sobota, 7 lutego 2015

Największe sekrety - Archanioł cz. 6: Piec ognisty


To opowieść o tym jak Jarosław Dąbrowski prawie zniszczył II Rzeszę...

Ilustracja muzyczna: Happiness of Marionette - Rose Crimson version - Umineko OST

Feldmarszałek Helmuth von Moltke, duński hrabia w służbie niemieckiej, który rzucił na kolana Austrię i Francję, podszedł w przerwie obrad Reichstagu do polskiego deputowanego Kazimierza Kantaka i pełen egzaltacji wykrzyknął: Ten wasz Jarosław Dąbrowski to geniusz! Czytałem jego broszurę o wojnie z Austrią. Jako jedyny trafnie ocenił o co mi w niej chodziło!

Jarosław Dąbrowski, był postacią nietuzinkową. Carski oficer, główna postać antyrosyjskiej, polskiej konspiracji, która doprowadziła do Powstania Styczniowego Opracował projekt jego wybuchu, projekt bazujący głównie na polsko-rosyjskich spiskowych powiązaniach - na konspiracji oficerskiej. Jak czytamy:




"Był inicjatorem i faktycznym organizatorem Komitetu Centralnego Narodowego, protoplastą rządu podziemnego. W swej pracy konspiracyjnej kierował się działaniami Giuseppe Garibaldiego (siłami tysiąca ludzi obalił Królestwo Obojga Sycylii). Nie chciał rozszerzania sprzysiężenia, ale wprost dążył do powstania. Uważał, że: "w rewolucji najważniejszą sprawą jest śmiałość i szybkość działania, wskutek czego małe na początku siły wzrastają jak lawina". Plan powstania który przedstawił w czerwcu godny był Garibaldiego. Kluczem powodzenia powstania miało być opanowanie Warszawy. Do tego wg niego potrzeba było ok. siedmiu tysięcy dobrze dowodzonych powstańców. Głównym celem uderzenia miała być siedziba namiestnika carskiego, czyli Zamek Królewski oraz Cytadela Warszawska, gdzie znajdowało się ok. 30 tys. karabinów. Plan przewidywał walki uliczne i budowę barykad. Powodzenie powstania zależało od postawy Rosjan. Uważał, że wciągnięci do spisku oficerowie pozwolą opanować 16 tysięczny garnizon warszawski. Sam planował przy pomocy dwóch tysięcy powstańców uzbrojonych w sztylety i rewolwery opanować twierdzę Modlin, gdzie znajdowało się 70 tysięcy karabinów, armaty, proch i ekwipunek wojskowy. Modlin miał być zdobyty tym samym sposobem co Cytadela Warszawska (sprzymierzeńcy w mundurach mieli otworzyć w nocy wierzeje twierdzy, po wcześniejszym aresztowaniu oficerów lojalnych wobec cara). Po zwycięstwie rewolucji w Warszawie jej płomień miał być przeniesiony w głąb Imperium Rosyjskiego. Zdeterminowani spiskowcy mieli pociągnąć niezdecydowanych. "Ci którzy są dobrymi Polakami, pójdą do obozu, a resztę siłą się weźmie", mówił Dąbrowski. Plan przewidywał wystąpienie rewolucyjne na 14 lipca 1862 roku (w rocznice zdobycia Bastylii), w ścisłym porozumieniu z konspiracyjnymi organizacjami oficerów rosyjskich w Królestwie Polskim."



Plan ten niestety nie został wdrożony, gdyż organizacja spiskowa została rozbita aresztowaniami, na co wpływ mogły mieć intrygi Białych, frakcji nie chcącej dopuścić do wybuchu powstania. W Cytadeli Dąbrowski po raz kolejny ujawnia swoją energię i pomysłowość - wspólnie z Bronisławem Szwarce, porozumiewając się stukaniem łyżkami - tworzą plan wielkiej ucieczki z Cytadeli. Niestety Dąbrowski zostaje wkrótce potem przeniesiony. Szwarce też trafia w głąb Rosji, gdzie poznaje m.in. Waleriana Łukasińskiego i staje się mentorem Józefa Piłsudskiego. (Zainteresowanych tematem konspiracji Czerwonych oraz intryg białych odsyłam do znakomitej książki "Dwie drogi" Pawła Jasienicy.) Dąbrowski, dzięki pomocy narzeczonej, szaleńczo w nim zakochanej Pelagii Zgliczyńskiej, ucieka z aresztu w Moskwie, ukrywa się przez jakiś czas na rosyjskiej prowincji a później emigruje do Francji. W czasie wojny z Niemcami wstępuję do armii francuskiej, gdzie zostaje dowódcą jednego z oddziałów Gwardii Narodowej, by później stanąć na czele wojsk Komuny Paryskiej.



