sobota, 4 lipca 2026

Sendecki ma rację w sprawie Watykanu :)

 


Powyżej: abp Marcel Lefebvre ze swoim przyjacielem, prezydentem Irlandii Eamonem de Valerą. Obaj byli ekskomunikowani. De Valera w 1922 r., za... sprzeciw wobec traktatu irlandzko-brytyjskiego.

Stolica Apostolska ogłosił w tym tygodniu, że można wyświęcać biskupów bez zgody papieża - pod warunkiem, że jesteście Xi Jinpingiem lub jednym z jego podwładnych z Komunistycznej Partii Chin. Wówczas, ani Was, ani wyświęconych biskupów nie spotkają żadne konsekwencje. Co więcej, Watykan będzie z Wami utrzymywał "dialog" i podpisywał porozumienia. Co innego, jeśli jesteście tradsowską grupą w stylu Bractwa Św. Piusa X - wówczas jesteście straszliwymi schizmatykami.

Sami piusowcy raczej mało się tym przejmują - wszak na dokumencie ekskomuniki nie ma podpisu papieża  (który powiedział jedynie, że jest mu "przykro") tylko podpis turbogejowskiego kardynała Fernandeza, który dokonał wyraźnego nadużycia nakładając ekskomunikę na wiernych FSSPX (do tego nie wyjaśniając, kogo zalicza do wiernych). Gdy w 1054 r. doszło do wielkiej schizmy wschodniej, papież nałożył ekskomunikę tylko na patriarchę Konstantynopola i podległych mu biskupów, a nie na wiernych obrządku bizantyńskiego... Tym większym nadużyciem jest twierdzenie Fernandeza, że sakramenty udzielane przez "schizmatyków" są nieważne - przecież Kościół uznaje choćby śluby prawosławne. Z powodu tych uchybień proceduralnych ta ekskomunika może być za pontyfikatu kolejnego papieża łatwo uznana za "niebyłą". Gdyby zwierzchnicy FSSPX byli złośliwcami, to mogliby wynająć dobrego żydowskiego prawnika i pozwać kardynała Fernandeza. Wyobraźcie sobie w tej roli Roya Cohna: wycofujesz ekskomunikę, albo filmy o twoich zachowaniach seksualnych będą na Netflixie!

Ironią losu jest to, że gdyby lefebvryści przeszli en masse na prawosławie, czy anglikanizm, to by nie byli oficjalnie nazywani schizmatykami, tylko "braćmi odłączonymi", z którymi trzeba prowadzić dialog ekumeniczny. Skoro już jednak FSSPX została uznana za grupę schizmatycką, to zgodnie z posoborową logiką należałoby zalecać interkomunię z lefebvrystami, uznawać sprawowane przez nich sakramenty, zapraszać ich na konferencje ekumeniczne i raz w roku obchodzić w Kościele "Dzień Lefebvryzmu", podczas którego hierarchowie będą namawiać wiernych do odwiedzania "lefebvrystycznych" świątyń.

Generalnie z ekskomuniki cieszą się dwie grupy: 1) Katolickie libki, które zwykle przekonują, że Kościół powinien być inkluzywny, zdecentralizowany i otwarty na ludzi o różnych wrażliwościach, a poza tym ekskomunika to jakiś relikt mrocznego średniowiecza, bo przecież wszyscy ludzie są równi, a różne drogi prowadzą do Boga, więc nie można nikogo wykluczać i stygmatyzować. (Zabawne, że używają argumentu o "automatycznej ekskomunice" wobec FSSPX, a jednocześnie dostają ostrego bólu dupy, gdy mowa "automatycznej ekskomunice" wobec komunistów i proaborcyjnych polityków.) 2) Katoliccy koncesjonowani tradsi, którzy na co dzień narzekają, że Kościół upada, biskupi to moderniści, a jednocześnie cieszą się z tego, że ci sami moderniści niszczą konkurencyjną grupę tradsowską. 

Obie te grupy mocno mnie odpychają kulturowo. To przez nich katolicka nauka społeczna leży i kwiczy, a przekaz głoszony przez Kościół jest coraz mniej atrakcyjny. Młodzi mężczyźni chodzący do kościoła, słyszą tam, że mają za dużo seksu (podczas gdy często nie mają go wcale). Słyszą różne pierdoły sprzed 100 lat o "godności kobiety" - pisane przed pięcioma ostatnimi falami feminizmu - i są pouczani, że powinni wszystko poświęcić dzieciom. Do standardów homiletyki należą też opowiastki o jakiś brutalnych patusach z IQ szympansa, którzy się nawrócili w więzieniu i pójdą do Nieba, choć powinni być zutylizowani na Ziemi. Później młodzi ludzie widzą relację z wizyty papieża na Lampeduzie i jojczenie nad losem żywej broni biologicznej, która płynie do Europy na pontonach, by srać na ulicach, żyć z zasiłków, kraść, gwałcić i zabijać białych. Dodajmy do tego wątki ekologiczne i rytualne potępienie zbrojeń oraz kary śmierci. I "dworcową", patodeweloperską architekturę współczesnych kościołów. To coraz mocniej przesłania ludziom liczący 2 tysiące lat dorobek cywilizacyjny Kościoła.

To ja już wolę usłyszeć takie kazanie jak poniżej! Mówcie co chcecie, ale jest lepsze od tego nudziarstwa, co zwykle płynie z ambon. :) 

Nie miałbym też nic przeciwko przeciwko proboszczom takim jak ks. Henryk Jankowski czy biskupom takim jak Sławoj Leszek Głódź. Od dawna powtarzam: abp Głódź na papieża!


Zauważyłem, że dla współczesnego Kościoła godne pochwały jest prowadzenie "dialogu" z niemal wszystkimi: z prawosławnymi, protestantami, Żydami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, szamanistami, libkami, komunistami, feministkami, gejami, transami, furrasami czy satanistami. Z "dialogu" są wykluczone tylko dwie grupy: lefebvryści i ezoterycy. Zajmujesz się badaniem zjawisk paranormalnych? Usłyszysz od katolickich publicystów i sporej części księży, że jesteś satanistą. Co więcej Tekieli napisze, że ćwicząc karate czy nawet tai-chi zyskasz od demonów supermoce jak z "Dragon Ball" :) Dlaczego więc taki nacisk jest kładziony na wykluczenie obu grup z Kościoła? Bo obie dotknęły pewnych części prawdy - tyle, że z innych perspektyw. Obie grupy wierzą w świat nadprzyrodzony, teocentryczny i "duchocentryczny". Tymczasem liberalny, posoborowy Kościół ma być antropocentryczny. "Katolickie" feministki chciałby Kościoła waginocentrycznego, a lobby gejowskie dupocentrycznego. No i przez te środowiska Kościół znalazł się w wiadomym miejscu...

Czy kryje się za tym jakiś plan geopolityczny? Peter Thiel ostatnio oskarżył papieża Leona XIV o bycie nie tyle agentem, co "pożytecznym rezonatorem" komunistycznych Chin. Jego zdaniem, nauczanie papieża wymierzone w sztuczną inteligencję ma prowadzić do tego, by Zachód przegrał wyścig technologiczny z Chinami. Jest to zbieżne choćby z tym, że powiązane z Pekinem NGO-sy organizowały protesty w USA przeciwko budowie centrów przetwarzania danych, doprowadzając do anulowania projektów wartych dziesiątki miliardów dolarów. Papieskie przesłanie, by "rozbroić AI" nie będzie miało żadnego wpływu na chińskich wojskowych, ale może utrudnić USA budowanie broni opartych na sztucznej inteligencji.

Ktoś sobie zażartował, że Trump powinien wykorzystać aferę z FSSPX, by ogłosić Leona XIV antypapieżem, przeprowadzić w Watykanie specjalną operację wojskową i zainstalować tam swojego papieża. 

A ja przypominam, że ks. Natanek nie został ekskomunikowany :)

***



Tymczasem w Iranie zaczął się państwowy pogrzeb ajatollaha Chameneiego. Jego trumna była ultralekka i mała. Przywieziono ją samochodem-chłodnią. Na pogrzebie nie pojawił się Modżtaba - nawet w formie kartonowej. Wcześniej nie było go na pogrzebie żony. Ghalibaf zasiadł przy krześle, na którym postawiono portret szyickiej trójcy - Chomeiniego, Chameneia i Modżtaby. A przed portretem białe róże, sugerujące pokój. "Spoczywajcie w pokoju". Modżtaba pewnie nie żyje, lub nie jest w stanie się pokazać publicznie lub jest w areszcie domowym. Ghalibaf zabawnie odgrywał scenę płaczu nad trumną Najwyższego Przywódcy - aż Araghczi spojrzał się na niego w wiele mówiący sposób. Nie było za to Ahmadinedżada...


