poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Największe sekrety: Euphoria - Joker Game



360 jenów. Za jednego dolara. Taki był kurs japońskiej waluty ustanowiony pod koniec lat '40-tych przez Ostatniego Boga Wojny gen. Douglasa MacArthura. Został on celowo zaniżony po to, by Japonia mogła odbudować swój przemysł i stać się jednym z pomocniczych silników światowego wzrostu gospodarczego w realizowanym przez USA w latach '40-tych, '50-tych i na początku lat '60-tych Globalnym Planie. Ten zaniżony kurs przetrwał aż do 1971 r. umożliwiając Japonii doświadczenie napędzanego przez eksport boomu gospodarczego. Można powiedzieć, że miał kluczowe znaczenie - był fundamentem protekcjonistycznej oraz interwencjonistycznej polityki, która zbudowała japoński dobrobyt. Polityki rozwoju przemysłu i budowy kapitału przećwiczonej wcześniej w Mandżukuo i Korei. Polityki mającej więcej wspólnego ze staroświeckim merkantylizmem niż z wolnorynkowym, liberalnym modelem kapitalizmu.



Ilustracja muzyczna: Ozzy Osbourne - No More Tears

Gdy w 1971 r. rozpadł się system Globalnego Planu i zaczął rodzić system Globalnego Minotaura, japoński protekcjonizm zaczął jednak wadzić amerykańskim progresywistycznym elitom. Po tym, jak mechanizm kursowy z Bretton Woods przestał działać, Bank Japonii zaniżał wartość jena za pomocą działań określanych jako dirty floating - regularnych interwencji kursowych. Kraj Kwitnącej Wiśni budował w ten sposób ogromne rezerwy walutowe, kontynuował eksportową ekspansję i wykupywał amerykańskie aktywa, w tym również obiekty o tak symbolicznym znaczeniu jak nowojorskie Rockefeller Centre. W połowie lat 80-tych wyglądało na to, że japońskie korporacje zdominują Nowy Porządek Świata.






Amerykańskie naciski okazały się jednak zbyt silne. Na mocy Porozumień Plaza z 1985 r. i Porozumień Paryskich z 1987 r. Japonia zgodziła się na aprecjację jena (o ponad 50 proc. w latach 1985-1990) a także na ostrą deregulację swojego systemu finansowego. Deregulacja początkowo przyniosła spekulacyjny boom - ziemia pod ambasadą brytyjską w Tokio była warta więcej niż wszystkie nieruchomości w Walii. W 1989 r. doszło jednak do bankowego krachu. Sektor na wiele lat stracił zdolność do wspierania gospodarki, gospodarstwa domowe ograniczyły konsumpcję a rząd zmuszony był sięgnąć po fiskalną stymulację, która jednak doprowadziła jedynie do skokowego wzrostu długu publicznego. Kraj wszedł w Stracone Dwie Dekady. Jeden z silników światowego wzrostu gospodarczego się zatarł. A mimo to Amerykanie kontynuowali presję. Administracja Clintona wdała się w spór handlowy z Japonią a jen mocno zyskiwał na wartości w latach 1993-1996. Japońskiej gospodarce zadano silny cios akurat w momencie, gdy zaczęła się podnosić po krachu. Konflikt handlowy wygaszono w 1996 r., gdy Chiny zaczęły grozić rakietami Tajwanowi. Waszyngton zreflektował się wówczas, że nadmierne przeczołganie Japonii może być szkodliwe dla jego interesów.



Japońskie doświadczenia w budowie potęgi gospodarczej zostały uważnie przestudiowane przez Deng Xiaopinga i chińskie kierownictwo partyjno-państwowe. (To jak wdrażano w Chinach te doświadczenia omawia znakomita książka Antoine'a Bruneta i Jean-Paula Guicharda "Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka".) Policyjny system kontroli migracji wewnętrznych i polityka jednego dziecka pozwoliły im zbić i tak niskie koszty pracy, co przyciągnęło zagraniczne inwestycje. Koszty te zostały dodatkowo mocno obniżone dzięki walutowemu protekcjonizmowi - zaniżaniu kursu juana. Chińska waluta została mocno zdewaluowana pod koniec lat '80-tych i na początku lat '90-tych. Śmiesznie niski kurs z 1994 r. utrzymywano aż do 2005 r., mimo że ChRL doznała wtedy bezprecedensowego rozwoju gospodarczego. USA nie protestowały przeciwko tak oczywistemu protekcjonizmowi, choć jednocześnie naciskały we wszelki możliwy sposób na to, by Japonia przestała bronić kursu jena przed umocnieniem. To USA - a konkretnie administracje Busha Sr. i Clintona zbudowały potęgę gospodarczą Chin.

Chiny mocno skorzystały też na transferze technologii - w tym mających zastosowanie wojskowe, umożliwionym przez administrację Clintona. Jak pisałem już na tym blogu:






"Blisko 20 lat temu "Washington Post" opisał śledztwo Departamentu Sprawiedliwości dotyczące dotacji wpłacanych na kampanię Clintona i Partii Demokratycznej przez biznesmenów powiązanych z chińskim rządem. Dotacje te miały służyć kupowaniu wpływów wśród amerykańskich oficjeli. Śledztwo ostatecznie nie potwierdziło tych zarzutów, ale część podejrzanych skazano za łamanie przepisów o finansowaniu kampanii wyborczej. Wśród skazanych był m.in. tajwański biznesmen John Huang, były pracownik indonezyjskiego Lippo Banku (należącego do Mohtara i Jamesa Riady, według raportu Senatu USA powiązanych z chińskimi służbami wywiadowczymi i wspierających Clintonów od lat 80-tych), organizator zbierania funduszów dla Partii Demokratycznej a w latach 1993-1996 zastępca podsekretarza handlu ds. międzynarodowych relacji ekonomicznych. Huang pracując w Departamencie Handlu decydował m.in. o tym jakie technologie mogą być eksportowane do Chin. Według raportu Kongresu USA z 1999 r. Huang pracując w Departamencie Handlu co najmniej dziewięciokrotnie spotykał się z pracownikami ambasady ChRL i prowadził rozmowy o nieznanej treści. Pieniądze na kampanię demokratów nielegalnie przekazywał też m.in. Wang Jun, syn byłego wiceprezydenta ChRL Wang Zhena i zarazem prezes chińskiej państwowej firmy zbrojeniowej Polytechnologies Corp. Jego spółka została przyłapana na przemycie 2 tys. karabinów AK-47 do USA. Za rządów Clintonów dochodziło do dużych transferów technologii z USA do Chin. Ułatwiło je to, że przeniesiono z Departamentu Stanu do Departamentu Handlu prawo do zatwierdzenia umów przewidujących transfer wrażliwych technologii. Lobbował za tym silnie koncern Loral, którego prezes przekazał na kampanię Clintona i demokratów 1,5 mln USD. Sekretarzem handlu w latach 1993-1996 był Ron Brown, polityk odpowiedzialny za kampanię wyborczą Clintona w 1992 r. Jak zeznała później w sądzie jego kochanka Nolanda Hill,Ron Brown nie chciał być kozłem ofiarnym Clintonów i zagrożony dochodzeniem korupcyjnym zamierzał zeznawać w sprawie Huanga. Wkrótce potem zginął w "katastrofie" samolotu w Bośni. Na jego głowie znalazła się rana, którą patologowie wstępnie uznali za postrzałową a w czaszce "ołowiana śnieżyca", czyli odłamki ołowiu po kuli. Sekcji zakazano przeprowadzić a zdjęcia z badania zaginęły. Kilka miesięcy później w siedzibie Departamentu Handlu znaleziono martwe, posiniaczone i częściowo nagie ciało jego wysokiej rangi urzędniczki (pracującej z Huangiem) Barbary Wise."



