Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CIA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

Superagent Tucker i deeskalacja przez eskalację

 


Tucker Carlson niedawno twierdził, że CIA czytała jego korespondencję mailową z Irańczykami i chce go oskarżyć o szpiegostwo. Biały Dom temu zaprzeczył. Okazało się jednak, że Tucker najprawdopodobniej mocno przyczynił się do likwidacji najwyższego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego i towarzyszących mu ponad 40 dygnitarzy. Zgromadzili się oni na śniadaniu u najwyższego przywódcy, w jego oficjalnej rezydencji, bo uznali, że Trump tylko blefuje i nie ma zamiaru zaatakować. Kto ich do tego przekonał? Tak się złożyło, że Tucker krążył tuż przed atakiem między USA a Iranem. Po odbyciu kilkugodzinnej rozmowy z Trumpem, rozmawiał z irańskimi oficjelami. Wszystko mogło się więc potoczyć jak w ostatnim odcinku Psyop Anime.



Przypominam, że ojcem Tuckera był Dick Carlson, dyrektor Głosu Ameryki za Reagana i agent CIA. Zauważmy również, że po likwidacji Chameneia, Putin przestał pojawiać się na Kremlu. Pamiętacie pewnie wywiad, jakiego udzielił on Tuckerowi?

Po tym jak Tucker pomógł zdekapitować irańskie przywództwo, trzecioświatowa prawica wraz z libkami dała się złapać na kolejną operację specjalną: sprawę rezygnacji Joe Kenta, byłego oficera sił specjalnych i funkcjonariusza CIA, który był mało znanym biurokratą zajmującym się walką z terroryzmem. Zrezygnował on ze stanowiska w proteście przeciwko wojnie w Iranie. Natychmiast udzielił wywiadu Tuckerowi, w którym naopowiadał kocopałów w stylu, że "wojna z Irakiem, doprowadziła do wojny domowej w Syrii". Mrugnął okiem do widzów Candance Owens mówiąc, że rzekomo "Izrael zablokował śledztwo w sprawie zabójstwa Charliego Kirka". (Przypomnijmy, że po zamordowaniu Kirka, amerykańskie lewactwo było w panice, że zrobią mu Noc Oczyszczenia. Wówczas pojawiła się Candance, najpierw twierdząc, że Kirka zabił Mossad, a później, że Kirk był podróżnikiem w czasie, który objawiał się jej w snach i miał z nią potajemny romans.) Nie wiem jaki jest cel tej maskirowki, ale nawet taki meksykański turbogej z FBI, jakim jest Nick Fuentes trafnie zauważa, że:

"Wszyscy ci ludzie to CIA, to jakieś szaleństwo. Peter Thiel dotuje Kenta i Vance’a w 2022 roku, a Tucker promuje ich obu w swoim programie. Syn Tuckera pracuje dla Vance’a. Tucker zna Thiela od 1992 roku. Thiel jest kontraktorem CIA, ojciec Tuckera kierował USIA, Joe Kent dołączył do CIA w 2018 roku, a Vance był marines zrekrutowanym przez Thiela na Yale.

Gdy Kent przegrywa, Tucker i Blumenthal mszczą się na mnie swoim paszkwilem w „Grayzone”, nazywając MNIE agentem federalnym. Kilka miesięcy później nowa żona Kenta, Heather Kaiser, publikuje tekst wraz z Blumenthalem w „Grayzone”. Ojciec Blumenthala, Sidney, był najemnikiem wywiadu. Blumenthal współpracuje z RT i PressTV.

David Sacks wzywa do zakończenia wojny, kilka dni później Kent składa rezygnację na ręce J.D. Vance’a, po czym pojawia się u Tuckera. Sacks należy do „mafii PayPal”, jest wieloletnim współpracownikiem Thiela i Muska, bliskim powiernikiem J.D. Vance’a i dotował go w 2022 roku. Sacks przemawiał u boku Tuckera w Rockbridge Network, która stworzyła 1789 Capital – fundusz, który sfinansował Tucker Carlson Network."

(koniec cytatu)

Co ciekawe, Kent wcześniej publicznie wzywał Trumpa do dokonania ataku prewencyjnego na Iran.

Mamy więc jakąś dziwną wojenkę pomiędzy CIA a FBI. Przypominam, że akt Epsteina Trump był informatorem FBI (zwracałem uwagę na taką możliwość już w 2016 r., w czasie gdy różne debile masturbowały się, że to "rosyjski agent").  Przypominam też, że obecna wojna zmniejsza szansę na republikańską nominację w 2028 r. dla J.D. Vance, a wzmacnia pozycję Marco Rubio.

Oczywiście mamy też do czynienia z poważnymi przetasowaniami wewnątrz władz Iranu.

Został zlikwidowany - wraz z dowódcą basijich - Ali Larijani, czyli koleś, który faktycznie kierował Iranem w pierwszych tygodniach wojny i odpowiadał za strategię przewidującą skoncentrowanie ataków na krajach arabskich. (Miesiąc wcześniej zięć Larijaniego mówił protestującym studentom: idźcie poszukać swoich przyjaciół w kostnicy Kahrizak.Pozostały do eliminacji trzy osoby ze ścisłego kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji.

Z irańskich najwyższą rangą dygnitarzy, którzy sprawowali swoje stanowiska w 2025 r., przeżyło już niewielu. Na poniższej, dolnej fotografii, są tylko prezydent Pezeszkian (z pochodzenia Azer) i generał Qaani. Okazało się, że nadal przebywa w Iranie - na wolności i na dotychczasowym stanowisku. Jakoś nikt go tam nie podejrzewa o pracę dla Mossadu lub CIA...




Gejowski kartonowy Modżtaba nadal nie pokazuje się przed kamerami. Pojawiły się pierwsze przecieki mówiące, że zmarł w teherańskim szpitalu. Podczas przemówienia z okazji święta Nowruz (irański Nowy Rok), Pezeszkian siedział obok żałobnej fotografii przedstawiającej Modżtabę, Alego Chameneia i Chomeiniego. Przypomnę, że Alego Chameneia nadal nie pochowano...

Przy okazji wyszła na jaw ciekawa relacja szefa protokołu najwyższego przywódcy z bombardowania w dniu 28 lutego. Mojtaba ocalał, bo w ostatniej chwili wyszedł do ogrodu.

Dostali też ponoć Chińczycy. Jak czytamy: "Trzech ekspertów od radarów z 14. Instytutu Badawczego China Electronics Technology Group Corporation w Nankinie — czołowego zespołu od chińskich radarów antystealth — zginęło w pierwszej fazie amerykańskich uderzeń. Ich ciał nie odnaleziono. Zginęło także siedmiu techników DJI, chińskiej firmy produkującej drony, a od 300 do 400 chińskich wojskowych i specjalistów technicznych pozostaje uwięzionych lub jest uznanych za zaginionych w podziemnych bunkrach, których współrzędne miały wyciec do Izraela."



Trump zapowiada, że "może zdecyduje się na zmniejszenie intensywności wojny z Iranem". Skoro tak mówi, to szykuje się eskalacja. W grze jest zajęcie wyspy Chark, przez którą przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Może też chodzić o zajęcie brzegu Cieśniny Ormuz. Nad Zatoką Perską już ponoć pojawiły się samoloty A-10 Warthgog i wraz ze śmigłowcami Apache rozwalają irańskie szybkie łodzie motorowe. A-10 to stara, ale fajna maszyna. Ostatnio młóciła ona w Iraku kumpli Repetowicza, czyli bojowników lokalnych szyickich milicji. Chyba młóciła skutecznie, bo wstrzymali ataki i w amerykańskiej ambasadzie w Bagdadzie rozpoczęły się tajne rozmowy rozejmowe.

W kwestii Cieśniny Ormuz wiele rzeczy mnie zdumiewa. Trump doskonale wiedział, że wojna zagrozi tranzytowi przez ten akwen. Mówili mu przecież o tym wojskowi. Zdecydował się jednak na to, bo ponoć uznał, że konflikt będzie krótki. Fajne tłumaczenia, ale kłócą się one z wcześniejszymi doniesieniami mówiącymi, że USA przygotowują się na wielotygodniowe bombardowania Iranu. I rzeczywiście, operację lotniczą drobiazgowo rozpisano na kilka tygodni. Dlaczego więc nie przygotowano w podobny sposób operacji morskiej? Dlaczego dwa duże trałowce odesłano z Bahrajnu do Malezji? Rozumiem, że izraelska marynarka wojenna nie pojawi się tam ze względów politycznych, ale dlaczego marynarki wojenne państw Zatoki Perskiej same nie wzięły się do eskortowania tankowców? 

Rozumiem, że eurocucki nie chcą brać udziału w wojnie Trumpa, ale niezależnie od niego mogliby stworzyć własną flotyllę do ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz, choćby po to, by pokazać "europejską siłę". Jak to jest, że w szczycie histerii szykowali się do wysadzenia w powietrze pasów startowych lotnisk na Grenlandii, by nie wpadły one w ręce Amerykanów, a nie kwapią się do zabezpieczenia żywotnych europejskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie. Choć kraje Europy Zachodniej dystansują się od wojny, to też są celami irańskich ataków. Włosi stracili w Iraku drona, a w Kuwejcie uszkodzono im dwa myśliwce Eurofighter.

W tym tygodniu doszło do eskalacji, w postaci izraelskiego ataku na Południowy Pars - największe irańskie pole gazowe. Iran odpowiedział atakiem rakietowym na katarską instalację gazową w Ras Lafan. Atak ten wyłączył - być może nawet na 5 lat - 17 proc. katarskiej produkcji gazu. Przypominam, że Katar to kraj, który dotychczas starał się utrzymywać przyjazne relacje z Iranem. Cena ropy skoczyła do prawie 120 USD za baryłkę. Trump stwierdził, że Izrael zaatakował Południowy Pars bez jego wiedzy - co jest akurat kłamstwem, bo atak ten skoordynowały USA z Izraelem - że Netanjahu już tego nie będzie robił, a jak Irańczycy znów uderzą w Katar, to wysadzi im całe pole gazowe. Przekaz w stylu bliskowschodnim, ale po nim ataki ustały. Iran ogłosił natomiast, że będzie przepuszczał przez Cieśninę japońskie tankowce, choć przecież Japonia jest bliskim sojusznikiem USA. Dziwnie to wygląda, co nie?

Być może Trump uchylił rombka tajemnicy mówiąc, że spodziewał się, że cena ropy skoczy jeszcze mocniej... Podejrzewam więc, że mamy do czynienia z manipulacją rynkiem na gigantyczną skalę połączoną z przemodelowaniem globalnych rynków energii. (USA korzystają m.in. na kłopotach Kataru, odczuwając zwiększony popyt na własne LNG). Libki i trzecioświatowi dupoprawicowcy odpowiedzą: nie, to niemożliwe, Trump jest po prostu zły i głupi, nigdy nie angażowałby się manipulacje rynkowe! Czyżby? Koleś, będący symbolem amerykańskiego biznesu z lat 80-tych nie angażowałby się w manipulacje rynkowe? Gówno wiecie, w dupie byliście i chuja widzieliście.

Tak ogólnie, to po dziesięciu latach analizowania Trumpa (zwykle przez wyciągniętych z dupy pseudoekspertów), zachodnie rządy nadal nie mogą go rozgryźć. Wiele z tego, co on mówi da się jednak właściwie "odkodować". Gdy Trump twierdzi, że wszystkie irańskie rakiety zostały zniszczone wraz z armią irańską, to komentatorzy się śmieją, że gada głupoty. A to element magicznego rytuału - słowna wizualizacja oczekiwanego efektu - takie afirmacje rodem z "Potęgi podświadomości".

Ogólnie też dużo się ukrywa, co do udziału państw arabskich w tej wojnie. Nad niebem Iranu zaobserwowano coś przypominającego Mirage'a czy Eurofightera. To prawdopodobnie samolot z lotnictwa wojskowego ZEA. Mohamed bin Salman namawia Trumpa do ostrzejszych uderzeń w Iran. Ponoć inne kraje Zatoki, też chcą, by Amerykanie "ucięli łeb wężowi". Ogólnie rzecz biorąc arabskie monarchie po cichu cieszyły się z tego, że Izrael w ostatnich latach wykrwawił Hamas, Hezbollah, Hutich oraz Iranem. Zarówno one jak i USA źle przyjęły tylko atak Izraela na Syrię - uznany za niesprowokowaną agresję. 

Irański reżim świętuje to, że udało mu się uszkodzić amerykański F-35. Film z jego trafienia prawdopodobnie jest lipny. Samolot ponoć lądował na twardo, a pilot został zraniony przez szrapnel. Czyli eksplodowało coś w pobliżu. Prawdopodobnie pilot poczuł się na tyle pewnie, że zszedł na niski pułap. Miarą "sukcesu" Irańczyków jest to, że to jedyny amerykański samolot uszkodzony w boju na Iranem, choć Amerykanie oraz Izraelczycy wykonali tam kilkanaście tysięcy lotów bojowych. Serbom w 1999 r. przynajmniej udało się zestrzelić F-117.

W necie chodzą oczywiście ciężkie fejki o tym, że Irańczycy zatopili Amerykanom lotniskowiec USS Gerald Ford, zniszczyli 73 samoloty na lotnisku Ben Guriona, czy zabili Netanjahu wraz z kilkoma izraelskimi generałami. W praktyce wyrządzili Izraelowi niewielkie szkody. Owszem uderzonych zostało kilka prywatnych odrzutowców na lotnisku Ben Guriona. Poza tym irańska rakieta spadła 400 metrów od Meczetu al-Aksa. Iran omal więc pomógł Izraelowi zrobić miejsce na Trzecią Świątynię.

Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran przyniosły natomiast, jak dotąd, zadziwiająco mało ofiar cywilnych. Oficjalne dane irańskiego reżimu mówią o 223 zabitych kobietach i 202 dzieciach, z czego 160 ofiar śmiertelnych miał przynieść jeden atak na szkołę leżącą w rogu działki zajmowanej przez bazę wojskową. Mówimy o prawie trzech tygodniach kampanii lotniczej obejmującej kilkanaście tysięcy uderzeń. 

W Iranie święto Nowruz. Kilka dni wcześniej Irańczycy mieli festiwal światła, z tańcami przy ogniskach. Reżim zabronił odpalać fajerwerków z tej okazji, ale Irańczycy to olali. Wznosili przy ogniskach okrzyki na cześć szacha, śpiewali nacjonalistyczną pieśń Ey Iran palili flagi republiki islamskiej, tańczyli przy remixie "Khamenei is dead"  i dobrze się bawili. Czasem siły reżimowe rozpędzały te zgromadzenia. Ogólnie jednak basiji mają ostatnio ciężko, wielu z nich ginie w atakach dronowych (złośliwcy robią im kawały z nagranymi odgłosami nadlatujących dronów), wielu śpi na kartonach pod mostami. Taki to kartonowy reżim z kartonowym najwyższym przywódcą.

Wesołego Nowrozu! Javid Shah!




***

Smutna wiadomość z wczoraj - R.I.P. Chuck Norris.




sobota, 6 kwietnia 2024

Syndrom hawański, GRU i białoruska rozgrywka

 


Płk Corso twierdził, że podczas Zimnej Wojny CIA była lojalna wobec KGB, a KGB wobec CIA. Ta prawidłowość częściowo sprawdziła się też przy sprawie syndromu hawańskiego. 

Przypomnijmy: syndrom hawański to tajemnicza dolegliwość neurologiczna, która dotykała w ostatnich latach amerykańskich dyplomatów i funkcjonariuszy służb wywiadowczych, m.in. w Hawanie, Pekinie i Wiedniu. Choć eksperci wskazywali, że te dolegliwości to najprawdopodobniej skutek ataków bronią soniczną czy mikrofalową, to Departament Stanu i CIA oficjalnie orzekły, że są one skutkiem głośnych dźwięków wydawanych przez... cykady. 

Portal The Insider dokładnie opisał jednak nieoficjalne ustalenia służb. Wynika z nich, że za syndromem hawańskim stała jednostka GRU numer 29155 (używam historycznej nazwy "GRU", pomimo, że od ponad dekady ta służba funkcjonuje pod nazwą "GU", która jest jednak słabo znana).  - czyli ta sama banda clownów, która m.in. próbowała otruć płka Skripala, wysadzała składy amunicji w Czechach i próbowała dokonać zamachu stanu w Czarnogórze. Cele były dosyć oczywiste, m.in. oficer, który przesłuchiwał rosyjskiego szpiega złapanego na Florydzie. W momencie, gdy dokonano ataku sonicznego na jedną z amerykańskich dyplomatek w Tbilisi, był na miejscu syn generała dowodzącego jednostką 29155. Ruscy zostawiali więc cały czas oczywiste ślady. Mimo to, agenci CIA będący celami ataków sonicznych musieli walczyć z własną Agencją, która nie chciała przyznać, że trapiące ich dolegliwości są prawdziwe.  CIA tuszowała więc rosyjskie ataki. 

Udział w tej akcji jednostki 29155 jest sam w sobie sprawą niezwykle ciekawą. W ostatnich latach zaliczała ona bowiem gigantyczną wpadkę za gigantyczną wpadką, a jej agenci popisywali się głupotą. Działania tej grupy stały się właściwie transparentne dla amerykańskich tajnych służb. Tak jakby wewnątrz GRU działała jakaś frakcja sabotująca idiotyczne działania tej jednostki specjalnej.

O podejrzenie istnienia tej frakcji oraz cichego układu jaki ma ona z ukraińskim wywiadem wojskowym HUR piszę tutaj już od dawna. Poszlaki dotyczące jej działania pojawiły się też w sprawie zamachu w podmoskiewskiej hali Crocus City Hall.

Świetny wpis dotyczący tego zamachu został opublikowany na zaprzyjaźnionym blogu Zapiski Czynione po Drodze. Wygląda na to, że sama akcja zatrzymania "zamachowców" była inscenizacją i być może sceny ich torturowania też. Celem ataku było podsycenie napięć etnicznych w Rosji, a także uderzenie w autorytet FSB, MSW, Rosgwardii oraz samego Putina. Okazuje się, że przed zamachem szczegółowo ostrzegała FSB nie tylko CIA, ale także irańskie tajne służby.  (Gdy wyszła na jaw sprawa amerykańskich ostrzeżeń, onucowcy zaczęli twierdzić, że "Amerykanie w ten sposób grozili Rosji atakami". Według ich zjebanej logiki Iran powinien zostać uznany za wspólnika USA.) Jak wiadomo FSB i struktury MSW nie radzą sobie z prawdziwym terroryzmem. Przyzwyczaiły się do walki z nastolatkami uzbrojonymi w kubki z kawą. Walkę z prawdziwymi terrorystami uznają za zbyt niebezpieczną. Żołnierze Rosgwardii po usłyszeniu pierwszych strzałów w Crocus City Hall rzucili się do ucieczki. Narodowy Komitet Antyterrorystyczny bardziej zajmuje się dziecięcymi magazynami niż kwestią terroryzmu. 


W hali koncertowej, w momencie zamachu była grupka jednolicie ubranych kolesi, którzy zaczęli nagrywać masakrę zanim się ona zaczęła, a później zamykali drzwi ewakuacyjne. Jeden z nich został zidentyfikowany jako uczestnik późniejszego zatrzymania "terrorystów". 

Pewną anomalią była jednak śmierć w tym zamachu płka Timura Miasnikowa, oficera Specnazu GRU, który przyjechał tam z Ukrainy, a wcześniej walczył m.in. w... Tadżykistanie. Czyżby zlikwidowano tam niewygodnego świadka?

Ciekawym wątkiem tej sprawy jest również oświadczenie Łukaszenki, że to jego służby pomogły złapać "zamachowców", którym uniemożliwiono ucieczkę na... Białoruś. Czyżby owi "terroryści" byli bohaterami filmu "Zielona granica"? "Wpuście tych ludzi, później się ich sprawdzi!" - twierdziła kiedyś pewna (p)oślica.

Na Białorusi dzieje się ostatnio coś dziwnego. Mamy tam aż zbyt ostentacyjne przygotowania do wojny, takie jak wzmacnianie mostów prowadzących w stronę Litwy. Pułkownik Walery Sachaszczyk, były dowódca brygady Specnazu z Brześcia, a obecnie minister obrony w białoruskim rządzie na uchodźctwie twierdzi, że szykowany jest atak armii białoruskiej na Wilno. Jak czytamy:


"Na pewno nie wypowie wojny Litwie czy Polsce i nie wyruszy ze swoimi wojskami. Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że Białoruś może zostać przyczółkiem, na którym żołnierz rosyjski postawi swój brudny but i wyruszy poprzez Białoruś na Litwę czy do Polski. Jestem w stanie dopuścić do siebie to, że Łukaszenko mówi szczerze, tak jak tuż przed inwazją Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. w rozmowie z ukraińskim dziennikarzem Dmytro Gordonem zapewniał, że nigdy z terytorium Białorusi nie dojdzie do agresji na Ukrainę. Wówczas też mógł mówić prawdę, bo Kreml mógł go nie poinformować o swoich planach. Stracił już podmiotowość. Przecież otwarcie się nie przyzna do tego, że Putin specjalnie się z nim nie liczy.

Kilka dni temu niezależne media białoruskie, powołując się na pana, pisały o możliwym uderzeniu Rosjan na Wilno. Skąd takie przekonanie?

Z moich źródeł wynika, że Rosja zbroi i mocno wyposaża wojska obrony radiacyjnej, chemicznej i biologicznej, które przez wiele lat były zaniedbane i nikt na nie specjalnie nie zwracał uwagi. Dzisiaj dostają nowy sprzęt i trenują pokonanie skażonych terenów. Z kolei na terenie Białorusi obecnie trwa remont mostów na drogach w kierunku Wilna. Chodzi o drogi, które prawie nie są wykorzystywane w celach gospodarczych. Po co to robią? Bo przydadzą się, gdy ruszą po nich kolumny wojsk. Poza tym obecne ćwiczenia sprawdzające gotowość bojową wojsk przeprowadzono tuż przy granicy z Litwą. Wcześniej takie rzeczy robiono na poligonach, tym razem z jakichś powodów musieli wyruszyć w kierunku granicy. Opieram się też na opiniach moich rozmówców z wewnątrz armii białoruskiej. Dla mnie są to niepokojące sygnały. Nie wykluczam więc takiego scenariusza. Nie mówię, że na pewno do tego dojdzie, ale trzeba mieć to na uwadze.

Ale czy rosyjska armia byłaby w stanie przeprowadzić taką operację podczas tak intensywnej wojny z Ukrainą?


Potencjał bojowy armii litewskiej nie jest duży. Putin nie musiałby zbyt mocno odciągać siły, bo w Ukrainie utknął w wojnie pozycyjnej. Ale może np. zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej, co zszokowałoby mieszkańców Europy. Do tego mógłby ruszyć marszem na Wilno w celu np. zablokowania litewskiej stolicy. Wówczas postawiłby ultimatum i domagałby się m.in. przesunięcia granic NATO do stanu sprzed 1997 r. Jego lobbyści w Europie, którzy dostają od niego duże pieniądze, przekonują go, że Zachód wystraszy się i przyjmie jego warunki. Tak jak niegdyś Wiktor Medwedczuk (przed agresją Rosji lider prorosyjskich sił w Ukrainie – red.) zapewniał go, że rosyjskie wojska w Ukrainie będą witane kwiatami. Przez swoich agentów wpływu w UE jest przekonywany, że Polska, Niemcy i Francja nie będą bronić Litwy.

(koniec cytatu)



Baćkoszenka odstawia natomiast cyrk pojawiając się na naradach z generałami razem ze swoim białym pieskiem.  (Brakuje mu gejowskiego asystenta Murzyna, a byłby jak Mugatu z "Zoolandera".) Podczas tych narad papla przed kamerami o planach zaatakowania Przesmyku Suwalskiego. To podobne zachowanie jak wiosną 2022 r., gdy nagle pokazał się przed mapą pokazującą rosyjskie plany militarne wobec Ukrainy. Ulubiony dyktator Agnieszki Holland nie jest głupi i zdaje sobie sprawę z tego, że włączenie Białorusi do wojny będzie oznaczało koniec jego reżimu. Stara się więc sprawę sabotować. 

Europejskie służby wywiadowcze ostrzegają, że Rosja może przeprowadzić zamach na Białorusi, który miałby na celu włączenie jej do wojny. Tyle, że białoruskie służby są dużo bardziej kompetentne od rosyjskiego FSB. Przeprowadzenie zamachu wymagałoby więc zdrady ich najwyższego kierownictwa.

O tej przeszkodzie przy przeprowadzaniu zamachu pisał również Generał SWR. Według niego, Patruszew ma w planach ataki rakietowe przeciwko Mołdawii, operacje hybrydowe przeciwko Państwom Bałtyckim, zniszczenie Armenii jako państwa, a także zajęcie północnego Kazachstanu i w porozumieniu z Chinami zmianę państw Azji Środkowej w rosyjskie protektoraty. Co może tutaj pójść źle?

***

Jaka jest rola Polski w tej prometejskiej układance związanej z pewną frakcją w GRU?

O GRU i jego rzekomych powiązaniach na polskiej centroprawicy pieprzy jak potłuczony niejaki Tomasz Piątek. Ciekawe w jego pieprzeniu jest akurat to, że uznał on GRU właśnie za "tych złych", a jakoś pomija SWR i FSB.

Niejaki freeyourmind (czy raczej fuckyourmind), swego czasu bloger piszący o zamachu w Smoleńsku, później dokonujący wolty i propagujący wśród swoich upośledzonych umysłowo fanów idiotyczną historyjkę, o tym, że zamiast zamachu była "inscenizacja" (polską delegację zabito na lotnisku na Okęciu, a szczątki Tupolewa rozrzucono pod smoleńskim lotniskiem z samolotu), twierdził, że 10 kwietnia 2010 r. Tussk i Putin zapobiegli III wojnie światowej, którą chcieli za pomocą "inscenizacji zamachu" wywołać GRU wspólnie z... Macierewiczem. Ciekawe, że obsadził on rolę podobnie jak Piątek...

Za pierwszego Tusska, po Smoleńsku, polskojęzyczna SKW podpisywała porozumienia z FSB.   Pomijając kwestię zasadności takich porozumień, warto zwrócić uwagę na pewną anomalię: to, że były one zawierane pomiędzy polskojęzyczną służbą wojskową i rosyjską służbą cywilną, a nie pomiędzy dwiema służbami wojskowymi. FSB jest sukcesorką KGB i w swojej misji ma też pilnowanie "bliskiej zagranicy", za którą wciąż jest uznawana na Łubiance Polska. To, że ówczesne kierownictwo SKW zdecydowało się na współpracę z FSB było więc niejako aktem lokajstwa, wynikającego z wielopokoleniowego przyzwyczajenia do lojalności wobec Moskwy.

Obecnie ci sami ludzie zostali znów wpuszczeni do SKW, na stanowiska kierownicze, przez Prosiniaka. Zyskali oni w ten sposób możliwość "meblowania" kadr dowódczych Wojska Polskiego. Sprawa odwołania generał Gromadzińskiego z dowództwa Eurokorpusu jest pierwszym tego typu krokiem. Mamy zagraniem certyfikatem dostępu do informacji niejawnych połączonym z prymitywną wrzutką, o tym, że generał rzekomo "obrażał sojuszników". To podobnie oczywista wrzutka jak typowo ubecka historyjka o tym, że ks. Michała Olszewskiego aresztowano, gdy był w hotelu z kobietą.

Pytanie zasadnicze: czy doczekamy się kontry ze strony "prometejskiej" frakcji w GRU przeciwko stronnikom FSB nad Wisłą?

***

Szlachetny wolontariusz z Polski udał się na nie naszą wojnę do Strefy Gazy, by z dobroci serca karmić tamtejszych uchodźców. Wraz z sześcioma innymi wolontariuszami został zabity przez wojska izraelskie, które precyzyjnie ostrzelały rakietami konwój humanitarny wiedząc, że jest on celem w 100 procentach cywilnym. Doszło do oczywistej zbrodni wojennej - nie wiadomo tylko, czy była ona skutkiem głupoty na niższym czy na wyższym szczeblu dowodzenia. (Piszę o głupocie, bo ta sprawa w oczywisty sposób zaszkodziła Izraelowi.) Większy szok od tej masakry wywołało jednak zupełnie kretyńskie zachowania putinowskiego Sowieta będącego ambasadorem Izraela w Warszawie (nazywanego już złośliwie "najlepszym ambasadorem Palestyny"). Towarzysz ambasador obalił utrzymujący się w polskiej tradycji mit o sprytnych i mądrych Żydach - pokazał, że Żyd może być totalnym kretynem i że może dostać wysokie stanowisko dzięki innym kretynom zatrudnionym w izraelskim MSZ. Oczywiście nie chcemy, by ambasadorami w Warszawie byli tacy debile. Więc koleś powinien wylecieć na kopach z Polski. Niestety nie wyleciał. Ciekawe, czy na uroczystościach rocznicy powstania w getcie warszawskim jakiś aktywista/aktywistka/aktywiszcze obleje go czerwoną farbą, świńską krwią tudzież gnojowicą? A może odpali mu w twarz gaśnicę proszkową? Bynajmniej nie wzywam do popełniania takich karygodnych naruszeń Konwencji Wiedeńskiej. Ja tylko pytam, czy jakiś krewki aktywista/ka/szcze na coś takiego się odważy? Gershom Braun?



sobota, 6 maja 2023

Kreml (niemal) płonie

 


Ilustracja muzyczna: Junk - The Boys OST

No to teraz wiecie, dlaczego tydzień temu nie było wpisu. Byłem zajęty...

Atak dwóch dronów na Kreml to epizod pod wieloma względami zadziwiający. Nie tylko dlatego, że Ukraina się od niego odcięła i wielu ludzi podejrzewa "operację pod fałszywą flagą". Jojczenia przedstawicieli Kremla o tym, że był to zamach na karzełka Putina brzmią przy tym żałośnie. Wszyscy się bowiem domyślają, że Putina wówczas nie było na Kremlu - spał sobie spokojnie w bunkrze. Wszystko wskazuje na to, że drony - zapewne cywilnego typu - miały wykonać atak jedynie symboliczny. Miała spłonąć rosyjska flaga na kopule siedziby Senatu. Sama kopuła przez pewien czas się paliła, ale straty były niewielkie. (Tych dwóch kolesi wspinających się na kopułę tuż przed eksplozją drugiego drona, to zapewne strażacy lub funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony wysłani tam, by ocenić zniszczenia po pierwszym ataku.)



Oczywiście chyba wszyscy czytaliśmy jakie to Kreml posiada bajeczne zabezpieczenia przeciwlotnicze - chroniące siedzibę najwyższych władz przed pełnym spektrum zagrożeń: od rakiet po małe drony. Oczywiście tej obronie przeciwlotniczej zdarzały się wpadki. W 1987 r. niemiecki pilot Mathias Rust przeleciał Cessną z Helsinek do Moskwy i wylądował tuż obok placu Czerwonego. Chyba jednak, przez ostatnie 35 lat wzmocniono obronę przeciwlotniczą Kremla...

Wydaje mi się więc, że cała sprawa była akcją jednej z frakcji w rosyjskich władzach wymierzoną w Putina. Utwierdza mnie w tym wpis Generała SWR, czyli nieoficjalnego rzecznika GRU. Stwierdził on, że cały atak odbył się za zgodą Putina, a namówił go do niego Patruszew. Akcja miała stworzyć mit Putina jako superherosa, który przeżył wrogi zamach. Uzasadniałaby też specjalne zarządzenia wewnętrzne (stan wyjątkowy?) i pozwoliłaby łatwo wytłumaczyć odwołanie bądź znaczne ograniczenie tradycyjnej gejparady na Placu Czerwonym 9 maja.  Problem jednak w tym, że Ruscy bardzo słabo to wykorzystali propagandowo. Ich jojczenie o tym, że "Ukraina dopuszcza się terroryzmu" ustawia ich w roli straszliwych cieniasów. Filmy z ataku na Kreml wstydzili się publikować nawet takie zawodowe gównojady jak słowacki Cygan Martin Demirov (kumpel działacza Konfy, towarzysza Panasiuka ). Wielkoruscy frustraci w stylu Girkina widzą w tej akcji symbol słabości reżimu Putina. Przypominają, że Moskwa została zbombardowana po raz pierwszy od 1942 r. 


Nie zdziwiłbym się więc, gdyby Putin został podpuszczony do zaakceptowania tego lipnego ataku. Wmówiono mu, że to podwyższy jego popularność. Ten, kto go do tego podpuścił, osiągnął swój cel, uderzając w wizerunek silnego przywódcy

To jednak nie oznacza, że autentycznego ukraińskiego ataku dronowego na Moskwę nie będzie. Ukraińcy dobrze sobie radzą w tym rodzaju wojny, o czym świadczy choćby niedawny atak na składy paliwowe w Tamaniu czy zniszczenie samolotu transportowego An-124 Rusłan na lotnisku w Sieszczy.

***

Okazało się, że zatrzymany w zeszłym roku w Polsce hiszpański "dziennikarz" Pablo Gonzales to szpieg GRU mający za zadanie szpiegować rodzinę Nawalnego. Na jego laptopie znaleziono m.in. wykradzioną korespondencję tego "opozycjonisty". Christo Grozev z grupy Bellingcat napisał: "Jest szczególnie niesmacznym to, że zakamuflowali swojego szpiega jako "dziennikarza", wkręcając szanowane organizacje międzynarodowe do obrony swojej żałosnej kupy gówna i zagrażając życiu prawdziwych dziennikarzy". No to przypomnijmy, że Gonzalesa przed zarzutami szpiegostwa broniła u nas "Wyborcza".


"Aresztowanie rzekomego szpiega". Pisał to na łamach "Gazowni" niejaki Piotr Niemczyk, w latach 90-tych wielka szycha w UOP. Niemczyk tym tekstem mocno się ośmieszył. Jak czytamy: 


"Pierwszy atak na polskie służby Niemczyk próbuje nieudolnie wyprowadzić odwołując się… do przekazu lokalnych mediów. To one poinformowały, że przy zatrzymanym znaleziono karty płatnicze na różne nazwiska. "To bardzo obciążające dowody. Tylko że żaden wyszkolony rosyjski kret, ukryty pod dziennikarską legendą, nie pozwoliłby sobie na noszenie dwóch paszportów i kart kredytowych z państwa, na którego rzecz szpieguje. Żadne procedury operacyjne na świecie na to nie pozwalają” – pisał w marcu 2022 roku w „GW”. Czyżby Niemczyk sugerował, że nasze służby są tak niedouczone, że tego nie wiedzą? Dlaczego w ogóle Niemczyk zakłada, że fakt posiadania dwóch paszportów na dwa różne nazwiska był powodem zatrzymania? Nie napisał. O domu Pabla G. też Niemczyk wspomina. „W czasie gdy G. (w tekście jest pełne nazwisko - red.) był przesłuchiwany przez SBU, jego rodzinę i przyjaciół w Hiszpanii odwiedzili funkcjonariusze hiszpańskiego CNI (Narodowego Centrum Wywiadu). Do partnerki dziennikarza, z którą ma troje dzieci, przyjechało aż ośmiu mężczyzn. Przepytywano także matkę dziennikarza i jednego z jego przyjaciół w Barcelonie. Ostatnio, już po zatrzymaniu Gonzáleza, hiszpańska minister obrony przyznała, że te działania były prowadzone na wniosek polskich władz”. Widać polskie służby zaszczuwają ludzi nie tylko w Polsce, ale też w Hiszpanii.

Niemczyk w tekście przedstawia Pabla G. jakby był jakimś znanym dziennikarzem, który m.in. „dziwił się fenomenowi Radia Maryja, [...] a jego praca doktorska dotyczyła prześladowań ruchu LGBT w Gruzji”, a na którego z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu uparły się polskie służby. Niemczyk na końcu tekstu, w którym nieudolnie stara się kpić z polskich służb, zostawił sobie jednak małą furtkę bezpieczeństwa i napisał: „Być może to groźny szpieg, którego historia zasługuje na powieść Johna le Carré lub Vincenta Severskiego. Dziwne tylko, że skoro był już w rękach ukraińskiego kontrwywiadu i pod obserwacją wywiadu hiszpańskiego, żadna z tych służb go nie aresztowała. Obie pozwoliły na to, żeby jeździł po Europie i kontynuował swoje szpiegowskie knowania właśnie w Polsce”."

(koniec cytatu)


Niemczyk to ten koleś wyżej - wyglądający jak bezdomny rastaman oferujący wam zrobienie laski w zamian za blanta. Czytając jego publicystykę możemy łatwo dostrzec, że koleś gówno się zna na wywiadzie, a mimo to pełnił w służbach w latach 90-tych wysokie stanowisko. To wyjaśnia dlaczego polskojęzyczne służby specjalne działały w tamtych czasach tak chujowo i dawały się rozgrywać wszystkim.

Za chwilę odezwie wataha libkowskich trolli: "Ale operacja Samum!". (Podobnego argumentu użył kiedyś redaktor Kebabowicz w sporze ze mną o dawnych esbekach w służbach III RP.) Argument o operacji "Samum" (czy właściwie "Przyjazny Saddam") jest jednak już totalnie zgrany. Sięganie po niego przez kolesi z dawnego Departamentu I przypomina scenę z filmu "Zoolander", w której Mugatu krzyczał: "Ja wymyśliłem krawat w klawiaturę! A wy co osiągnęliście! Nic! Absolutnie nic!". Ta zmitologizowana operacja "Samum" to właśnie taki krawat w klawiaturę...

Tymczasem w "Wyborczej" ktoś pośmiertnie strollował Pawła Smoleńskiego. Przypomniał bowiem jeden z jego najbardziej kuriozalnych wywiadów - z prof. Romanem Kuźniarem - pt. "Zbroimy się, jakby to Polska miała najechać Rosję". Aż mi się przypomniało jak Romcio Kuźniar miał obsesję na punkcie tarczy antyrakietowej. Wymyśliłem w tamtych czasach reklamę kondomów - "Romanie załóż tarczę antyrakietową!" :)

***

Tymczasem w USA też się dzieją ciekawe rzeczy. Do "WSJ" poszedł przeciek z kalendarzem Jeffreya Epsteina. Zapisane w nim były spotkania z Williamem Burnsem, obecnym dyrektorem CIA. Oprócz niego spotkania m.in. z Larrym Summersem, Leon Blackiem, Billem Gatsem, Thomasem Pritzkerem, Ehudem Barakiem (który jest nie tylko byłym premierem Izraela, ale też byłym szefem izraelskiego wywiadu wojskowego), a także Noamem Chomskym. Do tego okazało się, że Epstein był informatorem FBI od ugody z 2008 r.  No prywatna wyspa Epsteina została wykupiona przez miliardera Stephena Deckoffa, który chce wybudować tam kompleks hotelowy.

***


W Bostonie odbył się niedawno konwent SatanCon, który został mocno oprotestowany przez chrześcijańskich nacjonalistów. 


To impreza zorganizowana przez The Satanic Temple, która jest mocno "woke", czyli lewacka. Odprawia m.in. gejowskie "różowe msze" czy promuje przyjmowanie... muzułmańskich uchodźców. Kościół Szatana założony przez La Veya jest natomiast organizacją, która chwali się tym, że łączy pełne spektrum polityczne od libertarian po faszystów i komunistów. W praktyce jest jednak organizacją mocno... libertariańską. W USA też jest sporo mniejszych organizacji satanistycznych zrzeszających piwnicznych libertarian. Symbol Maryi dępczącej węża nabiera w tym kontekście nowego znaczenia :)



Oczywiście każdy badacz zjawisk paranormalnych może powiedzieć tym piwnicznym libertariańskim satanistom i satanistycznym sojowym cuckom, że próby kontaktu z demonami to głupia i niebezpieczna zabawa. By z niej wyjść bez szwanku trzeba być kimś w rodzaju o. Amortha czy jakiegoś starego tybetańskiego lamy, który demona zmusi do służby. Piwniczniak bawiący się w pakty z demonami przypomina kolesia, który poszedł na gejparadę z narysowaną na gołym tyłku strzałką i napisem "tu wsadzać". No, ale może sojowym cuckom taki układ odpowiada. Ozjasz Goldberg powiedziałby: "Volenti non fit iniura, więc wsadzę ci w dupę siura!".




sobota, 3 czerwca 2017

Comey i powtórka z Watergate

Trump jest ostatnio często porównywany z Nixonem. I słusznie. Bo tak jak Nixon musi mierzyć się z pełzającym zamachem stanu amerykańskiego Głębokiego Państwa.



Jedną z potyczek tej tajnej wojny jest sprawa odwołania szefa FBI Jamesa Comeya. Kim jest jednak Comey? Co do tego zdania są podzielone. W listopadzie demokraci oskarżali go o zatopienie kandydatury Hillary Clinton, w związku ze śledztwem w sprawie jej maili z Departamentu Stanu znalezionych na komputerze byłego kongresmena Anthony'ego Weinera. Rzeczywiście działania FBI przyczyniły się wówczas do klęski wyborczej Clinton. Jednocześnie jednak Comey zadbał o to, by Hillary nie dostała żadnych zarzutów - uratował ją przed więzieniem. Podobnie postąpił w 1996 r., gdy był śledczym w sprawie afery Whitewater. Uznał wówczas, że owszem Hillary Clinton popełniła przestępstwo, ale nie miała złych zamiarów, więc jest niewinna. Comey dobrze sobie radził zarówno za administracji Clintona, jak i za administracji Busha oraz administracji Obamy - z przerwą na kilka lat w sektorze prywatnym. W 2005 r. był zatrudniony przez koncern Lockheed Martin (więc niektórzy go wiążą z senatorem McCainem i senatorem Grahamem), w HSBC (banku który dosyć łagodnie ukarał za pranie pieniędzy meksykańskich karteli) i był partenerem w... Clinton Global Initative. Peter Comey, brat byłego szefa FBI, pracuje w kancelarii obsługującej rozliczenia podatkowe Fundacji Clintonów. Dyrektor James Comey jest uznawany za politycznego kameleona, co sam zresztą przyznawał. W 1984 r. pytany dlaczego zagłosował na Reagana odparł: "Przeszedłem drogę od KOMUNISTY do miejsca, w którym teraz jestem. Nie jestem nawet pewny jak siebie scharakteryzować politycznie. Może kiedyś mi się to uda". Byłym komunistą (nawróconym na islam w Arabii Saudyjskiej) jest również James Brennan, były szef CIA za Obamy. Okazuje się, że to właśnie Brennan w lipcu 2016 r. doprowadził do tego, że FBI wszczęła śledztwo w sprawie wysoce wątpliwych powiązań sztabowców Trumpa z rosyjskimi tajnymi służbami. Śledztwo to było pretekstem do podsłuchiwania kandydata na prezydenta i jego współpracowników.

Trump podczas jednej z kolacji z Comeyem zażądał od niego deklaracji lojalności wobec prezydenta. Comey nie chciał jej złożyć. Później powiązany z CIA dziennik "Washington Post" podał, że istnieje notatka byłego szefa FBI, w której opisuje on naciski administracji Trumpa, by zakończyć śledztwo w sprawie gen. Flynna. Dziennikarze notatki nie widzieli, jej treść została im przeczytana przez wysokiej rangi funkcjonariusza FBI (podobieństwa z Watergate są aż za bardzo oczywiste). Comey teraz prawdopodobnie zezna przed Kongresem, że naciski były. Szybko wyszło jednak na jaw, że były dyrektor FBI zeznał już pod przysięgą w Kongresie, że żadnych nacisków nie było! Wyciekły też zapisy chatów z jednego z komunikatorów, w których funkcjonariusze amerykańskich tajnych służb omawiają sprawę notatki Comeya zanim ona wyciekła do mediów. Mamy więc do czynienia z puczem prowadzonym przez służby specjalne przeciwko prezydentowi.



Służby mają jednak wielki problem - nie mają nic konkretnego, co świadczyłoby o nielegalnych kontaktach prezydenta Trumpa z Rosją. Przyznali to nawet admirał James Clapper, Dyrektor Narodowego Wywiadu za czasów Obamy i demokratyczny kongresmen Adam Schiff biorący udział w kongresowym dochodzeniu w tej sprawie. Owszem gen. Flynn wziął 50 tys. USD za udział w rosyjskiej imprezie, ale od Turków wziął jako lobbysta 500 tys. USD a jakoś nie słychać o "tureckiej ingerencji w amerykańskie wybory". Poza tym Flynn nie pracuje już w administracji Trumpa. Teraz przecieki ukierunkowane są więc na to, by pokazać, że Jared Kushner próbował utworzyć poufny kanał komunikacji z Rosją. Problem jednak w tym, że to rosyjscy dyplomaci zwrócili się do Kushnera z prośbą o utworzenie takiego kanału - a nie odwrotnie.  Zresztą to przecież Kushner był jedną z osób, która przekonała Trumpa o porzuceniu prób porozumienia się z Rosją przeciwko Chinom i do ataku na Syrię.

W sprawie impeachmentu prezydenta nagle zamilkli Demokraci. Powód jest prosty: okazało się, że Seth Rich zamordowany demokratyczny sztabowiec był źródłem przecieku maili z Narodowego Komitetu Demokratów. Znaleziono bogatą korespondencję mailową Richa z WikiLeaks. Co wiecej, po tym jak doszło do wycieku John Podesta napisał do swoich współpracowników, że trzeba ze sprawcy wycieku zrobić odstraszający przykład dla innych.  Groźby te padły przed śmiercią Richa.
Przypominam: to John "Pizzaman" Podesta wymyślił narrację mówiącą, że rosyjscy hakerze ukradli Hillary zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Ten sam Podesta wraz ze swoim bratem brał pieniądze od Rosjan. Powtarzając więc bzdury o rosyjskich agentach, którzy doprowadzili do wyboru Trumpa powtarzacie narrację rosyjskiego lobbysty!

Za tym idą również inne prowokacje. Gostek, który zadźgał dwie osoby w "rasistowskim ataku" w Portland okazał się być radykalnym lewicowcem. Przyznał, że te morderstwa to "operacja psychologiczna" wymierzona w zwolenników Trumpa. 

W Europie zaś agentka Najgłębszego Państwa Angela (Kaźmierczak) Merkel mówi, że "Europa nie potrzebuje już USA i Wielkiej Brytanii". Czy to bunt wasala przeciwko amerykańskiemu seniorowi czy też amerykańskie Głębokie Państwo każe jej podsycać opór przeciwko Trumpowi? Za drugą opcją przemawia to, że tuż przed spotkaniem z Trumpem spotkała się z Barackiem Husseinem Obamą (CIA). Jak więc traktować doniesienia o francusko-niemieckich planach przebudowy i federalizacji strefy euro? Czy to tylko szkolne wybryki Emmanuela Macrona (takie jak na tym filmie)? Odsyłam do książki Yanisa Varoufakisa "A słabi muszą ulec". Euro było do pewnego stopnia nieudaną próbą finansowego wy...mania Niemców przez Francuzów. Tragicznie nieudaną dla Francji. I teraz mamy tego ciąg dalszy. Który może się skończyć tylko destrukcją Unii Europejskiej.

Apropos destrukcji. Polecam obejrzeć poniższy film Paula Josepha Watsona poświęcony kryzysowi imigracyjnemu i temu jak różne podejrzane NGO'sy współpracują z przemytnikami ludzi, by dostarczać nachodźców do Włoch. Prawdziwą bitwą o Europę będą wybory we Włoszech a niszczyciele Starego Kontynentu zrobią wszystko, by nie wygrał w nich Beppe Grillo,



A ci, co wymyślili zamach na koncercie Ariany Grande to ludzie ze specyficznym poczuciem humoru. Ariana jest taka całuśna, słodziasta, nawet się po zwycięstwie Trumpa na Florydzie popłakała. Mówiła też, że islam to miłość i krzyczała, że nienawidzi Ameryki. Krążył nawet w necie żart, że przystąpiła do ISIS :) A teraz niektórzy liberalni specjaliści twierdzą, że Ariana Grande lepiej się nadaje do zwalczania ISIS niż gen. Mattis :)))))) A wczoraj pokazywali w TV "Body of lies" z DiCaprio, a tam o zamachu w Manchesterze...



sobota, 11 marca 2017

Vault7, czyli to NSA zdemaskowała Podestę



W opublikowanych przez WikiLeaks dokumentach CIA znanych jako Vault7 znalazły się w większości rzeczy, o których było od dawna wiadomo. To, że z łatwością hakowane są urządzenia z Androidem i że smartfony oraz inteligentne telewizory Samsunga mogą szpiegować użytkowników 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu bywalcy konspiracyjnych stronek takich Infowars wiedzieli od wielu lat. To, że CIA prowadzi badania na temat hakowania samochodów i dokonywania w tym celu zabójstw wyglądających na zwykłe wypadki również było od dawna przedmiotem spekulacji (np. w przypadku śmierci dziennikarza Michaela Hastingsa, który w 2013 r. kontaktował się z WikiLeaks w sprawie historii uderzającej w CIA i skarżył się na "czarne śmigłowce"). Prawdziwą rewelacją z Vault7 są dokumenty wskazujące na istnienie programu Umbrage - bazy danych dotyczących technik hakerskich i śladów, jakie zostawiają poszczególne grupy. Wiedza z Umbrage pozwala CIA na dokonanie ataku hakerskiego i zostawienie śladów typowych dla np. rosyjskiej, chińskiej czy irańskiej grupy. I tutaj dochodzimy do kwestii rzekomej ingerencji hakerów w proces wyborczy w USA. CIA i FBI wskazały na to, że hakerzy pozostawili ślady typowe dla rosyjskiej grupy Fancy Bear - stemple czasowe ze strefy w której leży zachodnia Rosja, ślady wykorzystania rosyjskiej klawiatury z cyrylicą, użycie dostępnego za darmo w necie programu stworzonego przez Fancy Bear itp. John McAfee, jeden z potentantów z branży cyberbezpieczeństwa, zwracał uwagę, że atak hakerski dokonany przez GRU zostałby przeprowadzony bez zostawiania tak oczywistych śladów. Ppłk Tony Shaffer, były oficer amerykańskiego wywiadu, twierdzi, że ataki na serwery Narodowego Komitetu Demokratów (DNC) zostały przeprowadzone przez ludzi z NSA chcących, by na światło dzienne wyszły rzeczy ukazujące prawdziwe oblicze Hillary. Atak został spreparowany tak, by wyglądał na robotę rosyjskich hakerów. NSA jest od CIA dużo bardziej zaawansowana w szpiegostwie elektronicznym i taki program jak Umbrage jest dla niej łatwizną. Przypomnę, że według WikiLeaks maile DNC zostały przekazane przez zamordowane demokratycznego sztabowca Setha Richa (on mógł być tylko posłańcem NSA) a maile Podesty bezpośrednio od źródła z NSA.



Historia o rosyjskich hakerach, którzy pozbawili zwycięstwa biedną Hillary i doprowadzili do płaczu hollywoodzkie celebrytki i tysiące zidiociałych millenialsów, jest więc tylko dezinformacją stworzoną przez amerykańskie tajne służby po to, by ukryć, co się naprawdę wydarzyło w trakcie wyborów. Z nieoficjalnych informacji wynika, że FBI nie znalazła niczego obciążającego Trumpa i jego współpracowników w kwestii kontaktów z Ruskimi. Próbowano ostatnio grzać sprawę kontaktów prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie Siergiejem Kislakiem. Sessions spotykał się z nim jednak jako członek Senackiej Komisji ds. Polityki Zagranicznej, czyli niejako w ramach obowiązków służbowych i to jeszcze zanim przyłączył się do kampanii Trumpa. Z Kislakiem spotykało się również wielu prominentnych demokratycznych polityków - w tym Chuck Schumer i Nancy Pelosi. Nawet wymieniali się prezentami. Podczas niedawnego przemówienia Trumpa w Kongresie Kislak zasiadał między... demokratycznymi kongresmenami. Przyjacielsko sobie z nimi gawędził w tym czasie, gdy z Sessionsa próbowano zrobić rosyjskiego agenta za jedno spotkaniem z tym sowieckim bucem.

Podobnie ma się prawdopodobnie rzecz z gen. Flynnem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jego rozmowa telefoniczna z Kislakiem o sankcjach wyglądała w ten sposób, że Kislak spytał się Flynna o  kwestię zniesienia sankcji  a Flynn mu odpowiedział, że nie może o tym rozmawiać. Odwołanie Flynna było prawdopodobnie zemstą CIA za to, że pokrzyżował on jej zamach stanu w Turcji. Flynn dostał ponad 500 tys. USD od tureckiego rządu za zbieranie informacji o siatce Gullena w USA.  Tureckie dochodzenie w sprawie zamachu stanu wykazało, zaś że gulleniści zatrudniali w swoich szkołach w Turcji i Azji Środkowej funkcjonariuszy CIA pod przykrywką. 



Media karmią nas ostatnio narracją, że ten straszny Trump bezpodstawnie atakuje Obamę za to, że rzekomo podsłuchiwano jego rozmowy w Trump Tower w trakcie kampanii wyborczej. Przecież to niemożliwe, by prezydent USA coś takiego robił a skoro służby zaprzeczają, że to robiły, to nic takiego nie miało prawa się wydarzyć. Tak samo nie było np. zamachu w Smoleńsku czy agenta Bolka. Zapominają, że swoich przeciwników politycznych podsłuchiwali m.in. Roosevelt i Kennedy a służby Obamy zostały już wielokrotnie przyłapane na inwigilacji zagranicznych przywódców. Czemu więc miałyby podsłuchiwać Trumpa. Zwłaszcza, że dwukrotnie w 2016 r. skierowały wniosek o założenie podsłuchu do sądu FISA. Pretekstem miała być lipna historia o tym, że serwery Trump Organization komunikowały się z serwerami Sbierbanku, czyli np. pomiędzy tymi serwerami rozchodził się mailowy spam. Pierwszy wniosek złożono w czerwcu 2016 r., tuż po spotkaniu Billa Clintona z prokurator generalna Lorettą Lynch, kolejny tuż po tym jak wyciekły maile Podesty. Te same media, które wyśmiewają Trumpa za "bezpodstawne oskarżanie Obamy", jeszcze kilka tygodni temu pisały o "informacjach z podsłuchów obciążających Trumpa i jego współpracowników".  O tym, że podsłuchy były mówią źródła z administracji Obamy, ludzie ze służb i były prokurator generalny z czasów Busha. O tym, że Obama podsłuchiwał Trumpa mówiła nawet demokratyczna kongreswoman Maxine Waters (ta idiotka, która twierdziła, że Putin wysłał wojska do Korei). Sprawa domniemanych kontaków Trumpa z Rosją została spreparowana przez służby Obamy, po to by był pretekst do podsłuchiwania republikańskiego kandydata w trakcie kampanii wyborczej i później sabotowania jego rządów. W Waszyngtonie otwarcie mówi się, że Obama kieruje "oporem". Pod koniec jego rządów stworzono w Departamencie Sprawiedliwości specjalny fundusz, przez który wyprowadzano pieniądze dla lewackich organizacji organizujących teraz protesty przeciwko Trumpowi. To rzuca światło na falę antysemickich incydentów przetaczającą się przez USA od wyboru Trumpa na prezydenta. Na jednej z takich prowokacji - fałszywej groźbie podłożenia bomby w centrum żydowskim - złapano czarnoskórego komunistę. 



Charakterystyczne jest to, że operację podsłuchową przeciwko Trumpowi rozpoczęto akurat po wycieku maili Podesty. Może dlatego wpadli w panikę, bo Tony Podesta dostał od Sbierbanku 170 tys. USD za przekonywanie administracji Obamy do poluzowania sankcji wobec Rosji? A może chodziło o Pizzagate? Od początku rządów Trumpa trwa w USA wielka akcja służb przeciwko siatkom pedofilskim. Zatrzymano w ramach niej ponad 1,5 tys. osób.  Jednym z nich był doradca Johna McCaina, polityka będącego obecnie kimś w rodzaju alternatywnego amerykańskiego prezydenta - jeżdżącego w miejsca takie jak Syria i składającego obietnice w imieniu rządu USA.

Wbrew jęczeniom idiotów takich jak pseudoprofesor Roman Kuźniar administracja Trumpa nie podjęła jeszcze żadnej znaczącej decyzji korzystnej dla Rosji. Wręcz przeciwnie - mamy początek nowego wyścigu zbrojeń, przerzut wojsk do Europy Środkowo-Wschodniej, nominacje rusosceptyków w administracji, szykująca się deregulacja przemysłu naftowego - co bystrzejsi obserwatorzy zauważają już, że Trump może się okazać w przypadku Rosji jastrzębiem.  Bo inaczej się po prostu nie da przy obecnym rozdaniu. Jedyny obszar współpracy z Rosją to obecnie Syria. Mieliśmy ostatnio szczyt amerykańskich, tureckich i rosyjskich generałów.  Ale Syria to bardzo grząski grunt, o czym świadczy choćby sytuacja wokół miasta Manjib i sprawa ofensywy na Rakkę.  Bez Flynna sprawa może się rypnąć totalnie. Z drugiej strony jednak korzystne dla nas wszystkich byłoby utknięcie Rosji w bliskowschodnim bagnie. Niech trzymają tam swoje wojska jak najdłużej. Ich straty - takie jak udany zamach bombowy na rosyjskiego generała, który stracił w wyniku niego obie nogi i oko - będą nas zawsze cieszyły. Martwi Ruscy też się czasem do czegoś przydają. Każdy Ruski zabity w obronie ruin Palmyry to Ruski, który nie trafi na front w Donbasie.


***


Ostatnie zdarzenia związane z wyborem Donalda Tusska na stanowisko starego/nowego van Rumpoya określiłbym mianem "gównoburzy". Przecież wiadomo, że Angela Merkel (Kaźmierczak) jest zadaniowana na to, by zmieniła Niemcy i całą Europę Zachodnią w eksploatowany przez globalistów Trzeci Świat, który nigdy nie będzie w stanie zagrozić potędze USA. Temu służy wywołany przez Merkel kryzys migracyjny. A taka marionetka jak Tussk jest idealnie stworzony do tego zadania. Brytyjczycy się skapneli o co chodzi i postanowili się ewakuować z pokładu, tuż po tym jak nie udało im się zablokować wyboru tego alkoholika Junckera na szefa Komisji Europejskiej.





Może się też okazać, że w maju dyskusja o stanowisku Tusska stanie się nieaktualna - bo Francja rozpieprzy UE. Jak dotąd klan Le Penów stanowił narzędzie francuskich tajnych służb do eliminowania słabych sztuk w socjalistycznym stadzie. Ale po tym jak ten dupek Hollande "cztery procent" (poparcie mniejsze niż dla Ozjasza Goldberga) rozpieprzył obóz socjalistów a Front Narodowy przejął tradycyjny, robotniczy elektorat, wszystko się może zdarzyć. Plan rozmontowania strefy euro przez Le Pen jest dobry, a przeciwko sobie może ona mieć w drugiej turze bankiera inwestycyjnego od Rothschilda lub centroprawicowego cwaniaczka, który otwarcie mówi, że zwolni setki tysiące osób z budżetówki. Jak myślicie, czy Francuzi zagłosują na kogoś, kto obiecuje im utratę pracy i cięcia socjalne? Przyjemnie posłuchać jak Marine Le Pen opierdala Merkel w Parlamencie Europejskim, ale oczywiście poważnym problemem jest dla nas prorosyjskość kandydatki francuskiego wywiadu wojskowego. Ta prorosyjskość nie ogranicza się jednak tylko do niej - jest stałą częścią francuskiej polityki od czasów Adolfa Thiersa i w pewnym sensie kontynuacją zgniłej tradycji "Generała Mikrofona" de Gaulle'a. Na francuskiego sojusznika nie ma co liczyć - tak jest odkąd obalono Napoleona. Biadolenie, że Francja pod rządami Le Pen nam nie pomoże nie ma większego sensu, bo i tak Francja by nam nie pomogła. Zresztą nie sądzę też, by Le Pen zdołała coś zrobić dla samej Francji. Tamten kraj mogą uleczyć chyba tylko rządy Rodrigo Duterte - tysiące młodocianych przestępców z przedmieść spieprzałoby wpław przez Morze Śródziemne do Algierii :))))

Baj de łej: w przypadku Francji jakoś lewica nie grzeje tego, że to mocarstwo może mieć pierwszego prezydenta kobietę. Oprócz Le Pen kandyduje tam również niejaka Cindy Lee - striptizerka reprezentująca Partię Przyjemności i prowadząca kampanię topless. Moim zdaniem byłaby znacznie lepszym przywódcą od Hollande'a.



***
A tak mi się ostatnio skojarzyło po 8 marca...




9-tego miałem oczywiście urodziny, a po wczorajszym imprezowaniu nie miałem jakoś ochoty na nowy wpis z serii Prometeusz...

sobota, 18 lutego 2017

Po Kim Jong Namie i po generale Flynnie...




Zabójstwo Kim Jong Nama, przyrodniego brata północnokoreańskiego dyktatora Kim Jong Una, można traktować jako kolejny "postmodernistyczny" zamach spełniający rolę widowiska. Kim Jong Nam został zabity na lotnisku w Kuala Lumpur (całkiem przyjemny port lotniczy...) przez dwie agentki, które prysnęły w niego trucizną. Jedna z nich nosiła t-shirt z napisem "LOL".  Kim Jong Nam był uznawany za bardziej ludzkiego, normalnego, przedstawiciela rządzącej dynastii. Mieszkał w Makau, pod ochroną chińskich służb i już w 2012 r. stał się celem zamachu. Nigdy nie widział się ze swoim bratem i obiecywał, że będzie trzymał się z dala od polityki. Reżim w Pyonyangu z pewnością jednak obawiał się, że Chiny mogą uczynić Kim Jong Nama liderem zastępczej ekipy, która zostałaby zainstalowana w Korei Północnej, gdy Kim Jong Un stanie się niewygodny dla Pekinu. Ostatnio obawy przed takim scenariuszem zapewne się nasiliły. Trump oskarżał przecież Chiny o to, że nie pomagają USA w sprawie Korei Północnej. Przy okazji Chińskiego Nowego Roku doszło zaś do rozmów chinskiego ambasadora w Waszyngtonie z Jaredem Kushnerem oraz Ivanką.  Kim Jong Un mógł się więc przestraszyć, że Chiny chcą go poświęcić w ramach operacji mającej na celu uniknięcie wojny handlowej z USA.


Ofiarą tajnej wojny stał się również ostatnio rufowy admirał Floyd gen. Michael Flynn, którego nagrano w grudniu podczas rozmowy telefonicznej z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie. Oficjalnym powodem dymisji Flynna ze stanowiska prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego było to, że dezinformował on wiceprezydenta Pence'a na temat treści tej rozmowy. Wersja ta jednak wygląda na wątpliwą. Flynn upiera się, że podczas rozmowy nie przekroczył on żadnych granic i jego słowa zdaje się być potwierdzone przez reakcję FBI: nie wszczęło przeciwko niemu śledztwa i uznało, że podczas dochodzenia dobrze z nią kooperował i nic nie ukrywał. Być może rozmawiał z ambasadorem o sankcjach nałożonych na Rosję w odwecie za cyberataki na serwery DNC i Podesty - cyberataki, których nie było. Flynn mógł prowadzić negocjacje zapoznawcze w imieniu prezydenta-elekta (ileż podobnych kanałów negocjacyjnych było w grze w historii amerykańskiej prezydentury...) i został odwołany dlatego, że służby zagroziły: albo głowa Flynna albo przekazujemy szczegóły negocjacji do "Washington Post" (którego właściciel Jeff Bezos zgarnął jakiś czas temu wielki kontrakt na chmurę informatyczną dla jednego z projektów CIA). Mamy do czynienia z podobnym mechanizmem jak w przypadku Watergate i spisku przeciwko Nixonowi.

Dlaczego Flynn stał się celem ataku? Przede wszystkim był osobą świetnie znającą amerykańskie głębokie państwo od wewnątrz. Był przecież szefem wywiadu wojskowego DIA za Obamy. Jak słusznie zauważył Matthew Tyrmand, nie miał też większych złudzeń co do "katechoniczności" Rosji nazywając ją kiedyś wprost "kleptokracją". Ale zaangażował się w bardzo ciekawą grę z Rosją - mającą prowadzić m.in. do zmiany syryjskiego przywódcy, zniszczenia Państwa Islamskiego oraz ograniczenia wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie. Flynn osobiście ustalał elementy tej gry z Rosjanami, Erdoganem, al-Sisim, libańskim prezydentem Aunem, królem Jordanii oraz Izraelczykami. W ramach tego dealu, Rosja miała wydać Amerykanom Snowdena-Winnickiego a Amerykanie Gulena Turkom. Jednocześnie zwiększono dostawy uzbrojenia dla koalicji rebeliancko-amerykańsko-kurdyjskiej a na południu Syrii jordańskie siły specjalne wraz z rebeliantami zaatakowały siły assadowskie. Flynn też przygotowywał się do ujawnienia dokumentów dotyczących umowy z Iranem wskazujących na to jak ta umowa jest rzekomo niekorzystna dla USA. W tle tego wszystkiego jest tajny izraelsko-saudyjski proces pokojowy oraz propozycja ministra Liebermana skierowana do Hamasu: my wam odbudujemy Gazę, wy w zamian wypuście naszych jeńców i oddajcie zwłoki naszych żołnierzy. Odejście Flynna jest więc źle oceniane przez Turcję oraz Izrael a także przez... Japonię, która uważała generała za ważnego pośrednika w relacjach z Trumpem, za swojego lobbystę.



Nie przeceniałbym wpływu odejścia Flynna na rzekomy zwrot administracji Trumpa w relacjach z Rosją: wezwanie Rosji, by zwróciła Krym Ukrainie i zakończyła wojnę w Donbasie. Takich sygnałów było wcześniej więcej, ale media oraz tacy dupoeksperci jak arcyidiota Roman Kuźniar (piszący o "Trumputinie" w dniu odwołania Flynna:) celowo ich nie nagłaśniali. A tak się akurat składa, że USA nie podjęły jak na razie ŻADNEJ akcji, którą można uznać za prorosyjską. Jest za to dalszy przerzut wojsk do Europy Środkowo-Wschodniej, objazd sojuszniczych państw przez gen. Mattisa, zapowiedzi obrony sojuszników, ruganie Rosji przez Tillersona i ambasador Halley, kontrakty na nowy sprzęt dla sił zbrojnych i plany znacznego zwiększenia wydatków na obronę. (Trump ostatnio zdziwił niektórych pisząc ciepły list do przywódcy Kosowa. A czego się spodziewaliście? USA mają zrezygnować ze swojej wielkiej bazy i oddać ją Serbom? :) Rosja znów odpowiada małymi prowokacjami, ale na o wiele mniejszą skalę niż za Obamy. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że Trump chce z nią negocjować z pozycji siły - i Szojgu nawet się do tej wiedzy przyznał. Trump natomiast stwierdził, że Putin nie pali się do negocjacji, bo jego ludzie chcą konfrontacji z Zachodem. Prorosyjscy komentatorzy mają już ból dupy, że Trump będzie wojennym prezydentem...



Znany prawicowy bloger Aleksander Ścios, napisał ostatnio (w komentarzu pod swoim tekstem):
"Na koniec „kontrowersyjna" uwaga – bardzo liczę na to, że ludzie służb USA uczynią wszystko co w ich mocy, by kadencja Trumpa zakończyła się jak najszybciej. W ten sposób najlepiej przysłużą się swojemu krajowi. " Muszę Pana Ściosa zmartwić. Ci sami ludzie, którzy według Ściosa mieliby skrócić kadencję Trumpa (czyżby marzyło mu się nowe Dallas?) jakoś zaakceptowali to, że skrócono kadencję Lecha Kaczyńskiego. Pewni ludzie w Polsce liczyli też na to, że ci sami ludzie pomogą im skrócić kadencję obecnych polskich władz.



No cóż, Ścios i ściosopodobni solidarnościowi naiwniacy wyobrażają sobie, że w CIA siedzą sami ostrzy antykomuniści w reaganowskim stylu. Nic bardziej błędnego! CIA powstała na bazie kadr OSS, która była bastionem liberałów i progressywistów ze Wschodniego Wybrzeża. Była zinfiltrowana przez sowieckie służby, wspierała komunistów takich jak Ho Chi Minh, Mao, Tito i Marcuse. To ludzie z OSS zabili gen. Pattona. To ludzi z OSS nie chciał wpuszczać do swojego królestwa gen. MacArthur. Nie bez powodu James Jesus Angleton podejrzewał o krecią robotę ludzi z samych szczytów CIA. To się niewiele zmieniło przez 70 lat, bo kierować CIA zaczęło pokolenie liberałów z 1968 r. John Brennan, szef CIA za ostatnich lat Obamy (nawrócony na islam podczas kierowania placówką CIA w Rijadzie), przyznał się, że w wyborach prezydenckich z 1976 r. głosował na kandydata partii komunistycznej Gusa Halla.  Jego poprzednik Leon Panetta przyjaźnił się z komunistami a w latach 80-tych wspierał sandinistowską Nikaraguę.  I tego typu ludzie wchodzą w skład amerykańskiego głębokiego państwa, które zaatakowało administrację Trumpa. To Brennan wykreował lipną narrację o rosyjskich koneksjach Trumpa. Assange wskazuje, że obecnie mamy do czynienia z wielką operacją destabilizacyjną CIA.  Ludzie z pewnej frakcji w służbach otwarcie przyznają, że chcą, by Trump zmarł w więzieniu.  Będą atakować jego otoczenie - np. Bannona - i przychylnych mu ludzi w resortach siłowych. Są doniesienia, że NSA podsłuchuje telefon prezydenta  a prywatna firma wywiadowcza, w której władzach zasiada Panetta zbiera brudy na administrację.

Oczywiście Trump ma również wielu wrogów w Partii Republikańskiej. To prawdopodobnie Rence Priebus stoi za rzeką przecieków z Białego Domu.  W książce "Game of Thorns"  historyk Dough Wead wskazuje, że rodzina Bushów i ludzie wobec niej lojalni grali podczas kampanii wyborczej na zwycięstwo Hillary, sabotując kampanię Trumpa. Z  oficjalnych danych o finansowaniu kampanii wynika zaś, że pracownicy funduszów Sorosa na masową skalę wpłacali datki na Jeba Busha, Johna Kasicha, Marca Rubio, Paula Ryana, Lindseya Grahama i ...Johna McCaine'a. To ciekawe, że Ścios i ściosopodobni biadają nad ingerencją Sorosa w polską scenę polityczną po stronie sił Ubekistanu a jednocześnie kupują narrację sił finansowanych przez Sorosa dotyczącą amerykańskiej administracji.

W aferze z Flynnem może być również trzecie dno. Po dymisji generała Hillary Clinton triumfalnie zatweetowała, że to konsekwencja... Pizzagate, czyli pedofilskiej afery z Podestą. W międzyczasie "New York Times" powołując się na służby podał, że sprawdzane są kontakty z Rosją także innych byłych doradców Trumpa: Cartera Page'a, Paula Manaforta i... Rogera Stone'a. W przypadku Page i Manaforta mamy do czynienia z odgrzewanymi kotletami i postaciami z drugiego szeregu, które nie pełnią żadnej roli w administracji. Straszono nimi przy okazji poprzednich kampanii dezinformacyjnych. W przypadku Stone'a sprawa jest dużo ciekawsza - nigdy nie zajmował się on Rosją, jest politycznym strategiem, który służył jeszcze Nixonowi i autorem książek, m.in. o zamachu na JFK, administracji Nixona, grzeszkach Bushów i Clintonów. Zajmował się m.in. ... Pizzagatge i badał to, kto tak naprawdę dokonał włamu na serwery pocztowe DNC i Podesty. Robert David Steele, były agent CIA (któremu niezbyt ufam), twierdzi, że Flynn zdobył listę wysokiej rangi amerykańskich pedofilów... Jeśli taka siatka rzeczywiście istniała, to musiała być kontrolowana przez transgraniczne głębokie państwo.



***

Jakiś czas temu, pewien autor w mainstreamie (prowadzący ciekawego bloga - Spiskowa Teoria Wszystkiego) napisał o teorii mówiącej, że papież Benedykt XVI został obalony w 2013 r. przez tajne służby Obamy i Podesty. Powiązana z nimi i ze środowiskami pedofilskimi tzw. mafią z Sankt Gallen kardynała Dannelsa zainstalowała na jego miejsce papieża Franciszka. Niedawno Franciszek wypowiedział się bardzo pozytywnie o tzw. Social Justice Warriors, działaczach broniących nielegalnej imigracji, politycznej poprawności, ekologicznych absurdów i różnych innych sługusów globalistycznego wielkiego kapitału. Przestrzegł też przed "ksenofobami i populistami". W innej wypowiedzi stwierdził, że "islamski terroryzm nie istnieje"! Zaprzągł też Kościół do odwalenia brudnej roboty za CIA w dziele destabilizowania Filipin.  I wysłał sprzeciwiającego się jego modernistycznemu kursowi kard. Burke'a na wyspę Guam.  Jednocześnie w mało wiarygodnych źródłach pojawiły się doniesienia o szykowanej na końcówkę roku dymisji papieża Franciszka.  Miejmy nadzieję, że Pius XIII, młody amerykański papież, wyślę go na emeryturę na Filipiny. Niech trochę poewangelizuje Duterte...



A ci Narodowi Polscy Idioci jak zwykle narzekają, że "pastor Chujecki z Marianem Kowalskim Franciszka obrażają". No cóż, powinno się Was... bo jesteście... warci.

***

Oczywiście cykl "Prometeusz" jeszcze się będzie ukazywał. Czekajcie więc na następne jego odcinki...