Na pogrzebie pojawili się przywódcy Kurdów, którzy ukradli wcześniej broń i Starlinki przekazane irańskiej opozycji. Vahidi wypełzł z bunkra na pogrzeb. Najwyższy sędzia Ejai ma stracić stanowisko. Wewnątrz reżimowej ekipy dochodzi do sporów - w rządowej telewizji przerywane są wypowiedzi na żywo. Jeden z generałów IGRC zginął w wypadku samochodowym. Babak nazywa Ghalibafa najwyższym rangą człowiekiem Trumpa w Iranie i zasugerował, że to on przyczynił się do likwidacji Chameneia. Amerykanie mieli natomiast uratować Ghalibafa przed izraelskim spiskiem mającym prowadzić do zestrzelenia jego samolotu. (Niedawno jego samolot dokonał nieplanowanego lądowania w Meszchedzie.) Irańscy komentatorzy piszą o trwającej transformacji ustrojowej, w której Korpus Strażników Rewolucji jest obciążeniem dla kraju. Chodzą plotki, że mają pozwolić nosić bikini dziewczynom na wyspie Kisz...

Tymczasem w Iraku, nowy premier (chwalony przez Trumpa) wziął się za szyickie milicje. Doszło w zeszłym tygodniu do wojskowego rajdu na Zieloną Strefę w Bagdadzie i aresztowania 47 skorumpowanych szyickich polityków. Internet obiegły zdjęcia piramidek banknotów i sztabek złota zgromadzonych pod portretami ajatollachów. Jedna szyicka deputowana miała  biustonosz i majtki ze złota. Sunnici powiedzą, że to nie jest prawdziwy islam...

A tymczasem w Syrii - pomijając jeden niedawny zamach przeprowadzony przez ISIS oraz starcia ze wspieranymi przez Izrael narkotykowymi dilerami od Hidżriego -  miejscowe dziewczyny  bawią się bez hidżabów przy muzyce Charli XCX. Tarczyński z rozpaczy potnie sobie kabanosy...



I nie tylko...


***


"Tajne pieniądze nazistów", czyli najnowsza książka Waszego Ulubionego Autora, zbiera już pierwsze recenzje, choćby tą - napisaną przez Pawła Skuteckiego. "Dobra, wartościowa książka, której brakowało na rynku. Efekt długich i żmudnych poszukiwań, prac analitycznych i redakcyjnych Huberta Kozieła zasługuje na dyskusję. I miejsce na półce."  Witold Gadowski, w końcówce swojej pogadanki, również gorąco polecił tę książkę.

sobota, 27 czerwca 2026

Keir "Wanker" Starmer na wylocie - niestety Europa Zachodnia też i również karzełek Zełenski

 


Szybko poszło. W kilkanaście miesięcy po wyborach parlamentarnych dających przytłaczającą większość w parlamencie dla Partii Pracy, Keir Starmer łamiącym się głosem ogłosił swoją rezygnację ze stanowiska premiera.  Trudno się temu dziwić, gdyż jego stronnictwo mocno rozczarowało swoją polityką gospodarczą - obiecywało przyspieszenie wzrostu PKB poprzez inwestycje, a skończyło się na podwyżkach podatków i brnięciu w net-zero. 



Do tego doszło wprowadzenie cenzury netu i zakazu korzystania przez młodzież z mediów społecznościowych. Zakaz oczywiście był uzasadniony troską o zdrowie psychiczne młodych ludzi, ale dziwnym trafem nie zablokowano im dostępu do platformy BlueSky, na której roi się od pe*ofilów. Partia Pracy i ogólnie brytyjskie państwo jakoś nie okazywało troski o młodzież, gdy po Wielkiej Brytanii hulały sobie gangi pe*ofilskie. Z oficjalnego raportu poświęconego tej kwestii wynika, że mogły one mieć nawet 250 tys. ofiar. Pierwsze doniesienia o tych gangach pochodzą z 1955 r., ale najwięcej przypadków udokumentowano w czasach nam bliższych. Wiele z nich jest bardzo drastycznych. Opisano m.in., że policja odwiozła gw*łc*ną 13-latkę do pakistańskich sprawców, życząc im "dobrej zabawy". WTF?!  Były też przypadki, gdy sami policjanci brali udział tych ohydnych czynach. Warto więc zadać sobie pytanie: dlaczego aparat państwa brytyjskiego chronił tego typu przestępców? Zrozumiałbym, że policja tuszowałaby niecne postępki lorda Rothschilda, księcia Andrzeja lub przynajmniej jakiegoś parlamentarzysty z tylnych ławek Izby Gmin. Ale czemu chroniła jakiś pakolskich prymitywów? No cóż, system traktuje "skrajnie prawicowe" memy jako większe zagrożenie niż gangi zwyroli. 



Podobny mechanizm działań policji widać również w innych krajach. Policja francuska może spacyfikować miejscowych katolickich bereciarzy, czy tłuc się z żółtymi kamizelkami, ale znika z ulic, gdy afrykańscy imigranci palą samochody w centrum Paryża.  Policja niemiecka jest bezsilna wobec Syryjczyków, którzy ją ostrzeliwują fajerwerkami, ale brutalna wobec taszczących krzyż emerytów od Bąkiewicza. 

(Baj de łej: wyciekło, że Merz wydał 8 tys. USD za sesję na Only Fans z transem. Bawili się w odgrywanie ról. Merz nalegał, by trans mówił z niemieckim akcentem i udawał pilota samolotu pasażerskiego. Kanclerz Niemiec był jednak niezadowolony z obsługi i chciał zwrotu pieniędzy.)




Trudno się więc dziwić, że w tej sytuacji furrorę w necie zrobił film Uwe Bolla "Citizen Vigilante" - o Amerykaninie, który w Europie rozwala imigranckich, trzecioświatowych bandziorów, a także liberalnych sędziów. Boll udostępnił go za darmo na X-ie na 48 h i obejrzałem to dziełko. Nie jest wybitne kino - Boll to reżyser klasy zaledwie Andrzeja Wajdy (dużo lepszy jednak od Smarzowskiego) i miał ograniczony budżet. Nie jest to jednak szmira. Akcja trochę zbyt wolno się rozwija, brakuje też dobrej muzyki (aż się prosiło do wykorzystania "Ody do radości".) Jest jednak w tym filmie kilka wybitnych scen, które już weszły do legendy kina. Choćby scena, w której główny bohater  - świetnie grany przez Armiego Hammera - załatwia całą rodzinę ciapersów (rodzina wcześniej usprawiedliwiała to, że nastoletni syn zorganizował zbiorowy gw*łt na 14-latce) i członków gangu. Nic dziwnego więc, że dystrybucję filmu zablokowano w Niemczech.

(W drugiej części "Citizen Vigilante" Uwe Boll powinien zatrudnić Jacka Murańskiego, który zagrał epizodzik w "Ślepnąc od świateł" :)

 Zwykli ludzie, chcieliby takiego Citizen Vigilante nie tylko w filmie. Zapewne wielu zachodnich Europejczyków marzy o przywódcy takim jak Nayib Bukele czy Rodrigo Duterte. Ja bym na kogoś takiego głosował obiema rękami.

Na razie jednak Europa walczy z klimatyzatorami, bo są niezgodne z polityką neutralności klimatycznej. W Niemczech wyliczono, że mogą one do 2050 r. podnieść temperaturę na Ziemi o całe 0,05 stopnia C! Nic dziwnego, że Amerykanie postrzegają Europę jako Trzeci Świat...


Tymczasem całe lata antyamerykańskiej propagandy poszły w piach. Europejczycy przyjeżdżający do USA na mundial są bardzo pozytywnie zaskoczeni. Są zszokowani dużymi porcjami i darmowymi dolewkami napojów w restauracjach. Zadziwia ich szeroki asortyment w Wal-Marcie czy na zwykłych stacjach benzynowych. Odkrywają też, że w wielu amerykańskich miastach jest bezpieczniej niż w Europie Zachodniej (oczywiście, jeśli trzymasz się z dala od czarnych dzielnic). Eurocucki mogą argumentować: "Ale my mamy darmową opiekę zdrowotną". Jak ta opieka zdrowotna funkcjonuje widzimy na przykładzie afery w Szpitalu Południowym. Płacisz po kilkaset złotych miesięcznie składki zdrowotnej, by raz na parę lat skorzystać z usług służby zdrowia - a jak już korzystasz, to i tak musisz robić to prywatnie lub po znajomości, bo kolejki są zbyt długie. 

Wschód też się sypie, ale to już inny rozdział. Zełenski wciągał do nosa, ale się nie zaciągał...