Podobny mechanizm widzieliśmy w przypadku wsparcia udzielonego przez sekretarz stanu Hillary Clinton transferom nowoczesnych amerykańskich technologii do Skołkowa "rosyjskiej Doliny Krzemowej". Transfer ten obejmował również technologie o zastosowaniu militarnym. Putinowskie zagrożenie, podobnie jak zagrożenie chińskie zostało więc wyhodowane przez Waszyngton.





Podobnie jest z zagrożeniem północnokoreańskim - w 1994 r. administracja Clintona podpisała porozumienie przewidujące dostawy do Korei Płn. reaktorów na "lekką wodę", które miały zastąpić zużyte i niebezpieczne reaktory reżimu Kimów. Reaktory dostarczył szwajcarski koncern ABB, w którego radzie dyrektorów zasiadał Donald Rumsfeld. Argumentowano, że te maszyny nie mogą zostać przystosowane do produkcji broni nuklearnej. A jednak zostały. W 1999 r. amerykańscy eksperci szacowali, że mogą one posłużyć do produkcji 100 bomb atomowych.


Po co zbroić kraj nazywany "państwem zbójeckim"? No cóż, zagrożenie uzasadnia wojskową, wywiadowczą i polityczną obecność w krajach regionu takich jak np. Japonia. W krajach w których elity polityczne i opinia publiczna miałyby w innym przypadku wiele zastrzeżeń co do tej obecności. W efekcie takiej polityki doszło do np. kuriozalnej sytuacji w której Wietnamczycy liczą na to, że USA będą ich broniły przed chińskim imperializmem.





USA dodatkowo wzmocniły chińską potęgę gospodarczą pozwalając im wejść do WTO. Decyzję w tej sprawie podjęła administracja Clintona, nie zważając na to, że ChRL stosowały wszelkie formy protekcjonizmu. Wejście Chin do WTO oznaczało de facto pozbawienie reszty świata kapitalistycznego ochrony przed ich nieuczciwą konkurencją. Skutkiem był lawinowo rosnący deficyt handlowy USA oraz innych państw Zachodu z Chinami. Blisko związana z Clintonami korporacja WalMart oraz inne sieci handlowe swoją polityką sprowadzającą się do maksymalnego dociskania dostawców (te szokujące, złodziejskie praktyki są opisane choćby w książce "Hiperszwindel" Stacy Mitchell)  mocno przyczyniły się do produkcyjnego eksodusu z USA do Chin i Meksyku (tu zawinił układ NAFTA i dlatego trzeba zbudować Mur, za który zapłaci Meksyk! :). Gdy koncerny zamykały produkcję w USA, upadały mniejsze zakłady będące ich podwykonawcami, dostawcami części itp. Jednocześnie wielkie sieci handlowe skutecznie dusiły małomiasteczkową klasę średnią - lokalnych sklepikarzy, aptekarzy, księgarzy. Silnik amerykańskiej gospodarki zaczął się zacierać. Szef Fedu Alan Greenspan uznał więc, że należy wspierać popyt Globalnego Minotaura stymulując sektor budowlany. Niskie stopy procentowe i poluzowanie wymagań dotyczących akcji kredytowej miały zapewnić impuls wzrostowy gospodarce.

Ilustracja muzyczna: Eminem - Without Me




Pół biedy, gdyby w USA jedynie doprowadzono do bańki na rynku nieruchomości i dawano hojne kredyty bezrobotnym analfabetom z czarnych gett. W trakcie drugiej kadencji Clintona ostro poluzowano jednak regulacje dotyczące branży finansowej. Zniesiono ustawę Glassa-Steagala pozwalając bankom łączyć działalność detaliczną z dziką spekulacją a przede wszystkim pozwolono im na tworzenie dziwacznych i toksycznych instrumentów finansowych typu CDO2 i następnie upychanie je różnym jeleniom, takim jak zarządzający funduszami emerytalnymi czy dyrektorzy europejskich banków. Twórcy tej polityki tacy jak Larry Summers czy Robert Rubin, znaleźli potem zatrudnienie w sektorze finansowym. Zabawa trwała do 2007 r. Później nadszedł Wielki Krach. (Literatura przedmiotu jest bardzo bogata. Osobiście polecam:  "Gracze" Vicky Ward, "Zbyt wielcy by upaść" Andrew Rossa Sorkina, "Linie uskoku" Raghurama Rajana a także film "Inside Job", By wczuć się w klimat trzeba też obejrzeć "Big short" i  "Wilka z Wall Street" i oczywiście hentaia "Euphoria" :) System sam zadał sobie śmiertelny cios.




Jak napisał Yanis Varoufakis, 2008 rok był rokiem śmierci Globalnego Minotaura. W wyniku kryzysu USA zawiodły jako globalny generator popytu. Amerykański popyt okazał się zbyt niski, by zapewnić światu trwały wzrost gospodarczy. Rolę tę próbowały przejąć od Ameryki Chiny, ale zawiodły. Skończyło się u nich na powstaniu bańki na rynku nieruchomości, deflacji oraz krachu na giełdzie w 2015 r. System się zepsuł. Wstrząsy związane z tym szokiem szczególnie mocno zostały odczute przez Europę. Ale to już temat na następny wpis z serii Euphoria...

***

Co prawda krytykuję w tej serii amerykańską powojenną politykę, ale nadal jestem zwolennikiem obecności amerykańskich sił zbrojnych na polskiej ziemi. Ich bazy są naszą racją stanu. A jak Amerykanie będą próbowały obalać tutaj niewygodne rządy - to można im zrobić numer podobny jak zrobili Turcy w Incirlik.

Przesadzam z tym obalaniem rządów? No cóż, wiele razy przez ostatnie 70 lat amerykańskie tajne służby i Departament Stanu robiły takie rzeczy swoim sojusznikom - wystarczy przypomnieć Diema i szacha Iranu czy Mubaraka i Erdogana. Dlatego też ostrze kontrwywiadowcze powinno być wymierzone nie tylko w rosyjską czy niemiecką agenturę, ale też w amerykańską. Zwłaszcza, że administracja Obamy i Hillary Clinton są współodpowiedzialni za zamach w Smoleńsku - Putin nie zrobiłby tego, gdyby nie miał pewności, że pozostanie bezkarny. Pamiętajmy, że wrogowie naszej cywilizacji rezydują nie tylko w Moskwie czy Rakce. Jest ich też mnóstwo w Waszyngtonie, Berlinie, Paryżu czy Brukseli.

***

Dwie ciekawostki kadrowe z tych państw Wolnego Świata, które będąc sojusznikami USA prowadzą jednocześnie dosyć niezależną politykę:


Filipiński prezydent Rodrigo Duterte (ten, który kazał ludziom zabijać dilerów i w ten sposób kilka tygodni doprowadził do pozasądowej likwidacji blisko tysiąca "sprzedawców śmierci) ma na dłoni mały tatuaż. Ten tatuaż jest symbolem Stowarzyszenia Strażników - resortowej organizacji znanej również jako "Magiczna Grupa", założonej w 1976 r. przez wojskowych zrzeszonych w Szwadronie Diabła. To grupa członków i sympatyków szwadronów śmierci z czasów Ferdinanda Marcosa. Duterte twierdzi, że "Marcos był najlepszym prezydentem ever" i niedawno zdecydował o przeniesienie jego grobu na cmentarz bohaterów wojennych.



W Japonii, w nowym rządzie Shinzo Abe, ministrem obrony została Tomomi Inada. Podobnie jak premier i większość członków rządu należy do Nippon Kaigi - stowarzyszenia resortowych rodzin, potomków wojskowych, funcjonariuszy bezpieki, polityków i przemysłowców z czasów wojny chroniących się nawzajem przed odpowiedzialnością za wojenne grzechy, dbających o reputację Imperialnej Japonii i dążących do jej remilitaryzacji. Inada jest prawniczką reprezentującą głównie rodziny dawnych zbrodniarzy wojennych oraz rewizjonistów historycznych negujących np. masakrę w Nankinie. Mi ona przypomina Kasane Kujiragi - jedną z bohaterek ostatniej serii anime "Durarara". Te same beznamiętne spojrzenie spod okularów... Ja bym ją obsadził razem z Macierewiczem, Trumpem i Duterte w jakiejś Justice League :)





czwartek, 11 sierpnia 2016

Czy chora Hillary (lub jej nadzorcy) zabiją Assange'a?

Julian Assange, założyciel portalu WikiLeaks, twierdzi, że Hillary, stara się zrobić z Trumpa agenta Kremla, po to, by ukryć swoje o wiele głębsze związki z Rosją. Trudno się z nim nie zgodzić. Hillary w latach 2009-2012 organizowała przecież wielki transfer nowoczesnych technologii do Rosji - technologii mających również zastosowanie militarne. Departament Stanu, za jej rządów, namawiał amerykańskie koncerny do inwestowania w Skołkowie "rosyjskiej Dolinie Krzemowej". Ten wielki transfer technologii (być może największy od lat 40-tych) przyczynił się do modernizacji rosyjskiej armii. Obawiam się, że nie była to "wpadka", tylko działanie celowe - karmienie putinowskiego straszydła, by mogło zagrażać Eurokarłom i sabotować chińskie plany "Nowego Jedwabnego Szlaku". Podobna strategia jest stosowana przez amerykańskie elity wobec Europy od blisko 100 lat.



Nie sądzę więc, by maile z DNC, które tak zamieszały na konwencji demokratów zostały wykradzione przez rosyjskich hakerów. Assange przyznał, że otrzymał je od Setha Richa, młodego sztabowca DNC, który został zamordowany w lipcu w Waszyngtonie, gdy udawał się na spotkanie z agentami FBI. Nie padł on ofiarą ataku rabunkowego, gdyż mordercy nie ruszyli jego portfela, zegarka ani smartfona. Assange mówi, że ma emaile pokazujące, że wybory zostaną sfałszowane, mówiące o różnych dziwnych związkach Fundacji Clintona i o innych clintonowskich machlojkach. Niedawno się dowiedzieliśmy, że irański fizyk nuklearny, który został powieszony za szpiegostwo na rzecz USA, wpadł, bo Hillary opisywała jego sprawę w mailach, które trzymała na nie zabezpieczonym serwerze.  O tym, że Partia Demokratyczna dopuściła się oszustw, by wyeliminować Berniego Sandersa, powszechnie wiadomo - Bernie został zresztą kupiony i po zakończeniu kampanii nabył dom za 600 tys. USD.  Sądy poluzowało ostatnio w USA przepisy dotyczące głosowania - a i już były z tym problemy. Pewien internetowy dowcipniś poszedł do lokalu wyborczego w Detroit i bez okazania jakichkolwiek dokumentów dostał kartę wyborczą podając się za... Eminema. W tych wyborach będą większe hece niż w 2000 r. na Florydzie. Wynik wyborczy może przeważyć Październikowa Niespodzianka - czyli wysyp maili Clintonowej. Znany aktor James Woods sugeruje jednak, że może dojść do Wrześniowej Niespodzianki - Assange będzie martwy.

 Szalę w kampanii może przeważyć również to, że Hillary jest poważnie chora. Eksperci dopatrują się u niej uszkodzenia mózgu, być może będącego skutkiem zakrzepu z 2012 r. Hillary nagle traci wątek w trakcie przemówień, histerycznie się śmieje, robi dziwne miny i wyraźnie ma problemy z poruszaniem się. Zdarzało się jej często upadać, raz nawet złamała sobie w ten sposób obojczyk. Kilku agentów Secret Service musiało jej pomóc pokonać kilka drewnianych schodków. Jej bliska współpracowniczka Huma Abedin przyznaje, że była sekretarz stanu jest często zdezorientowana.  Zachowanie Hillary z ostatnich tygodni wyraźnie wskazuje, że jest ona poważnie chora - wystarczy obejrzeć poniższe video.



Całkiem możliwe, że jest ona faszerowana prochami. Wiele mówi scena uwieczniona na poniższym filmie: gdy traci wątek podczas przemowy agent Secret Service (?) podbiega do niej i mówi "keep talking, keep talking!". Kto steruje tą schorowaną staruszką?

sobota, 6 sierpnia 2016

Największe sekrety: Hyperborea - Aurora Borealis

Ilustracja muzyczna: Michail Nowak - Facing the Gods

Gdzie znajdują się korzenie naszej cywilizacji? Wielu konserwatystów odpowie zapewne: w Rzymie, Grecji i w chrześcijaństwie. Gdzie są jednak korzenie Rzymu? Mit założycielski Wiecznego Miasta mówi o braciach Romulusie i Remusie wychowanych przez wilczycę. Ta "wilczyca" to jednak eufemizm. W starożytnej Italii mówiono czasem na dziwki "wilczyca", czyli "lupa". Stąd się wzięło słowo "lupanar", czyli burdel. Owa legendarna "lupa", bogata burdelmama kupiła siedem wzgórz nad Tybrem i przygarnęła Romulusa i Remusa. Cywilizacja Rzymu nie wzięła się z powietrza. Wyrosła ona na gruncie latyńskiej i etruskiej kultury z potężną dawką greckich wpływów. Sami Rzymianie uważali się za potomków uchodźców z Azji Mniejszej - z Troi. Kim byli Grecy, od których Rzym tyle zapożyczył? Barbarzyńcami z północy, którzy skolonizowali obszary zajmowane przez podupadłe cywilizacji minojską i mykeńską mające silne związki z Bliskim Wschodem. Od Hetytów przejęli swój panteon, od Fenicjan pismo (które później zniekształcili), od egipskich wtajemniczonych kapłanów podstawy filozofii. Czym jest chrześcijaństwo? Religią zrodzoną na Bliskim Wschodzie, w środowisku żydowskim, która przejęła żydowskiego Boga, moralność i święte księgi. Skąd się zaś wzięli Żydzi? Z Mezopotamii. Słowo "Hebrajczyk" to zniekształcone "Nippuryjczyk" - "Nippuri". Nippur to miasto starożytnego Sumeru, w którym Terah, ojciec Abrahama był kapłanem. Kalendarz żydowski jest kopią sumeryjskiego kalendarza z Nippur liczącego swój bieg nie od stworzenia świata, ale od wizyty Anu - najwyższego boga sumeryjskiego panteonu w Nippur. To co uznajemy za klasyczną cywilizację europejską ma więc swoje źródła na Bliskim Wschodzie.







Oprócz nich istnieją też jednak źródła rodzime. Wyklęte ze względu na swoją "pogańskość" i "barbarzyńskość". Źródła które jednak głęboką siedzą w naszej kulturze i mentalności. Żródła, które zdecydowały o naszej wyjątkowości i sprawiły, że nie staliśmy się kolejną kiepską kopią bliskowschodnich kultur. W cyklu Hyperborea wielokrotnie pisałem o tym, że jesteśmy spadkobiercami barbarzyńskich konfederacji, które z powodzeniem walczyły przeciwko Persji, Macedonii, Rzymowi, Bizancjum i Frankom. Ludów nazywanych przez ich przeciwników: Scytami, Sarmatami, Wenedami, Wenetami, Suebami, Hunami, Awarami i wreszcie Słowianami (Słowenetami). Ludy te pod względem genetycznym i kulturowym były pokrewne plemionom z Wielkiego Stepu, które w czasach starożytnych podbiły Indie. Plemion znanych jako Ariowie. Skąd się jednak wzięła cywilizacja oraz religia tych ludów?




