W okolicach 17 września polskojęzyczny internet przeżywał zalew treściami relatywizującymi sowiecką agresję z 17 września 1939 r. W kampanii tej wziął udział m.in. Tomasz Sommer - naczelny "Najwyższego Czasu!", twierdzący, że w 1939 r. polskie terytoria "zaanektowała nie Rosja, tylko Białoruś i, tak, Ukraina". Sommer - autor książki o operacji antypolskiej NKWD z 1937 r. - dokonał oczywiście manipulacji, traktując wchodzące w skład Związku Sowieckiego i całkowicie pozbawione samodzielności Ukraińską SSR i Białoruską SSR jako podmioty niezależne. Doskonale on wie, że inwazja z 1939 r. i wynikający z niej podział polskich terytoriów był jedynie wynikiem decyzji Stalina - sowieckiego dyktatora do dziś czczonego przez państwo rosyjskie i białoruskie. (O kwestii przekazania Wilna przez ZSRR Litwie, a następnie wchłonięciu całej Litwy przez ZSRR rozmawia się natomiast od dawna. To kwestia dobrze opisana przez historyków i w literaturze wspomnieniowej.) Można - i trzeba! - przy okazji rocznicy agresji z 17 września przypominać haniebną postawę mniejszości ukraińskiej i białoruskiej, ale przerzucać winę za ten cios w plecy z Moskwy na władze sowieckich republik w Mińsku i Kijowie? Takiej relatywizacji sowieckiej agresji nigdy wcześniej u nas nie było.
Nie było, bo to po prostu nowy etap przesuwania granicy. Wcześniej mieliśmy dalszą odsłonę wylewania propagandowego szamba na polskie przedwojenne władze, na AK i na Żołnierzy Wyklętych. Towarzyszyły temu sugestie, że w sumie właściwym wyborem historycznym było budowanie PRL jako państwa "socjalnego" (z nędznym poziomem życia) i "narodowego" (z Fejginami i Humerami w bezpiece). Współgrała stara narodowo-moczarowska propaganda z lewacką ch...wą historią Polski. Nawet - wydawałoby się poważny badacze - pierdzielili, że PRL stała się fundamentem sukcesu gospodarczego III RP, bo zniszczyła "oligarchiczno-szlachecką strukturę społeczną blokującą awans masom ludowym" (tak jakby liczni przedstawiciele chłopstwa i klasy robotniczej nie robili karier w II RP - tak jakby nie było Witosa, marszałka Śmigłego-Rydza, premiera Bartla czy większości korpusu oficerskiego II RP...).
Jeszcze wcześniej - wiele lat wcześniej - mieliśmy w środowiskach dupoprawicy rehabilitowanie gejnerała Jarucwelskiego, czyli największego cwela wśród peerelowskich kacyków. W pełni zrozumiałbym rehabilitowanie Gierka (sam to robię :). Byłbym w stanie zrozumieć próby pozytywnego pisania o Gomułce (może on podobać się skopcom nienawidzącym wszelakich rozrywek). Ale Jarucwelski?! WTF!? Koleś, który doprowadził Polskę do skrajnej nędzy, a wcześniej błagał Sowietów, by przeprowadzili u nas interwencję wojskową, bo bał się, że sam sobie nie poradzi? Jakim trzeba być cwelem, by traktować taką kupę sowieckiego gówna jako idola? Aha, trzeba być Adamem Wielkodupskim. Pamiętam, jak chyba w 2006 r., napisałem tekst w którym zjebałem Wielkodupskiego za jego ignorancję historyczną i kryptokomunizm. Dupoprawicowcy po nim jojczyli, że "musiałem mieć wyprany mózg w peerelowskiej szkole", bo krytykuję Wielkodupskiego za miłość do gejnerała Jarucwelskiego :)
Czasy się zmieniły, a z tekstów Wielkodupskiego robi się okładkowe materiały w "Do Rzeczy". Kryptokumuniści mocno się natomiast uaktywnili na dupoprawicy. Rebe Braun otwarcie brata się z komunistami z Czech i Słowacji, a na swoich listach wyborczych chce uplasować Mateusza Piskorskiego i MOniczkę Jarucwelską. Kogo jeszcze? Może niech wykopie z grobów gejnerała Jarucwelskiego, Kiszczaka i starego Schnepfa. Można dorzucić jeszcze truchło starego Szwajgierta - żydowskiego ubeka biorącego udział w ostatniej obławie na Józefa Kurasia "Ognia" i doradcę Solidarności, ubeka Wiktora Herera. Będzie porozumienie "Natolina" z "Puławami" jak w 1989 r. Michnik będzie wniebowzięty - wszak nazywał część z tych kreatur "ludźmi honoru", drukował na pierwszej stronie swej gazetki teksty Putina i propagował rosyjską wersję tego, co się stało w Smoleńsku.
Mimo tak wielkiego zainfekowania dupoprawicy kremlowskim wirusem mamy jednak prawo cieszyć się, że Rosja ostro tę operację spierdoliła. Dlaczego twierdzę, że poniosła tutaj klęskę?
Wystarczy przyjrzeć się mapie Europy. Polska jest dla Rosji kluczem do kontroli nad Europą kontynentalną. Wyobraźmy sobie, że w 2022 r. rządziłby u nas filoniemiecki rząd, który prowadziłby w kluczowych miesiącach podobną politykę wobec Ukrainy jak Orban. Ukraina padłaby, a Rosja dyktowałaby warunki w regionie. A gdyby rządziły u nas siły jawnie prorosyjskie, które zaatakowałyby Ukrainę od zachodu? Państwo ukraińskie by się załamało. I co dalej? Niemcy mieliby ochotę stawić opór Rosji, czy dogadaliby się z nią? A gdyby Niemcy się wykruszyły z NATO, to kto powstrzymywałby Rosję? Austria? Włochy? Francja? Rassija stałaby się mocarstwem dominującym na kontynencie.
Taki scenariusz nie został jednak zrealizowany. Dlaczego? Bo Rassija całkowicie spierdoliła zadanie budowania swojej frakcji w Polsce.
Partia rosyjska w Polsce jest oczywiście liczniejsza niż Wam się wydaje. To przede wszystkim stare komuchy - potomkowie wiejskich kryminalistów i meneli (którym merytokratyczny system II RP - słusznie! - blokował mechanizm awansu), którzy służyli w UB, SB, MO, WSW i ORMO. "Komuniści? A to, ci co nie wierzą w Boga, a wierzą w Moskwę" - tak ich określił jeden libański kierowca. I oni rzeczywiście w Moskwę wierzyli, bo od niej zależały ich kariery. Oni byli wiernymi strażnikami interesów Moskwy nad Wisłą i nawet jeśli część z nich się przefarbowała na zwolenników Berlina, Brukseli czy nawet Waszyngtonu, to i tak zachowała szczególny sposób myślenia o Moskwie. Postrzegania jej jako wszechmocnego Demiurga, któremu nie warto się przeciwstawiać. Jednocześnie te kreatury budowały mafijno-januszowski syf w III RP.
Obok nich, partię promoskiewską, stanowiła garstka zidiociałych endeków, wyznawców Jędrzeja "Kretyna" Giertycha oraz różnych sierot po Moczarze. Przez lata jednak ich wysiłki mające na celu budowę prorosyjskiej prawicy były jednak skazane na porażkę. Polscy patrioci słusznie bowiem kojarzyli poglądy promoskiewskie z największym post-ubeckim gównem i zdawali sobie sprawę, że to post-ubeckie, mafijne gówno zyskałoby w promoskiewskiej Polsce hegemonię. Polska poszłaby ścieżką antyrozwojową ówcześnie promoskiewskich państw takich jak Ukraina, Mołdawia czy Armenia. Z postubeckiego gówna nie dałobt się w Polsce stworzyć nawet własnej wersji Łukaszenki czy Alijewa. Najwyżej jakiegoś Janukowycza.
Fiaskiem zakończyły się też próby budowania prokremlowskiej prawicy w czasach tusskowego resetu z lat 2007-2013. Rassija zapewne nie widziała takiej potrzeby. Świetnie się jej przecież współpracowało z proberlińskim rządem i z zatrudnianymi przez niego patafianami w czapkach z "Aurory". Urządzało się z nimi popijawy - sami oprowadzali funkcjonariuszy FSB po polskich bazach wojskowych... Sami też redukowali armię i wypychali Polaczków na emigrację. Proberliński rząd próbował natomiast budować resetową "rozsądną prawicę" wokół Giertycha i Sikorskiego.
Skuteczną szczepionką przeciwko promoskiewskości okazał się Smoleńsk. Wyborcy PiS jednoznacznie postrzegali wówczas Rosję jako największą siłę wrogom Polski. Doprowadzało to do białej gorączki zarówno libków jak i dupoprawicę. Od "zamachu smoleńskiego" dystansowali się narodowcy i korwiniści. Ich próby otwierania się na Rosję skutecznie ograniczały im jednak poparcie, zwłaszcza po 2013 r. Te środowiska stały się sierotami po resecie, w momencie, gdy libkowski mainstream został zmuszony do rezygnacji z prób budowania "wspólnego europejskiego domu" z Rosja.
Grafika ukradziona z profilu Niklota...
Gdy PiS doszedł do władzy - marginalizując prorosyjską dupoprawicę - wajcha propagandowa wśród libków została przestawiona. Heroinista Tomasz Piątek publikował w "Wyborczej" wysrywy o tym, że Macierewicz - wyrzucający z wojska starych peerelowskich trepów, stronników Moskwy - jest "rosyjskim agentem". Dowodami na to było to, że: 1) w czasach gdy Macierewicz zaczął tworzyć SKW, w MON pracował koleś, który był wcześniej prawnikiem dewelopera robiącego interesy z rosyjskimi oligarchami 2) Macierewicz w latach 90-tych współpracował politycznie z kolesiem, który pod koniec lat 80-tych, w wieku 18 lat został agentem SB (o współpracy Macierewicza z innym agentem SB - Wałęsą, Piątek milczał...) 3) Macierewicz spotkał się w USA z amerykańskimi senatorem blisko związanym z kompleksem militarno-przemysłowym, który wziął kredyt na kampanię w dużym banku z Wall Street, w którym prała pieniądze rosyjska mafia. :) Naprawdę mocne dowody! Piątek twierdził też, że Macierewicz, propagując teorie o zamachu smoleńskim, "działał na rzecz Rosji" - choć przecież to właśnie smoleńska szczepionka zapobiegła na wiele lat zbudowaniu w Polsce resetowej (giertychowej lub duponarodowej) prawicy...
Pamięć ludzka jest jednak zawodna, a młode pokolenie nie zna historii najnowszej (i ma ogólnie problemy z koncentracją uwagi), więc Polaczki uwierzyły w to, że resetowe libki zawsze były siłą antyrosyjską, a PiS agenturą Kremla. Bardzo pomogła w tym prokuratura Ziobry - kontynuując tuszowanie zamachu smoleńskiego i niszcząc tym samym smoleńską "szczepionkę" przeciwko kremlowskiemu wirusowi. Ludzie młodzi - podświadomie nie lubiący władców III RP - słysząc jak Michnik, Tussk, Czarzasty i inni przedstawiciele establiszmentu prześcigają się w maskującej antyrosyjskiej retoryce zaczęli natomiast się zastanawiać, "a może Rosja nie jest taka zła". Zwłaszcza, że liberalne media non stop jojczyły, że "Trump to rosyjski agent", "brexit to rosyjskie dzieło" i że wszyscy nie będący libkami są po stronie Rosji. Nie podoba ci się zamiana Europy Zachodniej w trzecioświatowy shithole? Nie lubisz feminizmu? Krytykujesz politykę neutralności klimatycznej? Nie smakuje ci dieta planetarna? Nie podoba ci się Zendaya? To stoisz po stronie Rosji! Ta idiotyczna, libkowska propaganda przyczyniła się do wzrostu poparcia dla promoskiewskiej dupoprawicy dużo bardziej niż wszelkiego rodzaju wysiłki Łubianki.
Właściwą odpowiedzią na prokremlowską prawicę nie jest więc to, co proponują libtardzi z NAFO. Oni łączą antymoskiewskość z nierozerwalnym pakietem - musisz jednocześnie popierać wszystko, to co zachodni libtardzi (net zero, masową trzecioświatową imigrację, transów, antyseksualny feminizm) plus banderyzm. Zwalczyć promoskiewską prawicę może tylko antyliberalna, antymoskiewska prawica (lub "radykalne centrum").
Brauniarz mówi: "jestem przeciwko masowej imigracji". Antyliberalny, antymoskiewski prawicowiec odpowiada: "Bardzo dobrze! Nie chcemy takiego trzecioświatowego, islamskiego shitholu jak w Moskwie!". Brauniarz mówi: "lockdowno-szczepionkowy holokaust!". Odpowiada mu: "Nie lubisz lockdownów? A wiesz, jakie były w Rosji i w Chinach? Co sądzisz o rosyjskich szczepionkach?". Brauniarz: "Biczować pederastów!". Odpowiedź: "Putin to pedofil!". Brauniarz: "Nie lubię Żydów!". Odpowiedź: "To zrozumiałe, bo wielu z nich budowało i wspierało sowiecko-rosyjski imperializm, a sam Izrael często współpracował z Rosją w Syrii.". Brauniarz: "Popieram wolną Palestynę!". Odpowiedź: "Nie nasza wojna! Palestyńczycy to też Semici." Brauniarz: "USA chcą prowadzić wojnę na Ukrainie do ostatniego Ukraińca!". Odpowiedź: "A co ci zależy na życiu Ukraińców?! Jesteś może banderofilem? Niech k... zdychają na froncie!". Brauniarz: "Nie wejściu Polski do wojny!". Odpowiedź: "Pełna zgoda! Niech Ukraina walczy za nas i się wykrwawia, zadając maksymalnie duże straty moskiewskim bolszewikom. My im tylko dostarczajmy amunicji, by się zabijali. Sam nie dałem złotówki na wsparcie humanitarne dla Ukrainy. Jak im będzie w zimie mroźno, to niech palą w piecu truchłami Bandery i Koniowalca".
Można być nastawionym ostro antymoskiewsko, a przy tym nie lubić Ukraińców - zwłaszcza, że Ukraki co jakiś czas dają powody, by ich postrzegać jako "Palestyńczyków Europy". W ostatnich miesiącach ich aktywiszcza wrzucały do netu filmiki z każdej ulicznej sprzeczki z Polakami. A gdy ich menel (mieszkający od 5 lat w Niemczech, więc nie walczący na froncie) zabił nożem dwóch księży - zaangażowanych wcześniej w pomoc dla ukraińskich uchodźców - na ukraińskich profilach newsowych cisza. (Baj de łej: pamiętacie jak Warzecha histerycznie protestował przeciwko pomysłowi wydawania Ukrainie ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym?) A co głupsze Ukraki, w komentarzach się cieszą i wstawiają grafiki w stylu "Kuty 1939 - Pamiętamy". Co pamiętacie? Że po sowieckiej inwazji na Polskę wywozili was na Sybir, zmuszali do kolektywizacji i znaleźliście się w sowieckim gównie, z którego się do dziś nie wygrzebaliście
***
Tyle się materiału nazbierało, że czas chyba zrobić nowy odcinek serii Sny...
















