Na blogu z recenzjami dałem notkę o najnowszej książce Zbigniewa Parafianowicza "Kłopot z Zełenskim". To bardzo mocna pozycja pokazująca, jakim obciążeniem jest Zełenski dla Ukrainy. Poważnie wkurzył on nie tylko ekipę i elektorat PiS, ale również polityków PO. Insiderzy z obu obozów politycznych solidarnie jadą tam ukraińskim władzom. Zirytowani postawą Kijowa są też Bałtowie (choćby z tego powodu, że Ukraina - bez pytania - wykorzystuje ich przestrzeń powietrzną do ataków dronowych na Rosję). Ekipa Zełenskiego wielokrotnie też irytowała Amerykanów. Bidena nie szanowali, a Trumpa się boją. Niedawno wyszło na jaw, że Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, nazywa Zełenskiego "little fucker", "Mr. Bean on crack" i "the problem child of the Europeans". To skutek uprawiania przez ukraińskich polityków dyplomacji w stylu sowieckim, czyli "a udowodnijcie, że to ja wam nasrałem na środek dywanu!". Od Sowietów przejęli oni mentalność polegającą na publicznym upokarzaniu sojuszników i potencjalnych partnerów. Stąd też zupełnie niepotrzebne upokorzenie Tusska w postaci posadzenia go w "wagonie trzeciej klasy" pociągu do Kijowa. Ukraińscy "dyplomaci" podsrywali nawet Pawła Kowala, bo uznawali go za "za mało proukriańskiego". Zełenski jest typowym sowietliberałem, czyli kolesiem, który gardzi konserwatywną prawicą i macha tęczową chorągiewką, ale jednocześnie wyzywa innych od "piderów". "Piderem" nazywał m.in. Tusska, Macrona, Trumpa itp. (Co ciekawe Trump nie był aż tak antyukraiński jak pokazują cucki z mainstreamu. W tym roku mówił Zełenskiemu, by śmielej uderzał w Rosję.) 

Jeśli łudzicie się, że Polska zgarnie jakieś kontrakty na odbudowę Ukrainy, to śnijcie dalej. Parafianowicz wskazuje, że sporą ich część najprawdopodobniej dostanie Białoruś, a być może nawet Rosja. Zełenski bóldupił, że orbanowskie Węgry sprowadzają ropę z Rosji, ale jednocześnie Ukraina kupowała i kupuje od węgierskiego koncernu MOL paliwo dieslowskie z tej samej rosyjskiej ropy przerabianej w rafinerii na Słowacji.



Parafianowicz tego akurat nie opisywał, ale Zełenski i jego patron Jermak konsultowali wiele decyzji politycznych i strategicznych z wróżkami i tarocistkami. Co za problem dla rosyjskich służb podstawić im wróżkę mówiącą im podobne głupoty co łysy "jasnowidz", który co tydzień straszy wojnami, kryzysami i kataklizmami? Zełenski i Jermak wysyłali swoich ludzi na cmentarze, by tam palili fotografie ich wrogów. Gdy budowali swoje rezydencje, dbali natomiast, by użyto podczas budowy ziemi z cmentarzy. Nie tylko więc karzełek Putin wierzy w czarną magię... Oczywiście każdy, kto się bawi w taki magiczne hocki-klocki bez odpowiednich zabezpieczeń ryzykuje, że ściągnie na siebie jakieś tałatajstwo z tamtego świata... Himmler ściągnął, Putin ściągnął, Hillary ściągnęła...


Tymczasem ukraińska dziewczyna z Odessy mówi o kryzysie demograficznym i że jej kraj potrzebuje sprowadzić więcej Hindusów i Murzynów, by mu zaradzić...

Tymczasem szyicki islam w Teheranie na religijno-państwowych uroczystościach upamiętniających męczeństwo Alego... Obok tych nieudanych "Kardashianek" jawnie gejowscy proreżimowi influencerzy... 

***


Ksiażka Waszego Ulubionego Autora "Tajne pieniądze nazistów" jest już od pewnego czasu dostępna w sprzedaży i zbiera pierwsze recenzje. Ciepłą recenzję napisał choćby Krzysztof Drozdowski - autor popularnych książek historycznych. 


Z okazji 70-tej rocznicy Poznańskiego Czerwca, pozdrawiam Czytelników z Poznania. Czasem mi się zdarza wpadać do Waszego miasta i eksplorować jego historię.



Minęła również 50-ta rocznica Radomskiego Czerwca '76. Pozdrawiam więc Czytelników z Radomia! 


sobota, 20 czerwca 2026

Wrażenia z Tajwanu i dyplomatyczna klęska Trumpa



                               

 Poprzedni tydzień spędziłem na Tajwanie. Odwiedziłem tam m.in. fabrykę dronów, kilka think-tanków oraz gmach MSZ, w którym wziąłem udział w lunchu roboczym z tamtejszym wiceministrem spraw zagranicznych. Podróż była super, odbyta w bardzo komfortowych warunkach i w fajnym, międzynarodowym towarzystwie.





Przede wszystkim rzucało się w oczy to, że sytuację międzynarodową na Tajwanie postrzegają w sposób mniej sensacyjno-panikarski niż choćby w Polsce.

- Chiny ostatnim razem stoczyły dużą bitwę morską w 1895 r. - przypomniał tajwański wiceminister spraw zagranicznych.

W wojskowym think-tanku wyjaśniono, że celem ChRL jest przerwanie "pierwszego łańcucha wysp" i wybicie się na Pacyfik w sposób wystarczająco szybki, tak by USA nie miały czasu na reakcję. Ten scenariusz wyklucza pierwsze uderzenie na Filipiny - one mają (w odróżnieniu od Tajwanu) - pakt wojskowy z USA. Kluczem do utrzymania status quo w Cieśninie Tajwańskiej jest więc odstraszanie - przekonanie decydentów z Pekinu, że inwazja na Tajwan będzie dla nich zbyt kosztowna i że nie da się łatwo podbić tej Wyspy. Jak na razie ChRL nie dysponuje zresztą wystarczającą liczbą okrętów desantowych, by przeprowadzić pełnoskalową inwazję. Musiałaby się posiłkować nieuzbrojonymi statkami cywilnymi. 



Podobał mi się podczas tej wizyty często spotykany antykomunistyczny vibe :) Firma Thunder Tiger, produkująca drony, w swojej broszurce zamieściła grafikę pokazującą ataki dronowe na okręty wojenne z banderą ChRL. Widać, że tamtejsze siły zbrojne mocno stawiają na transformację dronową - co jednak utrudnia parlamentarna obstrukcja w wykonaniu Kuomintangu (blokującego pakiet wydatków zbrojeniowych). Co ważne - Tajwańczycy chwalą się, że ich łańcuch dostaw części do dronów jest "red free".

Niestety na moje pytania dotyczące chińskiej doktryny wojny powietrznej - tego, czy Chiny są zdolne do przeprowadzenia kampanii bombardowań strategicznych skoncentrowanej na kluczowych celach (a nie partactwa w sowiecko-rosyjskim stylu) - pozostały bez odpowiedzi.

A jeśli ChRL zdecydowałaby się na blokadę morską? Tajwan jest zależny od eksportu LNG. W normalnych warunkach zapasy gazu dla elektrowni skończyłyby się po kilkunastu dniach. Jeśli jednak wyłączony zostałby przemysł, Tajwan przetrwałby co najmniej 40 dni blokady. Oczywiście taka blokada oznaczałaby przerwanie pracy fabryk chipów.  Światu - a także Chinom - zagroziłby kryzys gospodarczy. Od jednego z zachodnich cudzoziemców mieszkających od lat na Tajwanie usłyszałem jednak, że poważnym problemem stałby się dostęp do żywności podczas blokady. Tajwan jest przecież mocno uzależniony od jej importu. Ów expat stwierdził również, że co prawda na budynkach pojawiły się oznaczenia schronów, ale ludzie zwykle nie wiedzą, czy dany schron będzie dostępny i co w nim jest. Ludności nie da się natomiast ewakuować w przypadku blokady - Tajwan to wyspa. Szkolenie obrony cywilnej jest ponoć dalece niewystarczające: obejmuje niewiele osób rocznie.

Czy Tajwan jest chroniony przez mur krzemowy? Wątpliwości co do tego wyrażali przedstawiciele środowisk biznesowych, wskazując, że zadaniem branży półprzewodnikowej nie jest obrona kraju. Dywersyfikacja geograficzna produkcji (przenoszenie jej części do USA) jest motywowana kwestiami biznesowymi. Przy okazji mogłem się przyjrzeć kilku miejscowym nowinkom technicznym - plastikowi wytwarzanemu z muszli ostryg, ekranom 3 D, czy też przenośnej maszynie rentgenowskiej (dało się ją przenieść jedną ręką). Wiele tutejszych wynalazków trafi do UE z dużym opóźnieniem - ze względów regulacyjnych.

Mocna zaakcentowano również hipokryzję niektórych instytucji międzynarodowych. - Do siedziby WHO nie wpuszcza się dwóch kategorii ludzi: terrorystów i Tajwańczyków - stwierdził tajwański wiceminister spraw zagranicznych. Obsesja Pekinu w kwestii "zapobiegania" niepodległości Tajwanu wygląda w tym kontekście mocno absurdalnie. Tajwan już od prawie ośmiu dekad posiada bowiem wszelkie atrybuty suwerennego państwa. Ma choćby armię większą od sił zbrojnych większą niż w niemal wszystkich krajach Europy. ChRL nigdy nie kontrolowała terytorium Tajwanu, a Republika Chińska zarządzała Tajwanem ze swojej stolicy w Nankinie jedynie przez cztery lata. Wiceminister spraw zagranicznych zwrócił uwagę, że Pekin i społeczność międzynarodowa za "deklarację niepodległości" Tajwanu uznałyby zmianę nazwy państwa przez parlament, co jest absurdem, bo przecież zdarzało się już wielokrotnie, że różne państwa zmieniały swoje nazwy. (Co symptomatyczne, oficjele z Taipei, często używają nazwy "Tajwan" zamiast "Republika Chińska", a o ChRL mówią "Chiny".)  Celem Taipei jest oczywiście utrzymanie pokoju w Cieśninie Tajwańskiej i wypracowanie dobrosąsiedzkich relacji z Pekinem. Problem jednak w tym, że Pekin zawęża Tajwanowi opcje przyszłości jedynie do "reunifikacji" na warunkach chińskich komunistów.

***

Wkrótce po tym, jak wróciłem do kraju doszło zawarcia memorandum pomiędzy USA a Iranem, zawieszającego wojnę na dalsze 60 dni i otwierającego Cieśninę Ormuz. To memorandum jest oczywiście wielką dyplomatyczną klęską administracji Trumpa, dającą Iranowi strategiczne zwycięstwo w tej wojnie. Trump tym samym zrezygnował z prób obalenia irańskiego reżimu, pozwolił mu zachować program rakietowy i wpływ na żeglugę w Cieśninie Ormuz. To, co uzyskał w zamian jest dalece niepewne. Nie wiemy bowiem kluczowej rzeczy - czy frakcja Ghalibafa, która ostatnio uzyskała wyraźną przewagę w wewnętrznej walce o władze w Teheranie, zdecyduje się o prowadzeniu przez Iran mniej konfrontacyjnej polityki, obejmującej również zbliżenie z USA.

Przypominam: plan obalenia reżimu upadł w styczniu w wyniku zdrady kurdyjskich komunistów, którzy ukradli broń i Stralinki przeznaczone dla irańskiej opozycji. Postawiono wówczas na zmianę reżimu za pomocą przewrotu wewnętrznego. Po drugiej turze uderzeń dekapitacyjnych - po wyeliminowaniu Laridżaniego - udało się Amerykanom porozumieć z mafijną frakcją Ghalibafa. Ona obiecywała Trumpowi oddanie materiałów rozszczepialnych i włączenie Iranu do systemu zachodniego. A może nawet pokój z Izraelem. To dlatego Trump zamroził wojnę w okolicach Wielkanocy.

Na początku maja mieliśmy ogłoszenie Projektu "Wolność", czyli eksortowania przez US Navy cywilnych statków przez Cieśninę Ormuz. Operację tę oficjalnie zawieszono już po jednym dniu. Potajemnie ją jednak kontynuowano. Tankowce płynęły pod eskortą do Zatoki Omańskiej, gdzie ropę przeładowywano na inne jednostki. Puste tankowce wracały następnie do Zatoki Perskiej, a serwisy monitorujące ruch statków pokazywały, że nie ruszały się one z okolic Dubaju. Ta operacja prowadzona była z sukcesem, tuż pod nosem Irańczyków. Dopiero 9 czerwca Irańczycy zdołali zestrzelić amerykański śmigłowiec biorący udział w tej operacji. Odpowiedzią były amerykańskie bombardowania celów na irańskim wybrzeżu, w porcie Bandar Abbas i w Teheranie. Ponoć wówczas zlikwidowano dowódcę Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji. Nieco wcześniej mieliśmy krótką wymianę ciosów między Iranem a Izraelem. Pojawiły się doniesienia, że w bombardowaniach został wyeliminowany Vahidi i że stracono kontakt z Modżtabą. Tuż po tej eskalacji nastąpił nagle przełom dyplomatyczny - osławione porozumienie. 

Od dawna przekonuje, że USA miały wszelkie możliwości, by zbrojnie odblokować Cieśninę Ormuz. Przebieg Projektu Wolność to potwierdza. Przez miesiąc prowadzenia operacji eskortowych stracili tylko jeden śmigłowiec. Na kadłubach samolotów A-10 pojawiły się natomiast oznaczenia wskazujące, że brały one udział w dużej liczbie ataków na cele w Zatoce. 

Powodem dla którego USA nie otworzyły Cieśniny Ormuz zbrojnie jest to, że już w kwietniu (jeśli nie dużo wcześniej) dogadały się z frakcją Ghalibafa. I postanowiły dać jej wygraną na tacy. 

W tym kontekście należy również widzieć kwestię "oburzającego" funduszu odbudowy dla Iranu wartego 300 mld USD. Powszechnie jest on postrzegany jako haracz wypłacony Iranowi. W praktyce będzie on jednak czymś w rodzaju unijnego KPO - funduszu warunkowego, mającego dać kontrolę nad gospodarką irańską. Może się okazać, że Iran nie zobaczy ani centa z tego funduszu.

Jeśli więc frakcja Ghalibafa rzeczywiście chce porozumieć się z USA, to tego rodzaju fundusz jest logicznym elementem takiego dealu. Jeśli Ghalibaf będzie zwodził Trumpa, to ewentualna blokada środków z funduszu stanie się powodem kolejnej blokady Cieśniny Ormuz i kolejnej wojny z Iranem.

Porozumienie zawiera też wiele innych, spornych elementów - choćby kwestię wycofania wojsk amerykańskich "z sąsiedztwa" Iranu. Można to zinterpretować zarówno jako zmniejszenie obecności wojsk USA w regionie do przedwojennego poziomu jak i całkowity odwrót z Bliskiego Wschodu - co jest jednak totalnie nierealistyczne.

Jak się sprawy ułożą - tego nie da się obecnie powiedzieć. Nie wiemy jakie intencje ma Ghalibaf, jak silna okaże się jego frakcja i z jaką presją społeczną reżim spotka się po skończonej wojnie.

Na razie jednak porozumienie jest katastrofą dla irańskiej opozycji i wstrząsem dla Izraela. Przy okazji doszło do ostrej werbalnej szarży wymierzonej w Tel Aviv przez J.D. Vance'a. Zwycięzcami są za to Oman, Katar i Turcja - którym nie zależało na tym, by Izrael zbytnio urósł w siłę. Ciekawie zabrzmiała również oferta Trumpa wobec Syrii, by zrobiła ona porządek z Hezbollahem w Libanie.

Może się okazać, że ze złej umowy rozejmowej Trumpa wyciągnie Izrael, dokonując samodzielnego uderzenia na Iran. Śmiałbym się gdyby izraelskie lotnictwo zbombardowało pogrzeb Chameniego - wykańczając kolejną grupę irańskich oficjeli oraz tysiące resortowych fanatyków zgromadzonych na tej gej-paradzie. Przy okazji - ciekawe czy się na tym pogrzebie pokaże kartonowy Modżtaba. Czy też może gostek jest w areszcie domowym...

Problemem jest jednak to, że Iran oraz wiele innych państw może wyciągnąć złe wnioski z wojny irańskiej, czyli uznać, że USA zostały pokonane militarnie. Tymczasem to USA przy stosunkowo małym koszcie wojskowym zdołały zadać ogromne straty Iranowi oraz jego gospodarce. USA nie przegrały tej wojny militarnie, tylko w wyniku DECYZJI POLITYCZNEJ, czyli tego, że postanowiły wstrzymać bombardowania i zasiąść do stołu rokowań, okazując nadmierną hojność przeciwnikowi.

Ta decyzja polityczna została jednak powszechnie uzna za amerykańską klęskę i osłabiła zdolność USA do odstraszania wrogów. Dlatego, Stany Zjednoczone powinny szybko rozprawić się militarnie z Kubą, by pokazać, że wciąż są zdolne do odnoszenia zwycięstw. 

Generalnie można odnieść wrażenie, że Trumpowi świetnie idzie, jeśli podejmuje decyzję o akcjach militarnych. Wszystko zaczyna się psuć, gdy zaczyna negocjować. Dlatego uważam, że dużo lepiej w prowadzeniu wojny sprawdzałby się prezydent w stylu Johna Boltona. W 2028 r. trzymajmy kciuki za Marco Rubio.

***

Spektakularny ukraiński atak dronowy na Moskwę sprowokował do powstania wielu memów w necie - dotyczących wielkiej pokrywy zbiornika z gazem, która wystrzeliła w powietrze niczym nazistowskie UFO. To uderzenie oraz poprzednie - dotykające rosyjskiej floty - utwierdzają mnie w przekonaniu, że Ukraina radzi sobie bardzo dobrze na tej wojnie. A skoro radzi sobie bardzo dobrze, to czy nie nadszedł czas ograniczenia jej pomocy? Czy też może utrzymywania jej w odpowiednich proporcjach, by wojna trwała tam jeszcze wiele lat, a oba kraje niszczyły swoje zasoby? Zawsze mnie śmieszą jojczenia "duporealistów" takich jak Warzecha, Michał "Dupa" Krupa, Wojciech "Mielonka" Golonka czy Dzierżawski, że wojnę powinno się zakończyć, bo giną tam Ukraińcy. Jednocześnie ci sami autorzy przekonują, że owi Ukraińcy to straszne ch.... Skoro tak, to czy nie powinniśmy jednak dbać o to, by wojna tam trwała jak najdłużej, a Ukraińcy nadal ponosili straty ludzkie i materialne? Warzecha jednocześnie narzeka na ukraińskich imigrantów w Polsce i oburza się na myśl o tym, że mielibyśmy ich deportować na Ukrainę, w ręce tamtejszych komisji mobilizacyjnych. Gdyby rzeczywiście Ukraińców nie lubił to, by gorąco się domagał takiej deportacji i cieszył się z tego, że będą oni przerobieni na mielonkę w okopach pod Donieckiem. No, ale Warzecha tego nie zrobi, bo boi się, że jego ukochana Rassija też poniesie straty na froncie.

Po stronie ukraińskiej też niestety nie brakuje pretensjonalnych debili. Dmytro Jełop czy tam Jarosz z Prawego Sektora dostał ostatnio ogromnego bólu dupy i dowodził, że jeśli nie uznamy, że UPA słusznie wymordowała "polskich okupantów" na Wołyniu, to "zaprzepaścimy wielki sojusz". Robiąc historyczne nawiązanie, przytoczył wierszyk Szewczenki mówiący o tym jak źli jezuici wprowadzili niezgodę między Lachów i Kozaków. Potwierdził tym samym, że ukraińscy prawicowcy zazwyczaj gówno wiedzą o historii swojego kraju. Tak się bowiem składa, że główną siłą podsycającą u Kozaków nienawiść do Lachów (a przy okazji też do Żydów) była cerkiew prawosławna - posiadająca "centra dowodzenia" w Moskwie oraz Istambule, czyli w stolicach krajów wrogich w XVII w. Rzeczypospolitej. Powstanie Chmielnickiego - które wtłoczyło Ukrainę w dupę Moskala - było eksplozją prawosławnego fanatyzmu. Ów prawosławny fanatyzm był naturalnym sojusznikiem wszelkich antyzachodnich prądów umysłowych w Rosji i na Ukrainie - również w wydaniu postsowieckim.

Gdy więc rosyjski dron zapalił Ławrę Peczerską w Kijowie - złośliwie się uśmiechnąłem. Wiem, że nie powinienem, bo to zabytek z listy UNESCO. Zrobiłem to jednak, bo Rassija znów strzeliła sobie piękną samobójczą bramkę. Uderzyła w gniazdo antyzachodniego prawosławia, które do niedawno było też jednym z centrów aktywności FSB na Ukrainie. 

***


Najnowsza książka Waszego Ulubionego Autora jest już dostępna w sprzedaży.  Enjoy!

sobota, 30 maja 2026

Najdziwniejsze negocjacje w dziejach świata

 


Wielu jojczyło, że wojna z Iranem była straszliwa i chaotyczna, a tak naprawdę, to rozejm i negocjacje prowadzone z irańską frakcją (która nie może zdominować pozostałych frakcji) okazały się dużo gorsze. Mamy masę sprzecznych sygnałów i nadal przyblokowaną Cieśninę Ormuz.  Przyblokowaną, bo Irańczycy przepuszczają za opłatą po ponad 20 statków dziennie, a Amerykanie udają, że nie widzą tych jednostek (blokują głównie te z irańską ropą). Czasem US Navy też eskortuje niektóre jednostki w Cieśnienie - jednocześnie zaprzeczając, że to robi regularnie. Gdyby po Wielkanocy Trump wrócił do bombardowań Iranu i rozkazał zająć wyspy w Zatoce Perskiej, to Cieśnina byłaby już odblokowana. Wybrał jednak scenariusz blokady i negocjacji. Blokada trwa, wywierając presję na gospodarkę Iranu. Co do negocjacji, to nie wiem, czy Irańczycy tylko grają na czas, czy też rzeczywiście jest tam frakcja gotowa dogadać się z Amerykanami. 

Ponoć Amerykanie zaproponowali Irańczykom zniesienie sankcji, w zamian za zawarcie przez Iran pokoju z Izraelem. Po tym miałoby nastąpić spotkanie Ghalibafa z Netanjahu. Coś w stylu układu Begin-Sadat.

Negocjacjom towarzyszy też wymiana ciosów. Kilka nocy temu doszło do amerykańskich odwetowych bombardowań portu Bandar Abbas. Oficjalnie zniszczono tam tylko "dyspozytornię dla dronów". Irańczycy stracili jednak coś lub kogoś o wiele ważniejszego, bo odpowiedzieli atakiem rakietowym na Kuwejt. W proreżimowych irańskich kanałach pojawiły się doniesienia, że zabity został gen. Ali Azmaei, dowódca Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji. Oficjalnie temu zaprzeczyła reżimowa irańska telewizja - ta sama, która twierdziła wcześniej, że śmigłowiec z prezydentem Raisim na pokładzie bezpiecznie wylądował w Tabrizie.

W nocy z czwartku na piątek amerykańskie lotnictwo dokonało głębokich uderzeń wewnątrz Iranu, których nie nagłośniono. Uderzono m.in. w siedzibę dowództwa Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji w Teheranie, a także w obiekty rakietowe.  W czwartek doszło natomiast do dużej eksplozji na górnych piętrach teherańskiego wieżowca należącego do instytucji blisko związanych z Korpusem Strażników.

Pojawiły się też doniesienia o incydentalnych starciach pomiędzy Korpusem Strażników, a sprowadzonymi przez niego do Teheranu irackimi milicjami. Po śmierci Chamenejego na przełomie lutego i marca miało dojść natomiast do starć pomiędzy armią irańską a Korpusem Strażników Rewolucji m.in. w Teheranie, Tabrizie, Isfahanie oraz Avhazie.

Pojawiły się również ciekawe oceny dotyczące strat irańskich. Dotyczące lotnictwa Korpusu Strażników Rewolucji:

"Dowództwo Operacji Powietrznych Sił Powietrzno-Kosmicznych IRGC poniosło cięższe straty niż jakikolwiek inny oddział tej formacji. Przed wojną operacyjnych było tylko 56 samolotów o stałym skrzydle i oba śmigłowce dowództwa z floty liczącej 110 samolotów o stałym skrzydle i dwa śmigłowce. Podczas wojny zniszczono co najmniej 41 samolotów i oba śmigłowce w Teheranie, Isfahanie, Szirazie i Bandar Abbas przez Siły Powietrzne Izraela, Siły Powietrzne USA oraz Marynarkę Wojenną USA. Straty obejmowały całą aktywną flotę samolotów transportowych Sił Powietrzno-Kosmicznych IRGC, wszystkie operacyjne myśliwce Su-22 oraz oba śmigłowce Mil Mi-171 eksploatowane przez tę formację. Ponadto znaczna liczba śmigłowców Lotnictwa Armii IRGC została również zniszczona w bazie lotniczej Fath w pobliżu Karadż."

oraz irańskiej marynarki wojennej:

"od 28 lutego do 8 kwietnia 2026 r., irańska marynarka wojenna straciła 63 z 69 okrętów wojennych oraz lekkie, średnie i ciężkie jednostki pływające, a także 17 z 20 okrętów podwodnych w wyniku nalotów przeprowadzonych przez te dwa kraje na porty i instalacje morskie w północnej i południowej części Iranu. Odrębna jednostka lotnictwa marynarki wojennej straciła również 18 z 34 śmigłowców, dwa z ośmiu samolotów o stałym skrzydle oraz wszystkie dziesięć poduszkowców w atakach skierowanych przeciwko 1. i 2. Bazie Lotnictwa Morskiego w Bandar Abbas i Bushehr, a także obiektom firmy IHSRC w Teheranie."

Oczywiście, te straty będą mało istotne, jeśli zostanie schrzaniona polityczna strona operacji, czyli wynegocjowanie odpowiednio dobrego porozumienia rozejmowego.