Komuna Paryska to jeden z tych epizodów, które zostały mocno zafałszowane w świadomości historycznej Polaków. Ponieważ ta rewolta została zaanektowana przez marksistowsko-leninowską historiografię, kojarzymy ją jednoznacznie jako rewolucję komunistyczną, sowiecką, antypolską. (Taki obraz kształtują również konserwatywni publicyści - vide skandalicznie głupi artykuł w jednym z poprzednich "Historia. Do Rzeczy"). Siłą rzeczy więc Jarosław Dąbrowski został w świadomości narodowej Polaków przerobiony na "komucha". Warto więc naświetlić pewne fakty właściwie. Nazwa tego zrywu "Komuna" pochodzi od francuskiego słowa "commune" - "gmina". Można więc tłumaczyć ją jako "Gmina Paryska" lub "Zarząd Miasta Paryża". W Paryżu de facto powstał bowiem rząd konkurencyjny wobec innego rządu francuskiego, a stało się to w warunkach politycznego chaosu po upadku Drugiego Cesarstwa. "Zarząd Miasta Paryża" był tworzony przez zlepek różnych ugrupowań - od umiarkowanych republikanów po dzikich anarchistów, ale marksiści lub szerzej członkowie I Międzynarodówki odegrali w jego działaniach znikome znaczenie. Nie można więc mówić o komunistycznym charakterze nowej władzy. Czerwony sztandar, którym posługiwali się komunardzi był zwyczajowo wieszany od średniowiecza na ratuszu jako znak, że miasto jest pogrążone w zamieszkach. Zryw mieszkańców Paryża miał też charakter patriotyczny i nacjonalistyczny. Był protestem przeciwko kapitulanckiej polityce wersalskiego rządu. Bezpośrednim impulsem do powstania była decyzja francuskich władz o rozbrojeniu Gwardii Narodowej. Wysłano wojsko, by odebrało gwardzistom armaty, które wcześniej lud paryski kosztem wielu wyrzeczeń sam kupił dla Gwardii i traktował jako coś swojego. Żołnierze wysłani na miejsce byli głodni (dowództwo zapomniało o prowiancie dla nich), paryscy mieszczanie ich nakarmili i rozbroili. Tak zaczęła się rewolucja.






Nie chcę tutaj bynajmniej gloryfikować Komuny Paryskiej. Choć jej władze dokonały kilku posunięć godnych poparcia (oddłużenie mieszkańców, poprawa warunków pracy, zagospodarowanie pustostanów), do szybko kontrolę nad powstaniem przejęły żywioły skrajne, anarchistyczne. Doszło do aktów bezprzykładnego barbarzyńskiego wandalizmu (Luwr uratował przed płomieniami Polak Florian Trawiński - minister kultury i sztuki Komuny Paryskiej, a później dyrektor Luwru) i rozstrzeliwania zakładników (m.in. arcybiskupa Paryża). Cywilne kierownictwo powstania było bardziej zajęte niszczeniem miasta niż próbą jego obrony - wielokrotnie rzucało Jarosławowi Dąbrowskiemu kłody pod nogi. Działań władz Komuny nie da się w żaden sposób obronić. O ile Rewolucję Lipcową z 1830 r. wyobrażała dziewczyna z dużym, obnażonym biustem, wiodąca z karabinem w ręku "Lud na barykady" , to alegorią Komuny Paryskiej powinna być naga ulicznica dumnie wyprężająca cipkę i trzymająca w ręku lampę z płonącą naftą. Była też druga strona tej monety. Wojsko francuskie zachowywało się w Paryżu w 1871 r. w podobny sposób jak wojsko niemieckie na Woli w 1944 r. To było francusko-francuskie ludobójstwo.




W Komunie Paryskiej wzięło udział kilkuset Polaków, niektórzy z nich sprawowali ważne stanowiska dowódcze. Historyczna legenda mówi, że kierował ich w szeregi powstańców głównie społeczny radykalizm. Nic bardziej błędnego. Gen. Walery Wróblewski, człowiek, który uratował katedrę Notre Dame przed wysadzeniem w powietrze, był członkiem prawicowych związków polskich związkowych. Socjalistą stał się dopiero po upadku Komuny. Analiza motywacji polskich komunardów wskazuje, że najczęściej do udziału w zrywie pchało ich braterstwo broni zawarte z paryżanami podczas obrony miasta przed Niemcami, sprzeciw wobec kapitulacji, chęć walki z germańskim zaborcą, niechęć do nowego prezydenta Republiki Adolphe'a Thiersa - znanego z rusofilskich i antypolskich poglądów - a także nadzieja na to, że rewolucyjny paryski rząd będzie propolski. (Warto tutaj wspomnieć, że  armia wersalska podczas pacyfikacji Paryża polowała na Polaków - przeprowadzając czystkę etniczną.) Czy warto było brać udział w tak beznadziejnym powstaniu? Moim zdaniem miało ono realne szansę, by zmienić historię świata. Dzięki Jarosławowi Dąbrowskiemu.



18 stycznia 1871 r. w Sali Zwierciadlanej Pałacu Wersalskiego proklamowano Cesarstwo Niemieckie i ogłoszono jego władcą pruskiego monarchę Wilhelma I Hohenzollerna. Zebrało się tam kilkudziesięciu niemieckich monarchów, pruski premier von Bismarck, kwiat generalicji. Mało brakowało a wszyscy oni znaleźliby się w niewoli "Zarządu Miasta Paryża". Gen. Jarosław Dąbrowski szykował na ten dzień wielkie uderzenie na Wersal - drogę miała mu otworzyć rewolta pułków z Wielkopolski, które akurat obsadzały ten odcinek frontu i okolice Wersalu. Dąbrowski porozumiał się z żołnierską konspiracją wewnątrz tych pułków. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, ale... władze Komuny zasabotowały operację. Dąbrowski nie dostał wsparcia koniecznego do przebicia się do pułków wielkopolskich. Czekały one zniecierpliwione na wypad, który nie doszedł do ich frontu. Gdyby on nastąpił, miałby wielkie szanse sukcesu. Oznaczałby zwycięstwo rewolucyjnego paryskiego rządu i dekapitację niemieckiego przywództwa. Wszyscy niemieccy władcy, Bismarck i ważni generałowie znaleźliby się w niewoli. Dąbrowski mógłby zamknąć Bismarcka w klatce, oblać łatwopalnym płynem i podpalić . Można było wówczas wymusić na Berlinie pokój. W Niemczech mogłoby dojść do rewolucji po takiej wojennej kompromitacji. Konsekwencje dla Europy byłyby całkowicie  nieprzewidywalne. Ale niestety tak się nie stało. Głupi Francuzi nie chcieli posłuchać genialnego Polaka. Polska konspiracja przestała liczyć na Francję i zaczęła tworzyć nowy plan europejskiej rozgrywki.

"Wyjdzie stu robotników,
Oborzą miasta grunt,
Wyrzucą łokieć — funt.
Klatki pełne wróblików
Otworzą — i przed tłuszczą
Ptaszki na wolność puszczą...
Muzyka nieustanna:
Wolność! Wolność! — Hosanna.

Swięci staną w katedrze
  Trzej... i zawezwą ducha,
Lud księgi praw rozedrze,
Próchno kart porozdmucha;
Weźmie stare sztandary,
Wyprowadzi jak mary
Za kościół — na mogiły,
Zapali, by swieciły
Swiatu dawnemi dzieły,
Błysnęły — i spłonęły.
Bije godzina ranna,
Masy rzekły: Hosanna!"

Juliusz Słowacki, "Wyjdzie stu robotników"




Zainteresowanych dziejami Komuny Paryskiej odsyłam do tomu I-go "Najnowszej Historii Politycznej Polski 1864-1945" Władysława Poboga-Malinowskiego. Omawia on tam bardzo dokładnie polskie wątki tego zrywu i odsyła do bardzo bogatej literatury przedmiotu. Postać gen. Jarosława Dąbrowskiego dosyć dobrze przybliża książka "Generał Jarosław Dąbrowski 1836-1871" Stanisława Strumph-Wojtkiewicza, wydana jeszcze przez PRL-owskie Wydawnictwa MON, ale pełna ciekawych szczegółów. Film Bohdana Poręby jest "z lekka zafałszowany", ale jest tam parę fajnych scen. Ot np. zamach na gen. Ludersa dobrze się ogląda przy tej muzyce. 

Chyba kończę serię Archanioł - przynajmniej do czasu, aż nie dokopię się do czegoś nowego o polskiej konspiracji. Cieszę się, że wzbudziła takie emocje. W następnym odcinku Największych Sekretów przeniesiemy się do Irlandii czasów Michaela Collinsa. 

Muza będąca ilustracją do wpisów z tej serii pochodzi z serialu Umineko, popieprzonego jak "Twin Peaks". 

Zainteresowanych historycznym rewizjonizmem i po prostu dobrą lekturą  zapraszam  do sięgnięcia po moją książkę "Vril. Pułkownik Dowbor".  I w wersji papierowej  i jako ebook. Kto nie przeczyta, ten będzie szwajcarem u hrabiego Jabłońskiego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz