sobota, 14 stycznia 2023

Kemet: Mapa Nieba

 


Ilustracja muzyczna: Hiroyuki Sawano - Eren the Coordinate

Jak na górze, tak na dole - mówi stara hermetyczna zasada. Stosowano ją już w czasach megalitycznych, planując ważne budowle tak, by były zorientowane astronomicznie lub odzwierciedlały układy ciał niebieskich.

Zapewne słyszeliście o teorii Roberta Bauvala i Grahama Hancocka mówiącej, że trzy główne piramidy w Gizie odzwierciedlają gwiazdy Pasa Oriona, konstelacji kojarzonej z Ozyrysem. Według nich Sfinks został zbudowany około 10 500 lat przed Chrystusem, a jego głowa przedstawiała wówczas głowę lwa (za czasów Starego Państwa egipskiego zniszczona przez erozję lwia głowa została przerobiona na głowę faraona Chefrena bądź jego ojca Cheopsa). Sfinks powstał w precesyjnej erze Lwa i konstelacja Lwa wschodziła na horyzoncie w równonoc wiosenną dokładnie na wschód od niego. Korelacja trzech dużych piramid z Pasem Oriona występuje nie tylko w Gizie. Według podobnego schematu zbudowano też piramidy w meksykańskim Teotihuacan i w chińskim Xian.


O tym pewnie słyszeliście... Ale ta mapa nieba nie ogranicza się do Płaskowyżu Gizy.

Wayne Herschel, badacz z Republiki Południowej Afryki, zauważył, że mamy do czynienia z wielką mapą nieba rozciągającą się  przez całe pole piramid - od Abu Ruwash na północy, po Meidum na południu. To teren rozciągający się na 90 km. 



Znajdująca się na północny zachód od Gizy piramida Dżedefre w Abu Roasz miała mieć podobną wysokość jak piramida Mykerinosa w Gizie. Była też pięknie wykończona białym wapieniem, czarnym granitem i złotem. Niestety została zniszczona już w bardzo dawnych czasach i od czasów rzymskich do XIX wieku wykorzystywana jako kamieniołom. W jej ruinach zachował się m.in. granitowy blat noszący ślady sugerujące obróbkę maszynową.  Piramida w Abu Roasz odzwierciedlała Syriusza - gwiazdę bogini Izydy.


Idąc stamtąd na południowych wschód wzdłuż mapy nieba przechodzimy przez Płaskowyż Gizy i docieramy do Zawayet al-Aryan. To miejsce symbolizuje Aldebarana. Odkopano tam wielką, ale niedokończoną piramidę.  Jej bok miał 200 m długości. Od 60 lat nikt tam jednak nie prowadził żadnych prac archeologicznych, a miejsce jest zamknięte dla turystów. Stanowi bowiem część bazy wojskowej.



Idźmy dalej. Trafimy do Abu Ghorab i Abusir. W Abu Ghorab jest odkopana świątynia Ra.  Jest zamknięta dla turystów, a rząd egipski pobiera 5000 dolarów za specjalne pozwolenie na wejście do niej. W Abusir ("miejscu Ozyrysa") jest natomiast kompleks piramid ze Starego Państwa. Piramid mocno zgruzowanych, bo wykorzystywano je jako miejsce do pozyskiwania kamieni. Reprezentują one Plejady. Co prawda ta konstelacja składa się z siedmiu głównych gwiazd widocznych z Ziemi (i 3 tys. mniej widocznych), a w Abusir są cztery główne piramidy, to zdjęcia satelitarne sugerują, że pod piaskiem mogą być tam jeszcze trzy piramidy. Do kompleksu Abusir i Abu Ghorab jeszcze wspomnę - bo odgrywają ważną rolę w tej historii. Abusir jest obecni zamknięte dla turystów, choć sądząc po zdjęciach z Google Maps, jeszcze kilka lat temu było otwarte. 




Bardziej na południe mamy Sakkarę. Tamtejsze piramidy odzwierciedlają konstelację Andromedy. Obiekty znajdujące się bardziej na południe - takie jak Dahszur i Meidum to chyba gwiazdozbiór Jaszczurki, ale mogę się mylić... (Będąc w Dahszur możecie zauważyć mur bazy wojskowej. Sporą część pola piramid stanowi poligon. To teren zamknięty, ale rząd egipski planuje przenieść stamtąd bazę i wybudować drogę prowadzącą od nowego Grand Egyptian Museum w Gizie do Dahszur i Meidum.)


Powyżej: Józef Czapski w Sakkarze.


Oczywiście wszystkie wymienione tu budowle stanowiące część mapy nieba nie powstały w tym samym czasie. Część zbudowali faraonowie ze Starego Państwa, a część była dużo, dużo starsza. Widać wyraźnie różnice jakości wykonania poszczególnych budowli. Ważne jest to, że tworzenie tej mapy nieba zainicjowano co najmniej 12,5 tys. lat temu - jeśli nie wcześniej, a po wielu tysiącach lat postanowiono projekt dokończyć na podstawie starego planu.




Według Herschela najważniejszym elementem tej mapy nieba były obiekty w Abusir i Abu Ghorab. Plejady stanowią część gwiazdozbioru Byka (pamiętacie sarkofagi dla świętych byków w Serapeum w Sakkarze?). Są "odciętą nogą" Byka - co sugeruje choćby dysk astronomiczny z Dendery.  Syriusz, Orion i Aldebaran wskazywały do nich drogę. A siedem gwiazd Plejad miało pokazywać pozycję gwiazdy bogów - na powyższej grafice pokazanej jako Sol 1. W Abu Ghorab była świątynia Ra z wielkim obeliskiem, wysokim na 36 m (dla porównania: największy, niedokończony obeliks Hatszepsut ma chyba 43 m). Obelisk ten miał być pokryty złotem. I wskazywał na pozycję Słońca na niebie. Ale nie naszego Słońca. Tylko Słońca wokół którego krążyła planeta bogów. Ta gwiazda nosi obecnie oznaczenie HD283271 i prawdopodobnie posiada planetę. 

Podobne układy architektoniczne jak w Abusir i Abu Ghorab (siedem gwiazd Plejad i Słońce bogów - lub w innej wersji dodatkowo dwie podobne gwiazdy do Sol 1, czyli Sol 2 i Sol 3) możemy znaleźć choćby w majowskim Tikal, w okolicach Stonehenge (zwróćcie uwagę na geoglif), czy nawet na płaskowyżu Cydonia na Marsie. Nawiązanie do Pasa Oriona, Plejad i Gwiazdy Bogów mamy też na Dysku z Nebry, wytworze wenedyjskim z epoki brązu. Mamy je też - a także do gwiazdozbioru Byka - w Gobekli Tepe.






W Gobekli Tepe mamy też inną ciekawą wskazówkę. Słońce i Ziemia są tam pokazane w pobliżu znaku Skorpiona. Tak się dziwnie składa, że nasze Słońce jest widoczne pomiędzy szczypcami Skorpiona, gdy patrzymy w niebo z okolic Gwiazdy Bogów znajdującej się w pobliżu Plejad.


Plejady pojawiają się w mitologiach wielu ludów z różnych odległych zakątków Ziemi. U Majów były one źródłem stworzenia. Dla Greków były one siedmioma siostrami, które ścigał Orion. U Indian Ameryki Północnej były siedmioma siostrami, które ścigał niedźwiedź. U australijskich Aborygenów były siedmioma siostrami, które ścigał ich zboczony ojciec, którego zamieniono w krokodyla. W Japonii też nazywano je siedmioma siostrami. A w Indiach były żonami siedmiu mędrców. Mit związany z Plejadami musiał mieć jakieś wspólne źródło. 



Nawiązanie do Plejad jako "odciętej nogi Byka" mamy natomiast w mitraizmie, tajnym irańskim kulcie popularnym w cesarstwie rzymskim wśród wojskowych. Kulcie, który mieszał się z chrześcijaństwem i wpłynął też na buddyzm tybetański.  




Według Sitchina, starożytni bogowie - zarówno ci z Sumeru jak i z Egiptu - przybyli z Nibiru, wciąż szukanej przez astronomów 10-tej planety Układu Słonecznego, mającej eliptyczną orbitę, po której obiegała ona Słońce w czasie 3600 lat. Za istnieniem takiego ciała niebieskiego przemawiają nie tylko starożytne przekazy, ale również liczne anomalie w Układzie Słonecznym. Nibiru miała być planetą wyrzuconą z innego układu gwiezdnego. Czy jednak na takim globie mogło utrzymać się życie? Nawet jeśli odpowiednią temperaturę zapewniały na nim siły geotermalne? Czy też była ona jedynie przystankiem dla obcej cywilizacji? Przystankiem lub raczej pojazdem... A może jednak bogowie budujący cywilizację w Kemet pochodzili z innego miejsca, niż ci z Sumeru? Nie znam odpowiedzi na te pytania.

Bogowie Egiptu - pomijając symboliczne przedstawienia w zwierzęcych maskach - wyglądali jednak tak jak ludzie. I byli nam na tyle bliscy genetycznie, by się z nami mieszać i mieć półboskie dzieci. Wiemy, że Set "bóg cudzoziemców" miał rude włosy. Ciekawe jak inni członkowie jego rodziny? (W Muzeum Cywilizacji Egipskiej przyjrzyjcie się mumii Ramzesa II. Czy te zachowane kosmyki blond włosów są naturalne czy farbowane? Nie pokażę Wam zdjęcia, bo fotografowanie tych mumii jest zakazane.) 



Być może pamiętacie odcinek serii Phobos - Obcy tacy jak my, w którym wskazywałem, m.in. na podstawie relacji Paula Hellyera, kanadyjskiego ministra obrony z lat 60-tych, że najprawdopodobniej istnieje rasa obcych niemal nie różniąca się od nas fizycznie. Często w literaturze ufologicznej są oni określani jako "nordyccy obcy".  Czasem jako miejsce swojego pochodzenia wskazują oni... Plejady.


***

Doceńcie ten wpis, bo podczas eksplorowania jednego z wymienionych tutaj miejsc nabawiłem się urazu stopy... Widzicie więc, jak się poświęcam dla odkrywania dawnych tajemnic. 

W kolejnym odcinku: Przyjrzymy się otoczeniu kraju Kemet, czyli miejscom stanowiącym część pewnej starożytnej siatki geograficznej. 

***

UPDATE: Jestem czytany również w Egipcie. Mój egipski przyjaciel - Wadah Abrahim Ewaian, przedstawiciel starego rodu z Gizy, poprosił mnie o dodanie do tego postu wzmianki o tym, że dzięki niemu dowiedziałem się o sekretach Abusir i Abu Ghorab. (Na poniższym zdjęciu widać w tle świątynię w Abusir.) Może on naprawdę dużo opowiedzieć o całym polu piramid i dawnym Kemet. Jeśli będziecie w Gizie, skontaktujcie się z nim, a coś Wam zaaranżuje. Jego numer:  +20 111 6000823.



sobota, 7 stycznia 2023

Kemet: Zagadka kamienia

 


Ilustracja muzyczna: Hans Zimmer - Gap (Dark Phoenix OST)

W 1992 r. na przyjęciu w położonym blisko piramid hotelu Mena House do Zecharii Sitchina zagadało dwóch Rosjan. Przedstawili się jako bliskowschodni korespondenci rosyjskich mediów. Można się było jednak domyślić, że pracują dla SWR, czyli dawnego Zarządu "K" KGB. Doskonale wiedzieli kim był Sitchin i wykazali się znajomością jego książek. Dopytywali się go m.in. czy bronie bogów mogły gdzieś przetrwać. Największe wrażenie na Sitchinie zrobiło jednak pytanie: Czy zdaje pan sobie sprawę, że piasek znaleziony w Wielkiej Piramidzie pochodził z Synaju?

O jakim piasku mowa? O tym, który w 1986 r. francuscy badacze Gilles Dormion i Jean-Patrice Goidin znaleźli w wysokiej na 5,5 m ukrytej komnacie pod Wielką Galerią. Zdołali oni przewiercić się do tej całkowicie wypełnionej piaskiem komory i pobrać próbki piasku, który określony został jako "wzbogacony mineralnie". W jaki sposób wzbogacony? Nie wiadomo. Sitchin też natrafił na dziwny piasek w Wielkiej Piramidzie. Podczas eksploracji Komnaty Królowej zauważył, że ktoś prowadził tam jakieś prace przy niszy w tej komorze. Zauważył, że wysypany tam został piasek przemieszany z jakimiś dziwnymi niebieskimi granulkami. Następnym razem dostrzegł, że umieszczono w tamtym miejscu drucianą siatkę. A podczas kolejnej eksploracji Wielkiej Piramidy ktoś mu spuścił kamień na głowę. Gdy wrócił z obandażowaną głową do hotelu, dostał od swojego przewodnika radę, by natychmiast wyjechał z Egiptu, bo komuś bardzo się nie podoba, to co robi.

Co jednak jakiś dziwny, "wzbogacony mineralnie" piasek z Synaju miałby robić w Wielkiej Piramidzie? Wszak wokół piramid piasku jest mnóstwo. Nie trzeba go sprowadzać z odległości setek kilometrów. A jeśli w przeszłości piasku wokół piramid nie było? Tylko czarna ziemia? Kemet? Wówczas i tak wygodniej było sprowadzać piasek barkami Nilem z plaż nad Morzem Śródziemnym czy z południa kraju. Co było w tym synajskim piasku? I czemu zasypano nim dużą tajną komnatę?



Jedno jest pewne: mieszkańcy Kemet byli dużo bardziej zaawansowanymi inżynierami budowlanymi, niż się wydaje archeologom. Nie tylko dlatego, że w Komorze Króla w Wielkiej Piramidzie dopasowali do siebie granitowe bloki z precyzją typową dla zaawansowanych projektów przemysłowych lub zbrojeniowych. Przyjrzyjmy się materiałowi, z którego zbudowali Wielką Piramidę i wiele innych budowli. W 1979 r. na II Międzynarodowym Kongresie Egiptologów w Grenoble, chemik, specjalista od skał, dr D. Klemm przedstawił wyniki swoich badań próbek kamieni z Piramidy Cheopsa. Ustalił, że w każdym badanym bloku kamiennym były składniki mineralne z różnych okolic Egiptu. W przypadku naturalnie powstałego bloku granitu jest to niemożliwe. Ponadto wewnątrz bloków było zbyt dużo pęcherzyków powietrza. W 1974 r. kalifornijski SRI przepuścił przez Wielką Piramidę fale o wysokiej częstotliwości. Powinny być odbijane przez bloki kamienne wewnątrz piramidy, a zostały pochłonięte. Okazało się, że bloki zawierają o wiele więcej wilgoci niż naturalny kamień. Profesor Joseph Davidovits, archeolog z Uniwersytetu Barry w Miami, odkrył natomiast w jednym z bloków... zatopiony ludzki włos. Nie miał żadnych wątpliwości, że bloki Wielkiej Piramidy zostały odlane. Inni archeologowie odrzucają taką możliwość, choć już w 1889 r.  C.E. Wilbour znalazł na wysepce Sehel koło Asuanu stellę z przepisem na produkcję "sztucznego kamienia". Przepis zawierał listę 29 minerałów, podpowiedzi gdzie je znaleźć i co z nimi zrobić. Stella wskazywała, że te wskazówki zostały podyktowane faraonowi Dżoserowi i jego architektowi Imhotepowi (czyli gostkom od Piramidy Schodkowej w Sakkarze) przez boga Chnuma. Prof. Davidovits odtworzył ów egipski cement i okazało się, że schnie on szybciej od współczesnego i jest bardziej odporny na czynniki klimatyczne.

Czemu jednak miała służyć ta piramidalna betonoza? Przecież nie wkurwianiu aktywistów miejskich :) Ustaliliśmy już, że trzy piramidy z Gizy nie były grobowcami i że Wielka Piramida ma cechy sugerujące, że była obiektem przemysłowym.

Amerykański inżynier Christopher Dunn napisał książkę "The Giza Power Plant", w której starał się dowieść, że Wielka Piramida była generatorem energii. Zwrócił on m.in. uwagę na to, że w Komnacie Królowej znaleziono na ścianach ślady chlorku cynku. Chlorek cynku powstaje w reakcji kwasu chlorowodorowego z cynkiem. Oprócz niego, efektem tej reakcji jest wodór. Czyli paliwo uznawane obecnie za przyszłość energetyki. Wodór można spalać w sposób "tradycyjny", ale jest on też pierwiastkiem wykorzystywanym w trakcie zimnej fuzji. Oczywiście uniwersyteccy profesorowie fizyki upierają się, że zimna fuzja przeczy prawom fizyki - bo nie chce im się oddawać własnych prac na makulaturę i szukać nowej pracy w McDonald's. Dużo kontrowersji wywołały choćby eksperymenty z sonofuzją - czyli zimną fuzją uzyskiwaną w wyniku ściśnięcia bąbelków wodoru z wykorzystaniem energii dźwiękowej. Przeprowadzający je amerykański naukowiec dr Rusi Taleyarkhan - badacz z laboratorium naukowego Oak Ridge finansowany przez DARPA - został napiętnowany jako "oszust", ale podobne efekty (choćby błyski niebieskiego światła w znikających bąbelkach wodoru) zauważyli też niemieccy fizycy w latach 40-tych. 




Według Dunna w Wielkiej Galerii wodór był poddawany "obróbce" dźwiękowej. W widocznych tam niszach były zainstalowane rezonatory Helmholtza. Tymczasem w podziemnej, "niedokończonej" komnacie maszyneria hydrauliczna wprawiała Wielką Piramidę w drgania harmoniczne. Co się działo później? Dunn pisał o wykorzystywaniu energii inercyjnej. Miała ona być wykorzystywana do produkcji mikrofal. Widzi on tutaj podobieństwa do technologii Tesli. Nie jestem fizykiem i niewiele z tego rozumiem. Ale pocieszam się, że niewiele rozumieją też profesorowie fizyki...

Teorię Dunna rozwinął Joseph Farrell w "Gwieździe śmierci z Gizy". Zauważa on, że boki Wielkiej Piramidy posiadają wgłębienia, podobne jak anteny paraboliczne. Nieprzypadkowe jest również to, że w wymiarach Wielkiej Piramidy zawarto odniesienia do pewnych stałych fizycznych, a także odległości ziemskich i kosmicznych. To zharmonizowanie było konieczne do optymalnego działania broni wysyłającej ogromne ilości energii na znaczne odległości. Broni, której bali się nawet bogowie, a którą opisano m.in. w hinduskim eposie "Mahabharata". Broni pozwalającej bez żadnego ostrzeżenia anihilować całe miasta.


Czy jednak mamy jakieś odniesienia w starożytnych źródłach sugerujące, że Wielka Piramida była bronią? Sitchin przytoczył historię zawartą na tabliczkach poświęconych sumeryjskim bogom Nergalowi i Ninurcie, poświęconą wojnie pomiędzy dwoma boskimi rodami. Po zakończeniu tej wojny, w ramach traktatu pokojowego, Ninurta dokonuje inspekcji "domu zbudowanego jak kopiec", w którym znajdują się instalacje, które mają zostać zdemilitaryzowane. W tekście tym opisane są m.in. Komnata Królowej, Wielka Galeria i Komnata Króla. Jest mowa o tym, że znajdowały się tam "świecące kamienie". W Wielkiej Galerii miały się one mienić tęczą. Wewnątrz sarkofagu również było jakieś urządzenie. Ninurta kazał to wszystko zdemontować i zniszczyć. Zrzucono też coś znajdującego się na szczycie Wielkiej Piramidy. Bogowie odetchnęli z ulgą. Przestała działać broń, której obawiali się bardziej od bomby atomowej. Upamiętniono to wydarzenie m.in. pieczęcią cylindryczną, na której ptak będący symbolem Ninurty unosi się między dwiema piramidami.

Według Sitchina, do wydarzeń tych doszło około 8670 roku przed Chrystusem. Trzysta lat wcześniej doszło do wojny pomiędzy Setem i Horusem. Piramidy stały już w 10 500 roku przed Chrystusem - o ile nie trochę wcześniej. Zostały zaprojektowane przez boga Ra, z inspiracji jego ojca Ptaaha. Sumerocentryczny Sitchin utożsamiał Ra z Mardukiem a Ptaacha z Enkim. Czy słusznie ich utożsamiał? To już inna sprawa...



W narracji Sitchina, około 3450 doszło do ponownego wykorzystania Wielkiej Piramidy. Tym razem jako więzienia dla boga. Marduk, w trakcie zamachu stanu, kazał aresztować swojego młodszego brata Dumuziego (Tammuza), ale podczas aresztowania Dumuzi został przypadkiem zabity. Wkurzyła się na to jego narzeczona, bogini Innana/Isztar. Boskie rody znów znalazły się na krawędzi wojny. By ocalić pokój, skazano więc Marduka na śmierć w Wielkiej Piramidzie. Zamknięto go tam, a szyb prowadzący w głąb piramidy zaczopowano granitowym blokiem. Szybko jednak doszło do ułaskawienia tego boga. By go wydostać z piramidy przebito tzw. odcinek C szybu studni - wyraźnie odbiegający jakością wykonania od innych tuneli. Przy okazji wysadzono też w powietrze jeden z bloków przy Wielkiej Galerii. Resztki tego bloku zostały później odkryte przez ludzi kalifa al-Mamuna, którzy przebili się do Wielkiej Piramidy w IX w. Zwrócili oni wówczas też uwagę na biały pył, który pokrywał Wielką Galerię. To też był skutek wysadzenia tzw. kamienia rampy.

W czasach ludzkich faraonów Wielka Piramida nabrała natomiast znaczenia kultowego. W "Tekstach Piramid" odkrytych w Sakkarze opisano jak dusza faraona przechodzi przez nią po śmierci i wychodząc szybem wentylacyjnym, idąc "wzdłuż wzroku Sfinksa" dociera do pewnego obiektu na Synaju, gdzie przechodzi szczegółowe procedury w podziemnych komorach, a następnie wznosi się ku gwiazdom, by dołączyć do bogów, czyli do "Neteru" - Obserwatorów...

***

W kolejnym odcinku serii Kemet poznamy prawdziwe znaczenie hermetycznej maksymy "Jak na górze, tak na dole". Przyjrzymy się całemu polu piramid rozciągającemu się na kilkadziesiąt kilometrów. I co te pole miało pokazywać. 

W tym tygodniu zamieściłem dwa posty - pierwszy poświęcony ś.p. Benedyktowi XVI i sprawom ukraińskim. Komentarze na tamte tematy proszę więc zamieszczać pod tamtym postem. 

piątek, 6 stycznia 2023

Benedykt XVI - niewygodny papież

 


Ilustracja muzyczna: Laibach - God is God

Zmarły papież Benedykt XVI był człowiekiem z innej, lepszej epoki. Był z pokolenia naznaczonego doświadczeniami II wojny światowej i powojennej prosperity. Pokolenia obserwującego jak jego świat był w ostatnich dekadach niszczony przez globalistyczną elitkę. I pokolenia, które samo przyczyniło się w latach 60-tych do samozniszczenia tego świata. Bardzo symboliczna była droga Josepha Ratzingera - od ultraliberalnego soborowego destruktora do konserwatywnego kardynała i papieża próbującego zatrzymać proces gnicia Zachodu.

Pontyfikat Benedykta XVI był też naznaczony wielką tajemnicą. Tajemnicą wewnętrznej wojny w Watykanie, która doprowadziła do abdykacji papieża. W ciekawy sposób o tej wojnie mówił ks. Andrzej Kobyliński. (Przepraszam, że cytuję tak gówniany, fakenewsowy, szwabski portal jak Onet, ale i zepsuty zegar dwa razy dziennie wskazuje właściwą godzinę.) Mówił on:

"Mówi ksiądz profesor o ciemnej stronie mocy w Kościele katolickim?

Mówię o tzw. drugiej stronie, bo takiego właśnie sformułowania – druga strona – używał sam Joseph Ratzinger. 5 lutego 2019 r. potwierdził ten fakt papież Franciszek w trakcie konferencji na pokładzie samolotu w drodze powrotnej z pielgrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Opór w samym Kościele przeciwko działaniom podejmowanym przez papieża Ratzingera był tak silny, że dalsze sprawowanie urzędu następcy św. Piotra stało się niemożliwe. Miałem wówczas na ten temat cenne informacje z pierwszej ręki: z niemieckiego otoczenia Benedykta XVI oraz z redakcji prestiżowego czasopisma włoskich jezuitów "La Civiltà Cattolica", którego każdy numer jest zatwierdzany przed publikacją przez watykański Sekretariat Stanu.

Ratzinger wytrzymał jako papież osiem lat.

Wytrzymał, ale już od 2010 r. rezygnacja zaczęła wisieć w powietrzu. Ja osobiście właśnie w r. 2010 zacząłem myśleć o tym, że abdykacja będzie czymś koniecznym. Już wówczas w Kościele panowało piekło rozpętane przez przeciwników linii doktrynalnej, którą reprezentował papież Benedykt XVI.

Księże profesorze, co to znaczy piekło?

Upraszczając można powiedzieć, że osią konfliktu było starcie skrzydła konserwatywnego ze skrzydłem liberalnym i vice versa. Oczywiście mamy z tym do czynienia od stuleci. Nie tylko w chrześcijaństwie czy katolicyzmie. Jednak w trakcie pontyfikatu papieża Ratzingera doszło do czołowego zderzenia. Rok 2010 nazywany jest przez wielu watykanistów "rokiem strasznym" i był efektem starć Benedykta XVI z tą tzw. drugą stroną. Te starcia zaczęły się jeszcze, kiedy niemiecki kardynał był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Na Wielki Piątek 2005 r. Ratzinger przygotował rozważania do Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum.

(...)


Co Ratzinger nazywał brudem w Kościele? Pedofilię, wykorzystywanie seksualne podwładnych?

To też. Wówczas, w 2005 r. Ratzinger naprawdę był postrzegany jako nadzieja na uporządkowanie w Kościele wielu złych rzeczy. Miał w tym już swoje zasługi – od końca lat 80. optował za tym, żeby zmienić Kodeks Prawa Kanonicznego, zaostrzając przepisy dotyczące pedofilii. Chodziło m.in. o podwyższenie dolnej granicy wieku ofiar i nakaz przesyłania do Rzymu z całego świata dokumentów dotyczących pedofilii klerykalnej. Te zmiany, głównie dzięki Ratzingerowi wprowadzono w 2001 r. Piszę o tym szczegółowo w moim najnowszym artykule naukowym pt. "Odpowiedź Kościoła katolickiego na problem wykorzystywania seksualnego osób nieletnich przez duchownych w latach 1984-2022". Studium zostało opublikowane na łamach czasopisma "Teologia i Moralność".

Rozumiem, że to też miało znaczenie w czasie konklawe w 2005 r.

Zdecydowanie tak. Dużym wstrząsem dla kardynałów na całym świecie był dramat pedofilii klerykalnej, który wybuchł w USA w 2002 r. Istniało ryzyko, że to piekło rozleje się po całym świecie. Trzeba pamiętać o jeszcze jednej sprawie, a mianowicie o tym, że w 1998 r. Ratzinger rozpoczął formalne postępowanie w Kongregacji Nauki Wiary przeciwko założycielowi zgromadzenia Legionistów Chrystusa Marcialowi Macielowi Degollado.

Degollado to pedofil, biseksualista, narkoman, przestępca seksualny, zaprzyjaźniony z wieloma potężnymi ludźmi w Watykanie.

Również z księdzem Stanisławem Dziwiszem.

Formalny akt oskarżenia przeciwko Degollado został przygotowany w Kongregacji Nauki Wiary 18 lutego 1999 r. Niestety, po upływie kilku miesięcy ofiary otrzymały oficjalne pismo, podpisane 24 grudnia 1999 r. o zawieszeniu postępowania.

Do przerwania postępowania przeciwko Degollado przyczynił się ksiądz Stanisław Dziwisz?

Nie mam takiej wiedzy. Uważam, że powinniśmy poznać precyzyjną odpowiedź na to pytanie.

Księże profesorze, kto to zablokował?

Druga strona. Andere Seite.

Dlaczego ksiądz mówi po niemiecku?



Ponieważ po raz pierwszy to pojęcie jako cytowana wypowiedź Ratzingera pojawiło się w prasie niemieckiej. Artykuł opisywał dyskusję między Ratzingerem a kardynałem Christophem Schönbornem, arcybiskupem Wiednia w sprawie dramatycznej sprawy kardynała Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa wiedeńskiego odsuniętego ze stanowiska w r. 1995. Dziennikarze śledczy badający przestępstwa seksualne Groëra szacują, iż kardynał z Wiednia mógł wykorzystać "ponad dwa tys. chłopców i młodych mężczyzn". Jednak do jego śmierci w 2003 r. Watykan nigdy nie potępił publicznie jego zachowań. Ratzinger w rozmowie z Schönbornem mówił, że to dlatego, że wygrała ta "andere Seite", że ta druga strona była silniejsza. To też pokazuje potężne napięcie, jakie panowało w Watykanie i w latach 90. i na początku lat dwutysięcznych, kiedy to liderem obozu stojącego na stanowisku konieczności oczyszczenia Kościoła stał kardynał Ratzinger.

W 2005 r. ta "andere Seite" przegrała, skoro Ratzinger został papieżem.

Na chwilę przegrała. Kiedy Ratzinger zostaje papieżem, to jedną z jego pierwszych decyzji jest ponowne otwarcie postępowania procesowego przeciwko założycielowi Legionistów Chrystusa. Jednak, moim zdaniem, w tym czasie Ratzinger zdawał sobie także sprawę z tego, że było już za późno na głęboką reformę wewnętrzną Kościoła jako instytucji. Miał świadomość potęgi struktur grzechu.

(...)

31 sierpnia 2005 r., cztery miesiące po wyborze, 265. następca św. Piotra podejmuje decyzję, jakiej żaden inny papież nie podjął przez 2000 lat istnienia Kościoła – zatwierdza dokument zakazujący przyjmowania do seminariów i udzielania święceń kapłańskich osobom, które "praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną kulturę gejowską".

Oficjalny tytuł tego dokumentu brzmi następująco: "Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń". I ten dokument, który był już gotowy w wersji roboczej w połowie lat 90. wywołał wielką burzę w Kościele. Został zdecydowanie odrzucony w wielu krajach świata. Papież spotkał się z wielkim oporem. W 2018 r. mówiłem o tym szeroko w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Dlaczego wcześniej Jan Paweł II takiego dokumentu nie podpisał?

Nie wiem. To jest jedno z najważniejszych pytań dotyczących pontyfikatu Jana Pawła II. Trzeba pytać, jakie racje przeważyły, że Jan Paweł II nie zlecił publikacji tego dokumentu. Benedykt zrobił to od razu, na początku pontyfikatu. Ta decyzja wywołała ostrą krytykę w kręgach kościelnych w wielu krajach. Kiedy 4 listopada 2005 r. ten dokument opublikowano, wiele episkopatów i zgromadzeń zakonnych otwarcie się sprzeciwiło, powiedziało, że nie będzie go wcielać w życie."(...)



Gdzie jest teraz ta "andere Seite"?

W dużej, białej skrzyni… 23 marca 2013 r. papież Franciszek odwiedził swego poprzednika Benedykta XVI, przebywającego w Castel Gandolfo. Na zdjęciach z tego spotkania widać dwóch siedzących i rozmawiających ze sobą papieży, a między nimi na stole stoi duża biała skrzynia, pudło. Były w niej tajne dokumenty, jakie Ratzinger postanowił przekazać osobiście papieżowi Franciszkowi. Papież emeryt zabrał je z Watykanu do Castel Gandolfo. Wśród nich były m.in. raporty specjalnej komisji śledczej, powołanej 24 kwietnia 2012 r. w celu wyjaśnienia watykańskich intryg, skandali i kradzieży papieskich dokumentów. Według części komentatorów w raporcie, sporządzonym przez emerytowanych dostojników Kurii Rzymskiej, kardynałów: Juliana Herranza, Jozefa Tomko i Salvatore De Giorgi może znajdować się klucz do wyjaśnienia wszystkich okoliczności abdykacji papieża."

(koniec cytatu)

Martel w "Sodomie" twierdził, że do abdykacji Benedykta XVI skłoniło m.in. to co odkrył podczas wizyty apostolskiej na Kubie. Tamtejszy episkopat - blisko związany z komunistyczną bezpieką - miał być totalnie pogrążony w aferach gejowsko-pedofilskich. 

Trafnej obserwacji dokonał również profesor Andrzej Nowak:

"Przeczytałem niedawno wspaniałą biografię Benedykta XVI pióra Petera Seewalda, w której przypomniano skalę niebywałej agresji skierowanej przeciwko temu papieżowi i Kościołowi przez system medialnego kłamstwa. Powiedziałbym, że zwłaszcza ta niemiecka szkoła kłamstwa wobec Benedykta XVI odsłania się w tej biografii jako coś niezwykle pouczającego i przerażającego jednocześnie. Tę niemiecką szkołę kłamstwa widzę w bardzo dużej części mediów w Polsce współcześnie, skupia się na atakach na Kościół, na papieża św. Jana Pawła II. Atak został podjęty od początku pontyfikatu Benedykta XVI, ale nasilił się zwłaszcza po jego wspaniałym wykładzie w Ratyzbonie, po przywróceniu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X – każda okazja była wykorzystywana do tego, by wyrywając z kontekstu jakieś zdanie z nauczania papieża zaatakować go jako absolutnego wroga każdego człowieka, wroga współczesności. Ta skala kłamstwa jest niewątpliwie zjawiskiem, w kontekście którego trzeba zobaczyć nie tylko decyzję o odejściu z urzędu następcy św. Piotra, ale także całej walki, jaką toczyć musiał Benedykt XVI przez osiem lat swojego pontyfikatu."

(koniec cytatu)

Pamiętajmy również, że Benedykt XVI był również wielkim przyjacielem Polski. U Niemców to bardzo rzadkie. No chyba, że uznamy, że Bawaria nie jest częścią Niemiec...

Nie mam też żadnych wątpliwości, że nawet mocno schorowany Benedykt XVI wykazałby się większym zrozumieniem wojny na Ukrainie od  uprzedzonego wobec "gringos" peronisty Franciszka.

***

O okolicznościach cichego puczu w Watykanie i pedofilskich związkach ludzi, którzy uczynili kardynała Bergoglio papieżem pisałem już w odcinku serii Pontifex: Cichy pucz. Warto do niego powrócić. Jak i do całej serii Pontifex.

O Benedykcie XVI wspomniałem również w serii Phobos. Przypomnijmy zatem poruszone tam wątki dotyczące niedawno zmarłego papieża:

"W 2006 roku papież Benedykt XVI odwołał ze stanowiska szefa Obserwatorium Watykańskiego i swojego doradcy naukowego człowieka bardzo sceptycznie nastawionego do istnienia Obcych. Jego następcą uczynił jezuitę Gabriela Funesa, który w 2008 r. stwierdził, że nie ma konfliktu pomiędzy wiarą w Boga a wiarą w obce cywilizacje. "Obcy może być moim bratem". Jego podwładny, o. Guy Consolmagno, powiedział natomiast w 2010 r., że Obcy może mieć duszę i trzeba go ochrzcić "niezależnie od tego, ile ma macek". Dodał też, że ludzie byliby naprawdę zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak mocno Watykan angażuje się w nowoczesne badania naukowe. (...) Zaskakującym sygnałem dotyczącym tego, jak Stolica Apostolska postrzega fenomen UFO jest również to, że Watykan szeroko otworzył swoje archiwa dla ufologa Michaela Hesemanna. Hesemann napisał dzięki temu kilka dobrych książek historycznych - np. poświęconych Piusowi XII i dawnym relikwiom. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest on też czołowym niemieckim ufologiem, który kiedyś robił m.in. wywiady z kontaktowcem Billym Meierem. I ten czołowy niemiecki ufolog napisał wspólnie z Georgiem Ratzingerem książkę "Mój brat papież". "

(koniec cytatu)

Jednym z moich marzeń jest to, by następnym papieżem został katolicki alt-rightowy, antykomunistyczny ezoteryk. By uczynił swoimi współpracownikiem księdza Natanka. I by jedną z pierwszych jego decyzji jako papieża było ekskomunikowanie całej rodziny Giertychów i Terlikowskiego. Amen.

***


Według Generała SWR, doszło do ciekawego zdarzenia w związku z ukraińskim sylwestrowym celnym strzałem w Makijewce. Na naradzie Putina z przedstawicielami resortów siłowych wystąpiło spięcie pomiędzy wojskowymi a Patruszewem. Wojskowi początkowo twierdzili, że w Makijewce zginęło 88 ludzi, później, że 105. Patruszew twierdził, że co najmniej 290. Później FSB wspólnie z Ministerstwem ds. Sytuacji Nadzwyczajnych ustaliły, że było 312 zabitych i zaginionych oraz 157 rannych, których nazwiska ustalono.

Generał FSB podał też dane o stratach bezpowrotnych (zabitych, zaginionych, bardzo ciężko rannych, dezerterach), które Putin dostał na dzień 31 grudnia 2022 r. Wynoszą one w przypadku sił zbrojnych: 104 186 ludzi. W przypadku prywatnych firm wojskowych: 33 902. Rosgwardia: 5941. FSB: 1118. Ministerstw ds. Sytuacji Nadzwyczajnych: 297.

***

W tym tygodniu wyjątkowo dwa wpisy. W sobotę pojawi się też nowy wpis z serii Kemet. 

sobota, 31 grudnia 2022

Kemet: Piramidalne kłamstwa

 


Ilustracja muzyczna: Stargate theme

Czasem warto odwiedzić miejsca, o których czytamy w podręcznikach do historii. By przekonać się tam, jak bardzo oficjalna wersja jest dziurawa i zakłamana. 

Oficjalna wersja mówi, że Wielka Piramida w Gizie była grobowcem faraona Cheopsa. I że Wielką Galerią w piramidzie szła procesja kapłanów z mumią i trumną swojego władcy. Ten kto to wymyślił, chyba nigdy nie odwiedził Wielkiej Piramidy. Gdyby bowiem był wewnątrz niej, wiedziałby, że by dojść do Wielkiej Galerii trzeba przejść kilkadziesiąt metrów korytarzem o wysokości i szerokości nieco ponad metra idącym dosyć stromo w górę. Obecnie w tym korytarzu są stopnie, poręcze i oświetlenie ułatwiające turystom wspinaczkę. I choć to tylko kilkadziesiąt metrów, to droga nie jest łatwa. Nawet młodzi ludzie wychodzą stamtąd zmachani. Trudno wyobrazić sobie, by tym tunelem przemieszczała się procesja z trumną faraona. Zwłaszcza, że trumna mogłaby się nie zmieścić. Te prezentowane w kairskim Muzeum Egipskim są całkiem spore. Na pewno nie dałoby się też tą drogą przemieścić sarkofagu. Fizycznie by się tam nie zmieścił. 



Ów wysoki na nieco ponad metr korytarz prowadzi nas do Wielkiej Galerii, wysokiej na prawie 9 m i zwężającej się ku górze. Można w niej odnieść wrażenie, że była częścią jakiegoś budownictwa przemysłowego i że wymontowano z niej jakieś instalacje. Z Wielkiej Galerii wchodzimy do przedsionka, gdzie znów musimy się schylić - jest wysoki na jakieś 1,5 m. W przedsionku warto zwrócić uwagę na ślady po zdemontowanej "śluzie". Stamtąd przechodzimy do Komnaty Króla, wysokiej na prawie 6 metrów, nad którą znajduje się kilka tzw. komór odciążających. Ściany tego pokoju są wykonane z idealnie dopasowanych bloków ciemnego granitu. W środku jest też sarkofag - z obłupanym lub może stopionym rogiem. W sarkofagu oczywiście nie znaleziono żadnej mumii. Oczywiście archeolodzy twierdzą, że musiała ona zostać zrabowana razem ze skarbami faraona w czasie tzw. Pierwszego Okresu Przejściowego. 


Czyżby jednak wówczas rabusie też skuli malowidła ze ścian? Wiemy, że grobowce z okresu Starego Państwa były bogato zdobione. Powyżej przykład malowidła z mastaby jednego z ówczesnych premierów. Po ponad 4 tys. lat wciąż pięknie się ono prezentuje. Niczego podobnego nie ma ani w Piramidzie Cheopsa, ani w Piramidzie Chefrena. Niemal nigdzie nie ma też w tych budowlach żadnego napisu zawierającego imię faraonów. Niemal. Jeden, jedyny napis "Chufu" w Wielkiej Piramidzie został znaleziony w jednej z komór odciążających. Odkrył go brytyjski "archeolog" płk Howard Vyse. Niechlujnie nabazgrany czerwoną farbą napis zawierał błąd ortograficzny, który pojawił się w XIX-wiecznej książce, którą posługiwał się wówczas Vyse. Ów "wielki odkrywca" znalazł również trumnę i mumię faraona w piramidzie Mykerinosa (tej trzeciej pod względem wielkości w Gizie). W XX w. zbadano to znalezisko metodą radiowęglową i wyszło na to, że trumna pochodziła z okresu ptolemejskiego, a mumia z czasów wczesnochrześcijańskich. Mimo to, współczesna archeologia nie uważa Vyse'a za oszusta. 


Współczesna egiptologia trzyma się wersji mówiącej, że Sfinksa zbudował faraon Cheops. Dowodem na to mają być datowania popiołu używanego do prac budowlanych przy zewnętrznej okładzinie piramidy. A także pamiętnik jednego z urzędników, który organizował transporty tej okładziny Nilem z Assuanu.  Miesięcznie przewoził 200 białych wapiennych kamieni, ważących po około 2 ton. Wielka Piramida składa się z 2,3 mln kamiennych bloków. Są wśród nich bloki mające po kilkanaście i po kilkadziesiąt ton. Największe mają 80 ton. By wybudować ją za życia Cheopsa, trzeba było stawiać jeden kamień średnio co dwie minuty - i jeszcze znaleźć czas na ich transport, ociosanie i inne prace. Archeologowie wyobrażają sobie, że robiono to bez narzędzi żelaznych (była to wszak epoka brązu :), ciągnąc po piachu wielotonowe bloki kamienne na drewnianych płozach. (Drewno było już wtedy w Egipcie surowcem bardzo cennym - bo importowanym.) W ten sposób miała powstać sztuczna góra wysoka na 146,6 m, będąca aż do XIII w. n.e. najwyższą budowlą na Ziemi. Niemal idealnie zorientowana według stron świata i zawierająca w swoich wymiarach nawiązania do różnych wymiarów ziemskich i kosmicznych.

Cheopsa jako inwestora Wielkiej Piramidy wymienia, spośród dawnych historyków jedynie Herodot. Błędnie umieszcza jego panowanie w okolicach czasów Ramzesa II. Myli się w chronologii tylko 1000 lat! Pozostali mędrcy starożytności otwarcie przyznawali, że w ich czasach nikt już nie wiedział, kto zbudował piramidy w Gizie. Były już więc już w czasach starożytnych reliktem z czasów zamierzchłych. Arabscy kronikarze wspominali później, że Wielką Piramidę zbudował król Saurid, którego utożsamiali z biblijnym przedpotopowym patriarchą Henochem, który został zabrany do Nieba. Tym od Księgi Henocha. Najprawdopodobniej więc związek Cheopsa z Wielką Piramidą ograniczał się do tego, że wymienił on jej zewnętrzną okładzinę na nową. Widocznie stara była mocno zniszczona w jakimś kataklizmie...


Wspomniałem o Wielkiej Galerii i prowadzącym do niej korytarzu. Są też miejsca nie pokazywane turystom - Komnata Królowej i "niedokończona" komnata pod poziomem gruntu. Wciąż są tam odkrywane jednak nowe puste przestrzenie. Na powyższym planie macie je zaznaczone czerwonymi liniami. Widać tam choćby szeroki na 10 cm korytarz idący z Komnaty Królowej, w który w 1993 r. wpuszczono robota o nazwie "Jedi" (tak po arabsku nazywany jest Cheops). Korytarz kończył się blokiem kamiennym z dwoma miedzianymi (?) uchwytami. Gdy te drzwi po kilkunastu latach otwarto, natrafiono na kolejną blokadę i na dziwne piktogramy.   W 1986 r. francuscy badacze Gilles Dormion i Jean-Patrice Goidin, za pomocą detektorów elektronicznych odkryli pod Wielką Galerią komorę wysoką na 5,5 m, wypełnioną "skrystalizowanym piaskiem". Rok później naukowcy z Uniwersytetu Waseda, prześwietlili piramidę i wyszło im, że jest w niej cały labirynt ukrytych tuneli. Odkryto również, że jest też jakiś szyb pod "niedokończoną", podziemną komnatą. Ukryte tunele mogą być też w Piramidzie Chefrena. W latach 1968-1969 noblista Louis Alvarez, badał to, jak się w niej rozchodzi promieniowanie kosmiczne. Wyszło mu, że musi być w niej "kompletny chaos". Wyglądało na to, że cząstki promieniowania skręcają w tunelach i poruszają się dziwaczną trajektorią.

W jednym z programów dokumentalnych emitowanych na kanale History (bodajże "Zagadki świata starożytnego") dr Zahi Hawass, przez kilka dekad dyktator egipskich wykopalisk, zadeklarował, że "nie ma żadnych podziemnych tuneli pod Sfinksem". No może poza jednym - grobem Ozyrysa. "Że co?! Grób Ozyrysa?!". Hawas pokazał tam owo znalezisko - duży podziemny bunkier, z którego schodziło się drabinką do bardzo szerokiego szybu kilkanaście metrów w dół, do komory częściowo zatopionej w wodzie, w której spoczywał ogromny sarkofag. Grób egipskiego boga. Takie tam znalezisko, którego się szeroko nie udostępnia, bo po ch... przerabiać podręczniki... (Baj de łej: Herodot pisał, że pod Wielką Piramidą jest "krystalicznie czyste" jezioro z zatopionym w nim wielkim sarkofagiem.)










Ogólnie turyści zwykle nie mają czasu, by się rozejrzeć po otoczeniu piramid. A jest tam wiele interesujących obiektów. Choćby "świątynie" z potężnymi murami z kilkudziesięciotonowych bloków. Niektóre z nich bardzo mocno zgruzowane - nie wiadomo przez jaki kataklizm czy wojnę. Tam, gdzie zachowały się w lepszym stanie, widać idealnie dopasowane bloki kamienne. Czasem można też dostrzec wejścia do podziemnych "bunkrów". 





Niektórzy też się dopatrują na tych cyklopowych murach śladów osadów wodnych. Jest ich ponoć dużo w Dolinie Wron, pod piramidami. Alireza Zerai zauważył natomiast kryształy soli na stropach komór odciążających Wielkiej Piramidy. Oczywiście na Sfinksie - i otaczającej go "wnęce" skalnej widać ślady erozji wodnej, które są obecnie niszczone. Sfinks jest obecnie dewastowany. Nakładają na niego nowiutkie bloki wapienne, by zasłonić dowód na to, że powstał co najmniej kilka tysięcy lat przed panowaniem Chefrena. (Istnieje zresztą stella mówiąca, że Chefren zbudował świątynię, obok świątyni Izydy "Pani Wielkiej Piramidy" i że świątynia ta została postawiona obok starszej świątyni położonej "obok Sfinksa". Czyli, że Sfinks za czasów Chefrena był już stałym elementem krajobrazu. Stella ta jest ignorowana przez archeologów.) Rezai znalazł też ślady tego, że ktoś pracował młotem pneumatycznym wewnątrz komór odciążających Wielkiej Piramidy. Co tam niszczono?




Kompleks piramid w Gizie nie został jeszcze w całości przekopany przez archeologów. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby odkryto tam drugiego Sfinksa. Obserwując zachód Słońca nad piramidami, zauważyłem, że jedna z dużych skał na terenie kompleksu wygląda jak sum lub podobna ryba. Czy to tylko przypadkowa gra światła i cieni, czy też zamierzony efekt?




Warto też pamiętać, że kompleks w Gizie stanowi część Pola Piramid rozciągającego się na kilkadziesiąt kilometrów od Abu Rowash do Meidun. W jego południowej części, w Dahszur, znajdują się Piramida Łamana i Czerwona Piramida. Ta pierwsza sprawia u niektórych wrażenie, jakby wcześniej długo znajdowała się pod wodą. Druga też jest warta uwagi. Wewnątrz niej znajduje się bowiem mniejsza wersja Wielkiej Galerii z Gizy. 






Owa "mini Wielka Galeria" kończy się przedsionkiem, podobnym jak w Piramidzie Cheopsa. Prowadzi on natomiast do... gruzowiska. Na ścianach zauważyłem osmalenia. Jeden z bloków był pęknięty. Jakie siły działały tam w środku? Co tam eksplodowało? Zapach w Czerwonej Piramidzie przypominał siarkę... 

Postawię tezę: Czerwona Piramida powstała mniej więcej w tym czasie jak kompleks w Gizie. Tysiące lat przed egipskim Starym Państwem. Niedługo przed tym lub po tym, jak przez Kemet przetoczyła się Wielka Woda.

***

W kolejnym odcinku serii Kemet: o tym, co wymontowano z Wielkiej Piramidy. O wojnie jaką o nią stoczono. O tym jak stała się ona więzieniem jednego z bogów. I o tym jak w Egipcie produkowano kamienie.)

Ten wpis się trochę rozrósł, więc nie chciałem go już poszerzać o wątki dotyczące wojny na Ukrainie. Dobrą robotę w tej kwestii robi już mój mundurowy Czytelnik z blogu Zapiski Czynione po Drodze. I czasem mnie nawet linkuje, za co składam Mu podziękowania :)  Po wyszperane przeze mnie linki dotyczące wydarzeń bieżących zapraszam na Twittera, Facebooka lub Minds (ostatnie, dla miłośników treści NSFW).

A wszystkim czytelnikom życzę Szczęśliwego Nowego 2023 roku!