sobota, 17 stycznia 2015

Nawiększe sekrety: Archanioł cz. 3 - Anioł Pomsty

"Niedaleko więc zaszedłszy, ujrzeli obóz cały małych dzieciątek i pacholąt  gnanych na Sybir, które odpoczywały przy ogniu. A we środku gromadki siedział pop na tatarskim koniu, mający u siodła dwa kosze z chlebem. I zaczął owe dzieciątka nauczać podług nowej wiary ruskiej i podług nowego katechizmu.
I pytał dzieci o rzeczy niegodne, a pacholęta odpowiadały mu, przymilając się, albowiem miał u siodła kosze z chlebem i mógł je nakarmić; a były głodne. Więc obróciwszy się ku Anhellemu, Szaman rzekł: powiedz! nie przebrałże miary ten ksiądz, zasiewając złe ziarno i każąc czystość dusz tych maleńkich?
 Oto zapomniały już płakać po matkach swoich i tu się wdzięczą do chleba jak małe szczeniątka; szczekając rzeczy złe i które są przeciwko wierze. Powiadając, że Car jest głową wiary i że w nim jest Bóg, i że nic nie może rozkazać przeciwko Duchowi Świętemu, nakazując nawet rzeczy podobne zbrodniom, albowiem w nim jest Duch Święty. Użyję więc przeciwko temu księdzu ognia niebieskiego, aby go spalić, i stracę go w oczach dzieciątek. A skoro wyrzekł Szaman słowo przekleństwa, zapalił się ów pop na koniu i wyszły mu z piersi płomienie, które się złączyły w powietrzu nad głową. I przelękniony koń unosić go zaczął po stepie palącego się; a potem wzdrygnąwszy się, zrzucił z siebie węgiel siedzący na siodle do ostatka. "

Juliusz Słowacki, "Anhelli", III, 41-50

"A na co ci życie, skoro ty Moskal?"
  partyzant z oddziału Karola Różyckiego do poddającego się rosyjskiego oficera, 1831 r.


Ilustracja muzyczna -  The Executioner, Umineko OST

Czy Polska mogłaby się odrodzić, gdyby Rosji nie poraziła wielka katastrofa? Państwo carów zabrało Rzeczypospolitej blisko 2/3 terytorium - od Sosnowca po Smoleńsk, od Dyneburga po Kamieniec Podolski. Zabrało nam Warszawę, Wilno, Kijów i dziesiątki mniejszych centrum naszej kultury. Czy prosperująca i zwycięska w I wojnie światowej Rosja by oddała nam choć część tego terytorium? Gdy w 1914 r. endecki działacz Stanisław Grabski wręczał rosyjskiemu generałowi szablę "zdobywcy Lwowa", usłyszał, że Lwów to "istinno ruskaja ziemlja" a Polska zaczyna się dopiero za Nowym Targiem. Czy jakaś siła zmusiłaby prosperujące państwo carów do dania Polakom prawdziwej niepodległości? A czy z naszych ziem wschodnich zrezygnowałby rząd Rosji demokratycznej? Rząd mający pełne poparcie Wielkiej Brytanii i Francji. Rząd opromieniony sławą zwycięzcy wojennego. Rząd państwa szybko podnoszącego się gospodarczo po wojnie - państwa rozwijającego się w tempie takim jak współczesne Chiny. Czy Polakom w takim scenariuszu udałoby się wybić na niepodległość? Czy uzyskaliby wsparcie od Zachodu w wojnie przeciwko Rosji? A czy Rosja Kołczaka, Denikina i Wrangla - autorytarna, ale socjalreformistyczna zrezygnowałaby z Wilna i Białegostoku? Przecież nawet podczas dramatycznej ewakuacji z Noworosyjska, denikinowskie "MSZ" wysyłało do Warszawy gniewne depesze, w którym groziło nam karą za zburzenie prawosławnego soboru na Placu Saskim w Warszawie. Niepodległość odzyskaliśmy dzięki temu, że Rosja została rzucona na kolana i spustoszona, ogłupiona, zrujnowana gospodarczo i pozbawiona sojuszników na wiele lat. Katastrofa cywilizacyjna na ziemiach rosyjskich będąca skutkiem rewolucji bolszewickiej i wojny domowej okazała się dla nas paradoksalnie zbawienna. A jeśli część twórców tej katastrofy kierowała się właśnie takim motywem?

