sobota, 23 maja 2026

Koniec gównoburzy, a co z operacją Epicka Furia?

 


Mam znów zabawę, bo drastycznie została przerwana tragikomiczna gównoburza o opóźnioną rotację amerykańskich sił w Polsce :) Silniczki oraz inne libki za bardzo kusiły los wypisując "niech Nawrocki, wreszcie pokaże jak jest sprawczy w kontaktach z Trumpem". Skończyło się deklaracją prezydenta USA o wysłaniu dodatkowych 5000 żołnierzy do Polski, ogłoszoną we wpisie, w którym mocno chwalił Nawrockiego :) Okazało się, że ośrodek prezydencki okazał się rzeczywiście sprawczy w kontaktach z obecną amerykańską administracją . Ponoć Trump zrugał Homelandera Hegsetha za "szkodzenie Polsce".  Zgodzę się z ministrem Przydaczem, że "gdyby nie Nawrocki, amerykańskich wojsk już by dawno u nas nie było."  Tussk ścigał się bowiem w antyamerykańskim pajcowaniu z Pedro Sanchezem.  Amerykanie są cierpliwi, ale z jakiegoś powodu potraktowali  wiceministra Tomczyka jak kłodzkiego psa, odmawiając mu nawet rutynowej, pamiątkowej fotki po wizycie. Przedstawiciele Białego Domu nieoficjalnie mówią, że Tussk szkodzi Ameryce. Strach pomyśleć, co by było, gdyby prezydentem był Rafałek. Olszański i Ludwiczek powinni dostać wysokie odznaczenia od NATO, za swój słynny apel o głosowanie "za Karolem" do brauniarzy, którzy zastanawiali się, czy pójść na wybory, czy też zagłosować na Trzaskowskiego. 




Generalnie cała afera była jakąś gównoburzą wynikłą pewnie z biurokratycznego błędu związanego z tym, że USA prowadzą (zawieszoną) wojnę z Iranem, a jednocześnie przygotowują się do wyzwolenia Kuby spod rządów komunistycznych feudałów. W takich warunkach opóźnienie rotacji (nie mylić z wycofaniem sił dotychczas stacjonujących w Polsce) to naprawdę nic takiego.

Wojna w Iranie jest obecnie rozgrzebana - dlatego, że Amerykanie postawili na niewłaściwego konia w Teheranie. O ile propaganda gównotrzecioświatowców wskazuje, że owym niewłaściwym koniem był książę Pahlavi, to jednak byli nim w pierwszej kolejności kurdyjscy komuniści, którym powierzono dostawy broni dla irańskiej opozycji, a w drugim frakcja Ghalibafa, która nie potrafi narzucić innym reżimowym frakcjom rozejmu. Nie dziwię się więc, że Tulsi Gabbard poleciała ze stanowiska...



"New York Times" opublikował ciekawy artykuł mówiący, że początkowo stawiano na to, by nowym, proamerykańskim przywódcą Iranu został były prezydent Ahmadinedżad. To dlatego izraelskie lotnictwo pierwszego dnia wojny zbombardowało posterunek strażników rewolucji przed domem Ahmadinedżada, uwalniając go z aresztu domowego. Moim zdaniem jednak, nie traktowano go poważnie jako głównego pretendenta do władzy. Po prostu Izrael pomógł swojemu długoletniemu agentowi. Przypominam, że Ahmadinedżad jest Żydem. (Piosenka nawiązuje do wlepek z jego wizyty w Nowym Jorku przedstawiających Ahmadinedżada z podpisem: "I'm bringing sexy back".) Byłoby jednak ciekawie, gdyby nowym, prozachodnim przywódcą Iranu został koleś otwarcie negujący Holokaust (i twierdzący, że Pluton wciąż jest planetą :).

Amerykanie źle też rozegrali sprawę propagandowo - traktując ceny ropy jako główny miernik sukcesu. Zabrakło im też zdecydowania, by otworzyć Cieśninę Ormuz. Dwukrotnie pokazali, że są w stanie to zrobić, wprowadzając do Cieśniny niszczyciele i masakrując przeszkadzających im strażników rewolucji. Administracja Trumpa mogła się przestraszyć ewentualnych strat przy operacjach zajmowania wysp w Zatoce Perskiej. Niepotrzebnie. Nawet gdyby zginęła setka amerykańskich marines, to po paru tygodniach mało kto by o tym pamiętał, a wszyscy by się cieszyli z otwarcia Cieśniny Ormuz i triumfu nad Iranem.

Babak Taghvaee twierdzi, że operacja Epicka Furia jest już w zasadzie zakończona i że eliminację Chameneiego oraz zdziesiątkowanie reżimu można uznać za zwycięstwo. Netanjahu chciałby na pewno dalszych uderzeń - tak samo jak przywódcy ZEA oraz irańska opozycja. Wynik negocjacji, w których pośredniczy Pakistan, nie ma większego znaczenia. Na Bliskim Wschodzie zostanie amerykańska grupa zadaniowa, by od czasu do czasu wyperswadować Strażnikom Rewolucji robienie głupich rzeczy.  Zacznie się pewnie nowa rozgrywka, by wesprzeć opozycję lub właściwą frakcję we władzach do obalenia reżimu. 

No chyba, że Trump na pożegnanie zarządzi nową silną falę uderzeń lotniczych w irański reżim. W piątek późnym wieczorem - ruch w pizzeriach w okolicach Pentagonu był podwyższony. Był stan gotowości Doughcon 2. Trump zrezygnował natomiast z obecności na ślubie swojego syna.



Tymczasem mieliśmy ostatnio małą gównoburzę związaną z pajacem Itmarem Ben Gvirem. Zaczęło się od tego, że Turcja znów przeprowadziła swoją operację soft power: zebrała grupę naiwnych lewarów na flotyllę z "pomocą" dla Strefy Gazy. Izrael - zgodnie z tureckim planem - przechwycił tę flotyllę na wodach międzynarodowych i spuścił lewakom wpierdol. Ku jeszcze większemu zadowoleniu ludzi Erdogana, spuścił im wpierdol przy kamerach. Do tego pojawił się ten idiota Ben Gvir, machający izraelską flagą i coś pokrzykujący w swoim starożytnym języku. Tureckie służby były wniebowzięte, a europejska lewica, libki i antyżydowska część prawicy zjednoczyły się w gniewie na Izrael. W Stanach jedna z kandydatek demokratów postuluje budowanie federalnych obozów internowania dla "amerykańskich syjonistów" :)  W sumie rząd Netanjahu zrobił niesamowicie dużo dla odrodzenia nazizmu w Europie i każdy antysemita o wysokim IQ powinien być za to Bibiemu wdzięczny.

Jak to się stało jednak, że taki debil jak Ben Gvir jest w Izraelu ministrem? Koleś nie mógł przecież służyć w armii, bo uznawano go w młodości za niebezpiecznego ekstremistę.  , a teraz jest ministrem ds. bezpieczeństwa narodowego. To skutek dysfunkcyjnej izraelskiej ordynacji wyborczej, skutkującej tym, że do parlamentu dostają się małe partyjki kierowane przez świrów, które stają się języczkiem u wagi w każdej koalicji rządowej.

Oburzę jednak antysyjonistów i antysemitów z prawa i lewa, pisząc, że Izrael jest traktowany niesprawiedliwie.

Wszyscy domagają się od niego, by stosował się do wyśrubowanych prawoczłowieczych, europejskich standardów. Tymczasem Izrael jest państwem Bliskiego Wschodu i musi się stosować do standardów bliskowschodnich. Co więcej, jego ludność ma w dużym stopniu bliskowschodnie pochodzenie (Sefardyjczycy i Arabowie) oraz bliskowschodnią mentalność. Czemu więc oczekujecie od nich, by zachowywali się jak Europejczycy? Dla nich bombardowania Gazy to i tak "humanitarne" rozwiązanie w porównaniu ze standardem działania innych państw regionu. Assad na miejscu Izraelczyków zrzucałby na Gazę bomby z gazem i zabiłby ze 200 tys. Palestyńczyków, a obecni antysyjoniści, by go usprawiedliwiali twierdząc, że owi Palestyńczycy zasłużyli sobie na to, bo są dżihadystami i zachodnimi agentami.

W tym miejscu oburzę filosemitów i ludzi, którzy myśląc o Izraelu dostają orgazmu wyobrażając sobie Jankiela, Żydowski Związek Wojskowy i pastora Chojeckiego witającego Antychrysta chlebem i czosnkiem w Trzeciej Świątyni jerozolimskiej (lub po prostu walących konia do Gal Gadot :). Oni również są w błędzie. Izrael nie jest wyidealizowanym przez nich przyczółkiem cywilizacji zachodniej na Bliskim Wschodzie, najwierniejszym sojusznikiem USA i "jedyną bliskowschodnią demokracją". Izrael jest bowiem typowym krajem bliskowschodnim. Trochę mniej cywilizowanym niż Turcja, ale trochę bardziej niż Arabia Saudyjska. Po prostu ma najsilniejszą armię i służby wywiadowcze w regionie oraz trochę ciekawych start-upów technologicznych. Poza tym jest krajem o PKB per capita (PPP) zbliżonym do polskiego. Z lokalnymi odpowiednikami Gershona Brauna - ale na stanowiskach ministerialnych. Krajem, w którym ortodoksi srają na ulicach jak Hindusi, a judaistyczne sekty trzymają dzieci w piwnicach. Śmieszne, że do takiego kraju wali konia Retarded Tomasz Lis. No, ale on wali konia również w innych niestosownych momentach...


Baj de łej: czy ambasada Izraela upamiętniła w jakikolwiek sposób 125-tą rocznicę urodzin Witolda Pileckiego? Bo o funkcjonariuszce US Alicji Schnepf  ciepło się rozpisywali po jej śmierci...

***

Ogólnie Żydzi są zwykle krytykowani nie za to, za co powinno się ich ostro jebać, a za jakieś pierdoły.

Zarzucało się Harveyowi Weinsteinowi różne straszne rzeczy, a on był bohaterem, który dbał o to, by w Hollywood nie zatrudniać brzydkich aktorek. Wsadzili tego zboczonego Żyda za kratki. Został zastąpiony przez jakiś lewarskich debili, którzy jako standard piękna promują "Ziemniaczarę" i Zendayę. 

Krytykuje się Sama Levinsona, twórcę trzeciego sezonu serialu "Euphoria" za to, że "upokarza białą blondynkę" Sydney Sweeney, obsadzając ją w roli onlyfansiary kręcącej filmiki z dziwnymi fetyszami.

Specjalnie dla Sydney zacząłem oglądać trzeci sezon "Euphorii" (poprzednich dwóch nie widziałem) i uznałem, że to genialna czarna komedia - w rodzaju "Kandyda" Woltera czy "Justyny" Markiza de Sade. Rola Cassie Howard/Jacobs jest tak przerysowana, że aż mega zabawna. Wątek z Onlyfans to naprawdę ostra satyra społeczna. W pierwszych minutach czwartego odcinka zanosiłem się śmiechem :)

A dla takiego pieska jak Sydney Sweeney, pojechałbym nawet do Kłodzka.



Generalnie scenarzysta ma też tam bekę z libków - choćby w scenie z pierwszego odcinka, w której Lexi jest asystentką w Hollywood, a jej szefowa mamrocze "te wybory będą naprawdę ważne". 

No i to serial, w którym biały trans przywalił brązowej dziewczynie. To podobny przełom jak policzek zadany białemu człowiekowi w filmie z lat 50-tych przez Sidneya Poitier.


sobota, 16 maja 2026

Macron miał irańską agentkę jako kochankę?

 


Kilka spraw, o których pisałem na tym blogu w minionych tygodniach, zostało potwierdzonych. Okazało się  m.in., że lotnictwo wojskowe ZEA rzeczywiście dokonywało odwetowych bombardowań Iranu. (Wyszło też na jaw, że Netanjahu złożył w czasie wojny tajną wizytę w ZEA, u miejscowego władcy.) Co więcej, wyszło na jaw, że siły powietrzne Arabii Saudyjskiej również potajemnie włączyły się w wojnę, bombardując m.in. irackie szyickie milicje. Doszło też do starcia pomiędzy siłami zbrojnymi Kuwejtu a irańskim Korpusem Strażników Rewolucji, który próbował zająć kuwejcką wyspę, na której Chińczycy budują port. Wychodzi więc na to, że choć część państw arabskich publicznie wzywa do deeskalacji konfliktu, to realnie się w niego angażuje...

Wojenne interludium trwa, ale oczywiście podwójna blokada (Ormuzu oraz irańskich portów jest kontynuowana). Strategia blokady już zaczyna przynosić efekty. Irańczycy od wielu dni nie ładowali ropy z terminali na wyspie Chark. Nie zaobserwowano takiej aktywności od 6 maja. Przez miesiąc Iranowi nie udało się też wysłać poza Zatokę Perską ani jednego tankowca z ropą. (Niektóre tankowce z produktami naftowymi się prześlizgnęły przez blokadę, bo te produkty nie są objęte sankcjami.) Oczywiście, analitycy spierają się o to, jak długo Iran może wytrzymać blokadę. CIA przekonuje, że może on się opierać przez wiele miesięcy. Są jednak już dowody pośrednie, że blokada uderza w morale funkcjonariuszy reżimu. Oficer Korpusu Strażników Rewolucji - a więc formacji, która jest traktowana priorytetowo pod względem zaopatrzenia - narzeka, że dają im do jedzenia ziemniaki z piklami oraz nie wypłacają żołdu, który i tak już mocno stracił na wartości. 

Iran gra jednak na czas. Chce przeciągać ewentualne negocjacje do mundialu, później będzie lato, a jak się lato skończy, będzie kampania przed wyborami połówkowymi, a później świąteczny sezon zakupowy... Amerykanie przypominają im jednak cały czas, że dysponują opcją wznowienia bombardowań. Operacja "Epic Fury" ma zostać tylko przemianowana na operację "Sledgehammer".

Tymczasem do ciekawego odkrycia doszło we Francji. Florian Tardif, dziennikarz "Paris Match" napisał w swojej książce "(Prawie) perfekcyjna para", że Brigitte Macron przywaliła swojemu mężowi Emmanuelowi w oko w samolocie podczas wizyty w Wietnamie, dlatego, że dorwała się do jego telefonu i przeczytała jego korespondencję z francusko-irańską aktorką Golshifteh Farahani. Macrona z tą artystką miał jakoby rzekomo łączyć "platoniczny związek".

Tymczasem Farahani znała się wcześniej z generałem Kasemem Sulejmanim. Dzwoniła do niego niedługo, przed tym jak go zlikwidowali Amerykanie. Kilka lat temu Farahani była związana z francusko-żydowskim filozofem Bernardem Henrim-Levym. To zapewne, za jej sprawą Levy zaczął twierdzić, że Persja zmieniła nazwę na Iran, bo ówczesny szach był złowrogim nazistą. Levy był też wielkim zwolennikiem kurdyjskich komunistów. Ojciec Farahani jest komunistycznym dramatopisarzem, tolerowanym przez reżim. Sama aktorka została w 2012 r. zbanowana w Iranie za wzięcie udziału w nagiej sesji zdjęciowej.  Nie jest z niej jednak żadna Sidney Sweeney...

W przypadku Iranu i jego tajnych służb, zwykle "ekspertom" umyka jedna ważna kwestia: handel narkotykami i jego rola dla gospodarki irańskiej. Mehdi Nasiri, były reżimowy insider, twierdzi, że ten proceder był organizowany przez generała Sulejmaniego i Ghalibafa, za zgodą Chameneja (który wciąż nie został pochowany). Narkotyki szły z Afganistanu do Europy. Operacje te przynosiły 32 mld USD rocznie, z czego 16 mld USD szło do Najwyższego Przywódcy, a druga połowa do Sił Quds.

***

Tymczasem na Kubie zabrakło paliw. Doszlo do blackoutów i zamieszek. Dyrektor CIA poleciał do Hawany i spotkał się z szefem tamtejszego MSW. Jednocześnie szykowane są zarzuty kryminalne dla Raula Castro.

***



Tymczasem wizyta Trumpa i całej plejady prezesów z Wall Street w Pekinie okazała się bardzo koncyliacyjna... Chińczycy zmienili swoją pisownię nazwiska Rubio, by ominąć nałożone na niego własne sankcje.

Xi Jinping mówił o pułapce Tukidydesa, o konieczności współpracy obu krajów i o otwartych drzwiach dla biznesów w Chinach. Ale też groził konfliktem zbrojnym w kwestii Tajwańskiej. Oba kraje zgodziły się, że Iran nie może mieć broni jądrowej i że żaden kraj nie powinien pobierać myta za tranzyt przez Cieśninę Ormuz. Ponoć Pekin naciskał na Teheran w kwestii zakończenia wojny. Zobaczymy, co z tego będzie... Dziwne byłoby gdyby Amerykanie ściągnęli tak dużą delegację biznesową do Pekinu, gdyby nie chodziło o zawarcie jakiegoś większego dealu.

***

Nowy Obywatel zbanował mnie na X-ie, po tym jak ściąłem się z adminem (adminką? adminiszczem?) ich profilu o kwestię roli społecznej prostytucji i nierealności zakazywania tego procederu. Użyto przeciwko mnie typowego zestawu lewarsko-feministycznych wyzwisk (które są tak nudne i przewidywalne, że trudno się nimi przejmować), ale jeden z zarzutów mnie rozbawił. Zarzucono mi, że na swoim profilu na X-ie "nie zajmuję się kwestiami pracowniczymi". :)))))

No cóż, swoje wpisy na tej platformie staram się układać tematycznie. Od góry do dołu - fajne lasencje (rozebrane lub nie), krytyka feminizmu, UFO/starożytne tajemnice, historyczne i religijne ciekawostki/impresje, polityczno-kulturowe memy i filmiki (często rasistowskie), krytyka europejskiego zjebania, krytyka polskiego zjebania, wojna na Ukrainie/sprawy postsowieckie, czasem sprawy chińsko-azjatyckie, wojny na Bliskim Wschodzie, geopolityka reszty świata. Przyznaje się - zwykle nie ma tam spraw pracowniczych (chyba, że w sekcji krytyki polskiego zjebania). W sumie jednak mało kto wrzuca na swojego walla newsy dotyczące strajków w miasteczkach powiatowych lub wyzysku robotników w Gwatemali. Większość ludzi daje śmieszne memy i filmiki z kotkami. Przypomniał mi się artykuł w "Nowym Obywatelu", w którym autor przekonywał, że to źle, że ludzie piją piwsko na dzień św. Patryka, bo powinni wówczas pamiętać o krzywdzie irlandzkich dokerów w XIX w. :) I dlatego odrzuca mnie klasyczny socjalizm - rozjebuje on każdą rozrywkę dla zwykłych ludzi. 

Dlaczego nie robią już w Hollywood takich zajebistych filmów jak w latach 80-tych? No, bo wszystko musi być politycznie poprawne i promować "właściwe" ideologie. Trzeba obsadzić aktorów i aktorki według określonych kwot itp. Wychodzi z tego stalinowska poligramota. To samo zrobili z grami. 

Być może Christopher Nolan - obsadzając transmężczyznę Eliota Page'a jako Achillesa, wychudzoną i łysą Lupitę Nyongo jako Helenę (!), a Zendayę jako boginię Atenę (!!!)  w "Odysei" - dokonał sabotażu tego kretyńskiego systemu, pokazując wszystkim jak bardzo jest on kretyński. No chyba, że miał zamiar dokonać podobnego przekrętu jak w "Producentach" Mela Brooksa... Popełnił jednak drobny błąd. W roli Homera nie powinien obsadzić Travisa Scotta, tylko innego czarnego rapera - geja Lil x Nasa. Byłoby zabawnie jak u braci Wayansów :)

Wkurzają mnie więc pytania: "jakie wartości prezentuje to dzieło"? A musi jakieś? Może przede wszystkim służyć dobrej rozrywce. Czy takie arcydzieła kinematografii jak "Krwiożercze pomidory atakują Francję" służyły jakimś wartościom? Nie, a ogląda się je lepiej niż "Dekalog" Kieślowskiego. Ponadto każde dzieło może być interpretowane na różne sposoby.  Na przykład, fajnie było się wybrać z dziewczyną na "Pomoc domową" - dla niej babska fabuła, a ty cieszysz się widokiem Sidney Sweeney w scenach rozbieranych :)

"Jakie wartości przekazuje twoja seria Sny?" - skomentuje jakiś lewar lub prawicowy skopiec. "Żadne, każdy jej odcinek napisałem dla zgrywy". 

***

A 23 czerwca premiera nowej książki Waszego Ulubionego Autora.


Spis treści.  Wstęp i fragment pierwszego rozdziału.

W pisaniu jest kolejna książka zamówiona przez Wydawnictwo Replika.

sobota, 9 maja 2026

Czy przewrót majowy "zgubił Polskę"?

 


Za kilka dni minie setna rocznica przewrotu majowego - krótkiej wojny domowej na ulicach Warszawy, która zakończyła okres chaotycznej sejmokracji w II RP. Przy okazji pewnie usłyszymy wiele rytualnego jojczenia o tym, że "zły socjalista" Piłsudski "zniszczył w Polsce demokrację". Jojczyć będą wraz z libkami oraz komuchami oczywiście endecy - czyli prawicowcy słabo znający historię. Gdyby lepiej przykładali się do zgłębiania dziejów naszego narodu, wiedzieliby że demokracja załatwiła się u nas sama. Nawet gdyby nie było Piłsudskiego i tak by padła. Jej upadek był bowiem zaprogramowany w potworku legislacyjnym jakim była Konstytucja Marcowa - najbardziej kretyńskim akcie konstytucyjnym w naszych dziejach (stworzonym oczywiście przy współudziale endeków). Owa "konstytuta-prostytuta" dawała absolutną władzę Sejmowi, czyli organowi władzy w którym siły były tak podzielone, że nie dało się tej władzy efektywnie i stabilnie sprawować. 

Profesor Żaryn wraz z innymi endekami narzeka na to, że w ówczesnym Sejmie zbyt dużo miejsca zajmował blok mniejszości narodowych, a jednocześnie broni endeckiej konstytuty, która do takiej chorej sytuacji doprowadziła. No cóż, sami endecy później próbowali wyjść z tego klinczu, najpierw mordując pierwszego prezydenta wybranego na mocy ich konstytucji, a później snując w 1926 r. swoje własne plany zamachu stanu. Byli jednak zbyt wielkimi fujarami, by je wprowadzić w życie.

 Krytycznie na przedmajowe stosunki polityczne patrzył również inny ich kreator - premier Wincenty Witos. Sam dążył do "demokratury", w której działacze jego stronnictwa obsiedliby wszelkie możliwe stanowiska. (Pamiętajmy, że posłowie z jego partii kradli nawet sztućce w restauracji sejmowej.) Antykonstytucyjne i antydemokratyczne postulaty w dziedzinie gospodarczej (wymierzone w kapitalizm) miała również PPS, która - wraz z KPP - gorąco poparła zamach stanu Piłsudskiego. Rozczarowała się jednak do pomajowych rządów, bo nie wdrażały one jej antykapitalistycznych pomysłów. PPS była wśród partii, które przed majem głosowały za cięciami funduszów dla wojska - za odiberaniem ich na cele socjalne. Poszczególne gabinety z lat 1921-1926 ogólnie traktowały wojsko jak coś niepotrzebnego. Oficerowie byli więc opłacani podle - za co się panom (p)osłom odwdzięczyli po maju 1926 r., a zwłaszcza w Brześciu w 1930 r. Na to nakładała się chaotyczna, zagubiona we mgle polityka zagraniczna, której przejawami było kompletne zignorowanie niebezpieczeństw związanych z Rapallo i Locarno. 

Do przewrotu majowego musiało więc dojść i dobrze, że doszło. Oczywiście, można się kłócić o to, czy szanse na naprawę państwa, które dał ten przewrót zostały wykorzystane właściwie.

"Oczywiście, że nie! To sanacja doprowadziła do klęski wrześniowej!" - odpowiedzą endecy oraz inni liberalni, mieszczańscy miłośnicy dupokracji. Do klęski wrześniowej doprowadziła przede wszystkim: wielka różnica potencjałów wojskowych między Polską a Trzecią Rzeszą i ZSRR. Różnicy tej nie dało się nadrobić w 13 lat, nawet przy najgenialniejszej polityce gospodarczej i boomie demograficznym. Nawet gdyby kadra dowódcza WP byłaby w 1939 r. zupełnie inna, nawet gdybyśmy nie popełnili żadnych błędów wojskowych i przeprowadzili wymarzoną przez płka Porwita wielką, walną bitwę z Niemcami na zachód od Wisły, to i tak Polska zostałaby zmiażdżona sowieckim ciosem w plecy. "To polityka Becka doprowadziła do tej klęski!" - odezwą się dupokraci. A co chcielibyście w miejsce polityki Becka? Alternatywą było albo porozumienie się z Niemcami, albo z Sowietami. Nie będę snuł tutaj scenariuszy strategicznych dla obu wariantów, bo po prostu oba były niemożliwe w 1939 r. Każdy rząd, który postawiłby w 1939 r. na wejście do obozu niemieckiego, skończyłby jak władze Jugosławii, obalone w zamachu stanu z 1941 r. Sojusz z Niemcami nie miał wówczas poparcia, a ówczesna opizdycja z gen. Sikorskim na czele zarzucała Beckowi, że jest "niemieckim agentem". Każdy rząd, który poszedłby na wejście w orbitę sowiecką, skończyłby jak rządy państw bałtyckich w 1940 r. - czyli w więzieniu na Syberii. 

Oczywiście można się było do wojny totalnej lepiej przygotować. Obecnie jest moda na pisanie o sanacyjnej Polsce jako "krainie socjalistycznych absurdów". Autorzy tego typu publicystyki zwykle pomijają to, że znaczną większość owych absurdów gospodarczych wdrożyły rządy przedmajowe - w tym te z udziałem "wolnorynkowej" endecji. Prawdziwym błędem sanacji nie było sięgnięcie po interwencjonizm państwowy, tylko sięgnięcie po niego za późno - dopiero w 1935 r. Niestety do kształtowania polityki gospodarczej dopuszczono ludzi takich jak płk Matuszewski, którzy realizowali politykę deflacyjną, opartą na klasycznych - czyli mocno przestarzałych - teoriach ekonomicznych. Matuszewski niestety wygrał rywalizację z wiceministrem skarbu Stefanem Starzyńskim i jego "Pierwszą Brygadą Gospodarczą". Gdyby wówczas zwyciężył Starzyński, to Polska przeszłaby przez Wielki Kryzys dużo łagodniej. Może byśmy mieli swoje własne MMT i dużo szybszą modernizację sił zbrojnych.

Baj de łej: niedawno dokonano ciekawego odkrycia - wyliczono na nowo dane o PKB dla II RP i zakwestionowano przedstawiane przez Tomaszewskiego i Landaua "dane" mówiące, że poziom PKB Polski był w 1938 r. niższy niż w 1913 r. dla tych samych ziem. Okazało się, że był wyższy, a II RP rozwijała się dużo dynamiczniej niż PRL, niż ziemie polskie w XIX w. i niż reszta regionu. Co ciekawe, bardzo szybko rozwijały się Kresy. Pod koniec lat 30-tych wydajność tamtejszego rolnictwa stanowiła już 70 proc. wydajności rolnictwa wielkopolskiego.

Współcześni "rozwolnościowcy" przekonują jednak, że polityka gospodarcza wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego była "straszliwym socjalizmem" - mimo, że sama budowa COP przyniosła 1,5 mln nowych miejsc pracy i powiększyła PKB o 20 proc. Andrzej Krajewski w "Dzienniku" kilka lat temu pisał nawet, że budowa tych fabryk w ramach COP była szkodliwa, "bo skorzystali na nich później Niemcy" i że lepiej było wydać te pieniądze na zakupy sprzętu za granicą. Jakoś nie wyjaśnia od kogo ten sprzęt miałby być wówczas kupowany. Może chodziło mu o zakupy wojskowego złomu dokonywane przez 1926 r. przez generałów Zagórskiego i Żymierskiego?



Sanacja jest też powszechnie krytykowana za Brześć i Berezę. Ja też ją za to krytykuję. Po maju 1926 r. było zdecydowanie za mało Brześcia i Berezy. Bereza powinna być w każdym powiecie, a niektóre kategorie więźniów (komuniści i ounowcy) powinny być w niej traktowane dużo ostrzej. Państwo polskie okazało się zbyt łaskawe choćby dla Bandery - redukując mu karę do dożywocia w sanatoryjnych warunkach Świętego Krzyża, zamiast wykonać karę śmierci. Karą główną powinno być zagrożone już samo członkostwo we wrogich Polsce totalitarnych organizacjach takich jak KPP, OUN czy Partia Młodoniemiecka. I do tego - brytyjskim (przejętym przez Izraelczyków) sposobem - burzenie domów rodzin terrorystów.  Solidarnie płakaliby i srali z oburzenia feminista Chuj-Żeleński, lesbijka Maria Dąbrowska, duporealista Ksawery Pruszyński i antynacjonalistyczny pięknoduch Józef Mackiewicz. Każdy z tych dupokratycznych nudziarzy też powinien zostać zamknięty w Berezie. Mam pretensję do sanacji, że tego nie zrobiła.

"Nie można tak robić! Zabijanie komunistów i ukraińskich nacjonalistów dałoby im status męczenników i sprawiłoby tylko, że pojawiliby się nowi radykałowie!" - będą jojczyć dupokraci. Może i tak. Lenin jednak mawiał, że kadry decydują o wszystkim. Rozwalając kadry wroga, niszcząc jego zdolne kadry, osłabia się go - nie wzmacnia. W czasie wojny zdrajcy z mniejszości narodowych odpłacili nam za nasz liberalizm - a mogliśmy ich prewencyjnie likwidować ich wcześniej. Do Berezy powinni też trafiać prawosławni i grekokatoliccy duchowni przekonujący swoje trzódki, że "rezanie Lachów" to nie grzech, "bo święta księżna Olga też mordowała". 


Błędem na pewno nie było też pozbycie się generała Zagórskiego. Jeden Zagórski to za mało! Biorąc pod uwagę ogromne szkody jakie zrobiła Polsce po wrześniu 1939 r. ekipa Sikorskiego-Mikołajczyka, można dojść do wniosku, że zamach na Sikorskiego został przeprowadzony o 10 lat za późno. Warszawa nie zostałyby też pewnie zniszczona w 1944 r., gdyby wcześniej sanacyjni "nieznani sprawcy" wrzucili Mikołajczyka z workiem na głowę do jakiejś glinianki. Likwidacja takich szkodników jak Kott, Stroński, Modelski czy Kazimierz Banach, wyszłaby też Polsce wyraźnie na dobre. 



Sanacja okazała się jednak zbyt miękka na wdrożenie tak ostrego kursu. Bo w sumie sam Piłsudski nie chciał zamachu stanu i własnej dyktatury. Przemarsz kilku batalionów z poligonu w Rembertowie (z ćwiczeń, do których kierowania zaproszono Piłsudskiego jeszcze na długo przed upadkiem rządu Skrzyńskiego i powstaniem rządu Witosa!) miał być tylko demonstracją - odpowiedzią na głupie i prowokacyjne słowa Witosa, by Piłsudski sam wziął sobie władzę. Zdobywanie Warszawy tak małymi siłami nie miało prawa się udać. Przewrót wojskowy nie był w planach Piłsudskiego. Gdy doszło do eskalacji, Marszałek wręcz załamał się psychicznie i unikał podejmowania decyzji. To, że jego wojska rozpoczęły ofensywę było skutkiem energicznych działań jego podwładnych takich jak generał Gustaw Orlicz-Dreszer. Decyzyjnym dowódcą okazał się wówczas również gen. Edward Śmigły-Rydz, który szybko przesłał wsparcie z Wilna. A także dowódcy niższej rangi, tacy jak Zygmunt Berling. Mocno to kontrastowało choćby z postawą gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który targany dylematami moralnymi, strzelił sobie w serce (chybiając). Sosnkowskiego podobny paraliż decyzyjny dotknie latem 1944 roku...




Pamiętajmy, że owa mini-wojna domowa została rozpoczęta przez siły wierne rządowi. I to rozpoczęta w zupełnie kretyńskim stylu - od całkowicie niesprowokowanego ostrzału z samochodu pancernego wojsk stojących po praskiej stronie Wisły, po drugiej stronie mostu Kierbedzia. Do eskalacji doszło w wyniku rozkazów ówczesnego ministra obrony gen. Juliusza Tarnawy-Malczewskiego, który najpierw nakazał (omijając łańcuch dowodzenia)  przerwać manewry w Rembertowie, a później dążył do zbrojnej konfrontacji z "buntownikami". Malczewski był wówczas niezwykle pobudzony - tak jakby dzień i noc wciągał do nosa kokainę - co tłumaczył później przed sądem dolegliwościami psychicznymi. Do eskalacji dążył też aferalny generał Zagórski, wspólnie ze swoim kumplem z austriackich służb Rozwadowskim. Ostatecznie jednak przegrali - wyraźnie nie radząc sobie w walce miejskiej. (Zagórski "wsławił się" bombardowaniem Warszawy. Przystosował do tego zadania nawet cywilne samoloty LOTu.)  Zostali później zgniecieni przez sanacyjną lekką dyktaturę - choć ów reżim będzie później obsypywał awansami i zaszczytami innych generałów dowodzących siłami wiernymi rządowi: m.in. Andersa i Paszkiewicza.

Mimo, że do zamachu majowego doszło 100 lat temu, to wciąż on kształtuje naszą scenę polityczną. Neoendecja ustawia się w roli grupy rekonstrukcji historycznej anty-sanacji - wzorując się na najgorszych tradycjach masońsko-liberalnego Frontu Morges i prosowieckiego szura Jędrzeja "Kretyna" Giertycha, ciężko przeżywając takie "zbrodnie socjalistycznej sanacji" jak budowa COP czy jędrzejewiczowska reforma edukacji :)  PiS, choć jest obwiniana przez tych doktrynerów o bycie "grupą rekonstrukcyjną sanacji", czerpie w dużym stopniu z dziedzictwa parlamentarnej endecji - czyli totalnych fujar mających na koncie Traktat Ryski i Konstytutę Marcową - a częściowo z dziedzictwa tej łagodniejszej, niedecyzyjnej części piłsudczyków, wstydzących się Brześcia, Berezy i zajęcia Zaolzia. Na piedestał postawiło więc strawnego dla pomajowej opizdycji gen. Sosnkowskiego (a przy okazji doceniło Dmowskiego nazywając jego imieniem warszawski Dworzec Wschodni i dając profesorowi Żarynowi dużą kasę do przepalenia w jego instytucie). Kto jest grupą rekonstrukcyjną KPP i niemieckiej V-tej kolumny nie będę wskazywał - sami dobrze to wiecie.

***

Dziwne rzeczy działy się ostatnio w okolicach Zatoki Perskiej. Najpierw, na początku tygodnia, Amerykanie przepłynęli tam dwoma niszczycielami. Irańczycy ich atakowali, co skutkowało pójściem na dno sześciu ich szybkich łodzi. Niszczyciele później eskortowały bez incydentów dwa amerykańskie kontenerowce. Trump ogłosił Projekt Wolność, czyli otwarcie Cieśniny Ormuz. Nagle, po kilkunastu godzinach go zawiesił (!), oficjalnie "na prośbę Pakistanu". Pojawił się przeciek, że to Arabia Saudyjska, Kuwejt, Katar i Oman oficjalnie sprzeciwiły się zbrojnemu otwarciu Cieśniny Ormuz i zabroniły Amerykanom korzystania ze swoich lotnisk. Wyraźnie chciały uderzyć w ZEA, które prowadziły wówczas wymianę ciosów z Iranem. W ciągu jednego dnia, znów jednak pozwoliły korzystać Amerykanom ze swoich lotnisk. W nocy z czwartku na piątek do Cieśniny Ormuz wpłynęły trzy amerykańskie niszczyciele. Irańczycy je wściekle atakowali - z zerowym skutkiem. Amerykanie odpowiedzieli ciężkimi bombardowaniami wyspy Qeshm i portu w Bandar Abbas. Doszło też prawdopodobnie do uderzeń w Teheranie. Jednocześnie toczyła się gra dyplomatyczna. 

Jeden z brytyjskich admirałów stwierdził, że Amerykanie są w stanie szybko, zbrojnie odblokować Cieśninę Ormuz. Opowieści o minach są prawdopodobnie kłamstwem - Iran najwyżej położył kilkanaście min w całym akwenie. 

Ja twierdzę od tygodni, że Amerykanie są w stanie zbrojnie zapewnić wolność żeglugi w Cieśninie Ormuz i Zatoce Perskiej. Wystarczy kilka niszczycieli i trałowców oraz osłona powietrzna. Czemu więc tego nie robią? Sugerowałem, że chcą dać symboliczne zwycięstwo tej irańskiej frakcji, z którą negocjują. Czemu jednak również Arabia Saudyjska, Kuwejt, Katar i Oman przestraszyły się zbrojnego otwarcia Ormuzu? Bo nie chcą, by irański reżim został zastąpiony przez proizraelską monarchię. Wolą pewnie reżim mocno osłabiony, ale wciąż mogący absorbować uwagę Izraela.

W ten sposób należy czytać raport CIA mówiący, że Iran może przetrwać kilka miesięcy blokady. Podważają go zdjęcia satelitarne pokazujące duże plamy ropy w okolicach wyspy Chark. To nie są skutki amerykańskich ataków. To skutek tego, że Irańczycy zaczęli ładować ropę na stare, przeciekające tankowce. W ten sposób radzą sobie z przepełnieniem zbiorników naftowych. Wkrótce będą gromadzić  ropę w dołach wykopanych w ziemi lub po prostu wlewać ją do morza... Amerykanie zablokowali im bowiem  70 tankowców mogących transportować łącznie 166 mln baryłek surowca. 

Amerykanie, wraz z Izraelczykami oraz lotnictwem ZEA, mogliby bez większego problemu zniszczyć z powietrza cały przemysł naftowy Iranu, jego elektrownie oraz infrastrukturę transportową. Nie robią tego jednak, bo rzeczywiście stawiają na negocjacje i są gotowi dać jednej z irańskich frakcji "symboliczne" zwycięstwo. Część decydentów z Teheranu nie rozumie jednak tej łaskawości.

Zwróćcie też uwagę na zapowiedzi Trumpa dotyczące uzbrajania irańskiej opozycji.

Baj de łej: opowiastki o tym, że USA "krytycznie wyczerpały swoje arsenały antyrakiet" są śmieszne, bo właśnie dostarczają arabskim monarchiom za grube miliardy amunicji z tych "krytycznie wyczerpanych" arsenałów. Słychać to jojczenie od tygodni. I co już się wyczerpały? Oczywiście, że każdy wojskowy logistyk zawsze będzie twierdził, że ma za mało broni i amunicji. I że jego departament dostaje za mało pieniędzy z budżetu. I że budżet wojskowy jest za mały - te 1,5 bln USD, to naprawdę nic. Osintpolowcy będą liczyli ile lat zajmie odbudowanie arsenałów antyrakiet. Przy założeniu, że ich produkcja będzie stała. Tymczasem dotychczasowo produkcja wynikała z zamówień. Prywatne zakłady produkowały, ile zamówiono. Zamówi się więcej, będzie się produkować więcej. Będzie problem z mocami produkcyjnymi, to się zbuduje nową fabrykę. Energia jest w USA wciąż dużo tańsza niż w Europie. Co więcej, "odbudowa arsenałów" po wojnie z Iranem może być impulsem wzrostowym dla gospodarki.

Coś nagle też ucichło jojczenie o midtermsy. Demokraci są bowiem w panice po tym, jak Sąd Najwyższy wydał orzeczenie pozwalające likwidować okręgi wyborcze tworzone wcześniej w ramach rasowej akcji afirmatywnej - czyli te preferujące Czarnych. Republikańskie stany zmieniają więc mapy wyborcze, wycinając jedyne okręgi, w których mieli przewagę demokraci. Skala tego jest tak duża, że pojawiła się perspektywa remisu w Izbie Reprezentantów. Ciekawe jak się role odwróciły. To bowiem demokraci byli aż do czasów Lyndona Johnsona partią "białych ludzi" na Południu. Później ten elektorat przejął w sprytny sposób Richard Nixon.

***

Administracja Trumpa zaczęła też powoli odtajniać kolejną partię dokumentów dotyczącą UFO. W nich m.in. zeznanie niemieckiego oficera o tym, że nazistom udało się zbudować w czasie wojny "latający spodek", ale ówczesna technologia uniemożliwiała wyposażenie go w amunicję. Były też zdjęcia przedstawiające dziwne obiekty nad Księżycem podczas misji Apollo, transkrypcje rozmów astronautów z misji Apollo 11 dotyczące niezidentyfikowanych obiektów, film z UFO w kształcie "piłki futbolowej" czy też zapis filmowy pokazujący UFO w kształcie gwiazdy - czy raczej koła Ezechiela, Dharmachakry lub "biblijnie poprawnego anioła".


Kongreswoman Anna Paulina Luna opublikowała następujący obrazek:



Zgodnie z zapowiedziami członków Kongresu, pierwsze dokumenty na temat UFO miały być takie sobie, a ciekawsze rzeczy mają zostać opublikowane w kolejnych dniach. 

sobota, 2 maja 2026

Niemcy są jak kurvinoxy: sprytni, ale głupi

 Jest majówka i dobra pogoda, dzik Henio smaży się na grillu, a nie chce mi się pisać, więc zaprezentuje tylko krótki przegląd wydarzeń...



O ile dotychczas wykorzystywano różnych białych, liberalnych cucków do zamachów na Trumpa, to tym razem użyto czarnego nerda, który pomimo 160 IQ okazał się idiotą. Naoglądał się za dużo "Naruto", uzbroił się w noże kunai, niczym ninja z Wioski Ukrytej w Liściach przebiegł przez bramkę do wykrywania metali i został szybko zneutralizowany. Doszło do chwilowego zamieszania na sali balowej. Wolf Blitzer z CNN przestraszony zgubił buta, a towarzysz Szewko się głęboko zasmucił...

Sojowe libki i upośledzona umysłowo prawica zaczęły zgodnie twierdzi, że ten zamach był inscenizacją. Tak sobie jednak pomyślałem, że gdyby Kamala została prezydentem i coś takiego się jej przydarzyło, to by od razu próbowała skasować kilka poprawek do konstytucji. Trump natomiast chce tylko jakiejś sali balowej nad bunkrem dowodzenia.

Nieco wcześniej mieliśmy wywiad kłodzkiego kundla dla "FT", w którym podważał on artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Polska prawica słusznie uznała, że kundel został podpuszczony przez swojego pana, kanclerza Merza. Ma to być element perfidnego niemieckiego planu, by skłócić Polskę z USA. Merz w ciągu 11 miesięcy kanclerzowania trzykrotnie odwiedził Trumpa i mu się podlizywał na różne sposoby. Osiągnął to, że Eldridge Colby pochwalił niemieckie plany zbrojeniowe. (Ch... z tym, że Niemcy rozpisali je na 10 lat, a na razie nie potrafią nawet zebrać jednej brygady na Litwę.)


Kilka dni później potwierdziło się jednak to, że Niemcy to naród niesłychanie emocjonalny. Nie mogą się powstrzymać przed wyrażaniem radości z problemów Amerykanów. Merz palnął, że Iran "upokarza USA". Trump go kilkakrotnie publicznie za to zjebał. Niemcy próbowali odkręcić sprawę, ale Amerykanie zadeklarowali, że chcą zmniejszyć swoją obecność wojskową w RFN. Rząd Merza się chwieje, a w sondażach prowadzi AfD...

(Baj de łej: czy eurocucki zauważyły, że Merz powiedział, że Ukraina "może potrzebować" zrzeczenia się części swoich terytoriów, by wejść do UE?)

W międzyczasie Amerykanie wynegocjowali dla nas uwolnienie Poczobuta i o. Grzegorza Gawła od Baćkoszenki. (No i przekonamy się teraz, jak ten koleś będzie się zachowywał...) Zadeklarowali przy tym, że ważną rolę w tej sprawie odegrał prezydent Nawrocki - zwracając uwagę Trumpowi na istnienie tego więźnia politycznego. Potem USA poparły nasz hub gazowy na Szczycie Trójmorza, a "Homelander" Hegseth wymienił nas wśród modelowych sojuszników - pomijając Niemcy.

Mamy znów więc więcej szczęścia niż rozumu jako naród. Prezydentura Nawrockiego skutecznie neutralizuje starania kłodzkiego kundla i jego niemieckich panów, mające nas skłócać z naszym głównym gwarantem bezpieczeństwa. Gdyby nie debata w Końskich i apel Olszańskiego do brauniarzy, bylibyśmy w wielkiej, strategicznej d...

Brytyjczycy nie mają ostatnio dużo szczęścia i rozumu, ale na posiadają wielki skarb w postaci swojej muzealnej monarchii. By ratować relacje transatlantyckie wysłali więc swego króla do Trumpa, by uświetnił zbliżającą się 250-tą rocznicę buntu kolonii północnoamerykańskich. Król okazał się świetnym stand-uperem. Wizyta wypadła świetnie, a specjalista od czytania z ust, wychwycił ciekawą wymianę zdań między królem a Trumpem, dotyczącą Putina. - On chce wojny. (...) Mam wrażenie, że jeśli on rzeczywiście to powiedział, to on chce wytępić populację - mówił Trump. Bardzo to idzie w poprzek jazgotu libkowskich mediów dla sojowych cucków. Ciekawe, dlaczego większość mediów to pominęła?


(Tymczasem dżihadyści wspierani przez Ukrainę zadali w Mali klęskę rosyjskiemu Korpusowi Afrykańskiemu. Przy okazji wysadzili w powietrze malijskiego ministra obrony, wraz z jego rezydencją i przylegającym do niej meczetem. Rosja grozi podbojem Europy, a dostaje wpierdol od dżihadystów w Sahelu...)

Magister Bartosiusiak (przekręcam jego nazwisko, bo m.in. tak należy zwalczać kolesi uczestniczących w wojnie kognitywnej przeciwko nam) przekonywał, że arabskie monarchie śmiertelnie obrażą się na USA, za to, że USA zapewniły im mniejszą ochronę niż Izraelowi. Tak się jednak składa, że te amerykańskie systemy obrony przeciwlotniczej, które były na miejscu bardzo im pomogły. Co więcej, Izrael dostarczył ZEA elementy swojego systemu Żelaznej Kopuły - kosztem ochrony własnego terytorium! Ostatnio Izraelczycy dostarczyli też tam swoje laserowe cudeńko. Arabskie monarchie szykują się więc wyraźnie na wznowienie wojny - i całkiem dobrze współpracują z Izraelczykami.

Sami mieszkańcy Państwa Żydowskiego przekonują, Izrael pod rządami Netnajahu i jego koalicjantów-świrów, traci natomiast swój europejski charakter i staje się coraz bardziej państwem o dominacji kultury bliskowschodniej, w którym fundamentalistyczna religia odgrywa coraz większą rolę. Likud jest tradycyjnie silnie popierany przez Sefardyjczyków, czyli Żydów z krajów arabskich i basenu Morza Śródziemnego. Są oni bliscy kulturowo i genetycznie Arabom - co jednak oznacza, że potrafią "w sporach w rodzinie" być równie bezwzględni jak Arabowie. 

Paradoksalnie, również w Izraelu jest wdrażana polityka "zastępowania". Dotyczy ona jednak nie tyle zamiany populacji, co zamiany kultury dominującej - z europejsko-aszkenazyjskiej na bliskowschodnio-sefardyjską, z niestety sporą domieszką "kultury" wielkoruskiej. No cóż, europejskie sosny, które Aszkenazyjczycy sadzili na ruinach arabskich wiosek, teraz masowo wymierają...


Poniżej macie mniej znane nagranie przedstawiające Gershoma Brauna (jeszcze bez przepaski na oku) przekonującego, że jeśli Trump chce wspierać Żydów, to powinien zniszczyć państwo Izrael. Ten Żyd reprezentuje pewnie ruch Neturei Karta, który od czasu do czasu współpracuje z irańskimi służbami. Marzy im się państwo mesjańskie, w którym będą mogli bezkarnie trzymać nieletnie niewolnice seksualne w piwnicach...



A tymczasem, czeka nas 11-ta wojna światowa!