sobota, 21 lutego 2026

Czekanie w Iranie, brytyjska zdrada, trumpowska "dyktatura" i sprytny czarny pastor

 


Tej nocy spałem spokojnie - nawet jak na swój rozpieprzony rytm snu. Z mojego OSINTu (nie mylić z Ostint-Polo różnych Micków) wynikało, że jeszcze nie dojdzie do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. Czy nastąpi on w nadchodzących dniach? W chwili tworzenia tego wpisu nie widzę sygnałów na to wskazujących, ale sytuacja jest bardzo dynamiczna. Słyszymy, że siły potrzebne do akcji są na miejscu, ale moim zdaniem jeszcze nie wszystkie - USS Gerald Ford dopiero wczoraj minął Gibraltar. 


Iran stracił już w tej wojnie pierwszy samolot - myśliwiec F-4 mający chyba z pół wieku, który rozbił się z pilotem-instruktorem na pokładzie.

Wszystko zależy od decyzji, jaką podejmie prezydent Trump. Wojsko przedstawiło mu kilka planów działania i nie wiadomo, który z nich on wybierze. W czwartek zapowiedział, że daje Iranowi 10-15 dni na porozumienie. Irańczycy muszą dać Amerykanom "propozycję tak dobrą, że nie da się jej odrzucić". Tak by Trump mógł wyjść z twarzą i wycofać wojska, nie przeprowadzając choćby symbolicznego uderzenia na Iran. Ajatollahowie prawdopodobnie to spieprzą. Nie chcą iść na ustępstwa w kwestii swojego programu rakietowego. Obiecują za to dostęp do swoich złóż ropy - czyli to samo, co proponowała Wenezuela przed pojmaniem Maduro. Trump wspomniał o tym, że w Iranie zabito w ciągu kilku dni 32 tys. demonstrantów. To oznacza, że sięga po narrację, która stawia możliwość porozumienia z "krwawym reżimem" pod dużym znakiem zapytania.

Weźmy również pod uwagę to, że w planie ataku na Iran doszło do komplikacji. Wielka Brytania sprzeciwiła się wykorzystaniu do tego celu bazy Diego Garcia oraz Fairford. To utrudnia użycie bombowców. To właśnie ten sprzeciw miał sprawić, że Trump zagroził zawetowaniem transakcji przekazania przez Wielką Brytanię Wysp Chagos Mauritiusowi. Zamieścił też dziwny wpis sugerujący, że Irańczycy mogą zaatakować Diego Garcia oraz inne terytoria brytyjskie. 

Co odwala więc Starmer? Skrajnie niepopularny brytyjski premier, zaostrzający w swoim kraju w absurdalnie orwellowski sposób cenzurę ideologiczną i niszczący branżę brytyjskich pubów, z jakiegoś powodu próbuje ratować reżim ajatollahów przed Trumpem. Polityka Starmera jest mocno prochińska. Pozwolił on ChRL na zbudowanie w centrum Londynu ogromnej ambasady, której plany przewidują m.in. podziemne pomieszczenie z bardzo wydajnym systemem wentylacyjnym położone kilka metrów od magistrali światłowodowej obsługującej londyńskie City. Jego rząd tuszował też skandale szpiegowskie dotyczące Chin. Czyżby więc Starmer był chińskim koniem trojańskim wewnątrz NATO?

Irańska bezpieka, podczas tłumienia protestów monarchistycznej opozycji, wykorzystywała pojemniki z gazem łzawiącym oraz plastikowe kule importowane z Wielkiej Brytanii. Dziwne związki Londynu z Teheranem mają jednak dłuższą tradycję. Na zdjęciach i filmach z wczesnego okresu rewolucji islamskiej widać towarzyszącemu Chomeiniemu podczas piątkowych modłów i wystąpień publicznych sir Anthony'ego Parsonsa, ambasadora Wielkiej Brytanii w Teheranie w latach 1974-1979. Przypominam, że propaganda szacha nazywała Chomeiniego "nie-Irańczykiem, brytyjskim agentem i homoseksualistą". Chomeini wywodził się z rodziny indyjskich imigrantów, a w 1987 r. wydał fatwę pozwalającą na przeprowadzanie operacji zmiany płci. 



Mam wrażenie, że obecne próby ratowania irańskiego reżimu przez Starmera mają korzenie w działaniach brytyjskiego establiszmentu sprzed pół wieku, wymierzonych w szacha. Przeciwko ówczesnemu irańskiemu władcy, z jakiegoś powodu, sprzymierzyły się tajne służby z obu stron Żelaznej Kurtyny - administracja Cartera, Brytyjczycy, Francuzi, Sowieci, enerdowcy (Chomeini miał pracować także dla Stasi). Jedynie ekipa izraelskiego premiera Begina próbowała wówczas zapobiec zainstalowaniu w Teheranie szyickiego reżimu, rozważając zestrzelenie nad Paryżem samolotu z Chomeinim wracającym do Iranu.

Wróćmy jednak do teraźniejszości...

Jakimś dziwnym trafem, gdy wyszły informacje o sabotowaniu przez Starmera uderzenia na Iran, doszło do aresztowania byłego księcia Andrzeja (akurat w jego 66 urodziny). Sprawa ta nie dotyczyła rzekomej "pedofilii", ani historyjek o zjadanych dzieciach. Prawdziwym powodem zatrzymania Andrzeja znanego wcześniej jako książę było szpiegostwo. Koleś przekazywał bowiem siatce wywiadowczej Epsteina dokumenty opatrzone klauzulami. Doradca Andrzeja robił interesy z Chińczykami.  Lord Mandelson naciskał wcześniej na to, by Andrzej został brytyjskim wysłannikiem handlowym. Kto uczynił Mandelsona ambasadorem w Waszyngtonie? Starmer. Co wcześniej robił Starmer? Był prokuratorem oskarżanym o tuszowanie sprawy p*ofila-satanisty Jimmy'ego Saville'a. Oskarżano go też o tuszowanie skandalu wokół pakistańskich gangów pedofilskich.  No, ale libki mocno przeżywające ostatnio aferę Epsteina, jakoś nie zauważają tych powiązań... Co ciekawe 11 lat temu Trump (informator FBI) wskazywał na podejrzane powiązania byłego księcia Andrzeja.

***

Różnym osint-polowcom, gówno-politologom, socjologom oraz innym nieudanym produktom systemu edukacji histerycznie lansującym tezę o tym, że USA pod rządami Trumpa zmierzają do autorytarnej dyktatury, mogę powiedzieć: w dupie byliście, chuja widzieliście i gówno wiecie.

Wczoraj Sąd Najwyższy po raz kolejny pokazał, że może skutecznie ograniczać władzę prezydenta.  Zakwestionował dużą część podwyżek ceł wdrożonych przez administrację Trumpa, otwierając drogę do strasznego chaosu prawnego. Trump odpowiedział na to ogłaszając globalne cła wynoszące 10 proc. Zrobił to na podstawie innej ustawy. (Kwestią otwartą pozostają roszczenia opiewające na 175 mld USD za podwyżki ceł - kwota dla budżetu raczej mała, ale dla prywatnych biznesów duża. Owe roszczenia były skupowane za ułamek wartości przez różnych cwaniaczków. Firma inwestycyjna Cantor Fitzgerald należąca do rodziny sekretarza handlu Howarda Lutnicka, oficjalnie zaprzeczyła, by brała udział w tym procederze.) We wszystkich kontrowersyjnych aspektach działalności administracji Trumpa mamy do czynienia z wojną na kruczki prawne. Z naginaniem prawa, wykorzystywaniem luk w przepisach oraz interpretacjach. To samo robią wszystkie rządy na świecie - poza tymi skrajnie pierdołowatymi.

Wszystkim pierdolącym o "dyktaturze w USA" zwracam uwagę, że władza prezydenta jest mocno ograniczona przez Kongres (mogący blokować finansowanie i nominacje) oraz sądy. Na to nakłada się niezależność Rezerwy Federalnej oraz duża autonomia stanów i samorządów miejskich. Tworzone przez paleokonserwatystów analizy o tym, że USA "przestały być republiką, a stały się imperium" są oparte na teoriach politologicznych sprzed ponad 200 lat. To podobnie jak kierować się wiedzą medyczną z XVIII wieku. Ustroje polityczne nie dzielą się już tylko na "monarchie" i "republiki". Ponadto nawet historia starożytna pokazuje, że republiki mogą prowadzić politykę imperialną.

Lewarstwo oraz libki mają straszliwy ból dupy o to, że administracja Trumpa rozwala łódki z przemytnikami narkotyków oraz robi obławy na nielegalnych imigrantów. Gdyby znali historię, wiedzieliby, że to betka w porównaniu choćby z tym, co robił Franklin Delano Roosevelt, który zamykał - z przyczyn czysto rasistowskich - amerykańskich obywateli w obozach koncentracyjnych. Eisenhower wysyłał wojsko na Południe, by zmusić tamtejsze dzieciaki do chodzenia do szkoły z Czarnymi. Clinton miał na koncie m.in. masakrę w Waco, a Bush Jr. program tajnych więzień CIA. Naprawdę, Trump wygląda na ich tle jak prawniczy legalista. No, ale lewarstwo lamentuje, bo popełnił straszliwą zbrodnię w postaci cięć grantów z USAID...

Libki narzekają, że "Trump to dosłownie Hitler". Altrightowcy narzekają, ze Trump nie jest Hitlerem. Prezydentem USA, który najbardziej przypominał Hitlera był jednak Abraham Lincoln. On dokonywał autentycznych zbrodni wojennych i aktów ludobójstwa. Południe tak spustoszył gospodarczo, że podniosło się dopiero w czasie New Dealu...

Jakoś też libki się nie oburzają na to, że ich ulubieniec Merz otwarcie mówi, że chciałby znać nazwiska ludzi zostawiających komentarze w necie, 

***



Zmarł pastor Jesse Jackson, jeden z liderów "ruchu praw obywatelskich". A przy okazji konfident FBI, który wystawił tej agencji pastora Martina Luthera Kinga. No cóż, pastor King nie był świętym, a jego kontakty z komunistami były realne (opisał je choćby Tim Weiner w swojej historii FBI). Pastor Jackson później umiejętnie monetyzował swoją, wykreowaną przez służby, legendę.

