sobota, 9 marca 2019

Restituta: Profesor Jajeczny



Stworzonymi przez niego pojęciami posługuje się w Polsce znaczna część prawicy i centroprawicy. Powołują się na niego tak różne osoby z różnych stron politycznych barykad. Do jego myśli odwołać się potrafi i piłsudczyk Romuald Szeremietiew, i dupoprawicowiec Marek Jurek, i przedstawiciel madaoprawicy Janek Bodakowski i takie kreatury jak Radek Sikorski czy Stefan Niesiołowski. Jest świeckim świętym prawej strony i szerokiego obozu narodowego. Jest nim, mimo tego, że w pewnym okresie swojego życia sprzeciwiał się niepodległości Polski. Feliks Koneczny - "wielki historiozof", "pogromca turańszczyzny" i piewca cywilizacji łacińskiej (zwanej przez Chehelmuta "syfilizacją judeo-łacińską).

Ilustracja muzyczna: Ryoshu - Last Yeager

Analizując jego twórczość, zazwyczaj pomija się okres przed pierwszą wojną światową, gdy był redaktorem naczelnym miesięcznika "Świat słowiański". W miesięczniku tym opublikowano wiele ciekawych artykułów, które współcześni turbochrześcijańscy apologeci Konecznego odrzuciliby ze wstrętem ze względu na pojawiające się w nich treści turbosłowiańskie. Okres ten jest jednak pomijany przede wszystkim na ówczesne, bardzo głębokie rusofilstwo Konecznego. Jak czytamy:



''Koneczny akcentował jako rzecz niepodważalną łączność Królestwa z Rosją, integralność państwa i znaczenie unormowania wzajemnych stosunków nie tylko jako naprawę krzywd dziejowych, ale przede wszystkim jako czynnik stymulujący dalsze procesy rozwojowe w Rosji i wzmacniający jej pozycję na arenie międzynarodowej. Tak więc w ujęciu Konecznego nadanie autonomii Królestwu to odnowienie unii polsko-rosyjskiej, unii niezbędnej dla obu narodów. Rosja — pisał w jednym z artykułów — musi dążyć na zachód, a my również musimy dążyć na wschód; oni potrzebują być w Europie, a my mieć pole działania kulturalnego i ekonomicznego. Ci, którzy są pomiędzy nami, Litwini i Rusini, byliby jak w kleszczach, w razie zupełnego rozdziału politycznego Polski od Rosji. Wszystkie te zagadnienia dadzą się załatwić tylko poprzez wspólną państwowość na całej sarmackiej równinie. Wiedziano o tym już w XVI wieku. [...] A więc nawet na wypadek upadku imperium rosyjskiego należy trzymać się rosyjskiej państwowości, celem przetworzenia jej na wspólną. [...] W swoim artykule Koneczny powoływał się na koncepcję polityczną Aleksandra Wielopolskiego i Włodzimierza Spasowicza, a także przypominał teorię Jerzego Moszyńskiego, upatrującego w Polsce łącznika cywilizacyjnego Azji i Europy, Rosji i Zachodu. Dla naszego autora niepodległość Polski mogła być przeszkodą w spełnieniu jej misji odrodzenia Słowiańszczyzny Wschodniej. Przypominając koncepcję unii z Rosją, powoływał się Koneczny na poglądy Moszyńskiego, który nawoływał do zgody Polaków, związku cerkwi rosyjskiej z głową Kościoła katolickiego, związku politycznego Rosji i Austrii."

Wspomniany tam Jerzy Moszyński był człowiekiem przekonanym, że Polska nie powinna odzyskać niepodległości. " Nadzieję pokładał w utworzeniu z Rosją jednego państwa słowiańskiego.(...) Wielokrotnie próbował utworzyć stronnictwo katolickie. Krytykował polskich konserwatystów za fałsz, wyparcie się wiary i niechęć wobec Rosji (Myśl polityczna z księgi dziejów, cierpień i pracy, 1894–1895). Oni natomiast, poinstruowani przez Stanisława Koźmiana, zawiązali zmowę milczenia i nie komentowali prac Moszyńskiego na łamach publikowanych przez siebie pism"



 Jak dalej czytamy: "Koneczny uważał, że przyjęcie zasad neosłowiańskich przez Rosję spowoduję zmianę jej polityki zagranicznej w kierunku antyniemieckim i w efekcie doprowadzi do rozerwania sojuszu Rzeszy Niemieckiej z państwem austro-węgierskim na rzecz związku tego ostatniego z Rosją i dalej Francją i Anglią. Wszystko zależało od tego, na ile uda się w samej Rosji zmniejszyć i wyeliminować wpływy pruskie, by w konsekwencji doprowadziło to do odrodzenia się jej w duchu słowiańskim, czyli, w jego rozumieniu, antyniemieckim. Z drugiej strony szanse powodzenia zależne były od konsolidacji państwa austriackiego wokół programu słowiańskiego i obalenia dualizmu węgiersko-niemieckiego."



Koncepcje te okazały się całkowicie nierealne. Rozczarowany postawą Rosji Koneczny zmienił więc front o 180 stopni i tuż przed pierwszą wojną światową stał się lojalistą CK-Monarchii. (Opis jego ewolucji jest przedstawiony na tym wykładzie.) Inna sprawa, że ciężko było być rusofilem u zarania I wojny światowej w Galicji. Można było trafić do obozu koncentracyjnego w Talerhofie czy na szubienicę...

W 1913 r. wygłosił wykład, którym wskazywał, że chodzi mu przede wszystkim o reorganizację Austro-Węgier, tak by stały się państwem Austro-Słowiańskim. W trakcie tej prelekcji powiedział wiele bardzo ciekawych rzeczy, ale też trochę kuriozów. Mówił wówczas m.in.:



""Sojusz prusko-madjarski, wymierzony w gruncie rzeczy przeciw Austryi (Cislitawii), dotyka w najbrutalniejszy sposób interesów polskich. Toteż nasz własny polski interes sprawia, że jesteśmy stroną interesowaną w złamaniu hegemonii madjarskiej na Węgrzech, a to tembardziej, że polityka ekonomiczna madjarska mieści w swym programie wyniszczenie materyalne Galicyi. (...)
Tu, w Austryi, prawdziwy warstat tej roboty politycznej. Nie Rosya, lecz austryaccy Słowianie są faktycznymi idei słowiańskiej sternikami i wykonawcami. Nowy okres rozkwitu państwa Habsburgów może nastać tylko przez zniesienie dualizmu i przyjęcie polityki słowiańskiej. O politycznem ciążeniu Słowian austryackich do Rosyi (z wyjątkiem „Rosyan galicyjskich) niema już mowy. Pewne zakłopotanie Wiednia udziałem Polaków w ruchu słowiańskim jest nader pocieszającym objawem, bo po zakłopotaniu musi przyjść – zastanowienie. I tu spada na nas zadanie, żeby przekonać Wiedeń do idei słowiańskiej, a samym zapewnić sobie zawczasu rolę odpowiednią w reorganizacyi monarchii, żeby nie spaść na szary koniec przy zmianie ustroju Austryi.(...) A gdy Austrya zdecyduje się wreszcie na politykę słowiańską, cóż mają na tę chwilę w programie swym nasi więksi od Mickiewicza patryoci? Może urządzić z Madjarami powstanie przeciw dynastyi? Może przyłączyć Galicyę do Węgier? – Zapewne, królestwo syonistyczne byłoby od razu gotowe!""



W międzyczasie Koneczny wykuwał swoją teorię o cywilizacjach. Zadanie miał o tyle ułatwione, że sporą jej część zerżnął od Rosjanina Nikołaja Danilewskiego, głównego teoretyka panslawizmu. Dokonał tylko pewnych modyfikacji i odwrócił kilka tez tego badacza. M.in. rozbił syfilizację łacińsko-germańską na cywilizację łacińską i niemiecką wersję cywilizacji bizantyńskiej a cywilizację słowiańską podzielił dobrą, zachodniosłowiańską wersję syfilizacji judeo-łacińskiej oraz złą, cywilizację turańską. Przedstawiciele akademickich elit II RP szybko jednak wyczuli hucpę w pracach Konecznego i posypały się ich ostre recenzje. Jak czytamy:

"Chodynicki ogłosił bardzo obszerną i krytyczną recenzję w 1930 roku na łamach „Kwartalnika Historycznego”. Postawił Konecznemu cztery podstawowe zarzuty: 1) brak należytej znajomości języka rosyjskiego, co fatalnie wpłynęło na interpretację źródeł ruskich; 2) nieścisłość w terminologii i używaniu pojęć; 3) niedostateczne uwzględnienie literatury polskiej i rosyjskiej; 4) dowolność wniosków, podawanych najczęściej bez uzasadnienia lub słabo umotywowanych. [...] Przechodząc do omawiania cywilizacji turańskiej, Chodynicki twierdził, że sama nazwa jest zupełnie błędna, a opiera się na mylnej teorii Maxa Müllera z połowy XIX wieku o językach turańskich. Teoria ta została przez lingwistów dawno zarzucona. Koneczny wprost zapytany, co rozumie pod tym terminem odpowiedział, że pisze tylko dla znawców przedmiotu, do których recenzent nie należy. Na koniec Chodynicki z bólem zaznaczał, że w kulturalnej polemice pewnych słów się nie używa : ''Nie reaguję na nie silniej ze względu na sędziwy wiek autora, oraz na jego niewątpliwe zasługi naukowe w pierwszej epoce jego twórczości. [...] Słusznie pisał prof. Koneczny, że bez badań źródłowych i ścisłego stwierdzenia i określenia faktów, cała nauka zawisłaby w powietrzu, zmieniając się w krótkim czasie na indywidualne pomysły, złożone z dowolnych domysłów. Ostatnie prace prof. Konecznego całkowicie potwierdzają ten pogląd. Wprawdzie autor cytuje źródła, lecz służą one tylko za kanwę, na której snuje swe historiozoficzne poglądy i do nich źródła nagina. Za młodości mej — pisze prof. Koneczny — ostrzegano mnie przed historiozofią, jako przed zarazą, która może wyjałowić mózg frazesami i zmarnować zmysł historyczny w badaczu przeszłości. Jaka szkoda, że prof. Koneczny nie poszedł za radą swych mistrzów.'' [...] Termin cywilizacja turańska nie był oryginalnym pomysłem Konecznego. Nawiązał on do pomysłu uczonego niemieckiego Maxa Miillera, który posługiwał się nim w połowie XIX wieku w rozważaniach językoznawczych. Od niego przejął go Franciszek Henryk Duchiński, który w swych zasadach dziejów Polski Moskwę nazwał turańską. Kazimierz Chodynicki sugerował daleko idące podobieństwa między tokiem wywodów historiozoficznych Konecznego, a wcześniejszą o kilkadziesiąt lat pracą Duchińskiego.''

(Dodajmy, że Koneczny naprawdę po łebkach potraktował w swoich pracach cywilizacje pozaeuropejskie: arabską, indyjską i chińską. Dwie ostatnie są zaś przecież starsze od judeo-łacińskiej i przy tym niezwykle bogate. Ale widać, nie miał od kogo przepisywać...)


Koneczny w środowiskach naukowych II RP znajdował się wyraźnie na uboczu. Jego krytyka obozu piłsudczykowskiego (któremu zarzucał turanizm) zwróciła na niego uwagę endecji, ale on sam od niej się dystansował. Bliżej mu było do środowisk związanych z gen. Sikorskim (też dawnym austriackim lojalistą). Wielkim paradoksem było to, że ten turbokatolik kumał się z tą masońską gromadą. W czasie drugiej wojny światowej jako sympatyk chadecko-"masońskiego" Stronnictwa Pracy  miał się znaleźć w strukturach organizacji konspiracyjnej Unia,  do której należał m.in. młody (papież) aktor Karol Wojtyła a którą kierował Jerzy Braun , stryj ojca Grzegorza Brauna. (Oczywiście nie mam nic przeciwko organizacji Unia. Była ona bardzo zasłużona i patriotyczna. Chce tylko zwrócić uwagę na to jakie paradoksy mogą kryć różnego rodzaju związki biograficzne. Sam Jerzy Braun miał też życiorys pełen paradoksów. Choć był straszliwie torturowany przez UB - stracił oko i wszystkie zęby - to w latach 1964-1971 był kontaktem operacyjnym SB w Rzymie.) Feliks Koneczny zmarł w 1949 r. śmiercią naturalną. UB jakoś średnio się interesowało tym "wielkim historiografem", choć np. grób takiego Ferdynanda Ossendowskiego rozkopano w styczniu 1945 r., by sprawdzić czy rzeczywiście zmarł.

O pracach Konecznego pewnie by pamiętali obecnie tylko specjaliści, gdyby nie dwóch ludzi: Jędrzej Giertych i Józef Kossecki. Znany sowietofil Giertych wywiózł prace Konecznego z PRL i rozpowszechnił je na emigracji. Równolegle w PRL rozprowadzał je i rozwijał Kossecki -  niezwykle aktywny TW SB ps. "X" i "Rybak" a przy okazji wykładowca Szkoły Oficerskiej MSW w Legionowie, Akademii Sztabu Generalnego, Wojskowej Akademii Politycznej i Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, a w wolnej chwili ormowiec. Jeśli myślicie, że ci sowietofile propagowali idee Konecznego o turanizmie i syfilizacji judeo-łacińskiej z czystego altruizmu, to pewnie jesteście w błędzie...

Tak się składa, że za każdym razem gdy pojawiają się w Polsce pomysły na zrobienie czegoś idącego wbrew demokratycznemu i legalistycznemu lamerstwu, dupoprawica podnosi głos, że "nie, bo to standardy cywilizacji turańskiej". Każdy polityczny nieudacznik nie mogący zrozumieć np., że partie polityczne muszą być sprawnym organizacjami a nie klubami dyskusyjnymi jojczy, że "przegrał z turanizmem". Mamy niesłychanie wielu prawicowców narzekających, że nasz kraj jest r... przez wszystkich, ale jeśli zasugerować im r... innych państw (np. wspierając Państwo Islamskie w Niemczech czy Ukraińców przeciwko Rosjanom) to odpowiedzą, że nie "bo standardy cywilizacji łacińskiej nakazują nam prymat moralności nad polityką". To właśnie dziedzictwo Feliksa Konecznego. Jego wizja tak bardzo ciąży naszej prawicy, że skazujemy się na rolę wiecznych obrońców syfilizacji judeo-łacińskiej (która zwykle miała nas w d... i traktowała jako peryferie cywilizowanego świata), zamiast stworzyć konkurencyjną wizję w kontrze do idei rosyjskich i niemieckich. Np. wizję euroazjatyckiego sarmatyzmu czy łacińskiego-turanizmu. Skoro Węgrzy podkreślają swoją łacińsko-turańską tożsamość a Rumuni budują swój łaciński euroazjatyzm (co fajnie ostatnio opisywał Chehelmut), to czemu nie możemy my tego robić? Bo jakaś akademicka pierdoła napisała 100 lat temu, że cywilizacji łączyć nie wolno?




Tak się akurat składa, że polskość zawsze była mieszanką cywilizacyjną. Nie tylko łacińsko-turańską. Rzeczypospolita Obojga Narodów była też spadkobierczynią Rusi Kijowskiej - w o wiele większym stopniu niż peryferyjna i kolaborująca z Mongołami Moskwa. Bizantyńskie wpływy cywilizacyjne były zresztą u nas do XIII w. bardzo silne. Jesteśmy więc cywilizacją łacińsko-bizantyńsko-turańską. I powinniśmy być z tego dumni. Ale jak można oczekiwać dumy z własnych osiągnięć po ludziach, którzy sądzą, że Polska zaczęła się dopiero w 966 r. a wcześniej byliśmy jakimiś dzikusami, co wypełzły z bagien poleskich? Spora część naszej prawicy  broni syfilizacji judeo-łacińskiej (i jest niewolniczo wdzięczna Semitom za napisanie "Starego Testamentu") a nie potrafi dostrzec tego, że sami mieliśmy własną cywilizację, która z tymi elementami łacińskimi się stopiła. To nasi scytyjsko-sarmaccy przodkowie byli prawdopodobnie biblijnymi ludami Goga i Magoga. Tymi samymi, które mają według biblijnych proroctw spustoszyć Izrael podczas apokaliptycznego konfliktu.( Kolejny detal do historii odwiecznego polskiego antysemityzmu:). Dla turbochrześcijan to musi być przerażająca perspektywa :)



Powyżej: Przedstawiciele ludów Goga i Magoga dopuszczają się aktów antysemityzmu w czasach ostatecznych, Kielce 1946 r., koloryzowane.


***

A w kolejnym odcinku serii Restituta będzie o pewnym wybitnym pianiście i ludziach z Wall Street, z którymi był związany. 

***

Jacyś korporacyjni Social Justice Warriors wykupili przaśny magazyn porno "Twój Weekend" by go zamknąć i w ostatnim numerze straszliwie zaniżyli poziom tego periodyku umieszczając w nim jakieś nudne, feministyczne teksty i wywiady z mało znanymi celebrytkami. 
 Ale tak sobie pomyślałem, że zabawnie będzie w przyszłości tak postąpić z ich pismami. Np. wykupić "Tygodnik Powszechny", by umieścić w nim teksty ostro jadące po Soborze Watykańskim II, krytykujące (anty)papieża Franciszka z pozycji tradsowskich  i robiące bękę z krakowskiej "inteligencji", ze szczególnym uwzględnieniem Szymborskiej i Mrożka. I dać jeszcze fotorelację z ustawki krakowskich kiboli:)
Albo wykupić "Wyborczą" i dać na jedynce artykuł: "Ksiądz Jankowski przeleciał Adama Michnika". W środku: "Bolesław Gebert w aktach "Venony"", "Co Soros robił w 1944 r.", "Gejnerał Jarucwelski", "Wszystkie dowody na zamach w Smoleńsku", "Dlaczego "Bury" jest naszym bohaterem" i wywiad z Milo Yiannopoulosem pt. "Feminizm to rak". :)

sobota, 2 marca 2019

Restituta: HK-Stelle

Ilustracja muzyczna: Sybrid Music - Planinski Briz 



Gdy światowej sławy polskiego jasnowidza Stefana Ossowieckiego zapytano co się stało z zaginionym generałem Włodzimierzem Ostoją-Zagórskim, odpowiedział on oględnie: żyje i przebywa poza krajem. Czy Ossowiecki kłamał na zlecenie tajnych służb czy też mówił prawdę? Tak się akurat składało, że po zamachu majowym ten mistyk miał za złe Piłsudskiemu przelewanie krwi bratniej i nie miał powodu, by siać dezinformacje akurat w sprawie domniemanej zbrodni politycznej obciążającej obóz sanacji. A teorię mówiącą, że generał Zagórski zmienił tożsamość i wyjechał z kraju potwierdza kilka innych źródeł.



Zacznijmy od tego kim właściwie był generał Zagórski? Obecnie jest jednym z bohaterów endeckiej prawicy, choć nigdy nie miał z endecją nic wspólnego, a nawet działał w obozie, który ją zwalczał. Zagórski był przede wszystkim człowiekiem z cienia. Wysokiej rangi oficerem austro-węgierskiego wywiadu, czyli Evidentzbureau (dowodzonego kolejno, w latach 1903-1909 przez płka Eugena Hordliczkę, w latach 1909-1919 przez płka Augusta Urbańskiego von Ostrymiecz, w latach 1914-1917 przez płka Oskara von Hranilovica-Cvetassina i w latach 1917-1919 przez  płka Maxa Ronge), który przez pewien czas nadzorował HK-Stellen, czyli ekspozytury wywiadowcze w Krakowie, Przemyślu i Lwowie. Odpowiadał tam m.in. za projekty wojny hybrydowej przeciwko Rosji, czyli m.in. za wspieranie polskich i ukraińskich organizacji paramilitarnych. Podlegał mu m.in. Gustaw von Iszkowski, szef HK-Stelle we Lwowie w latach 1908-1912, z którym nawiązał w 1908 r. współpracę Józef Piłsudski.



Sprawa współpracy Piłsudskiego i jego organizacji z wywiadem austro-węgierskim została naświetlona już w wielu publikacjach począwszy od "Lodowej Ściany" Ryszarda Świętka. Ostatnio drobiazgowo opisał ją - a także całe relacje obozu Piłsudskiego z Austro-Węgrami - Jerzy Gaul w swojej znakomitej książce "Czarno-żółty miraż". Gaul wykazał w niej, że CK-służby były początkowo nie zainteresowane współpracą wywiadowczą z organizacją Piłsudskiego, ale tolerowały np. obecność szkoły bojowców PPS na swoim terytorium i nie przeszkadzała im działalność terrorystyczna tej organizacji wymierzona w Rosję. Współpracę sformalizowano dopiero w 1908 r., w związku z kryzysem wokół aneksji Bośni. Współpraca polegała na tym, że to nie Piłsudski, Walery Sławek i paru ludzi z ich otoczenia byli austro-węgierskimi TW, tylko na tym, że cała organizacja oddawała usługi austro-węgierskim tajnym służbom. Obie strony jednak do końca sobie nie ufały, co było widoczne chociażby podczas wyprawy kieleckiej latem 1914 r. Po wybuchu wojny relacje między austro-węgierskimi służbami a piłsudczykami mocno się ochłodziły. Ale dochodziło również do zadziwiających epizodów pokazujących na dużą wagę jaką Wiedeń przykładał do bądź co bądź niewielkiej grupki polskich rewolucjonistów. Wszak na jesieni 1914 r. Piłsudski został niespodziewanie przyjęty na audiencji u cesarza Franciszka Józefa. Człowiek dowodzący ledwo co formującą się brygadą u cesarza! Swoje wiedział adiutant kajzera Wilhelma II, hrabia Bogdan Hutten-Czapski, promując w 1915 r. Piłsudskiego wśród Niemców i nazywając go "polskim Garbialdim". Ojciec Hutten-Czapskiego był przecież bliskim współpracownikiem Mazziniego...

Flashback: Archanioł - Miecz Ognisty



Zainteresowaniu tajnych służb prometejską organizacją Piłsudskiego trudno się dziwić. Miała ona powiązania głęboko w Rosji, z których korzystały już wcześniej japońskie tajne służby. W 1912 r. kontakt z piłsudczykami nawiązał też turecki Komitet Jedności i Postępu, czyli młodotureccy, masońsko-sabatejscy rewolucjoniści. Na łamach prasy powiązanej z organizacjami strzeleckimi broniono wówczas Turcji przed "chrześcijańską propagandą". W tym czasie kumpel Hutten-Czapskiego, Giuseppe Volpi hrabia Misraty finansował młodoturków. Nad Bosforem przebywał zaś handlarz bronią i zawodowy prowokator, Aleksander Parvus, wspólnik Marchlewskiego i zarazem wydawca dzieł Stefana Żeromskiego. (Baj de łej: wiedzieliście, że Marchlewski zmarł w faszystowskich Włoszech?)



W Galicji działały oczywiście nie tylko polskie organizacje szykujące się do wojny hybrydowej przeciwko Rosji. Szkolili się do niej również Ukraińcy.(dokumenty Ochrany zawierają wzmianki o kontaktach Piłsudskiego z... Dmytro Doncowem, teoretykiem ukraińskiego nacjonalizmu, który wówczas twierdził, że niepodległe państwo ukraińskie może przeboleć utratę Galicji Wschodniej i Wołynia na rzecz Polski).



W Krakowie i Zakopanem przebywał również Lenin. (Miłość, miłość w Zakopanem! Oblewamy Trockiego szampanem! :) Oficjalna historiografia próbuje nas przekonać, że głównie zajmował się wówczas górskimi wędrówkami i pogawędkami ze św. Bratem Albertem, ale przecież wszyscy wiemy, że wówczas ten pederasta knuł jak w czasie wojny zadać Rosji cios od tyłu. Odwiedzał go tam również niejaki Stalin, kaukaski gangster i prowokator Ochrany, który robił wówczas karierę w partii bolszewickiej. (Stalin rozśmieszył Lenina opowiadając, że obsłużono go na odwal się w knajpie na galicyjskim dworcu kolejowym, bo mówił po rosyjsku.) Lenina odwiedzał również rywal Stalina w Ochranie - Roman Malinowski. W latach 1910-1912 mieszkał w Krakowie i kontaktował się z Leninem kuzyn Piłsudskiego Feliks Dzierżyński. O ciekawych kontaktach, jakie Lenin nawiązał na miejscu wiele mówi to, co się działo po tym jak w 1914 r. deportowano go do Szwajcarii: "Po wybuchu I wojny świat., pod niesłusznym zarzutem szpiegostwa na rzecz rządu carskiego, L. został aresztowany 8 sierpnia przez władze austr. i osadzony w więzieniu w Nowym Targu. Dzięki interwencjom licznych osób został wkrótce, 19 sierpnia, zwolniony z więzienia i mógł wyjechać do Krakowa, a pod koniec sierpnia z Krakowa do Szwajcarii. Wśród osób, które starały się o uwolnienie L. z więzienia, byli socjalist. posłowie do parlamentu austr. (Zygmunt Marek z Krakowa, Herman Diamand ze Lwowa, Wiktor Adler z Wiednia), z Zakopanego dr Kazimierz Dłuski i dr Andrzej Chramiec, Jan Kasprowicz  mieszkający wówczas w Poroninie, Władysław Orkan i być może jeszcze in. osoby".

Wśród osób wstawiających się wówczas za Leninem było kilka ciekawych postaci:



Zygmunt Marek - późniejszy poseł PPS, który "od 1907 kierował oddziałem Zagranicznego Związku Pomocy dla Ofiar Politycznych z siedzibą w Krakowie, zaś od 1910 był prezesem Krakowskiego Związku Pomocy dla Więźniów Politycznych (do organizacji tej należeli m.in. Maria Koszutska, Feliks Kon, Helena Radlińska, Max Adler, Otto Bauer, zaś współpracownikiem był Tomáš Masaryk).(...) W 1914 był zastępcą Strońskiego w Departamencie Organizacyjnym sekcji zachodniej Naczelnego Komitetu Narodowego z ramienia socjalistów[1] oraz zastępcą przewodniczącego prezydium Komitetu Obywatelskiego Polskiego Skarbu Wojskowego. (...) W maju 1926 prowadził zakończoną niepowodzeniem misję utworzenia rządu. 31 maja 1926 w imieniu ZPPS wysunął kandydaturę Józefa Piłsudskiego na prezydenta RP. Gdy ten po dokonaniu wyboru odmówił, 1 czerwca 1926 Zygmunt Marek sam wystartował w wyborach, uzyskując w Zgromadzeniu Narodowym 56 głosów.(...) 6 listopada 1928, w dyskusji nad preliminarzem budżetowym na rok 1929/30, wygłosił krytykę polityki Józefa Piłsudskiego. Zaatakowany słownie przez prezesa BBWR Walerego Sławka, 15 listopada doznał ataku apopleksji, który stał się jedną z przyczyn paraliżu. Od tej pory faktycznie nie sprawował mandatu".



Herman Diamand - "Od 1904 do 1931 reprezentował socjalistów polskich z trzech zaborów we władzach II Międzynarodówki i Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej. Podzielał stanowisko Ignacego Daszyńskiego w kwestii m.in. demokratyzacji stosunków galickich, modernizacji gospodarczej kraju, ewolucyjnej realizacji celów socjalistycznych, odzyskania niepodległości, asymilacji Żydów. Popierał działalność militarno-polityczną Józefa Piłsudskiego. Od 1907 do 1918 posłował do wiedeńskiej Rady Państwa." W II RP to on był inicjatorem ustawy mówiącej o tym, że wszelkie kopaliny oraz rurociągi są własnością państwa.



Kazimierz Dłuski - "W październiku 1882 Kazimierz Dłuski udał się do Paryża z listem polecającym od Johanna Philippa Beckera, gdzie miał skontaktować się z Karolem Marksem. Marks był już wówczas ciężko chory i do spotkania nie doszło, Dłuski pozostał w Paryżu, gdzie ukończył kierunki nauk politycznych i medycynę[1]. Paryskie mieszkanie Dłuskich było otwarte dla emigrantów politycznych z Polski, ich gośćmi był m.in. późniejsi prezydenci RP: Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki[2]. Członek Gminy Narodowo-Socjalistycznej w 1888 roku[3]. (...) Był członkiem Ligi Narodowej[4]. W 1919 został oddelegowany przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego do składu Komitetu Narodowego Polskiego – w zastępstwie Ignacego Jana Paderewskiego został delegatem pełnomocnym na konferencji pokojowej w Paryżu[5]."



Władysław Orkan - wybitny młodopolski pisarz, podhalański regionalista, który miał jednak też w życiorysie epizod wojskowo-wywiadowczy. " Po wybuchu I wojny światowej wstąpił do Legionów Polskich i został przydzielony do Biura Prasowego Naczelnego Komitetu Narodowego. 15 lipca 1915 roku wyruszył z Piotrkowa na front w składzie 4 Pułku Piechoty. 20 sierpnia 1915 roku awansował na chorążego piechoty[3]. Po kampanii lubelskiej został odkomenderowany do służby Centralnym Biurze Ewidencyjnym Departamentu Wojskowego NKN. Od 1 września 1915 roku do 1 kwietnia 1916 roku pełnił służbę w placówce w Lublinie, a następnie w Komendzie Placu LP w Lublinie. Od 18 sierpnia 1916 roku do 7 grudnia 1917 roku w Biurze dla zbioru aktów i obrazów Legionów Polskich w Krakowie. Występował wówczas pod nazwiskiem „Władysław Orkan-Smreczyński”[4]. Władysław Orkan pisał dramaty, wiersze, powieści i nowele, utwory publicystyczne, w tym reportaż Drogą Czwartaków, w którym zawarł własne wspomnienia kapitana Legionów."



Jan Kasprowicz - kolejny oryginalny młodopolski twórca, który miał w swojej twórczości bardzo interesujący okres: " Ówczesna poezja Kasprowicza, przepełniona krzykiem i cierpieniem, określana bywa jako bluźniercza, „bogoburcza”[26] oraz katastroficzna. Jednocześnie jest ona bardzo erudycyjna[23] i hermetyczna[27], czytelna jedynie dla „niewielu szczęśliwych”[27], inkrustowana licznymi kryptocytatami i biblijnymi parafrazami[23]. Wcześniej poeta pałał nadzieją na „zreformowanie świata”, zbawienie klas pokrzywdzonych społecznie. Teraz − wręcz przeciwnie; pojawiają się nie tylko akcenty zwątpienia, ale wręcz zuchwałe bluźnierstwa nakazujące adorację Grzechu, a nawet mizantropia zrodzona z odrazy do „dzieci Adama” czy mizoginiczne aluzje do „pramatki Grzechu, jasnowłosej Ewy, z gadziną zdrady u swych białych stóp”[24]. Znamienne jest tu gnostyckie przekonanie poety, jakoby Ewę łączyć miał z rajskim wężem stosunek cielesny[23]. Kobiecymi bohaterkami hymnów Kasprowicza zostały wielkie biblijne grzesznice, takie jak Herodiada czy Salome. Kasprowicz przestał wierzyć wówczas w boskie wstawiennictwo obiecane przez Ewangelię. Dostrzegł samotność człowieka i okrucieństwo nieczułego, milczącego Boga. Miłość i pokój stały się „ogniem trawiącym”, „zabójczą tęsknicą” i „ślepym przerażeniem”. W Hymnach światem rządzi Szatan, któremu autor składa cześć i dziękczynienie, jako temu, który − w przeciwieństwie do Jahwe − zawsze był blisko człowieka." 

A ta niezwykła galeria postaci spiskujących przeciwko Staremu Światu - od Piłsudskiego po Dzierżyńskiego, zbierała się pod czujnym okiem austro-węgierskich tajnych służb i gen. Zagórskiego, świeckiego świętego naszej prawicy.



Gdy spełniły się nadzieje tego kłębowiska wywrotowców i wybuchła "wojna powszechna ludów", Zagórski został przydzielony do Legionów, gdzie szybko zaczął być postrzegany jako służbowy nadzorca tego przedsięwzięcia. Podpisywał się wówczas jako "von Zagorsky" i snobował się na austriackiego arystokratę. Zachowały się jego donosy kierowane do Wiednia, w których pisze m.in., że "Piłsudski wierzy w mrzonkę o niepodległej Polsce". Nie jest oczywiście jedynym takim służbowym "opiekunem" polskich rewolucjonistów.



Przed wojną bliskie relacje z ruchem strzeleckim nawiązał płk Tadeusz Rozwadowski,  który był człowiekiem tajnych służb. Pełnił wcześniej funkcję m.in. attache wojskowego w Bukareszcie i obserwatorem przy armii greckiej podczas wojny z Turcją. Później Rozwadowski skumpluje się na swoje nieszczęście z Zagórskim.



Człowiekiem tajnych służb był również gen. Stanisław Szeptycki, dowódca III Brygady Legionów, austro-węgierski gubernator wojskowy Lublina i późniejszy szef sztabu generalnego WP. Generał ten nie popisał się na froncie białoruskim w 1920 r., ale miał też zasługi, więc może dziwić, czemu Piłsudski powiedział mu: "Pan jest taka kurwa, co każdemu dupy daje!". Czyżby odnosiło się to do zmieniających się podległości służbowych Szeptyckiego? Był on wcześniej m.in. attache wojskowym Austro-Węgier przy kwaterze rosyjskiej armii w Mandżurii w trakcie wojny rosyjsko-japońskiej, oraz attache wojskowym w Rzymie. Czyżby później zaczął pracować dla innych służb, np. francuskich? Taką woltę wykonał przecież związany z nim gen. Władysław Sikorski, szef departamentu wojskowego NKN. Zachowały się papiery mówiące, że w trakcie pierwszej wojny światowej był agentem austriackim a w latach 20-tych agentem francuskim.

Dodajmy, że najbliższy współpracownik gen. Sikorskiego, Józef Retinger, agitował w 1917 r. we Francji przeciwko tworzeniu polskich oddziałów ( robił to w interesie Austro-Węgier i Niemiec) a później trafił do wspieranego przez II Rzeszę i Austro-Węgry, socjalistyczno-masońskiego Meksyku.



Historia Legionów jest opowieścią o nieustannym użeraniu się przez polskich idealistów ze sklerotyczną austriacką administracją wojskową i polskimi elitami reprezentującymi opcję prowiedeńską. Kulminacją tego konfliktu był kryzys przysięgowy, podczas którego Zagórski fatalnie zapisał się w pamięci legionistów.  Jak czytamy: "Zagórski był przez legunów był szczególnie pogardzany za bezkrytyczny lojalizm i służalczość wobec Niemców.  Gdy w roku 1917 doszło do kryzysu przysięgowego, gdy legioniści Piłsudskiego odmówili ślubowania na wierność cesarzom, Zagórski stanął po stronie zaborców szykanując opornych. Stojąc na czele 3 p.p. w obliczu odmowy złożenia przysięgi przez niektórych swoich żołnierzy, pozamykał niepokornych w lochach skazując na głodówkę. Gdy mimo tego nie udało się ich złamać, odesłał ich do internowania, przedtem odbierając obuwie. Ta postawa odbiła się nawet na pieśni legionów - "Pierwszej Brygadzie", którą w zmienionej formie właśnie jemu zadedykowano. Legioniści wspominali, że idącym na internowanie w Szczypiornie Polakom, Zagorski wygrażał: - "Szaleńcy! Wy zdechniecie!". W odpowiedzi idące boso kolumny ryknęły mu "Pierwszą Brygadę", a piątą strofę "Nie chcemy dziś od was uznania..." kończąc słowami "jebał was pies". Von Zagorski zadenuncjował także kilku oficerów legionowych, którzy w przebraniu zwykłych legunów chcieli dzielić niewolę na internowaniu w Szczypiornie. Byli wśród nich m.in. Biernacki, Skotnicki czy Dreszer. Zadenuncjowanych odesłano do obozu karnego w Havelbergu, gdzie byli brutalnie traktowani z torturami włącznie."



Kilka miesięcy później jasnym już było jednak, że CK-Monarchia wojnę przegra i że trzeba opuścić tonący okręt. Wielu zwolenników opcji wiedeńskiej wykorzystało więc kryzys związany z Traktatem Brzeskim i oddaniem Ukraińcom Chełmszczyzny do zmiany frontu. Zagórski próbował zmienić front dosłownie - wraz z Polskim Korpusem Posiłkowym pod Rarańczą. Był jednym z bohaterów tej śmiałej akcji, ale niestety nie zdołał się przebić. Ledwo uniknął kary śmierci z rąk Austriaków. Na jesieni 1918 r. pojawił się już jednak w Warszawie jako zastępca szefa sztabu generalnego gen. Rozwadowskiego. To jego podpisy znajdują się na dokumentach Operacji "Celestyn" czyli przygotowań do antyniemieckiej wojny hybrydowej w Wielkopolsce. (Przygotowań wdrożonych m.in. przez majora Mieczysława Palucha). 

Flashback: Por. Mieczysław Paluch  - pierwszy dowódca Powstania Wielkopolskiego



Zagórski i Rozwadowski mocno zasłużyli się w pierwszych latach odbudowy państwa, a nasza dupoprawica przypisuje drugiemu z nich wyłączną zasługę za zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Rozwadowski miał dowodzić polskimi wojskami na podstawie opracowanego przez siebie genialnego planu, w zastępstwie Piłsudskiego, których "tchórzliwie uciekł do kochanki". A jak było w rzeczywistości? Oddajmy głos gen. Rozwadowskiemu, który 15 sierpnia 1920 r. pisał do marszałka Piłsudskiego:

"Panie Komendancie!

Zamawiałem właśnie oficera z automobilem dla przesłania wiadomości ostatnich, gdy mi list pana Komendanta z dnia dzisiejszego doręczono.





Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się bardzo korzystnie i że właśnie co do czasu mamy korzystne warunki, TAK JAK JE P. KOMENDANT PRZEWIDZIAŁ.  Dotychczas obawiałem się, że nas bolszewicy nie zaatakują dość serio, aby móc liczyć na wydatne uderzenie z flanki.  Tymczasem wypadki pod Radzyminem widocznie ich zachęciły, a umyślnie ociąganie się Sikorskiego również ośmieliło. UDERZENIE GŁÓWNE SIŁ PANA KOMENDANTA TRAFI WIĘC DOSKONALE, a lepiej że dopiero dopiero jutro rano ten atak wyruszy, byle był party silnie naprzód wypoczętymi siłami. Chcąc rychlej i 2 Armię wyzyskać przygotowałem ją już dziś wieczorem. 2 leg. z dow. 2 Armii w Kozienicach, 4 zaś brygadami w Górze Kalwarii i Piasecznej, skąd w miarę posuwania się 4 armii za pomocą kolejki łatwo będzie je można do Warszawy przeciągnąć. Więc i tutaj ZUPEŁNIE W MYŚL ROZKAZU PANA KOMENDANTA wykonanie jest już w toku.
Skoordynowanie akcji 4 i 3 Armii uważam za bardzo szczęśliwie pomyślane i mam nadzieję, że gen. Śmigły się wnet wysforuje i w dalszym ciągu przez Międzyrzecz i Drogiczyn będzie działał energicznie na tyły, odcinając bolszewików na wschód od Ostrowa, a kawalerią swą dążył aż do Narwi w kierunku na Łomżę. Uzgodnienie akcji 4 Armii z 1 DOSKONALE P. KOMENDANT PRZYGOTOWAŁ i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie wszystko przyspieszę tak, abyśmy od 17 rano byli tu gotowi do współdziałania (...) Uzgodnienie akcji 4-tej armii z 1-szą DOSKONALE P. KOMENDANT PRZYGOTOWAŁ i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie wszystko przyśpieszę tak, abyśmy od 17-tego rano byli gotowi do współdziałania, (...) W dalszym ciągu Sikorski będzie mógł zabrać ze sobą i 7-mą brygadę rezerwową przez Serock, podczas gdy 1-szą armię wzmocniłaby 4-ta dyw. Wyciągnięta przez Warszawę, która jako ostateczną rezerwę gen. Latinikowi podporządkować zamierzam W MYŚL WSKAZÓWEK PANA KOMENDANTA. (...) Duch w Warszawie dobry, a na froncie pełen otuchy. Radzymin mamy znów w ręku i ataki odparliśmy łatwo, bo wreszcie artyleria masowo tam działać rozpoczęła.

Załączając list gen.Weyganda proszę p.Komendanta chcieć przyjąć wyrazy głębokiej czci i prawdziwego przywiązania, od oddanego najposłuszniej Generała Rozwadowskiego."


Dodajmy, że gen. Rozwadowski opowiadał się za tym, by polska kontrofensywa wyszła nie znad Wieprza, tylko z okolic Garwolina, czyli by uderzenie było płytsze. 

No i lekką przesadą jest kreowanie gen. Rozwadowskiego na "zbawcę Lwowa", bo właściwie tym zbawcą był mocno dzisiaj zapomniany gen. Wacław Iwaszkiewicz. 

Flashback: Wacław Iwaszkiewicz - zapomniany acz wspaniały generał





Działalność gen. Zagórskiego po 1921 r. to już jednak mało chwalebne sprawy. Zaangażował się on bowiem w grubą aferę z przekrętami na wojskowych zamówieniach dokonywanych. Aferę wokół spółki Francopol, która sprowadzała z Francji lotniczy złom z I wojny światowej i wadliwe maski przeciwgazowe. Dupoprawica twierdzi, że ta afera była wyłącznie wymysłem sanacyjnej propagandy, "bo Zagórskiego nie skazały wolne sądy". Faktem jest jednak, że przekręty zostały wykryte jeszcze na długo przed majem 1926 r. przez francuskiego generała Leveque'a blisko związanego z gen. Sikorskim. W pobocznej sprawie skazano m.in. bohatera Rarańczy gen. Michała Rolę-Żymierskiego.  Podczas przewrotu majowego gen. Rozwadowski dowodził siłami rządowymi i opowiadał się za walką do końca. Gen. Zagórski zrzucał wówczas bomby na Warszawę (które zrobiły jednak małe szkody wojskom buntowników). Obaj po tym prewencyjnie trafili do aresztu, z którego po około roku wyszli, bez stawiania im jakichkolwiek zarzutów.



I tu dochodzimy do historii z zaginięciem gen. Zagórskiego. Wersja oficjalna mówi: "6 sierpnia 1927, w rocznicę wymarszu 1 Kompanii Kadrowej, obchodzoną przez legionistów na zjeździe w Szczypiornie, został odebrany z więzienia przez adiutanta marszałka Piłsudskiego, kapitana Lucjana Miładowskiego. Tego dnia rano o godz. 8.20, w dostarczonym mu ubraniu cywilnym, w towarzystwie kpt. Lucjana Miładowskiego wyjechał pociągiem osobowym nr 714 z Wilna do Warszawy. W stolicy miał stawić się do raportu u Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Ten jednak przebywał wówczas w Kaliszu. Zagórski został podwieziony na ulicę Flory, do rodziny, ale gdy przejeżdżał Krakowskim Przedmieściem powiedział, że chciałby wysiąść i pójść do łaźni. W okolicach łaźni Fajansa ślad po mężczyźnie się urywa."

Popularna wersja mówi, że gen. Zagórski został zamordowany przez piłsudczyków, bo chciał ujawnić dokumenty mówiące o współpracy Marszałka z austro-węgierskimi tajnymi służbami. Dariusz Ratajczak, bez podania żadnych źródeł, snuł wizję opartą na wersji zasłyszanej od "dobrze poinformowanej osoby": "Sławek przekazuje ofiarę osławionemu majorowi Zygmuntowi Wendzie (wtedy szefowi ochrony Piłsudskiego, po wybuchu wojny kierownikowi Obozu Zjednoczenia Narodowego) – dla zmiękczenia uporu. Ten przewozi nieszczęśnika do lokalu Strzelca przy ulicy Dobrej 2.Na Dobrej oprawcy związują Zagórskiemu ręce na plecach, obrzucają wyzwiskami, biją po twarzy, kopią i okładają szablami – zrazu płazem. Generał nie chce współpracować, zatem przypalają mu skórę papierosami, cygarami oraz kłują sztychem szabli. W torturowaniu Zagórskiego uczestniczyli (trudno ustalić, kto biernie, a kto czynnie): ppłk. Piątkowski i Józef Beck, major Wenda, kapitanowie Kowalski, Miładowski, Myśliszewski, Płaskowski oraz Łokietek. Na pewno, wbrew pogłoskom, wśród egzekutorów nie było Bolesława Wieniawy- Długoszowskiego.(...)
Zagórskiego dręczono w ten sposób przez kilka dni. Podczas jednej z tych szczególnych sesji generałowi udało się uwolnić i zdzielić krzesłem dwóch oprawców (trafili do szpitala). Wersja, tym razem niepotwierdzona, głosi, że w wynikłym zamieszaniu ofiara podbiegła do samego Piłsudskiego (a dyktator dyskretnie nocą odwiedził lub odwiedzał lokal Strzelca), policzkując go. Wtedy miał paść rozkaz: skończyć z nim… niech zabierze swą tajemnicę do grobu.
Jak było w tym konkretnym momencie – trudno powiedzieć, faktem natomiast jest, że śmierć Zagórskiego była straszna, rzeźnicza. Były dowódca lotnictwa został dosłownie rozsiekany szablami – do tego stopnia, iż ręce, którymi zasłaniał głowę wisiały na rękawach. Konającego dobił z pistoletu – strzał w tył głowy- major Wenda? Beck? Któryś z kapitanów? Zmasakrowane zwłoki najpierw przewieziono do Fortu Legionów przy szosie Grójeckiej, a następnej nocy do Wilanowa, gdzie zaszyte w worek obciążony kamieniami rzucono do Wisły."

Taka opowiastka o strasznych gojach napisana w klimacie J.T. Grossa...

A skąd niby pewność, że gen. Zagórski został zabity?



Jeśli sanacyjne tajne służby chciały go uśmiercić, mogły to zrobić na 1000 sposobów w więzieniu. A to dopadłby go seryjny samobójca, a to zadławiłby się kawałkiem chleba, a to dostał zawału serca...
One go jednak wypuszczają. Zagórski jest w dobrym humorze, na dworcu przyjaźnie wita się z "porywaczami"... Dziwne jest w ogóle to, że zostaje wypuszczony z więzienia bez stawiania mu jakichkolwiek zarzutów. Podobna rzecz spotyka kilka tygodni wcześniej jego przyjaciela gen. Rozwadowskiego. (Oczywiście niektórzy snują wersję o tym, że w dniu wyjścia z więzienia Rozwadowski został nakarmiony potrawką ze zmielonym szkłem lub pociętym końskim włosiem, ale zmarł przecież kilkanaście miesięcy później.) Wygląda więc na to, że gen. Zagórski pojechał do Warszawy po to, by negocjować z ludźmi Piłsudskiego. A co mógł negocjować? Ten człowiek oprócz szczegółów współpracy piłsudczyków z tajnymi służbami Austro-Węgier wiedział również o prometejskiej siatce, która pomagała przygotować Rewolucję Bolszewicką. Ta siatka (kuzyn Piłsudskiego Dzierżyński!) wciąż jeszcze działała i zachowanie tajemnicy jej istnienia była sprawą bezpieczeństwa narodowego. Sprawą, za którą można było zabić.

Ale skąd przeświadczenie, że gen. Zagórski został zabity? Dlaczego zakładamy, że negocjacje nie zakończyły się sukcesem i że Zagórski nie wyjechał pod zmienioną tożsamością np. do Panamy?

"Kontrowersje budziła sprawa listów adresowanych do Zarządu Kasyna Oficerskiego I Pułku Lotniczego oraz do Zarządu Funduszu dla wdów i sierot po Poległych Lotnikach, napisanych rzekomo przez Zagórskiego. Z ich treści wynikało, że zaginiony winny był dość dużą sumę pieniędzy. Przy czym dług był systematycznie spłacany aż do kwietnia 1927 r. Grafolodzy potwierdzili autentyczność korespondencji. Wątpliwości budził papier, na którym pisano te listy - niedostępny wówczas w Gdańsku, a używany przez berlińską policję. (...) Według powojennej relacji brat Zagórskiego miał powiedzieć, że generał nie zginął, tylko wyjechał do Egiptu i tam zajął się handlem. Według prof. Zbigniewa Wójcika Zagórski związany był z wywiadem francuskim i po uwolnieniu został przez ten wywiad wycofany."



To nie było zresztą pierwsze tego typu "zaginięcie" w rodzinie Zagórski. Brat generała, major Juliusz Ostoja-Zagórski również był funkcjonariuszem tajnych służb. Pracował m.in. w nowojorskiej rezydenturze pod przykrywką pracownika linii oceanicznych Hamburg-America Line (będącej dla niemieckich i austro-węgierskich służb tym samym, co później Aerofłot dla służb sowieckich i rosyjskich). W czasie I wojny światowej służył w legionowej kawalerii. Wikipedia podaje, że w 1923 r. zginął w tajemniczych okolicznościach w Gdańsku. W przedwojennej publikacji "Kartki z dziennika oficera I Brygady Legionów" wśród biogramów znalazła się poświęcona jemu notka, w której napisano, że "zaginął podczas komunistycznych zamieszek w Hamburgu w 1919 r.". Zagórscy byli naprawdę wyjątkową rodziną...



Za tym, że sprawa z gen. Zagórskim została przez piłsudczyków załatwiona polubownie może przemawiać również los gen. Józefa Rybaka. On również pracował w austro-węgierskich tajnych służbach i utrzymywał kontakty służbowe z Piłsudskim.Włos mu jednak z głowy w II RP nie spadł. Robił nawet wówczas w wojsku karierę. W latach 40-tych zainteresowała się nim bezpieka i na podstawie jego zeznań stworzyła jego pamiętnik mający bić w Piłsudskiego. Pamiętnik ten był mieszaniną prawdy i ubeckich zmyśleń. To był element bijącej w "sanacyjnych faszystów" operacji propagandowej rozkręcanej przez niekoronowanego stalinowskiego władcę PRL Jakuba Bermana. Operację rozpoczętą przez Bermana kontynuował znany gawnojed Jędrzej Giertych (ojciec Macieja i dziadek Romana), któremu pomagali agenci bezpieki tacy jak płk Aleksander Kędzior i mjr Marceli Kycia. A po nich historyjki te powtarzają zastępy szebes gojów Bermana...



Flashback: Giertychowie - sowieccy endecy


***

A w następnym odcinku serii Restituta: mało znane epizody w życiorysie największego piewcy syfilizacji judeo-łacińskiej. 


sobota, 23 lutego 2019

Demiurg: Tajemnica Purim


Ilustracja muzyczna: Mili - Rightfully - Goblin Slayer Opening

Najbardziej radosnym świętem w judaizmie jest Purim, czyli Święto Losów. To okazja do wygłupów, przebierania się, pijaństwa i obżarstwa. W Purim świat ma stanąć na głowie, gdyż J*** w cudowny sposób odmienił los narodu żydowskiego. Co tak właściwie jednak wyznawcy judaizmu wówczas świętują? To, że według relacji zawartej w Księdze Estery, 2,5 tys. lat temu powiesili jakiegoś gostka, o którym źródła historyczne milczą. Tym gostkiem był Haman, wysokiej rangi urzędnik na dworze Kserksesa, znanego nam wszystkim z filmu "300" irańskiego Króla Królów, Aryjczyka z Aryjczyków. Haman był straszliwym antysemitą i chciał zrobić Żydom mały Holokaust, ale konkubina Kserksesa, żydowska "czerwona jaskółka" Estera skłoniła króla, by jednak zabił Hamana i jego synów, wywyższył jej przybranego ojca (oficera prowadzącego) Mardocheusza, a także pozwolił Żydom zabić 75 tys. złych perskich antysemitów oraz zrabować ich majątki. Następnie Mardocheusz podwyższył w Imperium Perskim podatki (bo musiał sobie coś dorobić na boku, z królewskiego skarbca) a Persja zaangażowała się w wojnę przeciwko Grekom (o czym już jednak Księga Estery milczy). Wysysanie antysemityzmu z członka Kserksesa wyraźnie się Esterze opłaciło...


No dobra, żadne źródła historyczne nie potwierdzają tego, że Haman, Estera i Mardocheusz kiedykolwiek istnieli a Księga Estery jest równie wiarygodna jak dziełka J.T. Grossa czy komedia "Pokłosie". Ale to oczywiście nie przeszkodziło uczynić opisanej w niej historii jedną z osi żydowskiej psychiki. Żydzi do dzisiaj bardzo emocjonalnie do niej podchodzą. W święto Purim, podczas czytania Księgi Estery w synagogach, drą się wniebogłosy i stukają kołatkami, gdy pada imię Hamana. Niektórzy zapisują sobie to imię na podeszwach butów, by cały czas wdeptywać Hamana w ziemię. To celebracja zemsty na archetypie strasznego antysemity. Haman jest tu tylko symbolem wroga narodu żydowskiego i możemy go równie dobrze zastąpić faraonem, carem, Hitlerem czy Arafatem. To taki orwellowski (nomen omen) Goldstein, na którego trzeba się nakrzyczeć podczas Dwóch Minut Nienawiści.



Purim byłoby jednak nudne, gdyby nie było świętem, podczas którego dochodzi do pomieszania ziemskiego porządku. Talmudyczne autorytety zalecają więc, by w tym dniu porządnie się najebać alkoholem. I ortodoksyjni judaiści (i nie tylko ortodoksyjni) ochoczo to zalecenie wypełniają. Zalecane jest tak się nabzdryngolić, by nie rozróżniać okrzyków: "Niech będzie przeklęty Haman!" i "Niech będzie błogosławiony Mardocheusz!".



I tu dochodzimy do sekretu Purim. Religijny nakaz totalnego spicia się w to święto pozwala na to, by bez żadnych konsekwencji, po pijaku mógł zostać wyjawiony jeden z największych sekretów judaizmu. Chodzi o to, że Haman i Mardocheusz zlewają się podczas tego pijaństwa w jedno. Prześladowca Żydów oraz ich obrońca. Faraon i Mojżesz. Nabuchodonozor i Jeremiasz. Antioch i Machabeusz. Cesarz Tytus i rabi Akiwa. Torquemada i Majmonides. Chmielnicki i Sabataj Zewi. Car Mikołaj II i Trocki. Hitler i baron Rotszyld. Hans Frank i Anna Frank. Eichmann i Ben Gurion. Jurgen Stroop i Anielewicz. Stalin i Salomon Michoels. Naser i Dajan. Arafat i Szamir. Manson i Polański.



"Antysemityzm jest narzędziem, za pomocą którego Bóg Izraela prowadzi do przetrwania swojego ludu" - pisał XIX-wieczny, niemiecki, ortodoksyjny rabin Samson Raphael Hirsch. Oficjalny twórca syjonizmu Theodor Herzl wskazywał zaś w swoim dzienniku, że "jesteśmy jednym narodem, dlatego że zrobili go nim nasi wrogowie, wbrew naszej woli... Gdyby zostawili nas w spokoju, moglibyśmy wtopić się w otaczające nas środowisko i zniknąć." Wielu wybitnych Żydów miało świadomość tego, że kultura koncentrująca się wokół drakońskich przepisów religijnych i na kulcie krwiożerczego, pustynnego demona nie jest atrakcyjna i że Żydzi porzucają ją na rzecz innych kultur jeśli tylko mają taką okazję. Judaizm potrzebuje więc antysemityzmu, by przetrwać.



Na początku XIX w. cesarz Napoleon Bonaparte zwołał Sanhedryn - zgromadzenie przedstawicieli gmin żydowskich i zapytał Żydów, kim oni właściwie są? Czy są Francuzami wyznania mojżeszowego czy też innym narodem? Jeśli chcą należeć do narodu francuskiego, to nie będziemy im robić żadnych przeszkód, niech tylko się przestaną izolować i zaczną żyć jak inni Francuzi. Zaczęła się wielka fala asymilacji, a finansowana przez brytyjskich i wiedeńskich Rotszyldów propaganda zrobiła z Wielkiego Korsykanina straszliwego tyrana...



W 1990 r. urodzony na Litwie, 97-letni założyciel religijnej partii Szas, rabin Elazer Shach, podczas wykładu w jesziwie w telawiwskiej dzielnicy Bnei Brak ostro pomstował na tą falę asymilacji. Stwierdził, że to odchodzenie przez Żydów od judaizmu i żydowskiego stylu życia było bezpośrednim powodem zesłania przez J*** na europejskich Żydów kary w postaci Holokaustu. Hitler był więc w jego interpretacji narzędziem boskiej zemsty na odstępcach. Był jednocześnie Hamanem i Mardocheuszem.



Gdy w październiku 1946 r. wieszano w Norymberdze niemieckich zbrodniarzy, wśród czekających na egzekucję był Julius Streicher, były gauleiter Frankonii, wydawca jadowicie antysemickiego pisma "Der Sturmer". Inni oskarżeni z Norymbergii brzydzili się jego towarzystwem uważając go za pornografa i człowieka nie w pełni władz umysłowych. Streicher stojąc na szubienicy krzyknął: "Purim 1946!". Jego ciało złożono w skrzyni oznaczonej nazwiskiem "Abraham Goldberg".

Znakomity film "Fanatyk" opowiadający o skinheadzie żydowskiego pochodzenia, nie był bynajmniej fantazją. Historia zna wiele przypadków neonazistów pochodzenia żydowskiego. Opowiada o nich m.in. książka Michaela Jonesa "Jewish Nazis". 



W latach 90-tych straszono świat "nowym rosyjskim Hitlerem", jadowitym antysemitą i wielkoruskim szowinistą Władimirem Żerynowskim. Żerynowski mówił, że jestem synem Rosjanki i... "dobrego prawnika". W metryce urodzenia zapisano, że urodził się jako "Władimir Wolfowicz Ejdelsztein". Ten resortowy pajac i kryptogej przestał już udawać antysemitę i odwiedził kilka lat temu Izrael, gdzie pomodlił się przy grobie swojego ojca, który był działaczem niższego szczebla partii Likud.

Na Węgrzech główną partią opozycyjną jest nacjonalistyczne stronnictwo Jobbik. Przylgnęła do niego opinia partii "antysemickiej". Tak się jakoś dziwnie złożyło, że jeden z europosłów Jobbiku, najgłośniej pomstujący na Semitów sam okazał się być Żydem i obecnie jest praktykującym judaistą. Sam Jobbik przedstawia się teraz jako partia centrowa i kieruje swoją ofertę również do węgierskich Żydów.  Zdarzało mu się też wystawiać kandydatów w wyborach wspólnych z finansowaną przez Sorosa postkomunistyczno-liberalną opozycją.

W Polsce lat 90. "Gazeta Wyborcza" promowała jako naczelnego antysemitę Bolesława Tejkowskiego, w latach 50. aktywistę frakcji Puławian w PZPR a później asystenta prof. majora Zygmunta Bałwana. Złośliwi mówili na Tejkowskiego "Tejkower". 



W zeszłej dekadzie jako "nowego Hitlera" kreowano irańskiego prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada, dążącego do zdobycia przez Iran bomby atomowej. W 2008 r., wyszło jednak na jaw, że rodzina Ahmadinedżada nosiła kiedyś nazwisko "Sabourdżian". Taki był zapis w jego dowodzie osobistym, który zaprezentował do kamery po głosowaniu w wyborach. Nazwisko "Sabourdżian" jest w Iranie kojarzone jako nazwisko żydowskie. Obecnie Ahmadinedżad jest w opozycji wobec rządzącego Iranem reżimu. (Reżimu, który został zainstalowany w 1979 r. przez tajne służby z obu stron żelaznej kurtyny, w miejsce nacjonalistycznego szaha Mohameda Rezy Pahlewiego.)

Jak widać, gdy antysemityzm jest zbyt słaby trzeba znaleźć kogoś, kto podejmie się trudnej roli jego stymulowania...



Ale podobny mechanizm działa również w przypadku Arabów, czyli semickich braci narodu żydowskiego. Oficjalnie są w wielkim konflikcie z Izraelem, ale tak się jakoś składa, że co jakiś czas się z "wrogiem" dogadują. Przykładem na to był m.in. król Jordanii Hussein ,  który od lat 50-tych utrzymywał tajne kontakty z Izraelem. Przed wojną Yom Kippur poinformował Tel Aviv o nadchodzącym syryjsko-egipskim ataku i zapytał, czy Izrael nie ma nic przeciwko, by wysłał na Wzgórza Golan jedną brygadę. - Nie, nie mamy nic przeciwko! - odpowiedziały władze Izraela. Wcześniej Kissinger ustalił z nimi, że w pierwszej fazie wojny mają dać się pokonać Arabom, by otworzyć w ten sposób proces pokojowy.

Flashback: Yom Kippur - ustawiona wojna i śmierć płka Alona

Tak naprawdę państwa arabskie zawsze miały głęboko w d... Palestyńczyków (którzy są w części potomkami Żydów, którzy przeszli na islam ze względów podatkowych). Uważały ich za niebezpiecznych wywrotowców. Jak powiedział saudyjski król Fahd: "Od Palestyńczyków bardziej nienawidzę tylko Żydów". Bywało więc tak, że Izrael łożył więcej na pomoc dla palestyńskich uchodźców niż bogate monarchie znad Zatoki Perskiej. Konflikt o Palestynę był jedynie poważnie traktowany przez Syrię - i to tylko dlatego, że sama chciała zagarnąć to terytorium (a także Liban i Jordanię). Nie przeszkadzało to jednak innym arabskim reżimom wykorzystywać groźby "syjonistycznych spisków" do realizowania celów wewnętrznych.



Organizacja Wyzwolenia Palestyny Jasera Arafata (agenta sowieckich, rumuńskich i amerykańskich tajnych służb) miała w swoich władzach francuskiego Żyda Ilana Haleviego, który był jej przedstawicielem w Europie.

Konkurencją dla marksistowskiej OWP stał się później Hamas, który według relacji gen. Yitzhaka Segeva, powstał z grup fundamentalistycznych, które pomagały tworzyć izraelskie wojskowe służby. Izrael prowadzi co jakiś czas tytaniczne starcia z Hamasem, które polegają na wzajemnym napieprzaniu się rakietami, które trafiają w przypadkowe cele. Izrael mógłby w ciągu kilku tygodni zmiażdżyć Hamas w Strefie Gazy, ale za każdym razem się przed tym powstrzymuje. Tymczasem rodziny liderów Hamasu leczą się w izraelskich szpitalach. Liderzy Hamasu są milionerami a na ich luksusowe wille jakoś nie spadają żadne rakiety.  Zresztą kolesie z OWP też się dorobili swoich.  
Taki to teatrzyk dla ludów semickich...



Tak się akurat składa, że antysemityzm rósł w ostatnich latach w Europie i w Ameryce.   Ciekawe, że w tej sytuacji "zagrożony egzystencjalnie" Izrael postanawia sprowokować więcej antysemityzmu wkurzając prowokacyjnymi wypowiedziami jeden z nielicznych proizraelskich krajów w Europie? Czyżby premier Netanjahu oraz minister spraw zagranicznych Katz wyssali prowokowanie antysemityzmu z mlekiem matki lub innym płynem fizjologicznym? Czy robienie z normalnych ludzi antysemitów mają oni po prostu we krwi? Czy robią to podświadomie? Czy dążą do tego byśmy mieli renesans sucharów o Holokauście, by obalano pomniki Korczaka jako "żydowskiego pedofila" i by ludzie tutaj uznwali film "Syn Szawła" za zajebistą komedię?
Co kierowało tym Klocem Netanjahu i jego kretyńskim ministrem spraw zagranicznych Israelem Katzem? 



Sama konferencja bliskowschodnia w Warszawie nie była złym pomysłem. Duporealiści jojczą, że "skłóciliśmy się z Iranem, Rosją, Niemcami, Francją i Turcją". Tak się jednak składa, że Rosja, Niemcy i Francja były nam wrogie od dawna a konferencją była sposobem na zrobienie im złośliwości. Turcja (którą do niedawna duporealiści chcieli podzielić między Wielki Kurdystan i Wielką Armenię) będzie zmierzała na kurs kolizyjny z Rosją z powodu Syrii. Z Iranem nas nic nie łączy ani gospodarczo, ani politycznie. Wszystko byłoby więc dobrze, gdyby pewien  bliskowschodni kraik postanowił nie zasabotować tego spotkania.



Dlaczego myślę, że doszło do sabotażu? Netanjahu w ostatnich latach częściej odwiedzał Moskwę niż Waszyngton. Izrael niebezpiecznie zbliżył się również do Chin. Oba kraje mocno współpracują w dziedzinie technologicznej, za co Izrael został ostatnio zrugany przez Johna Boltona, doradcę prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego. Amerykanom nie podoba się też, że Izraelczycy dali kontrolę Chińczykom nad portem w Hajfie. Administracja Trumpa wyrażała dezaprobatę wobec zbytnio prochińskich działań ministra... Israela Katza. Państwo Izrael po raz kolejny pokazuje, że Waszyngton nie może mu ufać. I my też mu ufać nie możemy. Zwłaszcza, że zwiększanie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej jest postrzegane w Jerozolimie jako niebezpieczny trend. Izraelowi zależy przecież, by amerykańscy żołnierze ginęli na Bliskim Wschodzie np. w obronie jego komunistycznych kurdyjskich sojuszników.  


Nie istnieje więc i nie może istnieć coś takiego jak sojusz polsko-izraelski. Może istnieć sojusz polsko-amerykański. A najlepiej będzie funkcjonował, gdy USA będą zirytowane na Izrael.Dlatego uważam, że decyzja Imperatora Trumpa o wycofaniu amerykańskich wojsk z Syrii (bez wcześniejszego powiadomienia Izraela!) była czystą zajebistością. Oczywiście nasza lamerska, sentymentalna dupoprawica zaczęła wówczas jojczyć, że "Kurdów porzucają". A co nas obchodzą Kurdowie? Niech Izrael broni. Ma ku temu środki.

 Zwróćcie uwagę na pewną sekwencję wydarzeń. Słowa Andrei Mitchell o powstaniu w getcie były oczywistą prowokacją, mająca wkurwić Polaczków, by się obrazili na sojusz z Ameryką. Podobną funkcję spełniał przeciek z wystąpienia Netanjahu w Muzem Frakcji Puławian "Stalin". Mitchell dostała jednak szybko zjebkę od Ronalda Laudera, amerykańskiego miliardera będącego szefem Światowego Kongresu Żydów. Po wypowiedziach Netanjahu i Katza Departament Stanu wezwał Polskę oraz Izrael (!) do pogodzenia się. Ambasiador Mośbacher zjebała ministra Katza. Po naszej stronie stanął nagle Amerykański Kongres Żydów, amerykańscy rabini, jacyś przedsiębiorcy o intrygujących powiązaniach a nawet jeden z likudowskich ministrów.
Odwagi dostał też nasz rząd. Premier Morawiecki twardo zadeklarował, że żadnych zwrotów majątków nie będzie i odwołał wylot do Jerozolimy na szczyt V4. Nagle nie przedłużono kontraktu ze szkodnikiem z Muzeum Polin. Netanjahu przydarzył się też zabawny incydent - jego samolot został uszkodzony na lotnisku w Warszawie.  Po kilku dniach nagle odwołał... wizytę w Moskwie. Tego samego dnia koalicję wyborczą utworzyli generałowie Ashkenazi i Gantz oraz Yair Lapid, czyli izraelski Rysiek Petru. Mają szansę na odebranie Klocowi władzy. Żeby było jeszcze zabawniej, to wnuk premiera gen. Icchaka Rabina obśmiał Netanjahu przypominając, że w siłach specjalnych "Bibi" raz ze strachu podczas akcji wyskoczył z łodzi, a innym razem spalił operację swoją niefrasobliwością. Jair Netanjahu, syn premiera, odszczekał mu się, że gen. Rabin dostawał załamania psychicznego podczas każdej bitwy. (I tu Jair popełnił błąd, bo "załamanie psychiczne" u Rabina oznaczało po prostu utratę przytomności po totalnym nawaleniu się alkoholem. :) Baj deł łej: gen. Rabin był amerykańskim agentem od conajmniej 1963 r.



Skoro mamy więc do czynienia z amerykańsko-izraelską wojenką, to czym tłumaczyć wypowiedź sekretarza Pompeo o żydowskim ubeku Bleichmanie? Prawdopodobnie Pompeo nie kojarzył kto to był, ale zdał się na jednego ze współpracowników, który pisał mu przemówienie. I celowo wrzucił go na minę. Sprawa odszkodowań to oczywiście efekt działania Lobby. A Pompeo jest niestety ewangelikalnym protestantem a do tego dostawał kasę od Braci Koch. Bracia Koch to tacy neoliberalni szkodnicy finansujący sporą cześć Partii Republikańskiej. Są przeciwko murowi na granicy z Meksykiem, bo zależy im na taniej sile roboczej. Knują przeciwko Trumpowi i sabotują jego program. A ostatnio przecież wyszło na jaw, że wysokiej rangi szkodnicy z FBI dyskutowali zamach stanu przeciwko prezydentowi. Mieli ponoć poparcie dwóch członków jego gabinetu. Oczywiście u nas takie wiadomości się nie pojawiają, bo trzeba Polaczków trzymać w ciemnocie, by bardziej emocjonalnie reagowali na prowokacje Lobby.

(Co do "zwrotu" majątków: ani żydowscy, ani polscy kamienicznicy nie powinni absolutnie nic dostać. Niech co najwyżej przyjadą sobie po gruz z Kopca Pamięci Powstania Warszawskiego. Możemy też powiedzieć Amerykanom, że jak pomogą nam dostać od Niemców 1 bln euro reparacji, to mogą sobie z tego wziąć 300 mld, plus po 1 proc. prowizji dla Pompeo i Laudera za fatygę. Jak nie, to sorry, ale możecie się procesować przed naszymi "wolnymi sądami" o przejmowanie kamienic z rąk mafii reprywatyzacyjnej.)

I jak myślicie na jakiej reakcji Nosaczy Sundajskich zależało Izraelowi? Na tym, byśmy obrazili się na USA i by pomysły zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce zostały storpedowane.



I jak Nosacze Sundajskie zareagowały? No np. taki Rafał Ziemkiewicz napisał, że powinniśmy przeprosić się z Niemcami i zacząć reset z Rosją. Brawo duporealisto! Czy w ramach tych przeprosin przyjmiesz pod dach paru "syryjskich" imigrantów? Ziemkiewicz ostatnio dużo mówi o "chciwych parchach" a sam parę lat temu pisał: "Antysemici won z prawicy!". Jakże jest zmienny los szebes goja. Rzucono go na odcinek budowania polskiego antysemityzmu i antyamerykanizmu, to musi się wykazać...


  
Stanisław Michalkower straszy teraz, że Żydzi chcą przejmować nieruchomości w Polsce, ale w 1992 r. jego partia - UPR - złożyła w Sejmie projekt ustawy reprywatyzacyjnej pozwalający również amerykańskim Żydom na "odzyskiwanie" majątków w Polsce. Dokładnie o rozwiązaniu tego typu (a nie o przejmowaniu mienia bezspadkowego!) mówił sekretarz Pompeo. To środowiska korwinistyczne wyskoczyły jako pierwsze z poronionym pomysłem reprywatyzacji! Ciekawe jest również to, że obecnie tak straszą przed "USraelem" a jeszcze w zeszłej dekadzie byli tak proamerykańscy, że chcieli przystąpienia Polski do układu NAFTA. Nie wspomnę o tym jak ci "judeosceptycy" promowali teorie Miltona Friedmana, Misesa, Rothbarda czy innych miłośników prywatyzowania wszystkiego, co się da. Obecnie Ozjasz Goldberg i Stanisław Michalkower spełniają rolę szabas gojów Putina, bo globaliści obsadzili w takiej roli europejską "skrajną prawicę". No i też nie powinno nas dziwić czemu Ozjasz zawsze przed wyborami zaczyna obsesyjnie gadać o Hitlerze...



Grzegorz Braun od dawna przekonuje nas, że w bunkrze pod Centralnym Portem Komunikacyjnym zainstaluje się sztab Izraelskich Sił Obronnych i będzie tam siedział obok głowic jądrowych wymierzonych w polskie miasta i z tego bunkra kierował będzie eksterminacją Polaków. Antysemityzm w takim ekstrawaganckim, przesadzonym stylu zawsze powinien budzić nasze podejrzenia, gdyż może być resortowym montażem. I nasz znany i lubiany komentator - sprzymierzony bloger Chehelmut odkrył bliskie związki Brauna z pewnym resortowym aferzystą oraz z pewnym sabatejskim kabalistą. 
Chehelmut zażartował sobie, że " czyż w lucyferycznym świetle przytoczonych wyżej faktów pan reżyser nie jawi się aby jako agent podszywającej się perfidnie pod ''narodowokatolicką prawicę'' sabbatejskiej konspiracji"?
Cóż więc robić wobec tego typu zagrożeń hybrydowych? Po pierwsze, unikać pokusy prymitywnego rasistowskiego antysemityzmu, bo to właśnie Izraelowi zależy na tym, by ten antysemityzm zyskiwał na popularności. Należy raczej brać przykład ze św. Maksymiliana Kolbego - nie atakować Żyda, tylko ideę, które zatruwają żydowskie umysły. A by to zrobić, przede wszystkim należy odciąć finansowanie dla akademickich mend rozpowszechniających antypolską propagandę. Niech szmatławce takie jak "Zagłada Żydów" radzą sobie same na friedmanowskim wolnym rynku. No i możemy zamknąć muzeum w Auschwitz bo budynki grożą tam zawaleniem się a nie możemy narażać na niebezpieczeństwo wycieczek z Izraela...

***


Wielki kompozytor Richard Wagner  nie przepadał za Żydami, gdyż miał traumę po roku 1848 r. Klęskę rewolucji traktował jako zwycięstwo Rotszyldów i sterowanych przez nich reakcyjnych dworów. W "Złocie Renu" przedstawił Żydów jako Nibelungów - rasę chciwych karłów kontrolujących rynek złota. Tolkien identyfikował z Żydami rasę krasnoludów (skłóconych ze słowiańskimi elfami). We współczesnej twórczości fantasy za rasę najmocniej odzwierciedlającą antyżydowskie stereotypy uznaje się goblinów. To niejako modyfikacja wizji Wagnera - małe, chciwe i zazdrosne stworzonka z wielkimi uszami i haczykowatymi nosami. J.K. Rowling w "Harrym Potterze" uczyniła nawet z goblinów... rasę bankierów. Niektórzy Social Justice Warriors strasznie więc bóldupią z "antysemickiego" wizerunku goblinów.




Jak więc interpretować anime "Goblin Slayer"? Jego główny bohater ma obsesję na punkcie oczyszczenia świata z goblinów. Jest tam nawet scena, w której likwiduje dzieci goblinów za pomocą pałki i przekonuje młodą kapłankę, że nie ma czegoś takiego jak dobry goblin i że należy zabijać je zanim dorosną. Gobliny, które atakują ludzi, plądrują wioski i gwałcą kobiety, bo kierują się zazdrością wobec cywilizacji ludzkiej. Czy Goblin Slayer jest więc wagnerowskim bohaterem? Czy jest nazistą i ludobójczym antysemitą? W kręgach alt-rightowych już zrodziła się interpretacja, że Goblin Slayer to najbardziej "red pilled" anime w historii.

A co sądzi o tym Grzegorz "Szanuję Anime" Braun?



***

A w następnym wpisie powrócimy do serii "Restituta". Mam nadzieję, że w komentarzach do następnego odcinka nie będzie jojczenia w stylu "a jakiś Żyd coś powiedział i czuję się strasznie obrażony". A czemu czujesz się obrażony? Posłuchaj Wagnera, obejrzyj "Goblin Slayera"...