Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 sierpnia 2026

Czy Wolę dało się uratować w 1944 roku?

 


Powstanie Warszawskie miało jak najbardziej szansę na zwycięstwo. Warszawa jednak została zburzona dlatego, że kompletny kretyn Mikołajczyk wypaplał Mołotowowi w Moskwie, że w Warszawie AK szykuje zryw. Stalin już 1 sierpnia nad ranem kazał więc zatrzymać natarcie na najważniejszym odcinku frontu wschodniego. Oczywiście później, sowiecka propaganda - a za nią różni moskalofile - wskazywała, że Armia Czerwona "nie była w stanie dojść do Warszawy" ( choć była już w Międzeszynie) bo przegrała "ogromną bitwę pancerną" pod Radzyminem, gdzie straciła kilkanaście czołgów. Moskalofile całkowicie pomijają to, że jeszcze przed wybuchem Powstania przeprawiła się przez Wisłę, na przyczółek warecko-magnuszewski 8 Armia Gwardyjska gen. Czujkowa. Mogła łatwo przeciąć linie komunikacyjne Niemców pod Warszawą - okrążając stolicę od południa i zachodu, tak jak w styczniu 1945 r.  Niemcy zorientowali się o tym niebezpieczeństwie dopiero po kilku dniach i dopiero wtedy zaczęli w panice przerzucać siły pancerne - okrężną drogą spod Radzymina przez Modlin - pod Magnuszew. Jeśli mi nie wierzycie, to zajrzyjcie do klasycznej pracy "Powstanie Warszawskie" Jerzego Kirchmayera. 



Ów przedwrześniowy oficer, wchodzący w skład Oddziału III KG AK, generał brygady LWP represjonowany w czasach stalinowskich, zamieścił te fakty niszczące oficjalną narrację w swojej książce w sposób bardzo inteligentny - w przypisach! Przyznał w nich m.in,, że wywiad AK szybko - szybciej niż Niemcy - zorientował się w tym, że Sowieci utworzyli przyczółek. Kilka dni wcześniej, decydenci z KG AK jednogłośnie uznali, że warunkiem militarnym wybuchu powstania będzie ruszenie sowieckiej ofensywy z tego spodziewanego przyczółku. Ofensywa miała ruszyć. Rokossowski chciał zdobyć Warszawę w pierwszych dniach sierpnia. Tylko Stalin mu zakazał.

Odsyłam choćby do artykułu Waszego Ulubionego Autora. (Przypominam też jego artykuł o szansach na dużo większe lotnicze wsparcie dla Powstania.) 

Problemem było nie to, że planowano wywołać powstanie w Warszawie, ale to, że wywołano je PRZEDWCZEŚNIE.



Odpowiedzialnymi za PRZEDWCZESNE rozpoczęcie Bitwy o Warszawę byli: Chruściel z Rzepeckim, którzy wspólnie spiskowali i dezinformowali Bora-Komorowskiego w kwestii postępów sił sowieckich. Robili to, bo chcieli skoordynować wybuch Powstania z wizytą Mikołajczyka w Moskwie. Obaj byli zwolennikami Mikołajczyka, darzącymi niechęcią sanację.

Względy polityczne przesądziły też o zmianie miejsca stacjonowania KG AK w pierwszych dniach Powstania. Początkowo planowano, że będzie ono na Mokotowie, w jednej z tamtejszych willi. Na miejscu były przygotowane cztery radiostacje. Sprawdzono ich działanie. Bronić dowództwa miał pułk "Baszta" wraz z oddziałami Kedywu. Na kilka dni przed Powstaniem zdecydowano się przenieść jednak kwaterę główną do Fabryki Kammlera na Woli. Trzeba było tam szybko dostarczyć środki łączności. Już na miejscu okazało się, że radiostacja źle działa w tym fabrycznym otoczeniu - zakłócenia były zbyt duże. 1 sierpnia, jeszcze przed godziną "W" doszło do przypadkowego starcia z Niemcami pod tą fabryką. Dowództwo AK było bezpośrednio zagrożone, ale na odsiecz szli mu żołnierze batalionu "Miotła". Miejsce zbiórki sił Kedywu przesunięto z Mokotowa na Wolę, co bardzo mocno wpłynęło później na przebieg Powstania.

Dlaczego zdecydowano się na taką przeprowadzkę Komendy Głównej? Dlatego, że spodziewano się, że po wejściu Sowietów do Warszawy i braku porozumienia politycznego z nimi, KG AK będzie się przed nimi broniła w zabudowaniach Fabryki Kammlera. Willa na Mokotowie słabo się zaś nadawała na miejsce takiego "Alamo".

KG AK zdołała wysłać do Londynu i sił w kraju meldunki o wybuchu Powstania dopiero następnego dnia. 1 sierpnia wieczorem "Monter" Chruściel obserwując z dachu dymy, łuny pożarów i nasłuchując odgłosów strzelaniny w Warszawie był zadowolony. Widział też bowiem polskie flagi wywieszane w różnych punktach miasta. W tej chwili nie miał technicznych możliwości dowodzenia walką. Nie obchodziło go, czy punkty X, Y i budynek Z zostały zdobyte przez powstańców. W obliczu rychłego wejścia Sowietów do miasta, to nie miało znaczenie. Ważne, że w mieście doszło do rewolucji, w trakcie której Polacy sami wyzwolili jego część i ustanowili swoje władze. Ważne, że doszło do chaosu. 

Czemu sądzę, że to właśnie on myślał? Bo taką teorię postawił inny historyk Powstania Antoni Przygoński. Był on komunistą: dyplomatą i partyjnym historykiem. W 1980 r. wyszła jego dwutomowa monografia "Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944 roku". Z jakiegoś powodu została ona przetrzymana przez 10 lat przez cenzurę. Mimo, że Przygoński wyraźnie obsadzał dowództwo AK oraz jego politycznych zwierzchników w roli tych złych, "nieodpowiedzialnych". Jeśli jednak z jego dzieła przefiltruje się komunistyczną narrację, to otrzyma się bardzo solidną monografię. Przygoński zwrócił bowiem uwagę na szczegóły pomijane przez innych historyków.

Z książki Przygońskiego można się więc dowiedzieć, że "Monter" nie chciał, by budowano barykady na głównych trasach przelotowych miasta - w Alejach Jerozolimskich i na ulicy Wolskiej. Uważał bowiem, że te drogi należy zostawić wolne, tak by Niemcy mogli się szybko wycofać w chwili sowieckiego natarcia. To oczywiście miałoby sens, gdyby Sowieci kontynuowali ofensywę, zgodnie z wcześniejszymi planami Rokosowskiego. Niemcy w ciągu kilku dni ściągnęli jednak siły do pacyfikacji miasta, a te  arterie stanowiły dla nich niemal otwarte drzwi. Niemal, bo zaczęto je spontanicznie grodzić barykadami. W Alejach Jerozolimskich spełniły one swoją rolę - wraz z opanowanym Dworcem Pocztowym - niemal blokując tę trasę. (Wcześniej natarcie idące Grójecką w Aleje przyblokowały dwie powstańcze reduty na Ochocie - Barska i Wawelska.) Na Woli, barykady na głównych arteriach były obsadzone słabiej - broniły ich lokalne siły AK (słabo uzbrojone, o niepełnych stanach i skrwawione po pierwszym boju), wspólnie z OW PPS (podporządkowanymi AK) oraz lokalnym oddziałem AL (którego część stanowili akowcy, którzy tam wcześniej przeszli w dziwnych okolicznościach). 



W pobliżu stało jednak duże, elitarne zgrupowanie Kedywu. Bataliony "Zośka", "Parasol", "Miotła", "Pięść", "Czata" - Zgrupowanie "Radosław". Stało ono jednak na północ od głównej linii niemieckiego ataku, w rejonie cmentarzy protestanckich i blisko KG AK. To były siły stanowczo zbyt duże jak na ochronę dowództwa. Wsławiły się one w następnych dniach w walkach na Woli - m.in. zdobywając dwie Pantery i wyzwalając Gęsiówkę (KL-Warschau). Nie blokowały one jednak wroga wzdłuż głównej osi natarcia. Dlaczego je więc tam ustawiono?

Przygoński wyraźnie wskazywał, że chodziło o możliwość stawienia przez te siły oporu Sowietom lub realizację scenariusza przewidującego uratowanie przez Sowietami najlepszych sił warszawskiej AK poprzez wyprowadzenie ich do Kampinosu. Wariant z wyjściem Zgrupowania Radosław do Kampinosu był wielokrotnie omawiany podczas walk na Woli i Muranowie, a wracano do niego przed ewakuacją Starówki. Wówczas ustawienie sił Kedywu w tym miejscu, bliżej Powązek, miało jak najbardziej sens. Za Powązkami zaczynały się już tereny podmiejskie, przez które polskie oddziały mogły w ciągu sierpnia dosyć swobodnie przemieszczać się w nocy.

Główne uderzenie niemieckie poszło jednak ulicą Chłodną. Prowadziły je osławione oddziały Dirlewangera, a przeciwko sobie miały - oprócz wspomnianych wyżej lokalnych sił wolskich - oddziały Gustawa Bilewicza "Sosny" (również dosyć słabe). Natarcie szło w stronę Pałacu Saskiego, gdzie była niemiecka komendatura Warszawy (odcięta od reszty miasta). W większości książek owo natarcie jest źle datowane. Przygoński szczegółowo je jednak odtworzył, pisząc o ciężkich walkach, w których nasze siły próbowały je powstrzymać. Choć dużą rolę odegrał w nich oddział AL z Woli - nie specjalnie je upamiętniano w PRL i niemal zupełnie nie pamięta się o nich obecnie. Nasze siły zostały zepchnięte na Starówkę, którą uderzenie Dirlewangera odcięło od Śródmieścia Północnego. Dalsze niemieckie natarcia zostały jednak zablokowane przez Batalion "Nałęcz"  z Korpusu Bezpieczeństwa, broniący m.in. Reduty Kanoniczek, Pałacu Jabłonowskich i Pałacu Radziwiłów. Gdyby jednak na drodze niemieckiego natarcia stanęło 5 i 6 sierpnia Zgrupowanie "Radosław", Niemcom nie udałoby się wówczas przebić do Placu Saskiego. Ich postępy opóźniłyby się być może o tydzień - jeśli nie dłużej. Wolskie oddziały kapitana "Hala", zepchnięte do Śródmiejskiej Dzielnicy Przemysłowej (obecnie stanowiącej część dzielnicy Wola) broniły się przecież twardo na tym terenie aż do kapitulacji Powstania. Niemiecka komendantura miasta mogła po tygodniu skapitulować z głodu lub próbować desperacko się przebić...



Czy dało się jednak zapobiec rzezi Woli? Byłoby to niezwykle trudne, nawet przy ustawieniu Zgrupowania "Radosław" na głównej osi niemieckiego natarcia. Dużą część tego ludobójstwa przeprowadzono bowiem na terenach, które nie były objęte zasięgiem Powstania - na obszarach na zachód o linii kolejowej. Niemcy metodycznie mordowali, zaczynając od pierwszych domów przy rogatkach miejskich. Mordów dokonywała głównie nie tyle SS, co niemiecka policja - zarówno volksdeutsche z Wielkopolski (często uczestnicy masowych mordów na Polakach w 1939 r.) i "podludzie" z formacji wschodnich. W czasie gdy esesmani-skazańcy od Dirlewangera byli zajęci walką (ale też "przy okazji" popełniali zbrodnie), największą część masowych rozstrzeliwań i gwałtów wzięły na siebie jednostki policyjne. 



Powyżej: Mapa ze strony Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego. Czerwone kropki to miejsca masowych mordów. Zwróćcie uwagę na ich dużą liczbę przy Zajezdni Tramwajowej "Wola". To ulica Młynarska. Tam były pierwsze barykady.

Szans na obronienie ludności zachodniej części Woli nie było. Postawienie Zgrupowania "Radosław" na osiach Chłodnej i Wolskiej pozwoliłoby jednak na uchronienie dużej części ludności wschodniej części Woli. "Twardy front" mógł się na wiele tygodni ustalić na linii ulicy Młynarskiej. Oczywiście, gdyby Sowieci nie zatrzymali ofensywy, rzezi Woli by nie było - bo Niemcy uciekaliby w panice z miasta, by się wyrwać z okrążenia, a jeśliby Himmler skierował policyjną odsiecz, to zostałaby ona rozbita pewnie gdzieś w okolicach Błonia czy Ożarowa. 

***

Kilka dni temu stanęliśmy w obliczu eskalacji wojny ukraińsko-irańskiej. Po tym jak Ukraińcy uderzyli na Morzu Kaspijskim w statki za rosyjskim wsparciem dla Iranu, teherański reżim rozważał odwetowe uderzenie rakietowe w Odessę.  No cóż, irański reżim chciałby mieć więcej wrogów, więc uderzył (dronem wysłanym przez Hezbollah) ostatnio też w statek z LNG w egipskim porcie Damietta, a także groził wojną Wielkiej Brytanii oraz... Bułgarii.  Tolerancja USA i społeczności międzynarodowej wobec tego reżimu jest wręcz anielska - kampania bombardowań dekapitacyjnych powinna zostać już dawno wznowiona. Na razie jest ona prowadzona na mniejszą skalę w Iraku, gdzie giną wysocy rangą oficerowie Korpusu Strażników Rewolucji oraz lokalni gówno-szyiccy metroseksualni terroryści z dziwnymi fryzurami.


W pełni się zgadzam z sunnitami, że szyizm nie jest prawdziwym islamem i rozumiem dlaczego zachodni ruch LGBT w sporej większości popiera Iran oraz Palestynę.

Tymczasem doszło do marokańskiej inwazji na Hiszpanię. Do (od wieków) hiszpańskiej Ceuty wdarło się w ciągu jednego dnia 49 tys. młodych nachodźców. Wśród nich było wielu przestępców wypuszczonych z więzień przez króla Maroka, których zwożono na miejsce wywrotkami (marokańskie władze same uznały tych osobników za śmieci). Byli wśród nich też marokańscy żołnierze. 



Oczywiście do tej inwazji by nie doszło, gdyby Hiszpanią rządziła choćby glamm-faszystka Isabel Peralta, a nie gównolewak Pedro "Jijo de Puta" Sanchez. Jeden dobrze ustawiony karabin maszynowy mógłby zmienić plażę w Ceucie w plażę "Omaha". Nikt go jednak nie ustawi, a hiszpańska policja nawet nie próbowała zatrzymywać tej fali ludzkiej. Zajęła się za to pacyfikowaniem mieszkańców Ceuty skrzykujących się, by bronić się przed najeźdźcami. Sędziowska kasta orzekła, że pushbacki są nielegalne,  Pedro "dirty" Sanchez wziął się za legalizację już chyba z 3 mln nielegalnych imigrantów. Przypominam, że Hiszpania to kraj, w którym do niedawna (bo chyba wreszcie zaostrzono prawo) nachodźcy i inne żule mogli legalnie się wam włamać do chaty, gdy wyjechaliście na wakacjach, zamieszkać tam, sprzedać lub zniszczyć wasze rzeczy, korzystać z mediów na wasz rachunek i cieszyć się ochroną policji. 

Słysząc o takim zjebaniu, można tylko westchnąć: generał Franco był zbyt łagodny! Przywódcą Hiszpanii powinien - zamiast niego - zostać generał Gonzalo Queipo de Llano. Po hiszpańskich komunistach nie byłoby wówczas czego zbierać...

Wspomniałem jednak, że inwazję na Ceutę zorganizował król Maroka. Tak się akurat składa, że jest on bliskim sojusznikiem Izraela oraz USA (ostatnio nazwał autostradę imieniem Trumpa). Pedro "Jijo de Puta" Sanchez ostro bruździł zaś zarówno Izraelowi jak i Stanom Zjednoczonym. Bruździł, bo jego skorumpowana partyjka, przyjmowała finansowanie zarówno z Wenezueli jak i z Iranu.  (Przypominam też, że Sanchez prowadził zadziwiająco spolegliwą politykę wobec Maroka, po tym jak marokańskie tajne służby zhakowały mu smartfona Pegasusem. Ciekawe, co tam znalazły?) Jaka płynie z tego nauka? Taka, że wpieprzanie się przez lewicę i upośledzoną umysłowo część prawicy w trzecioświatowe konflikty takie jak izraelsko-palestyński, skutkuje importem trzecioświatowych problemów.

***

Net zaczęły zalewać filmiki, na których Ukry przedstawiają wybrane przez siebie momenty sprzeczek z Polakami, zazwyczaj pokazujące jak jakiś żul ich wyzywa lub przechodzi do rękoczynów. Oczywiście nigdy nie pokazują, jak doszło do takiej eskalacji. Chcą pokazać w ten sposób jacy to z Polaków straszni ludzie, przy których orki z Buczy to łagodne baranki. 

Skoro jednak w Polsce panuje taki antyimgrancki terror, to czemu przedstawiciele innych grup narodowościowych nie robią takich filmików? Czemu nie wrzucają ich Białorusini, rosyjskojęzyczni , Gruzini, Ormianie, Czeczeni, Wietnamczycy, Hindusi, Murzyni? Czemu nie robią tego Żydzi - w tym izraelscy turyści? Mówcie sobie co chcecie o Czeczenach i Gruzinach. To jednak narody na swój sposób honorowe. Sprzeczki rozwiązują we własnym zakresie, a nie transmitują je na cały świat bóldupiąc jak to "straszliwie, rasistowsko zostali obrażeni". "Zawodowi Ukraińcy" chcą natomiast ze swojego narodu zrobić Palestyńczyków Europy.

***

Przypominam oczywiście o książce Waszego Ulubionego Autora.




sobota, 4 lipca 2026

Sendecki ma rację w sprawie Watykanu :)

 


Powyżej: abp Marcel Lefebvre ze swoim przyjacielem, prezydentem Irlandii Eamonem de Valerą. Obaj byli ekskomunikowani. De Valera w 1922 r., za... sprzeciw wobec traktatu irlandzko-brytyjskiego.

Stolica Apostolska ogłosił w tym tygodniu, że można wyświęcać biskupów bez zgody papieża - pod warunkiem, że jesteście Xi Jinpingiem lub jednym z jego podwładnych z Komunistycznej Partii Chin. Wówczas, ani Was, ani wyświęconych biskupów nie spotkają żadne konsekwencje. Co więcej, Watykan będzie z Wami utrzymywał "dialog" i podpisywał porozumienia. Co innego, jeśli jesteście tradsowską grupą w stylu Bractwa Św. Piusa X - wówczas jesteście straszliwymi schizmatykami.

Sami piusowcy raczej mało się tym przejmują - wszak na dokumencie ekskomuniki nie ma podpisu papieża  (który powiedział jedynie, że jest mu "przykro") tylko podpis turbogejowskiego kardynała Fernandeza, który dokonał wyraźnego nadużycia nakładając ekskomunikę na wiernych FSSPX (do tego nie wyjaśniając, kogo zalicza do wiernych). Gdy w 1054 r. doszło do wielkiej schizmy wschodniej, papież nałożył ekskomunikę tylko na patriarchę Konstantynopola i podległych mu biskupów, a nie na wiernych obrządku bizantyńskiego... Tym większym nadużyciem jest twierdzenie Fernandeza, że sakramenty udzielane przez "schizmatyków" są nieważne - przecież Kościół uznaje choćby śluby prawosławne. Z powodu tych uchybień proceduralnych ta ekskomunika może być za pontyfikatu kolejnego papieża łatwo uznana za "niebyłą". Gdyby zwierzchnicy FSSPX byli złośliwcami, to mogliby wynająć dobrego żydowskiego prawnika i pozwać kardynała Fernandeza. Wyobraźcie sobie w tej roli Roya Cohna: wycofujesz ekskomunikę, albo filmy o twoich zachowaniach seksualnych będą na Netflixie!

Ironią losu jest to, że gdyby lefebvryści przeszli en masse na prawosławie, czy anglikanizm, to by nie byli oficjalnie nazywani schizmatykami, tylko "braćmi odłączonymi", z którymi trzeba prowadzić dialog ekumeniczny. Skoro już jednak FSSPX została uznana za grupę schizmatycką, to zgodnie z posoborową logiką należałoby zalecać interkomunię z lefebvrystami, uznawać sprawowane przez nich sakramenty, zapraszać ich na konferencje ekumeniczne i raz w roku obchodzić w Kościele "Dzień Lefebvryzmu", podczas którego hierarchowie będą namawiać wiernych do odwiedzania "lefebvrystycznych" świątyń.

Generalnie z ekskomuniki cieszą się dwie grupy: 1) Katolickie libki, które zwykle przekonują, że Kościół powinien być inkluzywny, zdecentralizowany i otwarty na ludzi o różnych wrażliwościach, a poza tym ekskomunika to jakiś relikt mrocznego średniowiecza, bo przecież wszyscy ludzie są równi, a różne drogi prowadzą do Boga, więc nie można nikogo wykluczać i stygmatyzować. (Zabawne, że używają argumentu o "automatycznej ekskomunice" wobec FSSPX, a jednocześnie dostają ostrego bólu dupy, gdy mowa "automatycznej ekskomunice" wobec komunistów i proaborcyjnych polityków.) 2) Katoliccy koncesjonowani tradsi, którzy na co dzień narzekają, że Kościół upada, biskupi to moderniści, a jednocześnie cieszą się z tego, że ci sami moderniści niszczą konkurencyjną grupę tradsowską. 

Obie te grupy mocno mnie odpychają kulturowo. To przez nich katolicka nauka społeczna leży i kwiczy, a przekaz głoszony przez Kościół jest coraz mniej atrakcyjny. Młodzi mężczyźni chodzący do kościoła, słyszą tam, że mają za dużo seksu (podczas gdy często nie mają go wcale). Słyszą różne pierdoły sprzed 100 lat o "godności kobiety" - pisane przed pięcioma ostatnimi falami feminizmu - i są pouczani, że powinni wszystko poświęcić dzieciom. Do standardów homiletyki należą też opowiastki o jakiś brutalnych patusach z IQ szympansa, którzy się nawrócili w więzieniu i pójdą do Nieba, choć powinni być zutylizowani na Ziemi. Później młodzi ludzie widzą relację z wizyty papieża na Lampeduzie i jojczenie nad losem żywej broni biologicznej, która płynie do Europy na pontonach, by srać na ulicach, żyć z zasiłków, kraść, gwałcić i zabijać białych. Dodajmy do tego wątki ekologiczne i rytualne potępienie zbrojeń oraz kary śmierci. I "dworcową", patodeweloperską architekturę współczesnych kościołów. To coraz mocniej przesłania ludziom liczący 2 tysiące lat dorobek cywilizacyjny Kościoła.

To ja już wolę usłyszeć takie kazanie jak poniżej! Mówcie co chcecie, ale jest lepsze od tego nudziarstwa, co zwykle płynie z ambon. :) 

Nie miałbym też nic przeciwko przeciwko proboszczom takim jak ks. Henryk Jankowski czy biskupom takim jak Sławoj Leszek Głódź. Od dawna powtarzam: abp Głódź na papieża!


Zauważyłem, że dla współczesnego Kościoła godne pochwały jest prowadzenie "dialogu" z niemal wszystkimi: z prawosławnymi, protestantami, Żydami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, szamanistami, libkami, komunistami, feministkami, gejami, transami, furrasami czy satanistami. Z "dialogu" są wykluczone tylko dwie grupy: lefebvryści i ezoterycy. Zajmujesz się badaniem zjawisk paranormalnych? Usłyszysz od katolickich publicystów i sporej części księży, że jesteś satanistą. Co więcej Tekieli napisze, że ćwicząc karate czy nawet tai-chi zyskasz od demonów supermoce jak z "Dragon Ball" :) Dlaczego więc taki nacisk jest kładziony na wykluczenie obu grup z Kościoła? Bo obie dotknęły pewnych części prawdy - tyle, że z innych perspektyw. Obie grupy wierzą w świat nadprzyrodzony, teocentryczny i "duchocentryczny". Tymczasem liberalny, posoborowy Kościół ma być antropocentryczny. "Katolickie" feministki chciałby Kościoła waginocentrycznego, a lobby gejowskie dupocentrycznego. No i przez te środowiska Kościół znalazł się w wiadomym miejscu...

Czy kryje się za tym jakiś plan geopolityczny? Peter Thiel ostatnio oskarżył papieża Leona XIV o bycie nie tyle agentem, co "pożytecznym rezonatorem" komunistycznych Chin. Jego zdaniem, nauczanie papieża wymierzone w sztuczną inteligencję ma prowadzić do tego, by Zachód przegrał wyścig technologiczny z Chinami. Jest to zbieżne choćby z tym, że powiązane z Pekinem NGO-sy organizowały protesty w USA przeciwko budowie centrów przetwarzania danych, doprowadzając do anulowania projektów wartych dziesiątki miliardów dolarów. Papieskie przesłanie, by "rozbroić AI" nie będzie miało żadnego wpływu na chińskich wojskowych, ale może utrudnić USA budowanie broni opartych na sztucznej inteligencji.

Ktoś sobie zażartował, że Trump powinien wykorzystać aferę z FSSPX, by ogłosić Leona XIV antypapieżem, przeprowadzić w Watykanie specjalną operację wojskową i zainstalować tam swojego papieża. 

A ja przypominam, że ks. Natanek nie został ekskomunikowany :)

***



Tymczasem w Iranie zaczął się państwowy pogrzeb ajatollaha Chameneiego. Jego trumna była ultralekka i mała. Przywieziono ją samochodem-chłodnią. Na pogrzebie nie pojawił się Modżtaba - nawet w formie kartonowej. Wcześniej nie było go na pogrzebie żony. Ghalibaf zasiadł przy krześle, na którym postawiono portret szyickiej trójcy - Chomeiniego, Chameneia i Modżtaby. A przed portretem białe róże, sugerujące pokój. "Spoczywajcie w pokoju". Modżtaba pewnie nie żyje, lub nie jest w stanie się pokazać publicznie lub jest w areszcie domowym. Ghalibaf zabawnie odgrywał scenę płaczu nad trumną Najwyższego Przywódcy - aż Araghczi spojrzał się na niego w wiele mówiący sposób. Nie było za to Ahmadinedżada...


Na pogrzebie pojawili się przywódcy Kurdów, którzy ukradli wcześniej broń i Starlinki przekazane irańskiej opozycji. Vahidi wypełzł z bunkra na pogrzeb. Najwyższy sędzia Ejai ma stracić stanowisko. Wewnątrz reżimowej ekipy dochodzi do sporów - w rządowej telewizji przerywane są wypowiedzi na żywo. Jeden z generałów IGRC zginął w wypadku samochodowym. Babak nazywa Ghalibafa najwyższym rangą człowiekiem Trumpa w Iranie i zasugerował, że to on przyczynił się do likwidacji Chameneia. Amerykanie mieli natomiast uratować Ghalibafa przed izraelskim spiskiem mającym prowadzić do zestrzelenia jego samolotu. (Niedawno jego samolot dokonał nieplanowanego lądowania w Meszchedzie.) Irańscy komentatorzy piszą o trwającej transformacji ustrojowej, w której Korpus Strażników Rewolucji jest obciążeniem dla kraju. Chodzą plotki, że mają pozwolić nosić bikini dziewczynom na wyspie Kisz...

Tymczasem w Iraku, nowy premier (chwalony przez Trumpa) wziął się za szyickie milicje. Doszło w zeszłym tygodniu do wojskowego rajdu na Zieloną Strefę w Bagdadzie i aresztowania 47 skorumpowanych szyickich polityków. Internet obiegły zdjęcia piramidek banknotów i sztabek złota zgromadzonych pod portretami ajatollachów. Jedna szyicka deputowana miała  biustonosz i majtki ze złota. Sunnici powiedzą, że to nie jest prawdziwy islam...

A tymczasem w Syrii - pomijając jeden niedawny zamach przeprowadzony przez ISIS oraz starcia ze wspieranymi przez Izrael narkotykowymi dilerami od Hidżriego -  miejscowe dziewczyny  bawią się bez hidżabów przy muzyce Charli XCX. Tarczyński z rozpaczy potnie sobie kabanosy...



I nie tylko...


***


"Tajne pieniądze nazistów", czyli najnowsza książka Waszego Ulubionego Autora, zbiera już pierwsze recenzje, choćby tą - napisaną przez Pawła Skuteckiego. "Dobra, wartościowa książka, której brakowało na rynku. Efekt długich i żmudnych poszukiwań, prac analitycznych i redakcyjnych Huberta Kozieła zasługuje na dyskusję. I miejsce na półce."  Witold Gadowski, w końcówce swojej pogadanki, również gorąco polecił tę książkę.

sobota, 11 kwietnia 2026

Wrestlingowa wojna na Bliskim Wschodzie i jej ukryte przyczyny. 1973 Redux

 


Powyżej: wrak irańskiego dronowca IRIS Shahid Mahdavi, zatopionego w Zatoce Omańskiej.

Internetowy komentariat przechodził w ostatnich dniach niezłą huśtawkę nastrojów - od paniki (O mój Boże! Trump zapowiedział, że zniszczy cywilizację!!! Zbombarduje Iranowi elektrownie atomówkami i nadejdzie koniec świata!!!) po cyniczne kpiny (Ha! Ha! TACO! Co za cienias! Zabrakło mu odwagi rozwalić im elektrownie! Wycofał się! Iran jest niepokonany!!!). Ja to oglądałem jak dobry mecz - nie piłkarski, ale wrestlingowy. 

Ci, co wpadli początkowo w panikę zapomnieli o kilku sprawach: Trump jest medialnym showmanem, który brał udział w meczach wrestlingowych i zna ich zasady. Zna też bliskowschodni język dyplomacji, którego integralną częścią są przesadzone groźby. Zapewne też wie, że JFK w czasie kryzysu kubańskiego groził komuchom wojną jądrową. Powinien też wiedzieć (a jak nie wiedział, to pewnie mu powiedział Roger Stone), że Nixon stosował różnego rodzaju ostre groźby - w tym nuklearne - w ramach swojej "strategii szaleńca", która doskonale zdała egzamin zarówno w 1972 r. w Wietnamie jak i w 1973 r. na Bliskim Wschodzie. Ale oczywiście publika o tym nie wie, więc daje się robić na takie sztuczki. Nie wie ona też pewnie, że ewentualne bombardowanie irańskich elektrowni nie stanowiłoby żadnego straszliwego precedensu. Clinton bombardował elektrownie w Serbii, a Obama w Państwie Islamskim - i dostał pokojowego Nobla. Moskale wielokrotnie bili w ukraińskie elektrownie, a Rusini w rosyjskie. I nic wielkiego się nie stało. W przypadku ewentualnego uderzenia w irańskie obiekty tego typu była jednak obawa, że Iran uderzy w arabskie zakłady odsalania wody morskiej, pola naftowe i gazowe. Skończyło się więc tylko na drobnej demonstracji - szybkiej i metodycznej izraelskiej kampanii bombardowań irańskich mostów kolejowych. (Ciekawa analiza Maćka.)

Zawieszenie broni zostało ogłoszone na półtorej godziny przed deadlinem Trumpa. Oczywiście nie oznaczało ono wstrzymania działań wojennych. Irańskie rakiety i drony nadal uderzały w państwa arabskie - a nawet doszło do nasilenia tego ostrzału. Cieśnina Ormuz nadal była przyblokowana - Irańczycy puszczali po 15 statków dziennie, domagając się myta w kryptowalutach. Najlepszy numer zrobiło jednak lotnictwo ZEA - podszywając się pod Izraelczyków zbombardowało irańską rafinerię Lavan (poważnie ją niszcząc) oraz cele w Buszerze i w Teheranie. Skąd wiadomo, że to lotnictwo z Emiratów? Bo Izraelczycy nie mają Mirage'y. Wcześniej dwa duże drony chińskiej produkcji rozbiły się w Iranie - jeden na lądzie, drugi na morzu. Takie maszyny mają w swoim arsenale akurat ZEA i Arabia Saudyjska. Władze ZEA twierdzą, że Iran musi zostać pokonany wszelkimi możliwymi środkami - jeśli trzeba, to nawet bronią nuklearną. Przypomnę, że już po pierwszych irańskich uderzeniach w infrastrukturę naftowo-gazową, pojawiły się doniesienia, że Saudyjczycy w odwecie bombardują irańskie rurociągi. A magister Bartosiusiak przekonywał, że arabskie monarchie odwrócą się od USA i przejdą pod chiński protektorat...

Zanim jednak przejdziemy do kwestii negocjacji pokojowych, które mają się dzisiaj zacząć w Islamabadzie, to dojdźmy do tego, jak zaczęła się ta wojna.

Niedawny artykuł z "New York Timesa" o sceptycyźmie CIA, co do możliwości kontrewolucji w Iranie a Vance przestrzegał przed wojną to oczywiście wrzutka mająca pokazać Vance'a w odpowiednim świetle zarówno dla elektoratu jak i dla irańskich negocjatorów. 

Dlaczego twierdzę, że to wrzutka? Bo w NYT zwykle nie miał dobrych źródeł w administracji Trumpa, a w mediach pojawiło się przy okazji wojny dużo głupich fejków. (Choćby historia o tym jak przedstawiciele Pentagonu rzekomo grozili papieżowi Leonowi XIV "niewolą awiniońską" - turbogej Winnicki był jednym z tych, który uwierzył w tę historyjkę i zżymał się na "protestanckich syjonistów" z Pentagonu. Tego fejka zdementował jednak zarówno nuncjusz apostolski w Waszyngtonie, jak i Amerykanie. Eldrige Colby, z którym rozmawiał nuncjusz, to zaś nie żaden "syjonistyczny protestant", tylko wierzący katolik, który podjął nuncjusza bardzo kurtuazyjnie.) Ponadto historia o przygotowaniach do wojny ma poważną dziurę - przeczy rewelacjom, które zostały przemilczane niemal przez wszystkie media.

Trump w rozmowie z Fox News powiedział, że w styczniu USA wysłały do Iranu sporo broni i Starlinków dla tamtejszej opozycji. Broń i Starlinki zatrzymali sobie jednak pośrednicy, czyli kurdyjskie ugrupowania zbrojne. Przywódcy kurdyjskich komunistów z Iranu zaprzeczali, co prawda, że dokonali tej kradzieży i że gwałcą zwierzęta - tylko debil, by jednak im wierzył. Zwłaszcza, że kurdyjscy komuniści, sami chwalili się na TikToku bronią otrzymaną od Amerykanów. 

Poleganie na Kurdach było poważnym błędem - ich iracki przywódca Barzani składał irańskiemu reżimowi kondolencje po śmierci Chameneia, a wcześniej robił interesy naftowe z ISIS. No ale, widocznie w CIA i waszyngtońskich think-tankach wciąż jest żywy mit romantycznego kurdyjskiego bojownika o wolność. To oczywiście mit stworzony w czasie wojny z Saddamem, a propagowany później przez różnych Repetowiczów liczących na to, że znajdą sobie dziewczynę w "feministycznych" jednostkach YPG. ( Aż mi się przypomniała jedna z części "Zemsty frajerów" - "To Mechtylda, frajerka z Kurdystanu" :)

To, że kurdyjscy komuniści przywłaszczyli sobie broń i Starlinki przeznaczone dla irańskiej opozycji przesądziły o tym, że styczniowe wielkie protesty społeczne zostały krwawo stłumione. Kurdyjskich komunistów obciąża więc śmierć tysięcy Irańczyków. I to ich działanie doprowadziło do wojny - skoro bowiem, nie udało się dokonać zmiany reżimu w Iranie rękami samych Irańczyków, to trzeba było sięgnąć po plan B, którego CZĘŚCIĄ jest wojna. Trump stwierdził, że ci kurdyjscy komuniści "sprowadzili na siebie śmierć". Dobry komunista, to martwy komunista.

Mamy więc wielki paradoks - Repetowicz ostro krytykuje wojnę z Iranem, a to przecież jego kumple do niej się mocno przyczynili. Nie tylko kurdyjscy komuniści, ale również szyiccy fanatycy z Iraku (podobne tałatajstwo, do tego, z którym walczyliśmy w 2004 r. w Karbali), których irański reżim w panice sprowadzał w styczniu do kraju, by utopić protesty we krwi. (Niedawno sprowadził ich więcej z Iraku oraz Afganistanu, bo aparat represji został zdziesiątkowany przez bombardowania. Część z nich już dostała, na co zasłużyła - kilkuset zginęło w bombardowaniu, gdy się stłoczyli po odprawie paszportowej na przejściu granicznym.)

Wróćmy jednak do tego, czym był plan B. Znaczna większość wojen nie jest prowadzona aż do totalnego wyniszczenia wroga, ale do zawarcia porozumienia politycznego. Po drugiej stronie musi być jednak ktoś gotowy na takie porozumienie. I tu dochodzimy do wielokrotnie powtarzanych przez Trumpa zapewnień, że prowadzone są "dobre i konstruktywne" rozmowy z Irańczykami. Tutaj trzeba zadać pytanie: z którymi Irańczykami?



Irańskie władze i dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji zostały mocno przetrzebione w wyniku uderzeń dekapitacyjnych. Amerykanie wraz z Izraelczykami wyraźnie jednak oszczędzali dowództwo armii irańskiej, prezydenta Pezeszkiana i jego otoczenie, ministra spraw zagranicznych Araghchiego oraz przewodniczącego parlamentu Ghalibafa. Nazwisko tego ostatniego oficjela pojawiało się w kontekście tajnych negocjacji prowadzonych w Pakistanie. Oficjalnie im zaprzeczano, ale ostatecznie Ghalibaf pojawił się jawnie w Islamadzie wraz a Araghchim. Ich samolot był eskortowany przez pakistańskie myśliwce.

Czy ma on jednak zamiar negocjować w dobrej wierze? Po tym jak zostało zawarte bardzo ułomne zawieszenie broni, media zaczęły bezmyślnie powtarzać, że Amerykanie zgodzili się na 10 irańskich żądań obejmujących m.in. wycofanie wojsk USA z Bliskiego Wschodu i pozwolenie Iranowi na kontynuację programu nuklearnego. To oczywista bzdura - żadna amerykańska administracja nie przyjęłaby takich maksymalistycznych żądań. Owe 10 punktów podały irańskie państwowe media - co było podobną propagandą jak ich opowiastki o kilkakrotnym zatopieniu amerykańskiego lotniskowca. Z oficjalnego komunikatu Araghchiego wynikało, że podstawą do negocjacji będzie 15-punktowy plan amerykański oraz "szkielet" 10-punktowego planu irańskiego. Nie wiadomo jednak, o który 10-punktowy plan irański chodzi. Vance stwierdził, że początkowo Teheran przedstawił, coś jakby napisanego przez ChatGPT, co wyrzucono do kosza. Później pojawił się bardzo realistyczny plan, a potem media pisały o innym planie całkowicie od czapy. Źródła arabskie wskazywały natomiast, że irańscy negocjatorzy już wstępnie zaakceptowali 11 z 15 punktów planu amerykańskiego. 

To dlaczego Cieśnina Ormuz nadal jest przyblokowana, a w regionie trwa wymiana ciosów? Bo USA negocjują tylko z jedną frakcją w irańskich władzach. Druga frakcja - której najprawdopodobniej przewodzi Ahmad Vahidi, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji - chce kontynuowania wojny. To tłumaczy dlaczego irańskie, reżimowe silniczki wyszły ostatnio na ulicę i zaczęły wyzywać Ghalibafa od "zdrajców", a nawet obrażać Kartonowego Modżtabę. Takie demonstracje śmierdzą Resortem na wiele kilometrów...



Pojawiła się teoria, że Ghalibaf kupił zaufanie Amerykanów dostarczając im wcześniej dane wywiadowcze. Mógł on wystawić im Laridżaniego, których uchodził za jego głównego rywala, a po likwidacji Chameneia był człowiekiem, który de facto rządził Iranem.

Baj de łej: gen. Esmail Qaani, podejrzewany o pracę dla Mosadu dowódca Sił Quds, który przetrwał bombardowanie bunkra Nasrallaha, kampanię dekapitacyjną z czerwca 2025 r. i likwidację Chameneia, wciąż żyje, trwa na stanowisku i odgrywa nawet propagandowe szopki.

Tuż przed ułomnym zawieszeniem broni amerykańskie bombowce B2 zbombardowały natomiast bunkier, w którym miało zginąć 50 wysokiej rangi oficerów Korpusu Strażników Rewolucji planujących kolejne ataki wymierzone w państwa regionu. Trump postował film rzekomo z tego ataku, i napisał o śmierci "wielu irańskich przywódców wojskowych". Ciekawe, czy ktoś ich wystawił?

Ghalibaf reprezentuje bardziej "materialistyczną" frakcję w irańskich władzach. To właściwie mafiozo (pamiętajmy, że Korpus Strażników wraz z Hezbollahem jest bardzo mocno zaangażowany w handel narkotykami). Jego syn nie walczy w obronie reżimu, ale odpoczywa w Monaco na jachcie z przyjaciółmi.



O ile na co dzień irańscy oficjele krzyczą "Śmierć Ameryce!", to podobnie jak peerelowskie komuchy wysyłają dzieci do USA. Świat niedawno dowiedział się o siostrzenicy gen. Sulejmaniego - influencerce, która korzystała z uroków kapitalistycznego życia w "szatańskiej Ameryce", dopóki nie zaczęła publicznie okazywać radości ze śmierci amerykańskich żołnierzy i została deportowana. Rubio zapowiada, że 4 tys. członków rodzin reżimowych irańskich oficjeli może również stracić prawo pobytu w USA.

Zauważmy, że Trump od początku wojny wypowiadał się ostrożnie o zmianie reżimu w Iranie, a wielokrotnie sugerował, że chce się dogadać z frakcją wewnątrz irańskich władz. 

Problem jednak w tym, że frakcja Ghalibafa-Pezeszkiana wcale nie musi zwyciężyć w wewnętrznej rywalizacji o władzę. Problemem jest to, że irańscy "twardogłowi" tacy jak Vahidi najprawdopodobniej myślą, że Iran wygrywa wojnę i nie ma powodów do ustępstw. Czy jednak jest tak w rzeczywistości?

Wielu wyciągniętych z dupy "ekspertów" twierdzi, że Iran "wyjdzie z tej wojny silniejszy niż był". Czyżby? 

Amerykanie, kosztem 15 zabitych i 538 rannych żołnierzy (z czego 315 szybko wróciło do służby, a tylko 6 było poważnie rannych) oraz Izraelczycy kosztem 13 zabitych żołnierzy w Libanie, 418 rannych żołnierzy, 27 zabitych i 7415 cywilów z różnymi obrażeniami zdołali zabić ponad 6,6 tys. irańskich żołnierzy i funkcjonariuszy aparatu represji, a ponad 15 tys. ranić. Wyeliminowano kilkudziesięciu wysokich rangą dowódcą i oficjeli, łącznie z najwyższym przywódcą. (Tutaj podsumowanie 52 likwidacji z ostatnich lat.) Ponadto zabito ponad 1400 bojowników Hezbollahu i trochę szyickiego tałatajstwa z Iraku. Zniszczono irańskie lotnictwo wojskowe i 155 jednostek morskich. Amerykańskie straty lotnicze to 0,015 proc.   względem liczby wykonanych lotów. W kwestii zniszczonych wyrzutni rakiet nie ma pewności - pesymistyczne oceny amerykańskiego wywiadu mówią o połowie pocisków, które zostały zniszczone. Zniszczono 90 proc. irańskiego przemysłu zbrojeniowego, a poważnie zdewastowano również m.in. irański przemysł chemiczny i stalowy. Reżim ocenia straty gospodarcze na 145 mld USD, podczas gdy nominalny PKB Iranu wynosił przed wojną 376 mld USD. Jedna trzecia irańskiej gospodarki została więc zniszczona w 40 dni. (O ile wcześniej Iran plasował się pod względem wielkości PKB między Egiptem a Portugalią, to obecnie plasuje się między Katarem a Ukrainą. PKB per capita spadł zapewne z poziomu "ukraińskiego" do "uzbeckiego".) "Ha, ha! Rozwaliliście nam tylko połowę armii i pocisków i nie doprowadziliście do zmiany władzy" - mogą się pocieszać zwolennicy irańskiego reżimu. Podobnie pocieszali się serbscy postkomuniści w 1999 r.

Jeśli Iran wygrał, to jest to "straszliwe zwycięstwo". Blokowanie Cieśniny Ormuz oraz uderzenia rakietowe w kraje ościenne, można traktować jako elementy zwycięstwa. Ciężką głupotą jest jednak mówienie o tym, że "Iran wyszedł z tej wojny silniejszy" lub, że "Amerykanie nie mają kart". Mają mnóstwo kart. Mogą bezkarnie zbombardować w Iranie wszystko, co chcą. Okazali jednak jak dotąd Irańczykom łaskę powstrzymując się od bombardowań elektrowni, rafinerii, rurociągów oraz innej infrastruktury krytycznej. Wojna prowadzona przez USA oraz Izrael jest też dosyć "czysta" jeśli chodzi o ofiary cywilne - zwłaszcza w porównaniu z izraelskimi działaniami w Strefie Gazy. 1030 zabitych, przy kilkunastu tysiącach uderzeniach lotniczych w terenach gęsto zaludnionych (w tym 160 po tym jak amerykański pocisk wystrzelony z okrętu lub irański interceptor spadł na szkołę leżącą w rogu działki z bazą wojskową), wskazuje na ostrożny dobór celów i chęć uniknięcia niepotrzebnych ofiar. Przed uderzeniami w irańskie mosty kolejowe, Izraelczycy dzwonili do maszynistów irańskich pociągów, by ich ostrzec przed atakiem.



Akcja z uratowaniem nawigatora zestrzelonego F-15 pokazała też, że Amerykanie są w stanie przeprowadzać operacje specjalne na dużą skalę wewnątrz Iranu. Zorganizowali przecież prowizoryczne lotnisko ponad 300 km w głębi irańskiego terytorium, pod wielkim miastem jakim jest Isfahan. Uratowali lotnika, nie ponosząc żadnych strat ludzkich, a eliminując wielu uczestników irańskiej obławy. (Analizę tej operacji robił Maciek na swoim blogu.) To trochę tak, jakby startując z Estonii Amerykanie zrobili podobny wjazd Ruskim w okolicach Wałdaju - nic dziwnego, że "Putin" się nie pokazuje. Można krytykować tę akcję, za utratę sprzętu lotniczego. Amerykańskie siły zbrojne to nie jest jednak armia brytyjska, czy niemiecka, która nie może sobie pozwolić na utratę nawet jednej maszyny. Amerykanie mają sprzętu w ch..., a jak ponoszą straty, to po prostu składają zamówienia na nowe w swoich fabrykach. Sprzęt był dla nich mniej ważny od uratowania doświadczonego pułkownika lotnictwa, którego niewola byłaby katastrofą wizerunkową dla Stanów Zjednoczonych. A przy okazji mogą wypróbować nowe "zabawki" - takie jak urządzenie CIA pozwalające wykryć z bardzo daleka bicie serca człowieku na pustkowiu.



W stronę Bliskiego Wschodu zmierzają nowe siły marines, elementy 82-giej Dywizji Powietrznodesantowej oraz m.in. brygada artylerii. Amerykanie mają więc karty w rękach. Ewentualna operacja zajęcia wysp w Zatoce Perskiej - przy dominacji w powietrzu - spotkałaby się pewnie z ograniczonym przeciwdziałaniem Irańczyków. Samymi atakami rakietowymi i dronowymi, nie byliby oni w stanie odbić terenu. Pamiętajmy też o sporej demoralizacji dotykającej nawet jednostki Korpusu Strażników Rewolucji. 

Inną kwestią jest to, jak długo irański reżim przetrwałby po wojnie. Poparcie dla niego przed wojną nie przekraczało 20 proc. (jedno z badań dla biura prezydenta Pezeszkiana pokazało tylko 8 proc. poparcia). Negocjacje rozejmowe ujawniły rozłam wśród zwolenników reżimu. Na jakie poparcie mogą więc liczyć Ghalibaf a na jakie frakcja apokaliptycznych szyitów? Część funkcjonariuszy reżimu chce ratować życie i majątki, a część liczy na powrót Mahdiego i 72 dziewice w raju... 

W momencie, w którym w Iranie zostanie odblokowany internet, zrobi się tam naprawdę ciekawie. Pahlavi - według "ekspertów" nie mający absolutnie żadnych wpływów w Iranie - wzywał "Nieśmiertelnych" do rozpoczęcia uderzeń w funkcjonariuszy reżimu. Jak na razie mamy jeden przypadek takiego udanego ataku, potwierdzony filmem wrzuconym do internetu. Może w ten sposób bawi się jakaś frakcja w irańskiej bezpiece. W Teheranie słychać było jednak w piątek wybuchy, mimo że na niebie nie było samolotów i dronów.

Co by mogła więc zrobić administracja Trumpa, by wzmocnić frakcję Ghalibafa-Pezeszkiana? (Poza dalszymi likwidacjami apokaliptycznych szyitów) Dać jej, coś, co mogłaby ona przedstawiać jako irańskie zwycięstwo.

Świat żyje kryzysem naftowo-nawozowym wywołanym przez przyblokowanie Cieśniny Ormuz. Dlaczego jednak Amerykanie, dysponując dominacją w powietrzu nie podjęli ŻADNEJ próby jej odblokowania? Rozumiem, że kraje NATO nie wysyłają tam okrętów - nie chcą, by ciapactwo wspólnie z propalestyńskim lewarstwem paliło im centra miast. (Okazuje się jednak, że pomimo publicznego sporu między Trumpem, a rządami państw Europy Zachodniej, rządy te PO CICHU wspierają USA w ich wysiłku wojennym. Robią tak m.in. Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy  - tylko czerwona Hiszpania się buntuje.)  Dlaczego podobnych prób NIE PODJĘŁY marynarki wojenne krajów regionu? Dlaczego przed wybuchem wojny Amerykanie wysłali dwa duże trałowce z Bahrajnu do Malezji? Dlaczego wszyscy udają, że wierzą w to, że Irańczycy zaminowali część Cieśniny Ormuz, mimo, że zniszczono im 95 proc. zapasów min morskich i okręty będące w stanie stawiać zapory minowe? Dlaczego przystań szybkich łodzi Korpusu Strażników Rewolucji na wyspie Larak została zbombardowana dopiero w tygodniu przed Wielkanocą? Dlaczego "punkty poboru myta" na wsypach Keszm i Larak nie zostały wypalone napalmem, białym fosforem i bombami termobarycznymi? Można by obie obrócić w dymiące skały, można obie zająć desantami powietrznymi lub morskimi. Amerykanie z jakiegoś powodu się jednak przed tym powstrzymali. Co więcej, zarówno Trump jak i przedstawiciele jego administracji sami zaczęli snuć wizję wspólnego pobierania myta w Cieśninie Ormuz wspólnie przez Iran, Oman oraz USA.

"Jesteś odklejonym od rzeczywistości MAGA-tardem i hasbarowcem!!! Jak możesz sugerować, że Amerykanie celowo pozwolili Irańczykom na blokadę Cieśniny Ormuz!?" - odezwie się część komentatorów.





Przypomnę więc ustawioną wojnę Yom Kippur z 1973 r. Izrael - działając w ramach planu ustalonego przez Henry'ego Kissingera - udawał, że nie widzi egipsko-syryjskich przygotowań do uderzenia. Pozwolono armii egipskiej zwyciężyć w pierwszej fazie wojny. Plan przewidywał, że Egipt zajmie kawał Synaju, a Syria Wzgórza Golan - Arabowie odzyskają swoją dumę i będą mogli zawrzeć trwały pokój z Izraelem. 

Sprawa się wówczas rypnęła, bo armia Assada nie mogła przełamać heroicznego oporu izraelskich czołgistów na Golanie. Assad wpadł w panikę i wezwał na pomóc Sowietów oraz błagał Saddata, by rozszerzył ofensywę na Synaju. Skończyło się tym, że gen. Ariel Szaron przekroczył Kanał Sueski i otoczył armię egipską na pustyni. Amerykanie doprowadzili wówczas do rozejmu, który w ciągu kilku lat przekształcił się porozumienie pokojowe, w wyniku którego Egipt odzyskał Synaj. Sowieciarz Assad się do niego nie przyłączył - i wiemy, jak to się później skończyło. 

Cała operacja polegała na daniu Arabom zwycięstwa nad Izraelem. Czyżby teraz też chodziło o daniu Iranowi pozorów strategicznego zwycięstwa, by doprowadzić do trwałego pokoju i przeorientowania geopolitycznego Iranu? 

Zauważmy, że frakcja Ghalibafa zaczęła ostro uderzać w nacjonalistyczne tony - nawet odwołujące się do czasów szacha! Trzecioświatowi prawicowcy z uwagą czytają złośliwości wypisywane na koncie twitterowym Ghalibafa. Tyle, że Ghalibaf słabo zna angielski. Prawdopodobnie prowadzi mu te konto jakiś amerykański prawicowy podcaster- groyper. (Stąd też liczne aluzje do Epsteina - dziwne, bo Ghalibaf ożenił się z 14-latką. Baj de łej: na resortowej demonstracji wymierzonej w Ghalibafa pojawił się najbardziej znany irański homoseksualny pedofil - Saeed Tousi, recytator Koranu, który był nauczycielem młodego Modżtaby, posądzanego o gejostwo. Dodajmy, że wciąż nie pochowany ajatollah Ali Chamenei jako chłopiec pracował w łaźni.) 

Skutkiem wojny z 1973 r. był szok naftowy - do którego doszło, po tym jak amerykańscy sojusznicy: szach oraz król Arabii Saudyjskiej podnieśli ceny ropy. Skutkiem ówczesnego szoku było niezwykłe wzbogacenie monarchii znad Zatoki Perskiej, którzy sporą część pieniędzy zainwestowali w USA, co przełożyło się na rzekę tanich kredytów, która zalała III świat i państwa komunistyczne. Po drugim szoku naftowym z 1979-1980 r. doszło do szokowej podwyżki stóp procentowych przez Fed i serii kryzysów zadłużeniowych w drugim i trzecim świecie. 


Dziwnie brzmią więc wygląda wpis Trumpa o nadchodzącym "najpotężniejszym resecie na świecie". Osintpolowcy biorą to za takie tam gadanie "zdemenciałego, pomarańczowego orangutana". Ja radziłbym nie lekceważyć takich zakodowanych sygnałów... Być może mamy do czynienia z procesem zastąpienia liberalnej globalizacji przez zmilitaryzowaną technokrację.

"Co się stało Trumpowi?" - zastanawia się na łamach "Do Rzeczy" Michał "Dupa" Krupa. Ksywka zobowiązuje, więc gostek  dziwi się, że Trump nie jest libertariańskim izolacjonistą zaprowadzającym pokój z Rosją, Pekinem i ich sojusznikami, a wojny ograniczającym jedynie do zniszczenia Izraela. Koleś chyba przegapił pierwszą kadencję Trumpa i pierwszy rok drugiej kadencji - dopiero teraz się "geniusz" ocknął. Ja od lat przekonywałem, że Trump to człowiek kompleksu wojenno-przemysłowego-technologicznego. Jego plany budżetu obronnego opiewającego na 1,5 bln USD (2,5 bln USD, gdy doliczymy bezpieczeństwo wewnętrzne) to potwierdzają. Trump to imperialny militarny keynsista w stylu Roosevelta, mający też sporo wspólnego z Nixonem. Gadki o jego "demencji" też są wzięte z dupy. RKF Jr. opowiadał, jak Trump z pamięci narysował flamastrem "idealną mapę" Bliskiego Wschodu i przy każdym państwie bezbłędnie napisał liczebność jego armii...

Nie śmiałbym się też z saudyjskich planów budowy futurystycznych miast takich jak Neom i The Line. To przykrywka do budowy w twardych, bazaltowych skałach Półwyspu Arabskiego, bunkrów dla elit na wypadek wydarzenia geofizycznego w stylu potopów sprzed 6 tys. i 12 tys. lat... 

No, ale to przecież złe teorie spiskowe. Nie to, co dobre teorie spiskowe różnych Repetowiczów, Szewków, generałów-admirałów Micków i magistrów Bartosiusiaków...

sobota, 21 marca 2026

Superagent Tucker i deeskalacja przez eskalację

 


Tucker Carlson niedawno twierdził, że CIA czytała jego korespondencję mailową z Irańczykami i chce go oskarżyć o szpiegostwo. Biały Dom temu zaprzeczył. Okazało się jednak, że Tucker najprawdopodobniej mocno przyczynił się do likwidacji najwyższego irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego i towarzyszących mu ponad 40 dygnitarzy. Zgromadzili się oni na śniadaniu u najwyższego przywódcy, w jego oficjalnej rezydencji, bo uznali, że Trump tylko blefuje i nie ma zamiaru zaatakować. Kto ich do tego przekonał? Tak się złożyło, że Tucker krążył tuż przed atakiem między USA a Iranem. Po odbyciu kilkugodzinnej rozmowy z Trumpem, rozmawiał z irańskimi oficjelami. Wszystko mogło się więc potoczyć jak w ostatnim odcinku Psyop Anime.



Przypominam, że ojcem Tuckera był Dick Carlson, dyrektor Głosu Ameryki za Reagana i agent CIA. Zauważmy również, że po likwidacji Chameneia, Putin przestał pojawiać się na Kremlu. Pamiętacie pewnie wywiad, jakiego udzielił on Tuckerowi?

Po tym jak Tucker pomógł zdekapitować irańskie przywództwo, trzecioświatowa prawica wraz z libkami dała się złapać na kolejną operację specjalną: sprawę rezygnacji Joe Kenta, byłego oficera sił specjalnych i funkcjonariusza CIA, który był mało znanym biurokratą zajmującym się walką z terroryzmem. Zrezygnował on ze stanowiska w proteście przeciwko wojnie w Iranie. Natychmiast udzielił wywiadu Tuckerowi, w którym naopowiadał kocopałów w stylu, że "wojna z Irakiem, doprowadziła do wojny domowej w Syrii". Mrugnął okiem do widzów Candance Owens mówiąc, że rzekomo "Izrael zablokował śledztwo w sprawie zabójstwa Charliego Kirka". (Przypomnijmy, że po zamordowaniu Kirka, amerykańskie lewactwo było w panice, że zrobią mu Noc Oczyszczenia. Wówczas pojawiła się Candance, najpierw twierdząc, że Kirka zabił Mossad, a później, że Kirk był podróżnikiem w czasie, który objawiał się jej w snach i miał z nią potajemny romans.) Nie wiem jaki jest cel tej maskirowki, ale nawet taki meksykański turbogej z FBI, jakim jest Nick Fuentes trafnie zauważa, że:

"Wszyscy ci ludzie to CIA, to jakieś szaleństwo. Peter Thiel dotuje Kenta i Vance’a w 2022 roku, a Tucker promuje ich obu w swoim programie. Syn Tuckera pracuje dla Vance’a. Tucker zna Thiela od 1992 roku. Thiel jest kontraktorem CIA, ojciec Tuckera kierował USIA, Joe Kent dołączył do CIA w 2018 roku, a Vance był marines zrekrutowanym przez Thiela na Yale.

Gdy Kent przegrywa, Tucker i Blumenthal mszczą się na mnie swoim paszkwilem w „Grayzone”, nazywając MNIE agentem federalnym. Kilka miesięcy później nowa żona Kenta, Heather Kaiser, publikuje tekst wraz z Blumenthalem w „Grayzone”. Ojciec Blumenthala, Sidney, był najemnikiem wywiadu. Blumenthal współpracuje z RT i PressTV.

David Sacks wzywa do zakończenia wojny, kilka dni później Kent składa rezygnację na ręce J.D. Vance’a, po czym pojawia się u Tuckera. Sacks należy do „mafii PayPal”, jest wieloletnim współpracownikiem Thiela i Muska, bliskim powiernikiem J.D. Vance’a i dotował go w 2022 roku. Sacks przemawiał u boku Tuckera w Rockbridge Network, która stworzyła 1789 Capital – fundusz, który sfinansował Tucker Carlson Network."

(koniec cytatu)

Co ciekawe, Kent wcześniej publicznie wzywał Trumpa do dokonania ataku prewencyjnego na Iran.

Mamy więc jakąś dziwną wojenkę pomiędzy CIA a FBI. Przypominam, że akt Epsteina Trump był informatorem FBI (zwracałem uwagę na taką możliwość już w 2016 r., w czasie gdy różne debile masturbowały się, że to "rosyjski agent").  Przypominam też, że obecna wojna zmniejsza szansę na republikańską nominację w 2028 r. dla J.D. Vance, a wzmacnia pozycję Marco Rubio.

Oczywiście mamy też do czynienia z poważnymi przetasowaniami wewnątrz władz Iranu.

Został zlikwidowany - wraz z dowódcą basijich - Ali Larijani, czyli koleś, który faktycznie kierował Iranem w pierwszych tygodniach wojny i odpowiadał za strategię przewidującą skoncentrowanie ataków na krajach arabskich. (Miesiąc wcześniej zięć Larijaniego mówił protestującym studentom: idźcie poszukać swoich przyjaciół w kostnicy Kahrizak.Pozostały do eliminacji trzy osoby ze ścisłego kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji.

Z irańskich najwyższą rangą dygnitarzy, którzy sprawowali swoje stanowiska w 2025 r., przeżyło już niewielu. Na poniższej, dolnej fotografii, są tylko prezydent Pezeszkian (z pochodzenia Azer) i generał Qaani. Okazało się, że nadal przebywa w Iranie - na wolności i na dotychczasowym stanowisku. Jakoś nikt go tam nie podejrzewa o pracę dla Mossadu lub CIA...




Gejowski kartonowy Modżtaba nadal nie pokazuje się przed kamerami. Pojawiły się pierwsze przecieki mówiące, że zmarł w teherańskim szpitalu. Podczas przemówienia z okazji święta Nowruz (irański Nowy Rok), Pezeszkian siedział obok żałobnej fotografii przedstawiającej Modżtabę, Alego Chameneia i Chomeiniego. Przypomnę, że Alego Chameneia nadal nie pochowano...

Przy okazji wyszła na jaw ciekawa relacja szefa protokołu najwyższego przywódcy z bombardowania w dniu 28 lutego. Mojtaba ocalał, bo w ostatniej chwili wyszedł do ogrodu.

Dostali też ponoć Chińczycy. Jak czytamy: "Trzech ekspertów od radarów z 14. Instytutu Badawczego China Electronics Technology Group Corporation w Nankinie — czołowego zespołu od chińskich radarów antystealth — zginęło w pierwszej fazie amerykańskich uderzeń. Ich ciał nie odnaleziono. Zginęło także siedmiu techników DJI, chińskiej firmy produkującej drony, a od 300 do 400 chińskich wojskowych i specjalistów technicznych pozostaje uwięzionych lub jest uznanych za zaginionych w podziemnych bunkrach, których współrzędne miały wyciec do Izraela."



Trump zapowiada, że "może zdecyduje się na zmniejszenie intensywności wojny z Iranem". Skoro tak mówi, to szykuje się eskalacja. W grze jest zajęcie wyspy Chark, przez którą przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Może też chodzić o zajęcie brzegu Cieśniny Ormuz. Nad Zatoką Perską już ponoć pojawiły się samoloty A-10 Warthgog i wraz ze śmigłowcami Apache rozwalają irańskie szybkie łodzie motorowe. A-10 to stara, ale fajna maszyna. Ostatnio młóciła ona w Iraku kumpli Repetowicza, czyli bojowników lokalnych szyickich milicji. Chyba młóciła skutecznie, bo wstrzymali ataki i w amerykańskiej ambasadzie w Bagdadzie rozpoczęły się tajne rozmowy rozejmowe.

W kwestii Cieśniny Ormuz wiele rzeczy mnie zdumiewa. Trump doskonale wiedział, że wojna zagrozi tranzytowi przez ten akwen. Mówili mu przecież o tym wojskowi. Zdecydował się jednak na to, bo ponoć uznał, że konflikt będzie krótki. Fajne tłumaczenia, ale kłócą się one z wcześniejszymi doniesieniami mówiącymi, że USA przygotowują się na wielotygodniowe bombardowania Iranu. I rzeczywiście, operację lotniczą drobiazgowo rozpisano na kilka tygodni. Dlaczego więc nie przygotowano w podobny sposób operacji morskiej? Dlaczego dwa duże trałowce odesłano z Bahrajnu do Malezji? Rozumiem, że izraelska marynarka wojenna nie pojawi się tam ze względów politycznych, ale dlaczego marynarki wojenne państw Zatoki Perskiej same nie wzięły się do eskortowania tankowców? 

Rozumiem, że eurocucki nie chcą brać udziału w wojnie Trumpa, ale niezależnie od niego mogliby stworzyć własną flotyllę do ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz, choćby po to, by pokazać "europejską siłę". Jak to jest, że w szczycie histerii szykowali się do wysadzenia w powietrze pasów startowych lotnisk na Grenlandii, by nie wpadły one w ręce Amerykanów, a nie kwapią się do zabezpieczenia żywotnych europejskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie. Choć kraje Europy Zachodniej dystansują się od wojny, to też są celami irańskich ataków. Włosi stracili w Iraku drona, a w Kuwejcie uszkodzono im dwa myśliwce Eurofighter.

W tym tygodniu doszło do eskalacji, w postaci izraelskiego ataku na Południowy Pars - największe irańskie pole gazowe. Iran odpowiedział atakiem rakietowym na katarską instalację gazową w Ras Lafan. Atak ten wyłączył - być może nawet na 5 lat - 17 proc. katarskiej produkcji gazu. Przypominam, że Katar to kraj, który dotychczas starał się utrzymywać przyjazne relacje z Iranem. Cena ropy skoczyła do prawie 120 USD za baryłkę. Trump stwierdził, że Izrael zaatakował Południowy Pars bez jego wiedzy - co jest akurat kłamstwem, bo atak ten skoordynowały USA z Izraelem - że Netanjahu już tego nie będzie robił, a jak Irańczycy znów uderzą w Katar, to wysadzi im całe pole gazowe. Przekaz w stylu bliskowschodnim, ale po nim ataki ustały. Iran ogłosił natomiast, że będzie przepuszczał przez Cieśninę japońskie tankowce, choć przecież Japonia jest bliskim sojusznikiem USA. Dziwnie to wygląda, co nie?

Być może Trump uchylił rombka tajemnicy mówiąc, że spodziewał się, że cena ropy skoczy jeszcze mocniej... Podejrzewam więc, że mamy do czynienia z manipulacją rynkiem na gigantyczną skalę połączoną z przemodelowaniem globalnych rynków energii. (USA korzystają m.in. na kłopotach Kataru, odczuwając zwiększony popyt na własne LNG). Libki i trzecioświatowi dupoprawicowcy odpowiedzą: nie, to niemożliwe, Trump jest po prostu zły i głupi, nigdy nie angażowałby się manipulacje rynkowe! Czyżby? Koleś, będący symbolem amerykańskiego biznesu z lat 80-tych nie angażowałby się w manipulacje rynkowe? Gówno wiecie, w dupie byliście i chuja widzieliście.

Tak ogólnie, to po dziesięciu latach analizowania Trumpa (zwykle przez wyciągniętych z dupy pseudoekspertów), zachodnie rządy nadal nie mogą go rozgryźć. Wiele z tego, co on mówi da się jednak właściwie "odkodować". Gdy Trump twierdzi, że wszystkie irańskie rakiety zostały zniszczone wraz z armią irańską, to komentatorzy się śmieją, że gada głupoty. A to element magicznego rytuału - słowna wizualizacja oczekiwanego efektu - takie afirmacje rodem z "Potęgi podświadomości".

Ogólnie też dużo się ukrywa, co do udziału państw arabskich w tej wojnie. Nad niebem Iranu zaobserwowano coś przypominającego Mirage'a czy Eurofightera. To prawdopodobnie samolot z lotnictwa wojskowego ZEA. Mohamed bin Salman namawia Trumpa do ostrzejszych uderzeń w Iran. Ponoć inne kraje Zatoki, też chcą, by Amerykanie "ucięli łeb wężowi". Ogólnie rzecz biorąc arabskie monarchie po cichu cieszyły się z tego, że Izrael w ostatnich latach wykrwawił Hamas, Hezbollah, Hutich oraz Iranem. Zarówno one jak i USA źle przyjęły tylko atak Izraela na Syrię - uznany za niesprowokowaną agresję. 

Irański reżim świętuje to, że udało mu się uszkodzić amerykański F-35. Film z jego trafienia prawdopodobnie jest lipny. Samolot ponoć lądował na twardo, a pilot został zraniony przez szrapnel. Czyli eksplodowało coś w pobliżu. Prawdopodobnie pilot poczuł się na tyle pewnie, że zszedł na niski pułap. Miarą "sukcesu" Irańczyków jest to, że to jedyny amerykański samolot uszkodzony w boju na Iranem, choć Amerykanie oraz Izraelczycy wykonali tam kilkanaście tysięcy lotów bojowych. Serbom w 1999 r. przynajmniej udało się zestrzelić F-117.

W necie chodzą oczywiście ciężkie fejki o tym, że Irańczycy zatopili Amerykanom lotniskowiec USS Gerald Ford, zniszczyli 73 samoloty na lotnisku Ben Guriona, czy zabili Netanjahu wraz z kilkoma izraelskimi generałami. W praktyce wyrządzili Izraelowi niewielkie szkody. Owszem uderzonych zostało kilka prywatnych odrzutowców na lotnisku Ben Guriona. Poza tym irańska rakieta spadła 400 metrów od Meczetu al-Aksa. Iran omal więc pomógł Izraelowi zrobić miejsce na Trzecią Świątynię.

Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran przyniosły natomiast, jak dotąd, zadziwiająco mało ofiar cywilnych. Oficjalne dane irańskiego reżimu mówią o 223 zabitych kobietach i 202 dzieciach, z czego 160 ofiar śmiertelnych miał przynieść jeden atak na szkołę leżącą w rogu działki zajmowanej przez bazę wojskową. Mówimy o prawie trzech tygodniach kampanii lotniczej obejmującej kilkanaście tysięcy uderzeń. 

W Iranie święto Nowruz. Kilka dni wcześniej Irańczycy mieli festiwal światła, z tańcami przy ogniskach. Reżim zabronił odpalać fajerwerków z tej okazji, ale Irańczycy to olali. Wznosili przy ogniskach okrzyki na cześć szacha, śpiewali nacjonalistyczną pieśń Ey Iran palili flagi republiki islamskiej, tańczyli przy remixie "Khamenei is dead"  i dobrze się bawili. Czasem siły reżimowe rozpędzały te zgromadzenia. Ogólnie jednak basiji mają ostatnio ciężko, wielu z nich ginie w atakach dronowych (złośliwcy robią im kawały z nagranymi odgłosami nadlatujących dronów), wielu śpi na kartonach pod mostami. Taki to kartonowy reżim z kartonowym najwyższym przywódcą.

Wesołego Nowrozu! Javid Shah!




***

Smutna wiadomość z wczoraj - R.I.P. Chuck Norris.