Prawdziwym zwycięzcą tego konfliktu wydaje się być obecnie Erdogan, który w cieniu tej dziwnej wojny spokojnie sobie rozwala opozycję.  Nie muszę chyba dodawać, że zależy mu na kompromitacji Izraela.

Wojna została też źle rozegrana propagandowo. Pokazywano filmiki z uderzeniami w pojedyncze jednostki irańskiego sprzętu, podczas gdy zdjęcia satelitarne wyraźnie pokazują, że totalnie zniszczono wiele irańskich baz. 

Amerykanie mogliby też wrzucać więcej takich filmików z wojny:




 A jeśli się zacznie wojna w Azji Wschodniej, to dopiero będzie jazda...

***

UPA znów rozpaliła emocje opinii publicznej. Przypomnę więc kilka podstawowych faktów o tej organizacji. UPA nie tylko zamordowała mnóstwo Polaków, Żydów i Czechów. Chciała ona pozbyć się z Ukrainy ponad 20 mniejszości narodowych - m.in. Tatarów, Greków i Bułgarów. UPA zabiła też kilkadziesiąt tysięcy Ukraińców, których z różnych powodów uważała za nieprawomyślnych. To byli nie tylko sowieccy kolaboranci. (Kryteria zaliczenia do tej kategorii były bardzo luźne. Czasem wystarczyło, by chłopak przymusowo wcielony do Armii Czerwonej został uznany za kolaboranta, a upowcy mordowali mu rodzinę.) To byli zarówno Ukraińcy o umiarkowanych poglądach, jak i nacjonaliści spod znaku Melnyka i Borowca. Banderowcy zabijali melnykowców jeszcze nawet w powojennych Niemczech! UPA zabijała też Ukraińców nie będących grekokatolikami lub prawosławnymi - ukraińskich protestantów. Zdarzało się też jej mordować księży grekokatolickich. Służba Bezpeky dokonywała też krwawych czystek wewnątrz UPA - w paranoiczny sposób mordując nawet wysokiej rangi dowódców. To było jednym z powodów klęski tej organizacji, gdyż wielu dowódców i żołnierzy zmęczonych klimatem czystek, przechodziło na stronę NKWD. (W Polsce do likwidacji UPA mocno się przyczynił Jarosław Hamiwka, człowiek, który odpowiadał za logistykę "zakrezońskiej" UPA i znał lokalizację wszystkich bunkrów dowództwa.) Choć wielu Ukraińców podziwia obecnie to, że pojedynczy upowcy ukrywali się przed KGB jeszcze w latach 60-tych, to ofensywna siła UPA została złamana w ZSRR w 1946 r., po tym jak Szuchewycz zarządził własną wersję ofensywy Tet. Jeszcze mocniej niż bitwy osłabiły jednak UPA amnestie, które tysiące szeregowych członków (często wcielonych tam w ramach przymusowego poboru) wykorzystało do zerwania z organizacją. Ukraińska propaganda podkreśla znaczenie UPA dla "niepodległości". W praktyce jednak UPA nic nie osiągnęła dla Ukrainy. O ile Powstanie Warszawskie, zatrzymując sowiecki front na Wiśle, pozbawiło Stalina szansy na sowietyzację większej części Niemiec i stało się dodatkowym argumentem przeciwko wcielaniu Polski do ZSRR, a walka polskich "Wyklętych" sprawiła, że komuniści spóźnili się z kolektywizacją i uderzeniem w Kościół, to jedynym skutkiem strategicznym działań UPA były rzezie na Polakach i Żydach oraz sprowokowanie masowych wysiedleń Ukraińców z Podkarpacia i Lubelszczyzny. Abstrahując od kwestii moralnych - rzezie na Polakach i Żydach były dla Ukraińców całkowicie niepotrzebne. Żydów wykończyliby sami Niemcy - a tak wyręczyli się "ukraińskimi podludźmi", a Polaków deportowałby z Wołynia Stalin. Utrzymywanie kultu UPA na Ukrainie jest więc promowaniem przegrywów i szkodników z zapyziałej, wiejskiej prowincji będącej jedynie małą częścią wielkiej Ukrainy. Nic dziwnego, że Arestowycz nazywa ukraiński nacjonalizm "gównem, w które wdepnęliśmy". 

Podczas niedawnej wizyty ministra Sybihy w Sztokholmie, Szwedzi sprezentowali mu kopię sztandaru Chmielnickiego. Ukraina czci więc nadal turecko-moskiewskiego agenta, który sprawił, że naród ukraiński znalazł się na kilkaset lat w głębokiej moskiewskiej dupie. 

Skoro Ukraińcy tak lubią honorować tych, którzy przyczynili się do depopulacji ich kraju, to może też włączą do swojego panteonu narodowego Łazara Kaganowicza? Zełenskiemu byłoby i tak wszystko jedno, czy honorowałby jego czy SS-Galizien, bo jest sowieckim człowiekiem bez właściwości, który kiedyś sobie robił podśmiechujki z Hołodomoru.

***

Wygląda na to, że wpisu w przyszłym tygodniu nie będzie. I w kolejnym też. Szykuje się wyjazd na kilka dni. Tym razem nie na Bliski Wschód.

Pamiętajcie o nadchodzącej książce Waszego Ulubionego Autora.



sobota, 23 maja 2026

Koniec gównoburzy, a co z operacją Epicka Furia?

 


Mam znów zabawę, bo drastycznie została przerwana tragikomiczna gównoburza o opóźnioną rotację amerykańskich sił w Polsce :) Silniczki oraz inne libki za bardzo kusiły los wypisując "niech Nawrocki, wreszcie pokaże jak jest sprawczy w kontaktach z Trumpem". Skończyło się deklaracją prezydenta USA o wysłaniu dodatkowych 5000 żołnierzy do Polski, ogłoszoną we wpisie, w którym mocno chwalił Nawrockiego :) Okazało się, że ośrodek prezydencki okazał się rzeczywiście sprawczy w kontaktach z obecną amerykańską administracją . Ponoć Trump zrugał Homelandera Hegsetha za "szkodzenie Polsce".  Zgodzę się z ministrem Przydaczem, że "gdyby nie Nawrocki, amerykańskich wojsk już by dawno u nas nie było."  Tussk ścigał się bowiem w antyamerykańskim pajcowaniu z Pedro Sanchezem.  Amerykanie są cierpliwi, ale z jakiegoś powodu potraktowali  wiceministra Tomczyka jak kłodzkiego psa, odmawiając mu nawet rutynowej, pamiątkowej fotki po wizycie. Przedstawiciele Białego Domu nieoficjalnie mówią, że Tussk szkodzi Ameryce. Strach pomyśleć, co by było, gdyby prezydentem był Rafałek. Olszański i Ludwiczek powinni dostać wysokie odznaczenia od NATO, za swój słynny apel o głosowanie "za Karolem" do brauniarzy, którzy zastanawiali się, czy pójść na wybory, czy też zagłosować na Trzaskowskiego. 




Generalnie cała afera była jakąś gównoburzą wynikłą pewnie z biurokratycznego błędu związanego z tym, że USA prowadzą (zawieszoną) wojnę z Iranem, a jednocześnie przygotowują się do wyzwolenia Kuby spod rządów komunistycznych feudałów. W takich warunkach opóźnienie rotacji (nie mylić z wycofaniem sił dotychczas stacjonujących w Polsce) to naprawdę nic takiego.

Wojna w Iranie jest obecnie rozgrzebana - dlatego, że Amerykanie postawili na niewłaściwego konia w Teheranie. O ile propaganda gównotrzecioświatowców wskazuje, że owym niewłaściwym koniem był książę Pahlavi, to jednak byli nim w pierwszej kolejności kurdyjscy komuniści, którym powierzono dostawy broni dla irańskiej opozycji, a w drugim frakcja Ghalibafa, która nie potrafi narzucić innym reżimowym frakcjom rozejmu. Nie dziwię się więc, że Tulsi Gabbard poleciała ze stanowiska...



"New York Times" opublikował ciekawy artykuł mówiący, że początkowo stawiano na to, by nowym, proamerykańskim przywódcą Iranu został były prezydent Ahmadinedżad. To dlatego izraelskie lotnictwo pierwszego dnia wojny zbombardowało posterunek strażników rewolucji przed domem Ahmadinedżada, uwalniając go z aresztu domowego. Moim zdaniem jednak, nie traktowano go poważnie jako głównego pretendenta do władzy. Po prostu Izrael pomógł swojemu długoletniemu agentowi. Przypominam, że Ahmadinedżad jest Żydem. (Piosenka nawiązuje do wlepek z jego wizyty w Nowym Jorku przedstawiających Ahmadinedżada z podpisem: "I'm bringing sexy back".) Byłoby jednak ciekawie, gdyby nowym, prozachodnim przywódcą Iranu został koleś otwarcie negujący Holokaust (i twierdzący, że Pluton wciąż jest planetą :).

