Znalazłem brakujący element układanki wyjaśniający, dlaczego amerykańskie, brytyjskie, francuskie, sowieckie i enerdowskie służby wywiadowcze wsparły w 1979 r. szyicki zamach stanu w Iranie, w wyniku którego został obalony szach Mohammed Reza Pahlavi. Nie miało to oczywiście żadnego związku z bajbeczkami o okrucieństwie szacha (właściwie jego służby były ZBYT ŁAGODNE wobec różnych szyicko-komunistycznych śmieci), ani z większością aspektów jego polityki zagranicznej i wewnętrznej. Szach właściwie podjął tylko jedną decyzję, która przesądziła o losach Iranu. Wziął się na poważnie za walkę z narkotykami. Ponieważ Iran zajmował kluczowe miejsce na szlaku przerzutowym heroiny do Europy, to ta walka psuła interesy tajnym służbom z wielu krajów. I stąd współpraca ponad zimnowojennymi podziałami politycznymi w obaleniu irańskiego władcy.
Ten brakujący element układanki znalazłem w książce Johna Colemana "Tajny rząd światowy. Nieznana historia Komitetu 300". Książka ta została wydana po raz pierwszy w 1991 r., a jej autor (ukrywający się pod pseudonimem) rzekomo był funkcjonariuszem brytyjskich służb specjalnych. W książce tej pada wiele kontrowersyjnych twierdzeń, ale wątek związany z irańskim zamachem stanu jest tam akurat dobrze wyjaśniony. Autor wskazuje, że pod rządami Chomeiniego, w 1984 r. produkcja opium w Iranie sięgnęła 650 ton rocznie. O ile pod koniec rządów szacha liczba narkomanów w tym kraju dochodziła do miliona, to po kilku latach rządów Chomeiniego, sięgała 2 mln.
Ilustracja muzyczna: Jan Hammer - Crocket's Theme (Miami Vice)
William Buckley, szef stacji CIA w Bejrucie, uważnie przyglądał się tej "eksplozji" handlu narkotykami produkowanymi w Iranie, Afganistanie i Pakistanie. Choć był członkiem Bractwa Kości i Czaszki, to jednak chciał powstrzymywać ten handel. Z tego powodu ambasada USA w Islamabadzie stała się celem zamachu bombowego, a Buckley ledwo uniknął zlinczowania przez motłoch. Pomimo tego, że jego przykrywka została zdradzona, CIA wysłała go znów do Bejrutu. Tam został porwany przez Hezbollah i po wielu dniach tortur zabity. Torturować miał go osobiście syryjski generał Mohammmed el-Khoulil, który chciał od niego wydobyć informacje o amerykańskich agentach narkotykowych na Bliskim Wschodzie.
Z tym wątkiem ściśle się łączy też sprawa zamachu bombowego na lot PanAm 103 nad Lockerbie w 1989 r., na pokładzie którego było dwóch agentów DIA, którzy zdobyli dowody na współpracę CIA w handlu narkotykami z Hezbollahem. W zamach ten byli bezpośrednio zaangażowane syryjskie oraz irańskie tajne służby. Bombę - skonstruowaną przez specjalistę z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny - ukryto w walizkę, w której miała się znaleźć heroina idąca jednym ze szlaków wykorzystywanych przez te służby.
Wielokrotnie wspominałem na tym blogu, że irański Korpus Strażników Rewolucji to gigantyczny kartel narkotykowy, którego kluczową filią jest Hezbollah. Dobrze są udokumentowane choćby interesy prowadzone przez niego w Kanadzie wspólnie z chińskimi triadami oraz meksykańskimi kartelami. To, że kiedyś CIA i MI6 również brały udział w tych interesach doskonale tłumaczy zarówno aferę Iran-Contra, jak i to dlaczego w latach 80-tych, 90-tych i w pierwszej dekadzie XXI w. USA tak mocno pobłażały Iranowi oraz Assadowi - słabo reagując na dokonywane przez niego zamachy terrorystyczne i porwania wymierzone w amerykańskich dyplomatów, wojskowych i cywilów. Przypominam również, że Iran współpracował z USA w latach 80-tych przy wspieraniu afgańskich mudżahedinów i w 2001 r. podczas obalania władzy talibów w Afganistanie. Tych samych talibów, którzy wcześniej zakazali uprawiania opium. Przypominam również, że Assad zaangażował swoją armię do produkcji captagonu na ogromną skalę. (A Izrael chroni obecnie narkotykowego druzyjskiego barona z Syrii - Hikmeta al-Hidżriego, u którego służy wielu assadowskich resortowców.) Ponadto Huti - bliscy sojusznicy Teheranu są bandą narkomanów jadących na kacie.
Ta polityka chronienia Iranu zmieniła się po 2016 r., wraz zerwaniem przez pierwszą administrację Trumpa umowy nuklearnej z Teheranem. Kolejnym ciosem w kartel Korpusu Strażników Rewolucji było wyeliminowanie na początku 2020 r. gen. Sulejmaniego, który wspólnie z meksykańskim kartelem Las Zetas chciał wcześniej odstrzelić jednego z saudyjskich dyplomatów w Waszyngtonie. Resztę tej historii znamy...
Obecnie irański kartel liczy na to, że wysokie ceny ropy (i diesla) oraz rosnące ich śladem rentowności obligacji wymuszą na administracji Trumpa zakończenie wojny i poważne ustępstwa. Amerykańska blokada poważnie jednak przyspieszyła erozję gospodarki irańskiej. Iran tak kontroluje Cieśninę Ormuz, że w okolicach Sri Lanki stoi 27 jego pustych tankowców, które nie mogą wrócić do kraju. 29 irańskich tankowców nie może opuścić Zatoki Perskiej. Amerykanie wdrażają strategię - uderzenia w jeden irański tankowiec, za każdy statek zaatakowany przez Iran. Irański eksport ropy załamał się najbardziej spośród wszystkich państw regionu. Choć Iran dysponuje dużymi złożami ropy, to na rynku wewnętrznym boryka się z ogromnymi niedoborami paliw. Waluta jest na wczesnym stadium weimarskiej hiperinflacji. Amerykanie wzięli się również za banki, w których kartel Korpusu Strażników Rewolucji ukrywa swoje pieniądze.
Irański kartel jest więc obecnie dymany przez "Potężnego Geja" Bessenta. Trump i Bessent naruszają jednak w ten sposób też potężne międzynarodowe interesy i zagrażają narkotykowym fortunom wielu służb. Odpowiecie: "ale Trump prowadzi tę wojnę dla Epsteina oraz Izraela". Nie oceniam jego intencji. Stwierdzam tylko fakt: jego administracja odeszła od trwającej od dekad współpracy amerykańskich służb z irańskim kartelem narkotykowym. Zamiast bóldupić i jojczyć w komentarzach powinniście się zastanowić: dlaczego doszło do zmiany tej polityki? Zauważcie też, że w przypadku Libanu, Syrii oraz Turcji, administracja Trumpa prowadzi politykę idącą wbrew Izraelowi, a mocno sprzyjającą interesom Erdogana (kolejnego przywódcy, który wywrócił "geopolityczny stolik").
Coleman w swojej książce o Komitecie 300 pisał czasem bzdury, m.in. stawiając brytyjską arystokrację w centrum światowego spisku. Dobrze jednak opisywał działalność grup takich jak Klub Rzymski zmierzających do zabicia zachodniego przemysłu i ogólnego obniżenia poziomu życia mieszkańców Ameryki Północnej i Europy. Wyjaśniał, że to uderzenie w standard życia miało być tłumaczone "kryzysem klimatycznym", koniecznością zwalczania biedy w Trzecim Świecie i innych plag społecznych stymulowanych przez globalistów. Chodziło po prostu o to, by pod płaszczykiem tych "sytuacji nadzwyczajnych" zwolennicy "zerowego wzrostu" przejęli władzę i całkowicie uzależnili wszystkich od świadczeń społecznych, robiąc z wolnych ludzi bandę proli zadowolonych z ochłapów, które im dostarcza państwo. Ten program zaczął być formułowany w latach 50-tych, a wdrażany w kolejnych dekadach.
Ciekawe, że akurat administracja Trumpa (ale też do pewnego stopnia Bidena) zaczęła odchodzić od tej utopijnej filozofii "degrowth"... Nikt nie zadaje pytania: co się tam właściwie w Waszyngtonie dzieje za kulisami!
Kilka dni temu - akurat pomiędzy moimi wyjazdami - zeszła z tego świata Gloria Steinem, funkcjonariuszka CIA, która była jedną z liderek amerykańskiego feminizmu lat 60-tych i 70-tych. Swoją propagandą spierdoliła życie dziesiątkom milionów kobiet i mężczyzn. Sama wyszła za bogatego kolesia, który finansował jej gazetkę. Steinem jest teraz pewnie torturowana w zaświatach przez dusze kilkudziesięciu milionów wyabortowanych dzieci, a jej ideologia właśnie poniosła ogromną klęskę wizerunkową przy okazji procesu Lindsey Clancy - psychopatki, która zadusiła kablem trójkę swoich małych dzieci. Feministki argumentują, że kobieta może z powodu hormonów łatwo stać się morderczynią - tym samym dają argument za odebraniem kobietom praw wyborczych i wprowadzeniem prawa szariackiego.
Hitem znów stała się więc (wśród internetowych rasistów i -pillowców) piosenka Johna Lennona "Woman is a nigger of the world".
***
W przyszłym tygodniu nie będzie wpisu, bo będę w rozjazdach.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz