W Londynie pojawiły się plakaty z następującym przekazem: "Czy wiesz, kogo nie ma w aktach Epsteina? Imigrantów, muzułmanów i ludzi transpłciowych. Wiesz kto w nich jest? Miliarderzy".
Oczywiście ten przekaz jest przekłamany. W aktach Epsteina są imigranci - choćby Deepak Chopra czy prostytuujące się modelki sprowadzane z Rosji. Są też ludzie trans - Epstein zapraszał bowiem do siebie doktorów zajmujących się transowaniem dzieci i ogólnie wspierał ten proceder. Są też jak najbardziej muzułmanie - i jest ich tam wielu. Jest choćby książę Mohammed bin Zajef z ZEA, który dostarczał Epsteinowi dywany okrywające wcześniej Kaabę w Mekce.
Gostek chwalący się filmem z torturami, to koleś, który był do niedawna prezesem państwowej dubajskiej spółki DP World. Nie wiadomo, co ten film przedstawiał, ale podejrzewam, że normalną dubajską imprezę z modelkami, celebrytkami oraz instagramerkami. Te, które nie spełniają bardzo wygórowanych standardów piękności trafiają w ręce nie tyle książąt i szejków, co kasiastych chamów będących ich sługami. Niektóre celebrytki wręcz się biją, by im taki sługa nasrał do ust za kasę.
ZEA to jednak kraj nowoczesny. I nowocześnie dekadencki. W aktach Epsteina mamy na to dowód w postaci maili wymienianych z wysokiej rangi funkcjonariuszką tamtejszego MSZ. Zaproponowała Epsteinowi - chyba żartobliwie? - że da mu swoją 13-letnią siostrę, która "jest nawet ładniejsza ode mnie".
Epstein ogólnie czuł się dobrze w krajach islamskich, a jego osobisty haker sprzedawał informacje Hezbollahowi.
Afera Epsteina mocno uderzyła w rząd brytyjski i premiera Starmera. Zwróciła uwagę na zachowania seksualne tamtejszych elit, stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego już od czasów Philby'ego i Blunta (jeśli nie wcześniej). Wielka Brytania ma jednak też ogromny problem z pedofilią "proletariacko" - imigrancką. Wychodzą na jaw szokujący szczegóły działalności pakistańskich gangów zmuszających brytyjskie dziewczynki do prostytucji. Niektóre z nich były zgwałcone przez 100 Pakoli, którzy traktowali to jak jakiś rytuał religijny. Często zdarzało się, że młodzi zwyrole zapraszali swoich ojców na sesję gwałtów odbywające się w trakcie muzułmańskich świąt. Ojciec jednej 14-latki porwanej przez pakolskich gangsterów poszedł na policję i próbował tam uzyskać pomoc. Policjanci mu odmówili, a dziewczyna była przetrzymywana w budynku znajdującym się tuż obok ich posterunku. Zdarzało się też, że brytyjscy ojcowie, próbujący ratować swoje córki z rąk pakistańskich gwałcicieli sami bywali aresztowani. Oczywiście próby zwracania uwagi na ten proceder były uciszane i traktowane przez policję i samorządy jako "sianie nienawiści etnicznej". Skala tego procederu: 250 tys. zgwałconych nastolatek. Tak jakby przez Wyspy Brytyjskie przeszła Armia Czerwona. No ale, to brytyjscy politycy tak szeroko otworzyli swój kraj na tych najeźdźców.
Złośliwi mówią, że cała Wielka Brytania to wyspa Epsteina w skali makro.
Francja też jest rajem przestępców seksualnych - pod warunkiem oczywiście, że mają odpowiednie pochodzenie etniczne i poglądy polityczne. W proteście przeciwko rosnącej przestępczości powstała tam prawicowa organizacja "feministyczna" Nemesis. Jej demonstracje zwykle nie mają ochrony policji, więc dziewczyny z tej grupy są regularnie atakowane przez antifiarzy i lewarskie feministki (którym oczywiście nie przeszkadza islamska, proletariacka pe*ofilia). Podczas jednej z demonstracji antifiarze zatłukli na śmierć 23-letniego studenta broniącego dziewczyn z Nemesis. Jednym z napastników był asystent posła skrajnej lewicy. Francuska prawica mogłaby wreszcie chodzić uzbrojona na takie akcje - no, ale gdyby we Francji znalazł się odpowiednik Kyle'a Rittenhausa, to pewnie szybko stałby się wrogiem publicznym numer 1.
Antifa to organizacja podobna do ISIS, tyle że nieporównanie bardziej lamerska i mająca w swoich szeregach dużo większy odsetek pedofilów. Proletariackich pedofilów.
47 lat temu zachodnie lewarstwo bardzo pomogło zainstalować w Teheranie obłąkany, antycywilizacyjny reżim ajatollaha Chomeiniego. Wcześniej oburzało się, gdy jedna z irańskich gazet nazwała Chomeiniego "nie-Irańczykiem, brytyjskim agentem i homoseksualistą" (tak jak u nas libtardy i dupoprawicowcy się wkurzali na to, że TVP za Kurskiego przedstawiała PO-srańców jako niekomptentną bandę berlińskich sprzedawczyków). Po rewolucji islamskiej, minimalny wiek małżeństwa obniżono w Iranie z 18 do 13 lat, pozwalając w niektórych przypadkach na śluby z 9-latkami. Chomeini sam pisał porady jak seksualnie molestować małe dziewczynki. Podczas swojego wygnania w Iraku, przebywając w gościnie w domu jednego ze swoich zwolenników, spytał się czy może na jedną noc "ożenić się" z jego 6-letnią córką. Uzyskał zgodę, a w nocy było słychać krzyki tej dziewczynki...
Niedawno w Iranie obchodzono 47-mą rocznicę zdobycia władzy w kraju przez szyicką sektę. Okrzyki "śmierć Chamenejowi!" i "sram na twojego Allaha!" były głośniejsze od fajerwerków. Reżim twierdził, że w prorządowych demonstracjach wzięło udział nawet 26 mln ludzi. W ramach tej narracji pokazał filmy generowane przez AI. Rzeczywista frekwencja na oficjalnych pochodach była jednak mała. W niektórych mniejszych miastach, stawiło się na nich po kilkanaście osób. Naród irański pokazuje, że nie chce reżimu ajatollahów. 17 lutego mija 40 dni od maskr na ulicach, a to ważna data w irańskich rytuałach żałobnych. Znów będzie więc fala gniewu.
Co robi globalna lewica? Olewa irański bunt lub straszy "powrotem Savaku" i jednocześnie przekonuje, że "szach nie ma poparcia wśród Irańczyków". Jakoś nie tłumaczy dlaczego nazwisko Pahlavi było JEDYNY skandowanym w pozytywnym kontekście na wielkich irańskich demonstracjach i czemu demonstranci posługiwali się flagą z czasów szacha. Narracja, że szach po powrocie do władzy będzie rządził jak jego ojciec w latach 70-tych, pokazuje tylko jakimi zjebami są lewary. Świat się zmienił przez ostatnie 50-lat, a oni wciąż walczą z "reakcyjnym szachem", Pinochetem i Somozą... Tak jakby po upadku ZSRR, KGB zapomniało im zrobić update'u instrukcji propagandowych. Irański pretendent do tronu wielokrotnie deklarował, że stanie do weryfikacji wyborczej. I wszystko wskazuje na to, że wolne wybory wygrałby on w cuglach. Na miejscu obecnego antyrozwojowego reżimu powstałby pewnie system podobny jak w Turcji, czyli jak na Bliski Wschód bardzo demokratyczny i tolerancyjny. No, ale różnego rodzaju akademickie mendy, chciałyby tam "reformistów" z obecnej ekipy...
Co ciekawe, reżim ajatollahów przeprowadza w Iranie podobny plan podmiany ludności, jak realizuje choćby zachodnioeuropejska lewica. Na przykład, w mieście Qum wybudował osiedle, do którego sprowadził czarnoskórych afrykańskich szyitów.
Obalenie reżimu w Iranie będzie zależało od amerykańskiej interwencji, której wielu Irańczyków szczerze pragnie. Niestety ona się opóźnia, o czym świadczy decyzja o ściągnięciu do regionu drugiego amerykańskiego lotniskowca. Będzie on płynął z Karaibów pewnie jakieś trzy-cztery tygodnie. Może to jednak oznaczyć, że USA szykują opcję dłuższej kampanii lotniczej przeciwko Iranowi. Być może Trump liczy na to, że zdoła uniknąć wojny i sam nacisk zmusi Iran do koncesji. Negocjacje idą jednak słabo. (Libtardy niedawno przez chwilę podniecały się aferką z tym, że Gabbard przekazała do Białego Domu raport o zagranicznych kontaktach osoby z otoczenia prezydenta. Raport dotyczył Kushnera i negocjacji z Iranem. Jego kontakty z arabskimi monarchiami nie są jednak żadną tajemnicą.) Trump nawet stwierdził, że prawdopodobnie Irańczycy nie wierzą w to, że USA zaatakują.
Tą niewiarę widać było na ulicach Teheranu, w trakcie reżimowych pochodów. Otwarcie grożono tam śmiercią Trumpowi oraz amerykańskim generałom. Wyprodukowali też teledyski, w których śpiewają o zabójstwie Trumpa i szacha. Proletariaccy szyiccy pedofile zrobili też szopkę (pod amerykańskich QAnonowców) w postaci spalenia rzeźby Molocha - do której przyklejone było zdjęcie Trumpa. Amerykański prezydent powinien więc ich chociaż symbolicznie zbombardować, by nie wyjść na cucka.
Netanjahu był za to mało rozmowny po wizycie w Waszyngtonie. Ponoć Trump z nim bardzo blisko koordynuje kwestię przygotowań do wspólnej amerykańsko-izraelskiej kampanii przeciwko Iranowi.
Pajacowanie zgubiło Maduro. Może też zgubić ajatollahów. Można sobie wyobrazić, że Chamenei, uspokojony wielotygodniową bezczynnością Trumpa, wyjdzie ze swojego górskiego bunkra do swojej rezydencji w Teheranie i wówczas... BUM!!!
Lewarstwu znów może się zrobić przykro. Ma ono w dupie śmierć tysięcy Irańczyków, ale bardzo mocno przeżywa tragedię Palestyny. Nie żeby było jakoś specjalnie zainteresowane losem zwykłych Palestyńczyków. Po prostu uznało, że Izrael wpisuje się w jego narrację o straszliwym białym kolonializmie oraz kapitalistycznym imperializmie. To nic, że bastionem poparcia dla Netanjahu są Sefardyjczycy, czyli Żydzi od zawsze osiadli na Bliskim Wschodzie i w basenie Morza Śródziemnego. Guru lewarstwa Michael Moore przekonuje, że prawdziwym wrogiem Żydów są biali, europejscy chrześcijanie, a nie Arabowie. I zdaniem Moore'a to białych, europejskich chrześcijan Izrael powinien bombardować i głodzić w obozach. Żarłacz Moore generalnie wpisał się tą wypowiedzią w poglądy Hitlera, który również nie uważał arabskich muzułmanów za wrogów, a bombardował i głodził w obozach białych, europejskich chrześcijan. Ciekawe skąd u Moore'a taka nienawiść do tej grupy? Czyżby koledzy w protestanckiej szkółce niedzielnej srali mu do kanapek?
Być może jednak wcześniej będziemy mieć tygodniowe świętowanie w Miami, po tym jak kubański reżim padnie z braku paliwa. Wyobrażam sobie to wycie libków i lewarów! Greta Thunberg już współorganizuje "konwój humanitarny" na Kubę, mający tam zawieść paliwa kopalne. How dare you! Niedawno w "Wyborczej" dali wywiad z jakąś ekspertką/ekspertkinią/ekspertyszczem mówiącą, że "przeraża ją świat, w którym Amerykanie porywają prezydentów innych państw". "Puls Biznesu" dał natomiast półtorakolumnowy wywiad z... Ziętek-Wielkodupską. Dotychczas na taki cringe pozwalały sobie jedynie "Do Rzeczy" i "Najwyższy Czas!"... Tak jak mieliśmy nadprodukcję magistrów, tak mamy nadprodukcję "ekspertów geopolitycznych"...
***
Kolejne teorie spiskowe się sprawdzają: FBI potwierdziła nieprawidłowości wyborcze w hrabstwie Fulton w Georgii w 2020 r. Prawdopodobnie sięgnęły one tam 17,4 tys. głosów, podczas gdy Biden "wygrał" w Georgii 12 tys. głosów. Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę wymagającą, by wyborcy wreszcie zaczęli okazywać dokumenty tożsamości w lokalach wyborczych. Trump twierdzi, że ten wymóg wejdzie w życie przed midterms, niezależnie od tej ustawy. Demokraci jojczą z tego powodu i rozpowszechniają fake newsa, że z wyborów będą wyłączone zamężne kobiety, bo ich nazwiska z aktów urodzenia nie będą zgadzać się z tymi z dokumentów. To oczywista bzdura, bo ustawa nie wymaga okazywania aktów urodzenia. Wystarczy prawo jazdy, legitymacja pracownicza, karta biblioteczna - cokolwiek ze zdjęciem i podstawowymi danymi.
Trump doniósł w 2006 r. na Epsteina na policję.
Bannon nie tylko był głównym autorem przecieków z Białego Domu w pierwszych miesiącach pierwszej kadencji Trumpa, ale też prał pieniądze dla Epsteina i wspólnie z nie próbował obalić papieża Franciszka.
Okazało się, że planeta nie płonie.
Śmierć Kurta Cobaine'a okazała się zabójstwem.
A ten obiekt, do którego armia USA strzelała z lasera pod El Paso nie był wcale balonem. Ani dronem karteli narkotykowych. Został on sfilmowany. Był całkiem duży i ponoć wypuszczał mniejsze obiekty latające.























