Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liban. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liban. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 marca 2026

Kartonowy Modżtaba

 


Ilustracja muzyczna: Yasuharu Takanashi × FLOW - Love & Justice

Modżtaba Chamenei został w zeszłą niedzielę oficjalnie wybrany na nowego najwyższego przywódcę reżimu. Tuż po tej elekcji ogłoszono, że "już wkrótce" wygłosi on orędzie telewizyjne. Orędzia nie było - nawet w formie samego audio. Odczytano z kartki "krótki przekaz od najwyższego przywódcy." Na jednym z wieców pojawił się Modżtaba - w formie zdjęcia naklejonego na wyciętą z kartonu sylwetkę. Wyglądało to jak z jakiegoś odcinka "South Parku"...

Czyżby Modżtaba nie pokazywał się w telewizji, bo jest takim stanie, że nie nadaje się do pokazywania? Trump stwierdził, że on żyje, ale jest "uszkodzony". CNN donosiła, że Modżtaba przeżył atak na rezydencję swojego ojca, ale miał połamaną stopę i rany cięte twarzy. Źródła irańskie donoszą natomiast, że stracił nogę, leży w szpitalu podłączony do respiratora i od 28 lutego nie odzyskał świadomości. W tych przeciekach wymieniane są dwa różne szpitale jako miejsca, w którym on rzekomo przebywa.

W jednym z programów telewizyjnych pokazano wieczorek poetycki z udziałem pustego krzesła symbolizującego nieobecnego Modżtabę. Chamenei Jr. jest więc już kreowany na zaginionego 13 imama, który powróci jako Mahdi. (Przypomniała mi się historia sprzed kilku lat o złodzieju, który w nocy kradł miedziane płyty z dachu meczetu w irackim Nadżafie. Szyicka ciemnota wzięła go za... Mahdiego.)

Przypominam też o tym, że Chamenei Sr. wciąż nie został pochowany - w dwa tygodnie po zgonie - choć tradycja islamska nakazuje urządzić pogrzeb w ciągu 24 godzin. Jeśli nie dojdzie do szybkiego pochówku, to dusza zmarłego ma być dręczona przez demony...

Kto więc rządzi Iranem? Stawiam na to, że Laridżani oraz pięciu innych kolesi ze Korpusu Strażników Rewolucji. Wiele będzie więc zależało od ich wyeliminowania.

Można też jednak odnieść wrażenie, że Iranem nikt obecnie nie rządzi. Czy ktoś o zdrowych zmysłach mógłby bowiem prowokować Turcję, by dołączyła do wojny? W ostatnich dniach trzykrotnie doszło do tego, że w turecką przestrzeń powietrzną wleciała irańska rakieta balistyczna. Nie mały dron, który Mosad mógł użyć w ramach "false flag", tylko duża rakieta balistyczna, której tor lotu da się niemal od początku wyśledzić. Ostatni raz wleciała ona w turecką przestrzeń powietrzną w nocy z czwartku na piątek i kierowała się ku bazie powietrznej Incirlik. Czy Iranowi zależy na sprowokowaniu tureckiej interwencji, bo dostał za mały wpierdol od USA oraz Izraela?

Cała historia islamskiej republiki Iranu jest jakaś "jackassowa". Oto bowiem kraj, który nie miał wcześniej żadnych zadrażnień w relacjach z USA wypowiada w 1979 r.  "świętą wojnę" Ameryce, choć to amerykańska administracja Cartera pomogła mu obalić szacha. Wypowiada też wojnę Izraelowi - państwu położonemu 1500 km dalej, z którym nie tylko nie miał żadnych sporów, ale wręcz traktował go jako sojusznika przeciwko socjalistycznym arabskim dyktaturom (z którymi miał rzeczywiste spory). Przez 47 lat prowokuje USA oraz Izrael spektakularnymi zamachami terrorystycznymi i zapowiada, że je zniszczy, po czym jak dochodzi do prawdziwej wojny, to dostaje od nich ostry wpierdol już w pierwszych jej minutach...

Ciekawie w tym kontekście wygląda zachowanie Hezbollahu, który mając na karku Izrael, dokonał ostrzału artyleryjskiego pozycji armii syryjskiej. Jeden silny wróg to dla nich mało? (Przy okazji wyrażę swój niesmak wobec działań Izraela w Libanie. Zaczął on bombardować libańską infrastrukturę cywilną w ramach kary dla rządu libańskiego, za to, że nie rozbroił on Hezbollahu. Libański rząd nakazał jednak Hezbollahowi oddać broń i częściowo zaczął egzekwować ten nakaz. Nie mógł go wykonać w całości, bo armia libańska jest mniejsza i gorzej uzbrojona od Hezbollahu.) Może przez to dojść do paradoksalnego rozwiązania kryzysu w Libanie - wkroczy tam armii syryjska, która już taki scenariusz sugeruje w swoich mediach społecznościowych (co jednak nie będzie podobało się Izraelowi, ale ostatecznie USA doprowadzą do rozgraniczenia pomiędzy Izraelczykami a Syryjczykami).

Generalnie irański reżim pokazał w ostatnich dniach, że propagandowe oskarżenia wobec niego były prawdziwe. Zachował się bowiem jak wściekły pies atakujący niemal wszystkie kraje regionu, niezależnie od ich postawy wobec konfliktu. Turcja odradzała USA wojnę? No to lecą na nią rakiety. Oman pośredniczył w negocjacjach i chciał zapobiec wojnie? Dostał w nagrodę atak na swój terminal naftowy. Francja dystansowała się od polityki Trumpa? No to iraccy szyici zabili francuskiego żołnierza w ataku dronowym. 

Często wskazuje się, że Iran atakuje statki przepływające przez Cieśninę Ormuz. Nie tylko te. Irański morski dron uderzył przecież w tankowiec, który stał w porcie Umm Kasr w Iraku, czyli kraju mającego władze mocno zinfiltrowane przez irańską agenturę. Irański reżim bije więc w  "bratni, szyicki" Irak, blokując transport jego ropy i prowadząc do załamania wydobycia surowca.

A teraz pomyślmy sobie, co by było gdyby Iran miał szansę zaatakować pierwszy? Od zeszłorocznej wojny zdołał odbudować arsenał rakietowy, powiększając go o  2,5 tys. pocisków. W tym tempie, w 2027 r. miałby ich koło 7 tys. Wyobraźmy sobie, że Chiny szykują wówczas inwazję na Tajwan i chcą, by ktoś odciągnął wówczas uwagę Ameryki. Rosja rusza wówczas na estońską Narwę. Iran odpala tysiąc rakiet i kilka tysięcy dronów na amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, na saudyjskie pola naftowe, katarskie instalacje LNG i dubajskie wieżowce. Obecny kryzys naftowy byłby przy czymś takim tylko drobną niedogodnością.

W ciągu obecnej wojny Iran zdołał uderzyć w 17 amerykańskich obiektów w regionie (bazy, placówki dyplomatyczno-konsularne itp.). Zdołał też trafić w 18 statków cywilnych.  To dużo czy mało? Każde z tych trafień to na pewno "o jedno za dużo". Biorąc jednak pod uwagę arsenał pocisków i dronów, jakim dysponował tuż przed wojną, można się jednak dziwić, że trafił w tak mało celów. Amerykańsko-izraelska kampania lotnicza okazała się więc dosyć skuteczna. 

Mamy kolejne dowody na osiągnięcie przez USA panowania w powietrzu. Nad Iranem zaczęły latać bombowce B-52 i uderzać z mniejszego dystansu. 

Nad Teheranem, w środę w nocy pojawiły się natomiast drony kamikaze. Zostały one wykorzystane do uderzeń w skupiska strażników rewolucji oraz basijów  na ulicach tego miasta. Jednej nocy trafiono 20 posterunków, po czym strażnicy i basiji zaczęli chronić się pod mostami i na stacjach metra. Co ciekawe, szach apelował wcześniej, by Irańczycy nie wychodzili na ulice i trzymali się z daleka od posterunków i budynków rządowych. Ta akcja jest dla Irańczyków ważniejsza od likwidacji Chameneiego. Pokazuje bowiem, że sprawiedliwość z powietrza może dotknąć również kolesi, którzy kilka tygodni temu strzelali do demonstrantów. W kolejnej fazie zobaczymy być może osłonę demonstracji opozycji z powietrza. 

Przeciwko Iranowi mogą zostać też wkrótce użyte samoloty A-10 Warthog. To stare, ale zajebiste maszyny, które m.in. masakrowały wagnerowców w Syrii. 

Wczoraj w nocy Amerykanie zbombardowali wyspę Chark, starannie omijając terminale naftowe, przez które przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy. W stronę Zatoki Perskiej zmierza grupa uderzeniowa 2,5 tys. marines. Trump stwierdził, że mapa Iranu "może być inna" po zakończeniu wojny. Logicznie jest więc oczekiwać,  że marines zajmą wyspę Chark.  




Dziwić może jednak to, że dopuszczono do częściowej blokady Cieśniny Ormuz. US Navy odrzuca wnioski cywilnych armatorów o przydzielenie eskorty - choć przecież w latach 80-tych, podczas "wojny tankowców" zapewniała taką ochronę. Irańczycy nie mają już zapewne radarów mogących naprowadzać chińskie rakiety przeciwokrętowe. Rakiety te zapewne wyleciały w powietrze razem ze składami amunicji. Irańska flota wojenna jest już w zasadzie zniszczona. Odpowiedzią na rachityczną próbę postawienia zapory minowej (skończyło się na postawieniu 10 min) było zatopienie 30 irańskich jednostek. Irańczycy gdzieś mają jednak morskie drony. Szachedy mogą natomiast trzymać pod plandeką Toyoty Hilux. Trudno je wykryć na ziemi, ale da się zestrzelić przy odpowiedniej morskiej eskorcie.



To, że takiej eskorty jak dotąd nie zapewniono może być jednak związane z tym, dokąd dotychczas trafiała ropa znad Zatoki Perskiej. W nieznacznym stopniu do USA, w małym do Europy, a w bardzo dużym do Azji. Trump wcześniej mówił różnym krajom, by kupowały amerykańską ropę i gaz. Teraz ma dodatkowy argument, by kupowały. Zauważmy też, że przed atakiem na Iran, administracja Trumpa przejęła kontrolę nad wenezuelską ropą. W Teksasie kilka dni temu rozpoczęto budowę pierwszej rafinerii od 50 lat. To indyjska inwestycja.  Dla różnych koncernów to jest również sugestia, by przenosić produkcję do USA - tam gdzie jest tania i dostępna energia. Blokada amerykańskich wybrzeży nie jest natomiast możliwa. USA to kraj z dostępem do dwóch oceanów, mający 153 600 km wybrzeży. 

Ciekawostka: wszystkie "nowoczesne" chińskie systemy uzbrojenia dostarczone do Iranu nie spełniły pokładanych w nich nadziei, gdyż większość z nich została zniszczona już w pierwszych godzinach wojny. 

Oczywiście różnego rodzaju kieszonkowi ideolodzy przekonują, że Iran "wygrywa" i że irański reżim jest zajebisty, a prowadzona przez niego od 47 lat debilna wojna przeciwko USA jest czymś dobrym dla świata  - to, że 80 proc. Irańczyków nienawidzi szyickiego reżimu, to oczywiście, dla ideologów drobny, nieistotny szczegół. Oni wiedzą lepiej, co dla tych trzecioświatowych "podludzi" lepsze.  



Miłość sporej części środowisk lewicowych do teokratycznego Iranu da się wytłumaczyć tym, że rewolucja islamska z 1979 r. miała bardzo wiele cech wspólnych z maoistowską rewolucją kulturalną. I tu i tam mieliśmy do czynienia z niszczeniem dawnego, tradycyjnego ładu przez młodych, sfanatyzowanych sekciarzy wierzących w nieomylność swojego totalitarnego przywódcy. Gdy oglądamy zdjęcia dygnitarzy (anty)irańskiego reżimu z czasów ich młodości, widzimy często długowłosych kolesi w hipisowskich stylówkach. Poniżej macie fotkę młodego Alego Larijaniego - irackiego szyickiego terrorysty, który w latach 70-tych przyjechał do Iranu, by zabijać ludzi.




Wielu z tych kolesi i ich kobiet nadawałoby się do bandy Masona. I ogólnie można odnieść wrażenie, że Iran został w 1979 r. przejęty przez lokalny odpowiednik mansonowców. Te rozwydrzone dziewczyny, które pół wieku temu ćpały i dawały tym mansonowcom d... na prawo i lewo, są dzisiaj starymi raszplami w burkach, uwielbiającymi znęcać się nad młodszymi i ładnymi perskimi dziewojami.

Oczywiście do tych islamskich "hippisów" mocno masturbują się stare lewicowo-liberalne posthippisowskie lampucery z Zachodu. Mechanizm podobny do fascynacji seryjnymi mordercami wśród różnych sfurstrowanych seksualnie kretynek i do marzeń statystycznych p0lek o Murzynie, który dosłownie wytrze nimi podłogę.  Do tego trzeba dodać również zafascynowanych lamerskim reżimem różnych prawicowych skopców i dupomonarchistów w rodzaju Wielkopuskiego i Bartyloosera, którzy boją się, że rewolucyjny, promoskiewski reżim może zostać zastąpiony przez monarchię. Ci kolesie specjalizują się w historii francuskich przegrywów, a o Bliskim Wschodzie gówno wiedzą, bo w d... byli i ch... (turbogeja Krzeczkowskiego) widzieli. 

W środowiskach obcych nam ideowo też jednak dzieją się ciekawe rzeczy, czego przykładem jest opinia doktora Eugeniusza Sendeckiego dotycząca Gershona Brauna. Wiele osób skrzywi się, na to, że cytuję Sendeckiego, ale zapewniam Was, że gdyby władzę w Polsce objął autorytarny, piłsudczykowsko-atlantycki reżim, to Sendecki znalazłby się w gronie ułaskawionych. Eugeniusz Sendecki to człowiek legenda (niemalże polski Alex Jones!), który od kilkunastu lat uwiecznia na YouTubie działania niszowej prawicy. Oddajmy mu więc głos:




"GROŹNY AGENT MOSSADU W AMBASADZIE IRANU
W internecie pojawiła się informacja w postaci relacji filmowej ze składania podpisów kondolencyjnych w specjalnej księdze wystawionej w Ambasadzie Iranu na okoliczność ataku Sił WASP-owskich na Iran i zamordowania Duchowego Przywódcy Irańskiego Ajatollacha Al-Chameneiego. Niestety, na teren irańskiej ambasady dostał się groźny agent Mossadu Grzegorz B. znany z inicjowania krwawego powstania antyżydowskiego Polaków. Jest to akcja na wzór terrorystycznego działania Hamasu w Strefie Gazy, które Izrael utopił w morzu krwi. Ostrzegam Służby Irańskie przed tym groźnym agentem Mossadu, który na pewno nie pomoże Sprawie Irańskiej, a zaszkodzi Sprawie Polskiej.
Kiedy się ogląda relację ze składania podpisu przez Grzegorza B. szczególnie cieszy rezerwa, jaką prezentują dyplomaci irańscy. Tutaj mowa ciała zdradza, że P.T. Funkcjonariusze mają dobre rozeznanie w sprawach polskich.
Wybieram się w najbliższych dniach do Ambasady Iranu poinformować szczegółowo o akcjach Mossadu w środowisku polskich patriotów, nie tylko o szkodliwej działalności Grzegorza B. ale również o innych działaniach w środowisku kamrackim.
z wyrazami szacunku
/-/ Eugeniusz Mieczysław Michał Sendecki
P.S. Zapraszamy na kolejną pikietę na rzecz pokoju przed Ambasadą USA w dniu 2 kwietnia 2026."




sobota, 21 czerwca 2025

Wojna izraelsko-irańska, a ja w oku cyklonu

 


Zwykle, gdy wybieram się na urlop, umiera ktoś znany (m.in. Kiszczak i Brzeziński) lub dochodzi do jakiejś sporej turbulencji geopolitycznej (w 2023 r. do ataku Hamasu na Izrael). Tegoroczna "klątwa urlopowa" przebiła jednak wszystko. W piątek 13-go czerwca zacząłem odbierać wiadomości od znajomych mówiące, że "tym razem dałeś czadu". Byłem wówczas w Jordanii. Od wczesnego ranka zwiedzałem Petrę. Przed południem zawyły tam syreny alarmowe i doszło do niskiego przelotu myśliwców. 20 minut po tym, jak autokar naszej grupy wyjechał z Petry, ten wspaniały zabytek został zamknięty dla turystów. Już po południu, w miejscowości Madaba (znanej z bizantyńskiej mapy mozaikowej w greckim kościele prawosławnym) znów zaobserwowaliśmy niski przelot dwóch jordańskich myśliwców. W Ammanie doszło w nocy do kilku alarmów lotniczych. Syreny wyły, ale nikt się tym nie przejmował. W hotelu, w którym mieszkaliśmy, akurat odbywało się wesele (ciekawa była obserwacja powitania państwa młodych - z muzyką na żywo, w wykonaniu beduińskiej kapeli). Irańskie drony i rakiety latały nad Jordanią, ale żadnych fajerwerków nie było widać na niebie. Później jeszcze były dwa alarmy lotnicze w Akabie - również nikt się nimi nie przejmował. Lotnisko w sąsiednim Eilacie było nadal oświetlone. Podczas przeprawy promowej, widziałem w oddali patrolowiec - być może izraelski - płynący w stronę Eilatu. I tyle z tych z mych "wojennych przygód"...

Zaskakujący i niczym nie sprowokowany atak Izraela na Iran początkowo pokazał, że kraj ajatollahów to państwo z kartonu. Izraelczykom udało się zdekapitować irański sztab generalny oraz dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji, 15 z 20 kluczowych osób z otoczenia ajatollaha Chamenei, a także zabić czołowych naukowców związanych z programem nuklearnym. Uderzono w cały szereg celów, pokazując jak dziurawa jest irańska obrona przeciwlotnicza, oparta na totalnie gównianych rosyjskich systemach. (To tyle jeśli chodzi o bańki antydostępowe Bartosiaka...) Bardzo poważnie zaszwankował również irański kontrwywiad - mosadowcom udało się przemycić do kraju drony, którymi atakowali irańskich oficjeli.



Wkrótce potem Iran pokazał jednak, że nawet państwo z kartonu może się odgryźć. Zaczęły uderzenia rakietowo-dronowe na Izrael. Ta kampania była słabsza niż oczekiwały irańskie władze - ajatollah Chamenei chciał wysłać 1000 rakiet jednego dnia, a maksymalnie poszło 200. (Izraelskie władze obawiały się 600 rakiet pierwszej nocy konfliktu i 800-4000 zabitych w konflikcie.) Irańskie dowództwo sił lotniczych było mocno zdziesiątkowane. Można się zastanowić, czy kampanię odwetu przeprowadzano według jakiegokolwiek planu, ale mimo to okazała się ona dużo bardziej efektywna od kampanii lotniczej prowadzonej przez Rosję przeciw Ukrainie. Co prawda, potwierdzono wizualnie uderzenie w izraelską ziemię mniej niż 30 irańskich rakiet, ale rakiety te zwykle przenosiły duże głowice. Straty materialne po takich uderzeniach były więc spore. Zniszczony został m.in. Instytut Weizmanna, poważnie uszkodzona siedziba giełdy, siedziba Ministerstwa Obrony, część kompleksu wywiadu wojskowego czy wieżowce Tel-Awiwu. Trafiano też w izraelskie systemy obrony przeciwlotniczej. Straty ludzkie były stosunkowo niewielkie, ale zmuszonych do opuszczenia domów było 8 tys. Izraelczyków. Po tygodniu Izraelowi zaczęło brakować przeciwrakiet a ich Żelazna Kopuła oraz inne systemy zaczęły przepuszczać już 35 proc. pocisków. Zdarzało się też, że przeciwrakiety uderzały w izraelskie budynki. Izraelczyków ratowało to, że irański arsenał rakietowy również topniał, w czym pomagało lotnicze polowanie na wyrzutnie (do soboty zniszczono 44 irańskie wyrzutnie rakiet).

Irańska kampania rakietowa to ważne ostrzeżenie na przyszłość - Korea Północna przeprowadzi ją dużo skuteczniej przeciwko Japonii oraz Korei Południowej, a Chiny przeciwko Tajwanowi. 




Irańska kampania rakietowa przede wszystkim miała jednak duże znaczenie psychologiczne. Iran pokazał się jako kraj, który potrafi zadać straty Izraelowi. Odzyskał przez to twarz po początkowej kompromitacji. O ile Netanjahu liczył na to, że w Iranie dojdzie do powstania ludowego przeciwko antyirańskiemu, islamskiemu reżimowi, to okazało się, że większość opozycji potępiła izraelski atak, a naród zjednoczył się wokół chęci odwetu. Śmierci Izraelowi zaczęły życzyć liberalne kobiety, a nastolatki z pokolenia Z z uśmiechem deptały flagę państwa żydowskiego. Internet zalały memy oraz filmiki uderzające w Izrael i Żydów oraz celebrujące irańskie uderzenia rakietowe na Tel-Awiw. (Polecam zwłaszcza ten filmik w stylu Lego :)))) Izrael - podobnie jak Rosja w 2022 r. - nie zadbał o odpowiednie uzasadnienie propagandowe swojego ataku. Twierdzenia o tym, że Iran "już wkrótce" zbuduje bombę atomową nikogo nie przekonują, bo są powtarzane przez Netanjahu od prawie 30 lat, a przeczą im choćby oceny amerykańskich tajnych służb. Tel-Awiw nie może teraz wzbudzać sympatii losem swoich cywilów - przez ostatnie kilkanaście miesięcy sam bowiem zamieniał Strefę Gazy w stertę gruzów i w ramach tego zbombardował ponad 50 palestyńskich szpitali. 

W samym Izraelu, irańskie bombardowania wywołały już objawy paniki. Poza rachitycznymi bombardowaniami Scudami przez Saddama w 1991 r., Tel-Awiw i Hajfa nie były bowiem pod wrogim ostrzałem. Pojawiają się więc już oskarżenia wobec członków rządu Netanjahu: "czemu prowokowaliście Iran?". Netanjahu miał nietęgą minę, gdy podczas jego konferencji prasowej, zawalił się budynek w pobliżu. Bibi ośmieszył się również mówiąc, że "sam ponosi koszty wojny", bo "musiał przełożyć ślub syna"

W głupiej sytuacji jest Trump. Oczywiście wspiera Izrael, ale w kwestii wejścia USA do wojny się zawahał. Ma w swojej administracji dwie frakcje. Ludzie tacy jak gen. Kurilla chcą przyłączenia się Stanów Zjednoczonych do ataku ( i nawet rozważają użycie taktycznej broni jądrowej przeciwko zakładom w Fordow), ludzie tacy jak Tulsi Gabbard są przeciwko wojnie.  Za atakiem na Iran opowiada się tylko 16 proc. Amerykanów i 19 proc. wyborców Trumpa. Według Axios, Trump nie chce, by ewentualny amerykański atak przekształcił się w długotrwałą wojnę w stylu irackim i chce mieć pewność, że irański program nuklearny zostanie całkowicie zniszczony. Tego nikt nie może mu gwarantować, więc ogłosił, że podejmie decyzję... w ciągu dwóch tygodni. Wyraźnie więc liczy, że Iran znów zasiądzie do stołu negocjacji. Wcześniej zawetował izraelski plan likwidacji ajatollaha Chamenei.

Iran co prawda został całkowicie olany przez Rosję (która wcześniej sabotowała negocjacje Teheranu z Trumpem, mogące zapobiec obecnej wojnie), ale Chiny udzieliły mu jakiegoś tajemniczego wsparcia. Co ciekawe, wygląda na to, że po stronie USA uplasował się Pakistan, z którego dowódcą armii niedawno spotkał się Trump.



Prawdziwą satysfakcję mogą mieć jednak mieszkańcy Syrii oraz Libanu. Widzą bowiem, że dwa kraje, które im wcześniej mocno szkodziły - Iran oraz Izrael - napieprzają się rakietami. Są filmiki z libańskich wesel, podczas których uczestnicy zabawy, przy muzyce, oglądają irańskie rakiety lecące na Hajfę. Bekę mieli też Palestyńczycy z Zachodniego Brzegu.

Generalnie można uznać, że atak Izraela sprawił, że ssący pałkę antyirański, islamski reżim w Teheranie stał się w oczach globalnej opinii publicznej gigachadem. Teraz czekamy na to, aż antysemickie prorosyjskie świry w komentarzach pod tym wpisem zaczną swoją głupotą ocieplać wizerunek Izraela...

***

A z samych relacji z wyprawy do Jordanii:






Krajobraz Jordanii (a przynajmniej jej południa) przypomina Arizonę - takie fantazyjne formy skalne. Dominuje kolor piaskowo żółty, a po suchych polach łażą stada kóz i owiec. Czasem widać beduiński namiot i konia, ale większość beduinów przeprowadziła się do domów z pustaków. Po strojach kobiecych widać, że to okolice bardziej islamskie, ale gdzieniegdzie można kupić piwo.












Petra generalnie robi niesamowite wrażenie. Wszystko tam jest dużo większe niż się wydaje tym, którzy widzieli ją wcześniej na filmach. To rozległy kompleks do którego idzie się przez kilometr niesamowitym wąwozem skalnym. Pięknie tam gra światło  Warto trochę spędzić czasu kontemplując Skarbiec. Beduini z jakiegoś powodu łączyli tę budowlę że skarbem faraona. Rząd Jordanii liczy sobie za wstęp do niej 1,5 tys. dolarów. Ciekawe czego nie chcą pokazać? Ja miałem wrażenie, że przed Nabatejczykami, którzy pięknie wyrzeźbili fasady, z wielkich hal skalnych korzystał inny lud. Po obu stronach skarbca jest seria dziwnych prostokątnych otworów...










Dlaczego Mojżesz nie mógł wejść do Ziemi Obiecanej? Według Biblii dlatego, że uderzył laską w skałę, by wydobyć z niej wodę. Według teorii Ahmeda Osmana, mówiącej, że Mojżeszem był faraon Echnaton, owa laska była jednym z insygniów władzy faraona. Wykorzystał on ją, by wejść ze swoimi zwolennikami do egipskiej twierdzy i zdobyć dostęp do studni. Wieść o zajętej twierdzy doszła jednak do armii faraona Setiego I, która zlokalizowała rebeliantów i zadała im klęskę. Wadi Moussa w pobliżu Petry to miejsce, gdzie według legendy Mojżesz wydobył wodę laską ze skały. Bogactwem Petry była woda. Skarbiec w Petrze był natomiast kojarzony z faraonem. Czy był nim faraon-banita Echnaton, bardziej znany jako Mojżesz?










Jordania to niestety kraj z ogromnym deficytem wody. Do gospodarstw domowych jest ona dostarczana wodociągami przez zaledwie 35 godzin w tygodniu (ale można w tym czasie gromadzić ją do oporu w zbiornikach na dachach). Kraj kupował wodę w Izraelu, ale po bombardowaniach Strefy Gazy opinia publiczna opowiedziała się za odrzuceniem tej umowy. Woda ma być kupowana w Syrii, z którą relacje bardzo mocno się poprawiły po obaleniu reżimu Assada. Na ulicach jordańskich miast i miasteczek można się natknąć na portrety króla i członków jego rodziny. Zwykle są w mundurach galowych i bardzo przypominają... dynastię Atrydów z Diuny. Ich rzucono z okolic Mekki i Medyny do nowego pustynnego królestwa. A obok różni Harkoneni...







Góra Nebo to miejsce z bardzo pozytywnym vibem. Rozciąga się z niej imponujący widok na kawał Jordanii oraz na Izrael. Przy dobrej pogodzie widać jerozolimskie Wzgórze Świątynne. (Irańskich bombardowań nie było jednak widać.) Na platformie widokowej pomnik Węża Miedzianego - czyli upamiętnienienie jednego z najbardziej tajemniczych epizodów Starego Testamentu. Jest też pomnik upamiętniający wizytę Jana Pawła II z jego (brzmiącym bardzo suficko) cytatem o tym, że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga. Czuć tam sacrum.





Morze Martwe - czy to cud natury będący skutkiem wojny nuklearnej między starożytnymi bogami? Jeśli czytaliście Zecharię Sitchina, to pamiętacie o kananejskim Eposie Boga Erra, w którym opisano jak jeden z bogów wystrzelił ze swojego latającego pojazdu serię pocisków, które spopieliły środkowy Synaj oraz Sodomę i Gomorę. To mogło spowodować zatonięcie tych miast oraz zmianę miejscowego ekosystemu. Znajdowano tu lekko zmodyfikowaną izotopowo sól podobną jak w Hiroszimie. Są też ponoć radioaktywne źródełka w okolicy. A żona Lota zamieniła się nie w słup soli a w słup pary. Minęło ponad 4000 lat, a Morze Martwe zadziwia. Wykąpałem się w nim trochę. No cóż, to pływanie jak w tłustej, słonej zupie. Jeśli macie skórę podrażnioną przez Słońce, otarcia czy ranki to to czujecie. Ponoć rosyjskie Instagramerki wpadają tu, by taplać się w błocie i poprawiać urodzie - ale jakoś żadnej nie widziałem. Przyjemnie jest jednak przyglądać się temu morzu siedząc przy stoliku i popijając browara - nawet saudyjskiego, bezalkoholowego.




T. E. Lawrence to był gość! Zwykły analityka który błyskotliwie poprowadził wojnę hybrydową przeciwko Imperium Osmańskiemu. Pamięć o nim jest wciąż tutaj żywa. Nad Akabą - zdobytą przez rebeliantów zorganizowanych przez Lawrence'a - wisi flaga powstania z 1916 r. Sprawy poszły jednak nie tak jak sobie Lawrence wymarzył. Bliski Wschód został podzielony na sztuczne państwa i mandaty Ligii Narodów. Ciekawe, czy jakby wszystko to wróciło pod władzę Turcji, to byłoby lepiej.









Przejechałem się po Wadi Rum ( często występującym w filmach zakątku pustyni) na pace Toyoty Hilux - ulubionego auta Państwa Islamskiego. Auto na pewno nie miało przeglądu technicznego, ani OC : ) Nastoletni kierowca też pewnie nie miał prawka i pod koniec jazdy modliłem się, by nie dachował. Ale było klimatycznie. Na pustyni były ryczące wielbłądy, a w namiocie u beduinów herbata z szałwią pustynną.

Wyprawę do Jordanii więc ogólnie polecam - zwłaszcza, że ten kraj cierpi ostatnio z powodu braku turystów. Naprawdę, nie żal tam każdego wydanego dolara.

***

Tymczasem w Polsce - Giertych pokazał, że w pełni zasłużył na przydomek "Debil", bo ujawnił swój PESEL (71022702179), a jego silniczkowi wyznawcy przesłali do Sądu Najwyższego 25 tys. protestów wyborczych do których zamiast swojego PESELa wpisali PESEL Giertycha. Co prawda jeszcze kilka miesięcy temu Giertych przekonywał, że wyborów nie da się sfałszować, to teraz silniczki twierdzą, że wybory były nieuczciwe, bo nie wiedzieli która z dwóch kratek na karcie wyborczej była "na Rafaua". O ile ośmiornica ma 73 IQ, a typowy subsaharyjski Murzyn 70 IQ, a mieszkaniec Liberii 45 IQ, to typowy silniczek ma je chyba IQ na poziomie 30, ślini się i na przemian powtarza: "zesrałem się!" i "wybory sfałszowano". Żeby chociaż silniczki potrafiły grać na banjo...

***


"Demonów nazistów", czyli najnowszej książki Waszego Ulubionego Autora, sam jeszcze nie miałem w rękach. Dostępna jest już jednak w wielu sklepach internetowych - z mojego punktu widzenia jest obojętne, w którym z nich kupicie. 

Ukazały się już jednak jej dwie recenzje. Pierwsza na portalu Historia Wojen, druga na portalu W mroku historii. 

A na moim  blogu z recenzjami: "Na smyczy Kremla" Felsztinskiego, "Kobiety Holocaustu" i "Przysięgnij, że opowiesz".