Amerykanie źle też rozegrali sprawę propagandowo - traktując ceny ropy jako główny miernik sukcesu. Zabrakło im też zdecydowania, by otworzyć Cieśninę Ormuz. Dwukrotnie pokazali, że są w stanie to zrobić, wprowadzając do Cieśniny niszczyciele i masakrując przeszkadzających im strażników rewolucji. Administracja Trumpa mogła się przestraszyć ewentualnych strat przy operacjach zajmowania wysp w Zatoce Perskiej. Niepotrzebnie. Nawet gdyby zginęła setka amerykańskich marines, to po paru tygodniach mało kto by o tym pamiętał, a wszyscy by się cieszyli z otwarcia Cieśniny Ormuz i triumfu nad Iranem.

Babak Taghvaee twierdzi, że operacja Epicka Furia jest już w zasadzie zakończona i że eliminację Chameneiego oraz zdziesiątkowanie reżimu można uznać za zwycięstwo. Netanjahu chciałby na pewno dalszych uderzeń - tak samo jak przywódcy ZEA oraz irańska opozycja. Wynik negocjacji, w których pośredniczy Pakistan, nie ma większego znaczenia. Na Bliskim Wschodzie zostanie amerykańska grupa zadaniowa, by od czasu do czasu wyperswadować Strażnikom Rewolucji robienie głupich rzeczy.  Zacznie się pewnie nowa rozgrywka, by wesprzeć opozycję lub właściwą frakcję we władzach do obalenia reżimu. 

No chyba, że Trump na pożegnanie zarządzi nową silną falę uderzeń lotniczych w irański reżim. W piątek późnym wieczorem - ruch w pizzeriach w okolicach Pentagonu był podwyższony. Był stan gotowości Doughcon 2. Trump zrezygnował natomiast z obecności na ślubie swojego syna.



Tymczasem mieliśmy ostatnio małą gównoburzę związaną z pajacem Itmarem Ben Gvirem. Zaczęło się od tego, że Turcja znów przeprowadziła swoją operację soft power: zebrała grupę naiwnych lewarów na flotyllę z "pomocą" dla Strefy Gazy. Izrael - zgodnie z tureckim planem - przechwycił tę flotyllę na wodach międzynarodowych i spuścił lewakom wpierdol. Ku jeszcze większemu zadowoleniu ludzi Erdogana, spuścił im wpierdol przy kamerach. Do tego pojawił się ten idiota Ben Gvir, machający izraelską flagą i coś pokrzykujący w swoim starożytnym języku. Tureckie służby były wniebowzięte, a europejska lewica, libki i antyżydowska część prawicy zjednoczyły się w gniewie na Izrael. W Stanach jedna z kandydatek demokratów postuluje budowanie federalnych obozów internowania dla "amerykańskich syjonistów" :)  W sumie rząd Netanjahu zrobił niesamowicie dużo dla odrodzenia nazizmu w Europie i każdy antysemita o wysokim IQ powinien być za to Bibiemu wdzięczny.

Jak to się stało jednak, że taki debil jak Ben Gvir jest w Izraelu ministrem? Koleś nie mógł przecież służyć w armii, bo uznawano go w młodości za niebezpiecznego ekstremistę.  , a teraz jest ministrem ds. bezpieczeństwa narodowego. To skutek dysfunkcyjnej izraelskiej ordynacji wyborczej, skutkującej tym, że do parlamentu dostają się małe partyjki kierowane przez świrów, które stają się języczkiem u wagi w każdej koalicji rządowej.

Oburzę jednak antysyjonistów i antysemitów z prawa i lewa, pisząc, że Izrael jest traktowany niesprawiedliwie.

Wszyscy domagają się od niego, by stosował się do wyśrubowanych prawoczłowieczych, europejskich standardów. Tymczasem Izrael jest państwem Bliskiego Wschodu i musi się stosować do standardów bliskowschodnich. Co więcej, jego ludność ma w dużym stopniu bliskowschodnie pochodzenie (Sefardyjczycy i Arabowie) oraz bliskowschodnią mentalność. Czemu więc oczekujecie od nich, by zachowywali się jak Europejczycy? Dla nich bombardowania Gazy to i tak "humanitarne" rozwiązanie w porównaniu ze standardem działania innych państw regionu. Assad na miejscu Izraelczyków zrzucałby na Gazę bomby z gazem i zabiłby ze 200 tys. Palestyńczyków, a obecni antysyjoniści, by go usprawiedliwiali twierdząc, że owi Palestyńczycy zasłużyli sobie na to, bo są dżihadystami i zachodnimi agentami.

W tym miejscu oburzę filosemitów i ludzi, którzy myśląc o Izraelu dostają orgazmu wyobrażając sobie Jankiela, Żydowski Związek Wojskowy i pastora Chojeckiego witającego Antychrysta chlebem i czosnkiem w Trzeciej Świątyni jerozolimskiej (lub po prostu walących konia do Gal Gadot :). Oni również są w błędzie. Izrael nie jest wyidealizowanym przez nich przyczółkiem cywilizacji zachodniej na Bliskim Wschodzie, najwierniejszym sojusznikiem USA i "jedyną bliskowschodnią demokracją". Izrael jest bowiem typowym krajem bliskowschodnim. Trochę mniej cywilizowanym niż Turcja, ale trochę bardziej niż Arabia Saudyjska. Po prostu ma najsilniejszą armię i służby wywiadowcze w regionie oraz trochę ciekawych start-upów technologicznych. Poza tym jest krajem o PKB per capita (PPP) zbliżonym do polskiego. Z lokalnymi odpowiednikami Gershona Brauna - ale na stanowiskach ministerialnych. Krajem, w którym ortodoksi srają na ulicach jak Hindusi, a judaistyczne sekty trzymają dzieci w piwnicach. Śmieszne, że do takiego kraju wali konia Retarded Tomasz Lis. No, ale on wali konia również w innych niestosownych momentach...


Baj de łej: czy ambasada Izraela upamiętniła w jakikolwiek sposób 125-tą rocznicę urodzin Witolda Pileckiego? Bo o funkcjonariuszce US Alicji Schnepf  ciepło się rozpisywali po jej śmierci...

***

Ogólnie Żydzi są zwykle krytykowani nie za to, za co powinno się ich ostro jebać, a za jakieś pierdoły.

Zarzucało się Harveyowi Weinsteinowi różne straszne rzeczy, a on był bohaterem, który dbał o to, by w Hollywood nie zatrudniać brzydkich aktorek. Wsadzili tego zboczonego Żyda za kratki. Został zastąpiony przez jakiś lewarskich debili, którzy jako standard piękna promują "Ziemniaczarę" i Zendayę. 

Krytykuje się Sama Levinsona, twórcę trzeciego sezonu serialu "Euphoria" za to, że "upokarza białą blondynkę" Sydney Sweeney, obsadzając ją w roli onlyfansiary kręcącej filmiki z dziwnymi fetyszami.

Specjalnie dla Sydney zacząłem oglądać trzeci sezon "Euphorii" (poprzednich dwóch nie widziałem) i uznałem, że to genialna czarna komedia - w rodzaju "Kandyda" Woltera czy "Justyny" Markiza de Sade. Rola Cassie Howard/Jacobs jest tak przerysowana, że aż mega zabawna. Wątek z Onlyfans to naprawdę ostra satyra społeczna. W pierwszych minutach czwartego odcinka zanosiłem się śmiechem :)

A dla takiego pieska jak Sydney Sweeney, pojechałbym nawet do Kłodzka.



Generalnie scenarzysta ma też tam bekę z libków - choćby w scenie z pierwszego odcinka, w której Lexi jest asystentką w Hollywood, a jej szefowa mamrocze "te wybory będą naprawdę ważne". 

No i to serial, w którym biały trans przywalił brązowej dziewczynie. To podobny przełom jak policzek zadany białemu człowiekowi w filmie z lat 50-tych przez Sidneya Poitier.


sobota, 16 maja 2026

Macron miał irańską agentkę jako kochankę?

 


Kilka spraw, o których pisałem na tym blogu w minionych tygodniach, zostało potwierdzonych. Okazało się  m.in., że lotnictwo wojskowe ZEA rzeczywiście dokonywało odwetowych bombardowań Iranu. (Wyszło też na jaw, że Netanjahu złożył w czasie wojny tajną wizytę w ZEA, u miejscowego władcy.) Co więcej, wyszło na jaw, że siły powietrzne Arabii Saudyjskiej również potajemnie włączyły się w wojnę, bombardując m.in. irackie szyickie milicje. Doszło też do starcia pomiędzy siłami zbrojnymi Kuwejtu a irańskim Korpusem Strażników Rewolucji, który próbował zająć kuwejcką wyspę, na której Chińczycy budują port. Wychodzi więc na to, że choć część państw arabskich publicznie wzywa do deeskalacji konfliktu, to realnie się w niego angażuje...

Wojenne interludium trwa, ale oczywiście podwójna blokada (Ormuzu oraz irańskich portów jest kontynuowana). Strategia blokady już zaczyna przynosić efekty. Irańczycy od wielu dni nie ładowali ropy z terminali na wyspie Chark. Nie zaobserwowano takiej aktywności od 6 maja. Przez miesiąc Iranowi nie udało się też wysłać poza Zatokę Perską ani jednego tankowca z ropą. (Niektóre tankowce z produktami naftowymi się prześlizgnęły przez blokadę, bo te produkty nie są objęte sankcjami.) Oczywiście, analitycy spierają się o to, jak długo Iran może wytrzymać blokadę. CIA przekonuje, że może on się opierać przez wiele miesięcy. Są jednak już dowody pośrednie, że blokada uderza w morale funkcjonariuszy reżimu. Oficer Korpusu Strażników Rewolucji - a więc formacji, która jest traktowana priorytetowo pod względem zaopatrzenia - narzeka, że dają im do jedzenia ziemniaki z piklami oraz nie wypłacają żołdu, który i tak już mocno stracił na wartości. 

Iran gra jednak na czas. Chce przeciągać ewentualne negocjacje do mundialu, później będzie lato, a jak się lato skończy, będzie kampania przed wyborami połówkowymi, a później świąteczny sezon zakupowy... Amerykanie przypominają im jednak cały czas, że dysponują opcją wznowienia bombardowań. Operacja "Epic Fury" ma zostać tylko przemianowana na operację "Sledgehammer".

Tymczasem do ciekawego odkrycia doszło we Francji. Florian Tardif, dziennikarz "Paris Match" napisał w swojej książce "(Prawie) perfekcyjna para", że Brigitte Macron przywaliła swojemu mężowi Emmanuelowi w oko w samolocie podczas wizyty w Wietnamie, dlatego, że dorwała się do jego telefonu i przeczytała jego korespondencję z francusko-irańską aktorką Golshifteh Farahani. Macrona z tą artystką miał jakoby rzekomo łączyć "platoniczny związek".

Tymczasem Farahani znała się wcześniej z generałem Kasemem Sulejmanim. Dzwoniła do niego niedługo, przed tym jak go zlikwidowali Amerykanie. Kilka lat temu Farahani była związana z francusko-żydowskim filozofem Bernardem Henrim-Levym. To zapewne, za jej sprawą Levy zaczął twierdzić, że Persja zmieniła nazwę na Iran, bo ówczesny szach był złowrogim nazistą. Levy był też wielkim zwolennikiem kurdyjskich komunistów. Ojciec Farahani jest komunistycznym dramatopisarzem, tolerowanym przez reżim. Sama aktorka została w 2012 r. zbanowana w Iranie za wzięcie udziału w nagiej sesji zdjęciowej.  Nie jest z niej jednak żadna Sidney Sweeney...

W przypadku Iranu i jego tajnych służb, zwykle "ekspertom" umyka jedna ważna kwestia: handel narkotykami i jego rola dla gospodarki irańskiej. Mehdi Nasiri, były reżimowy insider, twierdzi, że ten proceder był organizowany przez generała Sulejmaniego i Ghalibafa, za zgodą Chameneja (który wciąż nie został pochowany). Narkotyki szły z Afganistanu do Europy. Operacje te przynosiły 32 mld USD rocznie, z czego 16 mld USD szło do Najwyższego Przywódcy, a druga połowa do Sił Quds.

***

Tymczasem na Kubie zabrakło paliw. Doszlo do blackoutów i zamieszek. Dyrektor CIA poleciał do Hawany i spotkał się z szefem tamtejszego MSW. Jednocześnie szykowane są zarzuty kryminalne dla Raula Castro.

***



Tymczasem wizyta Trumpa i całej plejady prezesów z Wall Street w Pekinie okazała się bardzo koncyliacyjna... Chińczycy zmienili swoją pisownię nazwiska Rubio, by ominąć nałożone na niego własne sankcje.

Xi Jinping mówił o pułapce Tukidydesa, o konieczności współpracy obu krajów i o otwartych drzwiach dla biznesów w Chinach. Ale też groził konfliktem zbrojnym w kwestii Tajwańskiej. Oba kraje zgodziły się, że Iran nie może mieć broni jądrowej i że żaden kraj nie powinien pobierać myta za tranzyt przez Cieśninę Ormuz. Ponoć Pekin naciskał na Teheran w kwestii zakończenia wojny. Zobaczymy, co z tego będzie... Dziwne byłoby gdyby Amerykanie ściągnęli tak dużą delegację biznesową do Pekinu, gdyby nie chodziło o zawarcie jakiegoś większego dealu.

***

Nowy Obywatel zbanował mnie na X-ie, po tym jak ściąłem się z adminem (adminką? adminiszczem?) ich profilu o kwestię roli społecznej prostytucji i nierealności zakazywania tego procederu. Użyto przeciwko mnie typowego zestawu lewarsko-feministycznych wyzwisk (które są tak nudne i przewidywalne, że trudno się nimi przejmować), ale jeden z zarzutów mnie rozbawił. Zarzucono mi, że na swoim profilu na X-ie "nie zajmuję się kwestiami pracowniczymi". :)))))

No cóż, swoje wpisy na tej platformie staram się układać tematycznie. Od góry do dołu - fajne lasencje (rozebrane lub nie), krytyka feminizmu, UFO/starożytne tajemnice, historyczne i religijne ciekawostki/impresje, polityczno-kulturowe memy i filmiki (często rasistowskie), krytyka europejskiego zjebania, krytyka polskiego zjebania, wojna na Ukrainie/sprawy postsowieckie, czasem sprawy chińsko-azjatyckie, wojny na Bliskim Wschodzie, geopolityka reszty świata. Przyznaje się - zwykle nie ma tam spraw pracowniczych (chyba, że w sekcji krytyki polskiego zjebania). W sumie jednak mało kto wrzuca na swojego walla newsy dotyczące strajków w miasteczkach powiatowych lub wyzysku robotników w Gwatemali. Większość ludzi daje śmieszne memy i filmiki z kotkami. Przypomniał mi się artykuł w "Nowym Obywatelu", w którym autor przekonywał, że to źle, że ludzie piją piwsko na dzień św. Patryka, bo powinni wówczas pamiętać o krzywdzie irlandzkich dokerów w XIX w. :) I dlatego odrzuca mnie klasyczny socjalizm - rozjebuje on każdą rozrywkę dla zwykłych ludzi. 

Dlaczego nie robią już w Hollywood takich zajebistych filmów jak w latach 80-tych? No, bo wszystko musi być politycznie poprawne i promować "właściwe" ideologie. Trzeba obsadzić aktorów i aktorki według określonych kwot itp. Wychodzi z tego stalinowska poligramota. To samo zrobili z grami. 

Być może Christopher Nolan - obsadzając transmężczyznę Eliota Page'a jako Achillesa, wychudzoną i łysą Lupitę Nyongo jako Helenę (!), a Zendayę jako boginię Atenę (!!!)  w "Odysei" - dokonał sabotażu tego kretyńskiego systemu, pokazując wszystkim jak bardzo jest on kretyński. No chyba, że miał zamiar dokonać podobnego przekrętu jak w "Producentach" Mela Brooksa... Popełnił jednak drobny błąd. W roli Homera nie powinien obsadzić Travisa Scotta, tylko innego czarnego rapera - geja Lil x Nasa. Byłoby zabawnie jak u braci Wayansów :)

Wkurzają mnie więc pytania: "jakie wartości prezentuje to dzieło"? A musi jakieś? Może przede wszystkim służyć dobrej rozrywce. Czy takie arcydzieła kinematografii jak "Krwiożercze pomidory atakują Francję" służyły jakimś wartościom? Nie, a ogląda się je lepiej niż "Dekalog" Kieślowskiego. Ponadto każde dzieło może być interpretowane na różne sposoby.  Na przykład, fajnie było się wybrać z dziewczyną na "Pomoc domową" - dla niej babska fabuła, a ty cieszysz się widokiem Sidney Sweeney w scenach rozbieranych :)

"Jakie wartości przekazuje twoja seria Sny?" - skomentuje jakiś lewar lub prawicowy skopiec. "Żadne, każdy jej odcinek napisałem dla zgrywy". 

***

A 23 czerwca premiera nowej książki Waszego Ulubionego Autora.


Spis treści.  Wstęp i fragment pierwszego rozdziału.

W pisaniu jest kolejna książka zamówiona przez Wydawnictwo Replika.