Bal Gangadhar Tilak, ojciec indyjskiego nacjonalizmu, żyjący na przełomie XIX i XX w., w swojej książce "The Arctic Home in the Vedas" opowiadał się za hipotezą... hyperborejską. Uważał, że ojczyzna Ariów znajdowała się na arktycznej, syberyjskiej Północy, czyli w mitycznej Hyperborei.
Skłoniła go do tego drobiazgowa analiza Wed, czyli hinduskich świętych ksiąg. Znalazł tam odniesienia do takich zjawisk jak zorza polarna - aurora borealis. Wczytując się w Wedy zauważył, że ich autorzy opisywali tam ruch gwiazd na nocnym niebie w sposób charakterystyczny dla nieba polarnego. Znalazł też w Wedach wzmianki o miejscu, gdzie dzień trwał pół roku. W Wedach opisane są również obszary, na których rosły świerki i drzewa podobne do... brzóz. Tilak uważał, że hinduskie mity powstały wśród Ariów na dalekiej Północy, w czasie interglacjału, gdy - jak mówi współczesna nauka - panował tam o wiele cieplejszy klimat niż obecnie. Zmiany klimatyczne spowodowały opuszczenie przez Ariów tego centrum cywilizacyjnego, przejście do Azji Środkowej oraz ich dalsze migracje. Ich zniekształcone przez czas mit zostały później zaadaptowane do indyjskiej geografii oraz zmieszały się z mitami podbijanych przez Ariów plemion.

Flashback: Największe sekrety - Hyperborea: Prometeusz



Ślady tego hyperboryjskiego praźródła mamy w symbolach używanych przez naszych przodków: m.in. swastyk. Można jest znaleźć w religii (np. u jedno z bóstw Wieletów nazywało się... Siwa. W XV w. Jan Długosz pisał, że za jego czasów Polacy wciąż oddawali cześć bóstwu nazywającemu się Żywie. To prawdopodobnie od niego pochodzi nazwa miasta Żywiec.). Ślady wpływów z tego dawnego aryjskiego praźródła znajdziemy również w języku. Jak czytamy:

"Wyraźne podobieństwo języka awestyjskiego do języków słowiańskich zauważył już w XIX wieku orientalista prof. Ignacy Pietraszewski.[17] Od tamtej pory powstało dużo więcej publikacji na ten temat. Jednakże, aby uzmysłowić Czytelnikom podobieństwo języków aryjskich do języków słowiańskich, poniżej posłużę się dwoma przykładami – podobieństwem starożytnego sanskrytu do języka polskiego oraz języka palijskiegoze Sri Lanki także do języka polskiego.

Porównanie słów polskich ze słowami sanskrytu:

Dwa = Dva, Dwoje = Dvaja, Trzy = Tri, Troje = Traja, Cztery = Czatur, Pięć = Panća (w hindi, urdu i pasztuńskim jest Pańć), Sześć = Szasz, Siedem = Saptam, Dwanaście = Dvadaśa, Wiedza = Veda, Znać = Znati, Budzić = Budżati, Sława = Śravas, Prawda = Para Veda (Pra Wiedza / Stara wiedza), Bywać = Bhavati, Bóg = Bhaga, Święty = Śivata, Niebo = Nabhas , Chmura = Megha (por. Mgła), Raj = Raji (Bogactwo, Radość) , Oko = Aksi (por. Oczy), Nos = Nasika, Łono = Joni, Łakocie = Jakoti, Łoś = Josza (por. Łosza – samica łosia), Żyć = Żivati (por. Żywić), Rodzić = Rodhati, Kopulować = Jebhati (por. wulg. Jebać), Dom = Dam, Doić = Dhajati, Matka = Mati, Brat = Bratr, Mąż = Manusya (por. Mężczyzna), Żona = Żani, Drzewo = Dru, Góra = Giri, Wiać = Vati, Drzwi = Dvara (por. słowackie Dvere, ukr. Dveri, ros. Dver’), Ogień = Agni, Wilk = Vrka, Koza = Aża, Owca = Avi, Niedźwiedź = Madhvad (por. słoweńskie Medved), Mysz = Muś, Myszka = Muśika, Wydra = Udra, Żyto = Sitja.

Porównanie słów polskich ze słowami języka palijskiego:

Nie/Ani = Ani, Bóg = Bhagam, Pobożna kobieta = Bhagini (por. Bogini), Ogień = Aggini, Bardzo mało = Atithoko (por. Tylko), Brat = Bhata, Mówić = Braviti (por. Prawić), Drewno = Daru, Szary = Dausaro, Gadać = Gabati, Głosić = Ghoseti, Gęś = Hamso, Zimno = Himo, Jabłko = Jambu, Kiedy = Kada, Kaszel = Kaso, Kto = Ko, Kukułka = Kokila, Kogut = Kukkuto, Miód = Madhu, Mniemać = Mannati, My = Mayam, Niebo = Nebho, Nos = Nasa, Opadać = Opatito, Ranić = Paharati (por. Poharatać), Pięć = Panca, Pływać = Plavati, Pełno = Punno, Pijący = Payako (por. Pijak), Wrzawa = Rava, Wznosić = Ruhati (por. Ruszać), Sala = Sala, Samo = Samo, Szybko = Sigho, Sucho = Sukkho, Syn = Sunu, Spać = Supati, Tam = Taham, Ciemno = Tamo, Wiać = Vati/Vayati.

Więcej na ten temat z przykładami liczniejszych, pokrewnych słów można przeczytać w artykułach Kamila Dudkowskiego, z których między innymi korzystałem: „Sloveniska Samskrta” oraz „Język polski na Sri Lance„. [18]
O językowym i genetycznym pokrewieństwie Ariów i Słowian piszą także indyjsko-kanadyjscy naukowcy w swojej pracy pt. „Indo-Aryan and Slavic Linguistic and Genetic Affinities Predate the Origin of Cereal Farming”.




Ślady te nawet widać jeśli chodzi o przekleństwa:

"Paskudne słowo: “kał”. Nie zmieniło się ono przez 4000 lat! W sanskrycie (2000 pne) brzmi “kala”, w starocerkiewnosłowiańskim (X wiek) “kal’”, w greckim zachowując główny rdzeń zmieniło się w “kelas” a w łacinie w bliskie greckiemu “calidus” – widać jaką to słowo przebyło ścieżkę. Zachowało się słowo powiązane “kalać”, “skalany”, “niepokalana” itd. Wszystkie te słowa pochodzą od “kału”. Zapewne w języku przodków indoeuropejskich brzmiało ono “kela”, “kala”.

(...)


Nie może oczywiście zabraknąć określenia najstarszego zawodu świata. Rdzeń słowa “kurwa” rozszedł się wraz z indoeuropejczykami po Europie. We wszystkich słowiańskich językach brzmi ono tak samo, w tym również wczesnosłowiańskich. Do Greki trafiło jako kobieta niezamężna “koura” – i takie było prawdopodobnie pierwsze znaczenie tego słowa, jego pejoratywne znaczenie pojawiło się później. Widać podobieństwo ze staro-niemieckim “huora” które również przeszło w niemieckim w określenie prostytutki “hure”. I widać podobieństwo z angielskim “whore” a nawet w islandzkim “hora”. Wg ekspertów pierwotne indoeuropejskie słowo brzmiało “kur” lub “kury”. W łacinie przeszło w “caurio”.

(...)

Przyznam że mam niezłą zabawę, bo właśnie otworzyłem kolejne urocze słówko w protosłowiańskim “jebati” – “jebać”. I szlachetni Ariowie zanieśli je do Indii aby w sanskrycie brzmiało ono “yabhati” (jabati).


Nieco bardziej skomplikowana sprawa jest ze słowem “pisdeh”, które w staropruskim brzmi “peisda” w starogreckim przeszło jakże pięknie w “nisdos” – gniazdo (bardzo poetycko) a w polskim w “pizda”. A nasi jeźdźcy na rydwanach zanieśli je do Iranu gdzie występuje słowo “pisdika”."

(koniec cytatu)



Friedrich Nietzsche nie bez powodu nazywał Polaków "najbardziej hyperborejskim narodem w Europie". Niemcami gardził. Współczesna nauka pokazała zaś, że Niemcy tylko z nazwy są "Germanami". Jak czytamy: "Co dziesiąty Niemiec ma żydowskich przodków – wynika z badań szwajcarskiej firmy Igenea. Tylko sześć procent Niemców ma germańskie korzenie. Aż 30 procent Niemców pochodzi od Słowian."