajmuje ambasadę amerykańską i więzi jej personel; stan taki będzie trwał do stycznia 1981 r. Pod koniec miesiąca demonstranci palą ambasadę USA w pakistańskim Islamabadzie. Cała strefa jest zdezintegrowana, a nastroje tłumów antyamerykańskie.



Miesiąc później Moskwa przechodzi do czynów: w nocy z 25 na 26 grudnia wojska sowieckie zajmują Kabul i mordują dyktatora Amina. Na pozór jest to działanie niezrozumiałe: rządzący w Afganistanie komuniści są absolutnie posłuszni. Mają kłopoty z islamskimi rebeliantami; na ich prośbę dywizja sowiecka przekracza granicę. Z tej okazji Amin urządza uroczysty bankiet – i w jego trakcie ginie. Sowieci mieli w ręku Afganistan i nie potrzebowali go siłą zajmować. Dramatyczne wydarzenia służą Moskwie dla uzasadnienia wprowadzenia silnego zgrupowania wojsk operacyjnych. Zwalczają one rebelię, ale przede wszystkim przekształcają kraj w wielką bazę militarną: pospiesznie buduje szosy, drogi dojazdowe do granicy irańskiej, dwa wielkie lotniska zdolne przyjmować najcięższe samoloty. Pozwala to kontrolować z powietrza całą strefę od Półwyspu Indochińskiego do Rogu Afryki. W ciągu następnych miesięcy powstaje cały system strategiczny, umożliwiający atak na Iran i Pakistan, zapewniający kontrolę nad Oceanem Indyjskim oraz zamykający cały basen dla transportów wojskowych, napływających z północnego Pacyfiku lub Morza Śródziemnego.

Równolegle trwa flirt zachodnioeuropejski. W maju 1980 r. Breżniew spotyka się w Warszawie z prezydentem Francji Giscard d'Estaing; we wrześniu Gierek ma odwiedzić Paryż. W czerwcu w Moskwie gości Helmut Schmidt. Sowieci są otwarci i przyjaźni jak nigdy przedtem. Europa strefą pokoju? Gdzieś w tajemnicy prowadzone są rozmowy z Saddamem Husajnem.

20 września zastępca sekretarza stanu Warren Christopher powiadamia europejskich sojuszników USA o sowieckich przygotowaniach do ataku na Iran. Dwa dni później wojnę rozpoczynają wojska irackie, wdzierając się od zachodu na głębokość 80 km i ściągając na ten front główne siły irańskie. Jeśli ruszą Sowieci, atakując od północy i wschodu, sytuacja stanie się krytyczna. Możliwości USA są bardzo ograniczone. Emocjonalny poziom konfliktu z Iranem jest bardzo wysoki; oba społeczeństwa uważają się nawzajem za śmiertelnych wrogów. Nie pozwala to Waszyngtonowi wystąpić czynnie w obronie Iranu. Amerykanie nie mogą też dołączyć do Sowietów w roli agresora, zajmując dostępną część Iranu pomiędzy górami Zagros a morzem. Obróciliby w ten sposób przeciwko sobie cały świat islamski. Nim zresztą zdążyliby zorganizować taką interwencję, Rosjanie i Irakijczycy zajmą cały Iran. Da im to najbogatsze wówczas na świecie złoża naftowe, pozwoli rozwinąć ekspansję na konserwatywne kraje arabskie i Pakistan, przejąć kontrolę nad Bliskim i Środkowym Wschodem. ZSRR będzie pierwszym mocarstwem świata.



Uderzenie sowieckie jednak nie następuje.

Przyczyna jest prosta. To polska rewolucja sierpniowa, „Solidarność". Moskwa w Polsce zachowywała się spokojnie, nie chcąc zakłócać dobrych stosunków z Zachodem. Liczy, że niepokoje w PRL skończą się tak jak zawsze: zmiany personalne, bicie się w piersi i po paru dniach spokój. Kreml najwyraźniej odkłada uderzenie na te kilka dni. Lecz wszystko zaczyna się przedłużać – i stopniowo zmienia kierunek wiatru historii. Na czele USA staje Reagan. Szansa rozstrzygnięcia wszystkiego jednym ciosem mija, zaczyna się upadek."



Według ambasadora Zdzisława Rurarza, zbiegłego do USA funkcjonariusza wywiadu wojskowego PRL, Sowieci mieli również wówczas plan pójścia na całość. Wprowadzenia do Polski swojego rzutu operacyjnego pod pretekstem tłumienia "antysocjalistycznej rebelii" i rozpoczęcia ataku na Zachód. Plan miał być wprowadzony w życie w grudniu 1980 r., ale udaremnił go wyciek planów inwazyjnych dokonany przez płka Kuklińskiego. Ciekawie pokazano ten epizod na filmie "Jack Strong" - jako intrygę żądnych wojny sowieckich marszałków przeprowadzaną za plecami Breżniewa.