O jego metodach działania pisał chicagowski konspirolog Sherman Skolnick. Nie żaden skrajny, rasistowski prawicowiec tylko, żydowski lewar. (Który zostawił po sobie jednak bardzo ciekawą spuściznę artykułów konspirologicznych.) Zacytuję jeden z jego tekstów:

"Do 1969 roku w Chicago istniał ogromny ruch czarnych aspirujących właścicieli domów. W wyniku rasowo dyskryminacyjnych praktyk banki stosowały tzw. „redlining” wobec czarnych dzielnic, przez co czarni nie mogli uzyskać kredytu hipotecznego. Musieli kupować domy „na kontrakt”, płacąc co miesiąc kwoty odpowiadające dwukrotnej wartości nieruchomości. Zostałem wolontariuszem–konsultantem dla 25 000 członków South Side Contract Buyers League. Podczas zatłoczonych zgromadzeń w kościołach przedstawiałem, co należy zrobić. Odważyłem się powiedzieć im, że sędziowie rozpatrujący ich sprawy byli spekulantami nieruchomości i właścicielami znacznych majątków, wrogami zwykłych ludzi. Sędziowie sprzeciwiali się marzeniom czarnych mieszkańców Chicago o posiadaniu własnego domu.

Dla establishmentu oraz ich banków i firm hipotecznych oddolny ruch, taki jak Buyers League, był niebezpieczny niczym pożar prerii. Trzeba go było powstrzymać. Wtedy pojawił się wielebny Jesse Jackson. Szereg dobrze poinformowanych źródeł przekazał mi wiele informacji o jego drodze do rozgłosu i o tym, jak stawał się multimilionerem dzięki serii tajnych układów biznesowych. Ujawniłem sekrety jego nieuczciwie zdobytego majątku. Podczas kluczowej rozprawy sądowej wielebny Jackson przybył ze swoimi „mięśniakami”, zwanymi „Black Men Moving”, ponurymi egzekutorami, którzy zdominowali już i tak wypełnioną po brzegi salę. Liderzy Buyers League, obecni w sądzie, byli przygotowani, reprezentując samych siebie, by omawiać prawo i fakty (szeptali mi, że podejrzewają, iż ludzie Jessego to prowokatorzy).

Scena w sądzie stała się napięta i dramatyczna — ludzie Jacksona zamiast dyskutować o prawie i faktach wykrzykiwali hasła i groźby. Sam szeryf hrabstwa, nie zastępca, wszedł na salę i stanął obok sędziego. Do sali wkroczyli zastępcy szeryfa. Zgadnijcie, kogo aresztowali? Nie Jessego Jacksona ani jego quasi-wojskową ekipę, lecz prezesa i wiceprezesa Buyers League, którzy byli w większości uprzejmi i milczący. Zostali zabrani do aresztu w piwnicy sądu. W tym momencie Jesse udał się z sądu do biura burmistrza po drugiej stronie ulicy. Poleciłem kilku członkom Buyers League, by szybko zawieźli mnie na wózku inwalidzkim za nim.



Gdy podjechałem, Jesse siedział w poczekalni przed gabinetem burmistrza. Warknął do mnie: „Co ty tu robisz, białasie?”. Odpowiedziałem: „Posłuchaj, nie jestem jakimś rasistą, którego próbujesz zastraszyć. Pomagam Buyers League. TWOJE biuro na South Side jest kilka kroków od ICH biura. A jednak wielokrotnie odmawiałeś im pomocy.” Gdy wszedł do wewnętrznego gabinetu burmistrza, powstrzymał kilka kobiet z Buyers League przed wejściem za nim. Zaczęły walić w zamknięte drzwi: „Jesse, wyjdź stamtąd! Nie mówisz w naszym imieniu.” Jesse wyszedł, gdy ekipa telewizyjna ustawiała światła. Zbliżając się do mikrofonu, rzucił mi groźne spojrzenie: „Jeszcze cię za to dopadnę!”. Jak wysoki na ponad sześć stóp ekspert od tępienia szkodników, patrzył z góry na mnie siedzącego na wózku jak na bezbronnego robaka.

Słodkie zwycięstwo! Konfrontacja i zamieszanie, które wywołałem, doprowadziły do uwolnienia dwóch liderów Buyers League z aresztu w piwnicy sądu. Po innych incydentach moje strategie zadziałały. Wielebny Jesse Jackson nie zdołał przejąć i zdusić ruchu Buyers League. Ostatecznie, po spotkaniu w moim domu z udziałem bankowych prominentów i liderów Buyers League, tysiące domów zostały przyznane czarnym z długoterminowymi kredytami hipotecznymi za połowę ceny kontraktów. Na każdym etapie tej niebezpiecznej drogi ostrzegałem bankowych popleczników, przeciwników i wrogów Buyers League: „Nie jestem Jesse Jacksonem. NIE jestem na sprzedaż!”.

Zorientowani czarni zaczęli potem potajemnie spotykać się ze mną, obawiając się, że Jackson się dowie. Dzięki nim sporządziłem listę świadków i szczegółów, które miały dowodzić, że Jesse był wymuszającym haracze, wyłudzającym pieniądze od różnych firm, w tym należących do czarnych, i w ten sposób ogromnie się wzbogacał pod przykrywką walki o prawa człowieka.

Na przykład stał się właścicielem firmy wywożącej śmieci z fabryk i innych miejsc. Gdzie jego ciężarówki wyładowywały odpady? W prywatnym wysypisku należącym do gangsterów. Podobno wymuszał pieniądze na sieci sklepów spożywczych, organizując przeciw nim marsze. Pracownicy banków szeptali mi do ucha o jego tajnych operacjach bankowych i rzekomym praniu ogromnych sum. Udostępniliśmy masę świadków i szczegółów elitarnej jednostce rządowej. W 1972 roku postawiono Jessego w stan oskarżenia w sprawie federalnej o uchylanie się od podatków, wymuszenia i różne przestępstwa międzystanowe.

Poprzez wysoce skorumpowanego krajowego działacza Partii Republikańskiej z Indiany wielebny Jackson miał rzekomo przekazać Białemu Domowi Nixona „dar” w wysokości 850 tysięcy dolarów. Prokurator federalny został odsunięty. Akt oskarżenia został wyciszony.

Później zorganizowałem potajemne spotkanie z członkiem tej elitarnej jednostki. Byłem obecny wraz z dwoma dziennikarzami, którzy twierdzili, że potwierdzenie doprowadzi do publikacji materiału. Otrzymali bezpośrednie potwierdzenie, że wielebny Jesse Jackson, sam republikanin na początku lat 70., zdołał zablokować postępowanie i utrzymać je w tajemnicy. Jeden z dziennikarzy, związany z siecią telewizyjną, nigdy nie opublikował materiału — zginął, gdy jego samolot został wysadzony bombą. Drugi reporter, mimo potwierdzenia, postanowił milczeć i w zamian otrzymał bardzo lukratywną posadę w jednej z największych grup medialnych świata. Czy była to kariera zbudowana na szantażu?

W 1975 roku ja i moi współpracownicy spotkaliśmy się z afroamerykańską reporterką Barbarą Reynolds, pracującą wówczas dla Chicago Tribune. Napisała książkę o wielebnym Jesse Jacksonie, opisując, jak w sposób oszukańczy stał się rzekomym czarnym „liderem”, zastępując doktora Kinga, jak fałszywie twierdził, że King zmarł w jego ramionach, oraz jak czerpie różne korzyści od rządu i wielkich korporacji, które tolerują jego oszustwa. Jej książka „The Man, The Myth, The Movement” była wówczas wycofywana z księgarń i tłumiona — establishment musiał chronić swojego człowieka, wielebnego Jacksona. Mówiła, że groźby ze strony Jacksona zmuszają ją do szybkiego opuszczenia Chicago. Posiadam jeden z nielicznych egzemplarzy pierwszego wydania.

Na początku lat 90. wystąpiła w programie telewizyjnym „Tony Brown's Journal”, gdzie opowiedziała o tym, co ją spotkało ze strony Jacksona, i wspomniała, że jej książka ma zostać ponownie wydana.



W kolejnych latach wielebny Jackson był postacią niejednoznaczną. Czasem słusznie protestował przeciw dyskryminacyjnej polityce wielkich korporacji. Innym razem milkł, gdy jeden z jego współpracowników trafiał do rady dyrektorów, a on sam uzyskiwał jakieś korzyści finansowe. Korporacje nadal prowadziły dyskryminacyjne praktyki. Przykładem była sprawa czarnych aspirujących dealerów General Motors. Jesse poskarżył się GM, po czym jeden z jego współpracowników został dyrektorem. Niektórzy czarni otrzymali franczyzę, ale na terenie, gdzie groziło im bankructwo. Jesse milczał też w sprawie dyskryminacji rasowej w zakładzie GM Parts w Broadview, na zachodnich przedmieściach Chicago. Odmówił pomocy 3000 czarnych pracowników protestujących przeciwko Electro-Motive Division, produkującej lokomotywy, która przez dekady przydzielała czarnym najgorsze prace i prowadziła zakład na toksycznym wysypisku, gdzie wielu z nich zmarło na raka. Odmówił także wsparcia pikiety przed sądem federalnym, domagającej się wyłączenia sędziego, który wcześniej był prawnikiem tej spółki. Po prawie 20 latach procesu pracownicy otrzymali od GM niemal nic. Zaprojektowałem ulotki dla pikietujących, opisujące przeszłość sędziego.

Jeśli jesteś czarny i chcesz zostać piosenkarzem gospel oraz zdobyć uwagę telewizji, podobno musisz współpracować z firmą żony Jacksona, Jacqueline Productions. W przeciwnym razie giniesz w zapomnieniu. Podobno trudno nawet ustalić, gdzie firma działa.



Jesse zdaje się mieć nieczysty układ ze związkiem zawodowym pracowników hotelowych powiązanym z mafią. Jak to się dzieje, że członkowie jego rodziny mają dochodowe, rzekomo powiązane z mafią hurtownie piwa w Chicago? Jego protesty przeciw blokowaniu czarnych wyborców na Florydzie w wyborach prezydenckich w 2000 roku były uzasadnione. Ale czy przy jego wcześniejszych działaniach nie chodziło o próbę wywarcia nacisku na Demokratyczny Komitet Narodowy? Jak wspomniano na naszej stronie o zabójstwie doktora Kinga, według byłego urzędnika Departamentu Sprawiedliwości, który miał akta Jacksona na biurku, wielebny Jesse Jackson miał być przez większość dorosłego życia informatorem FBI. Personel podkomisji Izby Reprezentantów ds. Zabójstw w 1976 roku posiadał dokumenty — utajnione na 30 lat — że FBI wybrało Jacksona na następcę doktora Kinga jeszcze przed jego śmiercią. Niektórzy uważają dziś, że FBI i CIA mogły odegrać rolę w zabójstwie postrzeganego przez establishment „Czarnego Mesjasza”."