Prof. Wieczorkiewicz prowokował ludzi mówiąc, że Feliks Dzierżyński działał na rzecz polskiej racji stanu eksterminując rosyjską inteligencję. Wystarczy zajrzeć do książek Władimira Bieszanowa (polecam zwłaszcza wstęp do "Twardego pancerza" - pokazuje on jak "bezmyślnie" bolszewicy zniszczyli świetne rosyjskie kadry naukowe), by przekonać się jak niszczycielskie dla potencjału wojskowego, gospodarczego i przemysłowego skutki wywarła działalność "Krwawego Felka" i reszty ówczesnej bolszewickiej ekipy. Zdolności wojskowe Sowietów sparaliżowano na blisko 20 lat (a nawet dłużej - o czym świadczą nie mające precedensów sowieckie klęski z 1941 i 1942 r.). Tego nie zdołałby osiągnąć nawet najbardziej perfidny "imperialistyczny agent". A może jednak...



Jedna z anegdot opowiada jak Leon Wasilewski spytał swojego dawnego kolegę Feliksa Dzierżyńskiego: "Ponoć zabijasz mnóstwo ludzi..." i uzyskał odpowiedź: "Daj spokój, zabijam nie ludzi, tylko Ruskich!". Późniejszy szef Czeka wsławił się podczas swoich szkolnych lat tym, że spoliczkował rosyjskiego nauczyciela, gdy ten nazwał polski "psim językiem". Później już tylko realizował zemstę "na wroga, z Bogiem lub choćby mimo Boga". Wyżywał się na rosyjskiej cerkwi, arystokracji, korpusie oficerskim, armii oraz chłopstwu jak syberyjski Szaman z "Anhellego" na prawosławnym popie. Dopadł nawet rodzinę carską i rozstrzelał ją, choć Kaiser Wilhelm oferował zapłacić za swojego kuzyna Mikołaja ogromne pieniądze. Pustoszył Rosję skuteczniej niż armia Shermana Georgię, Lancastery marszałka Arthura Harrisa Niemcy i B-25 gen. LeMaya Japonię.

To kogo Dzierżyński zabijał wiadomo. To, komu ratował życie jest dużo mniej znane. Jak pisał m.in. Tadeusz Płużański, którego trudno podejrzewać o probolszewickie sympatie:

"Jednym z głównych zadań komunistycznej agentury było zlikwidowanie Józefa Piłsudskiego. Przeprowadzenie zamachu było dość proste – wiedzieli o tym sowieccy agenci. Marszałek mieszkał w willi w Sulejówku i nie był dobrze chroniony. Akcję podjęli ludzie Łoganowskiego przy pomocy warszawskich komunistów, w tym Ignacego Sosnowskiego (o nim niżej). Milusin miał być zaatakowany w nocy.

Rzecz jasna Rosja nie zamierzała przyznać się do morderstwa – komunistyczna bojówka miała być ucharakteryzowana na studentów nacjonalistów. Jakie cele, prócz najważniejszego – pozbycia się przywódcy polskiego państwa – chcieli osiągnąć Sowieci? Otóż słusznie spodziewali się wybuchu zamieszek, a nawet wojny domowej. Inspirowana przez agenturę lewica niechybnie wystąpiłaby przeciw endecji, co nakręciłoby spiralę przemocy. Do akcji odwetowej przystąpiliby zwolennicy zgładzonego Marszałka. Przypomnijmy, że niedawno zabity został pierwszy prezydent II RP – Gabriel Narutowicz i sytuacja społeczno-polityczna była mocno kryzysowa. Korzystając z tych nastrojów, komuniści zamierzali wzniecić upragnioną rewolucję.

Plan Łoganowskiego gorąco popierał jeden ze zdrajców z Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski – Józef Unszlicht. Nie został jednak zrealizowany, gdyż zdecydowanie sprzeciwiła się mu... centrala w Moskwie w osobie Feliksa Dzierżyńskiego, przełożonego Łoganowskiego. Krwawy Feluś uznał, że w walce z pańską Polską wystarczą agitacja i dywersja.

W rocznicę Konstytucji 3 maja



Mieczysław Łoganowski jednak nie poddawał się i wkrótce wpadł na kolejny pomysł. Przygotował potężny ładunek wybuchowy, aby odpalić go w centrum Warszawy. Termin ustalono na 3 maja 1923 r. – kolejną rocznicę uchwalenia pierwszej nowoczesnej konstytucji nowożytnej Europy. Eksplozja bomby była przewidziana w momencie, gdy marszałek Piłsudski razem z zaproszonym gościem – marszałkiem Francji Ferdinandem Fochem, odsłanialiby pomnik ks. Józefa Poniatowskiego na placu przed Pałacem Saskim. Wybuch miał zabić również dowódców Wojska Polskiego oraz najwyższych dostojników państwowych. Ofiarami padliby ponadto zagraniczni notable i warszawiacy (święto 3 maja przyciągało po odzyskaniu niepodległości tłumy ludzi).

Tym razem Moskwa zaakceptowała plan. W ostatniej chwili terrorystyczny zamach został jednak zastopowany przez wysokiego rangą urzędnika sowieckiego, który ponoć przestraszył się konsekwencji. Nie ulega jednak wątpliwości, że akcję musiał wstrzymać ktoś na Kremlu – Dzierżyński".


Dzierżyński był dalekim kuzynem Piłsudskiego. Jego siostra Aldona Bułhak mieszkała w willi Marszałka w Sulejówku a później w Belwederze. Jej syn był wówczas adiutantem Piłsudskiego.  Czy ten psychopata Krwawy Feliks żywiłby jednak takie burżuazyjne, rodzinne sentymenty? Okazuje się, że miał on dziwną słabość do swoich rodaków.

Jak podaje źródło komunistyczne:



"Autorka relacji, opierając się na przekazach rodzinnych, streszcza pokrótce historię jednego z braci swego ojca, matematyka związanego z kijowskim uniwersytetem, Henryka Bogusławskiego, aresztowanego w Kijowie przez bolszewików i osadzonego w miejscowym więzieniu.Oto, co pisze o tym wydarzeniu: „kiedy Dzierżyński przeprowadzał dziesiątkowanie więźniów wujek akurat musiał wystąpić jako ten dziesiąty, być może rysy twarzy były za mało rosyjskie, w każdym razie Dzierżyński zapytał: odkuda ty? – A ja z Polszy, matematyk. No jak matematyk to idź tam, tu na lewo, tu na prawo, tam długi korytarz, później drzwi i wyjdź, i idź! I wyjście okazało się na wolność”. [Relacja Wandy Bogusławskiej-Dramińskiej pochodząca ze zbiorów prywatnych Bożeny Krzywobłockiej] Dzierżyński często wizytował więzienia, jego zdaniem zbyt przepełnione, znajdujące się w różnych częściach Rosji. Zdarzało się, że uwalniał ludzi nie tylko indywidualnie. Ksiądz Roman Dzwonkowski tak zapamiętał swoje odwiedziny u zasłużonego proboszcza z Rubieżewicz nieopodal przedwojennej granicy polskiej, ks. Piotra Pupina, zmarłego w 1979 r.: „Otóż ksiądz Pupin opowiadał mi, że gdy w latach pięćdziesiątych przyjechał do Polski na pogrzeb swojej matki i odprawiał Mszę św. w katedrze w Białymstoku, podszedł do niego w zakrystii jakiś starszy ksiądz i zapytał go, czy on jest z ZSRR. Gdy potwierdził, tamten powiedział tak: «A ja się codzień modlę za Dzierżyńskiego, bo on mi życie uratował. Gdy siedziałem w Piotrogrodzie w więzieniu razem z grupą 40 księży i czekaliśmy na śmierć, bo wtedy masowo rozstrzeliwano – pewnego wieczoru przyszedł Dzierżyński i powiedział: Wychoditie czornyje kruki. I uwolnił nas»”. [Za wschodnią granicą 1917-1993. O Polakach i Kościele w dawnym ZSRR z Romanem Dzwonkowskim rozmawia Jan Pałyga, wyd. „Wspólnota Polska & Pallotinum II, Warszawa 1993, s. 84-85] Dzwonkowski zaznacza też wcześniej, że w wydanej przed wojną we Francji publikacji „Les maitres de la Tscheka” autor pisał o tym, jak Dzierżyński ratował księży katolickich.(...)  Cenił go też Tadeusz Wieniawa-Długoszowski, który w II RP opublikował swe wspomnienia o Dzierżyńskim i jego „ Pamiętnik więźnia”.Pewnie też i sam Bolesław Wieniawa-Długoszowski, skoro za poręczeniem Feliksa został zwolniony z Łubianki bez podpisania lojalki – a ludzi tych o sympatie prokomunistyczne posądzać nie sposób!"



Jadwiga Sosnkowska, żona późniejszego Wodza Naczelnego z II wojny światowej, wspomina, że jej matka wielokrotnie chodziła do niego w 1918 r., do jego gabinetu na Łubiance, gdzie wskazywała ludzi, których powinien zwolnić z więzień. Zawsze spełniał prośbę. Podobnych interwencji było o wiele więcej. Np. późniejsza żona Jerzego Niezbrzyckiego, długoletniego szefa sanacyjnego wywiadu wojskowego na Wschód, została też w ten sposób oszczędzona - choć skazano ją za szpiegostwo.



Dziwnych zachowań Feliksa Edmundowicza było więcej. Gdy sowiecka dyplomacja prowadziła daleko idącą grę z endecją - upatrując w niej swojego największego sojusznika w Polsce (odsyłam do książki Mariusza Wołosa "O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym") - Dzierżyński nagle tą misterną intrygę brutalnie przerywa. Przekonuje Politbiuro, że to Piłsudski stanowi siłę rewolucyjną, dającą nadzieję na wybuch wojny domowej w Polsce i że warto poprzeć jego zamach stanu. Wiele lat później zostanie to uznane przez komunistów za "błąd majowy". Być może Feliks Edmundowicz przypłacił ten błąd życiem - zmarł na zawał serca 20 lipca 1926 r. Jego brat twierdził, że szef CzeKa został otruty. Niemal na pewno został za to otruty następca Dzierżyńskiego - Polak, Wiaczesław Mieńżyński.

Dzierżyński lubił zostawiać swój "podpis". Przykładem na to jest operacja "Trust", w ramach której czekiści zwodzili przez siedem lat zachodnie służby wywiadowcze i białych emigrantów, że w sowieckiej Rosji powstała potężna, monarchistyczna organizacja spiskowa. Wciągali w pułapkę agentów oraz emigrantów (Sawinkow, Reilly...) stosując takie taktyki jak np. wysyłanie na Zachód fałszywych dezerterów z GPU. Fałszywe źródła grały dosyć bezczelnie mówiąc np. swoim zachodnim oficerom prowadzącym, że antybolszewiccy spiskowcy spotykają się w centrum Moskwy w budynku Trustu - czyli Anglo-Rosyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, który przecież był wówczas... siedzibą sowieckiej tajnej policji przy Placu Łubiańskim. W 1929 r. zbiegł do Finlandii jeden z uczestnik operacji "Trust" Edward Opperput. Dokładnie, ze szczegółami i nazwiskami, wyjaśnił funkcjonariuszom zachodnich służb mechanizmy i historię operacji "Trust". Jak skończył relację, zbiegł z powrotem do ZSRR, gdzie został awansowany i odznaczony. Nawet jego nazwisko Opperput "Operacja Putać" było szpiegowskim żartem. (O "Truście" można przeczytać m.in. w książce "Deception" Edwarda J. Epsteina.) W ten sam sposób Dzierżyński zostawił nam przed oczami wskazówkę mówiącą kim był naprawdę. Wysłał do Polski Bohdana Jaxę Ronikera, aferzystę, który siedział z nim wcześniej w carskim więzieniu, i polecił mu napisać książkę na podstawie opowieści o swoim życiu. "Dzierżyński, Czerwony kat" pokazuje Dzierżyńskiego jako idealistę i polskiego romantyka. W jednej z jej pierwszych scen jest ukryte przesłanie - Dzierżyński odnajduje w Homlu pomnik ks. Józefa Poniatowskiego stojący wcześniej na Krakowskim Przedmieściu. To aluzja: tak jak zabezpieczyłem ten pomnik, tak zabezpieczyłem was przed zamachem z 3 maja 1926 roku.

Gra, którą podjął Dzierżyński przypominała fabułę filmu "Infernal game" (później zremakowanego przez Scorsese jako "Infiltracja"). W swojej roli musiał być przekonujący, by przeżyć i skutecznie działać. Musiał więc również podejmować działania przeciwko Polsce i Polakom. Pomagać nam mógł tylko po kryjomu lub symulując szaleństwo. (Nie miał też władzy absolutnej - nie mógł np. zapobiec wojnie polsko-bolszewickiej. Musiał brać pod uwagę działania różnych koterii - tutaj może leżeć przyczyna dla której w 1918 r. kazał rozstrzelać dowództwo sowieckiego wywiadu wojskowego.) Zdarzało się, że pisał wnioski o to, by go inwigilować, bo podejrzewa się o bycie imperialistycznym agentem. A jeśli dodamy do tego jego niekonwencjonalne zachowania seksualne - miłość do siostry i pociąg do małych dziewczynek - otrzymamy piorunującą mieszankę.

Flashback:  Feliks Dzierżyński - lolicon, miłośnik młodszych sióstr

Flashback:  Sny # 14: Feliks Dzierżyński może był loliconem, miłośnikiem młodszych sióstr i zabił mnóstwo ludzi, ale przynajmniej nie był takim hujłem jak Putin

Flashback:  Sny#18: Feliks Dzierżyński też lubił fanservice

Dzierżyński nie był w tej misji jednak sam. Jak czytamy w recenzji książki Władysława Michniewicza "Wielki bluff sowiecki":



"Wiemy, że wielu oficerów, którzy zetknęli się z OGPU w trakcie trwania operacji „Trust”, przeszło
na stronę sowiecką. Wraz z upływem lat udostępniono znaczną liczbę dokumentów rzucających cień podejrzeń na kpt. S. Próchnickiego i mjr. T. Kobylańskiego , a także na współpracującego wtedy z Oddziałem II polskiego oficera Armii Czerwonej, B. Kontryma (w tym wypadku podejrzenie oparte jest na analizie dowodów pośrednich, takich jak np. brak zaocznego wyroku śmierci na Kontrymie po jego ucieczce do RP).  Zapewne nie bez znaczenia dla tego obrazu był fakt, że za operację „Trust” odpowiadali głównie Polacy: F. Dzierżyński, W. Steckiewicz i W. Witkowski-Marczewski którzy znali język i charakter narodowy Polaków, czym –jako renegaci – sprawnie się posługiwali, wysługując się tym samym OGPU.

Przypis o Steckiewiczu:   Członek POW na Ukrainie. Po aresztowaniu przez GPU i przesłuchaniu przez Dzierżyńskiego, podjął współpracę z Bolszewikami, z czasem awansując do rangi generała korpusu. Okoliczności jego śmierci do dzisiaj nie są znane.
Przypis o Witkowskim-Marczewskim:  Podjął współpracę ze stroną radziecką uciekając przed wyrokiem polskiego sądu wojskowego. Według W. Drymmera wiele lat po aferze „Trustu”, podczas przypadkowego spotkania z nim w ZSRR, Marczewski dał mu zdjęcie Marszałka Piłsudskiego. Został zamordowany podczas czystki Jeżowa. Za: W.T. Drymmer, Trust…, s. 105–106."



Bogdan Konstantynowicz po 25 latach badań genealogicznych odkrył coś, co wyjaśnia tę zagadkę: istniała polska konspiracja, siatka wzajemnie powiązanych rodzin z obecnej Białorusi, która infiltrowała rosyjski i sowiecki establiszment, a także współtworzyła nowoczesny carski przemysł zbrojeniowy (infiltracja). Natrafiamy w niej na takie nazwiska jak: Piłsudski, Dzierżyński, Ogiński, Konstantynowicz, Paszkowski, Jacyna, Jaroszewicz, Zarako-Zarakowski, Kalinowski. Powiązani oni byli rodzinnie i towarszysko z takimi francuskimi rodami jak Armand, Duflon, Demontet, bałtycką szlachtą (Schilling, Pilnar von Pilchau) a nawet gruzińskimi rodami arystokratycznymi (Japaridze, Dadiani, Gruzinsky, Maipariani). Ta konspiracja sięgała zaczęła działać sto lat przed rosyjskimi rewolucjami  i ma korzenie w napoleońskich siatkach wywiadowczych (stąd tak wiele tam powiązań polsko-francuskich) oraz inicjatywach Józefa Sułkowskiego. Carski wywiad wojskowy, na nieszczęście carów, był tworzony głównie przez mniejszości narodowe - Niemców Bałtyckich, Gruzinów i Polaków - co otwierało zarówno kajzerowskim służbom, Brytyjczykom jak i polskiej konspiracji z Białorusi drogę do jego infiltracji. Prawdopodobnie po wojnie bałkańskiej z 1876-78 r. tworzy się wewnątrz tej struktury wywiadowczej konspiracja zmierzająca do obalenia caratu. Jej pierwszym sukcesem jest likwidacja cara Aleksandra II-go, później fala terroryzmu, która przetoczyła się przez Rosję, Rewolucja 1905 r. (przypomnijcie sobie rolę Polaka księcia Światopełk-Mirskiego w petersburskiej Krwawej Niedzieli), a później zamach w Sarajewie (przypomnijcie sobie rolę rosyjskiego wywiadu wojskowego i austriackiego ministra, Polaka Leona Bilińskiego - odsyłam do wpisu:  Największe sekrety: Kryptonim Βασιλευζ), rewolucja lutowa i październikowa - przeprowadzona, licząc według starego stylu, w setną rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki, polskiego szlachcica z Białorusi. (Z nieco chaotycznym opracowaniem Konstantynowicza można się zapoznać tutaj, tutaj i tutaj)

Przyjrzyjmy się uczestnikom tego spisku:


Gen. Michaił Broncz-Bujewicz, w 1917 r.szef rosyjskiego kontrwywiadu wojskowego. Po rewolucji październikowej pozostał na stanowisku a później został awansowany na szefa sztabu armii czerwonej. Jego brat Władimir Broncz-Brujewicz był sekretarzem Lenina i ukrywał go w Finlandii. Ich pochodzenie było polskie - to szlachta z Białorusi, herbu Bończa.



Inessa Armand - sekretarka i kochanka Lenina, zapładniająca jego umysł różnymi lunatycznymi pomysłami niszczącymi rosyjski potencjał gospodarczy, militarny i naukowy. Jej siostra Anna poprzez małżeństwo weszła do rodziny Konstantynowiczów. W rękach Konstantynowiczów znajdowały się m.in. zakłady DEKA, największa fabryka lotnicza w carskiej Rosji oraz stocznia pracująca na potrzeby marynarki wojennej. Jednocześnie Konstantynowiczowie byli powiązani z piłsudczykowską konspiracją.



Stanisław Koziełł-Poklewski - carski dyplomata (na placówce w Tokio w latach 1897-1901, w Londynie w latach 1901-1909, w Teheranie w latach 1909-1913, w Bukareszcie w latach 1913-1917), przekonał w 1905 r. ministra Wittego o konieczności zaprzestania animozji z Brytyjczykami i zawarcia z nimi sojuszu. Przyjaciel króla Edwarda VII, obracający się w kręgu Grupy Millnera. To ten człowiek rozpoczął ciąg zdarzeń wprowadzających Rosję do I wojny światowej.


Gen. Jan Jacyna - najstarszy polski generał w armii carskiej Rosji. Odpowiedzialny m.in. za rozwój lotnictwa i projekty techniczne dla marynarki wojennej, czyli siłą rzeczy związany z wojskowymi tajnymi służbami. Później adiutant Marszałka Piłsudskiego. 



Marszałek Józef Piłsudski - był już od czasów studenckich w tej konspiracji i był przez Grupę Milnera, japoński oraz austriacki wywiad wojskowy jako jej lider. To tłumaczy dlaczego japoński sztab generalny negocjował z przywódcą partyjnej bojówki z odległego kraju i dlaczego udzielił mu tak hojnego wsparcia. To tłumaczy dlaczego z Piłsudskim bezpośrednio negocjował gen. Max Ronge, sam szef austro-węgierskich tajnych służb. To wyjaśnia niemieckie zabiegi wokół Piłsudskiego - od 1914 r. aż do 1935 r. a także niesamowitą, "profetyczną" intuicję geopolityczną Marszałka. Negocjacje w Miklaszewiczach, pozwalające bolszewikom dobić Denikina są w tej teorii bardzo logicznym elementem układanki - podobnie jak niezwykłe hołdy składane Piłsudskiemu po jego śmierci przez Karola Radka i Litwinowa - a także to dlaczego Marszałek został dwukrotnie uratowany przez Dzierżyńskiego przed zamachem.

