Mam znów zabawę, bo drastycznie została przerwana tragikomiczna gównoburza o opóźnioną rotację amerykańskich sił w Polsce :) Silniczki oraz inne libki za bardzo kusiły los wypisując "niech Nawrocki, wreszcie pokaże jak jest sprawczy w kontaktach z Trumpem". Skończyło się deklaracją prezydenta USA o wysłaniu dodatkowych 5000 żołnierzy do Polski, ogłoszoną we wpisie, w którym mocno chwalił Nawrockiego :) Okazało się, że ośrodek prezydencki okazał się rzeczywiście sprawczy w kontaktach z obecną amerykańską administracją . Ponoć Trump zrugał Homelandera Hegsetha za "szkodzenie Polsce". Zgodzę się z ministrem Przydaczem, że "gdyby nie Nawrocki, amerykańskich wojsk już by dawno u nas nie było." Tussk ścigał się bowiem w antyamerykańskim pajcowaniu z Pedro Sanchezem. Amerykanie są cierpliwi, ale z jakiegoś powodu potraktowali wiceministra Tomczyka jak kłodzkiego psa, odmawiając mu nawet rutynowej, pamiątkowej fotki po wizycie. Przedstawiciele Białego Domu nieoficjalnie mówią, że Tussk szkodzi Ameryce. Strach pomyśleć, co by było, gdyby prezydentem był Rafałek. Olszański i Ludwiczek powinni dostać wysokie odznaczenia od NATO, za swój słynny apel o głosowanie "za Karolem" do brauniarzy, którzy zastanawiali się, czy pójść na wybory, czy też zagłosować na Trzaskowskiego.
Generalnie cała afera była jakąś gównoburzą wynikłą pewnie z biurokratycznego błędu związanego z tym, że USA prowadzą (zawieszoną) wojnę z Iranem, a jednocześnie przygotowują się do wyzwolenia Kuby spod rządów komunistycznych feudałów. W takich warunkach opóźnienie rotacji (nie mylić z wycofaniem sił dotychczas stacjonujących w Polsce) to naprawdę nic takiego.
Wojna w Iranie jest obecnie rozgrzebana - dlatego, że Amerykanie postawili na niewłaściwego konia w Teheranie. O ile propaganda gównotrzecioświatowców wskazuje, że owym niewłaściwym koniem był książę Pahlavi, to jednak byli nim w pierwszej kolejności kurdyjscy komuniści, którym powierzono dostawy broni dla irańskiej opozycji, a w drugim frakcja Ghalibafa, która nie potrafi narzucić innym reżimowym frakcjom rozejmu. Nie dziwię się więc, że Tulsi Gabbard poleciała ze stanowiska...
"New York Times" opublikował ciekawy artykuł mówiący, że początkowo stawiano na to, by nowym, proamerykańskim przywódcą Iranu został były prezydent Ahmadinedżad. To dlatego izraelskie lotnictwo pierwszego dnia wojny zbombardowało posterunek strażników rewolucji przed domem Ahmadinedżada, uwalniając go z aresztu domowego. Moim zdaniem jednak, nie traktowano go poważnie jako głównego pretendenta do władzy. Po prostu Izrael pomógł swojemu długoletniemu agentowi. Przypominam, że Ahmadinedżad jest Żydem. (Piosenka nawiązuje do wlepek z jego wizyty w Nowym Jorku przedstawiających Ahmadinedżada z podpisem: "I'm bringing sexy back".) Byłoby jednak ciekawie, gdyby nowym, prozachodnim przywódcą Iranu został koleś otwarcie negujący Holokaust (i twierdzący, że Pluton wciąż jest planetą :).
Amerykanie źle też rozegrali sprawę propagandowo - traktując ceny ropy jako główny miernik sukcesu. Zabrakło im też zdecydowania, by otworzyć Cieśninę Ormuz. Dwukrotnie pokazali, że są w stanie to zrobić, wprowadzając do Cieśniny niszczyciele i masakrując przeszkadzających im strażników rewolucji. Administracja Trumpa mogła się przestraszyć ewentualnych strat przy operacjach zajmowania wysp w Zatoce Perskiej. Niepotrzebnie. Nawet gdyby zginęła setka amerykańskich marines, to po paru tygodniach mało kto by o tym pamiętał, a wszyscy by się cieszyli z otwarcia Cieśniny Ormuz i triumfu nad Iranem.
Babak Taghvaee twierdzi, że operacja Epicka Furia jest już w zasadzie zakończona i że eliminację Chameneiego oraz zdziesiątkowanie reżimu można uznać za zwycięstwo. Netanjahu chciałby na pewno dalszych uderzeń - tak samo jak przywódcy ZEA oraz irańska opozycja. Wynik negocjacji, w których pośredniczy Pakistan, nie ma większego znaczenia. Na Bliskim Wschodzie zostanie amerykańska grupa zadaniowa, by od czasu do czasu wyperswadować Strażnikom Rewolucji robienie głupich rzeczy. Zacznie się pewnie nowa rozgrywka, by wesprzeć opozycję lub właściwą frakcję we władzach do obalenia reżimu.
No chyba, że Trump na pożegnanie zarządzi nową silną falę uderzeń lotniczych w irański reżim. W piątek późnym wieczorem - ruch w pizzeriach w okolicach Pentagonu był podwyższony. Był stan gotowości Doughcon 2. Trump zrezygnował natomiast z obecności na ślubie swojego syna.
Tymczasem mieliśmy ostatnio małą gównoburzę związaną z pajacem Itmarem Ben Gvirem. Zaczęło się od tego, że Turcja znów przeprowadziła swoją operację soft power: zebrała grupę naiwnych lewarów na flotyllę z "pomocą" dla Strefy Gazy. Izrael - zgodnie z tureckim planem - przechwycił tę flotyllę na wodach międzynarodowych i spuścił lewakom wpierdol. Ku jeszcze większemu zadowoleniu ludzi Erdogana, spuścił im wpierdol przy kamerach. Do tego pojawił się ten idiota Ben Gvir, machający izraelską flagą i coś pokrzykujący w swoim starożytnym języku. Tureckie służby były wniebowzięte, a europejska lewica, libki i antyżydowska część prawicy zjednoczyły się w gniewie na Izrael. W Stanach jedna z kandydatek demokratów postuluje budowanie federalnych obozów internowania dla "amerykańskich syjonistów" :) W sumie rząd Netanjahu zrobił niesamowicie dużo dla odrodzenia nazizmu w Europie i każdy antysemita o wysokim IQ powinien być za to Bibiemu wdzięczny.
Jak to się stało jednak, że taki debil jak Ben Gvir jest w Izraelu ministrem? Koleś nie mógł przecież służyć w armii, bo uznawano go w młodości za niebezpiecznego ekstremistę. , a teraz jest ministrem ds. bezpieczeństwa narodowego. To skutek dysfunkcyjnej izraelskiej ordynacji wyborczej, skutkującej tym, że do parlamentu dostają się małe partyjki kierowane przez świrów, które stają się języczkiem u wagi w każdej koalicji rządowej.
Oburzę jednak antysyjonistów i antysemitów z prawa i lewa, pisząc, że Izrael jest traktowany niesprawiedliwie.
Wszyscy domagają się od niego, by stosował się do wyśrubowanych prawoczłowieczych, europejskich standardów. Tymczasem Izrael jest państwem Bliskiego Wschodu i musi się stosować do standardów bliskowschodnich. Co więcej, jego ludność ma w dużym stopniu bliskowschodnie pochodzenie (Sefardyjczycy i Arabowie) oraz bliskowschodnią mentalność. Czemu więc oczekujecie od nich, by zachowywali się jak Europejczycy? Dla nich bombardowania Gazy to i tak "humanitarne" rozwiązanie w porównaniu ze standardem działania innych państw regionu. Assad na miejscu Izraelczyków zrzucałby na Gazę bomby z gazem i zabiłby ze 200 tys. Palestyńczyków, a obecni antysyjoniści, by go usprawiedliwiali twierdząc, że owi Palestyńczycy zasłużyli sobie na to, bo są dżihadystami i zachodnimi agentami.
W tym miejscu oburzę filosemitów i ludzi, którzy myśląc o Izraelu dostają orgazmu wyobrażając sobie Jankiela, Żydowski Związek Wojskowy i pastora Chojeckiego witającego Antychrysta chlebem i czosnkiem w Trzeciej Świątyni jerozolimskiej (lub po prostu walących konia do Gal Gadot :). Oni również są w błędzie. Izrael nie jest wyidealizowanym przez nich przyczółkiem cywilizacji zachodniej na Bliskim Wschodzie, najwierniejszym sojusznikiem USA i "jedyną bliskowschodnią demokracją". Izrael jest bowiem typowym krajem bliskowschodnim. Trochę mniej cywilizowanym niż Turcja, ale trochę bardziej niż Arabia Saudyjska. Po prostu ma najsilniejszą armię i służby wywiadowcze w regionie oraz trochę ciekawych start-upów technologicznych. Poza tym jest krajem o PKB per capita (PPP) zbliżonym do polskiego. Z lokalnymi odpowiednikami Gershona Brauna - ale na stanowiskach ministerialnych. Krajem, w którym ortodoksi srają na ulicach jak Hindusi, a judaistyczne sekty trzymają dzieci w piwnicach. Śmieszne, że do takiego kraju wali konia Retarded Tomasz Lis. No, ale on wali konia również w innych niestosownych momentach...
Baj de łej: czy ambasada Izraela upamiętniła w jakikolwiek sposób 125-tą rocznicę urodzin Witolda Pileckiego? Bo o funkcjonariuszce US Alicji Schnepf ciepło się rozpisywali po jej śmierci...
***
Ogólnie Żydzi są zwykle krytykowani nie za to, za co powinno się ich ostro jebać, a za jakieś pierdoły.
Zarzucało się Harveyowi Weinsteinowi różne straszne rzeczy, a on był bohaterem, który dbał o to, by w Hollywood nie zatrudniać brzydkich aktorek. Wsadzili tego zboczonego Żyda za kratki. Został zastąpiony przez jakiś lewarskich debili, którzy jako standard piękna promują "Ziemniaczarę" i Zendayę.
Krytykuje się Sama Levinsona, twórcę trzeciego sezonu serialu "Euphoria" za to, że "upokarza białą blondynkę" Sydney Sweeney, obsadzając ją w roli onlyfansiary kręcącej filmiki z dziwnymi fetyszami.
Specjalnie dla Sydney zacząłem oglądać trzeci sezon "Euphorii" (poprzednich dwóch nie widziałem) i uznałem, że to genialna czarna komedia - w rodzaju "Kandyda" Woltera czy "Justyny" Markiza de Sade. Rola Cassie Howard/Jacobs jest tak przerysowana, że aż mega zabawna. Wątek z Onlyfans to naprawdę ostra satyra społeczna. W pierwszych minutach czwartego odcinka zanosiłem się śmiechem :)
A dla takiego pieska jak Sydney Sweeney, pojechałbym nawet do Kłodzka.
here's Jules slapping tf out of Rue on today's episode of Euphoria pic.twitter.com/i9ZeRFBqeY
— culture (@notgwendalupe) May 18, 2026



