Jeśli Sowieci rzeczywiście chcieli w  1981 r. rozpętać wojnę na dużą skalę, to dekapitacja dowództwa Floty Pacyfiku sprawiła, że plany te mocno skomplikować. Później było już za późno. Zwłaszcza po incydencie, do którego doszło 13 maja 1984 r. w Siewieromorsku:



"Z zebranych na podstawie danych satelitarnych, relacji przebywających w rejonie zdarzenia podróżnych oraz innych źródeł wynika, że w serii potężnych eksplozji zniszczone zostały wielkie ilości amunicji, składowanej w głównym magazynie sowieckiej Floty Północnej. Według doniesień, w katastrofie zginęło od 200 do 300 osób, w dużej części członków personelu technicznego, wysyłanych do akcji ratunkowej polegającej na rozbrajaniu i unieszkodliwianiu zagrożonej eksplozją amunicji, wśród wywołanych wybuchami pożarów. Zabiegi te zakończyły się niepowodzeniem, doprowadzając do trwających wiele godzin „łańcuchowych” eksplozji składowanych pocisków, przechowywanych w zbyt wielkich ilościach, zbyt blisko siebie.

Według amerykańskiego czasopisma Jane’s Defence Weekly, była to największa katastrofa, jaka zdarzyła się w sowieckiej flocie od czasów II wojny światowej. Poziom strat, zniszczonych w eksplozjach pocisków i amunicji był tak wysoki, że przez następne pół roku, sowiecka flota przestała się liczyć jako realna siła bojowa.

Według szacunkowych danych w trakcie zdarzenia zostało zniszczonych 580 z 900 znajdujących się w posiadaniu floty rakiet ziemia-powietrze SA-N-1 i SA-N-3 oraz prawie 320 z 400 zdolnych do przenoszenia ładunków nuklearnych pocisków SS-N-3 i SS-N-12.

Mimo podejrzeń, że wśród wybuchających pocisków mogła się znajdować amunicja nuklearna, w wyniku przeprowadzonych badań nie stwierdzono występowania promieniowania radioaktywnego ani żadnych śladów wybuchu atomowego.

Cytowane przez NASA sowieckie źródła podawały, że przyczyną katastrofy było „oświetlenie” składów wiązką promieni radaru pozahoryzontalnego (OTH)[6]. Według innych przyczyną katastrofy było zaprószenie ognia od nieostrożnie wyrzuconego niedopałka papierosa."



KGB przygotowywało się wówczas do wdrożenia planu transformacji ustrojowej opisywanego już na początku lat 60-tych przez pułkownika Anatolija Golicyna. Sprywatyzowanie ZSRR było zbyt ważną sprawą, by przeszkodziła w niej taka głupota jak III Wojna Światowa. Dlatego brutalnie niszczono marzenia marszałków i admirałów. Poradzono sobie również z dawną partyjną administracją, która mogłaby stawić opór zmianom. Doszło do fali samobójstw i śmiertelnych wypadków wśród notabli.
(Najbardziej znaną ofiarą tej tajnej wojny domowej jest Piotr Maszerau, I sekretarz KPZR na Białorusi, który zginął gdy jego samochód zderzył się z ciężarówką.)



Ale i sam Breżniew stał się celem. Na jego stanowisko dybał główny wykonawca planu transformacji ustrojowej: Andropow. Breżniew był schorowany, ale wbrew nadziejom Andropowa jakoś mu się nie chciało umierać. Postanowiono zatem przyspieszyć mu zgon. Najpierw na jesieni 1982 r. pod Breżniewem zawalił się podest w fabryce, później Andropow zorganizował obchody rocznicy rewolucji październikowej, w ten sposób, że Breżniew stał przez parę godzin na lodowatym deszczu. Gensek był jednak nadal zadziwiająco żywotny. Niewiele pomogło regularne podtruwanie go przez ochroniarzy z KGB (podmieniali mu leki na jakieś inne pigułki). Wedlug relacji jego żony Walerii, 10 listopada 1982 r. wstał w dobrym humorze, ubrał się, zjadł śniadanie, przeczytał "Prawdę" i poszedł na górę do sypialni. Za nim poszło dwóch ochroniarzy. Po chwili wrócili, mówiąc jej, że jej mąż zmarł. Zabronili jej obejrzeć ciało męża.

Śmierć Andropowa ponoć też nie do końca była naturalna. Andropow po przejęciu władzy dokonał dużych czystek w służbach i administracji. Szczególnie ostro potraktował ministra spraw wewnętrznych Nikołaja Szczekołowa, którego zdegradował, wytoczył mu proces pokazowy za korupcję, wtrącił syna do łagru i zaszczuł tak mocno, że Szczekołow popełnił samobójstwo. Według Christophera Story, byłego doradcy Margaret Thatcher, wdowa po Szczekołowie odwdzięczyła się strzelając do Andropowa. Gensek został raniony (ona zastrzelona przez ochronę) i zniknął na parę tygodni wywołując spekulacje o zamachu. Kiedy wrócił wyglądał już na człowieka stojącego nad grobem...

***

Wybieram się do Korei Płd. i na Okinawę. W tym czasie możecie np. obejrzeć świetny serial "Steins Gate" (spiskowe klimaty, CERN, podróże w czasie...) lub poczytać sobie moją powieść "Vril. Pułkownik Dowbor" (książka dostępna m.in. w Księgarni Prusa).


A po powrocie nowa seria - Euphoria, Zajrzenie za drugą stronę Żelaznej Kurtyny. Jak budowo światowy ład na Zachodzie i Dalekim Wschodzie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz