Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katar. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

Superagent Tucker i deeskalacja przez eskalację

 


Tucker Carlson niedawno twierdził, że CIA czytała jego korespondencję mailową z Irańczykami i chce go oskarżyć o szpiegostwo. Biały Dom temu zaprzeczył. Okazało się jednak, że Tucker najprawdopodobniej mocno przyczynił się do likwidacji najwyższego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego i towarzyszących mu ponad 40 dygnitarzy. Zgromadzili się oni na śniadaniu u najwyższego przywódcy, w jego oficjalnej rezydencji, bo uznali, że Trump tylko blefuje i nie ma zamiaru zaatakować. Kto ich do tego przekonał? Tak się złożyło, że Tucker krążył tuż przed atakiem między USA a Iranem. Po odbyciu kilkugodzinnej rozmowy z Trumpem, rozmawiał z irańskimi oficjelami. Wszystko mogło się więc potoczyć jak w ostatnim odcinku Psyop Anime.



Przypominam, że ojcem Tuckera był Dick Carlson, dyrektor Głosu Ameryki za Reagana i agent CIA. Zauważmy również, że po likwidacji Chameneia, Putin przestał pojawiać się na Kremlu. Pamiętacie pewnie wywiad, jakiego udzielił on Tuckerowi?

Po tym jak Tucker pomógł zdekapitować irańskie przywództwo, trzecioświatowa prawica wraz z libkami dała się złapać na kolejną operację specjalną: sprawę rezygnacji Joe Kenta, byłego oficera sił specjalnych i funkcjonariusza CIA, który był mało znanym biurokratą zajmującym się walką z terroryzmem. Zrezygnował on ze stanowiska w proteście przeciwko wojnie w Iranie. Natychmiast udzielił wywiadu Tuckerowi, w którym naopowiadał kocopałów w stylu, że "wojna z Irakiem, doprowadziła do wojny domowej w Syrii". Mrugnął okiem do widzów Candance Owens mówiąc, że rzekomo "Izrael zablokował śledztwo w sprawie zabójstwa Charliego Kirka". (Przypomnijmy, że po zamordowaniu Kirka, amerykańskie lewactwo było w panice, że zrobią mu Noc Oczyszczenia. Wówczas pojawiła się Candance, najpierw twierdząc, że Kirka zabił Mossad, a później, że Kirk był podróżnikiem w czasie, który objawiał się jej w snach i miał z nią potajemny romans.) Nie wiem jaki jest cel tej maskirowki, ale nawet taki meksykański turbogej z FBI, jakim jest Nick Fuentes trafnie zauważa, że:

"Wszyscy ci ludzie to CIA, to jakieś szaleństwo. Peter Thiel dotuje Kenta i Vance’a w 2022 roku, a Tucker promuje ich obu w swoim programie. Syn Tuckera pracuje dla Vance’a. Tucker zna Thiela od 1992 roku. Thiel jest kontraktorem CIA, ojciec Tuckera kierował USIA, Joe Kent dołączył do CIA w 2018 roku, a Vance był marines zrekrutowanym przez Thiela na Yale.

Gdy Kent przegrywa, Tucker i Blumenthal mszczą się na mnie swoim paszkwilem w „Grayzone”, nazywając MNIE agentem federalnym. Kilka miesięcy później nowa żona Kenta, Heather Kaiser, publikuje tekst wraz z Blumenthalem w „Grayzone”. Ojciec Blumenthala, Sidney, był najemnikiem wywiadu. Blumenthal współpracuje z RT i PressTV.

David Sacks wzywa do zakończenia wojny, kilka dni później Kent składa rezygnację na ręce J.D. Vance’a, po czym pojawia się u Tuckera. Sacks należy do „mafii PayPal”, jest wieloletnim współpracownikiem Thiela i Muska, bliskim powiernikiem J.D. Vance’a i dotował go w 2022 roku. Sacks przemawiał u boku Tuckera w Rockbridge Network, która stworzyła 1789 Capital – fundusz, który sfinansował Tucker Carlson Network."

(koniec cytatu)

Co ciekawe, Kent wcześniej publicznie wzywał Trumpa do dokonania ataku prewencyjnego na Iran.

Mamy więc jakąś dziwną wojenkę pomiędzy CIA a FBI. Przypominam, że akt Epsteina Trump był informatorem FBI (zwracałem uwagę na taką możliwość już w 2016 r., w czasie gdy różne debile masturbowały się, że to "rosyjski agent").  Przypominam też, że obecna wojna zmniejsza szansę na republikańską nominację w 2028 r. dla J.D. Vance, a wzmacnia pozycję Marco Rubio.

Oczywiście mamy też do czynienia z poważnymi przetasowaniami wewnątrz władz Iranu.

Został zlikwidowany - wraz z dowódcą basijich - Ali Larijani, czyli koleś, który faktycznie kierował Iranem w pierwszych tygodniach wojny i odpowiadał za strategię przewidującą skoncentrowanie ataków na krajach arabskich. (Miesiąc wcześniej zięć Larijaniego mówił protestującym studentom: idźcie poszukać swoich przyjaciół w kostnicy Kahrizak.Pozostały do eliminacji trzy osoby ze ścisłego kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji.

Z irańskich najwyższą rangą dygnitarzy, którzy sprawowali swoje stanowiska w 2025 r., przeżyło już niewielu. Na poniższej, dolnej fotografii, są tylko prezydent Pezeszkian (z pochodzenia Azer) i generał Qaani. Okazało się, że nadal przebywa w Iranie - na wolności i na dotychczasowym stanowisku. Jakoś nikt go tam nie podejrzewa o pracę dla Mossadu lub CIA...




Gejowski kartonowy Modżtaba nadal nie pokazuje się przed kamerami. Pojawiły się pierwsze przecieki mówiące, że zmarł w teherańskim szpitalu. Podczas przemówienia z okazji święta Nowruz (irański Nowy Rok), Pezeszkian siedział obok żałobnej fotografii przedstawiającej Modżtabę, Alego Chameneia i Chomeiniego. Przypomnę, że Alego Chameneia nadal nie pochowano...

Przy okazji wyszła na jaw ciekawa relacja szefa protokołu najwyższego przywódcy z bombardowania w dniu 28 lutego. Mojtaba ocalał, bo w ostatniej chwili wyszedł do ogrodu.

Dostali też ponoć Chińczycy. Jak czytamy: "Trzech ekspertów od radarów z 14. Instytutu Badawczego China Electronics Technology Group Corporation w Nankinie — czołowego zespołu od chińskich radarów antystealth — zginęło w pierwszej fazie amerykańskich uderzeń. Ich ciał nie odnaleziono. Zginęło także siedmiu techników DJI, chińskiej firmy produkującej drony, a od 300 do 400 chińskich wojskowych i specjalistów technicznych pozostaje uwięzionych lub jest uznanych za zaginionych w podziemnych bunkrach, których współrzędne miały wyciec do Izraela."



Trump zapowiada, że "może zdecyduje się na zmniejszenie intensywności wojny z Iranem". Skoro tak mówi, to szykuje się eskalacja. W grze jest zajęcie wyspy Chark, przez którą przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Może też chodzić o zajęcie brzegu Cieśniny Ormuz. Nad Zatoką Perską już ponoć pojawiły się samoloty A-10 Warthgog i wraz ze śmigłowcami Apache rozwalają irańskie szybkie łodzie motorowe. A-10 to stara, ale fajna maszyna. Ostatnio młóciła ona w Iraku kumpli Repetowicza, czyli bojowników lokalnych szyickich milicji. Chyba młóciła skutecznie, bo wstrzymali ataki i w amerykańskiej ambasadzie w Bagdadzie rozpoczęły się tajne rozmowy rozejmowe.

W kwestii Cieśniny Ormuz wiele rzeczy mnie zdumiewa. Trump doskonale wiedział, że wojna zagrozi tranzytowi przez ten akwen. Mówili mu przecież o tym wojskowi. Zdecydował się jednak na to, bo ponoć uznał, że konflikt będzie krótki. Fajne tłumaczenia, ale kłócą się one z wcześniejszymi doniesieniami mówiącymi, że USA przygotowują się na wielotygodniowe bombardowania Iranu. I rzeczywiście, operację lotniczą drobiazgowo rozpisano na kilka tygodni. Dlaczego więc nie przygotowano w podobny sposób operacji morskiej? Dlaczego dwa duże trałowce odesłano z Bahrajnu do Malezji? Rozumiem, że izraelska marynarka wojenna nie pojawi się tam ze względów politycznych, ale dlaczego marynarki wojenne państw Zatoki Perskiej same nie wzięły się do eskortowania tankowców? 

Rozumiem, że eurocucki nie chcą brać udziału w wojnie Trumpa, ale niezależnie od niego mogliby stworzyć własną flotyllę do ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz, choćby po to, by pokazać "europejską siłę". Jak to jest, że w szczycie histerii szykowali się do wysadzenia w powietrze pasów startowych lotnisk na Grenlandii, by nie wpadły one w ręce Amerykanów, a nie kwapią się do zabezpieczenia żywotnych europejskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie. Choć kraje Europy Zachodniej dystansują się od wojny, to też są celami irańskich ataków. Włosi stracili w Iraku drona, a w Kuwejcie uszkodzono im dwa myśliwce Eurofighter.

W tym tygodniu doszło do eskalacji, w postaci izraelskiego ataku na Południowy Pars - największe irańskie pole gazowe. Iran odpowiedział atakiem rakietowym na katarską instalację gazową w Ras Lafan. Atak ten wyłączył - być może nawet na 5 lat - 17 proc. katarskiej produkcji gazu. Przypominam, że Katar to kraj, który dotychczas starał się utrzymywać przyjazne relacje z Iranem. Cena ropy skoczyła do prawie 120 USD za baryłkę. Trump stwierdził, że Izrael zaatakował Południowy Pars bez jego wiedzy - co jest akurat kłamstwem, bo atak ten skoordynowały USA z Izraelem - że Netanjahu już tego nie będzie robił, a jak Irańczycy znów uderzą w Katar, to wysadzi im całe pole gazowe. Przekaz w stylu bliskowschodnim, ale po nim ataki ustały. Iran ogłosił natomiast, że będzie przepuszczał przez Cieśninę japońskie tankowce, choć przecież Japonia jest bliskim sojusznikiem USA. Dziwnie to wygląda, co nie?

Być może Trump uchylił rombka tajemnicy mówiąc, że spodziewał się, że cena ropy skoczy jeszcze mocniej... Podejrzewam więc, że mamy do czynienia z manipulacją rynkiem na gigantyczną skalę połączoną z przemodelowaniem globalnych rynków energii. (USA korzystają m.in. na kłopotach Kataru, odczuwając zwiększony popyt na własne LNG). Libki i trzecioświatowi dupoprawicowcy odpowiedzą: nie, to niemożliwe, Trump jest po prostu zły i głupi, nigdy nie angażowałby się manipulacje rynkowe! Czyżby? Koleś, będący symbolem amerykańskiego biznesu z lat 80-tych nie angażowałby się w manipulacje rynkowe? Gówno wiecie, w dupie byliście i chuja widzieliście.

Tak ogólnie, to po dziesięciu latach analizowania Trumpa (zwykle przez wyciągniętych z dupy pseudoekspertów), zachodnie rządy nadal nie mogą go rozgryźć. Wiele z tego, co on mówi da się jednak właściwie "odkodować". Gdy Trump twierdzi, że wszystkie irańskie rakiety zostały zniszczone wraz z armią irańską, to komentatorzy się śmieją, że gada głupoty. A to element magicznego rytuału - słowna wizualizacja oczekiwanego efektu - takie afirmacje rodem z "Potęgi podświadomości".

Ogólnie też dużo się ukrywa, co do udziału państw arabskich w tej wojnie. Nad niebem Iranu zaobserwowano coś przypominającego Mirage'a czy Eurofightera. To prawdopodobnie samolot z lotnictwa wojskowego ZEA. Mohamed bin Salman namawia Trumpa do ostrzejszych uderzeń w Iran. Ponoć inne kraje Zatoki, też chcą, by Amerykanie "ucięli łeb wężowi". Ogólnie rzecz biorąc arabskie monarchie po cichu cieszyły się z tego, że Izrael w ostatnich latach wykrwawił Hamas, Hezbollah, Hutich oraz Iranem. Zarówno one jak i USA źle przyjęły tylko atak Izraela na Syrię - uznany za niesprowokowaną agresję. 

Irański reżim świętuje to, że udało mu się uszkodzić amerykański F-35. Film z jego trafienia prawdopodobnie jest lipny. Samolot ponoć lądował na twardo, a pilot został zraniony przez szrapnel. Czyli eksplodowało coś w pobliżu. Prawdopodobnie pilot poczuł się na tyle pewnie, że zszedł na niski pułap. Miarą "sukcesu" Irańczyków jest to, że to jedyny amerykański samolot uszkodzony w boju na Iranem, choć Amerykanie oraz Izraelczycy wykonali tam kilkanaście tysięcy lotów bojowych. Serbom w 1999 r. przynajmniej udało się zestrzelić F-117.

W necie chodzą oczywiście ciężkie fejki o tym, że Irańczycy zatopili Amerykanom lotniskowiec USS Gerald Ford, zniszczyli 73 samoloty na lotnisku Ben Guriona, czy zabili Netanjahu wraz z kilkoma izraelskimi generałami. W praktyce wyrządzili Izraelowi niewielkie szkody. Owszem uderzonych zostało kilka prywatnych odrzutowców na lotnisku Ben Guriona. Poza tym irańska rakieta spadła 400 metrów od Meczetu al-Aksa. Iran omal więc pomógł Izraelowi zrobić miejsce na Trzecią Świątynię.

Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran przyniosły natomiast, jak dotąd, zadziwiająco mało ofiar cywilnych. Oficjalne dane irańskiego reżimu mówią o 223 zabitych kobietach i 202 dzieciach, z czego 160 ofiar śmiertelnych miał przynieść jeden atak na szkołę leżącą w rogu działki zajmowanej przez bazę wojskową. Mówimy o prawie trzech tygodniach kampanii lotniczej obejmującej kilkanaście tysięcy uderzeń. 

W Iranie święto Nowruz. Kilka dni wcześniej Irańczycy mieli festiwal światła, z tańcami przy ogniskach. Reżim zabronił odpalać fajerwerków z tej okazji, ale Irańczycy to olali. Wznosili przy ogniskach okrzyki na cześć szacha, śpiewali nacjonalistyczną pieśń Ey Iran palili flagi republiki islamskiej, tańczyli przy remixie "Khamenei is dead"  i dobrze się bawili. Czasem siły reżimowe rozpędzały te zgromadzenia. Ogólnie jednak basiji mają ostatnio ciężko, wielu z nich ginie w atakach dronowych (złośliwcy robią im kawały z nagranymi odgłosami nadlatujących dronów), wielu śpi na kartonach pod mostami. Taki to kartonowy reżim z kartonowym najwyższym przywódcą.

Wesołego Nowrozu! Javid Shah!




***

Smutna wiadomość z wczoraj - R.I.P. Chuck Norris.




sobota, 7 marca 2026

Tydzień wojny z Iranem - krety w reżimie, dekapitacje, irański odwet i strategia wyjścia

 


"To nie jest i nigdy nie miała być uczciwa walka. Uderzamy w nich, gdy leżą" - Peter "Homelander" Hegseth, sekretarz wojny USA.

Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei został wysłany do Piekła. To już pewne i od dawna oficjalnie potwierdzone. Jego zgon wywołał wybuch radości zarówno wśród zwykłych Irańczyków jak i wśród Syryjczyków oraz jojczenie wśród szyickich sekciarzy, lewarów i gaśniczaków. Zgromadzenie Ekspertów - jedyne ciało mogące wybrać jego następcę - zostało zbombardowane. Nie wiadomo ilu z tych mułów zginęło w tym ataku. Irański reżim twierdzi, że nikt, bo głosowanie nad wyborem nowego przywódcy odbyło się online. Początkowo pojawiły się doniesienia, że Zgromadzenie wybrało na nowego Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneia, syna dotychczasowego przywódcy. To koleś, który wcześniej zajmował się zarówno finansami ojca jak i bezpieką. (W ramach powiększania majątku rodziny Chameneich masowo wywłaszczano zwykłych Irańczyków z ich domów, mieszkań i ziemi. Sam majątek Chamenich był szacowany na 100 mld - 200 mld USD.) Równolegle pojawiły się też przecieki, że Modżtaba zginął. Zdementowano też to, że już został wybrany na Najwyższego Przywódcę. Pojawiła się nawet narracja, że nie jest on zainteresowany tym stanowiskiem, bo "chce się oddać nauce i kulturze"! Wyniki głosowania Zgromadzenia Ekspertów miały być ogłoszone po pogrzebie Alego Chameneia, ale pogrzeb przesunięto "na świętego nigdy"... Nie wiadomo więc, co się dzieje z Modżtabą. Zapewne krajem rządzi Ali Laridżani, a tymczasowe władze - w tym prezydent Pezeszkian to jedynie figuranci. 

Śmierć Najwyższego Przywódcy Alego Chameniego była skutkiem tego, że uwierzył on w propagandę amerykańskich demokratów mówiącą, że "Trump zawsze się wycofuje". Po wielu tygodniach spekulacji dotyczących zamiarów amerykańskiego prezydenta, Chamenei poczuł się na tyle bezpiecznie, by zebrać 50 swoich najbliższych współpracowników na śniadaniu w swojej oficjalnej rezydencji w Teheranie. Według oficjalnej wersji, Mosadowi udał się go namierzyć, bo kilka lat wcześniej zhakował rosyjski system monitoringu video zainstalowany w Teheranie. Inne doniesienia mówiły jednak, że Izraelczycy dokonali nalotu, po wskazówce przekazanej przez CIA. W grę wchodziły więc informacje pozyskane przez Amerykanów od osobowego źródła informacji.


W kręgu podejrzanych znalazł się generał Esmail Qaani, dowódca sił al-Quds (którymi dowodzi od 2020 r., czyli od likwidacji gen. Soleimaniego). Dziwnym trafem przeżył on w 2024 r. uderzenie lotnicze na bunkier Hasana Nasrallaha w Bejrucie. Przeżył też w 2025 r. falę izraelskich uderzeń dekapitacyjnych. Nie został też zabity w ataku na siedzibę Chameneia. W arabskich mediach pojawiły się wczoraj doniesienia, że generał Qaani został zabity przez irański reżim za zdradę. Izraelskie źródła donosiły natomiast, że został ewakuowany do Izraela.

Może było tak jak w poniższym filmie:






Dziwne rzeczy działy się też wokół byłego prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada. Jego dom został zbombardowany pierwszego dnia wojny. Wydawało mi się to dziwne, gdyż Ahmadinedżad stanowił w ostatnich latach wewnętrzną opozycję wobec reżimu. Otwarcie mówił choćby o dużym zinfiltrowaniu irańskich tajnych służb przez Mosad. Donoszono w ostatnich dniach o jego śmierci. Nagle okazało się jednak, że koleś nadal żyje i ma się dobrze. Irańska opozycja spekulowała, że zawarł on układ z Mosadem. W 2009 r. "The Telegraph" donosił, że rodzina Ahmadinedżada nosiła wcześniej nazwisko Sabourdżian, co oznacza tkacza szali modlitewnych i jest uznawane w Iranie za żydowskie. Ciekawie brzmi w tym kontekście fragment Sunny mówiący że Dajjal (islamski "antychryst") będzie miał wśród zwolenników 70-tych Żydów z Isfahanu noszących... perskie szale.

Być może mamy do czynienia z przypadkami bardzo podobnymi jak w "Czerwonej Jaskółce".

O silnym zinfiltrowaniu irańskiego reżimu świadczy choćby to, że izraelskie służby bardzo dokładnie znały rozkład bunkra Chameneiego i wiedziały nawet, jakie plakaty wiszą tam na ścianach. Bunkier ten został wczoraj zbombardowany przez 50 izraelskich myśliwców. Ataku dokonano, bo pojawił się tam "wysokiej rangi cel". Oficjalnie chodzi o szefa biura Chameneia, ale coś mi się wydaje, że to za mało, by rozpocząć takie akcje.

Izraelczycy oraz Amerykanie kontynuują uderzenia dekapitacyjne, likwidując kolejnych reżimowych oficjeli. Równają z ziemią kolejne bazy wojska, Korpusu Strażników Rewolucji, siedziby bezpieki, policji i milicji basiji, lotniska, składy amunicji, radary oraz wyrzutnie rakiet. Irańska obrona przeciwlotnicza - oparta na rosyjskiej i chińskiej technologii - po raz kolejny okazała się całkowicie bezbronna. (Choć trzeba przyznać, że omal nie zestrzeliła własnego Miga.) Większe straty Amerykanom zdołał pomyłkowo wyrządzić jeden kuwejcki pilot myśliwca, który zestrzelił 3 F-15. Irańskie lotnictwo jest głównie niszczone na ziemi, choć zdarzyło się jedno zestrzelenie w powietrzu - izraelski F-35 trafił irańskiego, szkoleniowego Jaka-130. Było to pierwsze w historii zestrzelenie samolotu załogowego dokonane przez F-35.



Jak dotąd Amerykanie koncentrowali się na bombardowaniu celów znajdujących się na irańskim wybrzeżu, a Izraelczycy atakowali Teheran i kilka innych miast. Amerykańskie B1 i B2 uderzały w cele ukryte pod ziemią. Amerykańskie bombardowania będą się zapewne przesuwały głębiej w stronę wnętrza kraju.

Systematycznie niszczona jest irańska marynarka wojenna. Choć niektórzy rozkwiniali wcześniej, na podstawie filmu "I pet goat 2", że Irańczycy w okolicach 2 marca zatopią Amerykanom lotniskowiec USS Abraham Lincoln, to jak na razie jedynym zatopionym "lotniskowcem" jest irański "dronowiec" Shahid Bagheri. W pobliżu Sri Lanki, amerykański okręt podwodny, storpedował irańską fregatę Dana - wywołując tym straszny ból dupy o młodych modelarzy udających "ekspertów" od wojny. No bo jak to, tak torpedować wrogie okręty bez ostrzeżenia? Zupełnie jakby ich wiedza o historii wojskowości zatrzymała się na roku 1913... Zatopienie Dany podziałało odstraszająco, więc załogi kolejnych dwóch fregat wybrały internowanie - jedna na Sri Lance, druga w Indiach. 

Zbombardowano port Jask będący siedzibą flotylli Korpusu Strażników Rewolucji, w skład której wchodziły głównie małe jednostki. Mimo to, Irańczykom udało się trafić kuwejcki tankowiec podmorskim dronem. 

Irański odwet jak dotąd wyrządził znikome straty Izraelowi. (Amerykanom zniszczył kilka drogich radarów i zabił sześciu żołnierzy w bazie w Kuwejcie.) Skupił się on bowiem na państwach arabskich. Iran w kilka dni zbombardował ich więcej, niż Izrael w całej swojej historii. Uderzono nie tylko w saudyjskie rafinerie, katarskie instalacje naftowe, dubajskie międzynarodowe lotnisko pasażerskie i drogie hotele, czy w bloki mieszkalne w Bahrajnie. Rakiety i drony spadały też na Oman (kraj, który pośredniczył wcześniej w negocjacjach!), Kuwejt, Irak, Syrię, Jordanię, Cypr i Azerbejdżan. (Irańczycy twierdzą co prawda, że uderzenie dronowe w lotnisko w azerskim Nachiczewaniu było izraelskim "false flag", ale azerskie służby rozbiły też siatkę dywersyjną Korpusu Strażników Rewolucji szykującą się do serii zamachów bombowych w Azerbejdżanie.) Strategia Iranu jest jasna - siać chaos w krajach arabskich, sparaliżować żeglugę w Zatoce Perskiej i międzynarodowy ruch lotniczy, doprowadzić do jak największego skoku cen ropy naftowej, tak by bogate arabskie monarchie i amerykańska opinia publiczna zmusiła Trumpa do przerwania wojny. Ta strategia już częściowo się sprawdza - ceny ropy wzrosły w tydzień o 35 proc., przebijając 90 USD za baryłkę. Drożeje też gaz i ceny nawozów.


Irańska strategia ma jednak swoje ograniczenia. Pierwszym z nich są zdolności do kontynuowania ostrzału rakietowego i dronowego. Izraelczycy przygotowywali się na 200 rakiet dziennie, a poleciało w ich kierunku 200 w ciągu tygodnia. Dane wyraźnie wskazują, że z każdym dniem spada liczba wystrzeliwanych przez Iran rakiet i dronów. Trzy czwarte ich wyrzutni rakietowych zostało przecież zniszczonych. Niektóre są porzucane przez załogi po strzale - bo są niszczone z powietrza nawet w ciągu czterech minut od odpalenia rakiety. Bombardowane są też składy rakiet i dronów. Wielu irańskich dowódców nie żyje, a dezercje ponoć przybierają na sile. Irański żołnierz na tym filmie mówi, że w jego jednostce zostały tylko dwie osoby - oficerowie nie żyją albo uciekli, a koszary są zniszczone. To ta słynna "zdecentralizowana obrona".

Irański reżim, swoimi działaniami odwetowymi zjednoczył też region w przekonaniu, że jest rakiem, który trzeba wyciąć. Arabia Saudyjska ponoć chce deeskalować konflikt, obawiając się ataków na swoje pola naftowe. Odwetowo uderzyła ponoć jednak w irańskie rurociągi. Nawet Katar - dotychczas dosyć przychylny irańskiemu reżimowi - stał się jego wrogiem. Irańczycy mają szczęście, że zestrzelono ich rakietę lecącą nad Turcją. Gdyby uderzyła w coś cennego, Erdogan zacząłby inwazję lądową i po kilku dniach tureckie wojska byłyby w Teheranie.

Irański prezydent Pezeszkian dzisiaj przeprosił państwa regionu, za bombardowania i obiecał, że ataki ustaną, dopóki te kraje same nie będą podejmować wrogich działań. Niedługo po jego przemówieniu, dron uderzył w lotnisko pasażerskie w Dubaju...

Paradoksalnie strategia Iranu uderza też w Chiny, które przecież większość swojej ropy importują z regionu Zatoki Perskiej. Ponadto naraża ona również statki z irańskiej i rosyjskiej floty cienia. 

Paradoksalnie najbezpieczniejszym krajem regionu stała się (nie licząc Turcji)... Syria. Syryjczycy pamiętają irańskiemu reżimowi masakry i bombardowania z czasów wojny domowej. Po likwidacji Chameneia, z syryjskich meczetów płynęło więc przesłanie, że zdechł tyran i trafił do Piekła. Syryjczycy śmieją się z reakcji szyickich fanatyków. Izraelczycy z Amerykanami rozwalili im najwyższego przywódcę, a na tym filmie irański dziadzio- silniczek krzyczy: przeklęci Ummajadzi! :)

Wspominałem wcześniej, że Iran jest obecnie krajem islamskim najwyżej w 30 proc. Poparcie dla reżimy jest jeszcze niższe (najwyżej 20 proc.) i skupia się głównie wokół resortowych rodzin i starych zidiociałych silniczków, będących tymi samymi debilami, którzy obalali szacha. Poza tym reżim sprowadził sobie imigrantów z Afganistanu i Pakistanu oraz bandytów z szyickich milicji z Iraku.

Cóż z tego jednak, że co najmniej 80 proc. narodu irańskiego jest przeciwko reżimowi, skoro rządząca krajem mniejszościowa sekta jest uzbrojona a zwykli Irańczycy nie? W styczniu terrorystyczna sekta pokazała, że nie ma żadnych skrupułów, by urządzić Irańczykom rzeź na ulicach. Oni traktują Iran jak kraj okupowany i nie oddadzą władzy dobrowolnie. Bombardowania niszczą im koszary i posterunki, ale to sprawia, że przenoszą się oni do szkół i szpitali. Liczą na to, że uczniowie, pacjenci i członkowie personelu medycznego będą ich żywymi tarczami. Jak na razie, w nalotach zginęło około 3 tys. funkcjonariuszy irańskiego aparatu "bezpieczeństwa". To oznacza, że dziesiątki tysięcy nadal terroryzują Irańczyków. Strzelają do ludzi, za to, że się śmieją na ulicach.

Zapewne za jakiś czas na irańskim niebie pojawią się drony. Będą one uderzały w skupiska basijich i strażników rewolucji na ulicach. Może do akcji włączą się śmigłowce - osłaniające z powietrza irańskich demonstrantów. 

Irańską wojnę można zakończyć na cztery sposoby:

1) Dostarczenie broni irańskiej opozycji, by sama dokończyła robotę. Broń jest niezbędna do przeprowadzenia rewolucji. Amerykanie mogą się jednak obawiać, że trafi ona w niewłaściwe ręce.

2) Inwazja dokonana przez stronę trzecią - na przykład irackich Kurdów. CIA i Mosad ponoć namawiają do tego ugrupowania kurdyjskie. Problem jednak w tym, że Barzani - przywódca irackich Kurdów chce się trzymać z dala od wojny. Porozumiał się w tej sprawie z Turcją. Mogą się ruszyć kurdyjscy komuniści z PJAK, ale mają najwyżej 5 tys. ludzi. Najwyżej zajmą część górskiego pogranicza i tyle. Wspieranie Kurdów jest ogólnie głupim pomysłem, bo uderzy w irańską opozycję (przeciwną separatyzmom) a reżimowi da do ręki "patriotyczne" argumenty.

Głupim pomysłem byłoby również wsparcie Mudżahedinów Ludowych (MEK), czyli marksistowsko-szyickich sekciarzy mających silne lobby wśród amerykańskich republikanów. Sekciarze z MEK byli przepędzani z opozycyjnych demonstracji. Protestujący studenci skandowali, że nie chcą szyickich mułłów, komunistów i MEK-owców. Irańczycy pamiętają, że Mudżahedini Ludowi brali udział w przejęciu kraju przez szyicką sektę w 1979 r. i że w czasie wojny z Irakiem stali po stronie Saddama.



3) Wysłanie ograniczonego kontyngentu lądowego do Iranu. Taką opcję ponoć rozważa Trump. Chodzi mu o oddziały specjalne, które zajęłyby kilka kluczowych obiektów i wsparły opozycję. Ciekawym scenariuszem byłoby również zajęcie Wyspy Kharg - dałoby kontrolę nad irańskim eksportem naftowym i zmusiło reżim do negocjacji.

4) Zamach stanu w Teheranie. Trump wielokrotnie dawał do zrozumienia, że to jego preferowany scenariusz - objęcie władzy przez kogoś z reżimu, kto zwróciłby się przeciwko rządom ajatollahów. Problem jednak w tym, że to musiałby być ktoś, częściowo akceptowalny dla islamskiej opozycji. Zmiotłaby ona wszelkich Pezeszkianów, Ruhanich i innych lipnych "reformistów". Ahamdinedżad? 

Libkowskie media przekonują, że obecna wojna to jakiś niezrozumiały kaprys Trumpa. Jak zwykle dostosowują one swój przekaz do niskiego poziomu umysłowego swoich odbiorców. Każdy, kto się interesuje geopolityką może bowiem dostrzec, że atak na Iran to część dłuższego procesu - eliminowania elementów moskiewsko-teherańskiej osi. Przed Iranem mieliśmy akcję w Wenezueli, potem zapewne będziemy mieć działanie przeciwko kubańskim komunistom. Zaczęło się to już jednak wcześniej. W czerwcu 2025 r. mieliśmy izraelsko-amerykańskie uderzenie na Iran. W grudniu 2024 r. Turcja i HTS obaliły reżim Assada. Wcześniej Izrael zdziesiątkował, osłabił i ośmieszył Hezbollah oraz w jednym ataku lotniczym rozwalił cały rząd Hutich. Nie byłoby tego, gdyby 7 października 2023 r.  Hamas - podpuszczony przez Rosję - nie zaatakował Izraela. Rosja oczywiście zrobiła to, by odciągnąć uwagę USA od wojny na Ukrainie, którą zaczęła po tym jak administracja Bidena spieprzyła odwrót z Afganistanu, wynegocjowany przez administrację Trumpa. Administracja Trumpa zaczęła natomiast osłabianie Iranu od likwidacji gen. Sulejmaniego w styczniu 2020 r. Likwidacja ta pozwoliła awansować generałowi Qaaniemu.

Pamiętajmy jednak, że to Iran zaczął tę wojnę - w 1979 r. Zamiast całować Cartera i Brzezińskiego po rękach, za to że pomogli mu obalić szacha - szyiccy bolszewicy wzięli na zakładników pracowników ambasady USA. Po Carterze przyszedł Reagan, który też był spolegliwy wobec Iranu. Sprzedawał mu broń w ramach afery Iran-Contra. Irański reżim odwdzięczał się porywając Amerykanów, wysadzając koszary marines, amerykańskie ambasady i samoloty pasażerskie. Bushowie pomogli Iranowi obalając Saddama. Iran się odwdzięczył dostarczając wraz z Assadem IED, za pomocą których zabito i raniono 80 proc. amerykańskich żołnierzy w Iraku.  Amerykanie przez ponad 40 lat byli niezwykli spolegliwi i cierpliwi wobec irańskiego reżimu. Skończyło się to w 2020 r., wraz z likwidacją gen. Sulejmaniego - odpowiedzialnego za ataki na amerykańskich żołnierzy w całym regionie.

Mimo zawirowań związanych ze skokiem cen ropy, wojna przeciwko Iranowi jest dużym ciosem dla Rosji i Chin. Tracą kolejnego sojusznika i zainwestowane tam miliardy. Tracą możliwość podpalania Bliskiego Wschodu. Cały świat widzi ile warte są ich zapewnienia o pomocy (choć zarówno Chiny jak i Rosja wsparły Iran m.in. zdjęciami satelitarnymi amerykańskich baz). Z "potężnej osi oporu" od Caracas po Pyongyang został sojusz komunistycznych cucków.

Na strasznego cucka wyszedł też brytyjski premier Keir Starmer. Irański dron trafił w Akrotiri - zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii - a on ogłosił: "nie przyłączamy się do ataków na Iran, wyślemy na Cypr okręt, który wypłynie w trasę za tydzień". Postawa hiszpańskiego premiera Sancheza mnie natomiast nie dziwi - irański i wenezuelski reżim finansowały przecież hiszpańską lewicę. Chodzą plotki, że Sanchez był gejowską prostytutką. Marokańskie służby mu zhakowały telefon, a po tym zaczął on prowadzić politykę niezwykle spolegliwą wobec Maroka....

Ogólnie postawa zachodniej lewicy mocno kontrastuje z nastrojami wśród samych Irańczyków - zarówno tych przebywających w Iranie jak i na emigracji. Ci z Iranu oglądają bombardowania z dachów swoich domów przy piwie i grillu. Ci z diaspory organizują radosne demonstracje poparcia dla obalenia reżimu. (W Manchasterze miejscowe lewarstwo zorganizowało "ciche zgromadzenie" ku pamięci Chameneia, przy którym irańska emigracja zorganizowała imprezę :) Iranki całkiem nieźle tańczą, co wkurza zachodnie feministki.



U nas natomiast kwik i żałoba wśród dupoprawicowców. Lisicki, odłożył na chwilę "chłodny realizm polityczny oparty na sile" i emocjonalnie jojczy, że "jak mogli zabić irańskiego przywódcę!?". Pewnie nie ma świadomości tego, że ludzie Chameneia zabili wcześniej m.in. libańskiego prezydenta Rene Moawada. 

Hegseth stwierdził, że zlikwidowany został dowódca jednostki irańskiego wywiadu odpowiedzialnej za przygotowanie zamachu na Trumpa. Ponoć tego irańskiego resorciaka zastrzelono na ulicy w Teheranie. Toczy się obecnie proces Pakistańczyka, którego Iran wynajął w 2024 r. do zabójstwa Trumpa. Oskarżony twierdzi, że to Iran odpowiadał za zamach na Trumpa w Pennsylwanii w czerwcu 2024 r.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale przeprowadzanie zamachów na przywódców innych państw to narzędzie stosowane w polityce międzynarodowej od czasów starożytnych. Nasi dupoprawicowcy (często z góry wykluczający to, że Rosja zabiła prezydentów Kaczyńskiego i Kaczorowskiego w Smoleńsku) nie powinni więc jojczyć, tylko się douczyć.




Wychodzi na to, że Trump jest pierwszym bliskowschodnim prezydentem USA. Nie tylko dlatego, że dwie swoje córki wydał za przedstawicieli bliskowschodnich narodów (jedną za Żyda, drugą za Libańczyka). Doskonale posługuje się językiem powszechnie rozumianym na Bliskim Wschodnie - językiem politycznym. Poza tym lubi złoto i słowiańskie blondynki...

Wyobraźmy sobie taką sytuację: w 1986 r. Amerykanie rozwalają gejnerała Jarucwelskiego, Kiszczaka, Milewskiego, Ciastonia, Płatka, Urbana i szereg innych komuchów. W Warszawie, zwykli Polacy okazują radość po atakach. W Paryżu, Londynie, Nowym Jorku, Chicago odbywają się radosne demonstracje polskiej diaspory. Miejscowe lewary i dupoprawicowcy są oburzeni "zabiciem przywódcy państwa" i twierdzą, że komunistyczny reżim cieszy się masowym poparciem w Polsce, a emigranci to tylko "banda reakcjonistów". Wyciągnięci z dupy "eksperci" tłumaczą w libkowskich mediach, że prezydent Kaczorowski wraz z nie żyjącym od 15 lat generałem Andersem chcą przywrócić w Polsce "feudalizm", "rządy kapitału", "Brześć, Berezę i getto ławkowe" i że Polacy z tego powodu staną murem za komuszym reżimem okupacyjnym. Jakaś kretynka w stylu Agnieszki Piwar publikuje zdjęcia polskich, antykomunistycznych emigrantów i pisze, by "zapamiętać twarze tych zdrajców". Absurdalne? Nie. To właśnie dzieje się na naszych oczach.

sobota, 17 maja 2025

Trump z Arabii

 


Z powodu ciszy wyborczej nie mogę dzisiaj obśmiać Strażniczki Zegara, ani pisać o Obławie Augustowskiej, austro-węgierskich brudnych funduszach (oczywiście przed I wojną światową), czy o Jakubie Patafianie , Akcji Dupokracja oraz innych irytujących trollowniach czy o Niezwykle Aktywnej Siatce Kretynów. Pozostaje mi więc pisać o sprawach międzynarodowych. A jest o czym pisać...

Jeśli przyglądaliście się podróży Trumpa do Arabii Saudyjskiej, ZEA i Kataru, to z pewnością zwróciliście uwagę na to z jakim przepychem przyjęto tam amerykańskiego prezydenta i jak wielkie umowy gospodarcze wówczas podpisano. To niejako kłóci się z narracją o "upadku wizerunku USA". Dla bajecznie bogatych arabskich monarchów, amerykański prezydent to wciąż prawdziwy "Rais" (arab. szef), a USA i monarchie znad Zatoki Perskiej łączą lukratywne interesy - dotyczące nie tylko ropy naftowej, zakupów uzbrojenia czy samolotów pasażerskich, ale również sztucznej inteligencji.



Warto jednak spojrzeć na tę wizytę w szerszym kontekście. Niedawno Mike Walz, prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, dostał kopniaka w górę, na stanowisko ambasadora przy ONZ. Pojawiły się przecieki, że stało się tak, gdyż Walz próbował manipulować Trumpem w interesie... Netanjahu. Trump miał się wkurzyć, że Izrael próbuje go wciągnąć do konfrontacji z Iranem. Tymczasem amerykański prezydent chce wygasić bliskowschodnie fronty. Stąd negocjacje z Iranem i zapowiedzi, że nowe porozumienie nuklearne jest już bliskie.



Trump zrobił jedną rzecz, która się nie spodobała Netanjahu. Zniósł sankcje na Syrię oraz spotkał się z syryjskim przywódcą al-Szarą. Netanjahu oczywiście starał się usilnie przekonać Waszyngton, że obecna ekipa rządząca Syrią to niebezpieczni dżihadyści, a przedstawiciele lobby izraelskiego nawet próbowali przekonać Trumpa do likwidacji al-Szary. Król Jordanii ostatecznie jednak uświadomił Trumpowi szkodliwość takich "dobrych rad". Trump w obecnej kadencji ma też bardzo dobre relacje z Erdoganem, więc nie widzi problemu w kontroli Turcji nad Syrią. Izrael nie będzie więc w stanie wdrożyć swojego "szczwanego planu" na podział Syrii na strefy wpływów między siebie, Turcję, USA i Rosję. W Baku zaczęły się więc tajne rozmowy między władzami Izraela i Syrii. Wygaszenie tego konfliktu będzie też w długoterminowym interesie Izraela - z rozgrzebaną wojną w Strefie Gazy, pakowanie się w okupację Syrii byłoby kosztowną głupotą.

Trump też zirytował Netanjahu prowadząc za jego plecami negocjacje z Hamasem, w wyniku których wyszedł na wolność amerykański zakładnik. Przypominam, że pod petycją, by zakończyć wojnę w Gazie i sprowadzić wszystkich zakładników podpisało się ostatnio 550 izraelskich wojskowych. Cały szereg polityków nie może się też doczekać, by zająć miejsce Netanjahu w fotelu premiera. 



Oczywiście też Arabowie mają więcej do zaoferowania niż Izraelczycy. Widać to choćby po wielkości zawartych kontraktów. Symboliczny jest też dar z Kataru - dla Trumpa, nowy luksusowy Boeing mający pełnić rolę Air Force One. Lobby izraelskie mocno się zapieniło z tego powodu... Nawet al-Szara ciekawie zagrał proponując amerykańskiemu prezydentowi Trump Tower w Damaszku w zamian za spotkanie. No cóż, Arabowie to naród handlowy...

Nie wiem jak potoczą się rozmowy z Iranem, ale tutaj też się dzieją ciekawe rzeczy. Specjalny wysłannik Steve Witkoff ostatnio mówił o możliwym pojednaniu między krajami arabskimi oraz Iranem, i że wspólnie mogą one stworzyć siłę ekonomiczną mogącą prześcignąć Unię Europejską. Przypominam, że Witkoff jest Żydem (przodkowie przyjechali do USA z "Imperium Rosyjskiego"), ale Irańczycy mimo to, wyrazili chęć negocjowania z nim.

Trumpowi chodzi oczywiście o to, by na Bliskim Wschodzie był relatywny spokój i by irańska ropa płynęła szerokim strumieniem na rynki. Wcześniej Saudowie doprowadzili do większych niż oczekiwano zwyżek wydobycia ropy w krajach OPEC+ i zrobili to pomimo bardzo niepewnych perspektyw dla popytu. Według Goldman Sachs, Trumpa zadowoliłaby ropa w przedziale cenowym 40-50 USD za baryłkę, który ostatni raz mieliśmy na jesieni 2020 r. 

Symbolem ciekawych przetasowań geopolitycznych jest również to, że w Departamencie Stanu zostanie zlikwidowane stanowisko wysłannnika ds. walki z antysemityzmem. Ma ono zostać włączone w kompetencje urzędnika zajmującego się Izraelem. 

Czyżby więc Trump słuchał najnowszej piosenki Kanye Westa?




Niewątpliwie amerykański prezydent mocno ostatnio striggerował liberalną promigrancką lewicę, przyjmując do USA grupę białych, afrykanerskich uchodźców z RPA.  Nagle lewica podniosła krzyk, że nie powinno się przyjmować imigrantów z Afryki, a Kościół Episkopaliański zrezygnował z przyjmowania federalnych grantów, byle tylko nie pomagać białym protestantom w urządzeniu się w USA.

Do ciekawej rzeczy doszło też w Europie: niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji wycofał się pod naciskiem Amerykanów z określania AfD jako skrajnie prawicowej organizacji ekstremistycznej.

Miło byłoby, gdyby Amerykanie podjęli również podobne działania wobec naszych trzyliterowych agencji, które nie radzą sobie ze ściganiem realnych obcych agentów, dywersantów i gangsterów, a marnują środki z budżetu na netowy shitposting, kreowanie lipnych ekstremizmów i nękanie zwykłych obywateli korzystających z konstytucyjnej wolności słowa. Ot, dzisiaj, akurat w trakcie ciszy wyborczej o 6:33 ktoś próbował się zalogować na moje konto na Facebooku. 

A po świeże reposty powyborcze i nie tylko zapraszam na X

sobota, 10 czerwca 2017

Blokada Kataru, zamach w Teheranie i brytyjskie wybory

Doniesienia mówiące, że to rosyjscy hakerzy wywołali konflikt Arabii Saudyjskiej (i kilku innych państw regionu) z Katarem to tylko głupia wrzutka. Konflikt ten ma przecież korzenie sięgające ponad 20 lat a zhakowany tweet, w którym emir Kataru chwalił Iran, Bractwo Muzułmańskie, Hamas oraz Izrael to tylko pretekst do ataku.



Można powiedzieć, że Katar padł ofiarą własnych ambicji. W 1996 r. ojciec obecnego emira obalił swojego prosaudyjskiego ojca i zdecydował, że zamiast transportować gaz rurociągami (przez Arabię Saudyjską) będzie wysyłał go terminalami LNG. W ten sposób Katar zaczął odpowiadać za 30 proc. światowej produkcji LNG i stał się najbogatszym krajem świata (licząc PKB per capita z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej). Coś z tym bogactwem musiał zrobić, więc inwestował: zbudował znakomite linie lotnicze, kupował pakiety akcji zachodnich banków i klubów piłkarskich, stworzył własną telewizję siejącą wywrotową propagandę w regionie... Ale też zainwestował dużą kasę w Bractwo Muzułmańskie (którego nieformalny lider szejk al-Kardawi ma schronienie w Doha), Hamas, Front al-Nousra, ISIS, destabilizację Egiptu, Libii, Syrii... (Wcześniej katarska rodzina królewska udzielała wsparcia m.in. Khalidowi Sheikhowi Mohammedowi, planiście zamachów na WTC.) Oczywiście Katar robił to często jako pośrednik dla potężniejszych od niego sił. Administracja Obamy w każdym bądź razie nie widziała w tym nic złego. Terroryzm wspierają niemal wszystkie bliskowschodnie rządy, ale Katar po prostu drażnił innych swoimi międzynarodowymi ambicjami. Arabia Saudyjska wykorzystała więc okazję, by wyrównać rachunki ze swoim byłym wasalem, a do akcji chętnie przyłączyła się egipska junta, cięta na Bractwo Muzułamańskie. Blokada Kataru została wprowadzona wkrótce po bliskowschodniej podróży Trumpa, który w Rijadzie wzywał Saudów, by wzięli się za terrorystów. No i wzięli się: w Katarze. Władze w Doha same się zresztą podłożyły, bo zaczęły spiskować z Iranem, jak zasabotować bliskowschodnie plany Trumpa.  Zresztą sam Trump bardzo ostro atakował ostatnio Katar - obecna administracja odwróciła politykę Obamy. Opiera się na Saudach, Egipcie oraz Izraelu, uderza w Katar oraz Iran.



Do inwazji na Katar raczej nie dojdzie. To przecież siedziba CENTCOMU, miejsce gdzie stacjonuje amerykańska flota i lotnictwo oraz... wojska tureckie. Powinno dojść do pałacowego zamachu stanu., bo tak tam się sprawy załatwia od lat.



W tym kontekście ciekawie wyglądają niedawne zamachy na Mauzoleum Chomeiniego oraz irański parlament (o który Irańczycy oskarżają Arabię Saudyjską)  . Ktoś posłał Irańczykom wyraźne ostrzeżenie, że ma "długie ręce". W jakiś czas później, u podnóża Wzgórz Golan pocisk rakietowy zabił grupę lokalnych dowódców ISIS, wcześniej wysokiej rangi dowódców w armii Saddama. Zacieranie śladów?

***

Jak wiemy brytyjskie wybory parlamentarne skończyły się katastrofalnie dla Partii Konserwatywnej. MI5 nadal jest jednak u władzy. Była minister spraw wewnętrznych (nadzorująca tę służbę) Theresa May trzyma się fotela premiera i będzie tworzyła rząd przy wsparciu Demokratycznej Partii Unionistów (DUP) z Ulsteru, czyli oranżystowskich kolesi ze służb. W dzień wyborów były szef MI6 dał do zrozumienia w "Daily Telegraph", że Jeremy Corbyn nie może być premierem, bo służby by go nie zatrudniły u siebie ze względu na procedury bezpieczeństwa. Istotnie, przez 20 lat służby traktowały Corbyna jak zagrożenie dla bezpieczeństwa ze względu na jego kontakty z IRA, Hamasem oraz zwolennikami bin Ladena. Służby nie mogły dopuścić Corbyna do władzy. I Corbyn rządu nie stworzy. Jego potencjalny koalicjant, Szkocka Partia Narodowa przerżnęła wybory tracąc ponad 30 mandatów. Politologowie tłumaczą, że nagle prolabourzystowscy Szkoci zapałali miłością do Torysów. A jeżeli wybory w Szkocji zostały sfałszowane? Tam byłoby to zrobić najłatwiej. Duże okręgi wyborcze ze słabym zaludnieniem... Przy okazji szkockiego referendum niepodległościowego wskazywano na nieprawidłowości mogące świadczyć o jego sfałszowaniu. Szkoci dają się tak robić...



Kwestia ostatnich zamachów w Wielkiej Brytanii robi się przez to intrygująca. Kiedyś MI5 umieszczała swoich kretów w IRA i pomagała im awansować w strukturach tej organizacji pozwalając im przeprowadzać spektakularne zamachy. Gdy słyszymy więc, że służby zignorowały 18 okazji by zapobiec zamachowi na London Bridge, to powinniśmy być powściągliwi z potępianiem służb za "nieudolność". Na pewno mają swoich ludzi w ISIS i po prostu chcą im dać się wykazać...
Problematyczna okazała się raczej reakcja wyborców. Ale premier May sama ich wystraszyła mówiąc o tym, że wprowadzi najbardziej nowoczesną wersję cenzury internetu na świecie. Może teraz ćwiczą tam na wypadek czegoś większego a za rok bez problemów się wprowadzi stan wojenny i zrobi V jak Vendetta...

***

Przesłuchanie Jamesa Comeya w Kongresie wcale nie przybliżyło impeachmentu Trumpa. Wręcz przeciwnie, może ono przyspieszyć śmierć bzdurnej narracji o rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory. Comey znów nie przedstawił żadnego dowodu na taką ingerencję. Ponadto przyznał, że Trump w sumie nie przeszkadzał w śledztwie, ale zachęcał do jego kontynuowania i że gen. Flynn nie znajdował się w centrum dochodzenia. Comey przyznał się też, stał za przeciekami do mediów uderzającymi w Trumpa. Teraz już chyba im tylko pozostaje zamach...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Mubarak na wolności, Manning zmienia płeć, syryjska prowokacja idzie na marne - czy to nie popieprzone?

Zaiste świat się kończy. Mubarak wypuszczony z więzienia (po kiego grzyba była ta cała rewolucja, skoro sytuacja wraca do prawie do punktu wyjścia?), el-Baradei zaraz zostanie do niego wsadzony - do celi obok Badiego - chyba, że ucieknie do domu, za granicę. Manning dostał 35 lat więzienia i już wybrał dla siebie więzienną rolę - każe nazywać się "Chelsea" . Boże jak ten system penitencjarny jest popieprzony! W Norwegii powinni wypuścić Breivika i uczynić go premierem. Byłoby zabawnie.





Powyżej: w sumie Manning wygląda bardziej kobieco od Anny Grodzkiej...

Wracając do Egiptu: USA i UE próbują się jakoś odciąć od junty, ale wciąż nie zdecydowały się na odcięcie jej od kasy. Saudyjski lobbing nieźle działa. Saudom tuż przed zamachem stanu w Egipcie udało się obalić w Katarze starego emira al-Thaniego, sojusznika Bractwa Muzułmańskiego i wymienić go na młodszy prosaudyjski model. 

W Syrii (pamiętacie jeszcze, że jest tam jakaś wojna?) atak z użyciem  gazów bojowych pod Damaszkiem.  1200 osób poszkodowanych. Nasuwa się pytanie: czy nawet taki ćwok jak Assad zdecydowałby się na użycie gazów bojowych wtedy, gdy akurat zwycięża, konflikt znika z czołówek gazet a do Damaszku tego samego dnia przybywają inspektorzy ONZ? Narody Zjedzone jak zwykle nic nie robią. Ale poza Francją nikt nie wzywa do bombardowania Syrii. Baran Obama jak zwykle bezczynny i nie wykorzystuje takiej prowokacji. W Ammanie jest gotowe centrum dowodzenia do operacji "strefa zakazu lotów" i wojny partyzanckiej (pachnie to trochę operacjami CIA z lat '50-tych...), oddziały rebelianów robią wypady przez granicę, ale gen. Dempsey mówi, że USA nie mają interesu, by interweniować, bo rebelianci nie reprezentują amerykańskich interesów. Świat doprawdy stanął na głowie...

czwartek, 4 lipca 2013

Saudyjski zamach stanu w Egipcie. Obama wściekły



Morsi trafił do prowizorycznego aresztu w budynku Ministerstwa Obrony.  W opanowaniu Kairu wzięły udział cztery dywizje zmotoryzowane. Armia zabiła co najmniej kilkunastu zwolenników obalonego prezydenta, ponad 700 osób rannych w starciach, ponad 300 wysokiej rangi działaczy Bractwa poszukiwanych listami gończymi, zamknięte opozycyjne media, aresztowania w biurach al-Jazeery i... ogromna radość tłumu (tutaj nieco fotek ze świętowania). Gen. al-Sisi (tutaj macie jego sylwetkę) mianował tymczasowym prezydentem powszechnie szanowanego sędziego Adlego Mansoura. Armia obaliła totalitarną partię i przywróciła porządek. Nie podoba się to Barakowi Barakowiczowi, który znowu grozi zakręceniem kurka z pomocą wojskową dla Egiptu. Pomoc ta napędza egipską armię, armia kontroluje gospodarkę... Egipscy generałowie nie boją się jednak amerykańskiej odpowiedzi. Zdecydowali się na zamach stanu, bo konserwatywne arabskie monarchie: Arabia Saudyjska i ZEA obiecały im dużą pomoc finansową mającą zrekompensować odcięcie od amerykańskich dotacji. Król Abdullah odgrywa się na Obamie za obalenie jego przyjaciela Mubaraka, likwiduje zagrożenie w postaci egipskiego Bractwa (które mogłoby w przyszłości zaimportować rewolucję do Arabii Saudyjskiej), a na dodatek uderza w Katar, który zbyt śmiało  sobie w ostatnich latach poczynał. Odetchnąć mogą teraz mogą zarówno Saudowie, Izrael jak i Assad.

wtorek, 14 maja 2013

Syria: jak Assad sprowokował rebelię. Aspekt ekonomiczny

Spora część "prawej" i "narodowej" strony internetu rozpływa się w pochwałach nad syryjskim dyktatorem (Katechonem czy Kutafonem? zawsze mi się to myli...) Baszarem Assadem - kreowanym niemal na wielkiego przywódcę i krześcijańskiego męża stanu. Baszar, według "judeosceptycznej" narracji  zmaga się z rebelią (w której - co muszę przyznać walczą różne typy wzięte z "Mad Maxa", np. ten islamski kanibal pałaszujący serce i chyba śledzionę zabitego assadowca) zesłaną na jego mlekiem i miodem płynącą krainę przez zły spisek amerykańsko-izraelsko-turecko-saudyjsko-katarski-alkaidyjski (rolę libańskich chrześcijan jakoś pomijają...). Zapominają jednak o bardzo ważnym czynniku, który doprowadził do wybuchu rebelii: polityce wewnętrznej "syryjskiego męża stanu". A szczególnie o jego polityce gospodarczej.



Syria jest od blisko 45-lat oficjalnie państwem socjalistycznym, a latach Zimnej Wojny była zapatrzona na sowieckie wzorce. Ominęły ją szaleństwa typu kolektywizacja czy "bitwa o handel", ale za panowania starszego Assada zbudowano tam nieefektywną gospodarkę marnotrawstwa. Syryjskie władze liczyły, że ropa naftowa zapewni im dobrobyt i nie będą się musieli o nic martwić. Podobnie jak Irańczycy fatalnie zarządzali swoimi kurczącymi się złożami, zaniedbali inwestycje w infrastrukturę i w wyniku tego wydobycie ropy osiągnęło swój szczyt w 1996 r. i od tamtej pory zaczęło spadać. Z 610 tys. baryłek dziennie w 1996 r. do 385 tys. baryłek dziennie w 2010 r. Spadek przychodów z eksportu ropy zdemolował syryjskie finanse publiczne. Baszar Assad próbował się ratować współpracując z MFW i wprowadzając postulowane przez Fundusz "reformy". Skończyło się "terapią szokową", na której skorzystali głównie spryciarze z powiązanego z partią BAAS oraz bezpieką biznesu (w większości alawici i chrześcijanie). Na nieumiejętnych reformach stracili głownie średniozamożni oraz biedniejsi sunnici, czyli większość mieszkańców kraju. ( A teraz skonfrontujcie to z bredniami "trzecioświatowych trzeciopozycjonistów" o tym, że: "Syryjskie państwo socjalne i jego publiczna infrastruktura nie ma sobie równych w większości krajów regionu." Jeśli dla duponarodowców tak drogie jest "państwo socjalne", to powinni popierać Arabię Saudyjską lub ZEA, które pod względem "socjału" przebijają inne kraje świata, jeśli podziwiają syryjską infrastrukturę to powinni pojechać do Turcji, Libanu lub Izraela - od Dubaju nawet nie wspominam:)

Jednocześnie ekipa Assada prowadziła fatalną politykę rolną. W latach 2002-2008 zasoby wodne Syrii zmalały o połowę (!) w dużej mierze w skutek nadmiernego zużycia i marnotrastwa. Kraj nawiedziła seria katastrofalnych suszy, dławiące się rolnictwo całkowicie olano w Damaszku. W 2008 r. rząd zniósł subsydia do paliw. Cena benzyny w ciągu jednego dnia skoczyła trzykrotnie, ceny żywności poszły również mocno w górę - w większości była to żywność importowana. Krajowe rolnictwo zostało dobite przez politykę ekonomiczną Assada. Do miast napłynęło wówczas mnóstwo sfrustrowanych migrantów zarobkowych.To właśnie ten eksodus ożywił religijne, społeczne i narodowościowe animozje w Syrii. Nie przypadkowo rebelia przeciwko Assadowi wybuchła w mieście Daara, w centrum rolniczego rejonu, który był wcześniej szczególnie mocno dotknięty przez suszę.
 


Zaczęło się od ludowej rebelii, którą próbowali pokierować intelektualiści (ale w wyniku ostrożnej polityki Obamy stracili już szansę na przywództwo), ale która wpada w ręce zawodowych terrorystów. Swoje zrobił katarski sponsoring rebelii (Katar miał też ekonomiczny interes w destabilizacji Syrii - chciał storpedować powstanie gazociągu z Iranu do Syrii, który umożliwiałby eksport irańskiego gazu do śródziemnomorskich portów i dalej do Europy). Swoje zrobiła polityka Obamy - nie zaangażował się zbyt mocno w popieranie "świeckich" ugrupowań rebelianckich, więc wielu powstańców nie miało większego wyboru - łączyli siły z al-Kaidą, bo ona miała broń i amunicję. Poza tym na popularność dżihadyzmu w Syrii miała wielki wpływ polityka Assada. Jego służby dopieszczały przecież te same komórki al-Kaidy, które teraz wysadzają w powietrze assadowskich żołnierzy. Robiły to, gdy ci "podrzynacze gardeł" zabijali żołnierzy Koalicji w Iraku (m.in. Polaków). Syryjska propaganda kreowała ich wówczas na bohaterów godnych naśladowania. No i Syryjczycy ich teraz naśladują.

Wniosek: Assad to przykład dyktatora, który sam zapiął się w d...pala.