Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soros. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

Największe sekrety: Pontifex - 13 maja

Ilustracja muzyczna: |Sea Wall - Blade Runner 2049 OST

"Po co wybierać, skoro można mieć obie?"
     św. Jan Paweł II





Pewnego dnia, podczas audiencji generalnej w Watykanie, w tłumie znalazła się opętana kobieta, która strasznie krzyczła i bluźniła. Jan Paweł II spojrzał na nią i powiedział tylko: "Idź sobie pokrzywiony. przeklęty staruchu!". Rozległ się lament: "Przecież wiesz, że wobec ciebie nic nie mogę, jesteś zbyt mocny!". Przerażony demon uciekł a kobieta się natychmiast uspokoiła. "Jesteś zbyt mocny". O. Malachi Martin w swojej znakomitej książce "Zakładnicy diabła" opisał szereg przypadków trudnych egzorcyzmów. Zmagań z Szatanem trwających przez wiele dni, tygodni a czasem nawet miesięcy. Zmagań nie zawsze zwycięskich. A tutaj JP2 w kilkanaście sekund zmusza demona do ucieczki, mówiąc mu lekceważące: "idź sobie pokrzywiony, przeklęty staruchu!". Mówi to tak, jakby demona widział fizycznie i wyśmiewał się z jego wyglądu. Demon odpowiada mu: "jesteś zbyt mocny".  Kim wobec tego był Jan Paweł II?



Na pewno był  Wtajemniczonym. Znana jest relacja mówiąca o tym, że w 1953 r., podczas górskiej wycieczki ze studentami odprawił Mszę św. "twarzą do ludu". Powiedział zdziwionym towarzyszom wędrówki, że za kilka lat zostaną wprowadzone właśnie takie zmiany w liturgii. Skąd to wiedział? W 1953 r. był jeszcze "szeregowym" księdzem, odciętym za Żelazną Kurtyną, który w Rzymie spędził tylko dwa lata (1946-1948) na studiach. W 1953 r. na Stolicy Piotrowej zasiadał Pius XII i takich zmian nie planował, podobnie zresztą jak jego następca Jan XXIII.



Z pewnością Karol Wojtyła nie był też pięknoduchem, tylko pragmatykiem znakomicie poruszającym się w szarym świecie tajnych służb i dyplomacji. Szef CIA William Casey (Kawaler Maltański) odwiedzając w latach 80-tych papieża Jana Pawła II był zdziwiony tym, że na półkach jego biblioteczki znajdowały się publikacje dotyczące strategii wojny nuklearnej oraz zbrojeń. Casey pokazywał mu zdjęcia satelitarne m.in. instalacji wojskowych państw Układu Warszawskiego a papież komentował je jak znawca. To oczywiście nie jedyny przypadek flirtu papieża z tajnymi służbami. Jan Paweł II potrafił też znaleźć kanał porozumienia z Mossadem podczas śledztwa w sprawie zamachu z 1981 r. Za przekazane informacje nagrodził Żydów wizytą w rzymskiej synagodze, ale nie przeszkadzało to temu, że w latach 90-tych jego dyplomacja ostro knuła przeciwko Izraelowi mocno angażując się w projekt przekazania jerozolimskiego Starego Miasta pod kontrolę międzynarodową.



Był też Papieżem Tradycji Pierwotnej. Niczym Wielki Mag jeździł po całym świecie, by odnajdywać iskry tej "zapomnianej, pradawnej wiedzy". Spotykał się z Dalajlamą, indiańskimi szamanami, hinduskimi guru i kapłanami voodoo z Afryki, tak jakby wierzył w suficki czy sabatejski dogmat o tym, że boskie cząstki istnieją w każdej religii. Nazywając Żydów "naszymi starszymi braćmi w wierze" dosłownie zaś cytował Towiańskiego. Jednocześnie był papieżem mocno dowartościowującym ludowy, magiczny katolicyzm. Często widziano w Janie Pawle II "(turbo)Słowiańskiego Papieża" przepowiedzianego przez Juliusza Słowackiego.

"Pośród niesnasek Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,
Dla słowiańskiego oto papieża
Otworzył tron.
Ten przed mieczami tak nie uciecze
Jako ten Włoch,
On śmiało, jak Bóg, pójdzie na miecze;
Świat mu — to proch!

Twarz jego słowem rozpromieniona,
 Lampa dla sług,
Za nim rosnące pójdą plemiona
W światło, gdzie Bóg.
Na jego pacierz i rozkazanie
Nietylko lud —
Jeśli rozkaże, to słońce stanie,
Bo moc — to cud!"






Na ile prometejski był Wojtyła? Niewątpliwie Jan Paweł II napsuł sporo krwi Kremlowi, choćby swoją "dywersją ideologiczną" za Żelazną Kurtyną czy też uderzeniem w marksistowską teologię wyzwolenia w Trzecim Świecie.  Miał też jednak własną koncepcję Nowego Porządku Świata, idącą wbrew koncepcjom liberalnych globalistów z Zachodu. Widać to było w jego nauczaniu społecznym. Nie zapominajmy jednak, że w latach 90. były również próby chrystianizacji postkomunizmu. Kościół był niestety jedną z sił, które "klepnęły" transformację ustrojową a w zamian uzyskał pewne korzyści. Być może te próby chrystianizacji postkomunizmu sprawiły, że SLD jakoś specjalnie się nie chciało walczyć o wprowadzenie w Polsce ideologicznych fanaberii z Zachodu, mógł zaistnieć taki fenomen jak Radio Maryja i zdołano zbudować w Kraju Priwislańskim pewną mentalną tarczę przeciwko "multikulti". Zaowocowało to też jednak zjawiskami negatywnymi takimi jak np. afera Stella Maris, ukrywanie przez kapelana WSI w Katedrze Polowej sztabek złota należących do znanego polityka PSL Jana B., czy dyrygowanie przez aba Głodzia chórem pijanych komuszych generałów śpiewających kolędy. Niewątpliwe Kościół mocno wspierał też integrację krajów naszego regionu z UE. Znakomicie owocuje to teraz, Wyszehradzka Czwórka stawia opór wobec polityki budowania "Eurabii". Taki fajny psikus zrobił Jan Paweł II papieżakowi Franciszkowi...



Jeśli chodzi o wewnątrzkościelną politykę, Janowi Pawłowi II można bardzo wiele zarzucić z pozycji konserwatywnych i tradsowskich. Opis tej krytyki znacznie wykracza poza ramy tego wpisu, ale ogólnie można stwierdzić, że posoborowa "destrukcja" była w Kościele kontynuowana. To jednak tylko część prawdy. O. Malachi Martin w swojej książce "Windswept House" zauważył jedną kluczową rzecz: kard. Wojtyła żyjąc pod komunizmem i stykając się z władzami PRL nauczył się gry na przeczekanie. Zarówno w relacjach z partyjnymi sekretarzami jak i z kościelnymi modernistami miło się uśmiechał, wiele obiecywał, dużo deklarował, podpisywał nic nie znaczące papierki, chodził na ustępstwa, ale realizował strategię Kwintusa Fabiusza Cunctatora. Skoro nie mógł zaatakować systemu od frontu, ani nawet od flanki, to przeciągał starcie tak długo, by przeciwnik sam umarł śmiercią naturalną. Udało się to z komunizmem i w pewnej mierze również z kościelnym modernizmem.



Z punktu widzenia modernistycznych spiskowców Jan Paweł II żył za długo. Za jego pontyfikatu nie udało im się wprowadzić zmian polegających na rozmontowaniu instytucji papiestwa i jeszcze większej deformacji religii katolickiej. Pontyfikat Jana Pawła II trwał prawie 27 lat. Do tego należy doliczyć prawie 8 lat rządów jego następcy Benedykta XVI, który poczuł się na tyle pewnie, by zacząć cofać część posoborowych zmian. Okres rządów teamu Wojtyła-Ratzinger zaczynał się wtedy, gdy w USA rządził Jimmy Carter, kończył za czasów Baracka Obamy. Świat się mocno przez ten czas zmienił, ale papiestwo przetrwało a wielu soborowych modernistów (tych od intronizacji Lucyfera) trafiło w tym czasie prosto do Piekła. Prometejski, turbosłowiański papież Tradycji Pierwotnej ocalił więc Kościół już przez samo to, że tak długo żył.



I nie dał się zabić, choć zorganizowano ponoć na niego ponad 20 zamachów. Na śmierci Jana Pawła II zależało bardzo wielu osobom. Od komunistów, poprzez liberalnych globalistów do kościelnych modernistów. I moim zdaniem, przykładem tej zbieżności interesów był zamach z 13 maja 1981 r. przeprowadzony na Placu Św. Piotra w Watykanie. Agca miał powiązania z tajnymi służbami i to nie jednymi. O ile tzw. bułgarskie ogniowo było fabrykacją CIA (do czego przyznał się później dyrektor Agencji Robert Gates), to amerykańskie służby miały dowody na udział GRU w spisku, które później z niewiadomych  zataiły. Jak czytamy:

"Kengor ujawnił, że dotarł do „supertajnych materiałów wywiadu amerykańskiego”, dotyczących próby zamordowania 13 maja 1981 r. na placu Świętego Piotra w Rzymie Jana Pawła II przez tureckiego zamachowca Mehmeta Alego Agcę.Informacje te - zdaniem Kengora - potwierdzają rolę sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, kierowanej przez Jurija Andropowa (późniejszego przywódcę ZSRR) policji politycznej i wywiadu KGB w zamachu na Ojca Świętego.
W swojej książce amerykański politolog dowodzi, że prezydent Ronald Reagan i ówczesny dyrektor CIA William Casey od początku podejrzewali, że w przygotowanie zamachu byli zamieszani przywódcy Związku Sowieckiego.
Podejrzeń Reagana i szefa CIA nie podzielają pracownicy amerykańskiego wywiadu, Departament Stanu oraz tzw. „pragmatycy” w Białym Domu. Dyrektor CIA William Casey, zdając sobie sprawę z takiego nastawienia elit politycznych do podejrzeń prezydenta Reagana, zarządził, jak powiedział Kengor w wywiadzie dla „Daily Signal”, „prawdziwie supertajne dochodzenie prowadzone przez dwie dzielne kobiety”.
O tym supertajnym śledztwie w sprawie powiązań sowieckiego wywiadu z tureckim zamachowcem wiedziało oprócz prezydenta i Williama Caseya tylko kilku najbardziej zaufanych agentów CIA.
Śledztwo potwierdziło podejrzenia amerykańskiego prezydenta i polskiego papieża. "


"Szare Wilki" organizacja, do której należał Agca była częścią tureckiej siatki Gladio organizowanej przez miejscowy wywiad wojskowy MIT (siatki rozbitej dopiero przez Erdogana). Agca zdobył broń użytą w zamachu w Austrii, od członka lokalnej siatki Gladio. Swobodnie też przemieszczał się po Europie Zachodniej, pod okiem tajnych służb. Jak wskazałem w poprzednim wpisie z serii "Pontifex", wielu biskupów biorących udział w soborowych działaniach dywersyjnych było powiązanych z lożą P2, będącą centrum zarządzania włoską siatką Gladio. W 1980 r. powiązany z P2 i Głębokim Państwem premier Giulio Andreotti przekazał do Watykanu ostrzeżenie mówiące, że papież jest w niebezpieczeństwie i trzeba wzmocnić jego ochronę, gdyż papieska działalność denerwuje wiele środowisk międzynarodowych. Moim zdaniem owe środowiska międzynarodowe nie było wyłącznie środowiskami komunistycznymi. Zaistniała wspólnota interesów pomiędzy Sowietami a liberalnymi globalistami z Zachodu. A zamach z 13 maja był skutkiem tego nieformalnego paktu (Bush-Andropow?). Może więc Agca nie konfabulował mówiąc, że zamach zlecili biskupi z Watykanu? "Nie wiem, kto włożył pistolet w rękę strzelca, wiem jednak, kto zmienił lot kuli…" - mówił zaś Jan Paweł II wskazując, że został ocalony przez Matkę Boską Fatimską w dzień jej święta. 13 maja okazał się dla niego magiczną datą.

***

Ten odcinek serii Pontifex pojawił się z tygodniowym poślizgiem, bo następnego dnia po publikacji poprzedniego miałem nagłą awarię domowego komputera. Może więc ktoś wreszcie  przeczytał serię "Pontifex" ze zrozumieniem :)



No cóż, popularny (i wzbudzający skrajne reakcje) youtuber Eugeniusz Sendecki, twórca Telewizji Narodowej, od lat przestrzega nas przed Służbami Bertone. Tak nazywa watykańskie tajne służby a nawet jakiś żartowniś użył tej nazwy w Wikipedii. Czy jest to jednak nazwa słuszna? Wiadomo, że przez większą część pontyfikatu Jana Pawła II służbami tymi kierował abp Luigi Poggi, ale w 1998 r. przeszedł on na emeryturę. Możliwe więc, że kierownictwo służb rzeczywiście objął kard. Tarcisio Bertone, który był też watykańskim sekretarzem stanu i osobą odpowiedzialną za publikację Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. To na kardynale Bertone wzorowano postać watykańskiego sekretarza stanu w "Młodym Papieżu". Jest w tym serialu scena, w której papież, sekretarz stanu i grupa kardynałów pojawia się w domu lipnego włoskiego stygmatyka. Szur pyta się: "Czym tłumaczyć obecność Waszych Świętobliwości w moim domu?". Kardynał sekretarz stanu odpowiada mu: "Powodem naszej obecności jest to, że nas wkurwiłeś!". Ciekawe czy taką akcję kardynał Bertone zrobił Sendeckiemu? :))))))




W każdym bądź razie kard. Bertone stracił stanowisko za rządów papieża Franciszka. Kto go zastąpił? Sendecki twierdzi, że... o. Wojciech Giertych OP ze znanej sowiecko-endeckiej rodzinki Giertychów. Jeśli to jakimś cudem prawda, to naprawdę źle się dzieje w Watykanie...


A następny odcinek serii "Pontifex" zostanie poświęcony wydarzeniom w Stolicy Apostolskiej z ostatnich latach. Do lektury zaprasza kard. Bergoglio, władca Jeziora Tipicaca...

***

Odnosząc się do ostatnich wydarzeń ze świata:

1) Oskarżenie Paula Manaforta przez Roberta Muellera dotyczy spraw, do których miało dojść na długo przed kampanią wyborczą w USA. Chodzi o to, by Manaforta złamać oskarżeniami o pranie brudnych pieniędzy i uchylanie się od płacenia podatków. Złamany Manafort ma fałszywie oskarżyć Trumpa o współpracę z Rosją. Okazuje się jednak, że ze współpracy z Rosją powinien się wytłumaczyć śledczy Mueller. Ten były szef FBI miał bowiem swój udział w aferze Uranium One. Zasiadał w komisji, która zatwierdziła nabycie przez Rosatom 20 proc. amerykańskich złóż uranu.
Zostało też już udowodnione, że to kampania Hillary Clinton zapłaciła firmie Fusion GPS za skompilowanie lipnego dossier oskarżającego Trumpa o związki z Rosją.  W wątku dotyczącym rosyjskich reklam wyborczych na Facebooku i w Google, okazało się, że wiele z tych reklam miało uderzać w Trumpa już po wyborach.  Ponadto pojawiły się poszlaki, że chińskie tajne służby miały udział w rozpowszechnianiu dezinformacji o bliskich związkach kampanii Trumpa z Rosją. Potwierdza się więc to, co cały czas pisałem: Sowieci wspólnie z liberalnymi globalistami spiskują przeciwko Trumpowi.

2) Pojawiła się ciekawa teoria, że Paddock był handlarzem broni pracującym dla tajnych służb. Transakcja mu nie wyszła, został zabity w jej trakcie (odkryto dla kogo pracuje), a ludzie z ISIS dokonali masakry.

3) Akcja #MeToo przyjęła już absurdalne formy. Oto bowiem jakaś aktoreczka poskarżyła się, że została straszliwie zmolestowana przez 93-letniego George H. W. Busha, który porusza się na wózku inwalidzkim. Molestowanie miało polegać na tym, że starszy pan opowiedział jej sprośny dowcip. Żałosny lans przypominający skarżenie w podstawówce "proszę pani a Jędrzej Zdzisław Stefan powiedział słowo dupa". Ciekawe czy będą też wałkować w mediach to, że Judi Dench obnażyła się przed Kennethe Branagh? Ciekawe czy Branagh puścił na nią pawia?

Za tonami lansu i dezinformacji w tej serii seksafer kryją się jednak ciekawe wątki. Np. Kevin Spacey. O tym, że jest pedofilem żartowano sobie w "Family Guyu" w 2005 r. a nawet w grze Call of Duty: Advanced Warfare.   Okazuje się też, że Spacey wspólnie z Billem Clintonem latał samolotem "Lolita Express" na prywatną wyspę miliardera-pedofila Jeffreya Epsteina.

Wyszło też na jaw, że jeden z zarządzających funduszami Sorosa miał w Nowym Jorku prywatny loch do sadystycznych seks-igraszek, Oczywiście płacił różnym panienkom za to, że jej torturował, ale często tłukł je zbyt mocno (np. uszkadzając im implanty w piersiach) i przy okazji pochwalił się, że zgwałcił swoją córkę.


sobota, 17 czerwca 2017

Hydra przeciw Międzymorzu i Trumpowi

Punktem wyjścia dla moich rozważań jest błyskotliwy i świetnie udokumentowany tekst Mariusza Agnosiewicza "Anatomia kolorowych rewolucji, czyli hybrydowa historia Europy Środkowej".  Autor wskazuje w nim, że działania rządów państw naszego regionu mające na celu uniezależnienie się od rosyjskich surowców energetycznych wywoływały zawsze kontrę albo w postaci rosyjskiej agresji (wojny w Gruzji i na Ukrainie, naciski na Białoruś, Smoleńsk) ale również kampanii politycznej destabilizacji prowadzonych z Zachodu. Przykładem na to może być chociażby Rumunia, gdzie realizowana przez prozachodni, postkomunistyczny i zarazem konserwatywny rząd polityka sięgnięcia po LNG, gaz łupkowy i własne zasoby srebra wywołała próbę kolorowej rewolucji, w którą zaangażowany był zarówno Gazprom, Soros jak i... uczynny węgierski sąsiad Viktor Orban. Podobnie egzotyczna koalicja prowadziła długoletnią kolorową rewolucją w Macedonii  przeciwko turbosłowiańskiej ekipie Gruevskiego (z pierwszego etapu tej rewolucji był zerżnięty nasz grudniowy CIAMajdan) - obok Sorosa, obamowsko-clintonowskiego Departamentu Stanu i różnych unijnych darmozjadów mieszał też tam m.in. Siergiej Ławrow sugerując rozbiór Macedonii między Albanię i Bułgarię. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że prozachodni, dążący do NATO i UE  oraz chętny do przyjmowania azerskiego gazu rząd macedońskiej WRMO był oskarżany o bycie... sojusznikiem Rosji. Agnosiewicz, w artykule o hybrydowych wojnach przeciwko państwom naszego regionu robi też takie ciekawe spostrzeżenia:


"Kiedy w styczniu 2006 Gazprom zakręcił kurek z gazem dla Ukrainy, odczuły to przede wszystkim Węgry, którym w środku zimy dostawy spadły o 40%. Ukraina nie pękła wówczas, ale zaczęły pękać Węgry.Rządzący Węgrami oligarcha Gyurcsány został skompromitowany we wrześniu 2006 aferą taśmową. Być może był to oręż Moskwy i być może ujawniono jedynie część nagrań, dzięki czemu można było skłonić polityka do wyłamania się z projektu unijnego. W każdym razie tuż po aferze taśmowej premier Węgier zaczął żeglować w stronę Rosji. W tym samym czasie zaczął się demontaż rządu PiS. Afera taśmowa uderzająca w rząd Gyurcsány’ego i taśmy Beger, które doprowadziły do rozpadu koalicji PiS-LPR-S zostały ujawnione niemal jednocześnie. 17 września 2006 publiczne radio węgierskie ujawniło podsłuchy z zamkniętej konwencji rządzącej partii, zaś 22 września 2006 Sekielski i Morozowski ujawnili taśmę Beger, która ujawniała „korupcję polityczną" między PiS i Samoobroną. Całkowita „konwersja" polityczna Giertycha z narodowca na salonowca również może mieć swą przyczynę w tym, czego wówczas nie ujawniono. Rząd Kaczyńskiego kontynuował wprawdzie po tym politykę energetyczną, lecz nie miał już odpowiedniego zaplecza politycznego i upadł po roku. Afera wybuchła w dość newralgicznym momencie. 6 września 2006 premierzy Polski i Ukrainy, Jarosław Kaczyński oraz Wiktor Janukowycz (!), ogłosili budowę wspólnego ropociągu Odessa-Brody-Płock, który miał transportować do Polski surowce z regionu kaspijskiego. Projekt ten miał silne wsparcie polityczne. Jak ujawniono w Wikileaks, w czasie spotkania 8 października 2007 roku z ambasadorem USA Anne E. Derse, prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew tak uzasadniał poparcie dla tego projektu: „Ukraina, Polska i Gruzja są naszymi przyjaciółmi" (David Leigh, Luke Harding: WikiLeaks: Inside Julian Assange's War on Secrecy). 11 września 2006 Amerykanie potwierdzili swoje poparcie dla gazociągu Biały Potok, łączącego Polskę z kaspijskim gazem poprzez Ukrainę. Chevron i Texaco zadeklarowały wyłożenie na ten projekt 5 mld dol. W dniach 13-15 września 2006 miała miejsce najdłuższa wizyta zagraniczna Kaczyńskiego, w Waszyngtonie i Teksasie, gdzie omawiano te właśnie kwestie. Kilka dni później ogłoszono decyzję budowy gazoportu z unijnym finansowaniem. I wtedy właśnie odpalono „aferę taśmową".

(...)

W marcu 2008 Komisja Europejska, Ukraina i Gruzja uzgodniły przebieg gazociągu przez Morze Czarne: od gruzińskiego miasta portowego Poti na Krym, długość 1000 km, koszt ok. 2 mld dol.
28 maja 2008 roku Komisja Europejska zatwierdziła Biały Potok jako priorytetowy projekt wspólnego interesu.
W następstwie tego w sierpniu 2008 miała miejsce agresja rosyjska wobec Gruzji. Rosjanie wykorzystali to o czym mówił Putin w 2012: konflikty etniczne. Abchazowie i Osetyńcy zadeklarowali oderwanie się od Gruzji i chęć przyłączenia do Rosji. W czasie wojny pozorowanej niby o Osetię Południową Rosja uderzyła akurat w Poti, które leży w zupełnie innej części Gruzji: 11 sierpnia lotnictwo rosyjskie zbombardowało port w Poti, skąd miał się zaczynać Biały Potok… następnie żołnierze rosyjscy zajęli całe miasto. Agresja rosyjska spowodowała zniszczenia szacowane na 20 mld dol. Francuski minister spaw zagranicznych Bernard Kouchner powiedział wówczas, że Krym, który miał odgrywać kluczową rolę w projekcie Białego Potoku, może się stać „przyszłą Osetią Południową".

(...)




Szczyt praski z 2009, który proklamował Południowy Korytarz Gazowy jako Nowy Jedwabny Szlak przyjął jeszcze jeden znacznie bardziej kluczowy projekt: Partnerstwo Wschodnie. W gruncie rzeczy był to projekt zupełnego storpedowania dywersyfikacji energetycznej i upodmiotowienia Europy Środkowej. PO prezentuje to dziś jako swój wyjątkowy sukces na arenie unijnej. Z inicjatywy rządu Tuska i rządu Szwecji w Pradze ogłoszono, że „Europa za sprawą Polski otwiera się na wschód". Owym „partnerstwem" objęte zostały te kraje, które miały być częścią projektu Biały Potok: Ukraina, Gruzja, Mołdawia, Azerbejdżan, Armenia oraz Białoruś. Już sama nazwa projektu sygnalizowała oszustwo: nie było to bowiem żadne partnerstwo, a jedynie paternalistyczny projekt dostosowania się do „wartości i standardów unijnych". Partnerstwo Wschodnie powiązało pogłębianie strategicznej współpracy z dostosowaniem się owych krajów zewnętrznych do wartości unijnych — bez jakiegokolwiek powiązania tego procesu z obietnicą członkostwa. Partnerstwo Wschodnie to był niecny plan doczepienia tzw. praw człowieka do rurociągów. Stawiało to owe kraje „partnerskie", których głównym atutem i potencjałem ze strony Unii było to, że mogą dać Unii dywersyfikację energetyczną, na pozycjach dyskryminowanych względem Rosji, od której wszak Unia nie wymaga realizacji określonych praw człowieka do ciągnięcia gazu, ropy czy węgla. Partnerstwo Wschodnie stało się mechanizmem cynicznego ingerowania UE w wewnętrzne sprawy krajów, które wcale nie były kandydatami do UE, lecz po prostu chciały z nią współpracować (i mogły bardzo dużo dać, zwłaszcza jednak Europie Środkowej). W efekcie Partnerstwo Wschodnie stało się mechanizmem ...skłócania i odpychania owych krajów od przede wszystkim Europy Środkowej a zwłaszcza Polski, która wzięła na siebie frontową rolę pogłębiania „partnerstwa". (...) Toksycznym pokłosiem Partnerstwa Wschodniego jest nie tylko stan naszych stosunków z Białorusią. Dziełem PW był także Euromajdan, a ze świeższych spraw: całkowity zwrot Mołdawii w kierunku Rosji. Tej Mołdawii, która w epoce „przedpartnerskiej" była w pierwszej trójce chętnych do strategicznej współpracy z UE kosztem WNP. Efektem Partnerstwa Wschodniego jest także pogrzebanie projektu Biały Potok (a później i Nabucco) i to w sposób, który może przekreślać szanse na stworzenie wolnego rynku gazowego.

(...)





Janukowycz rozumie już, że nie może być mrzonek o partnerskiej współpracy z Rosją i trzeba iść drogą, którą chciała iść Julia Tymoszenko. Chodziło jednak nie tyle o UE, co o środkowoeuropejskie partnerstwo energetyczne. 6 czerwca 2013 Janukowycz w parlamencie oznajmił reaktywację projektu Biały Potok. Pięć miesięcy później, 6 listopada 2013 ogłosił, iż do 2020 Ukraina osiągnie niezależność energetyczną od Rosji. Ten Janukowycz, którego europejscy centraliści wykreowali na kumpla Putina. Podpisano wówczas wart 10 mld dol. kontrakt z Chevronem na eksplorację wielkiego złoża gazowego Oleska leżącego w obwodach lwowskim, iwanofrankiwskim oraz tarnopolskim. Złoże zostało odkryte w 2010 roku i według założeń miało dawać rocznie 5-10 mld m3 gazu. W styczniu 2013 Janukowycz podpisał też analogiczny kontrakt z holenderskim Shellem na eksplorację podobnie bogatego złoża Jużiwska w obwodzie donieckim. Tylko z tych dwóch złóż Ukraina miałaby rocznie ok. 16 mld m3 gazu.
Zaledwie dwa tygodnie po obwieszczeniu tych planów w Kijowie zmontowano Euromajdan. Pokłosiem owej „rewolucji godności" było wycofanie się Chevrona w 2014 oraz Shella w 2016. W regionie, gdzie miał być wydobywany gaz chłopaki strzelają się dziś.

(...)


Początkowo gaz azerski miał trafiać do Polski i republik bałtyckich. Później walczył o miejsce w regionie naddunajskim. Od 2013 pozostały już tylko Bałkany. Główną bałkańską odnogą gazociągu TAP miał być gazociąg jońsko-adriatycki (IAP). Tym samym głównym hubem projektu TAP miała być Albania, gdzie TAP miał się rozgałęziać na kierunek włoski oraz zachodniobałkański. Ten ostatni region miał być zaopatrywany w gaz azerski poprzez IAP biegnący z Albanii, przez Czarnogórę i Bośnię do Chorwacji. 18 maja 2010 rząd Berishy podpisał memorandum o włączeniu Albanii do projektu TAP. Na początku 2011 miała miejsce próba obalenia Berishy. Poprzez USA interweniował wówczas Soros. Tuż po tym, jak TAP pokonał Nabucco, władzę w Albanii przejął Edi Rama, blisko związany z Sorosem.
Jak ujawniły brytyjskie źródła rządowe, w 2016 służby rosyjskie usiłowały dokonać zamachu na premiera Czarnogóry, Milo Djukanovicia. Prasa wiąże to z akcesją Czarnogóry do NATO, lecz kluczowym motywem Rosji jest polityka gazociągowa. Już w październiku 2013, kiedy Czarnogóra z Chorwacją zaczęły zabiegać o IAP, prezes Instytutu Studiów Energetycznych Andrzej Sikora powiedział, że Rosjanie będą usiłowali storpedować IAP, ponieważ nie tylko wchodzi on w bałkański monopol Gazpromu, to na dodatek Chorwacja zapowiedziała budowę gazociągu na Węgry i Ukrainę. W sierpniu 2016 podpisano memorandum między partnerami IAP a Azerbejdżanem. Uderzenie w Czarnogórę to storpedowanie IAP w jego najsłabszym państwie.

(...)


Nie można zatem powiedzieć, że jest to w całości dzieło Rosji. W wydarzeniach, które torpedowały azerski gaz z równym zaangażowaniem udział brali także żołnierze Sorosa. Wszystkie kolorowe rewolucje na Węgrzech, w Rumunii oraz Bułgarii miały pełen support instytucji unijnych oraz sorosowych mediów i organizacji, co może umacniać tezę, iż Soros w istocie gra z Putinem do tej samej bramki. Sorosowe media poza zaangażowaniem na rzecz wszystkich kolorowych rewolucji w naszym regionie, były szczególnie gorliwe w realizacji idei Partnerstwa Wschodniego wobec prezydenta Azerbejdżanu: na początku 2013 Eastbook ogłosił Ilhama Alijewa dyktatorem i „najbardziej skorumpowanym człowiekiem 2012". Kiedy w 2015 rozpoczęła się budowa gazociągu TANAP Gazeta Wyborcza rozpisywała się o „brutalnym dyktatorze Ilhamie Alijewie"."

(koniec cytatu)

Od pewnego czasu wskazuje, że Rosja oraz liberalny establiszment grają do tej samej bramki. Jednym z ich celów było to, by nasz region nigdy nie wybił się na podmiotowość i był kolonialnym zadupiem eksploatowanym przez koncerny z Zachodu i Wschodu (Gazprom). To strategia rozwartych nożyc opisana m.in. przez Anatolija Golicyna. Fałszywy podział. Do jednej bramki z nimi grała również administracja Obamy i Hillary Clinton (którą Ścios oraz inni pożyteczni idioci chcieliby widzieć w Białym Domu zamiast "rosyjskiego agenta" Trumpa). Wybór Trumpa na prezydenta USA popsuł tej Hydrze grę. Jeden z filarów się załamał a dwa inne trzeszczą. 


Kwestią kluczową jest to, co zrobią Niemcy. RFN od początku była amerykańskim wasalem a Merkel na rozkaz z Waszyngtonu potrafiła nagle "zmienić zdanie" i zrobić coś uderzającego w interesy jej kraju np. wywołać kryzys imigracyjny u siebie. Czy jednak ten wasal nie zaczyna się buntować? Niemców wkurzył np. projekt nowych amerykańskich sankcji przeciwko rosyjskiemu sektorowi energetycznemu. Nie podoba się im też, że Trump krytykuje ich za gigantyczną nadwyżkę handlową (większą od chińskiej!), czyli że uderza w interesy niemieckiego wielkiego biznesu. Niemcy dają wyraźnie znać amerykańskiemu prezydentowi, że nim gardzą. Jakże odmienne podejście od Chińczyków: ci z Trumpem negocjują i oferują ustępstwa handlowe oraz pomóc przy tworzeniu miejsc pracy w USA. Niemcy pozostają przy swoim twardym: Nein! Nie chcą negocjować.

To dla nas idealna sytuacja. Interesy niemieckie zderzają się z amerykańskimi. Amerykanie mają zaś wiele narzędzi, by przywołać Niemcy do porządku. Od uderzenia w ich banki, poprzez podsycenie kryzysu imigracyjnego, po rewelacje WikiLeaks i pozwy sądowe za Holokaust. BND ma przecież prawny obowiązek przekazywać CIA wszelkie informacje o jakie CIA ją poprosi. Co mogą zrobić Niemcy? Skłonić Amerykanów, by przenieśli swoje bazy do Polski? Puścić w TV głupią piosenkę wyśmiewającą Trumpa? 



Problemem jest to, że ta Hydra, którą napotkał Trump jest silnie obecna w establiszmencie po obu stronach Atlantyku. Ci sami ludzie podsycają np. protesty przeciwko Trumpowi i podtrzymują bzdurną narrację o rosyjskiej ingerencji w wybory. Ciągłe podburzanie radykalnej lewicy do przemocy przeciwko zwolennikom Trumpa skutkowało niedawnym zamachem terrorystycznym na grupę republikańskich kongresmenów  dokonanym przez "szalonego" zwolennika Berniego Sandersa posługującego się sowieckim karabinem SKS. Ciężko ranny w zamachu kongresmen Steve Scalise angażował się wcześniej w walkę z handlarzami ludźmi i siatkami pedofilskimi. 

Hydra destabilizuje nie tylko Europę Środkowo-Wschodnią, ale również USA. Mamy więc wspólnego wroga z Trumpem. 

***

A już niedługo następna seria historyczna: Pontifex. Inspirowana m.in. "Młodym papieżem" i "Youjo Senki" :) Zaczniemy od roku 1914 r., ale sięgniemy też głębiej w XIX i XX w.



piątek, 6 stycznia 2017

Sny #21: Bo trzeba was r*chać, j*bać i na was zarabiać, bo jesteście ch*ja warci!

- A teraz zaśpiewam Wam kochani piosenkę o końcu III RP - Kaiser Soeze zasiadł do fortepianu i po lekkiej pianistycznej rozgrzewce zaczął grać pierwszy opening do "Oregairu" śpiewając jednocześnie tę piosenkę w swoim autorskim przekładzie (czytając tekst słuchajcie jednocześnie muzyki ) :



Kręcący się młynie kwiat
Spada z urwiska niczym Fiat.
Kiszczak wyszedł z wilii
Klocka przy rzece postawił
Podobnie jak tydzień wcześniej gen. Jaruzelski
Obaj generałowie nad rzeczką bywają
Klockami znowu w siebie rzucają
Kiszczak klockiem w nos dostał, ale od Kiszczakowej będzie chłosta
A Jaruzelski zwija się ze śmiechu i odetchnąć próbuję
Przetoczył się i spadł z urwiska
Poszukajmy sensu w tekście tym
Będzie trudniej niż w raporcie Millera
Jaruzelski zginął
Kiszczak zginął
Zdarza się!
Kiszczakowa tańczy na grobach
Cała willa wolna po chłopach
Będzie impra
Będzie disco
Tylko kto...
Posprząta kiszczakowego klocka?



- TUUUUUUURUUUUUUU!!! - nagle w salonie rozległ się ryk wuwuzeli. To pułkownik Mazguła trąbił nad uchem Kaiserowi Soeze. Emerytowany przywódca Syndykatu spojrzał na niego z politowaniem i wycedził:
- Panie, zdejm pan ten mundur!
- Sam pan sobie zdejm! Ja jestem pułkownikiem!
- Ja jestem generałem!
- Ja walczyłem w Iraku!
- Ja w Czechosłowacji! W '68-mym pływałem na swift boatach w Delcie Wełtawy i napieprzałem do żółtków z CzechKongu! Rozpieprzaliśmy czechosłowackie wioski, a jak wróciliśmy do kraju, to mieliśmy zero wdzięczności! Te kurwy z długimi kłakami nazywały nas mordercami dzieci!


- Ha! Ja zakładałem Stowarzyszenie Irackich Kobiet! - nie dawał za wygraną Mazguła.
- To był z ciebie  typowy Rear Echelon Mother Fucker!
- Nie prawda! Pomagałem Irakowi! Film dokumentalny nawet o mnie nakręcili...

Ramadi, Irak 2006 r.



Iracki chłopiec próbował nachalnie sprzedać amerykańskiemu żołnierzowi dvd.
- Mister! Mister! Mam najnowsze hollywoodzkie hity! Zajebisty towar!
- Co niby masz?
- Chcesz pornosy, też mam.
- ?!
- Z gejami, z psami, z pułkownikiem Mazgułą...
- Ty chory pojebie... - Amerykanin zaśmiał się i potargał irackiemu chłopcu włosy na głowie.

Wróćmy jednak do Ubekistanu...



Z ekranu zawieszonego na ścianie patrzył na wszystkich gniewnym wzrokiem George Soros. Każde jego słowo wywoływało przyspieszenie tętna u zebranych:
- Nie za to zapłaciłem... Jesteście bandą idiotów, która nie potrafi nic porządnie zrobić. To najgorsza inwestycja odkąd zapłacono Judaszowi 30 srebrników. Oddawajcie moje szekle!
- Ale to była dobra inwestycja... 90 tys. poszło na usługi informatyczne w mojej firmie a Rysiek sfinansował sobie wyjazd na Maderę ... - nieśmiało rzucił wysoki koleś z siwymi włosami spiętymi w kucyk.
Soros patrzył się na niego wściekłym wzrokiem. Po chwili przeniósł spojrzenie na gostka wyglądającego jak cieć. - Ty! Przypierdol mu w twarz. Zrób to tylko naprawdę mocno... - rozkaz Sorosa musiał zostać wypełniony bez szemrania.
- Sorry, nie mam nic do ciebie... - wykonawca rozkazu mówił to z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy. Trzask! Przypierdolił kolesiowi z kucykiem, który jęknął tylko: Aaaaaaa....
Nagle obraz na ekranie zaczął się psuć. Słychać było trzaski zakłóceń a Soros zniknął z ekranu. Po chwili obraz się ustabilizował. Zebrani zobaczyli Donalda Trumpa siedzącego za biurkiem w Trump Tower. Wskazał na nich palcem i powiedział:
- You're fired!

***

A już niedługo nowa seria blogowa: Prometeusz. Podobnie zatrzęsie Waszą wizją historii jak Wrześniowa Mgła czy Archanioł...

sobota, 24 grudnia 2016

Wielka Rotacja 2016/2017

Zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa było dla sporej części światowych elit dużym zaskoczeniem. Nie przygotowały się one do niego w należyty sposób. Teraz więc następuje Wielkie Przetasowanie. Na rynkach finansowych ogromne pieniądze przechodzą z rynku obligacji na rynek akcji. W polityce i w świecie służb też dochodzi do rotacji aktywów. Pewne sprawy są zamykane, inne otwierane, a jeszcze inne próbuje się przepchnąć "rzutem na taśmę", póki jeszcze rządzi Obama. Dlatego ostatnie dni obfitowały w ciekawe wydarzenia.



Zabójstwo rosyjskiego ambasadora Andrieja Karłowa w Ankarze należało do kategorii zdarzeń związanych z Wielką Rotacją. Akcja przeprowadzona była jak w jakiejś grze komputerowej (Hitman?), przez zamachowca-policjanta ubranego w drogi garnitur i obfotografowanego podczas tego postmodernistycznego zamachu (przeprowadzonego w galerii sztuki, jako swoisty artystyczny performance) ze wszystkich kątów. Zapewne nigdy się nie dowiemy, dla kogo pracował zamachowiec, gdyż po prostu gry wywiadowcze wokół Turcji są tak zapętlone a "infiltracyjny przekładaniec" tak skomplikowany. Pozostaje podziwiać Erodgana, że tyle lat u władzy przetrwał w takim środowisku. Ustawka Erdogana z siedmioletnią blogerką z Aleppo (której blog był od początku do końca operacją psychologiczną) pokazuje, że tureckie tajne służby są w pewnych machinacjach o wiele lepsze od zachodnich.



Zamach w Berlinie a później zabójstwo jego tunezyjskiego współsprawcy w Mediolanie to zaś pokłosie operacji specjalnej rozpoczętej kilka lat temu - sztucznego kryzysu imigracyjnego w Europie oraz przerzutu na masową skalę terrorystów i dywersantów na Stary Kontynent. Skoro według byłego szefa MI6 w samych Niemczech znajduje się 7 tys. podejrzanych o terroryzm, to oznacza, że w RFN mamy de facto ze dwie brygady sił specjalnych z Bliskiego Wschodu czekające na moment wejścia do akcji. Mają one bardzo rozbudowaną sieć wsparcia - w Niemczech mieszka przecież 200 tys. salafitów, a część z nich przenosiła się w ostatnich latach do zachodnich województw Polski (kasę biorą z Niemiec, ale taniej im się żyje w zachodniopomorskim). Anis Amri, któremu wypadły ponoć dokumenty podczas walki z bohaterskim polskim kierowcą Łukaszem Urbanem, został wystawiony służbom przez swoich współpracowników. Od początku do końca miał być męczennikiem, którego śmierć odwróci uwagę służb od wspólników. Niemiecka policja wyraźnie mataczyła podczas śledztwa a wcześniej pozwoliła zamachowcowi spokojnie knuć, mimo że wiadomo było o nim, że jest niebezpieczny. Amri był jednym z tysięcy lipnych "uchodźców" witanych przez niemieckich lemingów. (Ostatnio azyl w Niemczech dostał jeden z przywódców Talibów.) Gdy już doszło do zamachu, to narracja w mainstreamowych mediach (założonych przez władze okupacyjne) i wśród mainstreamowych polityków mówiła, że winna jest "polska ciężarówka", podobnie jak wcześniej za Holokaust odpowiadały "polskie obozy". "New York Times" pisał nawet początkowo o automatycznej ("self-driving") ciężarówce. Polski bohater Łukasz Urban jest niewygodny dla niemieckiego establiszmentu, gdyż jego ofiara może doprowadzić do zasypania podziałów między zwykłymi Polakami i zwykłymi Niemcami, dwoma narodami którym szkodzi niemiecki establiszment. Ostatni raz takie porozumienie wymierzone w rządzących w Berlinie miało miejsce w 1848 r. Władcy Niemiec boją się zaś, że populistyczna rebelia w USA i Europie może się okazać powtórką z Wiosny Ludów. Ta populistyczna rewolta jest jednak też częścią Wielkiej Rotacji. Obawy przed nią sprawiły, że amerykańscy liberałowie nagle pokochali broń palną - zaczęli ją skupować obok żelaznych racji żywnościowych, w oczekiwaniu na Apokalipsę Trumpa :)




I w zamachu w Berlinie był też postmodernistyczny element: Anis Amri pochodził z tunezyjskiego miasteczka, które grało Tatooine w "Gwiezdnych Wojnach" a obecnie jest bastionem dżihadystów.

Elementem Wielkiej Rotacji, jest również nasz Ciamajdan w Sejmie i pod Sejmem. Jak na razie przyniósł on opozycji rozczarowanie, bo nie porwał tłumów. A dlaczego myślała ona, że porwie tłumy? Część komentatorów wskazuje, że opozycja tak jakby z nadzieją na coś czekała, na wsparcie które ma nadejść. No cóż, po wizycie Rudy'ego Giulianiego w Warszawie powinni wiedzieć, że wsparcia z USA nie będzie. Chyba, że od Sorosa, ale w przypadku tego finansowego alchemika, takie wsparcie byłoby wyrzuceniem pieniędzy w błoto - ze względu na słabość kadr mających organizować "warszawski Majdan". Zresztą Soros ma juz 86 lat i nie będzie żył wiecznie a jak umrze, to jego krewni rzucą się na jego majątek i dla sieci fundacji budujących społeczeństwo otwarte na różnych finansowych oszustów może nic nie zostać. Niektórzy muszą się więc śpieszyć...


Wielka Rotacja objąć może również Stolicę Apostolską. Obama się żegna z Białym Domem, Hillary przerżnęła wybory, a nadchodzący rok będzie trudny dla europejskiego establiszmentu, więc papież Franciszek jest już uznawany za przywódcę światowej lewicy, która widzi w nim nadzieję na przetrwanie swojej inżynierii społecznej. Argentyński papież jest już jednak "po złej stronie historii". Jak czytamy bowiem w katolickich mediach:



"Historyk i publicysta Roberto de Mattei prognozuje rychłe ustąpienie papieża Franciszka z Tronu Piotrowego. Czas pokaże czy stanie się to za sprawą dobrowolnej abdykacji czy też pod wpływem spodziewanej korekty jego nauczania przez czterech kardynałów. Włoski autor twierdzi, że franciszkowy projekt transformacji Kościoła poniósł porażkę. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, poparcie dla wątpliwości czterech kardynałów jest coraz większe.
Włoski historyk Kościoła, profesor Roberto de Mattei przypomina, że Franciszek zapowiadał, że ma przeczucie, że zgodnie z wolą Bożą jego pontyfikat będzie krótki i potrwa 4 do 5 lat. Czy jest to zapowiedź rychłej abdykacji? Czas pokaże, gdyż, jak podkreślił sam papież wszystkie możliwości pozostają otwarte. (...) Roberto de Mattei zarzuca papieżowi dążenie do „zmiany wiary Kościoła”. Twierdzi, że w ten sposób zrzeka się on prawa do sprawowania mandatu Wikariusza Chrystusa i prędzej czy później zostanie zmuszony do rezygnacji zeń. Jeśli nastąpi to na drodze dobrowolnej abdykacji, to Franciszek będzie mógł odejść uważany za niezrozumiałego reformatora, poszkodowanego przez sztywną rzymską kurię. Taka forma pozwoli mu wyjść z twarzą, co zwiększy szanse na wybór na papieża innego, podobnie myślącego kardynała. (...)
Zdaniem włoskiego historyka możliwe jest także ustąpienie Ojca Świętego wskutek dokonania „formalnej korekty błędów” przez czterech kardynałów – autorów tak zwanych dubiów (wątpliwości dotyczących adhortacji Amoris Laetitia). Jeśli Ojciec Święty nie odpowie na pytania kardynałów, to – zgodnie z zapowiedzią kardynała Burke’a – po święcie Objawienia Pańskiego dokonają oni owej „korekty”. Zdaniem Roberto de Mattei będzie to równoznaczne ze stwierdzeniem papieskiej herezji."

No cóż, do udziału w wyniesieniu kard. Bergoglio na Tron Piotrowy przyznał się swego czasu belgijski kardynał Danneels. Twierdził on, że wchodził w skład tzw. mafii z Sankt Gallen, grupy kardynałów opozycyjnych (!) wobec papieża Benedykta XVI i dążących do wyboru kardynała Bergoglia na nowego papieża. Danneels, delikatnie mówiąc poruszał się w podobnych kręgach jak John Podesta. Czyżby więc zmiany za Oceanem wymusiły zmiany w Stolicy Apostolskiej? Czy będziemy jednocześnie mieli trzech papieży (jednego sprawującego władzę i dwóch papieży-emerytów)? Czy nadszedł czas na Piusa XIII, Młodego Papieża z USA?

***

A wszystkim Czytelnikom życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! I fajnych prezentów...