(koniec cytatu)

Moja wierna czytelniczka o pseudonimie Futrzak napisała w komentarzu do notki na swoim blogu, że:

"Kiedy był najdłuższy okres pokoju i prosperity w USA i Europie Zachodniej? Po WWII, kiedy były rządy socjaldemokratyczne w Europie, w USA realizowano program FDR-a a potem postulaty Civil Rights Movement" (koniec cytatu)

No nie, większość rządów w czasach keynsowskiego dobrobytu w powojennej Europie Zachodniej była akurat chadecka. (Szczególne przypadki stanowiły RFN, gdzie wokół Adenauera roiło się od autentycznych post-nazistów i Hiszpania, która przechodziła boom gospodarczy za późnej dyktatury Franco.) Sami ówcześni socjaldemokraci mieli natomiast często  w sprawach komunizmu, rasy, płci oraz orientacji seksualnej, poglądy, które obecnie plasowałyby ich w PiS czy Niklocie. Nie będę się jednak kłócił o takie szczegóły. Ważniejsze jest to, że Futrzakowi trochę się pokićkała chronologia. Postulaty ruchu praw obywatelskich realizowano nie w czasie największego dobrobytu na Zachodzie, ale u schyłku okresu dobrobytu. Ich wdrożenie wręcz zbiega się z zakończeniem tamtej złotej, newdealowskiej ery. Dlaczego? Bo wraz z programem Wielkiego Społeczeństwa wdrażanym przez administrację Lyndona Johnsona przekierowano programy społeczne z budowania dobrobytu zwykłych Amerykanów, na kultywowanie i wynagradzanie patologii społecznych w czarnej społeczności. W efekcie: pozycja społeczna Afroamerykanów jest po 60 latach i ogromnych transferach finansowych gorsza niż była w "rasistowskich" latach 50-tych, a system publicznej edukacji zamienił się w jedną wielką patologię. Cały rynek nieruchomości w USA opiera się na idei: mieszkać jak najdalej od czarnych patusów, ale nie tak daleko, by dojeżdżać do pracy przez trzy godziny. Niechęć Amerykanów do rozbudowy systemów transportu publicznego bierze się natomiast z syfu, który obserwują na co dzień choćby w nowojorskim metrze i świadomości, że w transporcie publicznym może ich spotkać los Iryny Zaruckiej. Mogą za to podziękować pastorowi Jacksonowi i Martinowi Lutherowi Pimpowi!


Ruch "black power" przyczynił się do osłabienia związków zawodowych w USA. Czarni byli bowiem podburzani przeciwko polskim, włoskim oraz irlandzkim liderom związkowym. Kapitaliści cieszyli się z tego, że mogą za mniejszą kasę zatrudnić Afroamerykanina nie należącego do związku. Później feminizm drugiej fali zapewnił korporacjom kolejną falę dumpingu płacowego - w postaci kobiet po śmieciowych studiach, przekonywanych, że "mogą robić karierę" zamiast dbać o dom. Potem nadeszła kolejna fala dumpingu płacowego w postaci masowej imigracji z Trzeciego Świata. Istotą lewarstwa jest więc bronienie zjawisk prowadzących do zaniżania płac. 

Śmieszą mnie lewarskie memy pokazujące amerykańskich żołnierzy przygotowujących się do lądowania w Normandii z podpisem, że to "oryginalna antifa". Tak się składa, że w siłach zbrojnych USA obowiązywała wówczas segregacja rasowa. I miała ona ogromne poparcie społeczne - zwłaszcza wśród demokratów. Wśród Amerykanów walczących w drugiej wojnie światowej byli też członkowie Ku Klux Klanu. Wielu innych miało poglądy na rasę, rolę płciowe i homoseksualizm, które współczesna lewica jednoznacznie klasyfikuje jako "faszystowskie". Częściowo poglądy te podzielał też prezydent Roosevelt, który popierał segregację rasową w budownictwie dla weteranów i sprzeciwiał się zaostrzaniu kar z lincze. Co nie przeszkadza mu być "świętym bohaterem" amerykańskiej lewicy.

No cóż, mnie mają za rasistę, choć mam w komórce ustawiony kawałek Kanye Westa jako dzwonek...

A w komentarzach pewnie znów przeczytam: "dlaczego poruszyłeś w tym wpisie tyle wątków!? Nasze libkowsko-liberalne mózgi nie potrafią przetworzyć kilku wątków na raz!", a potem: "a czemu nie poruszyłeś tego, tamtego i jeszcze tamtego wątku!? Ukrywasz pewnie coś, o czym od kilku dni trąbią media na całym świecie!". :))))))

sobota, 14 lutego 2026

Proletariaccy islamscy pe*ofile

 


W Londynie pojawiły się plakaty z następującym przekazem: "Czy wiesz, kogo nie ma w aktach Epsteina? Imigrantów, muzułmanów i ludzi transpłciowych. Wiesz kto w nich jest? Miliarderzy".

Oczywiście ten przekaz jest przekłamany. W aktach Epsteina są imigranci - choćby Deepak Chopra czy prostytuujące się modelki sprowadzane z Rosji. Są też ludzie trans - Epstein zapraszał bowiem do siebie doktorów zajmujących się transowaniem dzieci i ogólnie wspierał ten proceder. Są też jak najbardziej muzułmanie - i jest ich tam wielu. Jest choćby książę Mohammed bin Zajef z ZEA, który dostarczał Epsteinowi dywany okrywające wcześniej Kaabę w Mekce.

Gostek chwalący się filmem z torturami, to koleś, który był do niedawna prezesem państwowej dubajskiej spółki DP World. Nie wiadomo, co ten film przedstawiał, ale podejrzewam, że normalną dubajską imprezę z modelkami, celebrytkami oraz instagramerkami. Te, które nie spełniają bardzo wygórowanych standardów piękności trafiają w ręce nie tyle książąt i szejków, co kasiastych chamów będących ich sługami. Niektóre celebrytki wręcz się biją, by im taki sługa nasrał do ust za kasę. 

ZEA to jednak kraj nowoczesny. I nowocześnie dekadencki. W aktach Epsteina mamy na to dowód w postaci maili wymienianych z wysokiej rangi funkcjonariuszką tamtejszego MSZ. Zaproponowała Epsteinowi - chyba żartobliwie? - że da mu swoją 13-letnią siostrę, która "jest nawet ładniejsza ode mnie".

Epstein ogólnie czuł się dobrze w krajach islamskich, a jego osobisty haker sprzedawał informacje Hezbollahowi.

Afera Epsteina mocno uderzyła w rząd brytyjski i premiera Starmera. Zwróciła uwagę na zachowania seksualne tamtejszych elit, stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego już od czasów Philby'ego i Blunta (jeśli nie wcześniej). Wielka Brytania ma jednak też ogromny problem z pedofilią "proletariacko" - imigrancką. Wychodzą na jaw szokujący szczegóły działalności pakistańskich gangów zmuszających brytyjskie dziewczynki do prostytucji. Niektóre z nich były zgwałcone przez 100 Pakoli, którzy traktowali to jak jakiś rytuał religijny. Często zdarzało się, że młodzi zwyrole zapraszali swoich ojców na sesję gwałtów odbywające się w trakcie muzułmańskich świąt.  Ojciec jednej 14-latki porwanej przez pakolskich gangsterów poszedł na policję i próbował tam uzyskać pomoc. Policjanci mu odmówili, a dziewczyna była przetrzymywana w budynku znajdującym się tuż obok ich posterunku. Zdarzało się też, że brytyjscy ojcowie, próbujący ratować swoje córki z rąk pakistańskich gwałcicieli sami bywali aresztowani. Oczywiście próby zwracania uwagi na ten proceder były uciszane i traktowane przez policję i samorządy jako "sianie nienawiści etnicznej". Skala tego procederu: 250 tys. zgwałconych nastolatek. Tak jakby przez Wyspy Brytyjskie przeszła Armia Czerwona. No ale, to brytyjscy politycy tak szeroko otworzyli swój kraj na tych najeźdźców.

Złośliwi mówią, że cała Wielka Brytania to wyspa Epsteina w skali makro.

Francja też jest rajem przestępców seksualnych - pod warunkiem oczywiście, że mają odpowiednie pochodzenie etniczne i poglądy polityczne. W proteście przeciwko rosnącej przestępczości powstała tam prawicowa organizacja "feministyczna" Nemesis. Jej demonstracje zwykle nie mają ochrony policji, więc dziewczyny z tej grupy są regularnie atakowane przez antifiarzy i lewarskie feministki (którym oczywiście nie przeszkadza islamska, proletariacka pe*ofilia). Podczas jednej z demonstracji antifiarze zatłukli na śmierć 23-letniego studenta broniącego dziewczyn z Nemesis. Jednym z napastników był asystent posła skrajnej lewicy. Francuska prawica mogłaby wreszcie chodzić uzbrojona na takie akcje - no, ale gdyby we Francji znalazł się odpowiednik Kyle'a Rittenhausa, to pewnie szybko stałby się wrogiem publicznym numer 1. 

Antifa to organizacja podobna do ISIS, tyle że nieporównanie bardziej lamerska i mająca w swoich szeregach dużo większy odsetek pedofilów. Proletariackich pedofilów.

47 lat temu zachodnie lewarstwo bardzo pomogło zainstalować w Teheranie obłąkany, antycywilizacyjny reżim ajatollaha Chomeiniego. Wcześniej oburzało się, gdy jedna z irańskich gazet nazwała Chomeiniego "nie-Irańczykiem, brytyjskim agentem i homoseksualistą" (tak jak u nas libtardy i dupoprawicowcy się wkurzali na to, że TVP za Kurskiego przedstawiała PO-srańców jako niekomptentną bandę berlińskich sprzedawczyków). Po rewolucji islamskiej, minimalny wiek małżeństwa obniżono w Iranie z 18 do 13 lat, pozwalając w niektórych przypadkach na śluby z 9-latkami. Chomeini sam  pisał porady jak seksualnie molestować małe dziewczynki. Podczas swojego wygnania w Iraku, przebywając w gościnie w domu jednego ze swoich zwolenników, spytał się czy może na jedną noc "ożenić się" z jego 6-letnią córką. Uzyskał zgodę, a w nocy było słychać krzyki tej dziewczynki...