Flashback -  Największe sekrety: Wtajemniczony 

Flashback - Największe sekrety: Roman Usotsuki

(Czemu więc wojna polsko-bolszewicka przebiegła jak przebiegła? Na froncie północnym koncertowo dał d... gen. Szeptycki, na południu zlekceważyliśmy Armię Konną Budionnego - nasi żołnierze byli słabo wyszkoleni a dowódcy dopiero nabierali doświadczenia. Nawet tak chwalony obecnie przez endeków gen. Rozwadowski słabo sobie radził w polu. Do tego endecy w Rydze poszli na duże ustępstwa wobec Sowietów.)



Przed I wojną światową konspiracja z Białorusi nawiązuje kontakty z austro-węgierskimi tajnymi służbami. Sprawę nadzoruje Max Ronge oraz szef wschodniego odcinka CK-wywiadu mjr. Józef Rybak poprzez swojego podwładnego kpt. Włodzimierza Ostoję-Zagórskiego. Po 1918 r. Piłsudski przejął część austro-węgierskich siatek wywiadowczych wewnątrz ruchu bolszewickiego. (Austriacy mieli świetną tradycję infiltrowania radykalnych ruchów społecznych. Pracowali dla nich m.in. Karl Marx, książę Trubeckoj, Piotr Koropotkin i Uljanow-Lenin.) W zamian za pożyczkę stabilizującą austriacką walutę, Wiedeń przekazuje nam swoje archiwa wywiadowcze. Gen. Rybak zostaje jednym ze współpracowników Piłsudskiego, typowanym, obok gen. Śmigłego-Rydza na jego następcę w GISZ. Gdy w 1927 r. gen. Zagórski szantażuje Piłsudskiego ujawnieniem naszej infiltracji ZSRR, zostaje uciszony. Albo po solidnej łapówce, udaje się pod zmienionym nazwiskiem do Ameryki Płd. albo został zlikwidowany przez płka Wacława Kostek-Biernackiego, który latem 1927 r. na kilka dni został komendantem Twierdzy Brzeskiej. W świetle poszlak, jakie przytoczyłem, ta likwidacja byłaby w pełni uzasadniona. 

Ending: Black Lagoon Ending - Don't Look Behind





Ostatecznie dochodzi jednak do zjawiska znanego jako "blowback" - skutki tajnej operacji zaczynają uderzać w jej inicjatorów. Sprawa zaczęła się sypać już w 1920 r., gdy zmarła (została otruta?) Inessa Armand. Kolejnym kamieniem milowym była śmierć Dzierżyńskiego, a później Mieńżyńskiego i Piłsudskiego. Stalin, zrusyfikowany imperialista, niszczył siatki jakie my i Grupa Millnera zbudowaliśmy w sowieckiej Rosji. Jednocześnie dokonał niesamowitej mobilizacji społeczeństwa i kosztem dziesiątków milionów ludzi, kosztem olbrzymiej nędzy narodu, zaczął budować olbrzymią machinę wojenną (w czym pomagali mu chciwi kapitaliści tacy jak Henry Ford i Niemcy oraz faszystowskie Włochy). Na Zachodzie umieścił Lodołamacza Rewolucji - Hitlera. Polskie plany ataku prewencyjnego na Niemcy, zanim zdołają się oni połączyć z Sowietami, niestety nie zostały zrealizowane przez Francję. Stalin zniszczył naszą konspirację za pomocą obłędnej Wielkiej Czystki i Operacji Polskiej, której pierwszymi ofiarami stali się polscy bolszewicy i czekiści tacy jak np. Stanisław Redens, Stanisław Kosior, Tomasz Dąbal. Przy okazji wybił swoje kadry wojskowe i techniczne zastępując je półgłówkami z awansu społecznego takimi jak Żukow, co prowadziło do olbrzymich klęsk wojennych w 1941 i 1942 r. Reszta jest historią, czyli zestawem kłamstw, co do którego wszyscy się zgadzają...

To już koniec cyklu Archanioł. Jeśli coś mi się stanie, to już wiecie dlaczego...

Zapraszam też do sięgnięcia po moją książkę "Vril. Pułkownik Dowbor".  I w wersji papierowej  i jako ebook. Kto jeszcze tego nie zrobił, ten będzie musiał spędzić noc pod namiotem z Ronaldem Laseckim. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz