sobota, 13 października 2018

Stalin Revisited, Prometheus Revisited


Ilustracja muzyczna: Skrillex & Rick Ross - Purple Lamborghini

Pamiętam jak podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny z 2008 r. miłośnicy Putina starali się pokazać jacy z Gruzinów źli ludzie wypominając im, że w Gori wciąż stoi pomnik Stalina. No argument wzięty z d..., bo akurat w Rosji też znajdzie się sporo stalinowskich upamiętnień a nawet w ostatnich latach kult sowieckiego tyrana tam odżył. Gdy zaś wojska rosyjskie weszły do Gori i rozeszły się rabować banki, sklepy i mieszkania, od zbiorów Muzeum Stalina trzymały się z daleka. Putin zabronił im bowiem pod drakońskimi karami wchodzić na teren tego kompleksu. Pamięć Wodza miała być uszanowana. Ruscy uszanowali więc też pomnik Stalina - który po wojnie został zburzony przez ekipę Saakaszwilego. Pomników Stalina nie ma już w Gruzji (no chyba, że zachował się jakiś na głuchej prowincji...), a ulice gruzińskich niemal wszystkich miast zostały zdekomunizowane. Wyjątkiem jest Gori, gdzie wciąż centralna ulica jest Aleją Stalina. Nie da się jednak ukryć tego, że w Gruzji na masową skalę sprzedawane są pamiątki ze Stalinem - magnesy na lodówki, breloczki, kubki a nawet wina o markach takich jak "Uncle Joe". (Ja kupiłem sobie magnes na lodówkę z młodym szachem Iranu stojącym obok Stalina w Teheranie w 1943 r.) Trudno wyobrazić sobie, by np. w Monachium sprzedawano podobne suweniry z Hitlerem. Wiele z takich pamiątek kupują rosyjscy turyści, masowo przyjeżdżający do Gruzji (wbrew kremlowskiej propagandzie pokazującej Gruzję jako wroga), ale część również przybysze z Zachodu - szczególnie łowcy kuriozów. A jak do postaci Stalina podchodzą sami Gruzini?







"Nie wiem, po co ludzie jeżdżą do Gori. Przecież tam nic nie ma. Ja tam nigdy nie byłem, bo nie lubię Stalina" - usłyszałem od jednego młodego Gruzina. Inny, starszy powiedział: "Gdy powiedziecie komuś w Gori coś złego o Stalinie, to się zdenerwują. Bo to był ich ziomek. Ale ja nienawidzę Stalina. On oddał Soczi Rosji i dał autonomię Osetyńcom i Abchazom. Korzenie naszych problemów są w czasach jego rządów". W Muzeum Stalina w Gori, to miejscowa przewodniczka szokowała Rosjan opowiadając im o realiach życia w stalinowskim ZSRR i otwarcie przyznała, że pół miasta od dawna wiedziała, że prawdziwym ojcem Stalina był miejscowy pop Koba Egnatoszwili. Gdy przedstawiałem swoje prometejskie teorie o Berii Gruzinów, spotykałem się z zaciekawieniem. I zawsze pozytywnie odbierali oni to, że Beria zabił Stalina.Gdy powiedziałem Megrelowi (Gruzinowi z tego samego "plemienia" co Beria), że Beria otruł Stalina, by zapobiec deportacji Megrelów na Syberię, usłyszałem, że Beria był "maładiec".

Flashback: Prometeusz - Dwoista natura prowokatora

Flashback: Prometeusz - Purim 1953

Flashback: Prometeusz - Pederasta zdycha, musimy działać szybko...


Był jednak moment w historii, gdy Gruzini bronili kultu Stalina: 1956 r. Jak to się stało? Chruszczow w referacie na XX Zjeździe KPZR pogardliwie wyrażał się o całym narodzie gruzińskim. "Jak taki Gruzin mógł nami rządzić?!". Gdy to wyciekło do opinii publicznej, Gruzini poczuli się obrażeni i zauważyli, że pod osłoną destalinizacji próbuje się rusyfikować ich republikę. Z przekory zaczęli więc okazywać przywiązanie do Stalina. Nawet w tych wsiach, które odczuły stalinowskie represje i o Wodzu mówiło się jedynie jako o "wąsatej bestii" i "bandycie", nagle zaczęto przyklejać zdjęcia Stalina do bocznych szyb traktorów. 4 marca 1956 r. zaczęły się w Tbilisi demonstracje upamiętniające trzecią rocznicę śmierci Wodza. Pod pomnikiem Stalina nad rzeką Kurą gromadzili się początkowo ortodoksyjni partyjni stalinowcy, ale wkrótce zaczęli do nich dołączać studenci i zwykli mieszkańcy miasta. Jeden z działaczy partyjnych wdrapał się  na pomnik, otworzył butelkę wina, wypił z niej łyk, resztę rozlał a butelkę roztrzaskał mówiąc: "Niech wrogowie Stalina skończą, tak jak ta butelka!". Wywołał aplauz tłumu.



Początkowo postulaty demonstrantów dotyczyły "przywracania pamięci Stalina" w oficjalnej propagandzie. Szybko dołączono do nich wezwania wyrzucenia z KC: Chruszczowa, Mikojana i Bułganina, zwolnienia z więzienia byłego szefa azerskiego KC Mir Dżafara Bagirowa, awansowania do KC większej ilości gruzińskich działaczy partyjnych oraz Wasilija Stalina. Na demonstracjach śpiewano dawny hymn niepodległej Gruzji, nad tłumem powiewały niepodległościowe gruzińskie flagi a wśród ludzi  krążyły antykomunistyczne ulotki, w których domagano się secesji z ZSRR. W demonstracjach jako nastolatkowie uczestniczyli późniejsi słynni dysydenci: Merab Kostawa i Zwiad Gamsachurdia. 



Manifestacje przestraszyły Kreml. Wysłano więc wojsko, by strzelało do tłumu. 9 marca 1956 r. zginęło od 106 do 800 Gruzinów. To wydarzenie stało się dla gruzińskich antykomunistów podobnym symbolem jak dla nas Poznań '56. I pomyśleć, że zaczęło się od przekornej obrony Stalina... To był niejako epilog historii opisanej przeze mnie w serii Prometeusz.



Prometejska historia daje o sobie jednak cały czas znać. Przyjrzyjmy się np. pierwszemu demokratycznie wybranemu prezydentowi niepodległej Gruzji Zwiadowi Gamsachurdii. Jego ojcem był profesor Konstantin Gamsachurdia - wybitny pisarz i nacjonalista chroniony przez Berię. Beria wyznaczył Gamsachurdię na szefa proniemieckiego rządu wolnej Gruzji na wypadek wejścia wojsk III Rzeszy na Zakaukazie. Gamsachurdia był podobnie jak Beria Megrelem. (Nie dziwić nas więc powinny bardzo dobre stosunki jakie miał Zwiad Gamsachurdia z Abchazami, którzy wspierali go w wojnie domowej przeciwko Szwewardnadzemu. Megrelowie historycznie byli zawsze bliscy Abchazom. I gdyby nie terror oddziałów Szewardnadzego, Abchazja zostałaby prawdopodobnie przy Gruzji rządzonej przez Gamsachurdię.)



Zwiad Gamsachurdia został rehabilitowany, odznaczony tytułem Bohatera Gruzji i uroczyście pochowany w Tbilisi przez prezydenta Micheila Saakaszwilego. Saakaszwili obalił wcześniej Szewardnadzego w Rewolucji Róż i dał Gruzji niesamowity impuls modernizacyjny.

A jakie są rodzinne korzenie Saakaszwilego? Były prezydent Gruzji w jednym z wywiadów stwierdził, że "nie może mieć ciepłych uczuć wobec Berii", bo dwóch jego pradziadków trafiło w 1937 r. do łagrów, a brat prababci został wówczas rozstrzelany. Żona Saakaszwilego napisała w swojej książce, że jeden z tych pradziadków był bogatym przemysłowcem finansującym Stalina przed rewolucją. Okazuje się też, że dziadek ze strony matki służył w gruzińskim NKWD jako jeden ze współpracowników Berii i zajmował się wówczas m.in. żydowską inteligencją. Wuj Saakaszwilego Timur Alasania, był dyplomatą w ONZ w czasach sowieckich i przy tym pułkownikiem KGB. I to on bardzo pomógł swojemu bratankowi w karierze. Micheil Saakaszwili służył zaś w ramach zasadniczej służby wojskowej w wojskach pogranicznych, podległych KGB, na lotnisku Kijów Boryspol. Później kształcił się w Kijowie i w USA. Zinfiltrował administrację Szewardnadzego i wbił temu sowieciarzowi nóż w plecy. Charakterystyczne, że przeprowadzając Rewolucję Róż, pojechał do miasta Zugdidi - stolicy Megrelii i bastionu zwolenników Gamsachurdii, gdzie witały go tłumy.



Ogromnym paradoksem jest to, że człowiek o tak silnych resortowych powiązaniach okazał się być wielkim gruzińskim patriotą wzbudzającym swoimi działaniami wściekłość Rosji. (To zresztą podobny przypadek jak Hejdar Alijew w sąsiednim Azerbejdżanie - generał KGB i dyktator, który jednak skutecznie zmniejszył zależność swojego kraju od Rosji oraz zapewnił mu względny dostatek i stabilność.) Wściekły Putin nie bez przyczyny porównywał Saakaszwilego do "tego zdrajcy Berii". Saakaszwili zdradził Łubiankę, wyrzucił z Gruzji mafię, zdusił przestępczość pospolitą, podniósł standard życia zwykłych Gruzinów i przyłączył Adżarię - jego przykład był zbyt niebezpieczny dla Rosji.



Interesującą rzeczą było więc wsłuchać się w opinie Gruzinów przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. W powszechnej opinii za kandydatkę prorosyjską uchodzi Salome Zurabiszwili - córka gruzińskich emigrantów, była francuska dyplomatka (ambasador Francji m.in. przy ONZ!), była minister spraw zagranicznych. Jest ona popierana przez blok Bidziny Iwaniszwilego - czyli tego miliardera, który zrobił majątek w Rosji a Gruzji zapewnił stagnację. Obkleiła całą Gruzję swoimi wyborczymi bilboardami i nie wiadomo skąd wzięła na nie pieniądze. Młodzi ludzie są w większości przeciw niej. Często styka się z demonstrantami, którzy wyzywają ją od rosyjskich agentek i zdrajczyń. Jednym z jej kontrkandydatów jest były szewf MSZ Grigol Waszadze. To dawny sowiecki dyplomata negocjujący układ START z Amerykanami. Mówią w Gruzji, że to "kagiebesznik", ale to też człowiek Saakaszwilego uznawany za dużo lepszy wybór niż Zurabiszwili. Ale mamy też wśród liczących się kandydatów w  tych wyborach również innego przedstawiciela ekipy Saakaszwilego - Davita Bakradze, byłego przewodniczącego parlamentu, przedstawiciela Gruzji przy NATO i szefa MSZ, kawalera Krzyża Komandorskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Gruzini, z którymi rozmawiałem, mówili mi: wszyscy byle nie ta rosyjska agentka Zurabiszwili! Nawiasem mówiąc, Salome Zurabiszwili mi przypominała trochę jeśli chodzi o mowę ciała Hillary Clinton...

A co ze Stalinem? No, cóż... Przewraca się w kotle widząc, że Komunistyczna Partia USA rozpadła się z powodu sporów o stosunek do transów...


wtorek, 9 października 2018

Wrażenia z Gruzji i Azerbejdżanu

Moja wizyta na Kaukazie Południowym wyszła bardzo ciekawie. W sumie nie miała prawa wyjść inaczej. Tak ją "na gorąco" relacjonowałem na Fejsie:

"Funkcjonariuszka Straży Granicznej na Okęciu: - Pański paszport naprawdę wygląda co najmniej jak...
- Jak paszport handlarza bronią?
- (Uśmiech) Tak!"





"Baku - a przynajmniej jego centrum po prostu zachwyca. Jest tu tyle pięknych kamieniczek z czasów carskiego boomu naftowego, że HGW dostałaby pierdolca od samego patrzenia :) Niektórych z tych perełek nie powstydziłaby się Nicea. Tak mi się jakoś skojarzył bulwar nad Morzem Kaspijskim. Ładnie wygląda też tutaj architektura współczesna i... socrealistyczna. W centrum miasta widać naftową prosperity - sklepy drogich marek i klimatyczne kafejki. Kraj islamski, ale można się napić piwa. Panienki w chustach na głowach są tu rzadkością. Na skwerze fontann jest pomnik typowej mieszkanki Baku - z komórką w ręku i w bluzeczce odsłaniającej brzuch. Dziewczyny podobne do Turczynek oraz Iranek, ubierają się jednak lepiej od Rosjanek. Nadal nie rozumiem, co ksiądz Isakowicz ma do tych Azerów..."




"Baku, miasto Cezarego Baryki, było kiedyś miastem bajecznie bogatym. To widać choćby po fasadach budynków. Tu powstawały wielkie fortuny i tu Beria zdobył dowód na to, że komunizm nie działa. Beria widział jak po obaleniu komuny bakińskiej w 1918 r. odżył handel w mieście. Azerowie to typowy kaukaski naród handlowy. Cwani ludzie. Tak jak Baku mógłby pewnie wyglądać Iran, gdyby wprowadzono tam komunizm a potem naftowy kapitalizm. A ja się tu czuje jak Anthony Bourdain ( oczywiście nie mam zamiaru popełniać samobójstwa). Dałem się namówić na niezłe szaszłyki, które popisem miejscowym piwem."




"Dzisiaj zrobiłem sobie wypad za miasto do błotnych wulkanów i prehistorycznych petroglifów. Po drodze widziałem wielki terminal naftowy, w którym zaczyna się rurociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan. Ś.p. Witold Michałowski mówił mi kiedyś: "Zobacz Heydar Aliew był generałem KGB, a ile zrobił, by kraj uniezależnić od Moskwy". Dzisiaj Azerbejdżan jest rządzony przez Ilhama Alijewa, syna Hejdara. Oznak kultu jednostki jest zadziwiająco mało ot jakiś zakład naftowy, czy centrum kultury nazwane imieniem Heydara Alijewa. Podobna sytuacja jak z kultem Marszałka w II RP. Lud docenia to, że pomimo utraty Karabachu Azerbejdżan ustawił się o wiele lepiej niż niemal wszystkie byłe republiki ZSRR. Czuć tutaj czasem u starych ludzi nostalgię za ZSRR, bo "wszystko było za darmo i Karabach był nasz". Wówczas (aż do 1987) też rządził Alijew... Muzeum Niepodległości w dawnym Muzeum Lenina jest natomiast zadziwiająco skromne. Choć np. jest tam wiele o pierwszej niepodległości Azerbejdżanu, zdławieniu przez Iran azerskiej autonomii w 1946 r. i wojnie o Karabach, to jednak niewiele wyjaśnień dla obcokrajowców. Brakuje tutaj rozmachu, typowego dla Alijewów. Ale można się dowiedzieć np. o masakrach jakie Ormianie urządzali w Baku w 1918. Starszy Azer opowiedział mi, że służył w w wojsku sowieckim z Ormianinem z Karabachu. I ten Ormianin mówił, że nie może zrozumieć Ormian z Erywania, bo oni mówią zupełnie innym dialektem..."



"Trzy ciekawostki o Baku:
1. Po mieście łazi sporo kotów. W knajpach na świeżym powietrzu możecie liczyć na ich wizyty. Jednego poczęstowałem kawałeczkiem jagnięciny z pieroga - zlizywał z niej śmietankę, aż miło. Nya Doktorze Targalski!
2. Oprócz "Przedwiośnia" i "Słowa o Hejdarze Alijewie" lekturą obowiązkową na odwiedziny tego miasta powinien być też "Wiatr od morza" Żeromskiego :) Tutaj po prostu często mocno wieje od morza.
3. Okolice za miastem miejscami wyglądają bardzo conanowsko. Zresztą ten region ma iście conanowską nazwę: Półwysep Apszeron. Kiedyś tu stały zoroastryjskie wieże, na których płonęły święte ognie..."








"W prometejskim Tbilisi, urokliwym górskim mieście, które ma kolejkę linową w samym centrum :) Już na samym wstępie miłe zaskoczenie. Taksiarz, który mnie wiózł z lotniska ucieszył się, gdy powiedziałem mu, że jestem Polakiem. " Uwielbiam Polskę! W armii sowieckiej stacjonowałem we Frankfurcie nad Odrą i miałem też okazję jeździć do Polski". Wspomniał o serialu Czterech Pancernych i Pies oraz o prezydencie Kaczyńskim. Byłem nieźle zaskoczony, gdy mi podarował 2 litry wina z działki ( będę musiał wypić na miejscu, by mi się w walizce nie rozlało). W parku koło Pałacu Prezydenckiego zagadnął do mnie sobowtór Stalina. "Jesteś z Polski? Lubię Polskę. W armii sowieckiej w 1984 r. stacjonowałem w Łowiczu". :) Mam hotel obok katedry Sameba. Dzisiaj prawosławne święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Wpadłem do katedry przyjrzeć się architekturze, modlitwom i miejscowym panienkom."





"Knajpa na starówce w Tbilisi w pobliżu Meidanu. Dają muzykę na żywo w tradycyjnym, gruzińskim stylu. W zespole koleś i dwie panienki. Jedna z nich - o pięknym ciemnorudym kolorze włosów, dziewczyna w typie "girl next door" - naprawdę nieźle śpiewa. (Aż wyobraziłem sobie Berię słuchającego w latach 30-tych podobnej wokalistki w resortowym lokalu). Jedna młoda Gruzinka zaczęła spontanicznie tańczyć, kaukaski tradycyjny taniec. Rozpuściła włosy, kręciła biodrami i wykonywała takie "falowe" ruchy rękami. Naprawdę naturalnie i sexy jej to wyszło! Naród, który kocha swoją tradycję. Machistowski Kaukaz "

Natknąłem się na Turboormian (ilustracja muzyczna:  System of a Down - Aerials)

"Kaukaski węzeł coraz bardziej zapętlony. Wiózł mnie po Tbilisi stary ormiański taksiarz i przy okazji przedstawił ormiańską wersję historii, z wieloma ciekawymi szczegółami. " Gdy Lech Kaczyński zginął, gruzińska cerkiew nie chciała odprawić za niego panihidy. Bo był katolikiem, więc odmówili. Ormianie odprawili." Wielka i wspaniała katedra prawosławna Sameba powstała w miejscu zburzonej kilkusetletniej ormiańskiej cerkwi i cmentarza. Taksiarz pokazywał też domy, które przed rewolucją należały do bogatych Ormian. "Całe Baku zbudowali Ormianie, podobnie jak kawał Tbilisi". Zaskoczył mnie też mówiąc, że prezydent Gamsachurdia de facto wyrzucił z kraju wszystkich... Żydów. Ale cóż, na Kaukazie można się nasłuchać dużo o skomplikowanej historii regionu. Starszy Ormianin pokazał mi też polski kościół a tam oddał cześć obrazowi Jezusa Miłosiernego."

"Gruzin odpowiedział na ormiańską wersję historii: " Że niby Ormianie zbudowali wszystkie piękne kamieniczki w Tbilisi? A ch....! Gruzini też mieli pieniądze i stawiali takie domy. Gruzja w swojej historii nie miała większego wroga niż Armenia. Jest taka anegdota. Pytają się Ormianina, które miasto jest najpiękniejsze na świecie. Oczywiście Erywań. A ile minut będą lecieć rakiety z głowicami nuklearnymi z USA do Erywania. Ormianin na to: Tbilisi też piękne miasto" :) Tak się kochają narody Kaukazu."

"Miałem długą prometejską rozmowę z gruzińskim kierowcą: o Berii, Stalinie, Leninie, Układzie Warszawskim, płk Kuklińskim i Smoleńsku. Poleciłem mu m.in. "Jacka Stronga" i "Czerwoną Jaskółkę" :) Dla Gruzinów nie jest żadnym szokiem idea, że Beria był gruzińskim patriotą chcącym rozwalić ZSRR od środka. Niestety w Tbilisi nie ma pomnika Berii choć jest np. pomnik gen. Leselidze, który na polecenie Berii oddał Niemcom w 1942 r. kaukaskie przełęcze..."







"W Muzeum Stalina w Gori wystawa jeszcze z czasów sowieckich, ale przewodniczka uświadamia Ruskich o stalinowskich czystkach. Mówi, że za 5 minut spóźnienia w pracy można było dostać 10 lat łagru. Rosjanka jej odpowiada: Ale to wasza wersja! Ja mówię Rosjance: Nie, to oficjalne sowieckie prawo. Za kradzież trzech kłosów z pola w trakcie głodu też szło się do łagru. Wówczas jeden Rosjanin pyta się mnie: Wy z Polski? :) Przewodniczka dużo przemycała też o amerykańskiej technologii budującej przemysł ZSRR. Przyznała, że ludzie z Gori mówią, że prawdziwym ojcem Stalin był pop Koba Egnatoszwili. Warto więc odwiedzić to muzeum. Niestety pamiątek z Beria nie mają..."





"Dzisiaj kolejny dzień jak Anthony Bourdain. Wyprawiłem się do pięknego regionu Kacheti, gdzie odwiedziłem m.in. klasztor, w którym jest pochowana św. Nino (taka dziewczyna z ciemnymi włosami i intrygującym spojrzeniem, która wprowadziła chrześcijaństwo w Gruzji). Napiłem się wody ze źródełka świętej. W drodze powrotnej próbowałem miejscowego owczego sera i znakomitego chleba popijając to winem. Mój nowy gruziński przyjaciel zaprosił mnie do swojego domu z dużym ogrodem. Wspólnie piliśmy i ucztowaliśmy. Jutro zanosi się na ciąg dalszy..."





"Byłem w miejscowości Kaspi, gdzie ponoć mieszka matka Putina. Nie wiedziałem gdzie dokładnie mieszka, więc nie wpadłem do niej z szabasową chałką. : ) Byłem za to na uczcie u Gruzinów z okazji winnych plonów. Widziałem jak się tłoczy młode wino. A potem impreza z ogromną ilością rozmaitego jedzenia i wina. Gościnność Gruzinów nie zna granic!"

"Jeden z nowych gruzińskich znajomych okazał się zwiadystą, czyli fanem byłego prezydenta Zwiada Gamsachurdii. On był z Zugdidi - miasta tuż przy abchaskiej granicy. Opowiadał jaki terror robili bojówkarze Eduarda Szewardnadze - oddziały złożone z kryminalistów. Masowo mordowali miejscową ludność - uznając ją hurtowo za zwiadystów. Na boiskach zbierali miejscowych i kazali im grać w piłkę odciętymi głowami. Szewardnadze ma tu opinię rosyjskiego agenta, który doprowadził Gruzję do nędzy w latach 90. Gamsachurdia zginął na terenie gruzińskiej Abchazji, nie chciał opuścić kraju, choć Dżohar Dudajew mu proponował ratunek. Szewardnadze został obalony w czasie Rewolucji Róż przez Saakaszwilego. "Ludzie teraz nie doceniają tego co Saakaszwili zrobił. Przed nim nie było tych dróg, infrastruktury turystycznej, za jego czasów niemal zlikwidowano przestępczość". Od siebie dodam, że prof. Konstantin Gamsachurdia, ojciec Zwiada, był człowiekiem Berii, wyznaczonym przez niego na szefa proniemieckiego rządu Gruzji. Prometejska historia trwa cały czas..."



"Prometejski wątek w Zugdidi - jest tam pałac megrelskich książąt Dadiani. Jest w nim muzeum a w nim rzeczy osobiste Napoleona Bonaparte. Skąd tam one? Księżna Salome Dadiani poślubiła wnuka marszałka Joachima Murata! Bogdan Konstantynowicz - wiesz o co chodzi. Megrelia to rodzinny region Berii. A mnie do Zugdidi wiózł dzisiaj megrelski przyjaciel. Kiedy zjadłem bardzo ostrą, megrelska zupę powiedział mi: Ty teraz Megrel! "    

Bogdan Konstantynowicz odpowiedział mi na to: "Zalecam wieeelka ostroznosc! Znam wszystko... Dadiani - prosze wyszukac to slowo lub DADIAN na tej stronie i pozdrawiam !! I slowo MURAT - bedzie ciekawiej!  (...) ...Georgian nationalist, Prince Viktor Nakachidze, was convicted in late 1885 for participating in a nihilist bomb plot to kill the Tsar. Through his Mingrelian relatives, Prince Nakachidze had connections to Agrippina Japaridze, the wife of Constantine Petrovich, and to the Dadiani family - Salome, Niko and Andria Dadiani - the Georgian royal family then living in exile at Nice ... For his role in the bomb plot, Prince Victor Nakachidze was sentenced to death and sent to Siberia."

Przypominam, że zarówno Beria jak i Gamsachurdia byli Megrelami.

Po Zugdidi udałem się do Kutaisi. Stamtąd robiłem wypady w okolice miasta, m.in. do klasztorów Gelati ( z przepięknymi freskami) oraz do jaskini Prometeusza. 








"Król Dawid Budowniczy był wielkim człowiekiem. Miał 2,2 metra wzrostu i walczył 11-kg mieczem. Za jego czasów Armenia i Azerbejdżan płaciły trybut Gruzji. XII w. był dla Gruzinów złotym wiekiem a dowodem na to jest kompleks klasztorów Gelati pod Kutaisi. Są tam przepiękne freski. Obok klasztoru funkcjowała neoplatońska uczelnia, obserwatorium astronomiczne i pierwszy szpital w Gruzji (ach ten kler przeciwny nauce... : ). Król Dawid Budowniczy kazał się pochować w bramie klasztoru, tak by każdy deptał po jego grobie. Uznawał się za wielkiego grzesznika..." 

"W Jaskini Prometeusza (nazwa nadana w latach 20-tych...) jedna Rosjanka głośno się zastanawiała, czemu tą komnatę pieczary nazwano Komnatą Miłości. - Może to z tego powodu? - wskazała na sterczący stalagmit. Kucnęła przy nim i zaczęła sobie robić przy nim zdjęcia. Kutaisi - miasto, które z powodu nazwy może przyciągać nimfomanki. Miasto otoczone wilgotnymi jaskiniami..."



"Nie da się ukryć zasług Micheila Saakaszwilego dla rozwoju gruzińskiej infrastruktury turystycznej. Bez niego byłby tu syf w stylu Szewardnadzego. W samym Kutsisi : odbudowa katedry Bagrati, fontanna Kolchidy, budynek parlamentu. Iwaniszwili nie robi nic - tylko powiększa swój majątek a miejscowi narzekają na brak pracy. Gruzińska partia "ciepłej wody w kranie" zapewniła krajowi regres i prześladowanie politycznego oponenta. Do Gruzji przyjeżdża mnóstwo rosyjskich turystów. Im mowią rosyjscy pogranicznicy: Czemu chcecie jechać do Gruzji? Tam was napadną i zabiją. A Ruskim Gruzja się bardzo podoba i nie traktują jej jak wroga. Przestępczość jest tutaj śladowa. Nikt Ruskich nie napada. Czemu więc karzełek Putin- chujło uważa Gruzję za wroga? Po co mu ta Abchazja i Osetia? Ma w ch... własnego terytorium z wszelkimi bogactwami. Po prostu nie chce by Gruzja odniosła sukces społeczny i gospodarczy. Przykład Gruzji pokazywałby że inna Rosja jest możliwa..."







"W Batumi. Miasto przywitało mnie pięknym widokiem wieżowców nad morzem. Powiedziano mi, że "to wszystko zbudowali Amerykanie za Saakaszwilego". No zapewne też Turcy i parę projektów powstało już po Saakaszwilim, ale i tak można powiedzieć, że zaszła tu dobra zmiana po tym jak Saakaszwili przyłączył z powrotem Adżarię do Gruzji i odebrał władzę separatystycznemu prezydentowi Asłanowi Abszydze. Adżarowie mieli szczęście, że nie graniczą z Rosją tylko z Turcją. Dzięki temu uniknęli bardaku który Rosja zakonserwowała i pogłębiła w Abchazji i Osetii Płd. Na ulicach gruzińskich miast jest mnóstwo billboardów wyborczych Salome Zurabiszwili, kandydatki uznawanej za prorosyjską Jej zwolennicy w radiowych reklamach mówią, że chcą bliższych związków z Rosją, bo są ludźmi "rosyjskiej kultury". Kontrast między losem Abchazji i Adżarii jakoś niektórym nie daje do myślenia. Beria powinien wrócić z zaświatów i zająć się piątą kolumną..."

"Batumi - miasto wielkości Radomia, ale ma zakręcone wieżowce, ładne kamieniczki, świątynie różnych wiar i lotnisko, które nie zbankrutowało. :),Ma też ulicę Lecha i Marii Kaczyńskich. I ma mechaniczną rzeźbę nad morzem - Ali i Nino, symboliczno-robotycznych przytulających się kochanków. Ma też jeden z nielicznych zachowanych meczetów w Gruzji. Resztę rozwalił Beria - a prawosławnych, gruzińskich świątyń nie tykał, tylko chronił je jako zabytki. Polski kościół w Tbilisi też jakoś przetrwał..."

"W Muzeum Adżarii w Batumi kolejne prometejski akcenty. Wizerunek gen. Świętopełka-Mirskiego, który był tutaj gubernatorem wojskowym po wojnie 1878 r. a potem szefem MSW, który rozpoczął rewolucję 1905 r. W Batumi swoją prowokatorską robotę, m.in. wśród robotników zakładów Rotszylda (!) prowadził Stalin. W 1921 z Tbilisi przeniósł się gruziński rząd i prezydent Noe Żordania (krewny Nino Berii) i stąd poszli oni na emigrację"

"Byłem w bardzo oldschoolowym lokalu w Batumi (socjalistyczne pseudomarmury) i gadałem z nowym gruzińskim znajomym (mieszkającym kiedyś na Targówku : ) o polityce, kulturze, historii - m.in. o tym jak Adżaria wyglądała przed 2004 r. A obok siedziała para z Polski, którą poprosiliśmy o cyknięcie nam fotki. Byli zaskoczeni, że odezwaliśmy się do nich po polsku a ja że Polka odezwała się do nas po gruzińsku : )"

"Dzisiaj pięknie się wypogodziło w Batumi, więc wybrałem się do... ogrodu botanicznego. Nie, mają tam zioła z Kurdystanu, ale to miejsce z pięknymi widoczkami na morze i wieżowce Batumi. Później przeszedłem się nadmorskim bulwarem i wjechałem na 130 m Alphabet Tower - czyli wieżę jak w laboratorium Tesli, tyle że otoczoną spiralą liter gruzińskiego alfabetu. Pod pomnikiem Medei festyn wiejskiej turystyki - z lokalną żywnością. Tymczasem gdy przechodziłem koło jednej z knajp w pobliżu meczetu, kelner zagadał do mnie po turecku, określając mnie jako "effendi" : )"



"Naprawdę ciekawie wyszedł festyn turystyki wiejskiej w Batumi. Nie mam na myśli tylko regionalnego jedzenia i taniego piwa. Zaproszono całkiem niezłe zespoły ludowe. Jeden z nich składał się z dziadków, którzy żwawo tańczyli i grali na dudach i bębnach ( przekrój wiekowy: 60-90 lat). No ale też pokazy tańca dawały młode dziewczęta z długimi (doczepianymi?) warkoczami. Tradycyjne nakrycia głowy Gruzinów - takie spiczaste czapki - przypominały mi bardzo nakrycia głowy Scytów. Przyglądając się urodzie tutejszych dziewczyn można uznać, że część tutejszego DNA można znaleźć w Polsce.."