Niedawno w Iranie obchodzono 47-mą rocznicę zdobycia władzy w kraju przez szyicką sektę. Okrzyki "śmierć Chamenejowi!" i "sram na twojego Allaha!" były głośniejsze od fajerwerków. Reżim twierdził, że w prorządowych demonstracjach wzięło udział nawet 26 mln ludzi. W ramach tej narracji pokazał filmy generowane przez AI. Rzeczywista frekwencja na oficjalnych pochodach była jednak mała. W niektórych mniejszych miastach, stawiło się na nich po kilkanaście osób. Naród irański pokazuje, że nie chce reżimu ajatollahów. 17 lutego mija 40 dni od maskr na ulicach, a to ważna data w irańskich rytuałach żałobnych. Znów będzie więc fala gniewu. 

Co robi globalna lewica? Olewa irański bunt lub straszy "powrotem Savaku" i jednocześnie przekonuje, że "szach nie ma poparcia wśród Irańczyków". Jakoś nie tłumaczy dlaczego nazwisko Pahlavi było JEDYNY skandowanym w pozytywnym kontekście na wielkich irańskich demonstracjach i czemu demonstranci posługiwali się flagą z czasów szacha. Narracja, że szach po powrocie do władzy będzie rządził jak jego ojciec w latach 70-tych, pokazuje tylko jakimi zjebami są lewary. Świat się zmienił przez ostatnie 50-lat, a oni wciąż walczą z "reakcyjnym szachem", Pinochetem i Somozą... Tak jakby po upadku ZSRR, KGB zapomniało im zrobić update'u instrukcji propagandowych. Irański pretendent do tronu wielokrotnie deklarował, że stanie do weryfikacji wyborczej. I wszystko wskazuje na to, że wolne wybory wygrałby on w cuglach. Na miejscu obecnego antyrozwojowego reżimu powstałby pewnie system podobny jak w Turcji, czyli jak na Bliski Wschód bardzo demokratyczny i tolerancyjny. No, ale różnego rodzaju akademickie mendy, chciałyby tam "reformistów" z obecnej ekipy...

Co ciekawe, reżim ajatollahów przeprowadza w Iranie podobny plan podmiany ludności, jak realizuje choćby zachodnioeuropejska lewica. Na przykład, w mieście Qum wybudował osiedle, do którego sprowadził czarnoskórych afrykańskich szyitów.

Obalenie reżimu w Iranie będzie zależało od amerykańskiej interwencji, której wielu Irańczyków szczerze pragnie. Niestety ona się opóźnia, o czym świadczy decyzja o ściągnięciu do regionu drugiego amerykańskiego lotniskowca. Będzie on płynął z Karaibów pewnie jakieś trzy-cztery tygodnie. Może to jednak oznaczyć, że USA szykują opcję dłuższej kampanii lotniczej przeciwko Iranowi. Być może Trump liczy na to, że zdoła uniknąć wojny i sam nacisk zmusi Iran do koncesji. Negocjacje idą jednak słabo. (Libtardy niedawno przez chwilę podniecały się aferką z tym, że Gabbard przekazała do Białego Domu raport o zagranicznych kontaktach osoby z otoczenia prezydenta. Raport dotyczył Kushnera i negocjacji z Iranem. Jego kontakty z arabskimi monarchiami nie są jednak żadną tajemnicą.) Trump nawet stwierdził, że prawdopodobnie Irańczycy nie wierzą w to, że USA zaatakują. 



Tą niewiarę widać było na ulicach Teheranu, w trakcie reżimowych pochodów. Otwarcie grożono tam śmiercią Trumpowi oraz amerykańskim generałom. Wyprodukowali też teledyski, w których śpiewają o zabójstwie Trumpa i szacha. Proletariaccy szyiccy pedofile zrobili też szopkę (pod amerykańskich QAnonowców) w postaci spalenia rzeźby Molocha - do której przyklejone było zdjęcie Trumpa.  Amerykański prezydent powinien więc ich chociaż symbolicznie zbombardować, by nie wyjść na cucka.

Netanjahu był za to mało rozmowny po wizycie w Waszyngtonie. Ponoć Trump z nim bardzo blisko koordynuje kwestię przygotowań do wspólnej amerykańsko-izraelskiej kampanii przeciwko Iranowi.

Pajacowanie zgubiło Maduro. Może też zgubić ajatollahów. Można sobie wyobrazić, że Chamenei, uspokojony wielotygodniową bezczynnością Trumpa, wyjdzie ze swojego górskiego bunkra do swojej rezydencji w Teheranie i wówczas... BUM!!!

Lewarstwu znów może się zrobić przykro. Ma ono w dupie śmierć tysięcy Irańczyków, ale bardzo mocno przeżywa tragedię Palestyny. Nie żeby było jakoś specjalnie zainteresowane losem zwykłych Palestyńczyków. Po prostu uznało, że Izrael wpisuje się w jego narrację o straszliwym białym kolonializmie oraz kapitalistycznym imperializmie. To nic, że bastionem poparcia dla Netanjahu są Sefardyjczycy, czyli Żydzi od zawsze osiadli na Bliskim Wschodzie i w basenie Morza Śródziemnego. Guru lewarstwa Michael Moore przekonuje, że prawdziwym wrogiem Żydów są biali, europejscy chrześcijanie, a nie Arabowie. I zdaniem Moore'a to białych, europejskich chrześcijan Izrael powinien bombardować i głodzić w obozach. Żarłacz Moore generalnie wpisał się tą wypowiedzią w poglądy Hitlera, który również nie uważał arabskich muzułmanów za wrogów, a bombardował i głodził w obozach białych, europejskich chrześcijan. Ciekawe skąd u Moore'a taka nienawiść do tej grupy? Czyżby koledzy w protestanckiej szkółce niedzielnej srali mu do kanapek?

Być może jednak wcześniej będziemy mieć tygodniowe świętowanie w Miami, po tym jak kubański reżim padnie z braku paliwa. Wyobrażam sobie to wycie libków i lewarów! Greta Thunberg już współorganizuje "konwój humanitarny" na Kubę, mający tam zawieść paliwa kopalne. How dare you! Niedawno w "Wyborczej" dali wywiad z jakąś ekspertką/ekspertkinią/ekspertyszczem mówiącą, że "przeraża ją świat, w którym Amerykanie porywają prezydentów innych państw". "Puls Biznesu" dał natomiast półtorakolumnowy wywiad z... Ziętek-Wielkodupską. Dotychczas na taki cringe pozwalały sobie jedynie "Do Rzeczy" i "Najwyższy Czas!"... Tak jak mieliśmy nadprodukcję magistrów, tak mamy nadprodukcję "ekspertów geopolitycznych"... 

***

Kolejne teorie spiskowe się sprawdzają: FBI potwierdziła nieprawidłowości wyborcze w hrabstwie Fulton w Georgii w 2020 r. Prawdopodobnie sięgnęły one tam 17,4 tys. głosów, podczas gdy Biden "wygrał" w Georgii 12 tys. głosów. Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę wymagającą, by wyborcy wreszcie zaczęli okazywać dokumenty tożsamości w lokalach wyborczych. Trump twierdzi, że ten wymóg wejdzie w życie przed midterms, niezależnie od tej ustawy. Demokraci jojczą z tego powodu i rozpowszechniają fake newsa, że z wyborów będą wyłączone zamężne kobiety, bo ich nazwiska z aktów urodzenia nie będą zgadzać się z tymi z dokumentów. To oczywista bzdura, bo ustawa nie wymaga okazywania aktów urodzenia. Wystarczy prawo jazdy, legitymacja pracownicza, karta biblioteczna - cokolwiek ze zdjęciem i podstawowymi danymi.

Trump doniósł w 2006 r. na Epsteina na policję.

Bannon nie tylko był głównym autorem przecieków z Białego Domu w pierwszych miesiącach pierwszej kadencji Trumpa, ale też prał pieniądze dla Epsteina i wspólnie z nie próbował obalić papieża Franciszka.

Okazało się, że planeta nie płonie.

Śmierć Kurta Cobaine'a okazała się zabójstwem.

A ten obiekt, do którego armia USA strzelała z lasera pod El Paso nie był wcale balonem. Ani dronem karteli narkotykowych. Został on sfilmowany. Był całkiem duży i ponoć wypuszczał mniejsze obiekty latające.


sobota, 7 lutego 2026

Sabatajska Organizacja Widmo, której częścią był Jeffrey Epstein

 


"Moja babka była nazywana "Czarną Dziurą Białegostoku". Obsługiwała wszystkich: Kozaków, Czarnych Rosjan, Białych Rosjan, a nawet Wehrmacht, wszystkich i każdego, kto chciał i mógł zapłacić.".

Jeffrey Epstein

Zanim przejdę do istoty sprawy, chciałbym zwrócić uwagę na to, by zachować w niej pewną dozę sceptycyzmu. Nie każdy, kto występuje w dokumentach dotyczących Epsteina, był jego znajomym - wiele wzmianek to często skutek tego, że w mailach pojawiały się linki i załączniki z artykułami prasowymi dotyczącymi znanych osób. Nie każdy, z kim Epstein mailował był jego bliskim znajomym. Nie każdy, kto znał Epsteina uczestniczył w jego imprezach. Nie każdy z uczestników tych imprez uprawiał na nich seks ze ściągniętymi tam dziewczynami. (Trudno sobie wyobrazić by to robił Steven Hawking...) 

Nie każda z tych dziewczyn była nieletnia - wiele z nich było całkiem dojrzałymi panienkami do towarzystwa, modelkami czy influencerkami, które ostro konkurowały o to, by móc bawić się z miliarderami. Część z nieletnich dziewczyn kłamała o swoim wieku, a prostytuowała się z własnej woli. Cała afera Epsteina zaczęła się przecież od bójki w szkole dwóch siedemnastolatek - jedna nazwała drugą "kurwą", bo tamta chwaliła się udziałem w tych przyjęciach. Część z nich doskonale się bawiła w towarzystwie Epsteina i jego gości, a później odgrywała ofiary. (Jedna z tych dziewczyn twierdziła, że była "molestowana", bo dotykano jej dłoni!) W internecie krąży też wiele fejków - takich jak wygenerowane przez AI zdjęcia Epsteina z młodym Zohranem Mamdanim (prawdą jest jednak to, że Epstein miał okazję poznać jego matkę), czy też wrzutki o bytności Tony'ego Hawka na Wyspie. Niektóre zdjęcia okazały się źle zinterpretowane - na przykład Brett Ratner, reżyser "Melanii", stwierdził, że na imprezie u Epsteina przytulał się do swojej narzeczonej. Nie naśladujmy więc silniczków i nie rzucajmy się jak te bezmózgi na każdego fejka wygenerowanego w internecie. Nie powtarzajmy też feministycznej paranoi MeeToo, która niszczyła życiorysy niewinnym ludziom i purytańsko dewastowała popkulturę.

Oskarżenia o pedofilię i rytualne mordy na dzieciach to sprawa śmiertelnie poważna. I potrzeba tutaj sporo rozsądku w ocenie poszlak i dowodów. Pojedynczy email od Epsteina dotyczący filmu z "torturami" wcale nie jest mocnym dowodem - mógł dotyczyć filmu na, którym klient okłada szpicrutą po tyłku luksusową prostytutkę i leje jej wosk na sutki. Mamy w aktach Epsteina też drastyczne zeznania mówiące o tym, że George H.W. Bush zgwałcił chłopca i pociął go mieczem. Tyle, że Bush Sr. miał wówczas ponad 80 czy nawet 90 lat, był chory na Parkinsona i od 2012 r. używał wózka inwalidzkiego. Mamy wzmiankę o 9-letniej dziewczynce zgwałconej przez byłego brytyjskiego premiera Gordona Browna. Skoro jednak Epstein miał rzekomo film z tej zbrodni, to czemu wraz z Peterem Mandelsonem trudził się organizując piramidalne spiski mające na celu obalenie Browna w końcowych kilku miesiącach jego rządów? Czemu nie zagroził mu użyciem tak mocnego narzędzia szantażu? Jedno z zeznań mówi, że Trump zmusił 13-latkę do seksu oralnego, inne, że wsadzał nieletnim palce do wagin sprawdzając jak są ciasne. Ochroniarz Trumpa miał też grozić jednej z ofiar, że jak będzie za dużo gadała, to zakopie ją na polu golfowym "razem z resztą głupich cip". Skoro Trump się tak zachowywał na imprezach u Epsteina, to czemu Epstein wraz z Bannonem i Michaelem Wolffem nie wykorzystali takich materiałów, a spiskowali, by wykorzystać przeciwko prezydentowi sprawę Stormy Daniels, licząc na rozpad jego małżeństwa? (Miliarder Reid Hoffman, który finansował prawników E. Jane Caroll w lipnych oskarżeniach Trumpa o gwałt też był związany z Epsteinem.) W innych miejscach są natomiast wzmianki o tym, że Trump nie korzystał z masaży u Epsteina a gdy Ghislaine Maxwell przyprowadziła mu panienkę, to "do niczego nie doszło" (ku rozczarowaniu Epsteina). Do roli Trumpa w tej sprawie jeszcze wrócę, ale weźmy pod uwagę to, że odsetek chorych psychicznie jest wśród białych kobiet zatrważająco wysoki, a niektóre z nich dla chwili sławy zrobią wszystko - łącznie z powielaniem znalezionych w necie opowieści o satanistyczno-pedofilskich orgiach z udziałem elit. (Niejaki pan Gomez regularnie składa pozwy przeciwko celebrytom, twierdząc, że jest ojcem piosenkarki Seleny Gomez i że celebryci gwałcą Selenę w różnych konfiguracjach. Raz nawet Jay-Z miał wsadzić panu Gomezowi racę w tyłek i odpalić ją śpiewając kawałek "Firework" Katie Perry.) Jedno z zeznań mówi, że Epstein palił żywcem dziewczynki używając do tego...  gigantycznej lupy. Część z tych opowieści może być też celową dezinformacją mającą ośmieszyć i doprowadzić sprawę do absurdu, a przede wszystkim odciągnąć uwagę opinii publicznej od rzeczy kluczowych. A co jest w sprawie Epsteina kluczowe? Bynajmniej nie to, że Bill Gates zaraził się czymś od rosyjskich prostytutek, przekazał to swojej byłej żonie Melindzie i zastanawiał się jak jej skrycie podać antybiotyki. 

Kluczowe było to, że Epstein był częścią organizacji działającej płynnie pomiędzy obiema stronami dawnej i obecnej Żelaznej Kurtyny. Był człowiekiem łączącym agencje wywiadowcze różnych bloków geopolitycznych.

Epstein korzystał z samolotów CIA już od lat 80-tych. Jedna z tych maszyn była wcześniej wykorzystywana w programie tajnych więzień. Epstein sprzedawał broń Chomeiniemu w ramach afery Iran-Contra. Gdy był traderem na Wall Street, wiązano go z bankiem BCCI.

Epstein był też powiązany z izraelskimi tajnymi służbami. Nie tylko dlatego, że paradował w koszulce IDF.  Miał współpracować z Mossadem w Dubaju przy zabójstwie wysokiej rangi hamasowca. Bardzo blisko znał się z byłym premierem Ehudem Barakiem, który w latach 1983-1986 był szefem Amanu (izraelskiego wywiadu wojskowego), a w latach 1991-1995 szefem sztabu generalnego Izraela. Co ciekawe, premier Netanjahu twierdzi, że te związki wskazują, że Epstein działał "przeciw Izraelowi", bo Barak jest obecnie jednym z liderów opozycji :)  Są nagrania mówiące, jak Epstein radzi Barakowi zacieśniać więzi z sektorem prywatnym - w tym z Palantirem. Są ich wspólne interesy w Rosji i spotkania Baraka z Putinem. Podczas jednego z nich miał namawiać rosyjskiego tyrana, by kilka milionów Ruskich więcej przyjęło judaizm i skolonizowało Izrael, jeszcze mocniej rusyfikując i sowietyzując to państwo. To kwalifikowało się jako zdrada narodowa! To Barak miał szkolić Epsteina na szpiega. Co ciekawe, w latach 80-tych miał wykorzystywać Roberta Maxwella, ojca Ghislaine, do ukrywania swojej brudnej kasy w... sowieckich bankach. Według maili Epsteina, Maxwell został później zabity przez Mossad, bo szantażował tę agencję, domagając się 400 mln USD.

Z dokumentów sprawy Epsteina wiemy również, że miał on dużo podejrzanych koneksji w Rosji. Chciał doradzać Putinowi jak postępować z Trumpem i jak przebudować globalny system finansowy. Putin sam też wyrażał chęć spotkania się z Epsteinem - nic dziwnego, wszak Litwinienko zginął dlatego, że ujawnił to, że Putin jest pedofilem lubiącym małych chłopców.  Epstein miał związki z Siergiejem Bieliakowem, gostkiem z FSB od Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu. Modelek na przyjęcia dostarczała mu agencja putinowskiej aktywistki. Ponadto jedna z kochanek Epsteina prawdopodobnie była białoruską agentką. Stąd przekonanie części funkcjonariuszy służb wywiadowczych, że Epstein dostarczał rosyjskim służbom materiału do szantażu na zachodnich polityków. 

Wiadomo, że aspekt szpiegowski miała sprawa lorda Petera Mandelsona, grożąca upadkiem rządowi Keira Starmera (który też się pojawia w dokumentach w kontekście ochrony pedofilów - Starmer był prokuratorem i oskarżano go o bezczynność w sprawie Jimmy'ego Saville'a). Mandelson miał dostarczać Epsteinowi tajnych dokumentów rządowych. Wcześniej, jako unijny komisarz zajmował mocno prorosyjskie i prochińskie stanowisko. W młodości był on członkiem Ligii Młodych Komunistów. Nie ukrywał się też ze swoją gejowską orientacją.  Epstein pisał, że Mandelson de facto rządził Wielką Brytanią przez 13 lat. Wspominał też o układach pomiędzy Mandelsonem, Starmerem i Rishim Sunakiem. Epstein miał być na orgii razem z Tonym BlairemJeden z byłych brytyjskich premierów miał też być w trójkącie z Ghislaine.

We Francji Epstein miał robić interesy z Macronem. Przy okazji przytoczono plotkę, że Dominique Strauss-Kahn wrobił się w tę aferę z próbą gwałtu, bo myślał, że hotelowa pokojówka jest panienką, którą sobie wcześniej zamówił. 

W Norwegii Epstein był blisko związany z Thorbjornem Jaglandem, byłym socjalistycznym premierem, długoletnim szefem Komitetu Noblowskiego (to on załatwił Nobla Gore'owi, Carterowi i Obamie), jednym z najbardziej prorosyjskich polityków w Europie. Był też pośrednikiem między Epsteinem a Rosją. Z jakiegoś powodu Epstein zostawił w spadku kilka milionów dolarów dzieciom norweskich dyplomatów negocjujących Porozumienie z Oslo (tworzące Autonomię Palestyńską). Epstein imprezował także z norweską i szwedzką księżniczką. Spekuluje się, że był prawdziwym ojcem norweskiego "bonusowego księcia" oskarżanego o gwałty


Polskie wątki tej sprawy dotyczyły nie tylko modelek. Polak o nazwisku Janusz Banasiak miał być bowiem numerem 3 w jego organizacji. Zarządzał nieruchomościami Epsteina i wypłacał kasę modelkom ściąganym na jego przyjęcia. Sąsiadem Epsteina był Wojciech Fibak - w latach 90-tych wiązany z aferą ekskluzywnego burdelu dla francuskich elit. Epstein korespondował z polską modelką Marianną Schreiber Idźkowską, której kupował bilety lotnicze. Chciała ona, by Epstein sfinansował jej studia, a on pisał , że Collegium Civitas to słaba uczelnia :) Ogólnie można uznać, że cały ten seksualny biznes Epsteina był przykładem żydowsko-słowiańskiej kooperacji - przypominającym "Ziemię obiecaną" Reymonta.

Polskie libtardy niedawno zaś się podniecały tym, że powiązany z rosyjskimi służbami Epstein, odrzucał "spiskową teorię" o Smoleńsku. Okazuje się jednak, że podsyłano mu też linki dotyczące posmoleńskiej pracy "seryjnego samobójcy". 

Co ciekawe, w dokumentach jest wyciąg pokazujący transfery do kogoś o nazwisku "Sikorski". Kasa szła przez fundusze w arabskich monarchiach do Warszawy. Jak myślicie, kto to mógł być? Lajcak, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego słowackiego premiera Fico, już poleciał za związki z Epsteinem...

W dokumentach sprawy Epsteina jest sporo o jego związkach z elitami państw islamskich. Blisko znał się choćby z przywódcą ZEA Mohammedem bin Zajedem, który dostarczył mu m.in. ... dywany okrywające wcześniej Kaabe w Mekce. Komunikował się z katarską rodziną monarszą w sprawie Bractwa Muzułmańskiego. Jest tam pogłoska, że Khashoggiego kazał zabić Mohammed bin Zajed, by wrobić w to saudyjskiego księcia korony Mohammeda bin Salmana. Epstein potrafił też wyciągać ludzi z assadowskich więzień (ale chyba nie Repetowicza...) i miał okazję spotkać się z irańskim prezydentem Mahmudem Ahmadinedżadem. To kolejny dowód na to, jak sprawnie przenikał on granice bloków geopolitycznych.


Powyżej: notowania bitcoina poruszają się w kilkuletnich cyklach. Komuś udało się trafić dokładnie w datę dzienną rekordu. Możecie sobie obliczyć, kiedy będzie dołek i kolejny szczyt. Ten, kto znał ten mechanizm od samego początku, mógł zarobić gigantyczną kasę.

Wiemy też, że Epstein na tyle interesował się kryptowalutami, że niektórzy podejrzewają, że był Satoshim Nakamoto, czyli twórcą bitcoina. Jego wsparcie finansowe przyczyniło się do rozwoju kryptowalut na wczesnym etapie ich rozwoju. Epstein miał też związki z pomysłem wprowadzenia mikrotransakcji w grach. Sam był gamerem. Stracił konto na Xboxie, bo wyzywał innych graczy od "czarnuchów". Wykorzystywał też prywatne wiadomości w grach online jako system komunikacji.


Szok wywołało wyjście na jaw związków Epsteina z założycielem 4chanowego forum /pol/, które mocno przyczyniło się do nazyfikacji amerykańskiej młodzieży. Okazuje się, że prywatne poglądy Epsteina często były zbieżne z poglądami typowego użytkownika 4chana. Twierdził m.in., że "im więcej czarnuchów, tym więcej morderstw" i miał obsesję na punkcie genetycznego zmodyfikowania Murzynów, tak by podnieść im IQ. Ściśle przestrzegał też zasady mówiącej, "żadnych czarnych dziewczyn" na jego przyjęciach.  Co ciekawe, Ghislaine była moderatorką... Reddita.

Pamiętajmy też, że Epstein był jednym z promotorów kariery Bannona, czyli kolesia, który fałszywie przypisał sobie zasługi za wygranie kampanii wyborczej Trumpa w 2016 r., a później sabotował jego administrację, m.in. będąc głównym źródłem dla pełnej przekłamań książki Michael Wolffa (również związanego z Epsteinem). Bannon próbował też być animatorem europejskiej prawicy narodowej, ale raczej słabo mu to poszło. W aktach Epsteina są jego wspólne fotki z Noamem Chomsky'm, byłym współpracownikiem Departamentu Obrony USA, który stał się guru zjebanej lewicy. Chomsky w rozmowach z Epsteinem przyznawał m.in., że wenezuelskie komuchy same sprowadziły kryzys gospodarczy na swój kraj.

Wiemy, że Epstein był z wielu powodów zły na Trumpa. Dokumenty ze śledztwa bardzo mocno uprawdopodobniają tezę mówiącą, że Trump był informatorem FBI działającym przeciwko jego organizacji. W 2016 r., po wygranych przez Trumpa wyborach pisałem, że "FBI wygrała z CIA" - wszak zachowanie Biura w kwestii mailów Hillary Clinton mocno przyczyniło się do jego zwycięstwa. Jeśli Trump był informatorem FBI, to powinniśmy inaczej spojrzeć na jego związki z mafią, rosyjskimi oligarchami, arabskim kapitałem oraz IRA.  Ta cała "Russiagate", to nie tylko zemsta CIA i demokratów, ale też częściowo sposób służb na zatuszowanie związków Trumpa z FBI. Baj de łej: w filmie dokumentalnym "Melania" widać, że Joe Biden bardzo dobrze się bawił na zaprzysiężeniu Trumpa (w odróżnieniu od wyraźnie nabzdyczonej Kamali), a Trump mu okazywał sporo ciepła. Jest tam scena z samego momentu zaprzysiężenia, gdy Biden przyciąga do siebie ręką blondwłosą Tiffany Trump, niemal się do niej przytulając i uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób :) 

Prawdziwą bombą były jednak maile wymienione przez Epsteina z Arianną Rothschild. Nie tylko dlatego, że wspomina ona o swoich "filmach z dziewczynami". Rotszyldówna w jednym z maili zażartowała sobie, że młody Hitler mieszał w Wiedniu w schronisku (dosyć luksusowym - młody Hitler miał w nim własny pokój z łazienką i światłem elektrycznym - przed I wojną światową! - a także dobrze wyposażoną bibliotekę) sfinansowanym przez Rotszyldów i Epsteinów. (Jak podają źródła żydowskie: "Epstein Józef (1795 Warszawa – 1876) – bankier, filantrop. Epstein był synem kupca Jakuba oraz Henrietty Glikson. Odbył praktyki w bankach niemieckich. Po powrocie do Warszawy podjął pracę w Komisji Przychodów i Skarbu. Od 1825 r. był doradcą przy Komitecie do Spraw Starozakonnych. Od 1836 r. prowadził własny bank dzięki wsparciu finansowemu rodziny Rotszyldów. Należał do loży wolnomularskiej Bracia Polacy Zjednoczeni. (...) W 1870 r. sprzedał swój bank Bankowi Handlowemu i wyjechał." Myślę, że Gershom Braun powinien zmienić nazwę swojej partii na "Bracia Polacy Zjednoczeni" :) Arianna Rothschild stwierdziła również, że... jej rodzina wspierała Hitlera. I że robiła, to by doprowadzić do "destrukcji".

Czytając dokumenty sprawy Epsteina, nie da się uniknąć wrażenia, że ten koleś wpisywał się w każdy, najgorszy antysemicki stereotyp. Słowo "goyim" występuje w jego mailach niezliczoną ilość razy. Epstein przedstawia się jako "super-Żyda", mającego 650 żydowskich krewnych i określa "gojowskich" celebrytów zafascynowanych judaizmem i kabałą - takich jak stara rura Madonna - jako "bydło". Żartuje sobie o predyspozycjach Żydów do robienia pieniędzy. W jednym z maili w ciekawy sposób wypowiadał się o religiach chrześcijańskich. Tradycyjny protestantyzm określił mianem "żywego trupa", zjechał zlewaczałe nurty protestanckie, pisał o ewangelikanizmie jako "przejętym przez Żydów", wspominał, że mormonizm to jego ulubiona religia chrześcijańska, a o Kościele katolickim wspominał, że to "najgorszy wróg, którego próbujemy zinfiltrować od dekad". Takich wątków nie wymyśliłby nawet Leszek Bubel wspólnie z Henrykiem Pająkiem!

Ogólnie można odnieść wrażenie, że Epstein był ważną częścią jakiejś międzynarodowej grupy działającej płynnie na styku tajnych służb z różnych stron Żelaznej Kurtyny. Przypominało to wizję nakreśloną przez Douglasa Reeda w "Strategii Syjonu" mówiącą o właśnie takiej grupie wpływającej na politykę obu supermocarstw w trakcie Zimnej Wojny. (Reed mylił się jednak, że owa grupa chciała doprowadzić w 1956 r. do wojny jądrowej.) A jak myślicie, skąd się wziął u Iana Fleminga , funkcjonariusza brytyjskich służb, pomysł Organizacji Widmo? Puszczał on oko do czytelnika, czyniąc Le Chiffre'a - złoczyńcę z "Cassino Royale" (jego najbardziej osobistej książki) ocalałym z Holokaustu. 

Opowieści o pedofilskich orgiach u Epsteina, jego maile na tematy religijne i korespondencja z Rotszyldówną dotycząca Hitlera, jego dziwne związki z arabsko-islamskimi elitami (dywany z Kaaby wykorzystywane później pewnie co celów rytualnego seksu!) sugerują, że Epstein był sabatajczykiem. Wpisywał się w mroczny, ezoteryczny nurt istniejący co najmniej od XVII w., jeśli nie od drugiej lub pierwszej świątyni jerozolimskiej. To, że nazwał jedno ze swoich kont "Baal" nie było pewnie przypadkowe. To, że współzakładał wspierające antysemityzm i neonazizm forum /pol/ też wpisywało się w jego sabatejską tożsamość. Myślę też, że nieprzypadkowo tak otwarcie pisał o tym wszystkim w swoich mailach - on wręcz liczył na to, że gdy wyjdą na jaw podsycą one antysemickie teorie spiskowe i będą stymulować proces nazyfikacji amerykańskiej młodzieży.

Wasz Ulubiony Autor opisał w "Demonach nazistów" m.in. wizytę w Wewelsburgu ("sanktuarium Himmlera") płka Michael Aquino, przywódcy satanistycznej Świątyni Seta i zarazem eksperta od wojny psychologicznej. Aquino napisał książkę o wojnie psychologicznej wspólnie z innym weteranem Wietnamu - generałem Paule E. Vallelym, który jest jednym z członków władz organizacji Turning Point założonej przez Charliego Kirka. Kumpel satanisty jest więc jednym z współtwórców ideologii amerykańskiego "chrześcijańskiego nacjonalizmu". Vallely napisał również książkę wspólnie z innym weteranem Wietnamu - generałem Thomasem McIrneyem, będącym tak jak on wielkim zwolennikiem QAnona. Jednym ze studentów płka Aquino miał być natomiast znajomy Vallely'a i McIrneya - weteran wojny przeciwko terroryzmowi - gen. Michael Flynn, prawdopodobnie stojący za ruchem QAnon. Teraz akurat tak się składa, że taki lewar jak Bill Macher przyznaje, że część teorii spiskowych QAnona o globalnych elitach pedofilsko-satanistycznych była prawdziwa. 

Prawdziwe okazują się też inne teorie spiskowe. W jednym z maili Epstein pisze o grupie o nazwie "Zodiac" zajmującą się UFO w tajnych służbach USA. Władze "Zodiaka" mają się składać z 12 ludzi, tak jak grupa Majestic-12. Ze znanym fizykiem Deepakiem Choprą Epstein rozmawiał o programach CIA dotyczących "zdalnego widzenia". W dokumentach sprawy Epsteina jest też ponoć mail od Hillary Clinton mówiący o odkryciu w Iraku "komory rezurekcyjnej Gilgamesza".  (Grobowiec Gilgamesza został odkryty w 2003 r. przez niemieckiego archeologa w Iraku, ale szybko to odkrycie zatuszowano.) WTF? Czemu ona się interesowała tą sprawą?

Sprawa Epsteina wykazała więc prawdziwość wielu teorii spiskowych - poza chyba tą o płaskiej Ziemi.

Pojawiają się też teorie, że Epstein żyje - wszak "podmieniono" jego ciało w transporcie z więzienia, a niedawno ktoś w Izraelu grał z jego konta w różne gry (ponoć jakiś dowcipniś użył tej samej nazwy konta gamemingowego). Jeśli Alex Jones mówi, że Epstein żyje, to chyba jednak powinniśmy mu wierzyć, bo bardzo wiele z tego, co mówił Alex okazywało się prawdą.

***

A teraz wyobraźcie sobie, co czuje Czarzasty słysząc w środku nocy nisko lecące śmigłowce i spowolnioną "Macarenę" :)))))

(Wiem, striggerowałem tym żartem koalicję postkomuchów, silniczków i brauniarzy. Ciekawych czasów dożyliśmy - Gershon Braun, autor "Towarzysza Gejnerała" wypowiada się ciepło o potomku konwertyty  Mośka Millera i chce umieścić na listach senackich MOnisię Jarucwelską  - rozwalając w zarodku ideę prawicowego paktu senackiego. Czy jego zwolennicy będą tolerować to sabatejskie pajacowanie swojego guru czy też usłyszą kiedyś od niego - wzorem Engelgarda - że Brystygierowa była w sumie OK, bo "się nawróciła"? Co ciekawe "turbokatolik" Braun ma w swojej trzódce nie tylko byłego wydawcę "Odali" Mateusza Piskorskiego, ale też samozwańczego satanistę Różala.) 

***

Po dłuższej przerwie (związanej z dużą ilością lektur i pisania) wróciłem do bloga z recenzjami. A tam m.in. "Służby specjalne" Piotra Woyciechowskiego - m.in. z wątkiem o pedofilu w kierownictwie Agencji Wywiadu, "Śpiące psy" Marka Świerczka - mocna rzecz o nędzy późnej SB/wczesnego UOPu i esbeku-alkoholiku rzuconym na wabia przez Ruskich, by ukryć głębiej zakonspirowaną agenturę w polskojęzycznych służbach, a także "Drzazgę" Tomasza Zyśko - historię rodem z Quentina Tarantino o polskiej, partyzanckiej wojnie domowej na lubelskiej prowincji.

***

Za chwilę odezwą się w komentarzach zjeby mające pretensję, że nie siedziałem przed kompem kilka godzin dłużej i nie omówiłem 50 innych wątków z maili Epsteina i miliona innych wydarzeń na świecie (ludziska! od tego jest moje konto na X-ie!), więc tuszuję aferę Epsteina, a poza tym, że jestem Żydem, bo źle się wyrażam o Hitlerze i rebe Braunie... 3,2,1...

sobota, 31 stycznia 2026

Styczniowe burze (geo)polityczne

 


W czasie uwaga świata skupiała się na śmierci jakiegoś lewackiego cucka w Minneapolis (takim shitholu trochę przypominającym Donbas), w Pekinie prawdopodobnie doszło do próby zamachu stanu. 
Ponoć generałowie Zhang Youxia i Liu Zhenli chcieli aresztować Xi Jinpinga w jednym z pekińskich hoteli. Ich plan jednak wyciekł, Xi w porę się ewakuował, a w hotelu doszło do strzelaniny pomiędzy żołnierzami tych generałów a ochroniarzowi Xi Jinpinga. Czy do tego rzeczywiście doszło? Tego nie wiemy. W każdym bądź razie chińskie trolle w necie zamilkły na kilka dni - tak jakby nagle zmieniono im zwierzchników.  Wiadomo, że dwóch wspomnianych generałów aresztowano i był to początek większej czystki w ChALW. Zhang został oskarżony o korupcję oraz przekazywanie Amerykanom chińskich tajemnic nuklearnych - co jest pewnie typową lipą na potrzeby czystki. Zhang był wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej i de facto najwyższym rangą dowódcą wojskowym w ChRL. To również jeden z nielicznych chińskich generałów mających jakiekolwiek doświadczenie bojowe - był weteranem wojny z Wietnamem w 1979 r. To, że nie udała mu się akcja z próbą pojmania Xi Jinpinga stawia jednak pod dużym znakiem zapytania jego umiejętności dowódcze. Dlaczego zdecydował się na taki krok. "By ratować Partię i kraj" przed Xi Jinpingiem. Ponoć nie podobało mu się, że Xi chciał uczynić swoim następcą jednego ze swoich nieślubnych synów. Generał Zhang ponoć też spierał się z Xi w kwestii przygotowań do inwazji na Tajwan. Xi domagał się, by siły zbrojne były gotowe na tą operację już w 2027 r., Zhang wskazywał, że realną datą będzie 2035 r.


Czy czystka zdoła osłabić Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą, czy jednak ją wzmocni promując młodszych, lepiej przygotowanych oficerów na stopnie generalskie? Trudno powiedzieć, zwłaszcza jeśli głównym kryterium awansu będzie lojalność ideologiczna. Wygląda jednak na to, że Xi uparł się, by siły zbrojne przeprowadziły w ciągu kilku lat inwazję na Tajwan - nawet jeśli nie będą na to gotowe. Taka operacja - desant morski i powietrzny na Formozę -  może się skończyć dla ChRL olbrzymią kompromitacją militarną. Xi może jednak się łudzić, że Wyspę uda się zdobyć szybko, zanim nadejdzie odsiecz z USA i Japonii. Dużo bezpieczniejszą opcją byłaby blokada morska, ale ona wymusiłaby próby jej przełamania przez US Navy i Japońskie Morskie Siły Samoobrony, a to zepchnęłoby świat na skraj wojny nuklearnej. Nie dziwie się więc, że generał Zhang próbował zapobiec takiemu scenariuszowi.

Na niekorzyść Chin działa to, że w ostatnich tygodniach USA przyspieszyły demontaż ich systemu sojuszniczego. Po Wenezueli (gdzie wypuszczani są więźniowie polityczni siedzący od czasów Chaveza), przyszła pora na blokadę naftową Kuby (której może starczyć ropy na kilkanaście dni), utratę Kanału Panamskiego przez Chińczyków oraz na uderzenie na Iran. Mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach z dalszą koncentracją amerykańskich sił w regionie. Gen. Shlomi Binder, szef Amanu (izraelskiego wywiadu wojskowego) przedstawił władzom USA oraz Izraela krytyczne dane i stwierdził, że atak stanowiłby szansę, która mogłaby się nie powtórzyć przez wiele lat.  Oficjalnie Arabia Saudyjska, ZEA, Katar i Azerbejdżan zadeklarowały, że nie pozwolą USA skorzystać ze swojej przestrzeni powietrznej do ataku na Iran. Te oświadczenia mają jednak przede wszystkim przekonać Iran, by nie dokonywał uderzeń odwetowych na cele położone na ich terytorium. Tymczasem saudyjski minister obrony stwierdził, że jeśli USA nie uderzą, to irański reżim stanie się silniejszy. Kilka państw arabskich dostarczyło Amerykanom dane dotyczące celów w Iranie. Wsparcia wywiadowczego Amerykanom udzielili też Brytyjczycy i Francuzi, a brytyjskie, niemieckie, włoskie i hiszpańskie samoloty transportowe przerzucały coś do regionu - pogłoski o "śmierci NATO" po raz kolejny okazały się bardzo przesadzone.

Kwestią otwartą jest sama data ataku. Były przecieki mówiące, że dojdzie do niego w niedzielę nad ranem. Zapewne jednak potrzeba jeszcze kilku dni na przygotowania. Zwłaszcza jeśli ma to być atak dekapitacyjny na dużą skalę. Zapewne znów będziemy też oglądać filmy z "fajerwerkami" nad Izraelem, ale bierzmy pod uwagę, że Iran nie jest obecnie znacząco silniejszy niż był w czerwcu 2025 r.

Zamieszanie w Pekinie i niepewność, co do losów irańskiego sojusznika mogły wpłynąć na przyjęcie przez Rassiję oferty rozejmu "energetycznego". Bierzmy jednak pod uwagę też to, że Rosja traci na froncie po 1 tys. żołnierzy dziennie i po ponad 30 tys. miesięcznie. Ukraińcy deklarują, że mogą zwiększyć to do 50 tys. miesięcznie, tak by całkowicie utylizować frontowe uzupełnienia. Z nimi jest coraz gorzej, o czym świadczy choćby to, że wysyłani do ataku są inwalidzi, rekruci karani są w drastyczny sposób, a w szeregach armii rosyjskiej coraz częściej można zobaczyć Afroziomali. Istna Czarna Sotnia! (Niektórych z nich Ruscy posyłają do ataków samobójczych z przytroczonymi minami przeciwpancernymi.) W ciągu ostatnich dwóch lat Rosja zdobyła 1 proc. terytorium Ukrainy, tracąc 500 tys. zabitych i rannych. Rosyjskie wojska zdobywały dziennie na odcinku Czasiw Jar 15 m terenu, w Pokrowsku 70 m, a najwięcej w Hulajpolu - 297 m. Specjalna Operacja Wojskowa na Ukrainie trwa już dłużej niż wojna niemiecko-sowiecka. Rosyjska armia straciła na Ukrainie 325 tys. zabitych - jeśli dodać wagnerowców (utylizowanych więźniów) i milicje z DNR i ŁRL, to straty można oceniać na powyżej 400 tys. Do tego doliczmy ponad 4300 czołgów (licząc wyłącznie straty potwierdzone wizualnie), ponad 8700 różnego rodzaju bwp, blisko 1000 dział samobieżnych, 545 MLRS, 368 wyrzutni rakiet przeciwlotniczych, 112 radarów, 174 samoloty, 166 śmigłowców i 29 okrętów (od krążownika rakietowego i okrętów podwodnych po łodzie patrolowe). Wszystko to po to, by zdobyć ruiny bloków z czasów Chruszczowa...

Ameryka też jednak ma problemy, o czym świadczą choćby niedawne zdarzenia w Minessocie. Po zastrzeleniu przez rządowych funkcjonariuszy lewackiego aktywisty Alexa Prettiego (wyglądającym na pierwszy rzut oka na egzekucję), doszło do ogromnego wzmożenia moralnego przeciwko ICE, czyli "Gestapo Trumpa". Amerykański prezydent, po "miłej rozmowie" z gubernatorem Walzem, postanowił deeskalować sytuację. Wycofał z Minessoty do Kalifornii ostrego komendanta Grega Bovino, a w jego miejsce wprowadził Toma Homana - swego czasu odznaczonego przez Obamę za masowe deportacje nielegalnych imigrantów (Obama deportował ich ponad 3 mln, a w jego aresztach deportacyjnych zmarło 56 osób, a lewarstwo jakoś wówczas przeciwko temu nie protestowało). Homan nakazał ICE skupić się wyłącznie na aresztowaniach nielegalnych imigrantów z kryminalną przeszłością. Przy okazji doszło do ciekawego zwrotu akcji - podległa gubernatorowi Walzowi policja stanowa zaczęła rozpędzać lewarskie demonstracje. Lewary zaczęły demonstrować przeciwko Walzowi. Lokalny lider (Trans)Antify wpadł w panikę i zaczął się ukrywać. Hakerzy wykradli dane lewarów z grup blokujących ICE i wysyłają je fedziom. Nieco wcześniej, wyciekły zapisy czatów z lewarskiej grupy na Signalu łączące ludzi gubernatora Walza z organizacją zamieszek. Wcześniej, w Maine rozbił się samolot z dwoma najbardziej aktywnymi prawnikami zwalczającymi ICE. 

Okazało się, że Rene Good i Alex Pretti zginęli właściwie za nic.

Choć zgon Prettiego wygląda na typowe "suicide by cop", to badany jest również wątek wypadku z bronią. Eksperci wskazywali wcześniej, że pistolet, który Pretti przyniósł na demonstrację ma wadę konstrukcyjną, w wyniku której może on czasem sam wypalić, mimo zabezpieczenia. Sprawdzane jest więc, czy doszło do wystrzału, w chwilę po konfiskacie tej broni, a funkcjonariusze nie zareagowali na ten strzał odruchowo "neutralizując" podejrzanego za pomocą 9 kul. Nie było to profesjonalne zachowanie, ale jest szansa na wybronienie się. Zwłaszcza, że wyszły na jaw filmy pokazujące, że na poprzednich demonstracjach Pretti zachowywał się bardzo agresywnie - niemal jak te kodziarskie debile, co zakłócają uroczystości smoleńskie. Tydzień przed śmiercią wdał się w przepychankę z funkcjonariuszami ICE, w trakcie której złamano mu żebro. Mimo to, chciał nadal robić dym - przeszkadzając im w egzekwowaniu prawa (pięknoduchom przypominam: nielegalne przekraczanie granicy jest przestępstwem). Wcześniej stracił pracę pielęgniarza, bo zachowywał się "nieodpowiednio" wobec pacjentów. Rodzina twierdziła, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy bardzo się zmienił i wdał w niewłaściwe towarzystwo. Antifiarskie lewary mówią takim zaburzonym psychicznie osobnikom, że powinni "uderzyć nazistę", ale nie uświadamiają ich, że domniemany "nazista" z rządowej agencji może ich całkowicie na legalu odstrzelić. 

Sondaże pokazują, że działalność ICE i DHS jest netto źle oceniana przez Amerykanów. Jednocześnie pokazują one jednak, że większość Amerykanów chciałaby deportacji wszystkich nielegalnych imigrantów. Wśród tych, którzy źle oceniają DHS jest więc również spory odsetek tych, którzy sądzą, że ICE zbytnio się cacka z nielegalnymi i powinien aresztować ich więcej. W niechęci do nielegalnych przodują przedstawiciele i przedstawicielki pokolenia Z, którzy wrzucają jednoznaczne materiały na TikToka oraz Instagrama. Tworzą absurdalne memy dotyczące Rene Good i Alexa Prettiego oraz mody do strzelanek, w których można rozwalać tych lewarskich męczenników. (Wyobraźcie sobie: gracie w Call of Duty, czy w co tam teraz gra gimbaza i nagle wyskakuje Wam przed lufę karabinu Babcia Kasia ze Szczurkiem.) 




Natknąłem się na post, w którym jeden lewar jojczył, że z Minnesoty deportowano już tylu Somalijczyków, że demokraci mogą tam stracić jeden mandat w Izbie Reprezentantów. Nie wiem, czy to prawda. To zbyt piękne, by było prawdziwe. Republikanie szykują jednak ustawę przewidują obowiązek przedstawienia dokumentu identyfikacyjnego w lokalu wyborczym. Demokraci jojczą, że to "zamach na uczciwość wyborów". Uczciwe wybory to bowiem, takie w których możesz zagłosować bez okazywania żadnego dokumentu potwierdzającego twoją tożsamość - a czasem możesz nawet w ostatniej chwili, bez żadnego dokumentu dopisać się do spisu wyborców. W krajach Trzeciego Świata nie odchodzą takie cyrki wyborcze, jak w miastach rządzonych przez demokratów...

Tymczasem Trump nominował na nowego szefa Fedu Kevina Warsha, który zasiadał w Radzie Gubernatorów Rezerwy Federalnej w latach 2006-2011. Z tej okazji, cena srebra tąpnęła o 30 proc. w ciągu jednej sesji. Warsh jest mężem Jane Lauder, córki miliardera Ronalda Laudera, będącego przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów. To Ron Lauder ponoć namówił Trumpa w 2018 r., by podjął próby zakupu Grenlandii.

Ciekawie poglądy monetarne Warsha zreferował Daniel Kostecki z CMC Markets:

"Kluczowym elementem obecnej doktryny Warsha jest przekonanie o potężnej, dezinflacyjnej mocy technologii. W jego ocenie szeroka implementacja AI może doprowadzić do gwałtownego wzrostu produktywności, który w perspektywie jednego pokolenia mógłby podwoić standard życia.

Pogląd ten stoi w wyraźnej sprzeczności z konsensusem FOMC, reprezentowanym m.in. przez wiceprzewodniczącego Philipa Jeffersona. Dla Jeffersona szybki wzrost gospodarczy automatycznie generuje presję inflacyjną.

Warsh odrzuca takie myślenie. Uważa, że inflacja jest wynikiem decyzji decydentów, a nie nieuchronnym następstwem wzrostu zamożności. W jego modelu dynamiczny wzrost produktywności umożliwia utrzymywanie niskich stóp procentowych bez ryzyka przegrzania gospodarki.

Tym samym staje się swoistym technologicznym gołębiem w sprawie kosztu pieniądza.

Krytyka systemu obfitych rezerw – relikt przeszłych kryzysów

Centralnym punktem krytyki Warsha wobec dorobku Jerome’a Powella i poprzedników od 2008 r. jest dzisiejszy system operacyjny Fedu, czyli tzw. reżim obfitych rezerw. Jego zdaniem bilans jest dziś rozdmuchany, a cały mechanizm stanowi nadmierną formę wsparcia dla sektora bankowego.

Po kryzysie 2008 roku Fed przestawił się na utrzymywanie dużej nadpłynności poprzez skup aktywów (QE). Banki komercyjne przechowują środki na rachunkach w Fed, który płaci im za to odsetki. Warsh postrzega ten model jako coś, co osłabia motywację do finansowania realnych projektów i premiuje największe instytucje finansowe oraz rząd kosztem mechanizmów rynkowych.

Powrót do systemu rzadkich rezerw sprzed 2008 roku

Wizja Warsha zakłada powrót do struktury bilansu znanej sprzed 2008 roku, czyli do systemu rzadkich rezerw. W tamtym modelu Fed utrzymywał niewielki bilans, odpowiadający jedynie na potrzeby gotówkowe oraz wymogi regulacyjne. Nie płacono odsetek od rezerw, co zmuszało banki do aktywnego zarządzania płynnością i naturalnego działania rynku międzybankowego.

Warsh uważa, że obecny rozmiar bilansu jest artefaktem minionych kryzysów i nie ma uzasadnienia w stabilnym środowisku gospodarczym. Postuluje drastyczną redukcję portfela obligacji skarbowych i hipotecznych, co miałoby odessać nadmiar płynności z systemu bankowego. Byłoby to posunięcie radykalne, ale w jego ocenie konieczne dla przywrócenia efektywności mechanizmów rynkowych.

Niższe stopy procentowe za mniejszy bilans

Najbardziej oryginalnym elementem monetarnej filozofii Warsha jest połączenie dwóch działań, które tradycyjnie uznaje się za sprzeczne: redukcji bilansu (QT) oraz obniżek stóp procentowych. W klasycznym ujęciu QT działa zacieśniająco, a obniżki stóp luzująco. Warsh jednak widzi to inaczej.

Jego zdaniem uwolnienie kapitału zamrożonego w bilansie Fed i skierowanie go do gospodarki realnej umożliwi obniżenie kosztu pieniądza dla gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. W praktyce jego koncepcja przypomina swoistą transakcję wiązaną, czyli Fed ogranicza preferencyjne warunki dla banków w zamian oferując tańszy pieniądz i środowisko szybkiego wzrostu napędzanego technologią. Docelowo rola Fed miałaby się zmienić z dominującego gracza finansowego w instytucję, która jedynie wyznacza cenę pieniądza i pozwala rynkom swobodnie alokować kapitał.

Jeśli do powyższych zmian dojdzie, to będziemy świadkami monetarnego trzęsienia ziemi, ponieważ najważniejszy bank centralny świata, pod przewodnictwem Kevina Warsha, będzie zmieniać cały swój reżim, w którym operuje od 2008 roku."

(koniec cytatu)

Oczywiście Warsh nie będzie sam decydował o polityce pieniężnej. Będzie musiał przekonać resztę FOMC do swojej wizji. Nie musi więc dojść do zmniejszania bilansu Fedu. Jeśli jednak do niego w końcu dojdzie, to będzie cholernie ryzykowne, gdyż taka procedura uderzy w płynność na rynkach. Może też prowadzić do skoków rentowności obligacji - no chyba, że obniżki stóp procentowych zrównoważą QT. W ostatnich latach wzrost gospodarczy w USA był w dużym stopniu stymulowany przez ekspansję fiskalną. Dług publiczny był de facto nacjonalizowany - udział zagranicznych inwestorów w długu dostępnym dla inwestorów spadł z 42 proc. w 2011 r. do 32 proc. w 2025 r. Koncepcja Warsha niesie natomiast ryzyko, że będzie rósł dług prywatny - czyli czynnik, który doprowadził do kryzysu z 2008 r. No chyba, że koncepcje Warsha spotkają się dużym oporem wewnątrz Fedu i skończy się na tym, że USA będą mieć niższe stopy procentowe bez znaczącej redukcji sumy bilansowej banku centralnego. 

Na świecie dzieją się więc bardzo ciekawe rzeczy, a Polaczki zajmują się w tym czasie pieskami ze schronisk i powtarzaniem niemieckiej propagandy bóldupiącej na USA... A sami Niemcy przyznają: bez USA musielibyśmy zwiększyć wydatki na obronność do 10 proc. PKB (szef CSU Soder) i nie ma powodów, by wątpić w zaskakująco dobrą kondycję Trumpa (Merz). A Ukraińcy chyba nie słyszeli słów Merza, że nie ma szans na przyjęcie ich kraju w 2027 r. do UE... Nie chcieliście słuchać Ruttego, nie chcecie słuchać Merza, słuchacie wyciągniętych z d... "osintowców", którzy robią "osint" zaglądając na stronę Onetu i Wyborczej...