sobota, 16 września 2017

Największe sekrety: Pontifex - Non abiamo bisogno

Ilustracja muzyczna : Linked Horizon - Shinzou wo Sasageyo! - Shingeki no Kyojin Seson 2 Opening 

Najbardziej poszukiwanymi specjalistami na świecie są obecnie faszyści. Zewsząd jesteśmy przekonywani, że demokratycznemu światu zagraża "Fa-fa-fa-faszyzm!". Problem jednak w tym, że podaż klasycznych faszystów jest zbyt mała w stosunku do popytu.W rolach faszystów próbuje się więc obsadzić wszystkich od Trumpa poprzez PewDiePie po żabę Pepe. (Gdybym był Wilkiem z Wall Street, rozkręciłbym prawdziwy faszystowski biznes - oparty na mechanizmie "pump and dump" :)



W latach 20-tych i 30-tych było nieco inaczej. Zarówno popyt jak i podaż faszyzmu się gwałtownie rozszerzały. Ekscytowanie się klasycznym, włoskim faszyzmem należało do dobrego tonu wśród światowych elit. Benito Mussolini był supergwiazdą porównywalną z Barackiem Obamą w pierwszej fazie jego rządów. "To największy geniusz naszych czasów!" - mówił o Duce Thomas Edison. "Niestety nie jestem supermenem takim jak Mussolini" - żartował sobie Mahatma Gandhi, skądinąd wielbiciel włoskiego faszyzmu. "Cóż za człowiek! Skradł me serce!... Faszyzm świadczy dziś usługi dla całego świata... Jestem pewien, że gdybym był Włochem byłbym z Tobą  całym swoim sercem od początku zwycięskich walk przeciw bestialstwu leninizmu." - pisał do Mussoliniego Winston Churchill. "Dla Benito Mussoliniego, od starego człowieka, który wita władcę, Bohatera Kultury" - napisał włoskiemu przywódcy w dedykacji dr Sigmund Freud. "Potrzebujemy człowieka takiego jak Mussolini" - mawiał Albert Henry Gary, jeden z założycieli koncernu US Steel. Podziwiali Mussoliniego zarówno Roosevelt jak i jego zafascynowany faszyzmem współpracownik gen, Hugh "Ironpants" Johnson i mówili zaufanym, że realizując New Deal opierają się m.in. na doświadczeniach faszystowskich Włoch. Lenin i Trocki narzekali, że stracili tak wielki talent jak Mussoliniego - jedynego przywódcę mogącego wywołać rewolucję we Włoszech. Cole Porter śpiewał zaś w swoim znanym szlagierze:

" You're the top! You're the Great Houdini!
You're the top!
You are Mussolini!"




Duce był więc dla amerykańskich i światowych elit oraz ludu podobnym celebrytą jak Henry Houdini, Rudy Valentino czy Ignacy Jan Paderewski. Idee Mussoliniego był  natchnieniem dla artystów - szczególnie dla wychwalających "masę, miasto, maszynę" włoskich futurystów. (Polecam scenę z filmu "Vincere" - wizytę Mussoliniego na wystawie futurystów - od 40:02. Futuryści marzyli o społeczeństwie funkcjonującym jak maszyna, o wierszach produkowanych w fabrykach i o sztuce tworzonej przez maszyny. Z pewnością spodobałaby im się dzisiaj Hatusne Miku, vocaloidy i Kizuna Ai :). Mussolini był człowiekiem znajdującym się w samej awangardzie postępu. Człowiekiem, który mówił przy tym, że zależnie od okoliczności jest konserwatystą albo rewolucjonistą.



Wszystko wskazywało, że będzie on największym w historii Włoch wrogiem Kościoła Katolickiego. Był ateistą i antyklerykałem pochodzącym z radykalnie socjalistycznej rodziny. Imię dostał na cześć meksykańskiego, antyklerykalnego prezydenta Benito Juareza. Nieustannie psioczył na chrześcijaństwo, napisał książkę pod tytułem "Kochanka kardynała", snuł teorie o romansie Jezusa z Marią Magdaleną i szokował chadeckich przeciwników swoim dowodem na nie istnienie Boga  (Prosił ich o zegarek - mówił przy tym: "Proszę się nie obawiać. Oddam. Nie jestem socjalistą" -  i następnie wzywał Boga, by go w ciągu kilku minut zabił. Gdy czas mijał, krzyczał: udowodnione! Bóg nie istnieje!). Jako współpracowników miał masonów odwołujących się do tradycji Garibaldiego i Mazziniego - tradycji, która znalazła się w 1848 r. i następnych dekadach na kursie kolizyjnym z papiestwem.

Flashback: Największe sekrety: Pontifex - Non expedit



Faszystowscy bojówkarze nie tylko zaś tłukli socjalistów i liberałów: spuszczali też łomot lokalnym działaczom chadeckim, członkom Akcji Katolickiej a nawet księżom. Zdarzały się pojedyncze przypadki śmiertelnych pobić księży dokonywane przez squadristów. Szczególnie lubował się w dręczeniu "klechów" Roberto Farinacci - partyjny boss z Cremony zwany "najpierwszym z faszystów". Wlewał schwytanym księżom olej rycynowy do gardeł. Wszystko wskazywało, że nadchodzą ciężkie dni dla Kościoła we Włoszech...

A jednak... Papież Pius XI w błyskotliwy sposób dogadał się z Mussolinim.



Pius XI, czyli kard. Achille Ratti, był wytrawnym dyplomatą ze stajni kard. Rampolli oraz papieża Benedykta XV. Benedykt XV posłał go jako swojego zaufanego człowieka do odradzającej się Polski, gdzie odgrywał on rolę pośrednika z prometejską siatką Piłsudskiego/Dzierżyńskiego.



Flashback: Największe sekrety: Pontifex - Pacem, Dei manus pulcherrimum

Flashback: Największe sekrety: Archanioł - Anioł Pomsty

Ratti naprawdę polubił Polskę i Polaków. Nabrał też w Warszawie przykładnych antysowieckich poglądów. Swoją rezydencję w Castel Gandolfo kazał ozdobić freskami przedstawiającymi Bitwę Warszawską 1920 r. A mimo to aż do 1927 r. prowadził tajne negocjacje z Sowietami poprzez nuncjusza w Berlinie Eugenio Pacellego, przyszłego papieża Piusa XII. Pius XI był zawodowym dyplomatą i jeśli widział szansę porozumienia z realnym lub potencjalnym wrogiem, starał się tę szansę w 100 procentach wykorzystać. I w ten sposób poprowadził po mistrzowsku rozgrywkę z Mussolinim,

Historia zbliżenia politycznego pomiędzy Duce i papieżem jest bardzo szczegółowo opisana w świetnie udokumentowanej książce Davida Kertzera "Papież i Mussolini".  Duce nie był doktrynerem i wiedział, że poparcie Kościoła i sparaliżowanie chadecji bardzo mu się przyda do utrwalenia władzy. Papież uznał zaś, że nadeszła pora na rozwiązanie kwestii rzymskiej i że jest szansa na chrystianizację rodzącego się faszystowskiego reżimu. Obie strony z równą pogardą patrzyły też nad dysfunkcjonalną włoską demokrację liberalną. Pole do porozumienia istniało i zarówno Duce jak i papież świetnie to wykorzystali. Zwieńczeniem kilkuletnich podchodów były Traktaty Laterańskie z 1929 r. kończące spór o Rzym i tworzące państwo Watykan.  Jak czytamy:




"Włosi z euforią przyjęli zakończenie sporu. W dniu podpisania traktatów lało jak z cebra, a mimo to tłumy zebranych na Lateranie do zdarcia gardeł wiwatowały na cześć Duce i papieża. Opuszczając pałac, prałat Giuseppe Pizzardo, prawa ręka Gasparriego, w nastroju euforii pozdrowił tłumy rzymskim salutem. Wieczorem w całym kraju rozdzwoniły się kościelne dzwony. Włosi, ozdobiwszy domy flagami narodowymi i watykańskimi, tłumnie wypełnili kościoły. Od Sycylii po Mediolan chóralnie wyśpiewali Te Deum. W ogarniętej wielką śnieżycą Bolonii do katedry wmaszerowali na mszę faszyści ze sztandarami. W Rzymie papież po mszy w bazylice św. Piotra wyjaśnił, jak doszło do historycznej ugody: „Niezbędny był opatrznościowy mąż, którego zesłał nam Stwórca, a który nie bratał się z liberałami". By upamiętnić 11 lutego, Watykan ustanowił ten dzień świętem narodowym, obowiązującym do dziś."

Trudno się dziwić temu entuzjazmowi: Kościół i ludzie wywodzący się z tradycji Mazziniego byli znów po jednej stronie i gotowi byli na wspólną walkę przeciwko liberalnej zarazie. Od czasu do czasu dochodziło między obiema stronami do zadrażnień. Przykładem na to był konflikt z 1931 r. wokół Akcji Katolickiej, którą faszystowskie państwo próbowało sobie podporządkować. Dochodziło wówczas nawet do tego, że faszystowscy milicjanci wdzierali się do lokali Akcji i demolowali je demonstracyjnie depcząc portrety Piusa XI. Papież wydał zaś krytykującą faszyzm encyklikę "Non abiamo bisogno". Mussolini wówczas postanowił się wycofać - zrzucił winę za ataki na Akcję na grupkę radykałów. Dokonał pokazowych czystek a spór wokół Akcji Katolickiej rozwiązano polubownie, obsadzono jej kadry ludźmi przychylnie nastawionymi do faszyzmu. To akurat nie było wówczas trudne: faszyzm miał bowiem olbrzymie poparcie we włoskim społeczeństwie. Reżim był lubiany za to, że dawał ludziom pracę, zapewniał przyzwoite wsparcie społeczne biednym, modernizował kraj, budował nowoczesne dzielnice mieszkaniowe, stworzył sieć autostrad, niszczył mafię, przywracał Włochom dumę z własnej historii... Wielu starszych Włochów wspomina z rozrzewnieniem przedwojenny faszyzm, jako jedyny  okres w historii Włoch w którym pociągi jeździły punktualnie. Kościół wiążąc się z Mussolinim chciał wykorzystać tą ogromną falę społecznego entuzjazmu, by chrystianizować państwo włoskie. Jak czytamy:




"Wszystkie faszystowskie jednostki otrzymały kapelanów. Ci w liczbie 2,5 tys. celebrowali msze wplecione w faszystowskie parady i wiece. O jednolity front we własnych szeregach zatroszczyli się biskupi, przywołując do porządku duchownych o antyfaszystowskich poglądach. Po ataku Mussoliniego na Abisynię kler zagrzewał naród do popierania dzielnej armii w wojnie z „dzikusami". Prym wiódł mediolański kardynał Schuster, notorycznie błogosławiący faszystom. W Watykanie mawiano, że „kardynałowi brakowało jedynie czarnej koszuli, bo linii partyjnej trzymał się jak najgorliwszy towarzysz".




Wojna w Etiopii cieszyła się olbrzymim poparciem włoskiego społeczeństwa  - wskazuje na to m.in. Goran Haag w swojej biografii Mussoliniego. Zwykli ludzie oddawali swoje obrączki małżeńskie, by wesprzeć wysiłek wojenny kraju. (W ceremoniach przekazywania obrączek i wymieniania ich na patriotyczne, stalowe brał udział wpomniany wcześniej kard. Idefonso Schuster, obecnie błogosławiony Kościoła Katolickiego.) Wbrew popularnym mitom, konflikt ten nie był wówczas traktowany jako kompromitacja Mussoliniego. Wojnę zaczęła przecież Etiopia, której wojska zaatakowały sporne obszary graniczne z Erytreą i zaczęły dokonywać tam czystek etnicznych. Wielu ekspertów wojskowych przepowiadało, że Włochom nie uda się podbić Etiopii, ze względu na piekielnie trudny teren i trudności logistyczne. To, że wojna została rozstrzygnięta w pół roku wywołało wówczas szok. Mitem jest również to, że światowa opinia publiczna zjednoczyła się w potępieniu inwazji na Etiopię. Czarnoskóra tancerka Josephine Baker publicznie chwaliła za nią Mussoliniego, argumentując to tym, że włoscy faszyści zniszczą feudalny reżim i wyzwolą czarnych niewolników trzymanych przez cesarza Hajle Selasjego. Entuzjazm po "zmyciu hańby Adui" był tak wielki, że jak pisze Goran Haag Mussolini mógł wówczas zrobić wszystko - wprowadzić dowolne zmiany ustrojowe, a naród, by to poparł.



Sojusz Ducego z Kościołem miewał też niestety ciemną stronę. Kościół (zamiast skupiać się na ważnych sprawach, typu międzynarodowe sojusze Włoch), naciskał w sprawie wprowadzania "brawarystycznych" zmian w moralności publicznej. Jak czytamy:
"Sprawa damskiej garderoby urosła do rangi spoiwa sojuszu. Watykan uporczywie domagał się od Mussoliniego zakazu uczestniczenia dziewcząt w zawodach gimnastycznych i występów półnagich tancerek w burleskach. Dyktator, prywatnie libertyn, bez szemrania spełniał papieskie zachcianki. Prasa kościelna chwaliła interwencję państwa uzdrawiającą włoskie społeczeństwo. Na wyrost. Co wyrzucono świętymi drzwiami, wracało trywialnie oknem. Na przykład właściciele kin, by zwabić publiczność, wpuszczali podczas przerw na scenę roznegliżowane girlsy."
O tym, by walczyć z dziewczęcą półnagością szczególnie zabiegał o. Pietro Tacchci-Venturi, główny pośrednik w kontaktach papieża z Mussolinim. Dziwnym trafem, Tacchi-Venturi był pederastą, który wpakował się niezłą aferę, po tym jak nastoletni kochanek dźgnął z zazdrości go nożem. Homoseksualistami było też dwóch papieskich majordomów-sekretarzy, tak że w Watykanie sobie żartowano, że za każdym razem, gdy papież pojawia się publicznie, jest otoczony przez pederastów.




Pomijając wątki obyczajowe, trzeba przyznać, że Stolica Apostolska zaangażowała się w bardzo ambitny projekt schrystianizowania nowoczesnego ruchu politycznego, który powstał częściowo w opozycji do chrześcijaństwa. Taką politykę realizowano nie tylko we Włoszech. Sztandarowym projektem tego typu był austrofaszyzm kanclerza Dolffussa, ekipa gen. Franco, "Nowy Porządek" prof. Antonio Salazara czy też ruch ustaszowski. O co mają do dzisiaj straszny ból d... różnego rodzaju liberalno-lewicowe przegrywy.



Co więc poszło nie tak? Mussolini, początkowo gardzący Hitlerem (nazywający go "pederastą"), podczas jednej z wizyt w Niemczech zobaczył coś, co go śmiertelnie wystraszyło. Zrozumiał, że europejski porządek zostanie całkowicie zmieciony przez Niemcy. Starał się więc zabezpieczyć Włochy przed katastrofą przeorientowując politykę na "obóz zwycięzcy". W ramach tych zabezpieczeń wprowadził antysemickie ustawy rasowe. Nie były one we Włoszech dobrze przyjęte, gdyż garstka miejscowych Żydów była zasymilowaną grupą, której wielu przedstawicieli angażowało się w ruch faszystowski już we wczesnej fazie jego działalności. Żydzi byli zasłużonymi towarzyszami partyjnymi. Takie ich potraktowanie zostało uznane za skrajną niewdzięczność ze strony Mussoliniego. Przeciwko ustawom rasowym protestował Kościoł - najmocniej profaszystowski kardynał Schuster. Pius XI wpadł w szok: Mussolini podążał w ślad za Hitlerem. A jak wiadomo Hitler i jego ekipa to byli w znacznej mierze nienawidzący "żydowskiego chrześcijaństwa" okultyści spod znaku takich organizacji jak Towarzystwo Thule, chcący na dodatek głupią wojną popsuć papiestwu projekt Nowej Europy. Kościół zaczął więc usilnie lobbować, by złagodzić ustawy rasowe, wyłączając z nich Żydów, którzy przeszli na katolicyzm. Reżim się jednak opierał. Kościół i państwo znalazły się na kursie kolizyjnym. Pius XI zlecił amerykańskiemu jezuicie napisanie encykliki potępiającej rasizm. Encyklika powstała, ale po tym jak Pius XI zmarł w lutym 1939 r. została schowana w archiwum. Czasy stały się zbyt niebezpieczne, by ją ogłosić... Głupi Niemcy znów szykowali się właśnie do tego, by zniszczyć Europę. Następcą Piusa XI został Eugenio Pacellii zawodowy watykański dyplomata i szpieg, faktyczny autor antynazistowskiej encykliki "Mit Brenender Sorge".  Rozpoczynał swoją rozgrywkę o uratowanie Europy...


***

Następny odcinek serii Pontifex będzie crossoverem z Wrześniową Mgłą. Pojawią się w nim nowe lub przeoczane fakty dotyczące rozgrywki z 1939 r....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz