Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Ostrzeżenie dla Rassiji

 


Wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffa w Moskwie była bez wątpienia newsem tego tygodnia.

Oto bowiem szef amerykańskiej agencji wywiadowczej przyleciał do Moskwy z Rygi na pokładzie Boeinga C-17 Globemastera. 



To była pierwsza taka wizyta od 2021 r., czyli od momentu gdy bidenowski szef CIA William Burns pojechał na Kreml, by powiedzieć Putinowi, że USA znają jego plany inwazji na Ukrainę i by nie robił żadnych głupot. Putin wówczas nie posłuchał dobrej rady i wpieprzył się w wojnę, która go wiele kosztuje.

Według Politico i WSJ, Ratcliffe również przyleciał do Moskwy z ostrzeżeniem, by Ruscy nie robili żadnych głupot. Tymi głupotami miały być zbrojne działania przeciwko państwom wschodniej flanki NATO, a w szczególności przeciwko Litwie, Łotwie i Estonii.



W lipcu pojawił się przeciek, że administracja Trumpa ostrzegła prezydenta Nawrockiego o tym, że Rosja planuje prowokację zbrojną przeciwko Polsce.

Pojawiły się również przecieki mówiące, że kremlowscy decydenci rozważają użycie taktycznej broni jądrowej na Ukrainie, co ma wywoływać obawy części rosyjskiego establiszmentu.

Równolegle do wizyty szefa CIA, w Moskwie odbywała się wizyta papieskiego wysłannika, abpa Paula Gallaghera, który w lipcu przez sześć dni przebywał na Ukrainie.

Akurat podczas wizyty Ratcliffa w Moskwie, nad USA było w powietrzu aż pięć samolotów "Dnia Sądu Ostatecznego", czyli maszyn dowództwa nuklearnego. W ostatnich dniach mieliśmy też intensyfikację natowskich operacji lotniczych wokół Obwodu Królewieckiego. Pojawiły się w jego pobliżu - i Przesmyku Suwalskiego - m.in. rozpoznawcze samoloty brytyjskie.  Rosyjska armia na falach krótkich wysłała natomiast radiogram o dużej ważności. Tymczasem Baćkoszenka zarządził swojemu wojsku podwyższoną gotowość bojową.

Pojawiła się też wrzutka mówiąca, że polskie czołgi zostały wysłane nad granicę z Obwodem Królewieckim. Z tego powodu Polska pojawiła się w PsyOp Anime :) To były koreańskie czołgi K2, które trafiły do 16. Dywizji Zmechanizowanej, zgodnie z zamówieniem złożonym jeszcze przez Błaszczaka...





***

Człowiek wybiera się na krótki krajowy wypad, a tu umiera Ratko Mladić...

A wcześniej - między wyjazdami -  to samo spotyka łysego, sowieciarskiego, peerelowskiego gejnerała, który mówił Polaczkom, że "amerykańska baza sprowadzi na nich zagrożenie", Abramsy nie wzmocnią ich bezpieczeństwa, a F-35 to zły samolot.

 We wrześniu jeszcze będą czekały mnie wyjazdy.

Przypominam też o spotkaniu z Waszym Ulubionym Autorem

4 września (piątek), godz. 18, Warszawa, ul. Władysława Skoczylasa 10/12, lok. 81 (wejście przez kawiarnię). Można będzie zdobyć autograf.

sobota, 1 sierpnia 2026

Czy Wolę dało się uratować w 1944 roku?

 


Powstanie Warszawskie miało jak najbardziej szansę na zwycięstwo. Warszawa jednak została zburzona dlatego, że kompletny kretyn Mikołajczyk wypaplał Mołotowowi w Moskwie, że w Warszawie AK szykuje zryw. Stalin już 1 sierpnia nad ranem kazał więc zatrzymać natarcie na najważniejszym odcinku frontu wschodniego. Oczywiście później, sowiecka propaganda - a za nią różni moskalofile - wskazywała, że Armia Czerwona "nie była w stanie dojść do Warszawy" ( choć była już w Międzeszynie) bo przegrała "ogromną bitwę pancerną" pod Radzyminem, gdzie straciła kilkanaście czołgów. Moskalofile całkowicie pomijają to, że jeszcze przed wybuchem Powstania przeprawiła się przez Wisłę, na przyczółek warecko-magnuszewski 8 Armia Gwardyjska gen. Czujkowa. Mogła łatwo przeciąć linie komunikacyjne Niemców pod Warszawą - okrążając stolicę od południa i zachodu, tak jak w styczniu 1945 r.  Niemcy zorientowali się o tym niebezpieczeństwie dopiero po kilku dniach i dopiero wtedy zaczęli w panice przerzucać siły pancerne - okrężną drogą spod Radzymina przez Modlin - pod Magnuszew. Jeśli mi nie wierzycie, to zajrzyjcie do klasycznej pracy "Powstanie Warszawskie" Jerzego Kirchmayera. 



Ów przedwrześniowy oficer, wchodzący w skład Oddziału III KG AK, generał brygady LWP represjonowany w czasach stalinowskich, zamieścił te fakty niszczące oficjalną narrację w swojej książce w sposób bardzo inteligentny - w przypisach! Przyznał w nich m.in,, że wywiad AK szybko - szybciej niż Niemcy - zorientował się w tym, że Sowieci utworzyli przyczółek. Kilka dni wcześniej, decydenci z KG AK jednogłośnie uznali, że warunkiem militarnym wybuchu powstania będzie ruszenie sowieckiej ofensywy z tego spodziewanego przyczółku. Ofensywa miała ruszyć. Rokossowski chciał zdobyć Warszawę w pierwszych dniach sierpnia. Tylko Stalin mu zakazał.

Odsyłam choćby do artykułu Waszego Ulubionego Autora. (Przypominam też jego artykuł o szansach na dużo większe lotnicze wsparcie dla Powstania.) 

Problemem było nie to, że planowano wywołać powstanie w Warszawie, ale to, że wywołano je PRZEDWCZEŚNIE.



Odpowiedzialnymi za PRZEDWCZESNE rozpoczęcie Bitwy o Warszawę byli: Chruściel z Rzepeckim, którzy wspólnie spiskowali i dezinformowali Bora-Komorowskiego w kwestii postępów sił sowieckich. Robili to, bo chcieli skoordynować wybuch Powstania z wizytą Mikołajczyka w Moskwie. Obaj byli zwolennikami Mikołajczyka, darzącymi niechęcią sanację.

Względy polityczne przesądziły też o zmianie miejsca stacjonowania KG AK w pierwszych dniach Powstania. Początkowo planowano, że będzie ono na Mokotowie, w jednej z tamtejszych willi. Na miejscu były przygotowane cztery radiostacje. Sprawdzono ich działanie. Bronić dowództwa miał pułk "Baszta" wraz z oddziałami Kedywu. Na kilka dni przed Powstaniem zdecydowano się przenieść jednak kwaterę główną do Fabryki Kammlera na Woli. Trzeba było tam szybko dostarczyć środki łączności. Już na miejscu okazało się, że radiostacja źle działa w tym fabrycznym otoczeniu - zakłócenia były zbyt duże. 1 sierpnia, jeszcze przed godziną "W" doszło do przypadkowego starcia z Niemcami pod tą fabryką. Dowództwo AK było bezpośrednio zagrożone, ale na odsiecz szli mu żołnierze batalionu "Miotła". Miejsce zbiórki sił Kedywu przesunięto z Mokotowa na Wolę, co bardzo mocno wpłynęło później na przebieg Powstania.

Dlaczego zdecydowano się na taką przeprowadzkę Komendy Głównej? Dlatego, że spodziewano się, że po wejściu Sowietów do Warszawy i braku porozumienia politycznego z nimi, KG AK będzie się przed nimi broniła w zabudowaniach Fabryki Kammlera. Willa na Mokotowie słabo się zaś nadawała na miejsce takiego "Alamo".

KG AK zdołała wysłać do Londynu i sił w kraju meldunki o wybuchu Powstania dopiero następnego dnia. 1 sierpnia wieczorem "Monter" Chruściel obserwując z dachu dymy, łuny pożarów i nasłuchując odgłosów strzelaniny w Warszawie był zadowolony. Widział też bowiem polskie flagi wywieszane w różnych punktach miasta. W tej chwili nie miał technicznych możliwości dowodzenia walką. Nie obchodziło go, czy punkty X, Y i budynek Z zostały zdobyte przez powstańców. W obliczu rychłego wejścia Sowietów do miasta, to nie miało znaczenie. Ważne, że w mieście doszło do rewolucji, w trakcie której Polacy sami wyzwolili jego część i ustanowili swoje władze. Ważne, że doszło do chaosu. 

Czemu sądzę, że to właśnie on myślał? Bo taką teorię postawił inny historyk Powstania Antoni Przygoński. Był on komunistą: dyplomatą i partyjnym historykiem. W 1980 r. wyszła jego dwutomowa monografia "Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944 roku". Z jakiegoś powodu została ona przetrzymana przez 10 lat przez cenzurę. Mimo, że Przygoński wyraźnie obsadzał dowództwo AK oraz jego politycznych zwierzchników w roli tych złych, "nieodpowiedzialnych". Jeśli jednak z jego dzieła przefiltruje się komunistyczną narrację, to otrzyma się bardzo solidną monografię. Przygoński zwrócił bowiem uwagę na szczegóły pomijane przez innych historyków.

Z książki Przygońskiego można się więc dowiedzieć, że "Monter" nie chciał, by budowano barykady na głównych trasach przelotowych miasta - w Alejach Jerozolimskich i na ulicy Wolskiej. Uważał bowiem, że te drogi należy zostawić wolne, tak by Niemcy mogli się szybko wycofać w chwili sowieckiego natarcia. To oczywiście miałoby sens, gdyby Sowieci kontynuowali ofensywę, zgodnie z wcześniejszymi planami Rokosowskiego. Niemcy w ciągu kilku dni ściągnęli jednak siły do pacyfikacji miasta, a te  arterie stanowiły dla nich niemal otwarte drzwi. Niemal, bo zaczęto je spontanicznie grodzić barykadami. W Alejach Jerozolimskich spełniły one swoją rolę - wraz z opanowanym Dworcem Pocztowym - niemal blokując tę trasę. (Wcześniej natarcie idące Grójecką w Aleje przyblokowały dwie powstańcze reduty na Ochocie - Barska i Wawelska.) Na Woli, barykady na głównych arteriach były obsadzone słabiej - broniły ich lokalne siły AK (słabo uzbrojone, o niepełnych stanach i skrwawione po pierwszym boju), wspólnie z OW PPS (podporządkowanymi AK) oraz lokalnym oddziałem AL (którego część stanowili akowcy, którzy tam wcześniej przeszli w dziwnych okolicznościach). 



W pobliżu stało jednak duże, elitarne zgrupowanie Kedywu. Bataliony "Zośka", "Parasol", "Miotła", "Pięść", "Czata" - Zgrupowanie "Radosław". Stało ono jednak na północ od głównej linii niemieckiego ataku, w rejonie cmentarzy protestanckich i blisko KG AK. To były siły stanowczo zbyt duże jak na ochronę dowództwa. Wsławiły się one w następnych dniach w walkach na Woli - m.in. zdobywając dwie Pantery i wyzwalając Gęsiówkę (KL-Warschau). Nie blokowały one jednak wroga wzdłuż głównej osi natarcia. Dlaczego je więc tam ustawiono?

Przygoński wyraźnie wskazywał, że chodziło o możliwość stawienia przez te siły oporu Sowietom lub realizację scenariusza przewidującego uratowanie przez Sowietami najlepszych sił warszawskiej AK poprzez wyprowadzenie ich do Kampinosu. Wariant z wyjściem Zgrupowania Radosław do Kampinosu był wielokrotnie omawiany podczas walk na Woli i Muranowie, a wracano do niego przed ewakuacją Starówki. Wówczas ustawienie sił Kedywu w tym miejscu, bliżej Powązek, miało jak najbardziej sens. Za Powązkami zaczynały się już tereny podmiejskie, przez które polskie oddziały mogły w ciągu sierpnia dosyć swobodnie przemieszczać się w nocy.

Główne uderzenie niemieckie poszło jednak ulicą Chłodną. Prowadziły je osławione oddziały Dirlewangera, a przeciwko sobie miały - oprócz wspomnianych wyżej lokalnych sił wolskich - oddziały Gustawa Bilewicza "Sosny" (również dosyć słabe). Natarcie szło w stronę Pałacu Saskiego, gdzie była niemiecka komendatura Warszawy (odcięta od reszty miasta). W większości książek owo natarcie jest źle datowane. Przygoński szczegółowo je jednak odtworzył, pisząc o ciężkich walkach, w których nasze siły próbowały je powstrzymać. Choć dużą rolę odegrał w nich oddział AL z Woli - nie specjalnie je upamiętniano w PRL i niemal zupełnie nie pamięta się o nich obecnie. Nasze siły zostały zepchnięte na Starówkę, którą uderzenie Dirlewangera odcięło od Śródmieścia Północnego. Dalsze niemieckie natarcia zostały jednak zablokowane przez Batalion "Nałęcz"  z Korpusu Bezpieczeństwa, broniący m.in. Reduty Kanoniczek, Pałacu Jabłonowskich i Pałacu Radziwiłów. Gdyby jednak na drodze niemieckiego natarcia stanęło 5 i 6 sierpnia Zgrupowanie "Radosław", Niemcom nie udałoby się wówczas przebić do Placu Saskiego. Ich postępy opóźniłyby się być może o tydzień - jeśli nie dłużej. Wolskie oddziały kapitana "Hala", zepchnięte do Śródmiejskiej Dzielnicy Przemysłowej (obecnie stanowiącej część dzielnicy Wola) broniły się przecież twardo na tym terenie aż do kapitulacji Powstania. Niemiecka komendantura miasta mogła po tygodniu skapitulować z głodu lub próbować desperacko się przebić...



Czy dało się jednak zapobiec rzezi Woli? Byłoby to niezwykle trudne, nawet przy ustawieniu Zgrupowania "Radosław" na głównej osi niemieckiego natarcia. Dużą część tego ludobójstwa przeprowadzono bowiem na terenach, które nie były objęte zasięgiem Powstania - na obszarach na zachód o linii kolejowej. Niemcy metodycznie mordowali, zaczynając od pierwszych domów przy rogatkach miejskich. Mordów dokonywała głównie nie tyle SS, co niemiecka policja - zarówno volksdeutsche z Wielkopolski (często uczestnicy masowych mordów na Polakach w 1939 r.) i "podludzie" z formacji wschodnich. W czasie gdy esesmani-skazańcy od Dirlewangera byli zajęci walką (ale też "przy okazji" popełniali zbrodnie), największą część masowych rozstrzeliwań i gwałtów wzięły na siebie jednostki policyjne. 



Powyżej: Mapa ze strony Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego. Czerwone kropki to miejsca masowych mordów. Zwróćcie uwagę na ich dużą liczbę przy Zajezdni Tramwajowej "Wola". To ulica Młynarska. Tam były pierwsze barykady.

Szans na obronienie ludności zachodniej części Woli nie było. Postawienie Zgrupowania "Radosław" na osiach Chłodnej i Wolskiej pozwoliłoby jednak na uchronienie dużej części ludności wschodniej części Woli. "Twardy front" mógł się na wiele tygodni ustalić na linii ulicy Młynarskiej. Oczywiście, gdyby Sowieci nie zatrzymali ofensywy, rzezi Woli by nie było - bo Niemcy uciekaliby w panice z miasta, by się wyrwać z okrążenia, a jeśliby Himmler skierował policyjną odsiecz, to zostałaby ona rozbita pewnie gdzieś w okolicach Błonia czy Ożarowa. 

***

Kilka dni temu stanęliśmy w obliczu eskalacji wojny ukraińsko-irańskiej. Po tym jak Ukraińcy uderzyli na Morzu Kaspijskim w statki za rosyjskim wsparciem dla Iranu, teherański reżim rozważał odwetowe uderzenie rakietowe w Odessę.  No cóż, irański reżim chciałby mieć więcej wrogów, więc uderzył (dronem wysłanym przez Hezbollah) ostatnio też w statek z LNG w egipskim porcie Damietta, a także groził wojną Wielkiej Brytanii oraz... Bułgarii.  Tolerancja USA i społeczności międzynarodowej wobec tego reżimu jest wręcz anielska - kampania bombardowań dekapitacyjnych powinna zostać już dawno wznowiona. Na razie jest ona prowadzona na mniejszą skalę w Iraku, gdzie giną wysocy rangą oficerowie Korpusu Strażników Rewolucji oraz lokalni gówno-szyiccy metroseksualni terroryści z dziwnymi fryzurami.


W pełni się zgadzam z sunnitami, że szyizm nie jest prawdziwym islamem i rozumiem dlaczego zachodni ruch LGBT w sporej większości popiera Iran oraz Palestynę.

Tymczasem doszło do marokańskiej inwazji na Hiszpanię. Do (od wieków) hiszpańskiej Ceuty wdarło się w ciągu jednego dnia 49 tys. młodych nachodźców. Wśród nich było wielu przestępców wypuszczonych z więzień przez króla Maroka, których zwożono na miejsce wywrotkami (marokańskie władze same uznały tych osobników za śmieci). Byli wśród nich też marokańscy żołnierze. 



Oczywiście do tej inwazji by nie doszło, gdyby Hiszpanią rządziła choćby glamm-faszystka Isabel Peralta, a nie gównolewak Pedro "Jijo de Puta" Sanchez. Jeden dobrze ustawiony karabin maszynowy mógłby zmienić plażę w Ceucie w plażę "Omaha". Nikt go jednak nie ustawi, a hiszpańska policja nawet nie próbowała zatrzymywać tej fali ludzkiej. Zajęła się za to pacyfikowaniem mieszkańców Ceuty skrzykujących się, by bronić się przed najeźdźcami. Sędziowska kasta orzekła, że pushbacki są nielegalne,  Pedro "dirty" Sanchez wziął się za legalizację już chyba z 3 mln nielegalnych imigrantów. Przypominam, że Hiszpania to kraj, w którym do niedawna (bo chyba wreszcie zaostrzono prawo) nachodźcy i inne żule mogli legalnie się wam włamać do chaty, gdy wyjechaliście na wakacjach, zamieszkać tam, sprzedać lub zniszczyć wasze rzeczy, korzystać z mediów na wasz rachunek i cieszyć się ochroną policji. 

Słysząc o takim zjebaniu, można tylko westchnąć: generał Franco był zbyt łagodny! Przywódcą Hiszpanii powinien - zamiast niego - zostać generał Gonzalo Queipo de Llano. Po hiszpańskich komunistach nie byłoby wówczas czego zbierać...

Wspomniałem jednak, że inwazję na Ceutę zorganizował król Maroka. Tak się akurat składa, że jest on bliskim sojusznikiem Izraela oraz USA (ostatnio nazwał autostradę imieniem Trumpa). Pedro "Jijo de Puta" Sanchez ostro bruździł zaś zarówno Izraelowi jak i Stanom Zjednoczonym. Bruździł, bo jego skorumpowana partyjka, przyjmowała finansowanie zarówno z Wenezueli jak i z Iranu.  (Przypominam też, że Sanchez prowadził zadziwiająco spolegliwą politykę wobec Maroka, po tym jak marokańskie tajne służby zhakowały mu smartfona Pegasusem. Ciekawe, co tam znalazły?) Jaka płynie z tego nauka? Taka, że wpieprzanie się przez lewicę i upośledzoną umysłowo część prawicy w trzecioświatowe konflikty takie jak izraelsko-palestyński, skutkuje importem trzecioświatowych problemów.

***

Net zaczęły zalewać filmiki, na których Ukry przedstawiają wybrane przez siebie momenty sprzeczek z Polakami, zazwyczaj pokazujące jak jakiś żul ich wyzywa lub przechodzi do rękoczynów. Oczywiście nigdy nie pokazują, jak doszło do takiej eskalacji. Chcą pokazać w ten sposób jacy to z Polaków straszni ludzie, przy których orki z Buczy to łagodne baranki. 

Skoro jednak w Polsce panuje taki antyimgrancki terror, to czemu przedstawiciele innych grup narodowościowych nie robią takich filmików? Czemu nie wrzucają ich Białorusini, rosyjskojęzyczni , Gruzini, Ormianie, Czeczeni, Wietnamczycy, Hindusi, Murzyni? Czemu nie robią tego Żydzi - w tym izraelscy turyści? Mówcie sobie co chcecie o Czeczenach i Gruzinach. To jednak narody na swój sposób honorowe. Sprzeczki rozwiązują we własnym zakresie, a nie transmitują je na cały świat bóldupiąc jak to "straszliwie, rasistowsko zostali obrażeni". "Zawodowi Ukraińcy" chcą natomiast ze swojego narodu zrobić Palestyńczyków Europy.

***

Przypominam oczywiście o książce Waszego Ulubionego Autora.




sobota, 25 lipca 2026

Waszyngton przestawił w Polsce wajchę w sprawie Ukrainy?

 


Ruskie narzekają, że w Anchorage Trump zrobił ich w katechona. Rozmowy o pokoju zostały wykorzystane na zbrojenie Ukrainy. Ukry zaczęły natomiast wprowadzać nowy rodzaj sankcji przeciwko Rassiji. najpierw uderzając w rosyjski sektor paliwowy, a później w sieć logistyczną Wildberries, czyli tamtejszego Allegro. Ponadto doszło ostatnio do zestrzelenia rosyjskiego SU-35S przez ukraiński F-16.

Oczywiście Ukry nie mogłyby przeprowadzać takich spektakularnych uderzeń, gdyby nie mieli amerykańskiego wsparcia wywiadowczego i w postaci nowoczesnych technologii, które Amerykanie testują na tej wojnie. Otwarcie przyznał to Alex Karp, prezes Palantira: gdyby Ukraińcy nie dostali systemów AI, Rosja wygrałaby tę wojnę. No i właśnie dlatego antycywilizacyjna lewica i upośledzona umysłowo prawica jest zalewana rosyjską propagandą wymierzoną w Palantira...

We wdrażaniu tych systemów AI na Ukrainie brał udział Mychajło Fedorow - do niedawna minister obrony. Gdy Zełenski wyrzucił go ze stanowiska, Karp zaproponował Fedorowowi pracę w Palantirze. Wyrzucenie Fedorowa z rządu sprowokowało falę protestów społecznych - podobnie jak wcześniejsze próby zniszczenia przez Zełenskiego stworzonej przez Amerykanów agencji antykorupcyjnej NABU. "Little fucker" Zełenski się przestraszył i zwolnił ze stanowiska gen. Syrskiego, zastępując go popularnym generałem Drapatym. Spanikowany kokainowy karzełek Zełenski oferował też Fedorowowi stanowisko wicepremiera, na co on się nie zgodził. Tymczasem Amerykanie zaczęli zachęcać Fedorowa do założenia partii antykorupcyjnej. 

Równolegle doszło w Polsce do ciekawej operacji psychologicznej. Najpierw media nagłośniły to, że jakiś ukraiński jełop wjechał swoją drogą bryką pod same Morskie Oko. Później zaczęły nagłaśniać wyczyny innych ukraińskich jełopów. Wyszła świetna książka Parafianowicza "Kłopot z Zełenskim". Potem wybuchła awantura o upamiętnienia UPA przez Ukraińców. Przyjaciel Trumpa, prezydent Nawrocki odebrał "little fuckerowi" Order Orła Białego, na co kokainowy karzełek dostał krwawej sraczki i zachował się jak buc. Uaktywniły się w necie tabuny ukraińskich jełopów (zazwyczaj siedzących na Zachodzie) wypisujących takie antypolskie kretynizmy, że robili z ukrainofili "wołyniarzy". Polacy dawali im ostro odpór w necie, a kwestia ludobójstwa wołyńskiego przetoczyła się przez media całego świata. Gdy Trump spotkał się z Zełenskim, mocno chwalił polskiego prezydenta i wyzłośliwiał się pytaniami w stylu: "Macie dużo rodaków w Polsce. I pewnie chcielibyście, by wrócili?". Zełenski spuścił z tonu.

Wygląda więc na to, że to Amerykanie przestawili w Polsce "wajchę" w sprawie Ukrainy. Bo choć lubią na Ukrainie i w Rosji testować swoje zabawki, to jednak chcą wymienić "little fuckera" Zełenskiego na swojego człowieka. 

Dużo daje do myślenia postawa Tusska. Niechętnie, ale jednak bronił ukraińskich władz - razem z ojkofobicznymi zjebami. Robił to choć musiał dysponować badania pokazującymi stosunek polskiej opinii publicznej do Ukraińców. Badaniami pokazującymi, że jego libkowsko-silniczkowy elektorat nienawidzi Ukrów czasem mocniej niż Brauniarze. Bronił "little fuckera" pomimo tego, że ten karzełek publicznie go upokorzył. Robił to choć sam nie lubi Ukraińców i prywatnie twierdzi, że w Kijowie rządzą "Ruscy i złodzieje". No cóż... Merz mu kazał, to on wykonał rozkaz. Fur Deutschland.

Antyukraińskość była w ostatnich tygodniach czymś, czym można było ostro bić w Tusska i ojkofobiczną część libków. Niestety jednak Jarosław Kaczyński postanowił pomóc Tusskowi rozwalając własną partię. Upośledzone umysłowo silniczki, które się z nim co miesiąc przepychają na placu Piłsudskiego, powinny mu postawić pomnik ze złota (również za to, że oddał w 2007 r. władzę Tusskowi, a po 2015 r. zaakceptował tuszowanie zamachu smoleńskiego i rosyjskiej infiltracji rządu, wojska i służb za pierwszego Tusska). Ale są za głupie, by to zrozumieć - mają IQ klocka wysranego na ulicę przez Subsaharyjczyka. (Dopuszczam jednak możliwość, że cały ten rozłam to golicynowska ustawka, "teatrzyk" i próba powtórzenia podobnej ustawki z podziałem Konfy na braunowskich świrów i autystycznych libków/narodowych kryptogejów.) 

***

Tymczasem, Iran nadal ostro sobie pogrywa - systematycznie i precyzyjnie uderzając w amerykańskie bazy oraz uaktywniając szmatogłowych Hutich, by atakowali tankowce na Morzu Czerwonym. Huti oczywiście igrają z ogniem. Wcześniej chroniła ich administracja Bidena, odcinając Saudyjczykom dane wywiadowcze potrzebne do ich bombardowań. Teraz nie będzie takich głupich, "humanitarnych" skrupułów. Gdyby zniszczono port w Hodejdzie, to na terenach Hutich zacznie się głód - i wszyscy będą mieli ich w d... (poza paroma trzecioświatowymi cuckami). No bo to banda narkomanów, uzależnionych od katu (roślinnej, słabszej wersji amfetaminy), którzy nic nie są w stanie zbudować, a jedynym sensem ich istnienia jest atakowanie bogatszego sąsiada i prowokowanie Izraela. 

Amerykańskie bombardowania Iranu z ostatnich dwóch tygodni częściowo były desperackim polowaniem na cele (bombardowano m.in. pojemniki po rakietach i inny wojskowy złom), częściowo uderzeniami w "miasta rakietowe", a częściowo operacją psychologiczną mającą przekonać Irańczyków, że zajmą im część terytorium. Irański reżim zaczął grozić, że w takim przypadku zacznie uderzać rakietami w... Iran.  Jest jasnym, że reżimu nie obchodzą straty w infrastrukturze kraju. Jedyną opcją jest więc powrót do kampanii uderzeń dekapitacyjnych. Nad Teheranem latały ostatnio amerykańskie bombowce - Irańczycy próbowali odpowiadać konwencjonalnymi działami przeciwlotniczymi - z zerowym efektem. Gdy Aragczi stwierdził, że polityką Iranu będzie "oko za oko", Rubio odpowiedział, że polityką Trumpa jest "głowa za oko". Oby!



***


Oczywiście przypominam o najnowszej książce Waszego Ulubionego Autora. Kanye West poleca!


 

sobota, 11 lipca 2026

Jełopy, które zgubiły Ukrainę

 


Powyżej: Obrazek z sowieckiej Ukrainy z 1932 r. Wygłodzony koń...

Nikt w ostatnich tygodniach nie zaszkodził Ukrainie tak jak ukraińscy "durnaliści" oraz internetowi komentatorzy (w wielu przypadkach piszący swoje wysrywy tysiące kilometrów od granic Ukrainy) przekonujący, że Polska to największy wróg Ukrainy, a Marszałek Piłsudski był dla Ukraińców zbrodniarzem niemal równym Stalinowi. Zdaniem tych nędznych kreatur, Piłsudski "zdradził Ukraińców, dokonując rozbioru Ukrainy wspólnie z bolszewikami", za co później OUN "słusznie" się mściła na "polskich okupantach". 

No cóż, banderowskie durnie - podobnie jak polscy endecy - nie są świadomi istnienia czegoś takiego jak chronologia. Chyba są istotami międzywymiarowymi, bo dla nich dzieje się "wszystko, wszędzie, na raz", a łańcuch wydarzeń historycznych się im dziwacznie plącze.

Tak się akurat złożyło, że Marszałek Piłsudski był JEDYNYM europejskim przywódcą, który pomógł Ukraińcom w REALNEJ walce o niepodległość. Zawarł oficjalny sojusz z Ukraińską Republiką Ludową Petlury i wysłał polskie wojska na Kijów. Z wielu przyczyn, nie udało się wówczas wywalczyć dla Ukrainy niepodległości militarnie. Główną z tych przyczyn było to, że ukraińskie chłopstwo nie chciało służyć w armii Ukraińskiej Republiki Ludowej i bić się o niepodległą Ukrainę. Kilkakrotnie więcej Ukraińców służyło u bolszewików, niż w armii URL (nie zapominajmy też o ukraińskich chłopach u anarchisty Nestora Machno). Po tym jak w 1917 r. palili ziemiańskie dwory, uznali, że pod rządami bolszewików będą gospodarować na swoim - niepodległość Ukrainy ich nie obchodziła. Bolszewicy podziękowali im później za tą postawę - kolektywizacją, Hołodomorem i masowymi represjami...

Problemem nie było więc to, że Piłsudski i Polska "zdradzili" Ukraińców, tylko to, że URL miała zbyt słabe siły, by wywalczyć wolną Ukrainą. Piłsudski i Polska starały się im w tym pomagać - nawet po traktacie ryskim pozwalając wojskom URL na dokonanie hybrydowej inwazji na sowiecką Ukrainę, a później patronując ruchowi prometejskiemu i szkoląc ukraińskich oficerów kontraktowych (takich jak Pawło Szandruk) w WP.

"Ale dokonaliście rozbioru Ukrainy wspólnie z Sowietami!" - jęczą banderowskie jełopy. Jakiego rozbioru? Granicę Polski na Zbruczu ustalono w układzie pomiędzy Polską a URL zawartym 21 kwietnia 1920 r.  To Ukraińska Republika Ludowa zrzekła się Lwowa, Małopolski Wschodniej i Wołynia na rzecz Polski. W podobny sposób jak Piemont w XIX w. zrzekł się Sabaudii oraz Korsyki na rzecz Francji  - w zamian za francuską pomoc w zjednoczeniu Włoch. W traktacie ryskim, sowiecka Ukraina po prostu uznała tę samą granicę. 

"Po traktacie ryskim, w odpowiedzi na zdradę Piłsudskiego, Ukraińcy rozpoczęli swoją walkę wyzwoleńczą przeciwko polskim okupantom" - twierdzą banderowscy debile. Pokazują, że znów nie znają własnej historii. Traktat ryski został podpisany 18 marca 1921 r. Tymczasem Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO), z której wyewoluowała później OUN, została założona w Pradze czeskiej 31 sierpnia 1920 r. To akurat był dzień bitwy pod Komarowem. Wojna polsko-bolszewicka nie była jeszcze do końca rozstrzygnięta. Wojska URL nadal walczyły po stronie Polski o wolną Ukrainę, m.in. broniąc Zamościa przed Armią Konną Budionnego. Co w tym czasie robiły jełopy z Ukraińskiej Organizacji Wojskowej - spiskowały jak to wbić Polsce i Ukrainie nóż w plecy. 

Nieprzypadkowo kongres założycielski UWO odbył się w Pradze czeskiej, stolicy państwa mocno sympatyzującego wówczas z bolszewikami. Sama UWO była finansowana przez Abwehrę, czyli niemiecki wywiad wojskowy, którego funkcjonariusze marzyli o wspólnej granicy Niemiec z bolszewicką Rosją. W marzeniach sponsorów UWO nie było miejsca na niepodległą Ukrainę! Miała być tylko Ukraina moskiewsko-sowiecka!

Największym wrogiem narodu ukraińskiego był w XX w. bez wątpienia reżim sowiecki. Zabił miliony Ukraińców choćby w trakcie Hołodomoru. Sojusznikiem ZSRR była wówczas Republika Weimarska. Otrzymywała ona z dużą zniżką zboże konfiskowane przez Sowietów Ukraińcom. Pieniądze, które dzięki temu oszczędzała wydawała m.in. na finansowanie UWO, która organizowała zamachy m.in. na Marszałka Piłsudskiego, prezydenta Wojciechowskiego, czy na umiarkowanych Ukraińców, chcących pokojowo organizować życie swojej społeczności w niepodległej Polsce. 

Kadry UWO tworzone były przez jełopów i przegrywów z Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Oni wcześniej przegrali wojnę z Polską o Lwów i Małopolskę Wschodnią, a później musieli połączyć swoje quasipaństewko z URL. Gdy jednak URL zaczęła współpracować z Polską, to się przeciwko temu zbuntowali. Najpierw poparli PRZECIWKO UKRAINIE Wielkorusów od gen. Denikina, a później bolszewików. Jełopy z Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej wyobrażali sobie Ukrainę bez Kijowa czy Odessy, ale nie mogli sobie jej wyobrazić bez Hrubieszowa i Sanoka...

Baj de łej: Jednym z oficerów Ukraińskiej Armii Halickiej, podległej ZURL był Ostap Steca. Zaczynał on w strzelcach siczowych, później walczył przeciwko Polakom w szeregach bolszewików, służył w Armii Czerwonej, by później stać się generałem LWP. To on w 1946 r. gorąco rekomendował masowe wysiedlenia Ukraińców z terenu Bieszczad, czyli późniejszą Akcję "Wisła". Sam był Łemkiem, a banderowcy zamordowali mu siostrę w Komańczy. 

Inny oficer UAH, porucznik Iwan Babij, został w II RP dyrektorem ukraińskiego gimnazjum akademickiego we Lwowie. Jełopy z OUN zarzucali mu z tego powodu "kolaborację z polskimi okupantami" i zabiły w 1934 r. Morderstwo to ostro potępił abp Szeptycki, będący przyjacielem Babija. Obecnie to gimnazjum we Lwowie nosi imię Bandery - zleceniodawcy zabójstwa Babija. Ot paradoksy ukraińskiej historii...

II RP nie była idealna, ale pozwalała Ukraińcom zachować kulturę, język, życie i majątek.  Działające przeciwko niej jełopy takie jak Kon(i)owalec i Bandera de facto działały na rzecz Związku Sowieckiego. Nawet epizod z Rusią Zakarpacką nie uświadomił im, że próba stworzenia państwa ukraińskiego w oparciu o III Rzeszę - szukającą sojuszu ze Stalinem - jest mrzonką. Takie państewko nie mogło powstać w realiach paktu Hitler-Stalin. A mimo to, jełopy z OUN stanęli w 1939 r. de facto w sojuszy ze Stalinem przeciwko narodowi ukraińskiemu... Obecnie neobanderowcy wypominają wołyńskiej AK taktyczne sojusze z Sowietami. Sami jednak de facto byli w takim sojuszu w 1939 r., czego przejawem była choćby zbrodnia w Mokranach - gdzie sowieccy sołdaci przekazali polskich jeńcom z Flotylli Pińskiej bandzie OUN, która ich wymordowała. Wypominanie przez przez banderowskich jełopów Polakom służby w batalionach niemieckiej policji pomocniczej na Wołyniu ma natomiast posmak komediowy - tego typu bataliony były bowiem o wiele liczniej zasilane przez Ukraińców i bardzo mocno były one zaangażowane zarówno w Holokaust jak i palenie polskich czy białoruskich wiosek. Kadry UPA stanowili w dużej mierze dezerterzy z tych splamionych krwią batalionów - z Szuchewyczem na czele. 

Rzeźnicy z UPA niczego strategicznie podczas wojny nie osiągnęły. Abstrahując od kwestii moralnych - dokonane przez nich ludobójstwo na Polakach nie miało większego sensu, gdyż Polaków z Wołynia i tak by wysiedlił Stalin. UPA - w odróżnieniu od AK - nie była w stanie opanować Lwowa. Potrafiła jedynie palić słabiej bronione polskie wioski. Ponadto, jełopy z UPA zabiły kilkakrotnie więcej ukraińskich cywilów - w tym nacjonalistów od Melnyka i Borowća! - niż sowieckich żołnierzy i funkcjonariuszy. Ich wkład w odrodzenie w przyszłości państwowości ukraińskiej był zerowy.

Sięganie po takich patronów w czasach współczesnych jest szkodliwe dla samej Ukrainy. Można je porównać do sytuacji, w której rząd Tusska robiłby kampanię promującą działaczy, którzy dymali psy w Kłodzku. Traktowanie banderyzmu jako ideologii jednoczącej państwo nie tylko skłóca Ukrainę z Polską, ale też naraża ją na konflikt z lobbym żydowskim oraz daje Rosji argument, że w Kijowie rządzą "naziści". W sumie Zełenski powinien za tą akcję dostać nie tylko order z Kremla, ale też od polskich środowisk wołyńskich. Nikt bowiem w ostatnich latach tyle nie zrobił dla rozpowszechnienia na świecie wiedzy o ludobójstwie wołyńskim, co Zełenski i Budanow. Oni przerobili nawet przedstawicieli mocno proukraińskich środowisk na "wołyniarzy"!

Przy okazji akcji ze zwracaniem orderów, przypomniał o swoim istnieniu były ukraiński prezydent Kuczma. Nikt chyba bardziej niż on nie symbolizuje tego, jak Ukraina przesrała swoje szanse na rozwój. W 1991 r. startowała z wyższym PKB per capita niż Polska, a obecnie ma ten wskaźnika na poziomie Mołdowy i Kosowa... Kuczma dostał niedawno w ukraińskim parlamencie medal imienia parlamentarzysty, któremu w latach 90-tych załatwił "wypadek samochodowy".

Narzekamy na naszą klasę polityczną, ale przykład Ukrainy pokazuje, że inni mają gorzej. Owszem, zbliżaliśmy się do standardów Janukowycza (niszczenie armii, rosyjska infiltracja tajnych służb itp.) w czasach pierwszego Tusska i jego resetu. Odeszliśmy jednak od tego za pomocą demokratycznych wyborów. Ukraińcy potrzebowali Majdanu. I właściwie Putin mocno skrewił, bo gdyby grał subtelniej, opanowałby Ukrainę metodami pokojowymi. Majdan był więc dla nas błogosławieństwem, za który powinniśmy być wdzięczni Ukraińcom. A dlaczego do niego doszło? Profesor Michał Klimecki twierdzi, że wśród Ukraińców mocno wzrosły europejskie aspiracje po mistrzostwach Euro 2012, które sprowadziły do ich kraju dużo kibiców i turystów z Zachodu. Zobaczyli, że można żyć inaczej. A kto załatwił Euro 2012 dla Polski i Ukrainy? Lech Kaczyński. No, ale banderowskie jełopy, w ramach zmieniania historii napiszą pewnie, że zrobiła to Angela Merkel wzruszona historią Szuchewycza... :)

***

Na blogu z recenzjami rocznicowo "Mord na Wołyniu" Marka Koprowskiego i krótki przegląd jego książek poświęconych tematyce konfliktu polsko-ukraińsko-sowieckiego.

Przypominam również o książce Waszego Ulubionego Autora.


sobota, 4 lipca 2026

Sendecki ma rację w sprawie Watykanu :)

 


Powyżej: abp Marcel Lefebvre ze swoim przyjacielem, prezydentem Irlandii Eamonem de Valerą. Obaj byli ekskomunikowani. De Valera w 1922 r., za... sprzeciw wobec traktatu irlandzko-brytyjskiego.

Stolica Apostolska ogłosił w tym tygodniu, że można wyświęcać biskupów bez zgody papieża - pod warunkiem, że jesteście Xi Jinpingiem lub jednym z jego podwładnych z Komunistycznej Partii Chin. Wówczas, ani Was, ani wyświęconych biskupów nie spotkają żadne konsekwencje. Co więcej, Watykan będzie z Wami utrzymywał "dialog" i podpisywał porozumienia. Co innego, jeśli jesteście tradsowską grupą w stylu Bractwa Św. Piusa X - wówczas jesteście straszliwymi schizmatykami.

Sami piusowcy raczej mało się tym przejmują - wszak na dokumencie ekskomuniki nie ma podpisu papieża  (który powiedział jedynie, że jest mu "przykro") tylko podpis turbogejowskiego kardynała Fernandeza, który dokonał wyraźnego nadużycia nakładając ekskomunikę na wiernych FSSPX (do tego nie wyjaśniając, kogo zalicza do wiernych). Gdy w 1054 r. doszło do wielkiej schizmy wschodniej, papież nałożył ekskomunikę tylko na patriarchę Konstantynopola i podległych mu biskupów, a nie na wiernych obrządku bizantyńskiego... Tym większym nadużyciem jest twierdzenie Fernandeza, że sakramenty udzielane przez "schizmatyków" są nieważne - przecież Kościół uznaje choćby śluby prawosławne. Z powodu tych uchybień proceduralnych ta ekskomunika może być za pontyfikatu kolejnego papieża łatwo uznana za "niebyłą". Gdyby zwierzchnicy FSSPX byli złośliwcami, to mogliby wynająć dobrego żydowskiego prawnika i pozwać kardynała Fernandeza. Wyobraźcie sobie w tej roli Roya Cohna: wycofujesz ekskomunikę, albo filmy o twoich zachowaniach seksualnych będą na Netflixie!

Ironią losu jest to, że gdyby lefebvryści przeszli en masse na prawosławie, czy anglikanizm, to by nie byli oficjalnie nazywani schizmatykami, tylko "braćmi odłączonymi", z którymi trzeba prowadzić dialog ekumeniczny. Skoro już jednak FSSPX została uznana za grupę schizmatycką, to zgodnie z posoborową logiką należałoby zalecać interkomunię z lefebvrystami, uznawać sprawowane przez nich sakramenty, zapraszać ich na konferencje ekumeniczne i raz w roku obchodzić w Kościele "Dzień Lefebvryzmu", podczas którego hierarchowie będą namawiać wiernych do odwiedzania "lefebvrystycznych" świątyń.

Generalnie z ekskomuniki cieszą się dwie grupy: 1) Katolickie libki, które zwykle przekonują, że Kościół powinien być inkluzywny, zdecentralizowany i otwarty na ludzi o różnych wrażliwościach, a poza tym ekskomunika to jakiś relikt mrocznego średniowiecza, bo przecież wszyscy ludzie są równi, a różne drogi prowadzą do Boga, więc nie można nikogo wykluczać i stygmatyzować. (Zabawne, że używają argumentu o "automatycznej ekskomunice" wobec FSSPX, a jednocześnie dostają ostrego bólu dupy, gdy mowa "automatycznej ekskomunice" wobec komunistów i proaborcyjnych polityków.) 2) Katoliccy koncesjonowani tradsi, którzy na co dzień narzekają, że Kościół upada, biskupi to moderniści, a jednocześnie cieszą się z tego, że ci sami moderniści niszczą konkurencyjną grupę tradsowską. 

Obie te grupy mocno mnie odpychają kulturowo. To przez nich katolicka nauka społeczna leży i kwiczy, a przekaz głoszony przez Kościół jest coraz mniej atrakcyjny. Młodzi mężczyźni chodzący do kościoła, słyszą tam, że mają za dużo seksu (podczas gdy często nie mają go wcale). Słyszą różne pierdoły sprzed 100 lat o "godności kobiety" - pisane przed pięcioma ostatnimi falami feminizmu - i są pouczani, że powinni wszystko poświęcić dzieciom. Do standardów homiletyki należą też opowiastki o jakiś brutalnych patusach z IQ szympansa, którzy się nawrócili w więzieniu i pójdą do Nieba, choć powinni być zutylizowani na Ziemi. Później młodzi ludzie widzą relację z wizyty papieża na Lampeduzie i jojczenie nad losem żywej broni biologicznej, która płynie do Europy na pontonach, by srać na ulicach, żyć z zasiłków, kraść, gwałcić i zabijać białych. Dodajmy do tego wątki ekologiczne i rytualne potępienie zbrojeń oraz kary śmierci. I "dworcową", patodeweloperską architekturę współczesnych kościołów. To coraz mocniej przesłania ludziom liczący 2 tysiące lat dorobek cywilizacyjny Kościoła.

To ja już wolę usłyszeć takie kazanie jak poniżej! Mówcie co chcecie, ale jest lepsze od tego nudziarstwa, co zwykle płynie z ambon. :) 

Nie miałbym też nic przeciwko przeciwko proboszczom takim jak ks. Henryk Jankowski czy biskupom takim jak Sławoj Leszek Głódź. Od dawna powtarzam: abp Głódź na papieża!


Zauważyłem, że dla współczesnego Kościoła godne pochwały jest prowadzenie "dialogu" z niemal wszystkimi: z prawosławnymi, protestantami, Żydami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, szamanistami, libkami, komunistami, feministkami, gejami, transami, furrasami czy satanistami. Z "dialogu" są wykluczone tylko dwie grupy: lefebvryści i ezoterycy. Zajmujesz się badaniem zjawisk paranormalnych? Usłyszysz od katolickich publicystów i sporej części księży, że jesteś satanistą. Co więcej Tekieli napisze, że ćwicząc karate czy nawet tai-chi zyskasz od demonów supermoce jak z "Dragon Ball" :) Dlaczego więc taki nacisk jest kładziony na wykluczenie obu grup z Kościoła? Bo obie dotknęły pewnych części prawdy - tyle, że z innych perspektyw. Obie grupy wierzą w świat nadprzyrodzony, teocentryczny i "duchocentryczny". Tymczasem liberalny, posoborowy Kościół ma być antropocentryczny. "Katolickie" feministki chciałby Kościoła waginocentrycznego, a lobby gejowskie dupocentrycznego. No i przez te środowiska Kościół znalazł się w wiadomym miejscu...

Czy kryje się za tym jakiś plan geopolityczny? Peter Thiel ostatnio oskarżył papieża Leona XIV o bycie nie tyle agentem, co "pożytecznym rezonatorem" komunistycznych Chin. Jego zdaniem, nauczanie papieża wymierzone w sztuczną inteligencję ma prowadzić do tego, by Zachód przegrał wyścig technologiczny z Chinami. Jest to zbieżne choćby z tym, że powiązane z Pekinem NGO-sy organizowały protesty w USA przeciwko budowie centrów przetwarzania danych, doprowadzając do anulowania projektów wartych dziesiątki miliardów dolarów. Papieskie przesłanie, by "rozbroić AI" nie będzie miało żadnego wpływu na chińskich wojskowych, ale może utrudnić USA budowanie broni opartych na sztucznej inteligencji.

Ktoś sobie zażartował, że Trump powinien wykorzystać aferę z FSSPX, by ogłosić Leona XIV antypapieżem, przeprowadzić w Watykanie specjalną operację wojskową i zainstalować tam swojego papieża. 

A ja przypominam, że ks. Natanek nie został ekskomunikowany :)

***



Tymczasem w Iranie zaczął się państwowy pogrzeb ajatollaha Chameneiego. Jego trumna była ultralekka i mała. Przywieziono ją samochodem-chłodnią. Na pogrzebie nie pojawił się Modżtaba - nawet w formie kartonowej. Wcześniej nie było go na pogrzebie żony. Ghalibaf zasiadł przy krześle, na którym postawiono portret szyickiej trójcy - Chomeiniego, Chameneia i Modżtaby. A przed portretem białe róże, sugerujące pokój. "Spoczywajcie w pokoju". Modżtaba pewnie nie żyje, lub nie jest w stanie się pokazać publicznie lub jest w areszcie domowym. Ghalibaf zabawnie odgrywał scenę płaczu nad trumną Najwyższego Przywódcy - aż Araghczi spojrzał się na niego w wiele mówiący sposób. Nie było za to Ahmadinedżada...


Na pogrzebie pojawili się przywódcy Kurdów, którzy ukradli wcześniej broń i Starlinki przekazane irańskiej opozycji. Vahidi wypełzł z bunkra na pogrzeb. Najwyższy sędzia Ejai ma stracić stanowisko. Wewnątrz reżimowej ekipy dochodzi do sporów - w rządowej telewizji przerywane są wypowiedzi na żywo. Jeden z generałów IGRC zginął w wypadku samochodowym. Babak nazywa Ghalibafa najwyższym rangą człowiekiem Trumpa w Iranie i zasugerował, że to on przyczynił się do likwidacji Chameneia. Amerykanie mieli natomiast uratować Ghalibafa przed izraelskim spiskiem mającym prowadzić do zestrzelenia jego samolotu. (Niedawno jego samolot dokonał nieplanowanego lądowania w Meszchedzie.) Irańscy komentatorzy piszą o trwającej transformacji ustrojowej, w której Korpus Strażników Rewolucji jest obciążeniem dla kraju. Chodzą plotki, że mają pozwolić nosić bikini dziewczynom na wyspie Kisz...

Tymczasem w Iraku, nowy premier (chwalony przez Trumpa) wziął się za szyickie milicje. Doszło w zeszłym tygodniu do wojskowego rajdu na Zieloną Strefę w Bagdadzie i aresztowania 47 skorumpowanych szyickich polityków. Internet obiegły zdjęcia piramidek banknotów i sztabek złota zgromadzonych pod portretami ajatollachów. Jedna szyicka deputowana miała  biustonosz i majtki ze złota. Sunnici powiedzą, że to nie jest prawdziwy islam...

A tymczasem w Syrii - pomijając jeden niedawny zamach przeprowadzony przez ISIS oraz starcia ze wspieranymi przez Izrael narkotykowymi dilerami od Hidżriego -  miejscowe dziewczyny  bawią się bez hidżabów przy muzyce Charli XCX. Tarczyński z rozpaczy potnie sobie kabanosy...



I nie tylko...


***


"Tajne pieniądze nazistów", czyli najnowsza książka Waszego Ulubionego Autora, zbiera już pierwsze recenzje, choćby tą - napisaną przez Pawła Skuteckiego. "Dobra, wartościowa książka, której brakowało na rynku. Efekt długich i żmudnych poszukiwań, prac analitycznych i redakcyjnych Huberta Kozieła zasługuje na dyskusję. I miejsce na półce."  Witold Gadowski, w końcówce swojej pogadanki, również gorąco polecił tę książkę.

sobota, 27 czerwca 2026

Keir "Wanker" Starmer na wylocie - niestety Europa Zachodnia też i również karzełek Zełenski

 


Szybko poszło. W kilkanaście miesięcy po wyborach parlamentarnych dających przytłaczającą większość w parlamencie dla Partii Pracy, Keir Starmer łamiącym się głosem ogłosił swoją rezygnację ze stanowiska premiera.  Trudno się temu dziwić, gdyż jego stronnictwo mocno rozczarowało swoją polityką gospodarczą - obiecywało przyspieszenie wzrostu PKB poprzez inwestycje, a skończyło się na podwyżkach podatków i brnięciu w net-zero. 



Do tego doszło wprowadzenie cenzury netu i zakazu korzystania przez młodzież z mediów społecznościowych. Zakaz oczywiście był uzasadniony troską o zdrowie psychiczne młodych ludzi, ale dziwnym trafem nie zablokowano im dostępu do platformy BlueSky, na której roi się od pe*ofilów. Partia Pracy i ogólnie brytyjskie państwo jakoś nie okazywało troski o młodzież, gdy po Wielkiej Brytanii hulały sobie gangi pe*ofilskie. Z oficjalnego raportu poświęconego tej kwestii wynika, że mogły one mieć nawet 250 tys. ofiar. Pierwsze doniesienia o tych gangach pochodzą z 1955 r., ale najwięcej przypadków udokumentowano w czasach nam bliższych. Wiele z nich jest bardzo drastycznych. Opisano m.in., że policja odwiozła gw*łc*ną 13-latkę do pakistańskich sprawców, życząc im "dobrej zabawy". WTF?!  Były też przypadki, gdy sami policjanci brali udział tych ohydnych czynach. Warto więc zadać sobie pytanie: dlaczego aparat państwa brytyjskiego chronił tego typu przestępców? Zrozumiałbym, że policja tuszowałaby niecne postępki lorda Rothschilda, księcia Andrzeja lub przynajmniej jakiegoś parlamentarzysty z tylnych ławek Izby Gmin. Ale czemu chroniła jakiś pakolskich prymitywów? No cóż, system traktuje "skrajnie prawicowe" memy jako większe zagrożenie niż gangi zwyroli. 



Podobny mechanizm działań policji widać również w innych krajach. Policja francuska może spacyfikować miejscowych katolickich bereciarzy, czy tłuc się z żółtymi kamizelkami, ale znika z ulic, gdy afrykańscy imigranci palą samochody w centrum Paryża.  Policja niemiecka jest bezsilna wobec Syryjczyków, którzy ją ostrzeliwują fajerwerkami, ale brutalna wobec taszczących krzyż emerytów od Bąkiewicza. 

(Baj de łej: wyciekło, że Merz wydał 8 tys. USD za sesję na Only Fans z transem. Bawili się w odgrywanie ról. Merz nalegał, by trans mówił z niemieckim akcentem i udawał pilota samolotu pasażerskiego. Kanclerz Niemiec był jednak niezadowolony z obsługi i chciał zwrotu pieniędzy.)




Trudno się więc dziwić, że w tej sytuacji furrorę w necie zrobił film Uwe Bolla "Citizen Vigilante" - o Amerykaninie, który w Europie rozwala imigranckich, trzecioświatowych bandziorów, a także liberalnych sędziów. Boll udostępnił go za darmo na X-ie na 48 h i obejrzałem to dziełko. Nie jest wybitne kino - Boll to reżyser klasy zaledwie Andrzeja Wajdy (dużo lepszy jednak od Smarzowskiego) i miał ograniczony budżet. Nie jest to jednak szmira. Akcja trochę zbyt wolno się rozwija, brakuje też dobrej muzyki (aż się prosiło do wykorzystania "Ody do radości".) Jest jednak w tym filmie kilka wybitnych scen, które już weszły do legendy kina. Choćby scena, w której główny bohater  - świetnie grany przez Armiego Hammera - załatwia całą rodzinę ciapersów (rodzina wcześniej usprawiedliwiała to, że nastoletni syn zorganizował zbiorowy gw*łt na 14-latce) i członków gangu. Nic dziwnego więc, że dystrybucję filmu zablokowano w Niemczech.

(W drugiej części "Citizen Vigilante" Uwe Boll powinien zatrudnić Jacka Murańskiego, który zagrał epizodzik w "Ślepnąc od świateł" :)

 Zwykli ludzie, chcieliby takiego Citizen Vigilante nie tylko w filmie. Zapewne wielu zachodnich Europejczyków marzy o przywódcy takim jak Nayib Bukele czy Rodrigo Duterte. Ja bym na kogoś takiego głosował obiema rękami.

Na razie jednak Europa walczy z klimatyzatorami, bo są niezgodne z polityką neutralności klimatycznej. W Niemczech wyliczono, że mogą one do 2050 r. podnieść temperaturę na Ziemi o całe 0,05 stopnia C! Nic dziwnego, że Amerykanie postrzegają Europę jako Trzeci Świat...


Tymczasem całe lata antyamerykańskiej propagandy poszły w piach. Europejczycy przyjeżdżający do USA na mundial są bardzo pozytywnie zaskoczeni. Są zszokowani dużymi porcjami i darmowymi dolewkami napojów w restauracjach. Zadziwia ich szeroki asortyment w Wal-Marcie czy na zwykłych stacjach benzynowych. Odkrywają też, że w wielu amerykańskich miastach jest bezpieczniej niż w Europie Zachodniej (oczywiście, jeśli trzymasz się z dala od czarnych dzielnic). Eurocucki mogą argumentować: "Ale my mamy darmową opiekę zdrowotną". Jak ta opieka zdrowotna funkcjonuje widzimy na przykładzie afery w Szpitalu Południowym. Płacisz po kilkaset złotych miesięcznie składki zdrowotnej, by raz na parę lat skorzystać z usług służby zdrowia - a jak już korzystasz, to i tak musisz robić to prywatnie lub po znajomości, bo kolejki są zbyt długie. 

Wschód też się sypie, ale to już inny rozdział. Zełenski wciągał do nosa, ale się nie zaciągał...

Na blogu z recenzjami dałem notkę o najnowszej książce Zbigniewa Parafianowicza "Kłopot z Zełenskim". To bardzo mocna pozycja pokazująca, jakim obciążeniem jest Zełenski dla Ukrainy. Poważnie wkurzył on nie tylko ekipę i elektorat PiS, ale również polityków PO. Insiderzy z obu obozów politycznych solidarnie jadą tam ukraińskim władzom. Zirytowani postawą Kijowa są też Bałtowie (choćby z tego powodu, że Ukraina - bez pytania - wykorzystuje ich przestrzeń powietrzną do ataków dronowych na Rosję). Ekipa Zełenskiego wielokrotnie też irytowała Amerykanów. Bidena nie szanowali, a Trumpa się boją. Niedawno wyszło na jaw, że Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, nazywa Zełenskiego "little fucker", "Mr. Bean on crack" i "the problem child of the Europeans". To skutek uprawiania przez ukraińskich polityków dyplomacji w stylu sowieckim, czyli "a udowodnijcie, że to ja wam nasrałem na środek dywanu!". Od Sowietów przejęli oni mentalność polegającą na publicznym upokarzaniu sojuszników i potencjalnych partnerów. Stąd też zupełnie niepotrzebne upokorzenie Tusska w postaci posadzenia go w "wagonie trzeciej klasy" pociągu do Kijowa. Ukraińscy "dyplomaci" podsrywali nawet Pawła Kowala, bo uznawali go za "za mało proukriańskiego". Zełenski jest typowym sowietliberałem, czyli kolesiem, który gardzi konserwatywną prawicą i macha tęczową chorągiewką, ale jednocześnie wyzywa innych od "piderów". "Piderem" nazywał m.in. Tusska, Macrona, Trumpa itp. (Co ciekawe Trump nie był aż tak antyukraiński jak pokazują cucki z mainstreamu. W tym roku mówił Zełenskiemu, by śmielej uderzał w Rosję.) 

Jeśli łudzicie się, że Polska zgarnie jakieś kontrakty na odbudowę Ukrainy, to śnijcie dalej. Parafianowicz wskazuje, że sporą ich część najprawdopodobniej dostanie Białoruś, a być może nawet Rosja. Zełenski bóldupił, że orbanowskie Węgry sprowadzają ropę z Rosji, ale jednocześnie Ukraina kupowała i kupuje od węgierskiego koncernu MOL paliwo dieslowskie z tej samej rosyjskiej ropy przerabianej w rafinerii na Słowacji.



Parafianowicz tego akurat nie opisywał, ale Zełenski i jego patron Jermak konsultowali wiele decyzji politycznych i strategicznych z wróżkami i tarocistkami. Co za problem dla rosyjskich służb podstawić im wróżkę mówiącą im podobne głupoty co łysy "jasnowidz", który co tydzień straszy wojnami, kryzysami i kataklizmami? Zełenski i Jermak wysyłali swoich ludzi na cmentarze, by tam palili fotografie ich wrogów. Gdy budowali swoje rezydencje, dbali natomiast, by użyto podczas budowy ziemi z cmentarzy. Nie tylko więc karzełek Putin wierzy w czarną magię... Oczywiście każdy, kto się bawi w taki magiczne hocki-klocki bez odpowiednich zabezpieczeń ryzykuje, że ściągnie na siebie jakieś tałatajstwo z tamtego świata... Himmler ściągnął, Putin ściągnął, Hillary ściągnęła...


Tymczasem ukraińska dziewczyna z Odessy mówi o kryzysie demograficznym i że jej kraj potrzebuje sprowadzić więcej Hindusów i Murzynów, by mu zaradzić...

Tymczasem szyicki islam w Teheranie na religijno-państwowych uroczystościach upamiętniających męczeństwo Alego... Obok tych nieudanych "Kardashianek" jawnie gejowscy proreżimowi influencerzy... 

***


Ksiażka Waszego Ulubionego Autora "Tajne pieniądze nazistów" jest już od pewnego czasu dostępna w sprzedaży i zbiera pierwsze recenzje. Ciepłą recenzję napisał choćby Krzysztof Drozdowski - autor popularnych książek historycznych. 


Z okazji 70-tej rocznicy Poznańskiego Czerwca, pozdrawiam Czytelników z Poznania. Czasem mi się zdarza wpadać do Waszego miasta i eksplorować jego historię.



Minęła również 50-ta rocznica Radomskiego Czerwca '76. Pozdrawiam więc Czytelników z Radomia! 


sobota, 30 maja 2026

Najdziwniejsze negocjacje w dziejach świata

 


Wielu jojczyło, że wojna z Iranem była straszliwa i chaotyczna, a tak naprawdę, to rozejm i negocjacje prowadzone z irańską frakcją (która nie może zdominować pozostałych frakcji) okazały się dużo gorsze. Mamy masę sprzecznych sygnałów i nadal przyblokowaną Cieśninę Ormuz.  Przyblokowaną, bo Irańczycy przepuszczają za opłatą po ponad 20 statków dziennie, a Amerykanie udają, że nie widzą tych jednostek (blokują głównie te z irańską ropą). Czasem US Navy też eskortuje niektóre jednostki w Cieśnienie - jednocześnie zaprzeczając, że to robi regularnie. Gdyby po Wielkanocy Trump wrócił do bombardowań Iranu i rozkazał zająć wyspy w Zatoce Perskiej, to Cieśnina byłaby już odblokowana. Wybrał jednak scenariusz blokady i negocjacji. Blokada trwa, wywierając presję na gospodarkę Iranu. Co do negocjacji, to nie wiem, czy Irańczycy tylko grają na czas, czy też rzeczywiście jest tam frakcja gotowa dogadać się z Amerykanami. 

Ponoć Amerykanie zaproponowali Irańczykom zniesienie sankcji, w zamian za zawarcie przez Iran pokoju z Izraelem. Po tym miałoby nastąpić spotkanie Ghalibafa z Netanjahu. Coś w stylu układu Begin-Sadat.

Negocjacjom towarzyszy też wymiana ciosów. Kilka nocy temu doszło do amerykańskich odwetowych bombardowań portu Bandar Abbas. Oficjalnie zniszczono tam tylko "dyspozytornię dla dronów". Irańczycy stracili jednak coś lub kogoś o wiele ważniejszego, bo odpowiedzieli atakiem rakietowym na Kuwejt. W proreżimowych irańskich kanałach pojawiły się doniesienia, że zabity został gen. Ali Azmaei, dowódca Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji. Oficjalnie temu zaprzeczyła reżimowa irańska telewizja - ta sama, która twierdziła wcześniej, że śmigłowiec z prezydentem Raisim na pokładzie bezpiecznie wylądował w Tabrizie.

W nocy z czwartku na piątek amerykańskie lotnictwo dokonało głębokich uderzeń wewnątrz Iranu, których nie nagłośniono. Uderzono m.in. w siedzibę dowództwa Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji w Teheranie, a także w obiekty rakietowe.  W czwartek doszło natomiast do dużej eksplozji na górnych piętrach teherańskiego wieżowca należącego do instytucji blisko związanych z Korpusem Strażników.

Pojawiły się też doniesienia o incydentalnych starciach pomiędzy Korpusem Strażników, a sprowadzonymi przez niego do Teheranu irackimi milicjami. Po śmierci Chamenejego na przełomie lutego i marca miało dojść natomiast do starć pomiędzy armią irańską a Korpusem Strażników Rewolucji m.in. w Teheranie, Tabrizie, Isfahanie oraz Avhazie.

Pojawiły się również ciekawe oceny dotyczące strat irańskich. Dotyczące lotnictwa Korpusu Strażników Rewolucji:

"Dowództwo Operacji Powietrznych Sił Powietrzno-Kosmicznych IRGC poniosło cięższe straty niż jakikolwiek inny oddział tej formacji. Przed wojną operacyjnych było tylko 56 samolotów o stałym skrzydle i oba śmigłowce dowództwa z floty liczącej 110 samolotów o stałym skrzydle i dwa śmigłowce. Podczas wojny zniszczono co najmniej 41 samolotów i oba śmigłowce w Teheranie, Isfahanie, Szirazie i Bandar Abbas przez Siły Powietrzne Izraela, Siły Powietrzne USA oraz Marynarkę Wojenną USA. Straty obejmowały całą aktywną flotę samolotów transportowych Sił Powietrzno-Kosmicznych IRGC, wszystkie operacyjne myśliwce Su-22 oraz oba śmigłowce Mil Mi-171 eksploatowane przez tę formację. Ponadto znaczna liczba śmigłowców Lotnictwa Armii IRGC została również zniszczona w bazie lotniczej Fath w pobliżu Karadż."

oraz irańskiej marynarki wojennej:

"od 28 lutego do 8 kwietnia 2026 r., irańska marynarka wojenna straciła 63 z 69 okrętów wojennych oraz lekkie, średnie i ciężkie jednostki pływające, a także 17 z 20 okrętów podwodnych w wyniku nalotów przeprowadzonych przez te dwa kraje na porty i instalacje morskie w północnej i południowej części Iranu. Odrębna jednostka lotnictwa marynarki wojennej straciła również 18 z 34 śmigłowców, dwa z ośmiu samolotów o stałym skrzydle oraz wszystkie dziesięć poduszkowców w atakach skierowanych przeciwko 1. i 2. Bazie Lotnictwa Morskiego w Bandar Abbas i Bushehr, a także obiektom firmy IHSRC w Teheranie."

Oczywiście, te straty będą mało istotne, jeśli zostanie schrzaniona polityczna strona operacji, czyli wynegocjowanie odpowiednio dobrego porozumienia rozejmowego.

Prawdziwym zwycięzcą tego konfliktu wydaje się być obecnie Erdogan, który w cieniu tej dziwnej wojny spokojnie sobie rozwala opozycję.  Nie muszę chyba dodawać, że zależy mu na kompromitacji Izraela.

Wojna została też źle rozegrana propagandowo. Pokazywano filmiki z uderzeniami w pojedyncze jednostki irańskiego sprzętu, podczas gdy zdjęcia satelitarne wyraźnie pokazują, że totalnie zniszczono wiele irańskich baz. 

Amerykanie mogliby też wrzucać więcej takich filmików z wojny:




 A jeśli się zacznie wojna w Azji Wschodniej, to dopiero będzie jazda...

***

UPA znów rozpaliła emocje opinii publicznej. Przypomnę więc kilka podstawowych faktów o tej organizacji. UPA nie tylko zamordowała mnóstwo Polaków, Żydów i Czechów. Chciała ona pozbyć się z Ukrainy ponad 20 mniejszości narodowych - m.in. Tatarów, Greków i Bułgarów. UPA zabiła też kilkadziesiąt tysięcy Ukraińców, których z różnych powodów uważała za nieprawomyślnych. To byli nie tylko sowieccy kolaboranci. (Kryteria zaliczenia do tej kategorii były bardzo luźne. Czasem wystarczyło, by chłopak przymusowo wcielony do Armii Czerwonej został uznany za kolaboranta, a upowcy mordowali mu rodzinę.) To byli zarówno Ukraińcy o umiarkowanych poglądach, jak i nacjonaliści spod znaku Melnyka i Borowca. Banderowcy zabijali melnykowców jeszcze nawet w powojennych Niemczech! UPA zabijała też Ukraińców nie będących grekokatolikami lub prawosławnymi - ukraińskich protestantów. Zdarzało się też jej mordować księży grekokatolickich. Służba Bezpeky dokonywała też krwawych czystek wewnątrz UPA - w paranoiczny sposób mordując nawet wysokiej rangi dowódców. To było jednym z powodów klęski tej organizacji, gdyż wielu dowódców i żołnierzy zmęczonych klimatem czystek, przechodziło na stronę NKWD. (W Polsce do likwidacji UPA mocno się przyczynił Jarosław Hamiwka, człowiek, który odpowiadał za logistykę "zakrezońskiej" UPA i znał lokalizację wszystkich bunkrów dowództwa.) Choć wielu Ukraińców podziwia obecnie to, że pojedynczy upowcy ukrywali się przed KGB jeszcze w latach 60-tych, to ofensywna siła UPA została złamana w ZSRR w 1946 r., po tym jak Szuchewycz zarządził własną wersję ofensywy Tet. Jeszcze mocniej niż bitwy osłabiły jednak UPA amnestie, które tysiące szeregowych członków (często wcielonych tam w ramach przymusowego poboru) wykorzystało do zerwania z organizacją. Ukraińska propaganda podkreśla znaczenie UPA dla "niepodległości". W praktyce jednak UPA nic nie osiągnęła dla Ukrainy. O ile Powstanie Warszawskie, zatrzymując sowiecki front na Wiśle, pozbawiło Stalina szansy na sowietyzację większej części Niemiec i stało się dodatkowym argumentem przeciwko wcielaniu Polski do ZSRR, a walka polskich "Wyklętych" sprawiła, że komuniści spóźnili się z kolektywizacją i uderzeniem w Kościół, to jedynym skutkiem strategicznym działań UPA były rzezie na Polakach i Żydach oraz sprowokowanie masowych wysiedleń Ukraińców z Podkarpacia i Lubelszczyzny. Abstrahując od kwestii moralnych - rzezie na Polakach i Żydach były dla Ukraińców całkowicie niepotrzebne. Żydów wykończyliby sami Niemcy - a tak wyręczyli się "ukraińskimi podludźmi", a Polaków deportowałby z Wołynia Stalin. Utrzymywanie kultu UPA na Ukrainie jest więc promowaniem przegrywów i szkodników z zapyziałej, wiejskiej prowincji będącej jedynie małą częścią wielkiej Ukrainy. Nic dziwnego, że Arestowycz nazywa ukraiński nacjonalizm "gównem, w które wdepnęliśmy". 

Podczas niedawnej wizyty ministra Sybihy w Sztokholmie, Szwedzi sprezentowali mu kopię sztandaru Chmielnickiego. Ukraina czci więc nadal turecko-moskiewskiego agenta, który sprawił, że naród ukraiński znalazł się na kilkaset lat w głębokiej moskiewskiej dupie. 

Skoro Ukraińcy tak lubią honorować tych, którzy przyczynili się do depopulacji ich kraju, to może też włączą do swojego panteonu narodowego Łazara Kaganowicza? Zełenskiemu byłoby i tak wszystko jedno, czy honorowałby jego czy SS-Galizien, bo jest sowieckim człowiekiem bez właściwości, który kiedyś sobie robił podśmiechujki z Hołodomoru.

***

Wygląda na to, że wpisu w przyszłym tygodniu nie będzie. I w kolejnym też. Szykuje się wyjazd na kilka dni. Tym razem nie na Bliski Wschód.

Pamiętajcie o nadchodzącej książce Waszego Ulubionego Autora.



sobota, 23 maja 2026

Koniec gównoburzy, a co z operacją Epicka Furia?

 


Mam znów zabawę, bo drastycznie została przerwana tragikomiczna gównoburza o opóźnioną rotację amerykańskich sił w Polsce :) Silniczki oraz inne libki za bardzo kusiły los wypisując "niech Nawrocki, wreszcie pokaże jak jest sprawczy w kontaktach z Trumpem". Skończyło się deklaracją prezydenta USA o wysłaniu dodatkowych 5000 żołnierzy do Polski, ogłoszoną we wpisie, w którym mocno chwalił Nawrockiego :) Okazało się, że ośrodek prezydencki okazał się rzeczywiście sprawczy w kontaktach z obecną amerykańską administracją . Ponoć Trump zrugał Homelandera Hegsetha za "szkodzenie Polsce".  Zgodzę się z ministrem Przydaczem, że "gdyby nie Nawrocki, amerykańskich wojsk już by dawno u nas nie było."  Tussk ścigał się bowiem w antyamerykańskim pajcowaniu z Pedro Sanchezem.  Amerykanie są cierpliwi, ale z jakiegoś powodu potraktowali  wiceministra Tomczyka jak kłodzkiego psa, odmawiając mu nawet rutynowej, pamiątkowej fotki po wizycie. Przedstawiciele Białego Domu nieoficjalnie mówią, że Tussk szkodzi Ameryce. Strach pomyśleć, co by było, gdyby prezydentem był Rafałek. Olszański i Ludwiczek powinni dostać wysokie odznaczenia od NATO, za swój słynny apel o głosowanie "za Karolem" do brauniarzy, którzy zastanawiali się, czy pójść na wybory, czy też zagłosować na Trzaskowskiego. 




Generalnie cała afera była jakąś gównoburzą wynikłą pewnie z biurokratycznego błędu związanego z tym, że USA prowadzą (zawieszoną) wojnę z Iranem, a jednocześnie przygotowują się do wyzwolenia Kuby spod rządów komunistycznych feudałów. W takich warunkach opóźnienie rotacji (nie mylić z wycofaniem sił dotychczas stacjonujących w Polsce) to naprawdę nic takiego.

Wojna w Iranie jest obecnie rozgrzebana - dlatego, że Amerykanie postawili na niewłaściwego konia w Teheranie. O ile propaganda gównotrzecioświatowców wskazuje, że owym niewłaściwym koniem był książę Pahlavi, to jednak byli nim w pierwszej kolejności kurdyjscy komuniści, którym powierzono dostawy broni dla irańskiej opozycji, a w drugim frakcja Ghalibafa, która nie potrafi narzucić innym reżimowym frakcjom rozejmu. Nie dziwię się więc, że Tulsi Gabbard poleciała ze stanowiska...



"New York Times" opublikował ciekawy artykuł mówiący, że początkowo stawiano na to, by nowym, proamerykańskim przywódcą Iranu został były prezydent Ahmadinedżad. To dlatego izraelskie lotnictwo pierwszego dnia wojny zbombardowało posterunek strażników rewolucji przed domem Ahmadinedżada, uwalniając go z aresztu domowego. Moim zdaniem jednak, nie traktowano go poważnie jako głównego pretendenta do władzy. Po prostu Izrael pomógł swojemu długoletniemu agentowi. Przypominam, że Ahmadinedżad jest Żydem. (Piosenka nawiązuje do wlepek z jego wizyty w Nowym Jorku przedstawiających Ahmadinedżada z podpisem: "I'm bringing sexy back".) Byłoby jednak ciekawie, gdyby nowym, prozachodnim przywódcą Iranu został koleś otwarcie negujący Holokaust (i twierdzący, że Pluton wciąż jest planetą :).

Amerykanie źle też rozegrali sprawę propagandowo - traktując ceny ropy jako główny miernik sukcesu. Zabrakło im też zdecydowania, by otworzyć Cieśninę Ormuz. Dwukrotnie pokazali, że są w stanie to zrobić, wprowadzając do Cieśniny niszczyciele i masakrując przeszkadzających im strażników rewolucji. Administracja Trumpa mogła się przestraszyć ewentualnych strat przy operacjach zajmowania wysp w Zatoce Perskiej. Niepotrzebnie. Nawet gdyby zginęła setka amerykańskich marines, to po paru tygodniach mało kto by o tym pamiętał, a wszyscy by się cieszyli z otwarcia Cieśniny Ormuz i triumfu nad Iranem.

Babak Taghvaee twierdzi, że operacja Epicka Furia jest już w zasadzie zakończona i że eliminację Chameneiego oraz zdziesiątkowanie reżimu można uznać za zwycięstwo. Netanjahu chciałby na pewno dalszych uderzeń - tak samo jak przywódcy ZEA oraz irańska opozycja. Wynik negocjacji, w których pośredniczy Pakistan, nie ma większego znaczenia. Na Bliskim Wschodzie zostanie amerykańska grupa zadaniowa, by od czasu do czasu wyperswadować Strażnikom Rewolucji robienie głupich rzeczy.  Zacznie się pewnie nowa rozgrywka, by wesprzeć opozycję lub właściwą frakcję we władzach do obalenia reżimu. 

No chyba, że Trump na pożegnanie zarządzi nową silną falę uderzeń lotniczych w irański reżim. W piątek późnym wieczorem - ruch w pizzeriach w okolicach Pentagonu był podwyższony. Był stan gotowości Doughcon 2. Trump zrezygnował natomiast z obecności na ślubie swojego syna.



Tymczasem mieliśmy ostatnio małą gównoburzę związaną z pajacem Itmarem Ben Gvirem. Zaczęło się od tego, że Turcja znów przeprowadziła swoją operację soft power: zebrała grupę naiwnych lewarów na flotyllę z "pomocą" dla Strefy Gazy. Izrael - zgodnie z tureckim planem - przechwycił tę flotyllę na wodach międzynarodowych i spuścił lewakom wpierdol. Ku jeszcze większemu zadowoleniu ludzi Erdogana, spuścił im wpierdol przy kamerach. Do tego pojawił się ten idiota Ben Gvir, machający izraelską flagą i coś pokrzykujący w swoim starożytnym języku. Tureckie służby były wniebowzięte, a europejska lewica, libki i antyżydowska część prawicy zjednoczyły się w gniewie na Izrael. W Stanach jedna z kandydatek demokratów postuluje budowanie federalnych obozów internowania dla "amerykańskich syjonistów" :)  W sumie rząd Netanjahu zrobił niesamowicie dużo dla odrodzenia nazizmu w Europie i każdy antysemita o wysokim IQ powinien być za to Bibiemu wdzięczny.

Jak to się stało jednak, że taki debil jak Ben Gvir jest w Izraelu ministrem? Koleś nie mógł przecież służyć w armii, bo uznawano go w młodości za niebezpiecznego ekstremistę.  , a teraz jest ministrem ds. bezpieczeństwa narodowego. To skutek dysfunkcyjnej izraelskiej ordynacji wyborczej, skutkującej tym, że do parlamentu dostają się małe partyjki kierowane przez świrów, które stają się języczkiem u wagi w każdej koalicji rządowej.

Oburzę jednak antysyjonistów i antysemitów z prawa i lewa, pisząc, że Izrael jest traktowany niesprawiedliwie.

Wszyscy domagają się od niego, by stosował się do wyśrubowanych prawoczłowieczych, europejskich standardów. Tymczasem Izrael jest państwem Bliskiego Wschodu i musi się stosować do standardów bliskowschodnich. Co więcej, jego ludność ma w dużym stopniu bliskowschodnie pochodzenie (Sefardyjczycy i Arabowie) oraz bliskowschodnią mentalność. Czemu więc oczekujecie od nich, by zachowywali się jak Europejczycy? Dla nich bombardowania Gazy to i tak "humanitarne" rozwiązanie w porównaniu ze standardem działania innych państw regionu. Assad na miejscu Izraelczyków zrzucałby na Gazę bomby z gazem i zabiłby ze 200 tys. Palestyńczyków, a obecni antysyjoniści, by go usprawiedliwiali twierdząc, że owi Palestyńczycy zasłużyli sobie na to, bo są dżihadystami i zachodnimi agentami.

W tym miejscu oburzę filosemitów i ludzi, którzy myśląc o Izraelu dostają orgazmu wyobrażając sobie Jankiela, Żydowski Związek Wojskowy i pastora Chojeckiego witającego Antychrysta chlebem i czosnkiem w Trzeciej Świątyni jerozolimskiej (lub po prostu walących konia do Gal Gadot :). Oni również są w błędzie. Izrael nie jest wyidealizowanym przez nich przyczółkiem cywilizacji zachodniej na Bliskim Wschodzie, najwierniejszym sojusznikiem USA i "jedyną bliskowschodnią demokracją". Izrael jest bowiem typowym krajem bliskowschodnim. Trochę mniej cywilizowanym niż Turcja, ale trochę bardziej niż Arabia Saudyjska. Po prostu ma najsilniejszą armię i służby wywiadowcze w regionie oraz trochę ciekawych start-upów technologicznych. Poza tym jest krajem o PKB per capita (PPP) zbliżonym do polskiego. Z lokalnymi odpowiednikami Gershona Brauna - ale na stanowiskach ministerialnych. Krajem, w którym ortodoksi srają na ulicach jak Hindusi, a judaistyczne sekty trzymają dzieci w piwnicach. Śmieszne, że do takiego kraju wali konia Retarded Tomasz Lis. No, ale on wali konia również w innych niestosownych momentach...


Baj de łej: czy ambasada Izraela upamiętniła w jakikolwiek sposób 125-tą rocznicę urodzin Witolda Pileckiego? Bo o funkcjonariuszce US Alicji Schnepf  ciepło się rozpisywali po jej śmierci...

***

Ogólnie Żydzi są zwykle krytykowani nie za to, za co powinno się ich ostro jebać, a za jakieś pierdoły.

Zarzucało się Harveyowi Weinsteinowi różne straszne rzeczy, a on był bohaterem, który dbał o to, by w Hollywood nie zatrudniać brzydkich aktorek. Wsadzili tego zboczonego Żyda za kratki. Został zastąpiony przez jakiś lewarskich debili, którzy jako standard piękna promują "Ziemniaczarę" i Zendayę. 

Krytykuje się Sama Levinsona, twórcę trzeciego sezonu serialu "Euphoria" za to, że "upokarza białą blondynkę" Sydney Sweeney, obsadzając ją w roli onlyfansiary kręcącej filmiki z dziwnymi fetyszami.

Specjalnie dla Sydney zacząłem oglądać trzeci sezon "Euphorii" (poprzednich dwóch nie widziałem) i uznałem, że to genialna czarna komedia - w rodzaju "Kandyda" Woltera czy "Justyny" Markiza de Sade. Rola Cassie Howard/Jacobs jest tak przerysowana, że aż mega zabawna. Wątek z Onlyfans to naprawdę ostra satyra społeczna. W pierwszych minutach czwartego odcinka zanosiłem się śmiechem :)

A dla takiego pieska jak Sydney Sweeney, pojechałbym nawet do Kłodzka.



Generalnie scenarzysta ma też tam bekę z libków - choćby w scenie z pierwszego odcinka, w której Lexi jest asystentką w Hollywood, a jej szefowa mamrocze "te wybory będą naprawdę ważne". 

No i to serial, w którym biały trans przywalił brązowej dziewczynie. To podobny przełom jak policzek zadany białemu człowiekowi w filmie z lat 50-tych przez Sidneya Poitier.